Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Prośba Popielnego Żaru nie była w żadnym stopniu zaskakująca. Fiołkowy Świt pokiwał głową, zgadzając się na przekazanie wieści Miękkiemu Obłokowi. Kocur z całą pewnością będzie potrzebował teraz wsparcia partnerki oraz kociąt; podobnie zresztą jak jego siostry, które również straciły najstarszego z braci. Czasem... zapominał, że Zaćmiony Księżyc była rodzoną siostrą Miękkiego Obłoku, a Lawendowy Kwiat była ich młodszą siostrą.
- Popielny Żar. Bardzo ładne imię. Pasuje ci - uśmiechnął się pogodnie. Jej futerko z całą pewnością przypominało mu popiół, a beżowe rozjaśnienia na mordce i piersi były jak nieśmiały żar tlący się pod płatkami spopielonego drewna. Na jej kolejne pytanie poruszył wąsami i usiadł w końcu. Myślał, że będzie to krótka pogawędka, jednak wyglądało na to, że mieli szansę na dłuższą rozmowę.
- Klan Wichru stracił młodego przywódcę i najbardziej doświadczonych wojowników. To bolesna strata... ale mamy wielu młodych, ambitnych wojowników, którzy na pewno uniosą ciężar, jaki spadł na ich barki - odpowiedział po chwili zastanowienia. Na ostatnich ceremoniach wielu młodych wojowników otrzymało swoje imiona, większość oczekiwała na przydział pierwszych terminatorów. Wszyscy mieli szansę na to, by stać się doświadczonymi, silnymi i lojalnymi wojownikami, którzy popchną Klan Wichru do przodu. - A ja... trzymam się. Jak Stara Łódź trwam pomimo tego, że utknąłem na mieliźnie - dodał jeszcze, gdy przypomniał sobie, że kotka pytała również i o jego samego. A on... nie był pewien tego, jak się czuł. Czuł się... pusty. Trwał jak relikt przeszłości, który istniał tylko dlatego, że nie potrafił zrobić niczego innego. Jak Stara Łódź, porzucona przez dwunogów na plaży nad Słoną Wodą.
Nie przyszło mu do głowy to, że kotka mogła być zbyt młoda, by wiedzieć, o czym mówił.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
- Dziękuje - skinęła lekko łbem na komplement od Wichrowego wojownika, a końcówka jej ogona lekko drgnęła. Pamiętała krótki okres czasu kiedy nie czuła się zbyt dobrze z własnym imieniem. Była wtedy młoda u głupiutka, nie lubiła zmian chociaż ta jaką wprowadził Wężowa Gwiazda nie była wcale taka drastyczna - ba, wręcz logiczna. Kocica wraz z otrzymaniem imienia terminatorki, a później wojowniczki - przestała być tylko leniwa piszczką z imienia, a kimś więcej. Popielny Żar brzmiał elegancko i cóż, zrozumiała to dopiero później, teraz nosząc to miano z dumą. - Twoje również jest ładne, Fiołkowy Świcie. Delikatne i łagodne, pasuje do twojej osoby - mruknęła spokojnie posyłając do kocura lekki uśmiech. Mimo nieprzyjemnego, nawet przygnębiającego początku rozmowy, balansowali między smętnymi a nieco weselszymi tematami co było na swój sposób...Kojące da kocicy. Gdy wojownik przysiadł, wojowniczka rozluźniła się jeszcze trochę, a jej ogon nieco luźniej owinął się wokół jej łap gdy nadstawiła uszy by w spokoju wysłuchać wypowiedzi rudego starszego. - Na pewno - mruknęła gdy Fiołkowy Świt skończył, wzdychając bezgłośnie. - Mój klan również stracił młodą i dobrze zapowiadającą się przywódczynię wraz z dwójką silnych wojowników. Jest jednak pełen młodych i gotowych działać kotów, więc niedługo klan stanie na mentalne nogi. Życzę wam tego samego, a z twoich słów wynika, że nie ma co się martwić - strata Sokolego Cienia mogła być naprawdę sporym ciosem, tak jak i Porywistej Gwiazdy, który w końcu naprawdę dobrze się zapowiadał. Z tego co udało się samej Popielicy wywnioskować ze spotkań z rudzielcem, był kompetentny do rangi jaką otrzymał; wielka szkoda, że Gwiezdni zabrali go tak szybko nie dając mu szansy na wykazanie się. Podobnie jak Płomykówce, chociaż ona na stołku siedziała nieco dłużej. Mimo to dalej oboje byli młodymi kotami, które mogły jeszcze długo dowodzić klanem a przez nieprzyjemny zbieg okoliczności...Cóż, szansa na to została im odebrana. - Stara...łódź? - powtórzyła kiedy jej uszy drgnęły z zaciekawieniem na dźwięk nowego, nieznanego słowa jakim była "łódź". Ów słowo obiło jej się o uszy już kiedyś, jednak nigdy nie dopytała co ono oznaczało, bo nie odczuwała takiej potrzeby. Teraz jednak kiery Fiołkowy Świt się do niego porównał, kocica wolała jednak wiedzieć co oznacza. - Wybacz, nie rozumiem tego słowa. Co ono oznacza? To...łódź?
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Uśmiechnął się lekko, poruszając przy tym mlecznobiałymi wąsami w lekkim rozbawieniu. Rzadko kiedy słyszał, że jego imię do niego pasowało. Częściej spotykał się z tym, że jego imię było ładne... ale kompletne bez sensu. Świadczyło to jednak wyłącznie o tych, którzy nigdy nie skupiali się na obserwacji wschodzącego słońca i nie wiedzieli, o czym mówili - wszak niebo potrafiło przybrać łagodną, fiołkową barwę, gdy słońce budziło się ze snu. Niestety, obserwacje wschodu słońca nie były teraz tak proste, jak na starych terenach. Wówczas, gdy siedział przed obozem, na Skalnej Półce, widział tereny Czterech Klanów, nad którymi budził się dzień. Teraz żaden z klanów nie miał terenu, który górował nad pozostałymi, co utrudniało obserwację nieba... i było to jedną z wielu małych rzeczy, za którymi Fiołkowy Świt tęsknił.
- Och? Wybacz, zupełnie nie pomyślałem o tym, że to nie jest coś, co wiele kotów pamięta - uśmiechnął się do kotki i stulił po sobie uszy w przepraszającym geście. - "Stara Łódź" to nazwa miejsca zgromadzeń, które było na terenach nad Słoną Wodą. Sama łódź natomiast... przypominała połowę łupiny orzecha, dwunodzy używali ich do tego, by płynąć po Słonej Wodzie. Podejrzewam, że była to taka wodna odmiana potworów, bo wydawała podobne dźwięki. A ta, która była miejscem zgromadzeń, była porzucona przez dwunogów na plaży - wyjaśnił, przekrzywiając łagodnie głowę w bok. - Wybacz moją ciekawość, ale... pamiętasz stare tereny? Czy urodziłaś się już tutaj, na tych ziemiach?
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Nie poczuła się specjalnie urażona tym, że starszy od niej kocur nieznacznie się zapomniał. Właściwie to jego słowa rozpaliły w niej ciekawość i chęć zgłębienia wiedzy w tym, czego nie potrafiła bądź wiedziała. A do czegoś takiego należało połączenie słowa "łódź" z jakąś jego definicją. Poczuła się zupełnie jak podczas spotkania z Niebem, który wrócił ze swojej wyprawy i zarzucił ją nieznanymi ciekawostkami i opowieściami. Na to niewinne wspomnienie, poczuła jak w jej głowie zaciskają się bolesne supełki. Dlaczego wciąż o tym pamiętała? Najwyraźniej jej mózg nie wyrzucał wszystkiego co złe i ów rzeczy zostawiały w nim ślad. Gdy Fiołkowy Świt uraczył ją odpowiedzią na jej pytanie, Popielica nadstawiła w jego stronę uszy i z zainteresowaniem wlepiła spojrzenie w jego posiwiałą mordkę, chłonąc każde wypowiedziane słowo. xx- Niesamowite - odparła z lekkim uśmiechem, wyobrażając sobie opisaną łódź, która jak się okazało, była tak jak przypuszczała wytworem łap dwunożnych. Nie było trudno zestawić to pojęcie z właśnie ludźmi. Tylko oni nazywali rzeczy i stworzenia w tak dziwny sposób! Zresztą koncept pływających potworów był dla niej czymś przerażającym i obcym. Nie mogła sobie wyobrazić aby te potwory które biegały po Grzmiącej Ścieżce mogły nagle z niej zeskoczyć i pływać w wodach Grzmiącej Ścieżki stając się kolejnym niebezpieczeństwem. Na całe szczęście koryto rzeki biegnącej przy granicy z Cieniem było zbyt małe by zmieścić gigantycznego potwora. Tyle dobrego! - Słona Woda musiała być naprawdę ogromna, że zmieścił się tam...Pływający potwór. Jednak co tam robiła? Ludzie porzucili łódź? Była...martwa? - dopytała zaciekawiona. Wątpiła by koty zbierały się na żywym potworze, który gotów był je zabić, jednak wolała się dopytać. Gdy jednak padło pytanie w jej kierunku, uśmiechnęła się pogodnie i zaśmiała się cicho pod nosem. xx- Nic nie szkodzi - mruknęła, mrużąc przyjaźnie ślepia. - Urodziłam się już tutaj i niestety nie dane było mi zobaczyć poprzednich terenów. Jedynie mam mgliste wspomnienie o tym, że moja mistrzyni, Grzybowa Polana mi coś o nich mówiła w kontekście przenosin. Ciekawi mnie jak bardzo te obecne różnią się od poprzednich.
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
- Słona Woda była ogromna. Ciągnęła się tak daleko, że w którymś momencie łączyła się z niebem i tonęło w niej słońce - odpowiedział, kiwając głową. - Łodzie, na których pływali dwunodzy, po prostu znikały gdzieś daleko - dodał. Wiele czasu spędził, tak po prostu, obserwując Wielką Słoną Wodę. Od kiedy został terminatorem, jego ulubioną rozrywką było obserwowanie, jak słońce gdzieś daleko za terenami Klanów Rzeki i Cienia, a później - jak gaśnie, zanurzając się w wodzie gdzieś daleko poza terenami Klanu Wichru. Nie bez powodu jego imię brzmiało Świt.
- Była porzucona, z całą pewnością martwa. Miała wiele dziur, które nie wyglądały na celowe - w końcu dwunodzy lubią gładkie, nienaturalnie równe kształty. Przypominała mi butwiejący pień, pusty w środku i z wieloma otworami wygryzionymi przez owady... - odparł jeszcze na jej pytanie dotyczące samej Starej Łodzi. Była martwa, to na pewno, jednak ciężko było mu opisywać faktyczny stan, w jakim się znajdowała, skoro była dla niego kompletnie obca. Gdy mówiło się o kamieniu lub drzewie, było to prostsze - rozmówca z całą pewnością wiedział, z czego składał się kamień lub drzewo i potrafił sobie je zwizualizować, a opisujący miał wiele punktów odniesienia. W tym wypadku Fiołkowy Świt musiał polegać jedynie na swojej wyobraźni... oraz pamięci, która nie była już tak dobra, jak kiedyś.
