Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Kiwnął jedynie głową, a choć wciąż rozglądał się za śladami Twardego, próbował złapać jego trop… nie pozostawało nic innego, jak liczyć na jego powrót. Nie było łatwo mu się pogodzić z tą stratą, to oczywiste, ale nie mogli za wiele zrobić – a że brakowało jakiegoś choćby słabego tropu, który by im powiedział, w którą stronę udał się biały kocurek... cóż, w tym wypadku równie dobrze mogli szukać igły w leśnym runie. Bolało, oczywiście. Mógł rozpoznać, że Sokoła też boli, nawet jeżeli wyraża to trochę inaczej… ale musieli liczyć na to, że jest cały i zdrowy, może nawet szczęśliwy, bezpieczny, i że któregoś dnia powróci do nich, do klanu.
– Liczę na to, że coś do niego dotrze. Myślałem, że jest… cóż, chociaż trochę bardziej dorosły – przyznał wprost, bo zwyczajnie się na Szorstkim zawiódł, a już na pewno nie spodziewał się z jego strony takiego zachowania. Zaczął się nawet już zastanawiać, czy mogli coś z tym zrobić, wcześniej jakoś go utemperować, czy go za bardzo rozpuścili, czy… czy co dokładnie? A może to z niego wyszło dopiero niedawno pod wpływem jakichś wydarzeń czy emocji? Nie wiedział. Może powinien jeszcze o tym za jakiś czas porozmawiać z synem, kiedy ten już ochłonie i przestanie się dąsać, bo na chwile obecną to obraził się na Suchego i odmówił przepraszania go, podobnie jak zresztą czarno-biały terminator. Kocięta, naprawdę. Kocięta, nie terminatorzy.
Rozmawiali jeszcze jakiś czas, ale że nie wiem nawet, jakich terminatorów w tej czasoprzestrzeni miał Zając, to może to pomińmy. W każdym razie patrol w końcu dobiegł końca, nie znaleźli żadnych nowych tropów, i wrócili do obozu.
zt
/ kończę bo czasoprzestrzeń dość stara, a chcę nową sesję >D
***
Po ostatniej walce z lisem nie czuł się zbyt dobrze, jeśli oczywiście chodzi o samopoczucie. To tylko mu udowodniło iż nie nadaje się na wojownika i czuł się z tym źle. Miał świadomość iż nawet jeszcze treningu nie zakończył, ale walkę już przerabiał i powinien cokolwiek tam zrobić, a nie udało mu się to bo najzwyczajniej w świecie nie trafiał. Tak samo z ziołami, każde napotkane się nie nadawało, co go jeszcze bardziej denerwowało. Dlatego w sumie postanowił wybrać się na patrol, może nie samotny bo był jeszcze z dziadkiem przez większość drogi, ale gdy tylko doszli do Trawiastych Grzbietów ten oznajmił iż zostanie zapolować, a że Pszczoła nie umiał jeszcze polować plus po ostatnim zbieraniu ziół jakoś...stracił chęci, to postanowił nie marnować czasu i w między czasie przejść się wzdłuż granicy, oczywiście jej nie naruszając. Szedł bardziej w stronę Kamiennego Stróża, bo mimo wszystko było to jego ulubione miejsce, nawet mimo tej walki. Potem jak przejdzie się w te i z powrotem to wróci do dziadka i pewnie razem pójdą do obozu, ale póki co szedł wzdłuż granicy z Wichrem dość wolnym krokiem, czasami rozglądając się i nasłuchując by pozostać czujnym. Wzrok w sumie miał tępy, bo jak było wcześniej wspominane nie czuł się zbyt dobrze.
//Lśniąca.
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Gronostajowy Krok zaproponowała, że zostanie chwilę ze Spienioną Łapą, podczas gdy ja pójdę po zioła, aby uzupełnić składzik, na co przystałam. Nie powiedziałam jej, dlaczego jej córka musi leżeć w lecznicy, przynajmniej nie powiedziałam w pełni prawdy. Powiedziałam, że zjadła coś nieświeżego, czym się zatruła, a oprócz tego złapała biały kaszel, co teoretycznie nie było aż takim wielkim kłamstwem, bo można rzec, że PRAWIE tak było.
W każdym razie, udało mi się zebrać już trochę ziół, kiedy zdecydowałam się udać jeszcze wzdłuż granicy z klanem Cienia. Może udałoby mi się spotkać Ćmią Łapę i jakoś odwdzięczyć się za pożyczone jagody jałowca, albo coś. Zdecydowanie za długo zwlekałam z rozmową z Osą... o tym wszystkim i nie narzekałabym, gdyby i jego udało mi się spotkać.
No i można powiedzieć, że wykrakałam. Z oddali dostrzegłam znajomą sylwetkę, na widok której serce zaczęło mi nieco szybciej bić. Ze strachu? Możliwe. W końcu widziałam się z nim... kilka razy i nie miałam okazji, aby zrobić to ponownie odkąd dostałam karę.
- Osa! - krzyknęłam, podbiegając do kocura. Uśmiechnęłam się delikatnie na przywitanie. Powinnam zaraz wracać do lecznicy, ale mogę sobie pozwolić na chwilową rozmowę. Dosłownie chwilka.
Faktem było, że rzeczywiście Pszczołę z Osą łatwo pomylić, szczególnie iż jakiś czas temu srebrny starał się udawać swojego brata bliźniaka i przez to w sumie zostały mu praktycznie takie same kłaki na ciele jakie miała jego kopia. Nawet budową nie różnili się za wiele, więc jedynie po charakterze można było stwierdzić który to który. Nie raz zdarzyło się iż nawet rodzeństwo myliło ich, więc raczej dlatego przywykł do tego i jak tylko usłyszał imię bliźniaka nawet nie zdziwił się. Po prostu trzepnął uchem i stanął w miejscu by obejrzeć się kto to wołał. W sumie myślał iż to niedługo się skończy, mylenie go z Osą, bo tego...nie ma w klanie. Nie ukrywał iż z tego powodu był niezadowolony, zły i w niehumorze. Znowu ktoś z jego rodziny tak po protu odszedł, bez słowa, nawet zwykłego pożegnania. Miał powoli tego wszystkiego dość, nawet sam przez chwilę zastanawiał się czy jest potrzebny w klanie Cienia i czy by nie odejść, oczywiście szukać Osy, ale zdecydował się zostać. Dlaczego? W sumie sam nie wiedział, może nie chciał zostawiać Ćmy, Modliszki i Ważki samych, albo bał się sam wyruszyć w taką podróż, tak czy siak miał nadzieję iż jego brat kiedyś odnajdzie się, specjalnie codziennie pewnie będzie odwiedzał granicę sprawdzając czy go nie ma. Ale w gruncie rzeczy - gdy tylko spojrzał się na tereny Wichru to ujrzał...białą sylwetkę. Dobrze mu znaną, ba nawet za dobrze. W sumie nie mógł ukryć zdziwienia na widok...jej. Wyglądała na zadowoloną, tak jakby tylko na niego czekała i coś chciała. Poczuł jak serce mu szybciej bije, gdyż no cóż, kiedyś rzeczywiście odrobinę mu się spodobała. Lecz pojawiło się pewne ale, do Pszczoły nagle dotarło iż ona chciała zobaczyć Osę nie jego. Wybrała brata bliźniaka, tak jak to w sumie dała znać na ostatnim spotkaniu i tylko chciała od Pszczoły informacji o ziółkach, nic więcej. Był zbędny. I tak jak pierwsze uczucie szczęście szybko się pojawiło, tak też szybko zniknęło. Dość szybko mu się przypomniało dlaczego o niej zapomniał w tak prędkim tempie i przede wszystkim dlaczego teraz czuł złość. Najzwyczajniejszy w świecie gniew. Miał jej za złe to wszystko co zrobiła, to że igrała z nimi, można nawet rzecz iż bawiła się uczuciami, a Pszczoła nie miał zamiaru drugi raz zaplątać się w ta nić. Ona już wybrała i nie miał zamiaru udawać Osy jak to miał dawno temu w planach. Tamtego nie było w klanie, nie chciał mu sprawiać problemów jak wróci, pogodził się z nim i...wolał to utrzymać. W końcu brat dla niego był ważniejszy niż chwilowe zauroczenie. Dlatego dość szybko na jego pysku pojawił się grymas, trzepnął ogonem i bez słowa odwrócił głowę. I tak udając iż jej nie widzi, dość wolnym krokiem, a zarazem nieco zirytowanym zaczął znów iść na przód. W końcu z patrolu nie zrezygnuje, a mała przeszkoda nie powstrzyma go od tego.
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Czy wybrałam granicę z tym klanem tylko i wyłącznie przez wzgląd na to, że musiałam spłacić swój dług? Każdemu, kto by o to zapytał bez zawahania odpowiedziałabym, że tak, jednak doskonale wiedziałam, że powód był... troszkę inny. Po cichu liczyłam na to, że spotkam Osę, że wszystko sobie z nim wyjaśnię i będzie mi lżej. Nie mogło być jak dawniej, w końcu widywaliśmy się dość regularnie, a teraz nie mogłabym sobie na to pozwolić, nie mogłam mieć też partnera ani kociąt, ale nie zadręczałabym się tym, że tak po prostu zniknęłam bez słowa. Że nawet się z nim nie pożegnałam. I jak widać, Gwiezdny Klan mi sprzyjał. Zesłał mi Osią Łapę właściwie przed pyskiem, wystarczyło się tylko troszkę wysilić. Krzyknęłam więc, a on... strzepnął ogonem i poszedł dalej. Jakby samo spojrzenie na mnie wystarczyło, by stwierdzić, że nie ma ochoty nawet próbować podejmować próby rozmowy ze mną. Poczułam, jakby ktoś mnie uderzył z całej siły łapą w policzek. Oczywiście nie zamierzałam tak po prostu pozwolić mu odejść, dlatego dogoniłam go i jeśli tylko spróbował się mnie pozbyć, odbiegając dalej, robiłam to samo. Cały czas przyglądałam mu się uważnie, nie spuszczałam go z oka.
- Przepraszam. Chciałam cię przeprosić już wcześniej, ale nie mogłam samotnie opuszczać obozu, a potem miałam trening, urwanie głowy... Głupio się wtedy zachowałam. Wybaczysz mi? - miauknęłam, jeśli nie jednym ciągiem, to powoli, słowo po słowie. Zachowałam się okropnie. Mogłam przecież poinformować patrol, albo od razu po skończeniu się kary spróbować się jakoś skontaktować z Osą... Miał prawo być na mnie zły. Nie mogłam go o to winić.
Oto mu w sumie chodziło. Chciał gdzieś w głębi duszy sprawić by Lśniąca także poczuła takie odtrącenie, podobne do tego co on czuł. Jak nigdy nikomu tego nie życzył, tak w tej sytuacji...to było coś innego. Nigdy nie lubił się mścić, zazwyczaj zachowywał spokój, lecz jak widać...odrobinę zmienił się. Od jakiegoś czasu zaczął czuć złość na tyle rzeczy, był nie w humorze, a jeszcze Gwiezdni zesłali ją na dokładkę, naprawdę zaczynał myśleć iż prześladuje go jakiś pech i powoli przez to zaczynał się zmieniać. Ze spokojnego i opanowanego kocura, na bardziej zdenerwowanego i cichego. Z jakiegoś powodu nie zaprzeczał temu, po prostu pogodził się z tym i daje emocją większą wolność. Zaś ciągle doganiająca go Terminatora Medyka zaczynała coraz mocniej zaczynać go irytować. Była teraz niczym taka mucha co nie chce dać spokoju. Pszczoła przesz większość czasu szedł uparcie odwracając głowę na wszelkie strony tak by jej nie widzieć i starać się nie słyszeć, można powiedzieć, że wyciszyć ją chciał. Niestety z uderzenia serca na uderzenie zaczynał czuć w kościach iż tamta nie odpuści. Końcówka ogona srebrnego zaczęła drgać ze złości, a po paru chwilach w końcu zatrzymał się, zaciskając mocniej zęby by potrzymać się od nagłego wybuchu, jedynie prychnął ze złością i wysłuchaj jej gadania. Przeprosiny, no super. I co to zmieni? Będą przyjaciółmi? Jeśli kotka tak myślała to była w błędzie. Srebrny chciał od niej odciąć się, nie chciał by przez jedną kotkę jego relacje z rodzeństwem pogorszyły się. Zależało mu bardziej na bracie niż na niej. - Ile księżyców - Miauknął ciszej nadal nie odrywając wzroku od ziemi. - ...Ile księżyców minęło od naszego ostatniego spotkania. Tak dawno, a jednak nie. - Kontynuował dość złym tonem, aczkolwiek wolnym i cichym. - Wybrałaś - Tutaj podniósł swój wzrok tak by spod głowy spojrzeć na Lśniącą. - Jak myślisz, powinienem wybaczyć czy też nie. - Dokończył pytaniem retorycznym, na które chyba kotka znała odpowiedź, o ile w ogóle wiedziała iż rozmawia z Pszczołą, bo ten nie miał pojęcia iż ta nadal myśli, że rozmawia z Osą. Jego wzrok mówił sam za siebie, był zły i zirytowany, a każde kolejne uderzenie serca w którym patrzył na białą powodowały u niego większą złość.
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Widziałam, jak unika mojego wzroku, jak próbuje na mnie patrzeć. Próbował też nie słuchać. Końcówka jego ogona stale drgała nerwowo, ale ja nie zamierzałam się poddawać. Nie mogłam.
- Zdecydowanie za długo. Kiedy ostatnio się widzieliśmy, byłam głupia, nie zdawałam sobie sprawy z tak wielu rzeczy - odparłam. To prawda, od naszego ostatniego spotkania minęło bardzo dużo czasu. Oboje dojrzeliśmy, zmieniliśmy się. Mimo to, chciałam rozejść się w pokoju, przeprosić za to wszystko, bo mu się to po prostu należało.
Widziałam, że jest zły i nie dziwiło mnie to. Też bym była na jego miejscu.
- Wybrałam. Dlatego teraz z tobą rozmawiam - mruknęłam. Gdybym nie podjęła decyzji, nie byłoby mnie tutaj, nie szukałabym go, nie chciałabym wszystkiego z nim wyjaśnić. Nie chciałam jednak robić niczego na siłę. Jeśli on tego nie chciał, to zrozumiem to.
- Nie wiem, decyzja należy do ciebie. Wkrótce zostanę Medykiem klanu Wichru. Nie mogę mieć partnera ani kociąt, muszę się skupić na swoim klanie, nie mogę zamartwiać się tym, że sprawiłam ci przykrość. Dlatego przyszłam przeprosić i zobaczyć się ten ostatni raz, bo nawet jeśli nie spędziliśmy ze sobą dużo czasu, to zdążyłam cie polubić. Ale jeśli nie chcesz mnie więcej widzieć, to zaraz sobie pójdę. - Mówiłam szczerze. Przy Osie nie potrafiłam być... taka, jak w klanie. Nie spędziliśmy ze sobą dużo czasu, zauroczyłam się nim, kiedy byłam jeszcze bardzo młoda i przez te księżyce zdążyło mi już przejść, ale teraz stojąc przed nim i patrząc się w jego żółte oczy, jakoś tak... nie potrafię udawać, że absolutnie mnie to nie rusza. To było takie... trudne do wytłumaczenia.
Nie wiedział już jak ma odbierać tą sytuację. Nie wiedział czy Lśniąca stara mu zrobić mętlik w głowie, udaje głupią czy tkwi w jakimś błędzie. Każde jej kolejne słowo powodowała w nim wewnętrzną złość, która tylko narastała. Parsknął coś pod nosem i odwrócił wzrok wściekle. Tak by patrzeć się na drugą stronę, a nie na tą zdrajczyni. Jak ona w ogóle mogła teraz tak jakby dawać znak mu, że woli jego, mimo iż wybrała Osę, a potem mówi o klanie. Nie rozumiał tego. - No byłaś - syknął w odpowiedzi na jej pierwsze słowa. Stwierdzał fakty. Rzeczywiście uważał Lśniącą za nieco głupią przez całą tą sytuację. Przez to, że go wykorzystała tylko po ty by zdobyć wiedzę medyczną, a potem i tak wybrała Osę. Do tego jeszcze dochodzi ta sytuacja, która z punktu widzenia Pszczoły wygląda tak jakby medyczka sama nie wiedziała czego chciała. Uderzył znów zirytowany ogonem o ziemie i po paru uderzeniach serca w końcu przeniósł wzrok na kotkę. Żółte ślepia wręcz mieniły się wściekłością i można było w nich dostrzec nienawiść i pogardę. Z trudem to zrobił, bo aż niedobrze mu się robiło jak na nią patrzył. Zacisnął na chwilę mocniej zęby by uspokoić się, lecz niestety to nie działało. Emocje były silniejsze. - Więc idź i nie pokazuj mi się więcej na oczy - wysyczał przez zaciśnięte zęby. - Jeśli kiedykolwiek Osa wróci do klanu, to z wielką chęcią mu przekaże jaka zdradziecka jesteś - dokończył nie przerywając poprzedniego zdania. Fuknął coś jeszcze pod nosem i postanowił odwrócić się, by pójść z powrotem do swojego towarzysza. Bardziej zły i wściekły niż wcześniej. Oczywiście o ile Lśniąca nie postanowiła go zatrzymać, czy coś.
//jeśli Lśniąca nie ma nic do dodania to zt XD
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Widziałam jak odwraca wzrok, jak nie chce na mnie patrzeć. Było mi... przykro. Chciałam się pogodzić, rozejść w pokoju, a zamiast tego dostałam takie coś? Nie tak to sobie wyobrażałam i nie tak to miało wyglądać. Czułam się upokorzona. Kajałam się i płaszczyłam, a on nie był w stanie, żeby na mnie spojrzeć. Nie zamierzałam też nijak komentować tego, że potwierdził moje słowa, kiedy... no, powinien zaprzeczyć. Nie dałam mu wtedy żadnych znaków swojej głupoty, nie rozumiałam co się dzieje.
Również zaczęłam nerwowo kołysać ogonem, poirytowana całą tą sytuacją. Czułam, jak powoli zaczynam się pocić, kiedy Osa odezwał się po raz kolejny. I to nie był Osa. Poczułam gniew, nienawiść, wszystko na raz. Wysunęłam pazury, choć nie mogłam z nich skorzystać. Zostałam upokorzona, znieważona. Doskonale wiedział, że chodzi mi o Osę, zawołałam na początku! Wystawiłam kły, czując obrzydzenie do stojącego przede mną mysiego móżdżka. Strawa wron, śmieć, nikt więcej.
- PODSZYWAŁEŚ SIĘ pod swojego BRATA - syknęłam. Czułam, jak coś się we mnie gotuje, wrze. - ŻADNE z tych słów nie było skierowane do CIEBIE. MYŚLAŁAM nad tym, żeby cię PRZEPROSIĆ, ale teraz widzę że zasługujesz jedynie na to, żeby na ciebie NAPLUĆ - dodałam, spluwając pod łapy, po czym uciekłam. Chciałabym o tym zapomnieć jak najszybciej. Ta cała sytuacja była jednym wielkim nieporozumieniem i nigdy nie powinna mieć miejsca. Ale w takim razie... gdzie był Osa?
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
***
Ostatni raz gdy Dymna wtedy-jeszcze-Łapa poszedł sobie ot tak na granicę z Klanem Wichru spotkał tam całkiem ciekawą, białą kotkę. Czy i tym razem poszczęści mu się i czekać go będzie jakieś ciekawe spotkanie?
