Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Nigdy nie było dobrej chwili.
Nie było dobrej chwili, by odejść. Nie było wielu powodów, by zostać. Nie było dobrych rozwiązań. Gdy Klan Cienia oświetlał blask nowej Gwiazdy, Zimna Krew jakby pozostał w cieniu, nie mając sił, by podążyć ku światłu.
Od księżyców jego życie sprowadzało się do jednego - do biernego trwania w Cieniu. Podążając ciemnym tunelem, jakoby niemożliwe stawało się, by uwierzyć, iż cokolwiek znajdowało się u jego kresu.
Dostąpił w swoim życiu cokolwiek kilku kresów. Kilku kresów obcych dróg, które w pewnym momencie skrzyżowały się z jego ścieżką. Upadków i powstań. Odejść, jego odejścia. Gdziekolwiek się udał, czy uciekł, czy żegnał się na dobre - pewnym było to, iż nie wróci. Dlaczego nic nie powiedział?
Niewiele zostało. Niewiele z tego, co znał i stanowiło fragment, jeżeli nie podwaliny jego życia. Czas nie przyzwyczajał, nieudolnie leczył rany. Oranżowy element zdaje się mu dziwnie znajomy. Światłość na krańcu drogi ku Kamiennemu Stróżowi.
- Lisi Ogniu.
Niewiele więcej potrafi powiedzieć, niewiele więcej może. Trwa więc przy jedynym, co przypomina światłość żaru.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Odwracam ucho nieznacznie, słysząc znajomy głos. O samym nadejściu innego kota zdążył poinformować mnie wiatr, jak i odbiegający od normy szelest okolicznych traw. Z ociąganiem odwracam ku niemu wzrok, odrobinę zamglony i nieobecny. On sam wydaje się być, w pewnym sensie, odległy. Przesuwam spojrzenie po ciemnoszarej sylwetce, po znajomej mordce.
- Zimno - odpowiadam.
Myślę czy powiedzieć coś więcej; ostatecznie zamykam pysk z cichym kłapnięciem zębów. Tylko mój ogon przesuwa się nieco, osiada za mną zamiast obok, jakby w niemej ofercie. Nie wiem czy chcę w tej chwili towarzystwa, ale nie zależy mi też na odpychaniu od siebie kotów.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Cóż właściwie powinien był jej powiedzieć?
Chciał, tak bardzo pragnął jej powiedzieć. Powiedzieć jej tak wiele, o wszystkim tym, co się działo - w Klanie Cienia, w nim samym. Tak bardzo chciał, by słowa opuściły jego duszę, przedarły się przez gardło, ale żadne z nich nie potrafiło się wydobyć. Zaistnieć poza tym, co istniało tylko w nim. O czym wiedział tylko on, choć przez całe życie czuł, jakoby nic nie wiedział.
Wpatrywał się w nią bez słów. W kompletnym milczeniu bowiem to najbardziej do niego pasowało. Do nich pasowało. Milczeć, choć pozostawać w swoim towarzystwie.
- Bardzo... bardzo mi przykro.
Przez wszystko to, co miało miejsce. Przez Szalejącą Zawieję, przez Czosnkowy Kwiat i Barwnoskrzydłą. Niewiele więcej był w stanie powiedzieć, niewiele więcej mógł. Ale chciał powiedzieć tak wiele.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Wraz z przeciągającym się milczeniem mój wzrok leniwie powraca do śledzenia pokrytego mgłą krajobrazu, a obecność ciemnego kocura- oddech, widoczna kątem oka sylwetka- staje się częścią otoczenia. Moje własne ciało zaczyna zlewać się z otaczającym mnie powietrzem, jakby próbowało rozpłynąć się w nicość. Oddycham powoli, regularnie, ale płytko. W momentach jak ten łatwo zapomnieć o swoim istnieniu. Może jak zamknę oczy na dostatecznie długo-
Lekki dreszcz przechodzi moje ciało, wywołany wsiąkającym głębiej i głębiej chłodem zmieszanym z wilgocią. Uderzenie serca po tym głos rozbrzmiewa w pobliżu, znajomy. Zimno. Otwieram oczy, które zdążyły się zamknąć bez świadomej decyzji, i kieruję je ku wojownikowi. Ociężały umysł z trudem wyrywa się z marazmu, by przemielić rzucone w przestrzeń słowa.
Bardzo... bardzo mi przykro.
Wydycham powietrze przez nos, a wraz z nim nieokreślone poczucie żalu, straty, żałoby po momencie przeminionym. Pół-obecne spojrzenie przesuwa się po Zimnie, po przestrzeni wokół niego. Słowa przychodzą do mnie z trudem.
- Hm. Mi... również - odpowiadam wreszcie, głosem płaskim i przygaszonym.
W końcu on również... kogoś stracił, prawda? Próbuję sobie przypomnieć imię, ale szybko się poddaję; mgła wypełniająca mój umysł jest gęsta, trudna do rozwiania.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Chciałby zaznać czegoś podobnego.
Chciałby potrafić się rozpłynąć, chciałby umieć zapomnieć, ale wszystkie z obrazów ostatnich wydarzeń usilnie trzymają się jego myśli, obciążają wspomnienia. Właściwie nie wie, jak miałby wyglądać inny świat, nie potrafi wyobrazić sobie niczego innego niż to, co zna.
Nachodzi go myśl, iż właściwie to nie potrafi wielu rzeczy. Iż od długich, sam Gwiezdny Klan nie wie ilu dokładnie księżyców, najprostsze czynności stają się dla niego arcytrudnym wyzwaniem. Kiedyś pragnął być najlepszym, teraz wie, że nie jest nawet wystarczająco dobrym wojownikiem. Wpatruje się w zamknięte oczy Lisiego Ognia, a jakby sam nie umiał zamknąć swoich. Powieki jakby straciły swój ciężar, nie pozwalając sobie, by opaść. Podobną niemoc, nie nazwałby tego bowiem lekkością, czuje w łapach. W całym wątłym ciele. A gardło, jak niedopałek, nie potrafi nic z siebie wykrzesać.
- Na krótko przed.... na krótko przed... przed tym wszystkim. Na krótko przed tym wszystkim próbowałem z nią porozmawiać. - powiedział w końcu - Z matką... z Rwącą Zawieją. Chciałem tylko... chciałem tylko z nią porozmawiać. Byłem w lecznicy. Powiedziała, że jestem jej największą porażką. Najgorszym, co ją spotkało... powiedziała, że się mną brzydzi. Nie wiem, czy miała rację. Nic już nie wiem.
Ale jakież miało to znaczenie? Jego własny dramat w cieniu wielkiej tragedii całego Klanu? Względem tego, co spotkało Lisi Ogień? Nie mówił o tym nikomu. Nie wiedział, dlaczego właściwie jej to mówił.
- A on... on już nigdy nie wróci.
Oczy ma suche, drżący głos. Nie potrafi określić, co czuje, jak wygląda Lisi Ogień, nawet wtedy, gdy usilnie się w nią wpatruje. Chciałby zamknąć w tej chwili, za jej przykładem, swe oczy. Jednak nawet to staje się teraz zbyt trudne.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Odrętwienie walczy, sprzeciwiając się chłonięciu wymawianych przez Zimną Krew słów; mimo to wkładam wysiłek w zostanie tu i teraz na tyle, by spróbować zrozumieć. Wysłuchać go. Obserwuję jego twarz w nadziei, że to pomoże mi się skupić na słowach. Ostatecznie prawie odwraca moją uwagę. Przekaz jednak... nie jest szczególnie skomplikowany. Zamiast tego- gorzki, smutny. Tak myślę. Nie potrafię sobie tego wyobrazić; nawet Orli Szpon nie był tak ostry, tak okrutny.
Nie czuję jednak wiele dopóki z jego pyska nie pada kolejne stwierdzenie. Zaciskam zęby kiedy coś się wzburza w mojej głowie, mojej klatce piersiowej... ale szybko ucieka jak spłoszony zając, pozostawiając po sobie pustkę. Puste serce. Pusty umysł. Pusty... żołądek? Nie pamiętam dzisiejszych posiłków. Nie ma to znaczenia.
Potrząsam głową, ale zaraz wydaję z siebie niskie i krótkie "hm", by nie zrozumiał opatrznie mojej odpowiedzi. Nie mam siły myśleć ani czuć. Wilgoć skutecznie wysysa ze mnie energię, obciąża potargane futro i szczypie w skórę. Łasica, Pietruszka, Wiklina, Czosnek, Raniuszek- nie ma ich. Testuję te słowa w mojej głowie, ale zdają się nie docierać. A może zwyczajnie nie potrafię się już przejmować? To... straszna myśl, wywołuje krótki dreszcz. Choć równie dobrze może to być chłód.