- Przede wszystkim różnicą było to, że nie byliśmy sąsiadami - uśmiechnął się, poruszając białymi wąsami w rozbawieniu. - Klany rozdzielała Mknąca Rzeka, która wpadała do Słonej Wody. Naszym sąsiadem był Grom, a po drugiej stronie rzeki był wasz klan oraz Klan Rzeki. Trudno mi powiedzieć, czy wasze tereny różniły się od tych, które macie teraz, bo z mojego brzegu rzeki widać było jedynie spory las po drugiej stronie, który dzieliliście z Klanem Rzeki... i o który, o ile dobrze pamiętam, były jakieś spory - powiedział, z lekkim uśmiechem wracając wspomnieniami do tego, co pamiętał z ziem, na których się wychował. Pamiętał rzekę i to, że w kilku miejscach były kamienie, po których można było przejść na drugą stronę. Pamiętam rozmowy z Cienistymi, które nie raz przeprowadzał, po prostu przekrzykując szum nieraz niespokojnej rzeki. Im więcej myślał o tym, co było kiedyś, tym świadomość śmierci własnego syna, dwóch terminatorów i starego zastępcy klanu była mniej nachalna. Potrzebował tej chwili oddechu. - Klan Wichru natomiast mieszkał na wysokim klifie. U szczytu pagórka było wejście do obozu, który znajdował się w jaskini, a pod nim znajdowała się Bursztynowa Grota, miejsce spotkań z Gwiezdnym Klanem, do którego wejście skierowane było na Słoną Wodę, która uderzała z wielką mocą o ścianę klifu. Wówczas, by wejść do groty, trzeba było liczyć na pozwolenie od Gwiezdnych, by uspokoili wodę i ukazali przejście po kamieniach - teraz, by dostąpić zaszczytu dzielenia snu z Przodkami, wystarczy odnaleźć sadzawkę i napić się z niej wody - uśmiechnął się lekko. - Wtedy Bursztynowa Grota była chroniona... i zdarzało się, że koty, których Gwiezdny Klan nie chciał widzieć na Srebrnej Skórce jedynie w roli gościa, tonęły, wciągnięte przez grzmiący nurt i rozbite o skały...
Zmarszczył lekko brwi. To był plus Szepczącej Sadzawki. Teraz gdy Gwiezdni nie chcieli cię widzieć, po prostu nie dopuszczali do tego, byś zasnął, zamiast zabijać za to, że ośmieliłeś się pokazywać swój pysk przed ich obliczem jako ktoś, kto mógł dostąpić tego zaszczytu.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Mysia Łapa nie wygląda może i tak majestatycznie jak za kociaka. Nadal ma długie łapy i dosyć ładne kształty, ale nie jest zbyt chudy. Nie przywykł do ruchu co oczywiście owocuje jako iż jeść je. Na jego nogach zamiast ślicznych mięśni widnieje tłuszcz. Na jego całym ciele on widnieje. Nie utył jakoś bardzo, ale trochę mu brakuje do idealnego Wichrzaka. Jego futro jest śnieżno białe gdzie nie gdzie urozmaicone burymi łatami. Głównie są one na pysku, tyłku i niemalże całym ogonie. Utrzymuje się na dosyć drobnych łapach z różowymi poduszkami. Pod względem wzrostu góruje wśród kotów, bo jest bardzo wysoki. Jego pysk nadal jest gładki i lekko długi, ale na policzkach jest okrągły. Na jego brodzie zbiera się też po woli tłuszczyk, który w przyszłości zmieni się w podbródek, jeśli Mysia Łapa nie zacznie się ruszać. Jego oczy mają dwa kolory - prawe niebieskie, a lewe zielone. Na jego karku można nadal ujrzeć dwie blizny po ataku kruka.
Trochę taki dziwny ten Myszka. Taki cichy, dziwno wręcz milczący. Tak mało mówi, że czasem wręcz wychodzi na dziwaka. Nie potrafi wyczuć granicy. Ogląda, przygląda się, obserwuje. W jego towarzystwie można poczuć się łatwo niezręcznie. Kiedy tak się na ciebie gapi, ale zero odzewu. Czasem bywa, że się nawet uśmiechnie i zaśmieje, a ty nie wiesz o co chodzi. Ma jednak uczucia i to dosyć delikatne. Łatwo doprowadzić go do płaczu, rozweselić, zokochać w sobie. Generalnie lubi towarzystwo i jest milutki jak już się odezwie. Ani by mu do głowy przyszło sprawić komuś przykrość lub go obrazić. W swoich ruchach jest powolny i delikatny, nie lubi biegać. Nie lubił też zawsze uczestniczyć w zabawach w walkę. Po prostu nie rozumie czemu miałby kogoś bić. Woli na przykład przyglądać się kwiatom lub robaków. Tak na prawdę to jest bardzo leniwy i do niczego mu się nie śpieszy. Nawet do zostania terminatorem.
Mysia Łapa wyszedł na polowanie. Chciał pomóc najlepiej jak potrafi. Szedł jednak i szedł i niczego nie znalazł. Udało mu się jednak przejść bardzo duży kawałek drogi. Dotarł na granice Cienia, ale niekoniecznie się orientował, że za parę kroków jest czyjś teren. Napewno poczuł mocny zapach. Taki nowy. Wtedy zapaliła mu się lampka. Chyba tutaj był na trenigu z Jagódką. Bodajże był to zapach Klanu Cienia tak? Cofnął się do tyłu wystraszony, że ją przekroczył przy okazji wyskakując wysoko. Uspokoił się jednak po chwili i zaczął być ciekawy. Czy jakiś patrol może przyjdzie? Nie miałby nic przeciwko się z kimś spotkać. O ile nie będą źli, że jest na granicy. Ciekawi go jak to wszystko wygląda w innych Klanach. Czy mają jakieś typowe dla siebie tradycje czy obyczaje? Klan Rzeki podobno pływa i łowi ryby co sprawia, że są dla niego bardzo ciekawi. Może Cieniaki skaczą po wysokich drzewach? To wszystko było takie intrygujące. Dla swojego Klanu by wyznaczył główne cechy takie jak, polowanie na zajączki. Mają ich sporo. I Migotek i większość szybko biega.
Stał więc wpatrzony w obce tereny zaciekawiony innym życiem. Czekając na to, żeby ktoś przyszedł i mógł się z nim powymieniać jakimiś informacjami. Może to właśnie mu zostanie przekazana jakąś bardzo ważna informacja?
//Barania Łapa
• • •xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx i'm a dumb teen boy ieatsticksandrocksandmud i don't care about the government ANDIREALLYNEEDAHUG xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Powoli zaczynała godzić się z myślą, że przesiadywanie koło Czterech Dębów i niezwykle subtelne spoglądanie w stronę Gromu, w każdej wolnej od obowiązków chwili, do niczego nie prowadzi. Nie było co liczyć na pojawienie się przyjaciółki, a Iskra nie mogła sobie pozwolić na całodzienne czatowanie przy granicy, by się upewnić, że z kotką wszystko w porządku (czemu by miało nie być?). Coraz częściej wracała do niej sugestia Chmurki, by się umówić na konkretną porę za pośrednictwem patrolu. Ale wciąż z uporem ją od siebie odpychała, bo nie miała żadnej pewności, że Promyk w ogóle chce się przyznawać do znajomości z jakimś burym, wichrowym pchlarzem.
Dzisiaj już nawet nie miała wielkich nadziei na dostrzeżenie znajomego futerka, gdy wdrapywała się na pagórek będący miejscem Zgromadzeń. Dlatego też bez większego żalu (a przynajmniej tak chciała uważać) ruszyła niewiele później w dalszą trasę. Nie chciała jeszcze wracać do obozu, więc wyminęła Płaski Kamień i poszła wzdłuż granicy z Cieniem. Lawendowa Gwiazda nigdy nie poinformowała ich co takiego Gwiezdni powiedzieli na temat sojuszu z Pożogą. Ani o samej Pożodze już nie wspominała wcale. Ani o nastawieniu innych klanów. No najkrócej mówiąc - trzymała cały klan w nieświadomości co się dzieje dookoła, a Iskra już była tylko o włos od zaczepiania obcych kotów o te informacje. Powstrzymywała ją jedynie niechęć do przyznawania się, że ich własny przywódca guzik im powiedział. Machnęła zirytowana ogonem, wskoczyła na pagórek nad wejściem do borsuczej nory i szybkimi ruchami języka zaczęła rozplątywać kołtuny na rdzawej sierści.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk już w pełni się przyzwyczaił do klanowego życia. Robił to co trzeba i po prostu czuł się znów wojownikiem. Czasem mu jednak brakuje tej wolności. Będąc samotnikiem świat był zdecydowanie większy I chodził tam gdzie chciał. Poznawał wiele kotów i nie myślał co będzie jutro. Zawsze coś się działo a nawet jak nie to sam szukał przygód.
Nie marzyło mu się na razie gdzieś znikać czy coś. Na razie było dobrze tak jak jest. A co przyniesie przyszłość? Kto wie. Zobaczymy gdzie go łapy znów poniosą.
Teraz jednak najdalej gdzie się wybiera to do granic. Ostatnio kompletnie nie miał czasu wybrać się gdzieś dalej i może poszukać tropu swoich dzieci czy coś. Miał dużo patroli i często też polował. Przez to był wykończony i wolał iść na krótszy spacer.
Dziś wybrał tereny blisko klanu Wichru. Ostatnio zaczął go bardziej interesować niż zazwyczaj. Ta sprawa z pożarem a potem jeszcze z Lawędową Gwiazdą, która poparła Pożoge. Klan Wichru stał się bardzo dziwaczny ale przez to wybijający się spośród innych. Chciał zobaczyć jak tam się u nich powodzi i może by się dowiedział czegoś więcej?
Przechodząc zauważył młodą kotkę, która czyściła swoje futro. Postanowił do niej podejść i miło się przywitać. - Witam młodą a zarazem śliczną kotkę z Klanu Wichru. Dawno nie widziałem kogoś o podobnych barwach futra co moje. - przywitał się kulturalnie i siadł blisko przy granicy. - Mam na imię Płonący Las a ty? - zapytał.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Dużo kołtunów nie zdążyła rozplątać nim dotarł do niej nieznajomy głos. Nie narzekała, bo nigdy zresztą nie przykładała większej wagi do tego jak się prezentowała. Inni chyba też nie zwracali na to uwagi, bo nikt jej jeszcze nie wytknął, że wygląda jak dzikus z lasu, a nie wojowniczka godnie reprezentująca swój klan. No, poza bliźniakiem, ale ten z kolei był przewrażliwiony na tle czystości rdzawej szaty, więc z jego zdaniem nie do końca się liczyła.
Zostawiła więc te nieszczęsne kłaki w spokoju i odwróciła się w stronę źródła dźwięku. Nieprzyjemny ucisk w żołądku, którego pochodzenia nie była w stanie określić, szybko stracił na znaczeniu w porównaniu z siłą zdziwienia jakie rdzawą kotkę ogarnęło, gdy dotarło do niej, że rzeczywiście barwy nosili bardzo zbliżone. Odpowiedziała póki co jedynie uśmiechem i zeskoczyła z pagórka by podejść bliżej granicy. Usiadła, trzymając puchatą kitę luźno za sobą, pewna że nie minie dużo czasu nim jego końcówka zacznie żyć własnym życiem. Dokładnie, oplatanie się ogonem było w jej przypadku wyjątkowo pozbawione sensu.
- Roziskrzona Noc, miło poznać. - rzuciła, a przyjazny uśmiech wciąż nie schodził jej z pyska, mimo że tym razem zrezygnowała z podawania się za brata. Jakoś... wydało się to bez sensu, a szkoda, bo najlepsza rozrywka. Nie mogła powstrzymać się przed przyglądaniem Płonącemu, więc żeby to jakoś wytłumaczyć, zawiesiła po oględzinach spojrzenie na jego mordce i odezwała się. - Wybacz, że się gapię, ze ja z kolei nigdy nie widziałam kogoś w podobnych kolorach. No, nie licząc mojego brata, ale to raczej nie jest zbyt zaskakujące. Swoją drogą on się nazywa Jaśniejący Płomień, czyżby te barwy zobowiązywały wszystkich rodziców i przywódców do trzymania się jednego motywu imion, co? - poruszyła delikatnie końcówką ogona. - Jak było z tymi innymi kotami co spotkałeś?
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
No któżby się, do stu piorunów, spodziewał, że leczenie Lśniącej Sadzawki da tyle, co nic? Zapewne nikt, w tym Pomurnik i sama Lśniąca. Wichrowa medyczka w końcu miała reputację najlepszej uzdrowicielki w całym lesie i tym podobne, a rany kalibru takiego, jak wygryziony palec u łapy, były dla niej ponoć pestką. No cóż.
Pomurnik i Blada jeszcze nie osiągnęły takiego poziomu. Żadna z nich nie chciała ryzykować leczenia paskudnie jątrzącej się rany; szansa na to, że to będzie ostatni raz, gdy Pomurnik oszuka śmierć, była zbyt wielka. Trzeba było udać się na granice Wichru: i oto denatka zjawiła się na miejscu, z łapą owiniętą pajęczyną, niosąc z sobą nagietek i jeszcze jeden motek pajęczyny. Skoro już wymagała od innego medyka, by ten ją wyleczył, to przynajmniej nie będzie objadała innego Klanu z medykamentów.
Poczekała na pierwszego Wichrzaka, który zjawił się w okolicy, poprosiła go, by z łaski swojej przyprowadził tu jakiegoś medyka, a potem zaległa na miejscu, biernie oczekując. Nawet pomimo tego, że niebo zasnute było w większości chmurami, musiała nieco mrużyć oczy, by nie ślepiło jej słońce odbijające się od śniegu. Ciekawe, czy umieranie boli.
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
A Blada szła tuż obok siostry. Nie mogła przecież pozwolić, by szła tutaj sama. Nie teraz, gdy była ranna, osłabiona i... Ogólnie nie było z nią zbyt dobrze. Rana, która została opatrzona na zgromadzeniu medyków zdawała się wcale nie goić. Wręcz przeciwnie, było coraz gorzej i... Bladooka niezbyt wiedziała co ma z tym faktem zrobić. Śmiertelnie się martwiła, a poczucie, że jest bezsilna dobijało ją jeszcze bardziej. Wolała przy ranie zbytnio nie skakać, bojąc się, że tylko pogorszy sytuację. Zamiast tego postanowiła udać się z siostrą do Lśniącej Sadzawki, ponownie.
Dotarły na wichrową granicę, gdzie poprosiły napotkanego kota, aby przyprowadził tutaj ich medyczkę. Koniecznie medyczkę, a nie jej pomocnika i jego uczennicę. Z całym szacunkiem, Cytrynka wierzyła w ich medyczne umiejętności, ale nie sądziła, by miały dorównać tym Lśniącej Sadzawki. A sprawa dotyczy bardzo poważnych ran Pochmurnej Łapy, która MUSI przeżyć. Musi, bo życie bez niej nigdy nie byłoby takie samo. Obecnie Bladooka nawet nie potrafiła go sobie wyobrazić.
Usiadła na śniegu, posyłając siostrze krótkie spojrzenie. Zaraz po tym odwróciła wzrok i wbiła go w głąb terenów Klanu Wichru. Jeszcze chwila.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nie kryłam zdziwienia, gdy patrol poinformował mnie o tym, że cieniste medyczki czekają na mnie na granicy. Wątpiłam w to, że miały być to podziękowania, bo dostałam informację, że jedna z nich w dalszym ciągu miała opatrunek, więc musiało to oznaczać, że moje leczenie nie przyniosło żadnego skutku.
Zebrałam się więc, niechętnie ale jednak, i przywitałam znajome pyski we wskazanym przez patrol miejscu. Widziałam medykamenty, które przyniosły, więc nie potrzebowałam nic więcej.
Zdjęłam stary opatrunek, oczyściłam ranę, nałożyłam na nią maść z nagietka i owinęłam pajęczyną, starając się przy tym zachować jak największą dokładność, której być może brakowało następnym razem.
- Mam nadzieję, że widzimy się już ostatni raz w tej sprawie. Te przeklęte szczury... - westchnęłam. Cóż, pozostało mieć nadzieję.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
***
Niestety nie był to ostatni raz. Okazało się, że leczenie ponownie nie przyniosło skutków. Podejrzewam ze to dlatego, że najpierw próbowały się leczyć na własną łapę, nie mając wiedzy i doświadczenia.
Westchnęłam i ponownie pozbyłam się poprzednich opatrunków, oczyściłam ranę, nałożyłam maść z przyniesionego nagietka i owinęłam to motkiem pajęczyny. Jeśli to ponownie nie pomoże… to już nie wiem co mogłoby.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Pojawił się na granicy z konkretnym zadaniem. Obiecał swojemu terminatorowi, że porozmawia z władzą klanową, a potem otrzymał zgodę Polnej Gwiazdy. Ten akurat wyszedł na spotkanie z Gwiezdnymi, więc Puchacz skorzystał z okazji, zostawił obóz pod opieką Orlego Szpona i Bluszczowego Pnącza, i udał się na granicę z klanem Wichru, gdzie przysiadł spokojnie, zamierzając poczekać na najbliższy patrol, którego zamierzał poinformować o tym, że chciałby się widzieć z przywódczynią. Przedstawił się również, by ten patrol nie miał wątpliwości, kto przyszedł, a następnie... czekał, oczywiście.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka polowała w okolicy Samotnych Jodeł. Skradała się po cichu, gdyż na horyzoncie widziała ptaka. Już miała wykonać skok, kiedy usłyszała, że ktoś ją woła. Zignorowała ten fakt, ponieważ zwierzyna była ważniejsza. Raczej się nie pali, ale kto tam, wie. Przez te kilka chwil nikogo nie zbawi. Lawenda napięła wszystkie mięśnie i rzuciła się na ptaka. Niestety, ten zdążył odlecieć, a niedaleko niego zmaterializował się Klekoczący Bocian. Lawendowa Gwiazda westchnęła głośno i poruszyła swoimi stawami biodrowymi. Od jakiegoś czasu zaczęły jej dokuczać, więc takie polowanie jest dla niej pewnym wyzwaniem, a tu taka porażka. Oczywiście, córka Czyżyka nie była zła na Bociana, zresztą widać było po jego wyrazie pyszczka, że czuje się winny. Szybko wojownik zrelacjonował jej, że na Granicy czeka na nią sam Zastępca Klanu Cienia. Lawenda poczuła jednocześnie podekscytowanie jak i obawy. Fantastycznie spotkać się z tak ważną osobistością, ale zapewne przychodzi tu w interesach i znając życie wpakuje się w tarapaty. Córka Mknącego Ptaka ruszyła niezwłocznie i po dłuższej chwili była już na miejscu. - Witaj Wirujące Pióro! Co Cię do nas sprowadza? - przywitała się pogodnie. Chętnie by zapytała jak leci w Klanie Cienia, ale wiadomo jaka byłaby odpowiedź, że wszystko gra i buczy. Nikt nie przyzna się do trudności, chyba, że sytuacja jest podbramkowa.