Czarno-biały kocur spacerował sobie spokojnie w okolicach Borsuczej Nory. Starał się nie iść za daleko w stronę, z której do jego nozdrzy docierał intensywny zapach Wichrzaków. Nie był głupi - nie chciał, żeby ktoś oskarżył go o naruszanie granic. Wojownik Klanu Cienia po prostu szukał sobie jakiegoś towarzystwa spoza kotów, z którymi przebywał na co dzień.
/zapraszam kogokolwiek z Wichru :3
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Wyrosła. Niegdyś była chudym, wysokim kociakiem z patykowatymi łapami. To nie uległo zmianie - wciąż jest wysoka i góruje nad swoimi rówieśnikami, lecz nie jest już tak przeraźliwie chuda, jest zwyczajnie szczupła, chociaż nie widać tego przez grube, gęste i bardzo puchate śnieżnobiałe futro, które niektórym może skojarzyć się z owczym runem.
Wygląda niepozornie - słodkie uosobienie niewinności z dużymi ciemnobłękitnymi oczami. Ma duże, nieco zbyt duże uszy zakończone małymi pędzelkami. Ogon zwyczajnej długości, ale za to wyjątkowo puszysty.
Cicha, wrażliwa strachliwa i wycofana z życia. Stroni od kontaktów z kotami, woli przebywać we własnym towarzystwie, w pełni akceptuje jedynie rodzinę i koty, które obdarzyła zaufaniem bądź sympatią. Jest małomówna głównie przez fakt, iż ma trudność z wymową większości słów, czego się wstydzi i stara się to ukrywać poprzez uporczywe milczenie. Każda porażka w kontaktach z klanem niezmiernie ją dobija, przez co stara się odzywać jak najmniej. Zazwyczaj kiwa po prostu głową, a jeśli wymagają od niej więcej ucieka. Jest dosyć ufna, lecz jeśli ktoś ją zawiedzie - nie przebacza i trzyma się od takiego osobnika z daleka.
Po rozmowie z bratem po raz pierwszy w swoim długim życiu była wzburzona i wściekła do tego stopnia, że wypadła z obozu niczym chmura gradowa, nawet nie patrząc gdzie idzie. Po prostu parła przed siebie, jak gdyby Sowa miał ją teraz obserwować i zobaczyć, co powinien zrobić zamiast nawijać mu o koleżaneczkach z innych klanów i o przeszukiwaniu obozu. Obozu! Tak, zaginiona od paru księżyców siostra na pewno była w obozie, a oni wszyscy byli głupi i jej nie widzieli. Co się stało z jej bratem, z jej największym oparciem, pomysłodawcą i mądrą głową? Gdzie podział się ten kocur, który uczył ją mówić i pocieszał ją, gdy bała się przyszłości jako terminatorka? Nie miała pojęcia co tak naprawdę chce zrobić. Odnaleźć Ulewną samotnie, czy po prostu oddalić się od brata najbardziej jak to możliwe?
Po treningach z Sokolim Cieniem znała granice i nawet jeśli przychodziła tu rzadko, podczepiając się do co poniektórych patroli, była w stanie zorientować się gdzie jest. Po raz pierwszy jednak wyszła z obozu całkiem sama, po raz pierwszy zaszła tak daleko, a zaślepiona gniewem i rozczarowaniem nawet nie zorientowała się, że do jej nozdrzy dociera zapach Klanu Cienia. Dopiero gdy prawie staranowała biednego Cienistego wojownika ocknęła się, zatrzymała i nastroszyła futro, przerażona, że znajduje się tak daleko od obozu. Że jest sama, a naprzeciwko niej stoi czarno-biały kot, którego widzi po raz pierwszy w życiu, choć z wyglądu przypominał jej odrobinę Mokrą Łapę. I co teraz będzie?
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Białe, długie futro... wyglądało znajomo. Z pozoru. Już widząc z daleka zbliżającą się postać przypuszczał, że nie jest to Lśniąca Łapa. Kotka wyglądała na trochę... nieobecną myślami? Jakby w ogóle nie zauważyła czarno-białego kocura. Spojrzała na niego dopiero niemalże na niego wpadając. Zjeżyła futro ale nie odezwała się ani słowem.
- Cześć - zagadał uprzejmie, posyłając Wichrzaczce lekki uśmiech. - Zgubiłaś się piękna? - nie, żeby z miejsca uznał ją za wyjątkową piękność, ot tak pasowało mu to powiedzieć. Choć w sumie nie wyglądała najgorzej. Zaraz jednak przekonamy się, czy ma cokolwiek do powiedzenia.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Wyrosła. Niegdyś była chudym, wysokim kociakiem z patykowatymi łapami. To nie uległo zmianie - wciąż jest wysoka i góruje nad swoimi rówieśnikami, lecz nie jest już tak przeraźliwie chuda, jest zwyczajnie szczupła, chociaż nie widać tego przez grube, gęste i bardzo puchate śnieżnobiałe futro, które niektórym może skojarzyć się z owczym runem.
Wygląda niepozornie - słodkie uosobienie niewinności z dużymi ciemnobłękitnymi oczami. Ma duże, nieco zbyt duże uszy zakończone małymi pędzelkami. Ogon zwyczajnej długości, ale za to wyjątkowo puszysty.
Cicha, wrażliwa strachliwa i wycofana z życia. Stroni od kontaktów z kotami, woli przebywać we własnym towarzystwie, w pełni akceptuje jedynie rodzinę i koty, które obdarzyła zaufaniem bądź sympatią. Jest małomówna głównie przez fakt, iż ma trudność z wymową większości słów, czego się wstydzi i stara się to ukrywać poprzez uporczywe milczenie. Każda porażka w kontaktach z klanem niezmiernie ją dobija, przez co stara się odzywać jak najmniej. Zazwyczaj kiwa po prostu głową, a jeśli wymagają od niej więcej ucieka. Jest dosyć ufna, lecz jeśli ktoś ją zawiedzie - nie przebacza i trzyma się od takiego osobnika z daleka.
W jej błękitnych oczach błysnął strach, kotka zrobiła krok do tyłu, będąc gotową w każdej chwili zerwać się do ucieczki. Kiedyś była jakaś afera, że ktoś z Cienia zaatakował Wichrowego terminatora i choć Wodospad nie pamiętała już o co dokładnie chodziło, to najważniejsze do niej docierało. Znajdujący się przed nią kocur wydawał się jednak pozbawiony agresji i nie wyrażał morderczych skłonności. Córka Zaćmionego Księżyca była wyraźnie nerwowa i zestresowana, acz nie uciekła. Chociaż tyle.
- P-pięk-kna? - wydukała zdziwiona. Nie tego się spodziewała, liczyła raczej na coś w stylu "zmiataj z granicy, biała paskudo". Terminatorka nie uważała, że jest brzydka czy odrażająca, co najwyżej przeciętna. Wszak w Klanie Wichru było tyle kotek podobnych do niej... - N-nie, ja sz-szukam kog-goś. Widz-działeś kotkę pod-dobną do mnie? Naz-zywa się Ule-ewna Ł-łapa. - A nuż widelec kocurowi coś obiło się o uszy lub spotkał siostrę Szemrzącej Łapy. Warto spróbować. Jak to mówią - tonący brzytwy się chwyta, a skoro Sowa miał jakieś przyjaciółeczki i zamierzał ich wypytywać, to ona nie będzie gorsza. Już ona bratu pokaże kto znajdzie zaginioną siostrę.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Kotka była zdziwiona i nieco zawstydzona jego komplementem - a przynajmniej takie wrażenie odniósł Dymek. Okej, więc na taki typ właśnie trafił - młoda, niewinna, niezbyt doświadczona przez życie terminatorka. Na pewno nie wojowniczka - wyszkolony kot nie zachowywałby się tak na granicy. - Nie często widuję takie piękne futro - odpowiedział na jej wątpliwości z uśmiechem. Do tej pory znał tylko Ciernisty Kwiat i Króliczy Pląs, ale ta druga była nieproporcjonalnie niska, przez co ciężko byłoby ją nazwać piękną. - Ale może od początku. Jestem Dymne Niebo, a ty? - powiedział względnie szybko po swoim komplemencie - nie chciał, żeby młoda mu się tu jakoś bardzo zawstydziła w niezręcznej ciszy. Lepiej będzie dalej ciągnąć rozmowę, no i dobrze byłoby jednak wiedzieć, z kim ma do czynienia.
Nie mógł się powstrzymać od uśmiechu, gdy kotka zapytała go o to, czy nie widział jakiejś Ulewnej Łapy. Drugi raz spotyka kogoś z Klanu Wichru i drugi raz ten ktoś kogoś szuka. - Niestety nie widziałem nikogo takiego. Dlaczego jej szukasz? - tym razem to chyba nie byłą chęć zemsty na kimś, kto skrzywdził kogoś bliskiego. Raczej szukanie jakiejś siostry czy kogoś takiego, jak obstawiał Dymek.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Wyrosła. Niegdyś była chudym, wysokim kociakiem z patykowatymi łapami. To nie uległo zmianie - wciąż jest wysoka i góruje nad swoimi rówieśnikami, lecz nie jest już tak przeraźliwie chuda, jest zwyczajnie szczupła, chociaż nie widać tego przez grube, gęste i bardzo puchate śnieżnobiałe futro, które niektórym może skojarzyć się z owczym runem.
Wygląda niepozornie - słodkie uosobienie niewinności z dużymi ciemnobłękitnymi oczami. Ma duże, nieco zbyt duże uszy zakończone małymi pędzelkami. Ogon zwyczajnej długości, ale za to wyjątkowo puszysty.
Cicha, wrażliwa strachliwa i wycofana z życia. Stroni od kontaktów z kotami, woli przebywać we własnym towarzystwie, w pełni akceptuje jedynie rodzinę i koty, które obdarzyła zaufaniem bądź sympatią. Jest małomówna głównie przez fakt, iż ma trudność z wymową większości słów, czego się wstydzi i stara się to ukrywać poprzez uporczywe milczenie. Każda porażka w kontaktach z klanem niezmiernie ją dobija, przez co stara się odzywać jak najmniej. Zazwyczaj kiwa po prostu głową, a jeśli wymagają od niej więcej ucieka. Jest dosyć ufna, lecz jeśli ktoś ją zawiedzie - nie przebacza i trzyma się od takiego osobnika z daleka.
- P-piękne? - znów głupio powtórzyła to słowo nim zdążyła ugryźć się w język. Dymne Niebo musiał uważać ją za nieźle upośledzoną. - W m-moim kl-lanie duż-żo jest b-białych kotów. Cień jes-st inny? - zadała pytanie, chcąc ratować sytuacje i odwrócić uwagę wojownika od swojego bzdurnego powtarzania. Uch. Niebieskooka cofnęła się o krok, chcąc zwiększyć dystans pomiędzy sobą i kocurek, i poczuć się bardziej komfortowo. Złość oraz wzburzenie powoli zaczynały z niej ulatywać, a terminatorka zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy wyszła z obozu całkiem sama i zaszła tak daleko, że aż natknęła się na obcego kota na granicy. Kiedyś robiłaby pod siebie ze strachu na samą myśl o takim zdarzeniu. Teraz... w sumie była tego bliska, choć czarno-biały był miły i brak w nim było agresji, co podnosiło kotkę na duchu i przekonywało do tego, żeby nie jeszcze nie uciekać.
- Naz-zywam się-ę Wodospad - przedstawiła się tradycyjnie dawnym, choć tym bardziej lubianym imieniem. Dymne Niebo mógł sobie to zinterpretować jak chciał i uznać ją nawet za Wodospadową Łapę, żadna różnica. - Bo t-to moj-ja sios-stra. Brak-kuje mi jej...