Próbuję skupić się na poprzednim wyznaniu Zimna, ale nie wiem co mu powiedzieć. Nie umiem pocieszać ani być wsparciem- być może nie potrafię też już czuć. Mimo to jakaś część mnie chce spróbować, choćby ten ostatni raz; łabędzi śpiew osoby, którą jest Lisi Ogień, po której pozostanie pusta skorupa. Im więcej o tym myślę, tym mniej przeszkadza mi oddanie się tej ziejącej otchłani. Bierność, jak się okazuje, jest i tak częścią mojej natury- a przynajmniej nieumiejętność wprowadzenia zmian, które mają znaczenie. W przeciwieństwie do Czosnku, do Raniuszek.
- Dlaczego miałaby? Mieć rację. Zimno... nie jesteś Rwącą Zawieją - mówię powoli, przerywając wreszcie ciszę; nie jesteś Rwącą Zawieją, bo nie jesteś porażką ani najgorszym co spotkało ten Klan, w przeciwieństwie do niej.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
- Ona... ona miała rację. Miała co do mnie rację.
Czuł, jakby jego słowa rozpływały się tuż po tym, jak zaistniały. Jak dźwiękiem zadeklarowały o swym istnieniu, by następnie zniknąć, zapomniane, czy nie.
Tak, byłoby łatwiej. Gdyby sam zniknął, gdyby sam potrafił wymazać się z pamięci wszystkich, którzy z jakiegoś powodu wciąż go zachowywali go w swej własnej. Łatwiej byłoby zapomnieć, nie czuć własnego ciężaru, nie czuć gruntu pod łapami, nie czuć różnicy między dniem a nocą, chłodu na skórze, wiecznego wstydu, zżerającego sumienia. Łatwiej byłoby nie być, choć wbijające się w ziemię pazury wciąż wystawiały mu świadectwo tego, iż był. Nie potrafił ukryć żalu, nie potrafił nie być słaby. Zwątpić w to, iż miała rację, bowiem nigdy nie miał wiary w siebie. Nie miałby jej za złe, gdyby zapomniała o jego słowach. Gdyby pogrzebała jego obraz w swej pamięci, gdyby przyzwoliła mu na zniknięcie. Tak byłoby łatwiej.
A jednak nic nie mogło takie być, gdy pazury wciąż trzymały się chłodnej, jałowej ziemi.
- Gdybym mógł sprawić... gdybym mógł sprawić, że to ja znalazłbym się na ich miejscu. Na miejscu mojej siostry, na miejscu Czosnkowego Kwiatu, na miejscu Barnowskrzydłej... ja... ja zrobiłbym wszystko, by tak się stało. Zasługuję na to bardziej niż oni, nie zasługuję na to, by wciąż tu być. Nie powinno mnie tu być. I zrobiłbym wszystko, by móc cofnąć czas, by to... zmienić.
Powoli dociera do niego wieść o Śpiewającym Raniuszku, jak gdyby wydrapując się z jego świadomości. Wyrzuty sumienia ponownie dochodzą do głosu, dusząc w nim każde słowo, które niegdyś pragnęło wydostać się na wierzch. Jeżeli on pozostał sam, w jakim położeniu znalazła się Lisi Ogień? Dlaczego wciąż myślał tylko o sobie...?
- Jak ty... się czujesz? Tak... naprawdę.
Wilgoć. Dopiero teraz zauważył, jak wilgotne było unoszące się tego dnia powietrze.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Przymrużam oczy, ale nie zamykam ich całkiem. Nie rozumiem perspektywy Zimnej Krwi. Nie wiem czy to dlatego, że mój umysł jest tak ociężały, czy jego słowa... zwyczajnie nie mają sensu. W którym momencie rozmowy nabrał pewności, że Rwąca Zawieja miała rację? Zastanawiam się chwilę, czy nie ominęła mnie część konwersacji. Niewykluczone; trudno mi się skupić, pomimo prób. Moje myśli próbują odpływać, zatopić się w pustkę i w niej pozostać. Jest to prostsze niż bycie tu i teraz. Zwracam pysk ku zamglonym terenom, nad którymi góruje Kamienny Stróż, ale jedno z moich uszu odwrócone jest ku Wojownikowi. Wydycham powietrze przez usta i patrzę jak unosi się w przestrzeń. Próbuję nadążyć za słowami Zimna, by następnie spróbować je zrozumieć; wciąż jednak nie wiem co powiedzieć, coś, co może do niego dotrzeć. Nie wiem dlaczego on tak myśli. Prawie nie mam siły się starać.
Spoglądam na niego kątem oka, bez odwracania głowy, gdy wreszcie zadaje mi pytanie. Na nie również nie wiem jak odpowiedzieć, ale nie próbuję nawet myśleć nad odpowiedzią. Dwa uderzenia serca i patrzę z powrotem przed siebie, ale w dal, z pyskiem odwróconym nieco w przeciwną stronę od srebrzystego rozmówcy.
– Nie uważam. Że ma rację. Chciała tylko... cię skrzywdzić – odpowiadam.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Nie był pewien, kiedy przestał wiedzieć, kim jest.
Nie pamiętał, by kiedykolwiek pamiętał, by tak było. Jak wtedy, gdy uderzenia serca spędzał, pochylając się nad taflą Mgielnego Bajorka, wciąż w odbiciu odnajdując zupełnie innego, obcego sobie kota. Jak wtedy, gdy pytano go, co lubi, co myśli, nad czym spędza czas, gdy odczuwał lęk, nie potrafiąc odpowiedzieć na to pytanie. Nigdy nie potrafił opisać siebie, choć tak łatwo przychodziła mu obserwacja innych kotów. Nie wiedział, kim jest, nie wiedział, jaki jest. I choć przecież nie zaznał nienawiści, doskonale wiedział, że tym, co odczuwał wobec samego siebie była nienawiść.
Nienawidził siebie tak, jak ona nienawidziła jego. I jej śmierć nie była w stanie tego zmienić, bowiem śmierć nie zmieniała niczego. Sprawiała, iż zabrakło jej, choć to, co trafiło go od środka, nigdy nie zgasło. Oderwał wzrok od Lisiego Ognia. Nienawidził się za to jeszcze bardziej.
- Ja... nie rozumiem, co zrobiłem. - szepnął - I dałbym wszystko, by to zrozumieć. By to zmienić. By... być kimś innym. Kimkolwiek innym.
Zaciska zęby, gdy jego ciała mimowolnie opada na ziemię. Nigdy nie mówiła mu zbyt wiele.
- Pamiętam wszystko, co mówiłaś. Gdy wróciłaś do Klanu. - odezwał się w końcu - Ale czy... wybaczysz mi, jeśli odejdę? Czy mogłabyś to dla mnie zrobić...?
Nie wiedział, czy miał to na myśli, co właściwie miał na myśli. I to stawało się z czasem za trudne.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Być kimś innym- nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego pragnienia. W tej rzeczywistości... po prostu nie chcę już dłużej być. Choć może nie jest to wcale tak odmienne. Nie wiem, nie potrafię powiedzieć. Kontemplowanie tego głębiej jest niewarte wysiłku, szczególnie gdy moja krucha koncentracja ledwo starcza, by rejestrować każde kolejne słowo. Nawet kiedy tym razem nie jest ich tak wiele.
Pamiętam wszystko, co mówiłaś. Gdy wróciłaś do Klanu.
Prostuję nieco kark, a pomiędzy moimi brwiami wykwita drobna zmarszczka; pierwszy wyraźniejszy gest od początku rozmowy. Może nawet od kilku dni, jeśli nie dłużej. Z opóźnieniem zauważam, że Zimno leży na ziemi. Przesuwam wzrokiem po jego sylwetce. Pytanie dociera do mnie powoli, z oporem. Budzi coś w środku, choć rejestruję to dopiero po kilku uderzeniach serca. W następnym momencie czuję zimne, mokre powietrze, nagle wtłoczone do moich płuc. Zatrzymuję je tak, po czym powoli wypuszczam przez nos.
Ta chwila, ta klarowność- wyparowuje ze mnie im bliżej końca wydechu. Oblizuję nos i opuszczam pysk, tym razem patrząc bezpośrednio w dół Kamiennego Stróża. Mgła osnuwa jego podnóże, jakby próbowała wspiąć się do góry, do nas- dwójki kotów siedzących na szczycie. Tym razem odpowiedź przychodzi do mnie łatwo, wyrywa się prawie wbrew mojej woli.
– Mogę... odejść z tobą.
Wszak trzymają mnie tylko ochłapy starego życia, którego najważniejszych elementów... już tu nie ma. I choć te ochłapy starczają, by trzymać mnie w środku granic jak w klatce- i choć Zimnej Krwi daleko nawet do jednego z najbardziej znaczących kotów w moim życiu- składam tę ofertę szczerze. Nie wiem do końca dlaczego... ale nie czuję potrzeby się nad tym zastanawiać.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Nie wie, dlaczego moment, gdy ponownie nabiera powietrza w płuca, sprawia mu rodzaj bólu podobny do stąpania po rozżarzonych węgielkach. Nie wie, dlaczego oddychanie kojarzy mu się z bólem. Nie wie, dlaczego każda prosta czynność wykonywana cyklicznie każdego dnia sprawia mu ból. Rozchylanie powiek, mówienie, myślenie, wstawanie z legowiska, wyruszanie na patrol, rozmowy, bycie.
A jednak wie, dlaczego tak jest. Wie, że czynność nabierania tlenu w płuca sprawia, że cierpi - bo świadczy o jego jestestwie. Świadczy o tym, że wciąż istnieje, mimo całej jego chęci do niebycia. Nie ma sił dłużej z tym walczyć, znowu poddawać się życiu, znowu walczyć z życiem, znowu żyć. Chciałby spojrzeć w oczy Lisiego Ognia, ale nie ma na to sił. Nie zostaje mu nic więcej, niż ciągły i nieprzerwany fakt nabierania powietrza w wątłe płuca.
- Nie wiem tylko, czy chcemy odejść w ten sam sposób, Lisi Ogniu. Ale... nie chciałbym odejść sam.
Nie chciał odejść tak, jak żył całe dotychczasowe życie. Sam, choć przecież u kresu wędrówki każdy znajdował się wyłącznie sam ze sobą.
- Dziękuję, że byłaś dla mnie dobra. Nigdy wcześniej nie wiedziałem, że... tak po prostu może być.
Płuca miarowo unoszą ciało, choć Zimna Krew wciąż tkwi się w tym samym miejscu. Dopiero po chwili dociera do niego fakt, iż w istocie stan ten trwa nieprzerwanie od księżyców.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Kontempluję odpowiedź Zimnej Krwi, próbując znaleźć w sobie choć krztynę- czegokolwiek. Jedyne co odnajduję to miałkie zrozumienie, akceptacja. Nie mam pewności co mój towarzysz dokładnie ma na myśli, ale... czy ma to dla mnie jakiekolwiek znaczenie?
– ...w jakiejkolwiek formie. By to nie było – odpowiadam niegłośno, z dziwnym poczuciem lekkości, choć może to tylko złudzenie.
Odejście z Klanu, śmierć- różnica między nimi zatarła się w mojej głowie. W pewnym sensie już nie żyję. Moja pierwsza śmierć nastąpiła po utracie wszystkiego, co jest dla mnie warte życia. To pół-istnienie... czy również nie jest formą śmierci?
Nawet jeśli część mojego rodzeństwa wciąż żyje i błądzi po świecie, ja już zwyczajnie nie mam siły. Nie jestem w stanie pozbierać tych fragmentów mojego życia i ułożyć je w coś, co przypominać będzie odległą przeszłość. Nie wiem czy chcę wiedzieć ilu z nich nie żyje. Jak Czosnkowy Kwiat. Może, może nie. Jeśli Gwiezdny Klan istnieje...
Biorę głęboki oddech. Być może jest na odwrót- być może Zimno nie ma na myśli tej formy odejścia. Nie ma znaczenia. Rozumiem jego niechęć do zrobienia tego samemu.
Moje powieki są ociężałe, a wzrok robi się lekko zamglony, rozmyty. Nie przez łzy, a wycieńczenie; nie wiem czy jestem w stanie płakać. Prawdopodobnie nie. Garbię się nieco, wodząc spojrzeniem po otoczeniu, choć nie mogę skupić wzroku. Nie wiem dlaczego Zimna Krew mi dziękuje, nie potrafię pojąć mojego znaczenia w jego życiu. Mimo to poruszam nieznacznie głową.
– Życie... jest niesprawiedliwe, hm? – rzucam; zmuszam się do wyciągnięcia kącików ust, w gorzkiej imitacji ledwo dostrzegalnego uśmiechu.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Na kilka chwil wstrzymuje oddech.
Smak niesionej przez język plwociny staje się cierpki, by nie powiedzieć - zatęchły. Staje się to dziwnie miłą odmianą, bowiem nawet najgorsze w obliczu bierności jest jednocześnie w swej istocie kojącym objawem zmiany. To ruch świadczy o byciu, o istnieniu, o życiu. Trwa w miejscu, ale wie, że i najgorsze jest w stanie zmusić go do postawienia, mimo bólu i ociężałości łap, pierwszego kroku. Jakiejkolwiek, a może tej konkretnej decyzji.
- ... Dam znać, gdy będę gotowy.
Nie zna jeszcze jej formy, jej kształtu, ale w głowie jakby od księżyców pojawiają się jej kontury. Jej woń, niesiony przez nią dźwięk, jej faktura, jej ból, jej konsekwencja. Wszystko wymaga przecież ofiary, choć woli nazwać to poświęceniem. Nie zdołał zbawić Klanu. Wie, że nie zmieni siebie.
Nic niewarte były próby i liczne błędy.
- Mówią, że... mówią, że nigdy nie chodziło o sprawiedliwość. Ani o sens. - odpowiada - Ale ja chciałbym tylko wiedzieć - dlaczego. Nie wiem, czy kiedykolwiek się dowiem, nawet jeżeli na dobre stąd odejdę. Może... może nigdy nie chodziło o wiedzę.
Zadziera głowę, by w końcu spojrzeć na jej pysk. Czuje, jak oddech znów go unosi.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Czuję... ulgę, albo coś bardzo podobnego. Nie dodaje ona lekkości, nie zdejmuje ciężaru z barków- ale ciężar staje się znośniejszy przy wizji końca tej bezsensownej wędrówki. Tej męki- w Klanie, w świecie. Nawet jeśli ów kres- owe odejście- jeszcze nie posiada konkretnej daty, to samo jego istnienie jest, w tragicznie pokręcony sposób, kojące. Pozbawiona wątpliwości obietnica. Zastanawiam się czy Zimno czuje w tej chwili to samo, czy jego emocje są zgoła odmienne, ale nie zamierzam go o to pytać. Jedynie poruszam nieznacznie głową w geście potwierdzenia. Będę czekać. Nie ma znaczenia przy przekroczeniu jakiej granicy będę mu towarzyszyć. Już jestem jedną łapą po drugiej stronie.
Ironicznie, po raz pierwszy od wielu dni, otępiałość ustępuje. Nie całkiem, ale na tyle, by wyrwać mnie z tej granicy nieistnienia. Wzdycham ciężko, gdy przez mój kark przechodzi krótki dreszcz wywołany wilgotnym chłodem. Otrząsam się nieznacznie i stroszę sierść. Dyskomfort wżera się w moje stawy i mięśnie, szczypie w skórę; trudno jest utrzymać oczy otwarte. Czuję paskudne, głębokie zmęczenie. Prawie mam ochotę zaszyć się w ciepłym legowisku- prawie. Wiem, że to nie rodzaj zmęczenia, które coś takiego może naprawić.
Wysłuchuję jego odpowiedzi, będąc w stanie poświęcić jej odrobinę więcej uwagi. Mimo to przemyślenie tych słów i ułożenie własnych zajmuje mi kilka długich chwil. Nie jest to jednak u mnie nienaturalne.
– Jak nie o wiedzę... to o co? – pytam, również odwracając nieco głowę, by kątem oka spojrzeć na ciemnofutrego Wojownika.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Nie do końca potrafi to nazwać.
Nie do końca wie, jak ubrać to w słowa, jakimi określeniami najlepiej byłoby się posłużyć. Nie jest pewien, co tak właściwie czuje. Chyba - takie ma wrażenie - jest to jakiś rodzaj ulgi. Ulgi wędrowca, który po dniach błądzenia, utracie nadziei, w końcu dociera do celu. Nie jest to co prawda upragniony cel, jednak sam fakt zakończenia wędrówki staje się niebywałym ukojeniem.
Być może ulga to dobre słowo. Fakt, iż nie musi znosić tego ani chwili dłużej. Ulga, iż ma moc sam to zakończyć - w dowolnej chwili.
Nigdy nie był dobry w pożegnaniach. Miał nadzieję, że chociaż to mu wybaczą.
- Chciałem, żeby to minęło. - powiedział - Ale... zamiast tego po prostu przestałem to wszystko czuć. To dzięki temu wiem, że tak będzie lepiej. To... zakończyć.
Nic nie ma już większego znaczenia. Tylko to, o czym wie już ona.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła