Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
O… Niezapominajka nie wiedziała co to, ale zapach rośliny przykuł jej uwagę. Mogłaby przysiąc, że czuła coś podobnego w składziku… Cóż, zebranie jej nie zaszkodzi, nie? Spróbowała sobie przypomnieć jakie jej części były lecznicze, ale, yy… No nie była pewna. Gdyby musiała obstawić postawiłaby na korzeń, ale no, wolała nie ryzykować że wróci z zielskiem zamiast ziołem. Postanowiła więc zebrać całą roślinę, wraz z korzeniami. Zaprezentuje ją później Fali i resztę się wyrzuci, a ewentualnie kwiaty da dla kociaków czy coś…
Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Świerkowa Łapa intensywnie rozglądała się za czymś ciekawym. Nic nie przykuło jej uwagi, dopiero pisknięcie myszki. Biało- ruda koteczka skierowała głowę w kierunku źródła dźwięku i dojrzała myszkę. Instynkt podpowiedział jej, że trzeba ją złapać. Owszem, jest na zbieraniu medykamentów, a nie polowaniu, ale dodatkowa zwierzyna nie zaszkodzi, żal zignorować. Świerkowa Łapa zgięła łapki, tak, aby nie szorować brzuchem po ziemii, ogon ustawiła równo w linią kręgosłupa, a wibrysy wraz z uszami były skierowane w stronę myszy. Następnie koteczka skorygowała ustawienie pod wiatr. Powoli mając z tyłu głowy, aby być cicho i nie wywoływać drgań zbliżała się w stronę myszy. Gdy udało jej się podejść odpowiednio blisko zamierzała skoczyć i wykonać śmiertelny cios.
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Kotka zaczęła zrywać więc rośliny. W niektórych miejscach zmuszona była nieco przekopać ziemię, by wyciągnąć roślinę wraz z korzeniami. Finalnie udało jej się zebrać całe siedem sztuk długich roślin.
+7 całych kwiatów z korzeniami nagietka lekarskiego +42MExp
Mysz dojrzała zbliżające się zagrożenie i zerwała się do ucieczki. Przebierała swoimi krótkimi łapami najszybciej jak potrafiła! W końcu od tego zależało jej własne życie. Wciąż jednak była szansa dogonienia gryzonia!
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Rośliny były dość... Duże. A wykopanie korzeni zdecydowanie chwilę jej zajęło. Oh oby faktycznie się to okazało przydatnym ziołem... Otrzepała się z ziemi i ponownie ruszyła szukając czegokolwiek co by się przydało w lecznicy. Nie czyściła swojego futra całkowicie, bo pewnie i tak znowu je pobrudzi przy wykopywaniu innych korzeni, więc co za różnica...
Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Coś poszło nie tak i mysz ją jakoś wyczuła. Nawet nie zdążyła mrugnąć okiem a piszczek gnał przed siebie. Świerkowa Łapa podjęła się gonitwy. Wiedziała, że jest na zbieraniu ziół, a nie polowaniu, ale szkoda takiej okazji! Gdy tylko dystans zmniejszył się nieco między nią a myszką podjęła próbę skoku. Może się uda. Oczywiście, nie zamierza też gonić myszy dalej niż długość drzewa, bo nie po to tu jest, a samej Niezapominajki nie zostawi.
Przeciętnego wzrostu, o długiej, czarno-białej sierści, która wiecznie jest chociaż trochę potargana, oraz oczach wpadających w turkusowy odcień, chudy, generalnie to poza ogonem jak mokry szczur wygląda, masakra jakaś
nieco naiwny, przyjazny gostek, asertywny, ciekawski i się uczyć lubi
Dym [KG]
Mieli się nie włóczyć daleko. Dąb nie miał nawet zamiaru iść nigdzie dalej, niż jak do Kolczastych Krzewów, które - de facto - były tuż obok obozu. Miejsce niezbyt urokliwe, szczególnie że parę kolców zdążyło mu się w futerko zaplątać i go nieco poszarpać (ale tylko po futrze!). Przynajmniej serio się nie nachodzą. - Aaach... - sapnął w końcu, kładąc się na ziemi. - Później będę musiał się przenieść do legowiska terminatorów. Dasz wiarę? Będę mógł ci chrapać nad uchem!
Zażartował lekko, posyłając cieplutki uśmiech do kotki.
Dąb, czy też Bystra Łapa od teraz, był miły dla Pies. Ale Pies czuła do niego sympatię tak pół na pół. Niestety miał ładne długie futerko, więc czuła się przy nim gorzej. Poza tym wydawał się traktować ich jak mega bliskich przyjaciół! A czy Pies miała jakichkolwiek przyjaciół? No nie. Nie przypominała sobie. Ona nawet z Lisem się nie przyjaźniła tak na dobrą sprawę.
- Fuj, czemu miałbyś mi chrapać - skrzywiła się, odsuwając parę kroków by usiąść na czystym kamieniu. - Ale jak już tu jesteśmy i nikt nie słucha, to może mi powiesz jak uniknąć treningu - skoro już mieli się przyjaźnić, to Dąb równie dobrze mógłby się na coś przydać.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Przeciętnego wzrostu, o długiej, czarno-białej sierści, która wiecznie jest chociaż trochę potargana, oraz oczach wpadających w turkusowy odcień, chudy, generalnie to poza ogonem jak mokry szczur wygląda, masakra jakaś
nieco naiwny, przyjazny gostek, asertywny, ciekawski i się uczyć lubi
Dym [KG]
Uwagi i myśli Pies były skrajnie różne od tych Dębu. Czy się tym przejmował? Nie. I szczerze mówiąc, nawet jakby je usłyszał, to pewnie tylko by wzruszył na to ramionami i spytał, czy dalej się w takim razie kolegują. A potem, niezależnie od wyniku, zająłby się sobą. - Każdy chrapie! Nie wiesz o tym? - uniósł jedną z brwi do góry. Zdawało mu się, że jest to dość powszechna wiedza... chyba, że przyjaciółka przesypiała wszystkie noce tak mocno, że nigdy nie słyszała. Wtedy to tylko pozazdrościć... - A... nie wiem. Ledwo zacząłem mój!
I już miał mieć taką wiedzę?! - Najlepiej, po prostu być niedyspozycyjnym. Chorym, rannym, rozumiesz... coś, na co nie masz wpływu, żeby nikt nie uznał, że to twoja wina. Bo wtedy nikt nie może cię do niczego zmusić, tak mi się wydaje - wyjaśnił. Było to logiczne, ale czy na pewno zgodne z prawdą...?
- Pomocy! - zawyła, rozpaczliwie rozglądając się po okolicy.
Leżała pokracznie pod krzaczkiem, ruszając jedynie niespokojnie ogonem. Na pyszczku tliły się jeszcze mokre od łez strużki, rozlewające się szerzej niż tylko na policzkach. Psinka płakała długo i rzewnie. Nie była też do końca utknięta, leżała dość luźno pod nisko zwieszonymi gałązkami, ale wystające kolce sprawiały, że nie mogła się podnieść. Znaczy, mogła, oczywiście. Ale nie chciała.
- Pomocy, utknęłam! - zapłakała ponownie, z nadzieją że ktoś przybędzie ją uratować.
/skaziula
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Księżyce: 39 Mistrz: Sosnowy Szmer Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa) Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
Nagłe wołanie o pomoc przyprawiło syna Traszkowego Grzbietu o dreszcze. Spodziewał się tragedi, ataku drapieżnika, napadu samotnika, a co gorsza powrotu Szakalej Łapy. Nie czegoś takiego.
Przystanął nad Tęczową Łapą z konsternacją wymalowaną na szarym pysku, która zaraz potem przeszła w niedowierzanie. Zdusił w sobie zniecierpliwione prychnięcie. Ktoś mógł w tej chwili umierać, a kotka rozpaczała nad kilkoma kolcami wbitymi w jej grzbiet. - Jak bardzo? Nie możesz się odepchnąć? -Zapytał w końcu, jego ton jak zwykle był neutralny, nie dał po sobie poznać zniecierpliwienia.
Wybawienie! Pomoc znikąd! Spojrzała na łapy, stające przed jej mordką, a następnie powoli uniosła głowę ku górze, by dojrzeć lepiej swojego ewentualnego wybawiciela. Miała szczerą nadzieję, że jej pomoże bo inaczej będzie musiała go znienawidzić na zawsze, a to byłoby bardzo przykre!
- Nie mogę - pociągnęła rozpaczliwie nosem. - Nie mogę, wbijają mi się kolce! - dodała jeszcze, by zaznaczyć okropieństwo sytuacji, w której się znalazła, a i żeby jakoś wyrobić w Skazie coś na kształt litości. - Pomóż mi proszę.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Nie była urodzonym rozmówcą. Nie była kotem, który chętnie spędzał czas z innymi, choć tak bardzo zależało jej na klanie wichru i ogólnie jego członkach. Oddałaby swoje życie za ratowanie klanu, nawet za pojedyncze jednostki, o ile te faktycznie przykładały się do życia w klanie wichru. Jakie więc trudne było dla niej zaproszenie Truflowego Noska poza obozowe granice, by porozmawiać. Nie było tu podstępu, a czysta chęć... pogłębienia zrozumienia sytuacji w klanie. Niekoniecznie występowała tu jakaś potrzeba integracji czy przyjaźni, ale zwyczajna orientacja. Poza tym od czasu do czasu należało nawiązać kontakt z kotem, który niedługo miał być ponad innymi.
Wyszły z obozu, skręcając w stronę Kolczastych Krzewów. Spacer nie miał być przesadnie długi, nie miał być też obchodem granic. Ot, przejście po terenie, nie tak daleko obozu. Spokojne, luźne, zorientowane na wymianę plotek czy lepsze poznanie. - Klan Wichru bardzo dobrze sobie radzi. Mamy nowych wojowników, nowe kocięta. Kolejnych terminatorów. - Przy ostatnim rzuciła jej krótkie spojrzenie, ale tylko na moment, po czym spojrzała znów przed siebie, krocząc dalej. - Poruszyły mnie twoje słowa na ceremonii, na której Roziskrzona Gwiazda wybrała cię na zastępcę. - Poruszyła wibrysami niespokojnie. - Te o matce. I jej kociętach.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Zdziwiłam się odrobinę kiedy Klacz zaprosiła mnie na spacer; nie żeby nasze poprzednie rozmowy nie były równie zaskakujące i zawsze świeże zawsze, ale mimo wszystko konkretnie inicjatywa wychodząca od młodszej kotki była dla mnie zaskoczeniem; nie byłam tylko pewna czy miłym. Wyszłam jednak w wystarczająco akceptowalnym humorze, nadal potrafiłam czuć napięcie w barkach kiedy przypominało mi się ostatnie spotkanie z Szopem; nie była to jednak pierwsza i ostatnia tak sytuacja w moim życiu, tym razem również po prostu byłam bezsilna i może to właśnie mnie napędzało - chęć nie bycia bezsilnym.
– To prawda. Ostatnie księżyce dobrze prosperują i klan jest na spokojnych wodach, nie muszę się martwić o braki zwierzyny na stosie, ani brak Mistrzów dla kociąt. Jedyne moje zmartwienia istnieją poza obozem w postaci drapieżników czy niespodziewanych sytuacjach. – Przynajmniej chciałam w to wierzyć, bo kiedy zastanawiałam się odrobinę dłużej to ostatecznie docierało do mnie, że za parę księżyców po Iskrze zostanie tylko dziedzictwo które po sobie zostawił, a ja… zostanę Gwiazdą? Może do tego czasu ktoś inny zajmie moje miejsce? Grom był w mojej krwi, a mimo to miejsce było w Wichrze… tylko czy naprawdę koty to akceptowały? Lekka uwaga o terminatorach była dla mnie słyszalna nie byłam tylko przekonana do czego się odnosiła - mojego nie wytrenowania nikogo czy może do Węgla który wrócił do klanu? – Och… – Lekki szok, na pewno widoczny na moim pyszczku. – Ostatecznie jedyne co mam to moje słowa, cieszę się, że czasami ktoś chce się nad nimi zatrzymać i pomyśleć, jest to przywilej który nie każdy posiada, dziękuję – powiedziałam szczerze i lekko pochyliłam głowę w geście docenienia z czym się ze mną dzisiaj podzieliła i tym, że w ogóle chciała mnie wysłuchać; nie byłam jednak pewna czy powinnam sama zaczynać i bardziej przeć w pytania czy może poczekać na otworzenie się kotki przede mną… wybrałam jednak to drugie.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Trufla zaczęła odpowiadać i mówiła to tak, jakby klan wichru był JEJ klanem. Jakby od zawsze tu była, miała krew wichru w żyłach, jakby to ona tylko sprawowała pieczę nad tym, co się działo i tylko jej zależało. To wzburzyło Klacz, ale nie powiedziała nic, zostawiła to dla siebie. Najwyraźniej gromiacy tak mieli - byli zamkniętymi w sobie egoistami, którzy podejmowali durne decyzje. - Tak, wszyscy nie musimy martwić o zwierzynę i przyszłość pokoleniową. - Rzuciła, niby tak o, ale jednak z akcentem na "wszyscy". Tak się składało, że Klacz krew wichrową miała, co dawało jej większe prawa do mówienia o klanie, jakby wszystko zależało od niej - tak było w jej głowie. Na koniec dnia i tak była równa wszystkim tym kotom, które teraz tu żyły, a które mogły być nawet kotami wyjętymi z rynsztoka, po dwóch samotnikach, którzy nigdy nie słyszeli o klanach. - Co do drapieżników - sukcesywnie i regularnie pozbywały się zagrożeń. Mamy silnych wojowników, terminatorów... choć są koty, które postanowiły pokazać jednak prawdziwą naturę. I zniknęły. - Powiedziała, mając na myśli różne koty. Nie wchodziła w szczegóły.
Kiwneła jej głową lekko i powolno, dając jej jakiś wyraz szacunku, ale na tym nie poprzestała. Rozwineła myśl. - Gdyby Wojenny Okrzyk postanowiła odejść do innego klanu - nadal bym ją kochała. Gdyby Atak postanowił przyjść tu - nie osądzałabym go o brak lojalności. - Temu musiała przyznac rację. Faktycznie matka kochająca swoje dziecko mogłaby mieć złamane serce, gdyby ktoś otwarcie nazywał je włóczęgą, a jednak... - Ale są to koty z klanów. - Musiała, musiała, bo by się udusiła. - Nadto chcę cię spytać o coś i może twoje słowa wyjaśnią mi coś, czego nie rozumiem. - Przyspieszyła kroku i stanęła przed nią, by Trufla przystaneła w miejscu i odpowiadając na pytanie patrzyła w oczy Klaczy, a nie przestrzeń terenów. - Dlaczego w Klanie Wichru pojawia się tyle kotów spoza niego? W jaki sposób upewniacie się, że kot ma dobre zamiary? Skąd wiecie, że nada się do życia tutaj? Nasz obóz nie ma niezliczonej pojemności, nie rozszerzymy go sobie tak o, po prostu. W obozie mamy małe kocięta - gdy sama byłam matką to czułam strach o swoje dzieci, bo nie znam kotów, które spraszacie do serca terenów. - Na chwilę przestała mówić, by uzupełnić tlen, ale i zebrać myśli. - Nie wiem czy ty rozumiesz o co w ogóle mi chodzi. I czy jesteś odpowiednim kotem do rozmowy. Nie jesteś stąd, przyszłaś tu i niedługo Klanem Wichru będzie rządził kot, który nawet nie ma krwi stąd. Co jeśli dalej tęsknisz za Gromem, ale nie potrafisz się przyznać? Byłabyś w stanie walczyć z przyjaciółmi z Gromu? Z rodziną z Gromu? - W końcu wyprostowała się i nieco odsunęła głowę, przez co zwiększyła psychiczny dystans między nimi. - W naszym obozie pałęta się kot, który nawet nie został oficjalnie przyjęty do klanu. Co jeśli to szpieg? Wie, gdzie mamy obóz. Każecie jej zamknąć oczy i odeślecie, żeby nie widziała drogi? - Rozgadała się, oh, ale jest TYLE rzeczy do poruszenia, a stary głupiec nie domagał, nie było kiedy z nim porozmawiać. - Nie chcę mieć z tobą na pieńku, bo wojna z władzą nigdy nie przynosi niczego dobrego. Dlatego pytam. Muszę znać odpowiedzi na te pytania, bo Klan Wichru w moich oczach się rozpada, a ja tyle mu poświęcam, że boli mnie to co widzę i nie chcę tracić wiary w mój dom, który... który traci swoją tożsamość. - W ostatnich zdaniach dało się słyszeć lekko załamujący się głos, jakby z bezsilności i żalu o to co się dzieje.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Wyczułam wrogość w jej głosie od razu, chociaż nie byłam pewna czemu akurat tak bardzo zezłościła się na moje słowa; nie zamierzałam się kłócić kto się martwi, a kto nie, ale ostatecznie na koniec dnia cały klan był pod moją opieką; nie mogłam pewnego dnia po prostu nie wykonać obowiązku i udawać, musiałam rozplanowywać patrole na każdy dzień, sprawdzać zwierzynę, trenować swoich terminatorów, chodzić na patrole, polować, ale przy tym nadzorować treningi innych kotów i mieć na uwadzę, że coś zaraz może się popsuć i będę musiała być gotowa to naprawić. Niezależnie kto się martwił, mniej zmartwień dla mnie zawsze oznaczało trochę luźniejsze dni i przyjemniejsze noce, noce które mogłabym przespać. Przytaknęłam jedynie delikatnie głową na jej słowa, nie zamierzałam się rozczulać nad sobą i udawać, że bycie Zastępcą nie było honorowe, bycie z innego klanu i bycie Zastępcą klanu było raczej niespotykane; zdawałam sobie z tego sprawę… ale fakt, że moje cieszenie się z nierozwalajacego klanu było czymś złym - zaskakujące.
Rozwinięta myśl Kraśnej Klaczy była dość prosta i zrozumiała, szczególnie dla mnie; poruszony temat skończył się jednak na “koty z innych klanów”, a ja powstrzymałam chęć westchnienia; sama byłam kotem z innego klanu, a ostatecznie byłam wypytywana o lojalność, chęć powrotu, wojny. Klacz patrzyła na mnie zmieszana, widziałam w jej oczach coś na pozór strachu, może zmęczenia, żalu, niechęci i złości. Słuchałam, bez większego mrugnięcia okiem, byłam już przyzwyczajona do obelg i zarzucania mi różnych rzeczy, Zgromadzenie pokazało, że nawet Przywódcy potrafili się tak zachowywać.
– Nie jestem zdziwiona, że chcesz poznać odpowiedzi. Zastanawiam się tylko czy naprawdę chcesz słuchać o moim życiu – zauważyłam zmęczona i usiadłam w miejscu, a wzrok odwróciłam ku gałęziom szukając nieba. – Wiem, że nie dokładnie o to pytałaś. Nie jesteś tu by poznać mnie, a czy się nadaję. – Zmęczony wzrok znalazł pyszczek Klacz. – Zacznijmy od tego co wolałabym po prostu zostawić bez większej rozmowy. Tęsknić za Gromem? – zapytałam jakby było to dla mnie niezrozumiałe. – Tęsknie za terenami, zapachem… Obozem? Kotami? Nie. Czas minął. Nie mam w klanie Gromu nikogo, poza paroma kotami, z którymi nie pielęgnowałam relacji… Może uważasz, że krótko jestem w Wichrze, ale to tutaj zbudowałam swoje życie. I tutaj należę. – powiedziałam twardo. – Możesz zabierać mi rodowitą krew wichrowców, możesz mówić mi, że nie należę do tego klanu, bo nie jestem tak szybka jak wy, ale nie rusza mnie to Kraśna Klaczy. Roziskrzona Gwiazda dał mi jeden wymóg. Miałam przysiądź tylko jeśli pozostanę wierna klanowi, a moje serce nie będzie rozdarte na dwa klany. I tak zrobiłam. Przysięgałam przed wami na Ceremonii, nie przysięgałam przed Gwiezdnymi. Ukłoniłam się wam jako klanowi, który przyjął mnie i może nie każdy mnie akceptuje, ale to tutaj jest moje serce. – Nie obchodziło mnie co kto uważał o mojej przysiędze, była szczera i była skierowana do klanu i dla klanu Wichru, wszystkich, niezależnie od tego kim nie byli; wzrok miałam odrobinę ostry, paliło się w nim, chociaż była to determinacja, moja duma względem tego kim byłam. – Boisz się, że nie walczyłabym z klanem Gromu? Przysięgłam wierność klanowi Wichru w momencie, gdy moja siostra była Przywódcą. Mój brat jest teraz Zastępcą. – Żal i ból towarzyszyłyby mi podczas wojny, jednak to klan Wichru okazał się miejscem dla mnie, zresztą wierzyłam, że moje rodzeństwo było równie silne; żadne z nas by się nie poddało w walce. Na pewno nie Salamandra. – Co do samotników, o których się martwisz – zaczęłam wstając z miejsca – ich ilość spadła i tak. Większość z nich ma klanowe korzenie, a nawet jeśli są to w pełni samotnicy to zazwyczaj młode dzieci lub dzieci… Jeśli zaś martwisz się dorosłymi samotnikami to nie zamierzam ich przyjmować byle po to by przyjmować. Myślałam nad nowym sposobem przyjmowania kotów spoza Wichru, który nie narażałby właśnie kociąt i Matek na niebezpieczeństwo z tym związane. – Nie doszłam jeszcze do wielkich rozwiązań, jednak ilość zwiększających się podejrzanych kotów rosła, a ja nie zamierzałam pozwolić na to żeby któryś przedostał się do Wichru; niestety traktowanie kotów jak bandytów od samego początku też nie było sprawiedliwie, ale musiałam jakoś dojść do złotego środka. – Twoje podejrzenia względem samotników są jednak… nieprawdziwe. Oczywiście, nie zamierzam zmieniać twojego światopoglądu. Zapominasz jednak, że wilk wśród owiec nie musi być kimś z zewnątrz. Psia Gwiazda był kotem klanowym, Zroszona Pajęczyna był kotem z Wichru, a ostatecznie zranił Zaskrońcową Łapę na moich oczach, pozbawiając ją wzroku w jednym oku. – Do dzisiaj nie potrafiłam ułożyć sobie tego w głowie i wywoływało to we mnie niesamowicie dziwne uczucie, widzieć tak zmasakrowaną kotkę… mimo wszystko wtedy moja reakcja była okropna, nienawidziłam wchodzić w konflikty, nie interesowały mnie koty. Teraz? Wiedziałam jak źle postąpiłam, jak bardzo obwiniałam kogoś kogo nie powinnam, a Zroszona Pajęczyna ostatecznie pokazał się również na Ceremonii… chciał oskarżać Truskawkowy Gąszcz. – Co do kotki w lecznicy, jeśli jest szpiegiem to poniosła ogromne poświęcenie, które nie musiało się opłacić. Ledwo żywa została przyniesiona do obozu, śmierdząc drapieżnikiem, a jej ciało było zmasakrowane przez duże szczęki, kot jej tego nie zrobił – powiedziałam spokojnie. – Nie popadajmy w paranoję, Kraśna Klaczy, chociaż dobrze patrzeć na coś z przymrużeniem oka to nie zapominajmy o jednym. Każdy kot zagrażający dobru klanu jest niebezpieczeństwem, które trzeba zneutralizować. Nie ma wyjątków. – Czy byłam gotowa zabić kota, który zagrażał moim klanowiczom? Zawsze. Nigdy nie stroniłam od przemocy, co najwyżej wolałam wybierać inne opcje jakie posiadałam w swoim życiu; nie zamierzałam jednak pozwalać terroryzować koty, na których mi zależało, nie zamierzałam kłaniać się przed niebezpieczeństwem i odwracać wzrok, walczyłam inteligentnie, ale również i jeśli wymagała tego sytuacja - do ostatniej kropli krwi.
– Nie zamierzam prowadzić was ku zagładzie tylko dlatego, że w moich żyłach nie płynie krew kotów z Wichru – prychnęłam lekko rozbawiona taką głupią myślą. – Nie zamierzam też sprawiać, by ktokolwiek w klanie czuł się źle. Dotyczy to jednak każdego kota, który jest, będzie czy zniknie z klanu. Nietolerancja nie będzie tolerowana, jednak jakiekolwiek wahania czy złe samopoczucie względem tego co zrobię będzie brane pod uwagę. Nie chce zniszczyć tego co Roziskrzona Gwiazda budował tyle księżyców i może dla ciebie wygląda to jak rozpad, dla mnie klan Wichru wygląda niesamowicie, prosperuje i kwitnie. Wygląda jak dom. – Skończyłam mówić, nie miałam nic więcej do dodania. Oczywiście rozmowa nie musiała być skończona, jednak odpowiedziałam na wszystko co było powiedziane i nie zamierzałam bardziej się rozwlekać, mogłam zostać uznana za kogo chciała, jednak sama zamierzałam spać spokojnie, zamierzałam spać ze świadomością, że nie kłamałam żeby znaleźć poklask i zrozumienie. Wszystko dało się zdobyć, a jeśli miałam próbować do własnej śmierci to zamierzałam; nie poddawałam się tylko dlatego, że było trudno, najwięcej się wtedy żałowało.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins