Logo Artemidy
Borsucza Nora
Prośba Popielnego Żaru nie była w żadnym stopniu zaskakująca. Fiołkowy Świt pokiwał głową, zgadzając się na przekazanie wieści Miękkiemu Obłokowi. Kocur z całą pewnością będzie potrzebował teraz wsparcia partnerki oraz kociąt; podobnie zresztą jak jego siostry, które również straciły najstarszego z braci. Czasem... zapominał, że Zaćmiony Księżyc była rodzoną siostrą Miękkiego Obłoku, a Lawendowy Kwiat była ich młodszą siostrą.
- Popielny Żar. Bardzo ładne imię. Pasuje ci - uśmiechnął się pogodnie. Jej futerko z całą pewnością przypominało mu popiół, a beżowe rozjaśnienia na mordce i piersi były jak nieśmiały żar tlący się pod płatkami spopielonego drewna. Na jej kolejne pytanie poruszył wąsami i usiadł w końcu. Myślał, że będzie to krótka pogawędka, jednak wyglądało na to, że mieli szansę na dłuższą rozmowę.
- Klan Wichru stracił młodego przywódcę i najbardziej doświadczonych wojowników. To bolesna strata... ale mamy wielu młodych, ambitnych wojowników, którzy na pewno uniosą ciężar, jaki spadł na ich barki - odpowiedział po chwili zastanowienia. Na ostatnich ceremoniach wielu młodych wojowników otrzymało swoje imiona, większość oczekiwała na przydział pierwszych terminatorów. Wszyscy mieli szansę na to, by stać się doświadczonymi, silnymi i lojalnymi wojownikami, którzy popchną Klan Wichru do przodu. - A ja... trzymam się. Jak Stara Łódź trwam pomimo tego, że utknąłem na mieliźnie - dodał jeszcze, gdy przypomniał sobie, że kotka pytała również i o jego samego. A on... nie był pewien tego, jak się czuł. Czuł się... pusty. Trwał jak relikt przeszłości, który istniał tylko dlatego, że nie potrafił zrobić niczego innego. Jak Stara Łódź, porzucona przez dwunogów na plaży nad Słoną Wodą.
Nie przyszło mu do głowy to, że kotka mogła być zbyt młoda, by wiedzieć, o czym mówił.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dziękuje - skinęła lekko łbem na komplement od Wichrowego wojownika, a końcówka jej ogona lekko drgnęła. Pamiętała krótki okres czasu kiedy nie czuła się zbyt dobrze z własnym imieniem. Była wtedy młoda u głupiutka, nie lubiła zmian chociaż ta jaką wprowadził Wężowa Gwiazda nie była wcale taka drastyczna - ba, wręcz logiczna. Kocica wraz z otrzymaniem imienia terminatorki, a później wojowniczki - przestała być tylko leniwa piszczką z imienia, a kimś więcej. Popielny Żar brzmiał elegancko i cóż, zrozumiała to dopiero później, teraz nosząc to miano z dumą. - Twoje również jest ładne, Fiołkowy Świcie. Delikatne i łagodne, pasuje do twojej osoby - mruknęła spokojnie posyłając do kocura lekki uśmiech. Mimo nieprzyjemnego, nawet przygnębiającego początku rozmowy, balansowali między smętnymi a nieco weselszymi tematami co było na swój sposób...Kojące da kocicy. Gdy wojownik przysiadł, wojowniczka rozluźniła się jeszcze trochę, a jej ogon nieco luźniej owinął się wokół jej łap gdy nadstawiła uszy by w spokoju wysłuchać wypowiedzi rudego starszego.
- Na pewno - mruknęła gdy Fiołkowy Świt skończył, wzdychając bezgłośnie. - Mój klan również stracił młodą i dobrze zapowiadającą się przywódczynię wraz z dwójką silnych wojowników. Jest jednak pełen młodych i gotowych działać kotów, więc niedługo klan stanie na mentalne nogi. Życzę wam tego samego, a z twoich słów wynika, że nie ma co się martwić - strata Sokolego Cienia mogła być naprawdę sporym ciosem, tak jak i Porywistej Gwiazdy, który w końcu naprawdę dobrze się zapowiadał. Z tego co udało się samej Popielicy wywnioskować ze spotkań z rudzielcem, był kompetentny do rangi jaką otrzymał; wielka szkoda, że Gwiezdni zabrali go tak szybko nie dając mu szansy na wykazanie się. Podobnie jak Płomykówce, chociaż ona na stołku siedziała nieco dłużej. Mimo to dalej oboje byli młodymi kotami, które mogły jeszcze długo dowodzić klanem a przez nieprzyjemny zbieg okoliczności...Cóż, szansa na to została im odebrana.
- Stara...łódź? - powtórzyła kiedy jej uszy drgnęły z zaciekawieniem na dźwięk nowego, nieznanego słowa jakim była "łódź". Ów słowo obiło jej się o uszy już kiedyś, jednak nigdy nie dopytała co ono oznaczało, bo nie odczuwała takiej potrzeby. Teraz jednak kiery Fiołkowy Świt się do niego porównał, kocica wolała jednak wiedzieć co oznacza. - Wybacz, nie rozumiem tego słowa. Co ono oznacza? To...łódź?
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się lekko, poruszając przy tym mlecznobiałymi wąsami w lekkim rozbawieniu. Rzadko kiedy słyszał, że jego imię do niego pasowało. Częściej spotykał się z tym, że jego imię było ładne... ale kompletne bez sensu. Świadczyło to jednak wyłącznie o tych, którzy nigdy nie skupiali się na obserwacji wschodzącego słońca i nie wiedzieli, o czym mówili - wszak niebo potrafiło przybrać łagodną, fiołkową barwę, gdy słońce budziło się ze snu. Niestety, obserwacje wschodu słońca nie były teraz tak proste, jak na starych terenach. Wówczas, gdy siedział przed obozem, na Skalnej Półce, widział tereny Czterech Klanów, nad którymi budził się dzień. Teraz żaden z klanów nie miał terenu, który górował nad pozostałymi, co utrudniało obserwację nieba... i było to jedną z wielu małych rzeczy, za którymi Fiołkowy Świt tęsknił.
- Och? Wybacz, zupełnie nie pomyślałem o tym, że to nie jest coś, co wiele kotów pamięta - uśmiechnął się do kotki i stulił po sobie uszy w przepraszającym geście. - "Stara Łódź" to nazwa miejsca zgromadzeń, które było na terenach nad Słoną Wodą. Sama łódź natomiast... przypominała połowę łupiny orzecha, dwunodzy używali ich do tego, by płynąć po Słonej Wodzie. Podejrzewam, że była to taka wodna odmiana potworów, bo wydawała podobne dźwięki. A ta, która była miejscem zgromadzeń, była porzucona przez dwunogów na plaży - wyjaśnił, przekrzywiając łagodnie głowę w bok. - Wybacz moją ciekawość, ale... pamiętasz stare tereny? Czy urodziłaś się już tutaj, na tych ziemiach?
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie poczuła się specjalnie urażona tym, że starszy od niej kocur nieznacznie się zapomniał. Właściwie to jego słowa rozpaliły w niej ciekawość i chęć zgłębienia wiedzy w tym, czego nie potrafiła bądź wiedziała. A do czegoś takiego należało połączenie słowa "łódź" z jakąś jego definicją. Poczuła się zupełnie jak podczas spotkania z Niebem, który wrócił ze swojej wyprawy i zarzucił ją nieznanymi ciekawostkami i opowieściami. Na to niewinne wspomnienie, poczuła jak w jej głowie zaciskają się bolesne supełki. Dlaczego wciąż o tym pamiętała? Najwyraźniej jej mózg nie wyrzucał wszystkiego co złe i ów rzeczy zostawiały w nim ślad. Gdy Fiołkowy Świt uraczył ją odpowiedzią na jej pytanie, Popielica nadstawiła w jego stronę uszy i z zainteresowaniem wlepiła spojrzenie w jego posiwiałą mordkę, chłonąc każde wypowiedziane słowo.
xx- Niesamowite - odparła z lekkim uśmiechem, wyobrażając sobie opisaną łódź, która jak się okazało, była tak jak przypuszczała wytworem łap dwunożnych. Nie było trudno zestawić to pojęcie z właśnie ludźmi. Tylko oni nazywali rzeczy i stworzenia w tak dziwny sposób! Zresztą koncept pływających potworów był dla niej czymś przerażającym i obcym. Nie mogła sobie wyobrazić aby te potwory które biegały po Grzmiącej Ścieżce mogły nagle z niej zeskoczyć i pływać w wodach Grzmiącej Ścieżki stając się kolejnym niebezpieczeństwem. Na całe szczęście koryto rzeki biegnącej przy granicy z Cieniem było zbyt małe by zmieścić gigantycznego potwora. Tyle dobrego! - Słona Woda musiała być naprawdę ogromna, że zmieścił się tam...Pływający potwór. Jednak co tam robiła? Ludzie porzucili łódź? Była...martwa? - dopytała zaciekawiona. Wątpiła by koty zbierały się na żywym potworze, który gotów był je zabić, jednak wolała się dopytać. Gdy jednak padło pytanie w jej kierunku, uśmiechnęła się pogodnie i zaśmiała się cicho pod nosem.
xx- Nic nie szkodzi - mruknęła, mrużąc przyjaźnie ślepia. - Urodziłam się już tutaj i niestety nie dane było mi zobaczyć poprzednich terenów. Jedynie mam mgliste wspomnienie o tym, że moja mistrzyni, Grzybowa Polana mi coś o nich mówiła w kontekście przenosin. Ciekawi mnie jak bardzo te obecne różnią się od poprzednich.
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Słona Woda była ogromna. Ciągnęła się tak daleko, że w którymś momencie łączyła się z niebem i tonęło w niej słońce - odpowiedział, kiwając głową. - Łodzie, na których pływali dwunodzy, po prostu znikały gdzieś daleko - dodał. Wiele czasu spędził, tak po prostu, obserwując Wielką Słoną Wodę. Od kiedy został terminatorem, jego ulubioną rozrywką było obserwowanie, jak słońce gdzieś daleko za terenami Klanów Rzeki i Cienia, a później - jak gaśnie, zanurzając się w wodzie gdzieś daleko poza terenami Klanu Wichru. Nie bez powodu jego imię brzmiało Świt.
- Była porzucona, z całą pewnością martwa. Miała wiele dziur, które nie wyglądały na celowe - w końcu dwunodzy lubią gładkie, nienaturalnie równe kształty. Przypominała mi butwiejący pień, pusty w środku i z wieloma otworami wygryzionymi przez owady... - odparł jeszcze na jej pytanie dotyczące samej Starej Łodzi. Była martwa, to na pewno, jednak ciężko było mu opisywać faktyczny stan, w jakim się znajdowała, skoro była dla niego kompletnie obca. Gdy mówiło się o kamieniu lub drzewie, było to prostsze - rozmówca z całą pewnością wiedział, z czego składał się kamień lub drzewo i potrafił sobie je zwizualizować, a opisujący miał wiele punktów odniesienia. W tym wypadku Fiołkowy Świt musiał polegać jedynie na swojej wyobraźni... oraz pamięci, która nie była już tak dobra, jak kiedyś.
- Przede wszystkim różnicą było to, że nie byliśmy sąsiadami - uśmiechnął się, poruszając białymi wąsami w rozbawieniu. - Klany rozdzielała Mknąca Rzeka, która wpadała do Słonej Wody. Naszym sąsiadem był Grom, a po drugiej stronie rzeki był wasz klan oraz Klan Rzeki. Trudno mi powiedzieć, czy wasze tereny różniły się od tych, które macie teraz, bo z mojego brzegu rzeki widać było jedynie spory las po drugiej stronie, który dzieliliście z Klanem Rzeki... i o który, o ile dobrze pamiętam, były jakieś spory - powiedział, z lekkim uśmiechem wracając wspomnieniami do tego, co pamiętał z ziem, na których się wychował. Pamiętał rzekę i to, że w kilku miejscach były kamienie, po których można było przejść na drugą stronę. Pamiętam rozmowy z Cienistymi, które nie raz przeprowadzał, po prostu przekrzykując szum nieraz niespokojnej rzeki. Im więcej myślał o tym, co było kiedyś, tym świadomość śmierci własnego syna, dwóch terminatorów i starego zastępcy klanu była mniej nachalna. Potrzebował tej chwili oddechu. - Klan Wichru natomiast mieszkał na wysokim klifie. U szczytu pagórka było wejście do obozu, który znajdował się w jaskini, a pod nim znajdowała się Bursztynowa Grota, miejsce spotkań z Gwiezdnym Klanem, do którego wejście skierowane było na Słoną Wodę, która uderzała z wielką mocą o ścianę klifu. Wówczas, by wejść do groty, trzeba było liczyć na pozwolenie od Gwiezdnych, by uspokoili wodę i ukazali przejście po kamieniach - teraz, by dostąpić zaszczytu dzielenia snu z Przodkami, wystarczy odnaleźć sadzawkę i napić się z niej wody - uśmiechnął się lekko. - Wtedy Bursztynowa Grota była chroniona... i zdarzało się, że koty, których Gwiezdny Klan nie chciał widzieć na Srebrnej Skórce jedynie w roli gościa, tonęły, wciągnięte przez grzmiący nurt i rozbite o skały...
Zmarszczył lekko brwi. To był plus Szepczącej Sadzawki. Teraz gdy Gwiezdni nie chcieli cię widzieć, po prostu nie dopuszczali do tego, byś zasnął, zamiast zabijać za to, że ośmieliłeś się pokazywać swój pysk przed ich obliczem jako ktoś, kto mógł dostąpić tego zaszczytu.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mysia Łapa wyszedł na polowanie. Chciał pomóc najlepiej jak potrafi. Szedł jednak i szedł i niczego nie znalazł. Udało mu się jednak przejść bardzo duży kawałek drogi. Dotarł na granice Cienia, ale niekoniecznie się orientował, że za parę kroków jest czyjś teren. Napewno poczuł mocny zapach. Taki nowy. Wtedy zapaliła mu się lampka. Chyba tutaj był na trenigu z Jagódką. Bodajże był to zapach Klanu Cienia tak? Cofnął się do tyłu wystraszony, że ją przekroczył przy okazji wyskakując wysoko. Uspokoił się jednak po chwili i zaczął być ciekawy. Czy jakiś patrol może przyjdzie? Nie miałby nic przeciwko się z kimś spotkać. O ile nie będą źli, że jest na granicy. Ciekawi go jak to wszystko wygląda w innych Klanach. Czy mają jakieś typowe dla siebie tradycje czy obyczaje? Klan Rzeki podobno pływa i łowi ryby co sprawia, że są dla niego bardzo ciekawi. Może Cieniaki skaczą po wysokich drzewach? To wszystko było takie intrygujące. Dla swojego Klanu by wyznaczył główne cechy takie jak, polowanie na zajączki. Mają ich sporo. I Migotek i większość szybko biega.
Stał więc wpatrzony w obce tereny zaciekawiony innym życiem. Czekając na to, żeby ktoś przyszedł i mógł się z nim powymieniać jakimiś informacjami. Może to właśnie mu zostanie przekazana jakąś bardzo ważna informacja?
//Barania Łapa
• • •xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
i'm a dumb teen boy
i eat sticks and rocks and mud
i don't care about the government
AND I REALLY NEED A HUG
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
LVL 3 45 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Powoli zaczynała godzić się z myślą, że przesiadywanie koło Czterech Dębów i niezwykle subtelne spoglądanie w stronę Gromu, w każdej wolnej od obowiązków chwili, do niczego nie prowadzi. Nie było co liczyć na pojawienie się przyjaciółki, a Iskra nie mogła sobie pozwolić na całodzienne czatowanie przy granicy, by się upewnić, że z kotką wszystko w porządku (czemu by miało nie być?). Coraz częściej wracała do niej sugestia Chmurki, by się umówić na konkretną porę za pośrednictwem patrolu. Ale wciąż z uporem ją od siebie odpychała, bo nie miała żadnej pewności, że Promyk w ogóle chce się przyznawać do znajomości z jakimś burym, wichrowym pchlarzem.
Dzisiaj już nawet nie miała wielkich nadziei na dostrzeżenie znajomego futerka, gdy wdrapywała się na pagórek będący miejscem Zgromadzeń. Dlatego też bez większego żalu (a przynajmniej tak chciała uważać) ruszyła niewiele później w dalszą trasę. Nie chciała jeszcze wracać do obozu, więc wyminęła Płaski Kamień i poszła wzdłuż granicy z Cieniem. Lawendowa Gwiazda nigdy nie poinformowała ich co takiego Gwiezdni powiedzieli na temat sojuszu z Pożogą. Ani o samej Pożodze już nie wspominała wcale. Ani o nastawieniu innych klanów. No najkrócej mówiąc - trzymała cały klan w nieświadomości co się dzieje dookoła, a Iskra już była tylko o włos od zaczepiania obcych kotów o te informacje. Powstrzymywała ją jedynie niechęć do przyznawania się, że ich własny przywódca guzik im powiedział. Machnęła zirytowana ogonem, wskoczyła na pagórek nad wejściem do borsuczej nory i szybkimi ruchami języka zaczęła rozplątywać kołtuny na rdzawej sierści.

//Płomyk!
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Płomyk już w pełni się przyzwyczaił do klanowego życia. Robił to co trzeba i po prostu czuł się znów wojownikiem. Czasem mu jednak brakuje tej wolności. Będąc samotnikiem świat był zdecydowanie większy I chodził tam gdzie chciał. Poznawał wiele kotów i nie myślał co będzie jutro. Zawsze coś się działo a nawet jak nie to sam szukał przygód.
Nie marzyło mu się na razie gdzieś znikać czy coś. Na razie było dobrze tak jak jest. A co przyniesie przyszłość? Kto wie. Zobaczymy gdzie go łapy znów poniosą.
Teraz jednak najdalej gdzie się wybiera to do granic. Ostatnio kompletnie nie miał czasu wybrać się gdzieś dalej i może poszukać tropu swoich dzieci czy coś. Miał dużo patroli i często też polował. Przez to był wykończony i wolał iść na krótszy spacer.
Dziś wybrał tereny blisko klanu Wichru. Ostatnio zaczął go bardziej interesować niż zazwyczaj. Ta sprawa z pożarem a potem jeszcze z Lawędową Gwiazdą, która poparła Pożoge. Klan Wichru stał się bardzo dziwaczny ale przez to wybijający się spośród innych. Chciał zobaczyć jak tam się u nich powodzi i może by się dowiedział czegoś więcej?
Przechodząc zauważył młodą kotkę, która czyściła swoje futro. Postanowił do niej podejść i miło się przywitać.
- Witam młodą a zarazem śliczną kotkę z Klanu Wichru. Dawno nie widziałem kogoś o podobnych barwach futra co moje. - przywitał się kulturalnie i siadł blisko przy granicy.
- Mam na imię Płonący Las a ty? - zapytał.
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dużo kołtunów nie zdążyła rozplątać nim dotarł do niej nieznajomy głos. Nie narzekała, bo nigdy zresztą nie przykładała większej wagi do tego jak się prezentowała. Inni chyba też nie zwracali na to uwagi, bo nikt jej jeszcze nie wytknął, że wygląda jak dzikus z lasu, a nie wojowniczka godnie reprezentująca swój klan. No, poza bliźniakiem, ale ten z kolei był przewrażliwiony na tle czystości rdzawej szaty, więc z jego zdaniem nie do końca się liczyła.
Zostawiła więc te nieszczęsne kłaki w spokoju i odwróciła się w stronę źródła dźwięku. Nieprzyjemny ucisk w żołądku, którego pochodzenia nie była w stanie określić, szybko stracił na znaczeniu w porównaniu z siłą zdziwienia jakie rdzawą kotkę ogarnęło, gdy dotarło do niej, że rzeczywiście barwy nosili bardzo zbliżone. Odpowiedziała póki co jedynie uśmiechem i zeskoczyła z pagórka by podejść bliżej granicy. Usiadła, trzymając puchatą kitę luźno za sobą, pewna że nie minie dużo czasu nim jego końcówka zacznie żyć własnym życiem. Dokładnie, oplatanie się ogonem było w jej przypadku wyjątkowo pozbawione sensu.
- Roziskrzona Noc, miło poznać. - rzuciła, a przyjazny uśmiech wciąż nie schodził jej z pyska, mimo że tym razem zrezygnowała z podawania się za brata. Jakoś... wydało się to bez sensu, a szkoda, bo najlepsza rozrywka. Nie mogła powstrzymać się przed przyglądaniem Płonącemu, więc żeby to jakoś wytłumaczyć, zawiesiła po oględzinach spojrzenie na jego mordce i odezwała się. - Wybacz, że się gapię, ze ja z kolei nigdy nie widziałam kogoś w podobnych kolorach. No, nie licząc mojego brata, ale to raczej nie jest zbyt zaskakujące. Swoją drogą on się nazywa Jaśniejący Płomień, czyżby te barwy zobowiązywały wszystkich rodziców i przywódców do trzymania się jednego motywu imion, co? - poruszyła delikatnie końcówką ogona. - Jak było z tymi innymi kotami co spotkałeś?
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
* * *

No któżby się, do stu piorunów, spodziewał, że leczenie Lśniącej Sadzawki da tyle, co nic? Zapewne nikt, w tym Pomurnik i sama Lśniąca. Wichrowa medyczka w końcu miała reputację najlepszej uzdrowicielki w całym lesie i tym podobne, a rany kalibru takiego, jak wygryziony palec u łapy, były dla niej ponoć pestką. No cóż.

Pomurnik i Blada jeszcze nie osiągnęły takiego poziomu. Żadna z nich nie chciała ryzykować leczenia paskudnie jątrzącej się rany; szansa na to, że to będzie ostatni raz, gdy Pomurnik oszuka śmierć, była zbyt wielka. Trzeba było udać się na granice Wichru: i oto denatka zjawiła się na miejscu, z łapą owiniętą pajęczyną, niosąc z sobą nagietek i jeszcze jeden motek pajęczyny. Skoro już wymagała od innego medyka, by ten ją wyleczył, to przynajmniej nie będzie objadała innego Klanu z medykamentów.

Poczekała na pierwszego Wichrzaka, który zjawił się w okolicy, poprosiła go, by z łaski swojej przyprowadził tu jakiegoś medyka, a potem zaległa na miejscu, biernie oczekując. Nawet pomimo tego, że niebo zasnute było w większości chmurami, musiała nieco mrużyć oczy, by nie ślepiło jej słońce odbijające się od śniegu. Ciekawe, czy umieranie boli.

// Lśniąca

Ś W I A T stał się plamą
życie złym gestem
trup oczy zamknął
krzyknął - ̗̀ nic jestem ̖́-
LVL 2 135 / 150
MedLVL 2 103 / 300
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A Blada szła tuż obok siostry. Nie mogła przecież pozwolić, by szła tutaj sama. Nie teraz, gdy była ranna, osłabiona i... Ogólnie nie było z nią zbyt dobrze. Rana, która została opatrzona na zgromadzeniu medyków zdawała się wcale nie goić. Wręcz przeciwnie, było coraz gorzej i... Bladooka niezbyt wiedziała co ma z tym faktem zrobić. Śmiertelnie się martwiła, a poczucie, że jest bezsilna dobijało ją jeszcze bardziej. Wolała przy ranie zbytnio nie skakać, bojąc się, że tylko pogorszy sytuację. Zamiast tego postanowiła udać się z siostrą do Lśniącej Sadzawki, ponownie.
Dotarły na wichrową granicę, gdzie poprosiły napotkanego kota, aby przyprowadził tutaj ich medyczkę. Koniecznie medyczkę, a nie jej pomocnika i jego uczennicę. Z całym szacunkiem, Cytrynka wierzyła w ich medyczne umiejętności, ale nie sądziła, by miały dorównać tym Lśniącej Sadzawki. A sprawa dotyczy bardzo poważnych ran Pochmurnej Łapy, która MUSI przeżyć. Musi, bo życie bez niej nigdy nie byłoby takie samo. Obecnie Bladooka nawet nie potrafiła go sobie wyobrazić.
Usiadła na śniegu, posyłając siostrze krótkie spojrzenie. Zaraz po tym odwróciła wzrok i wbiła go w głąb terenów Klanu Wichru. Jeszcze chwila.
[Obrazek: 4payqjv.png]
LVL 3 60 / 200
MedLVL 4 81 / 500
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie kryłam zdziwienia, gdy patrol poinformował mnie o tym, że cieniste medyczki czekają na mnie na granicy. Wątpiłam w to, że miały być to podziękowania, bo dostałam informację, że jedna z nich w dalszym ciągu miała opatrunek, więc musiało to oznaczać, że moje leczenie nie przyniosło żadnego skutku.
Zebrałam się więc, niechętnie ale jednak, i przywitałam znajome pyski we wskazanym przez patrol miejscu. Widziałam medykamenty, które przyniosły, więc nie potrzebowałam nic więcej.
Zdjęłam stary opatrunek, oczyściłam ranę, nałożyłam na nią maść z nagietka i owinęłam pajęczyną, starając się przy tym zachować jak największą dokładność, której być może brakowało następnym razem.
- Mam nadzieję, że widzimy się już ostatni raz w tej sprawie. Te przeklęte szczury... - westchnęłam. Cóż, pozostało mieć nadzieję.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Niestety nie był to ostatni raz. Okazało się, że leczenie ponownie nie przyniosło skutków. Podejrzewam ze to dlatego, że najpierw próbowały się leczyć na własną łapę, nie mając wiedzy i doświadczenia.
Westchnęłam i ponownie pozbyłam się poprzednich opatrunków, oczyściłam ranę, nałożyłam maść z przyniesionego nagietka i owinęłam to motkiem pajęczyny. Jeśli to ponownie nie pomoże… to już nie wiem co mogłoby.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pojawił się na granicy z konkretnym zadaniem. Obiecał swojemu terminatorowi, że porozmawia z władzą klanową, a potem otrzymał zgodę Polnej Gwiazdy. Ten akurat wyszedł na spotkanie z Gwiezdnymi, więc Puchacz skorzystał z okazji, zostawił obóz pod opieką Orlego Szpona i Bluszczowego Pnącza, i udał się na granicę z klanem Wichru, gdzie przysiadł spokojnie, zamierzając poczekać na najbliższy patrol, którego zamierzał poinformować o tym, że chciałby się widzieć z przywódczynią. Przedstawił się również, by ten patrol nie miał wątpliwości, kto przyszedł, a następnie... czekał, oczywiście.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niebieska kotka polowała w okolicy Samotnych Jodeł. Skradała się po cichu, gdyż na horyzoncie widziała ptaka. Już miała wykonać skok, kiedy usłyszała, że ktoś ją woła. Zignorowała ten fakt, ponieważ zwierzyna była ważniejsza. Raczej się nie pali, ale kto tam, wie. Przez te kilka chwil nikogo nie zbawi. Lawenda napięła wszystkie mięśnie i rzuciła się na ptaka. Niestety, ten zdążył odlecieć, a niedaleko niego zmaterializował się Klekoczący Bocian. Lawendowa Gwiazda westchnęła głośno i poruszyła swoimi stawami biodrowymi. Od jakiegoś czasu zaczęły jej dokuczać, więc takie polowanie jest dla niej pewnym wyzwaniem, a tu taka porażka. Oczywiście, córka Czyżyka nie była zła na Bociana, zresztą widać było po jego wyrazie pyszczka, że czuje się winny. Szybko wojownik zrelacjonował jej, że na Granicy czeka na nią sam Zastępca Klanu Cienia. Lawenda poczuła jednocześnie podekscytowanie jak i obawy. Fantastycznie spotkać się z tak ważną osobistością, ale zapewne przychodzi tu w interesach i znając życie wpakuje się w tarapaty. Córka Mknącego Ptaka ruszyła niezwłocznie i po dłuższej chwili była już na miejscu.
- Witaj Wirujące Pióro! Co Cię do nas sprowadza? - przywitała się pogodnie. Chętnie by zapytała jak leci w Klanie Cienia, ale wiadomo jaka byłaby odpowiedź, że wszystko gra i buczy. Nikt nie przyzna się do trudności, chyba, że sytuacja jest podbramkowa.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości