Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Dzień był słoneczny, choć po nocnej burzy powietrze zrobiło się lżejsze i przyjemniejsze. Zaduch opuścił okolice czterech klanów na jakiś czas, ustępując miejsca ulewnemu deszczowi z piorunami przecinającymi niebo, który pozostawił sobie trochę połamanych gałęzi, czy kałuż w dołkach zmieszanych z liśćmi, błotem i kwiatami. Jeszcze gdzieniegdzie ziemia była wilgotna, ale letnie, gorące słońce suszyło powoli okolicę swoimi promieniami. Po nawałnicy, która przeszła przez okolicę Borsucze Futro odnalazł w obozie Krokusową Łąkę, która od jakiegoś czasu była wojowniczką i nawet szkoliła własnego terminatora(!), by zaproponować jej spacer. Było chłodniej i przyjemniej, a i trzeba było zobaczyć jak się ma okolica. Poza tym, srebrzysty miał akurat dzień odpoczynku od treningów i chciał wykorzystać ten wolny czas spędzając go właśnie z córką Fiołkowego Świtu. Gdy opuścili obóz ruszyli w kierunku Bzyczącej Polanki, nazwanej być może na cześć Bzyczącej Kłody. Tak przynajmniej mówili niektórzy gracze.
- Jak ta-tam idzie trening Szczypiorowej Łapy? - zapytał. Interesował się tematem, ponieważ trenował jego brata, Węgorza. Dwa kocury przypominały trochę jin i jang, jakby popatrzeć na barwę ich futer. Ciekawe czy w zachowaniu też się tak różnili? Chciał również zacząć rozmowę i okazać zainteresowanie kocicy, ponieważ było to na pewno miłe i zresztą prawdziwie. Uśmiechnął się do niej nie zatrzymując kroku.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Partner: Zielona S T O P A
Pierwszym, co rzuca się w oczy, gdy spojrzy się na córkę Fiołkowego Świtu, jest z pewnością jej szczupła sylwetka, sprawiająca czasem wrażenie nawet zbyt chudej i delikatnej. Krokusowa Łąka ma jednak inne atuty, typowe dla klanu Wichru - chociaż nie jest najwyższa, na pewno mieści się w czołówce, przynajmniej wśród kotek, dzięki swoim długim łapom, umożliwiającym jej szybki bieg. Jej krótkie, w większości białe futerko, jest dobrze zadbane i lśniące. Na głowie i uszach Wichrzaczki znajduje się kilka małych, czarnych i rudych plam, które pokrywają też jej ogon oraz kawałek prawej tylnej łapy. Biel ustępuje też miejsca innemu kolorowi z boku grzbietu Krokus, gdzie znajduje się mała owalna łatka czarnego koloru. Oczy wojowniczki są koloru złocistego, natomiast nos - różowego.
Od czasu, gdy wyzdrowiała, wiele się zmieniło. Dawniej nerwowa i nieśmiała, kiedy przychodziło do kontaktów z innymi kotami, teraz trochę się otworzyła. Co prawda nadal się jąka, choć już mniej, a w dodatku nie należy do zbyt elokwentnych, ale jest już znacznie bardziej towarzyska i nie boi się tak bardzo o każdą rzecz, którą powie. Przybyło jej także sporo pewności siebie. Niegdyś martwiąca się o ukończenie treningu i chcąca być wojowniczką głównie by nie zawieść rodziców i mistrza, Krokusowa Łąka ma teraz swoje cele, do których dąży. A chce być przede wszystkim jak najlepsza w tym, co robi, nie dla innych, a dla siebie samej. Z czasem stała się też bardziej gadatliwa i rodzinna. Martwi się często o swoich bliskich, czego nie jest w stanie ukryć. Stara się być dla nich jak największym wsparciem i wciąż ma nadzieję na powrót swojego zaginionego rodzeństwa.
Propozycja spaceru jej odpowiadała. Po pierwsze, lubiła spędzać czas z synem Twardej Gwiazdy, a ostatnio od dość dawna nie rozmawiali przez wyprawę i w ogóle. Po drugie... No właśnie, wyprawa. Na ceremonii zaraz po powrocie delegacji zwróciła uwagę na to, że Borsucze Futro nie wyglądał najlepiej pod względem samopoczucia i tak dalej. I musiała go kiedyś przy okazji o to zapytać, tak. W ogóle martwiła się trochę o nich wszystkich, bo Malinowy Nos została Gwiazdą, a brat Fiołkowego Świtu odszedł z klanu. Chciała się upewnić, że na pewno wszystko było w porządku, ot co. Nie mogła jednak tak po prostu sobie od tego zacząć, bo nawet nie za bardzo wiedziała, jak miałaby się do tego zabrać. Na szczęście Borsuk miał widocznie jakiś pomysł na jakąś pogawędkę, a to dobrze, bo Krokus dalej nie należała do mistrzów w jakichkolwiek rozmowach. No cóż, bywa i tak. Przynajmniej teraz była pewniejsza siebie. Nie można było mieć wszystkiego, pft.
— Dobrze. Szczypiorowa Łapa j-jest chętny do nauki i w ogóle dość szybko się uczy. A co t-tam z twoimi terminatorami? — spytała z delikatnym uśmiechem, mówiąc o wszystkich uczniach Borsuka ogółem, bo było ich całkiem sporo i no, łatwiej było powiedzieć "twoi terminatorzy" niż Błyszcząca Łapa, Żonkilowa Łapa i Węgorzowa Łapa. Krokus obrzuciła otoczenie szybkim spojrzeniem; spacery w taką pogodę były przyjemne. Nie było za zimno ani za gorąco, jak to czasem bywało porą Zielonych Liści.
andthoughI know,it's impossible to liveinaperfectway ≡.but.that’s.okay.≡ who'd liketo liveaperfect life,anyway?
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Och, jak miło, że Krokus jednak się o niego martwiła. Znaczy, nie to, że w nią wątpił i tak dalej, ale było to po prostu bardzo miłe. Nie wszystkie koty zawracałyby sobie nim głowę. Ba, raczej większość miała go w głębokim poważaniu. Jak dobrze, że znajdowały się w klanie koty, którym na nim zależało. Inaczej w ogóle nie miałby wątpliwości co do tego, czy opuścić Klan Wichru, czy jednak tu zostać. Bliscy mocno wpływali na jego decyzję, choć w pewnym momencie kocur był już w kryzysowej sytuacji. Całe szczęście miał przy sobie kogoś takiego, jak Krokus, czy Zajączek, albo jego przyjaciółki, czy Pszemek.
- Ma-malinowa Gwia… twoja mama przydzieliła mi ich trze-trzech. Węgorz jest ba-bardzo energiczny i chętny do na-nauki. Żo-Żonkil też wydaje się am-ambitna. Ba..bałem się tylko tre-treningu z Błyskotką, ale chyba nie będzie aż tak źle - odpowiedział swojej drogiej, szylkretowej koleżance z lekkim uśmiechem na swoim srebrzystym pysku, a białe wąsy zadrżały, gdy uniósł kąciki pyska. Szli dalej przed siebie powoli i oglądali okolicę, którą spustoszyła nawałnica, która przeszła nocą. W pewnym momencie Borsuk wdepnął ciut za głęboko w kałużę i skrzywił się wyciągając z niej mokrą i brudną od błota łapę.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Partner: Zielona S T O P A
Pierwszym, co rzuca się w oczy, gdy spojrzy się na córkę Fiołkowego Świtu, jest z pewnością jej szczupła sylwetka, sprawiająca czasem wrażenie nawet zbyt chudej i delikatnej. Krokusowa Łąka ma jednak inne atuty, typowe dla klanu Wichru - chociaż nie jest najwyższa, na pewno mieści się w czołówce, przynajmniej wśród kotek, dzięki swoim długim łapom, umożliwiającym jej szybki bieg. Jej krótkie, w większości białe futerko, jest dobrze zadbane i lśniące. Na głowie i uszach Wichrzaczki znajduje się kilka małych, czarnych i rudych plam, które pokrywają też jej ogon oraz kawałek prawej tylnej łapy. Biel ustępuje też miejsca innemu kolorowi z boku grzbietu Krokus, gdzie znajduje się mała owalna łatka czarnego koloru. Oczy wojowniczki są koloru złocistego, natomiast nos - różowego.
Od czasu, gdy wyzdrowiała, wiele się zmieniło. Dawniej nerwowa i nieśmiała, kiedy przychodziło do kontaktów z innymi kotami, teraz trochę się otworzyła. Co prawda nadal się jąka, choć już mniej, a w dodatku nie należy do zbyt elokwentnych, ale jest już znacznie bardziej towarzyska i nie boi się tak bardzo o każdą rzecz, którą powie. Przybyło jej także sporo pewności siebie. Niegdyś martwiąca się o ukończenie treningu i chcąca być wojowniczką głównie by nie zawieść rodziców i mistrza, Krokusowa Łąka ma teraz swoje cele, do których dąży. A chce być przede wszystkim jak najlepsza w tym, co robi, nie dla innych, a dla siebie samej. Z czasem stała się też bardziej gadatliwa i rodzinna. Martwi się często o swoich bliskich, czego nie jest w stanie ukryć. Stara się być dla nich jak największym wsparciem i wciąż ma nadzieję na powrót swojego zaginionego rodzeństwa.
Oczywiście, że się martwiła! Po prawdzie ostatnio martwiła się całkiem sporo o ważne dla niej koty, w tym właśnie o Borsuka, żeby nie było. Ba, mało tego, martwiła się o sam Wicher. Nie dość, że Krucza Gwiazda ich zostawił, a Gradowy Podmuch został zdjęty ze stołka i odszedł (choć to pierwsze akurat wychodziło na dobre... chyba), to jeszcze przywódcą została jej mama. Była z niej dumna. Wierzyła, że to bardzo dobry wybór, a Malinowa Gwiazda sobie znakomicie. A jednak mimo wszystko gdzieś tam w głębi dalej trochę się wszystkiego obawiała, bo to była zupełnie nowa sytuacja. Nie lubiła takich zmian. O ile przeprowadzka była jeszcze logiczna, to Krokus wiedziała przecież o niej znacznie wcześniej, miała czas się przygotować i wręcz jej chciała, ze względu na bezpieczeństwo. A teraz wszystko działo się tak nagle i chaotycznie. Nie podobało jej się to. W dodatku to nie było wszystko, bo poza Maliną martwiła się też o Fiołkowy Świt, no i właśnie o Borsuka właśnie... uch. Skinęła głową, kiedy Borsucze Futro wspomniał o swoich terminatorach, ciesząc się, że mogła zająć myśli czymś innym.
— Och. N-na pewno sobie poradzisz! Powodzenia z B-błyszczącą Łapą... i w ogóle z resztą też — powiedziała, posyłając mu delikatny uśmiech. Rozejrzała się po okolicy, nawet za bardzo nie zauważając, że Borsuk wdepnął w kałużę; dotarł do niej jedynie plusk wody. Pomyślała, że... teraz mógłby być dobry moment, żeby zapytać o wyprawę. Przez chwilę się wahała, mierząc otoczenie nieobecnym wzrokiem, aż w końcu jej spojrzenie zatrzymało się na Borsuku. — A... c-co się wydarzyło na wyprawie? — Pytanie może i zabrzmiało ogólnie, ale było skierowane bardzo konkretnie do niego. Co się stało tobie? Jedyny znak, jaki miała, był taki, że Borsuk po powrocie zachowywał się jak nie-Borsuk, ale to jej wystarczyło, żeby podejrzewać, że coś było nie w porządku. Najwyżej dostanie odpowiedź, że to kwestia zmęczenia, czy coś.
andthoughI know,it's impossible to liveinaperfectway ≡.but.that’s.okay.≡ who'd liketo liveaperfect life,anyway?
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Krótko mówiąc, Krokusowa Łąka miała głowę pełną zmartwień, och! Borsuk z chęcią przejąłby trochę tego ciężaru na własne barki, jeśli w ogóle byłoby to możliwe, choć najprawdopodobniej wcale nie, ech. Życie było czasami takie skomplikowane! Srebrzysty akurat nie miał takiego nastawienia do zmian, jak jego dobra koleżanka o urodziwym pyszczku, ale chyba też wolałby, żeby rzeczy nie zmieniały się już tak gwałtownie. Niech nam żyje i rządzi długo ta Malinowa Gwiazda.
Gwiezdny Klanie, chroń królową.
- Ma-mam nadzieję. Nie chciałbym za-zawieść ani Zajączka, ani tw-twojej mamy - odpowiedział, a w jego głosie było słychać zmartwienie. Nie chciał też sprawiać, że jego terminatorzy będą nieszczęśliwi. Wiedział, że taka Żonkil na pewno źle zniosłaby kolejną zmianę mistrza, albo Węgorzyk! Takie dobrne rzeczy trzymały go cały czas przy Klanie Wichru wraz z ważnymi dla niego kotami, choć w kryzysowej sytuacji był skłonny ich wszystkich porzucić, gdy był przekonany, że tak po prostu będzie lepiej. Borsuk odsunął się od kałuży i spojrzał na swoją mokrą łapę. Właśnie wtedy do jego uszu dotarło pytanie i to nie byle jakie pytanie. Srebrzysty odwrócil wzrok i westchnął ciężko.
- A... czemu py-pytasz? - zapytał trochę zbity z tropu. Aż tak było po nim widać, że od czasu powrotu nie czuł się najlepiej? Ugh, nie wiedział, czy chce, aby się o niego martwiła, ale nie miał zamiaru też jej okłamywać.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Wrona w końcu sie przełamał. Wychodzenie z obozu było dla niego czymś... Strasznym. To znaczy tylko jeżeli się idzie samemu. Te wszystkie drapieżniki i inne zwierzęta. Uh... Kocurowi ciarki aż przechodziły po plecach jak o tym myślał. Na treningu nie uczył sie jeszcze polowania, ani walki, więc jego obawy były jeszcze większe. Ha! I nie tylko jego, moje też. Gdyby go coś zaatakowało i by umarł, to chyba bym sobie tego nie wybaczyła. Dymny nie chciał być bezużyteczny dla klanu, chęć zapolowania na coś była ogromna. Dlatego po spotkaniu z matką, powiedziawszy jej że wychodzi z obozu, poszedł powolnym krokiem i przekroczył wyjście. Nie wiedział gdzie sie kierować. Na początku chciał iść do miejsca gdzie trenował. Udał się jednak w przeciwną stronę. Nie szedł daleko, obóz miał w zasięgu wzroku. Co prawda nie był blisko, ale nie był też daleko. Gdyby miał uciekać, to wiedziałby gdzie i nie zmęczyłby sie. Zapominając o polowaniu, szedł przed siebie, przy okazji obserwując polanę. Czy zastanie tutaj kogoś?
Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot | wicher Ojciec: Wilgotny Nos | wicher Trwałe urazy: user jak zwykle
Wysoki kocur, który przypomina syjama. Jego mordka, łapki i ogon są czarne, a sierść kremowa. Posiada błękitne, okrągłe ślepka, czarny nosek i delikatne rysy pyszczka.
Dobry harcerzyk, który ma problemy z ogarnięciem emocji.
Psotna Łapa, Kogucik [kw] Żabia Łapa [nkt]
To była dobra decyzja od strony kocura, żeby podzielić się choćby z jednym dorosłym kotem w Klanie Wichru, że wychodzi poza obóz. Nie to, że Krzemyk by zatokował dymnego kocurka ale ze względu, że teoretycznie jakiś MG mógłby tu wbić i wyrzucić jakieś stado szczurów, ale szczerze, kto ma tyle czasu?
Przechodzący się tak Wrona, mógł zobaczyć jakąś jasną sylwetkę na polanie między koniczynami. Raczej był łatwy do zobaczenia, przez wysoki kontrast między białym futrem a zielonym tłem i też nie chował sięze swoją obecnością.
Co Krzemienna Łapa tu robiła? Ano, szukała mchu. Będąc jeszcze kociakiem, syn Czajki wgapiał się w terminatorów którzy przychodzili do kociarni i zmieniali im posłanie. Od tamtego czasu, sam chciał to robić a jako świeżo upieczony terminator, to był jego obowiązek. Co było fantastyczne, już nie mógł się doczekać kiedy zmieni jego pierwsze legowisko. Jedynie jego entusjaztysm zaprowadził go do tego, że był teraz na polanie, bez drzew i szukał mchu. Był tak zawzięty w swoich poszukiwaniach, że nawet nie zawarzył wielkiego dymnego kocura.
Szedł i szedł, coraz bardziej oddalając sie od obozu. W sumie to mniej więcej znał tereny klanu, ale nie na tyle dobrze, by na przykład kogoś gdzieś pokierować. Widząc, że polanka się kończy, zawrócił i zaczął sie przechadzać w drugą stronę. Jeśli byłby na polowaniu, to w taki sposób by nic nie złapał. Chodzenie cały czas w jednym miejscu nie jest dobrym sposobem upolowania zwierzyny. Gdy się odwracał, coś mignęło mu przed oczami. Na początku myślał, że mu się przywidziało. Gdyby był w obozie to zignorowałby to, ale teraz był sam, poza obozem, pozostawiony na pastwę losu. To co widział było białe, więc to nie lis. Hmm.. Co jeszcze może być duże i białe? Wilk? Ale czy tutaj są wilki? W każdym bądź razie zając to nie był... Po tej sytuacji kocur uważniej szedł, co jakiś czas sie obracając. Jednego był pewien- nie był tu sam. Może to nieodpowiedzialne i niebezpieczne, ale musi to sprawdzić. Jeżeli to coś niebezpiecznego, kręcącego sie blisko obozu to nie może tego tak zostawić. Co jeżeli to pies spuszczony ze smyczy? Najwyżej on zginie. Poszedł za tym czymś i kiedy wystarczająco się zbliżył, spostrzegł... Kota! I to nie zwykłego. To był Krzemyk Kocurek którego konarzył z kociarni.
-Krzemyk? Co robisz poza obozem?- Zapytał zdziwiony, ale nadzwyczaj spokojny. -Kociaki nie mogą wychodzić z obozu- Nieświadomy swojego błędu dodał. Nie wiedział o ceremonii mianowania pointa. Usiadł obok niego. Czemu tak młody terminator wychodzi z obozu? Z resztą... Wrona wcale nie jest lepszy. Jest tylko trochę starszy, ma dziesięć księżyców.
Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot | wicher Ojciec: Wilgotny Nos | wicher Trwałe urazy: user jak zwykle
Wysoki kocur, który przypomina syjama. Jego mordka, łapki i ogon są czarne, a sierść kremowa. Posiada błękitne, okrągłe ślepka, czarny nosek i delikatne rysy pyszczka.
Dobry harcerzyk, który ma problemy z ogarnięciem emocji.
Psotna Łapa, Kogucik [kw] Żabia Łapa [nkt]
Krzemyk zdecydowanie nie był nawet w połowie tak ostrożny, jak syn Jodłowej Igły był. Chodził z głową która wręcz była zanurzona w koniczynach i brną tak właściwie na oślep przed siebie, całkowicie pochłonięty w swoich poszukiwaniach. Równie dobrze coś mogło się do niego zakraść i zatokować, pff, nawet by pewnie nie zauważył. W sumie to właśnie zrobił Wrona, jednak kiedy ten zorientował się, że klanowicz nie jest ani jakiś drapieżnikiem, ani kundlem i zawołał go po imieniu, dawnym imieniu, syn Czajki oderwał nos od podłoża i spojrzał w stronę masywnego kocura. - Oh! Dzień dobry Wronia Łapo - przywitał starszego kocura, strzepując z swojego nosa potencjalny brud i listki, które mogły się zaplątać w jego sierść. Na drugą część wypowiedzi dymnego, point przytaknął głową. - Tak masz racje. Kociaki nie mogą wychodzić same z obozu - oznajmił, układając jeszcze swoje jasne futro na piersi, po czym zajmując miejsce na przeciwko Wrony. Tak aby było kulturalnie. - Dlatego nazywam się teraz Krzemienna Łapa. I Wronia Łapo, szukam mchu! - oznajmił dumnie i podekscytowanie. - Jako terminator, mam obowiązki takie jak ty. Pamiętasz, ty raz zmieniałeś mech w kociarni? Teraz jest moja kolej.
Krzemyk, a jak się później okazało Krzemienna Łapa przywitał Wronę. To było zaskoczeniem dla kocura, bo większość świeżo upieczonym terminatorów lub kociaków mówiło coś w stylu "hej" albo w ogóle się nie witali. Tak jak przed chwilą zrobił dymny. To przez wielkie zdziwienie. Myślał, że point jest jeszcze kociakiem. Najwidoczniej przegapił jego ceremonię. O nie. Czy Malinowa Gwiazda będzie przez to zła i okrzyczy go na treningu? Kot, który chce zostać przywódcą nie może opuszczać ceremonii, musi być na WSZYSTKICH klanowych zebraniach. Trzeba mieć nienaganne maniery i dobrze się zachowywać. Do tego terminator dąży i nie ma daleko.
-Przepraszam, przegapiłem najwodoczniej twoją ceremonię- Przyznał się. Nie widział powodu, dla którego miał kłamać. Bardziej niż opuszczone zebranie, zmartwiła go pomyłka dotycząca imienia. Już drugi raz! Pierwsze się pomylił z Skrzekiem, nazywając go Skwar, a teraz Krzemyk...
-Tak pamiętam.- Powiedział i uciął. Okej, jego tłumaczenie nie było złe. Ale... -Dlaczego nie wziąłeś ze sobą jakiegoś wojownika albo terminatora, który jest blisko skończenia treningu? Tutaj jest niebezpieczne, mógłbyś zginąć- Dodał nadzwyczaj spokojnie. Nie było w jego słowach ani grama zdenerwowania, ani zmartwienia. -Powiedziałeś komuś, że wychodzisz?
Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot | wicher Ojciec: Wilgotny Nos | wicher Trwałe urazy: user jak zwykle
Wysoki kocur, który przypomina syjama. Jego mordka, łapki i ogon są czarne, a sierść kremowa. Posiada błękitne, okrągłe ślepka, czarny nosek i delikatne rysy pyszczka.
Dobry harcerzyk, który ma problemy z ogarnięciem emocji.
Psotna Łapa, Kogucik [kw] Żabia Łapa [nkt]
- Wronia Łapo, dlatego ceremonie są bardzo ważne dla nas. Jeżeli jakąś ominiesz to nie jesteś na bierząco z wydarzeniami - oznajmił starszemu koledze, będąc niejako zadowolony, że może kogoś pouczyć. Prawdopodobnie gdyby był dwunogiem, teraz pewnie poprawiłby swoje grube, okrągłe okulary. Jak to Hollywoodzkie kujony zwykły robić. Krzemyk już dawno obiecał sobie, że będzie się pojawiać na wszystkich zgromadzeniach klanu Wichru. Choć, każdy wie, że to nie tyle postać ma coś tu do powiedzenia, a częściej chęci gracza. Więc no, jakby go nie było to pewnie user powie, że był na polowaniu lub coś w tym stylu. - Ale... - Zaczął zbity z pantałyku słowami Wrony, po czym rozglądnął się po Bzyczącej Polance. Na łączce nie znajdowały się, żadne wysokie drzewa czy przeszkody, żeby mogły zasłaniać mu widok na obóz klanu Wichru. - Ale to są jeszcze nasze tereny, prawda? - Zapytał nie rozumiejąc obaw syna Jodłowej Igły, będąc naiwnie pewny, że jeżeli znajduje się tak blisko obozu i jeszcze na swoich terenach nic mu nie grozi. - No bo ty nigdy nie przychodziłeś z wojownikiem do kociarni zmieniać mchu, ani żaden inny terminator - odpowiedział na pytanie, marszcząc nieco brwi i spoglądając na swoje łapki. - Chciałem powiedzieć mojej mistrzyni, Lnianemu Futerku, ale nie mogłem jej znaleść. I jeżeli bym musiał na nią czekać, to bym nie zdążył znaleść mchu przed zmrokiem. A babcia potrzebuje świeżego mchu - wytłumaczył się, choć nawet jego dobre intencje nie zmieniały faktu, ze raczej na Bzyczącej Polance nie znajdzie mchu.
-Wiem o tym. Nie wiem jakim cudem przegapiłem ceremonię.- Nie mógł powiedzieć, że był poza obozem, bo to zdarzało sie rzadko. Jeżeli Wrona nie miał powodu, to nie wychodził i tyle. Nie chodzi o to, że sie bał tylko w obozie czuł sie bardziej bezpieczny. Gdyby miał iść z kimś, to okej, bo we dwóch raźniej.
-Tak, oczywiście- Uśmiechnął się dymny. Przecież widać stąd obóz, więc to raczej pewne, że są na swoich terenach. -Nawet jeżeli to nasze tereny, to tutaj może być niebezpieczne. Zawsze coś może cie znienacka zaatakować. Gdyby były tu jakieś drzewa, to mógłbyś sie na nie wspiąć i drapieżnik by cie nie złapał. Oczywiście nie wszystkich sie to tyczy.- Powiedział poważniej, mając nadzieje, że do Krzemyka to dotarło. Wrona czułby sie winny, gdyby po tym spotkaniu point znów wyszedłby z obozu i coś by go zabiło. Teoretycznie to nie byłaby wtedy jego wina, ale myślałby że to przez niego, bo źle przekazał tą wiadomość kocurkowi.
-Pamiętaj, że to nie oznacza, że wychodziłem sam. Co prawda czasami nie miałem towarzysza do wyjścia, więc starałem sie przychodzić jak najszybciej i nie zapuszczać się daleko- Powiedział spokojnie. Mimo, że byli tutaj we dwóch, nie czuł sie bezpiecznie. Najbardziej bał sie o młodszego niż o siebie. Bał się, że nie zapewni mu bezpieczeństwa i nie zdoła obronić. Raczej żadne z nich nie przerobiło jeszcze walki na treningu.
-Dobrze Krzemienna Łapo. Niestety, ale tutaj nie znajdziesz mchu. Mech jest tam, gdzie drzewa. Przeważnie... Skoro jesteśmy tutaj we dwóch to mogę ci pomóc, ale nie odchodźmy za daleko od obozu, jasne?- Zapytał i podniósł sie, gotowy do marszu.
Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot | wicher Ojciec: Wilgotny Nos | wicher Trwałe urazy: user jak zwykle
Wysoki kocur, który przypomina syjama. Jego mordka, łapki i ogon są czarne, a sierść kremowa. Posiada błękitne, okrągłe ślepka, czarny nosek i delikatne rysy pyszczka.
Dobry harcerzyk, który ma problemy z ogarnięciem emocji.
Psotna Łapa, Kogucik [kw] Żabia Łapa [nkt]
Przytaknął na słowa kocura. Nie brał jego pomyłkę osobiście czy coś, chodziło bardziej o fakt, że nie było go na czymś tak ważnym jak ceremonia. Ale z drugiej strony, mógł sobie kogoś pouczać, więc w sumie nie stracił dużo.
Zmiana tonu kocurka była mało skuteczna z takim osobnikiem jak Krzemyk, ale jednak coś mu przypomniało. Czajkowy Lot często zwracała mu uwagę w podobny sposób, co oznaczało, że raczej jest to ważne. Dlatego też point nastawił uszu i wysłuchał uwag Wrony. Mógł uciec na drzewa w razie ataku? Świetny pomysł! Musi pochwalić się tą infromqcją ze swoją mistrzynią... Kiedy oczywiście założy mu już temat treningowy (shade). - Rozumiem. Myślałem, że mam to robić sam. Następnym razem zabiorę kogoś ze sobą. O na przykład Zajęczego Susa, jak będzie mieć czas, oczywiście - miaukną żywo, bo sama idea o tym, że może wojownik będzie chciał spędzić z nim trochę czasu dodawała mu skrzydeł. Przecież bury kocur był świetnym wojownikiem! Może nie był największy, ale był na pewno szybkim kotem. Oh, na pewno każda kotka zabijała się o jego względy. Ciekawe czy ma już partnerkę? - Na drzewach? - Powróżył za Wroną i rozglądną się po okolicy, rozumiejąc swój błąd. Ano, na polance nie wyrastało żadne drzewo, najwyżej jakiś mały krzaczek. - Bardzo miło z twojej strony Wronia Łapo i oczywiście - miauknął wstając z trawy. Rozciągnął się szybko po czym znowu spojrzał na starszego kocurka. - No to prowadź.
Hmm... W sumie jeżeli Krzemyk powie to swojej mistrzyni, to może i dobrze, bo przynajmniej jeżeli się okaże że Wrona nie miał racji z tym uciekaniem na drzewo, to przyjdzie do dymnego i mu o tym powie. Co wtedy zrobi terminator? Zapewne przeprosi za pomyłkę. No trudno by było sobie wyobrazić Wronią Łapę, który kłóci się z Krzemienną łapą o to, że on ma racje. Co najwyżej mógłby powiedzieć, że ktoś mu tak powiedział, ale jakby była to prawda.
Kocur pokiwał głową. Cieszył się, że młodszy posłuchał, zrozumiał i nie protestował. Syn Jodły może być z siebie dumny. Pierwszy raz jakiś młodszy kot go posłuchał. W sumie to jeden z niewielu, bo Wro nigdy nie daje rad kotom, niewiele przecież wie. Koty, które go nie słuchały to na przykład taka głupia i nie rozważna Strumień, ukochana siostrzyczka. Ta... Kiedy usłyszała, że jej brat idzie się poskarżyć matce (nie chciała go słuchać, to matki na pewno posłucha) zaatakowała go i to jeszcze znienacka. Nie wyszło jej niestety, bo nie szła pod wiatr i dymny najzwyczajniej w świecie ją wyczuł.
-Hmmm...- zastanowił się gdzie iść. Nie spodziewał się, że to on ma prowadzić. Myślał, że będzie tutaj sługusem krzemyka, no ale skoro ma przejąć dowodzenie... -Może chodźmy tam- Wskazał ogonem na drzewa, które były niedaleko nich. Niedaleko? Dla Wrony tak, dla pointa może były kawał drogi stąd. Oboje pewnie nie wiedzieli, gdzie idą, a ten większy i starszy miał nadzieje, że się nie zgubią i nie wyjdą poza swoje tereny.
Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot | wicher Ojciec: Wilgotny Nos | wicher Trwałe urazy: user jak zwykle
Wysoki kocur, który przypomina syjama. Jego mordka, łapki i ogon są czarne, a sierść kremowa. Posiada błękitne, okrągłe ślepka, czarny nosek i delikatne rysy pyszczka.
Dobry harcerzyk, który ma problemy z ogarnięciem emocji.
Psotna Łapa, Kogucik [kw] Żabia Łapa [nkt]
Ona wykorzystywać starszego terminatora? Na Gwiezdny Klan, nigdy w życiu. W końcu sam będzie musiał znajdować i odrywać mech z drzew, przez praktycznie resztę swoich dni. Więc to była bardzo ważna i przydatna umiejętność w jego życiu. A przez wyzysk czego można się już nauczyć? I jeszcze fakt, że Krzemyk przed przyjściem Wrony szukał mchu w złym miejscu... Tak, syn Jodły zdecydowanie był bardziej adekwatny do prowadzenie tego całego questu. - Wygląda obiecująco - skomentował energicznie i poruszył białymi wibrysami. Na szczęście dla obu kocurów, ich tępo jakoś nie różniło się drastycznie. Więc Krzemyk nie musiał się martwić o zostanie w tyle, jednak jak dymny dobrze zauważył, ten spacer był nieco długi dla świeżo upieczonego kocurka. Ten był na nogach od kiedy tylko promyki słońca dotknęły ziemi, biegając po obozie i sprzątając zaschnięte listki z ziemi. Męczył się dopóki Wilgotny Nos nie powiedział mu, że takie sprzątanie to jak walka z wiatrakami i ma przestać. Więc no, był już zmęczony nawet zanim przyszedł na Bzyczącą Polankę. - Wronia Łapo, twoim mistrzem jest nasza przywódczyni prawda? - Zapytał, bo mimo, że jako młode nogi bolały od wysiłku, to jego język nadal był w najlepszej formie.