Logo Artemidy
Kępy Traw
xx- Oj dobzie wiemy zie ulatowałaś! Gdybyś nie przysła i pomogla mi przy rzece, mógłbym się utopić! Albo goziej - Taka była prawda. Gdyby nie interwencja Ćmy, wtedy jeszcze terminatorki, nie wiadomo co mogłoby się Dyni stać. Mógłby się utopić, albo stać się posiłkiem dla jakiegoś drapieżnika. Wyszedł z obozu by znaleźć tatę, bo wojownik z dziwnym ogonem kazał mu go poszukać. Kocurek widział, jak ten wychodzi z obozu, dlatego też własnie tam się udał za co..dostał bęcki od większości swoich znajomych. Sokoli Cień się na nim zawiódł, Iglasty Pazur przeprowadził mu nauki z opóźnieniem w ramach kary a Czerwony Pazur wraz z Pomarańczową Skórką zdawać by się mogło, że przez naprawdę długi okres czasu wypominali mu ten błąd, by przypadkiem drugi raz tego nie powtórzył. No...no i nie powtórzył! Nie wyszedł sam, był teraz zarówno z Sadzą, jak i niedaleko polującym tatą. No, i jeszcze rozmawiał z Ćmok! A ta była wojowniczką, więc? Nie był wcale taki osamotniony. Wątpił, że o to chodziło Borsuczemu Futru i Sokolemu Cieniowi, ALE!
Uśmiechnął się pod noskiem, widząc jak jego siostrzyczka, chapnęła go w ogon delikatnie nim potrząsając. Nie bolało go to, a czuł rosnące w nim rozbawienie, o ile ono jeszcze mogło rosnąć! Nic nie mówił, jedynie słuchał i posyłał obu kotkom pełne radości spojrzenia. Opowiedzieć o swoim wybryku? Był pewien, że cały klan zdążył już o tym usłyszeć! Takie miał wrażenie...A tu proszę, jego siostra nie wiedziała, co też rudy kocurek zrobił za czasów młodości. Był chyba wtedy jedynym dzieckiem Czerwonego Pazura, który nie siedział ANI razu w lecznicy. Naprawdę! Ani razu nie zachorował, ani sobie żadnej większej krzywdy nie zrobił...Jego rodzice nie zabierali go przed obliczę Lśniącej Sadzawki, bo uważali, że przecież jest zdrowy - i tak też się czuł. Tylko jego rodzeństwo oś takie...chorowite.
xx- Opowiem opowiem! Tio...nic cim moźna się chwalić, ale opowiem - zapewnił, po czym ponownie przysiadł, owijając łapy puchatym ogonem, poruszając uszami to w kierunku Ćmy, to w kierunku Sadzy, która to znowu zasypała ciemną kocicę falą pytań. Rudzielec był do takiej masy słów przyzwyczajony, chociaż nawet teraz stracił na moment koncentracje, wbijając spojrzenie w poruszającego się po źdźble trawy pasikonika. Dopiero gdzieś przy pytaniu o pływanie, wrócił do rzeczywistości i zamrugał parę razy kiwając łebkiem, jakby podbijając to, co zaświergotała jego siostra. - Musi ci się dobzie wieść, skolo ukońciłaś trening!
⚠️
there's a red light up ahead
I drive my car into it
I'm a little kid, big death wish
I bite the lips, the lips that kiss

baby boy, baby brother
we're losing you, is it forever
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xx- Wrzucają waś do wody?! Ale to..niebezpiećne psiecieś. Moziecie zrobić sobie krzywdę i...i..- rzucił zaniepokojony, a jego ruda kita strzeliła w powietrzu a zielone oczy dalej nie zjeżdżały z czarnej sylwetki rozmówczyni. Oj! Nie można przecież wrzucać kociaków do wody i oczekiwać, że magicznie nauczą się pływać. Chociaż co on tam wie, skoro Klan Rzeki nadal jest a Ćma nie utopiła się na swoim pierwszym dniu treningu, bo stoi tu przed nim już jako wojownika - takie sposoby działają, nawet jak Dynia jest im jawnie przeciwny. On by nawet nie skrzywdził motylka, a co dopiero wrzucił kocię do wody by to nauczyło się pływać! Patyka asekuracyjnego brakuje i przywiązanego do łapy kamienia - tak no, dla podniesienia trudności! Kolejne słowa tylko bardziej wstrząsały młodzikiem, a zielone ślepia otwierały się szerzej i szerzej! Zaraz chyba mu wypadną, a mordka równo z powiekami się otwierała, jednak Sadza mu ją przymknęła, a Dynia przymknął tę jej. To się zgrali! Jakby urodził się w Klanie Rzeki, chyba nigdy nie zostałby wojownikiem... Nie umiał pływać! Chociaż... był bardzo dobry w wstrzymywaniu oddechu. Ostatnio jak założył się o to z pająkiem, o mały włos nie omdlał. Te pająki to mają pojemne płuca...
xx- Wowie...- pisnął z uznaniem, kiedy Ćma podzieliła się z innym rodzeństwem kolejną super historią o wojowniczce i tym, jak zdobyła swoje wojownicze imię. Może on też powinien nauczyć się tak pływać i nazwie się jako wojownik Dyniową Falą? Na pewno zrobiłby nie małą falę gdyby tak wskoczył do rzeki. Musi to przemyśleć - Jejuniu, ja bym się bał płynąć w Pore Nagich Drzew w ziece...- przyznał i wzruszył masywnymi barkami, patrząc z ogromnym podziwem na swoją przyjaciółkę, która przed wieloma księżycami pomogła mu w powrocie na bezpieczny brzeg. I pomyśleć, że ten był wielkości niektórych kamyków! No teraz był wręcz nie do porównania. Na nieco zaniepokojony głos i pytanie o pozwoleniu na siedzenie tutaj, poruszył nieznacznie uchem i ogonem. Obejrzał się za siebie i wrócił spojrzeniem na Ćmi Zmierzch. Czerwony Pazur kazał mu tu na siebie czekać... Więc niedługo powinien przyjść!
xx- Nasz tata poluje siobie w pobliżu i- i wykrakał! Nagły, ostry syk przyprawił Dynie o zjeżone futerko na karku. Odwrócił się i dojrzał wściekłe miażdżącego Ćmę spojrzeniem...Czerwonego Pazura z królikiem w pysku, który chyba wahał się nad okrzyczeniem swoich kociąt a atakiem na wojowniczkę klanu Rzeki. Na szczęście nie zrobił ani pierwszej opcji ani drugiej, jednak pewnie pierwszej podejmie się już w obozie. Kocurek zasmiał się pod nosem nieco zawstydzony, po czym polizał przyjaciółkę w policzek i posłał wesoły uśmieszek - Nio i maś! Obowiązki wziwają, dio następnego spotkania, oby jak najszybszego! - pożegnał się, unosząc wysoko ogon i poganiając swoją siostrę we dwójkę odbiegli do zdenerwowanego ojca i zniknęli z oczu rzecznej wojowniczce.
Co za spotkanie! Musi chyba częściej w te strony przychodzić..Oby tylko mógł!

//zt x2
Czasoprzestrzeń! XD
⚠️
there's a red light up ahead
I drive my car into it
I'm a little kid, big death wish
I bite the lips, the lips that kiss

baby boy, baby brother
we're losing you, is it forever
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trzaskająca Łapa nie lubił chodzić na patrole - a wręcz powiedziawszy nienawidził. Obawiał się lasu, wyobrażając sobie najgorsze scenariusze związane z wyjściem poza znany mu dobrze teren. Oczami widział wyłaniające się spomiędzy drzew krwiożercze sylwetki, które swoimi ostrymi jak brzytwa pazurami i kłami mogą rozerwać w jednej chwili ciało czarno-białego terminatora. Mimo tłumaczeń jego mentora, który zapewniał go, że nic mu się nie stanie w lesie, nadal nie mógł się z tym wszystkim pogodzić. Jednak jako kot uczący się na wojownika, musiał udawać się na patrole. Polować jeszcze nie potrafił, dlatego nie musiał, ale wiedział, że gdy się nauczy, to będzie wręcz jego obowiązkiem dopilnować, aby żaden kot w klanie nie chodził głodny. I bardzo go to przerażało. Jednakże musiał, dlatego na patrol wybrał się z dość większą grupą kotów, które dawały mu większe poczucie bezpieczeństwa. Chodząc po lesie, starał się opanować drżenie łap i starał się nie podskakiwać po każdym odgłosie łamanej gałązki. Czujnie obserwował całe otoczenie, prawie że wchodząc reszcie patrolu pod łapy. Terminator nie należał do najwyższych, ale swoją masą na pewno mógłby zgnieść nie jednego kota. Próbował się pocieszać tym, że w lesie było dosyć ładnie - widział ładne drzewka, zwierzątka, a trawa pod jego stopami była bardzo przyjemna w dotyku. A śpiew ptaków koił jego uszy. Serce waliło mu jak szalone, ale próbował się nie poddać i nie rozpłakać na miejscu z bezsilności. Wszystko było w porządku do czasu, aż nie zauważył motylka, który przysiadł na korze jednego z drzew. Zafascynowany, zapominając o nie odłączaniu się od grupy, podszedł do niego cicho, ale motyl zaalarmowany nagłym pojawieniem się obcego osobnika, poleciał w las. Trzaskająca Łapa tak bardzo kochał motyle, że nie mógł przegapić takiej okazji i wrył się pomiędzy drzewa, goniąc za pięknym towarzyszem. Nie patrzył gdzie biegnie, po prostu śledził oczami śliczne skrzydła motylka. Po jakimś czasie motylek odleciał w górę, a Mrozik zdał sobie sprawę, że... Znajduje się w innym miejscu. Nie widać było patrolu nigdzie dookoła. Jedynie on, obce miejsce i zapachy zwierzyny dookoła. I zapach Klanu Wichru. Zamarł w bezruchu, trzęsąc się we wszystkie strony, rozszerzając powieki z przerażenia. Rozdziawił pyszczek, nie mogąc nic powiedzieć. Spojrzenie skupione miał na granicy, za którą znajdował się klan. Klan, którego Mrozik tak bardzo się obawiał. Oczy napełniły mu się łzami. Zaraz na pewno przyjdzie tu kot, który go zje. Zje żywcem.

//Minta >:3
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mięta również tego dnia miała odbyć patrol. Wraz z Łabędzim Skrzydłem, Pszenicznym Grzbietem i własnym ojcem, Chłodnym Powiewem wyruszyli grupą, by sprawdzić granicę z Klanem Rzeki. Po drodze jednak nic ciekawego się nie działo, odnowili więc po prostu oznaczenia zapachowe i szli w spokoju wzdłuż wyznaczonej drogi. Powoli już docierali do Czterech Dębów, które były końcem ich drogi. Patrol tego dnia prowadził jasny kocur, ojciec Mięty szedł zaraz za nim, a cały pochód zamykała szylkretka u boku Łabędzia, z którym radośnie gawędziła na różne mało ważne tematy. Podobało jej się takie towarzystwo, lubiła spędzać czas z gadułami, a Łabędzie Skrzydło mimo wieku był bardzo bezpośredni i zachowywał się bardziej, jak kumpel, a nie starszy wojownik. Księżyce temu, kiedy jeszcze młoda wojowniczka była onieśmielona taką grupą, to właśnie biały kocur powoli wkręcił ją w towarzystwo i sprawiał, że stawała się coraz śmielsza, teraz więc czuła się już zupełnie pewnie.
Debatę na temat tego, czy nadciągające chmury zwiastują to, że zające wyjdą z nor, czy jednak zdecydują się na to dopiero pod koniec dnia patrolowi przerwał wyraźny odgłos przedzierania się po zaroślach. Cztery koty jak na komendę zatrzymały się w miejscu i zwróciły pysk w stronę hałasu, który dobiegał od strony rzecznego terenu. Mięta uniosła podbródek i wciągnęła powietrze, jednak wiatr wiał akurat tak, że nie nawiewał zapachu z tego kierunku, jednak wydawało jej się, że odgłosy pochodziły od pojedynczego kota, nie od większej grupy. Może jakiś Rzeczniak podczas polowania zapędził się aż do granicy? I widocznie przystopował, bo odgłosy szybko ucichły.
- Sprawdzę to. - rzucił Chłodny Powiew i skierował swoje kroki w stronę granicy, szylkretka jednak sama chciała się przekonać, kto to był. Księżyce temu spotkała się z pewnym kotem z Rzeki, Deszczową Łapą, i chętnie dowiedziałaby się, co u niego. Spięła więc mięśnie i doskoczyła do ojca, by delikatnie oprzeć się puszystą sierścią o jego bok.
- Ja tam pójdę. - zamruczała, patrząc na Chłodnego z niemym pytaniem w oczach czy jej pozwoli. Kocur przymknął na moment oczy, po czym zerknął na Pszeniczny Grzbiet, który w milczeniu skinął głową.
- Tylko bądź ostrożna. - westchnął, po czym położył na moment ogon na grzbiecie córki i dołączył z powrotem do patrolu. Kotka spojrzała jeszcze na Łabędzie Skrzydło, który do niej mrugnął, na co szylkretka zdołała odpowiedzieć tylko głupim uśmiechem. Nie wiedziała, o co mu chodziło, ale faktycznie chciała sama podejść na granicę i przekonać się, kto tam był. Nic się jej nie powinno stać, o ile będzie się trzymała swojej strony terenów klanowych. Bo owszem, samotnicy byli groźni, ale żaden z nich nie zapuszcza się przecież w głąb terenów klanu, prawda?
Z takim nastawieniem ruszyła ostrożnie w stronę granicy, przemierzając kępy wysokiej trawy, która była w stanie schować całego kota, szczególnie gdy nie był on zbyt wysoki, jak wichrowa wojowniczka. W miarę przedzierania się przez nie rybny zapach przybierał na sile, a między źdźbłami zamajaczyła jej czarno-biała sierść stojącego kota. Był sam, więc nie było źle. Chłodny Powiew niepotrzebnie się o nią martwił. Kotka przystanęła na moment, po czym podeszła jeszcze bliżej, niemalże pod granicę. Może kot kogoś szukał, a ona może zanieść informację do obozu? Albo teraz na kogoś czekał? Albo... Och.
Gdy się zbliżyła praktycznie do szlaku zapachowego, mogła zobaczyć kocura w całej okazałości. Wyglądał na dorosłego, jednak niezwykle młodego, mniej więcej wieku Jagódki, więc pewnie jeszcze był terminatorem, jak ona. I widziała, że jego oczy błyszczały, jakby w nich się zgromadziły łzy.
- Hej. - zamruczała łagodnie, już nie idąc dalej. Pewnie kocur już ją zauważył, jednak chciała zwrócić na siebie jego uwagę. - Coś się stało? - dodała, nadal łagodnym głosem. Może i był to rzeczniak, ale widać było że ewidentnie nie jest w dobrym humorze, a ona nie mogła znieść myśli, że po prostu go odeśle, bo jest blisko granicy. Przecież to też był kot, jak ona, mimo że z innego klanu!
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czarno-biały kompletnie nie wiedział, co ma zrobić. Sparaliżowany strachem nie potrafił się nawet poruszyć, nie wspominając już nic na temat powrotu na własną łapę do obozu albo chociażby odnalezienia zgubionego patrolu. Mógł tylko się łudzić, że ktokolwiek zauważy jego nieobecność i postanowi go tutaj odnaleźć, a jeśli to się nie stanie - będzie musiał tutaj zostać na noc albo zostanie pożarty przez krwiożerczego potwora lub mniej szkodliwego aczkolwiek ciągle strasznego kota z Klanu Wichru, który zauważy młodego, bezbronnego kocurka i postanowi zrobić sobie z niego ofiarę. Próbował nie płakać, chociaż zbierające się w oczach łzy stawały się tak ciężkie i chciały tak bardzo popłynąć po jego pulchnych policzkach. Siedział w miejscu, przerażony, trzęsąc się jak gałązka na wietrze. Nagle jednak usłyszał jakiś hałas od strony obcego klanu. Jakieś dziwne poruszenie, jakby ktoś szedł w jego kierunku. Uginanie się traw było zbyt głośne, aby było to tylko małe zwierzę, więc na pewno był to ktoś, kto na pewno mógłby zrobić mu krzywdę. Spanikował jeszcze bardziej, ale zbyt bardzo się bał, aby teraz uciec. Patrzył i czekał na najgorsze. Najgorsze, które nadeszło chwilę później. Wtedy zdołał się już poruszyć. Zrobił kilka gwałtownych ruchów w tył, potykając się o własne nogi, aż nagle upadł, siadając na zadzie. Znowu go zamurowało. Zobaczył kotkę, niewiele wyższą od niego o niemal identycznie puszystej sierści. O oczach tak złotych, że gdyby były ciemniejsze, na pewno przypominałyby te Bursztynowego Wschoda. A skoro o nim mowa, kocur naprawdę pragnął, aby on się tu pojawił - pojawił, nawet na niego nakrzyczał, ale żeby przyszedł i go uratował z opresji. Kiedy obca odezwała się, miała głos miękki i przyjemny, jednak Mrozik nie chciał się dawać takim urokom. Nie wiedział, czego ma się spodziewać. Po jej pytaniu nastała cisza. Jego oddech był nierówny, zbyt szybki, zupełnie jakby się dusił.
- Z-zgubiłem s-się... - Wydukał niewyraźnym tonem, patrząc wprost w oczy nieznajomej. Bał się, że zaraz postanowi się na niego rzucić, a on, nawet jeśli potrafiłby walczyć, nie mógłby jej skrzywdzić nawet, jeśli mogłaby go zabić. Nienawidził walki, a gdyby zobaczył gdzieś krew, od razu dostałby ataku paniki i prędzej by tutaj zemdlał niż zrobiłby coś bardziej pożytecznego. Kotka wydawała się naprawdę miła, ale Trzaskająca Łapa był zbyt przestraszony, aby inaczej zareagować. Był daleko od swoich kotów, w obcym miejscu, gdzie nikt by go nie obronił. Dlatego zapewne każdy kot mógłby się bać, a szczególnie on, zwykły terminator, który jest tylko nieco grubszy i bardziej puchaty od swoich rówieśników. Tak bardzo chciałby ujrzeć swojego mentora, przyjaciół, mamę, siostrzyczki czy ciocię Kukułkę! Ale nikt nie przyjdzie, bo nikt nie wie o jego zaginięciu. Był sam. Sam z obcą kotką, o której zamiarach nie miał pojęcia.
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jej uszy nieco poleciały do tyłu, kiedy zobaczyła, że łaciaty kocurek nagle cofa się gwałtownie, po czym spada na swój ogon. Spięła mięśnie, siłą woli powstrzymując się od szybkiego skoku w przód i pomocy temu kocurowi. To jednak była granica, a on zdecydowanie był na swoim terytorium, a kodeks zabraniał wstępowania na ziemie innego klanu. Nawet w dobrej wierze, szylkretka nie mogłaby złamać kodeksu, przygryzła więc nieco wargę, z troską obserwując zielonookiego kocurka.
W końcu odezwał się przestraszonym tonem, a szylkretce zrobiło się naprawdę żal tego rzeczniaka. Co tam się musiało dziać, że on tak bardzo się bał?
Zanim się odezwała, szylkretka zdecydowała się usiąść. Nie robiła zwykle tego przy granicy, czujna na każde niebezpieczeństwo, jakie może się przytrafić, tutaj jednak nie potrafiła tego nie zrobić. Chciała pokazać kocurowi, że nie musiał się jej bać, mimo że była Wichrzaczką. Nie przyszła tutaj przecież w złych zamiarach, tylko zobaczyć, co się działo. Swój puszysty ogon owinęła wokół siebie, kładąc jego końcówkę na przednich łapach i w ten sposób je przykrywając.
- Nie bój się, na pewno znajdziesz drogę do obozu. - zamruczała, niezbyt głośno i nadal łagodnie, pod koniec nieco się uśmiechając. - Nie poznałeś jeszcze swoich terenów z mistrzem? - zapytała, zatroskana, bo kocurek wydawał jej się w miarę dorosły, więc po paru księżycach treningu. Jednak różne rzeczy mogły się stać, tylko co w takim razie on tutaj robił, sam, w dodatku tak przerażony?
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Naprawdę spodziewał się, że nieznajoma postanowi się na niego rzucić, ale najwyraźniej Trzaskająca Łapa miał szczęście, ponieważ szylkretowa kotka okazała się być naprawdę miła i sympatyczna. Usiadła, dając znak młodemu, że nie chce zrobić mu krzywdy, dlatego lekko się rozluźnił, zauważając, że nie jest w niebezpieczeństwie. Wciąż jednak nie zmienił swojej pozycji, jakby wciąż nie dowierzając w to, co się przed chwilą stało. Jeszcze moment temu chodził pod łapami swojego patrolu, a teraz znajduje się przy granicy z Klanem Wichru, obserwując podobną do siebie kotkę, ale w zupełnie innym umaszczeniu. I jej oczy również były inne - jego niczym świeża trawa, a jej jak słońce na bezchmurnym niebie. Uspokoił nieco swój oddech, ale wciąż drżał, nie przestając rozglądać się we wszystkie strony, patrząc czy nagle nie nadbiega ktoś jeszcze, ktoś, kto nie byłby tak towarzyski i spokojny jak kotka, która siedziała przed nim, nie naruszając jego granicy. Chociaż nawet gdyby naruszyła, kocur by nic jej nie zrobił. Nie potrafiłby.
- N-nie to n-nie t-tak... J-ja byłem na p-patlolu... I-i... Z-zobacyłem... M-motylka na drz-rzewku...I-i...O-on od-dleciał... A j-ja... P-pobiegłem z-za n-nim... - Wciąż się jąkając, starał się nowopoznanej jakoś wytłumaczyć, dlaczego znajdował się w takim miejscu zupełnie sam, w dodatku bojąc się tak bardzo, że nawet nie potrafił zrobić jednego kroku. Uszy dociskał mocno do karku, a oczy wciąż szeroko otwarte utkwione miał w sylwetkę wojowniczki. Na pewno było dla niej dziwne to, że terminator tak bardzo się bał. Na pewno widziała mnóstwo kotów, które były nawet młodsze od niego, a bardziej odważne, ale on nie mógł nic na to poradzić, po prostu przeżycia pogrzebów odbiły się na jego psychice praktycznie nieodwracalnie sprawiając, że teraz młody kompletnie nie chciał wychodzić poza obóz. Wolał siedzieć z siostrzyczkami niż zwiedzać tereny, które znane, stawały się czasem zupełnie obce, jakby próbując mu przekazać, że nie nadaje się na wojownika i nigdy nie powinien tutaj przychodzić. Gdy kotka spytała o tereny, on nie mógł tego tak przepuścić. Wschód był naprawdę fantastycznym mentorem, nawet jeśli ostatnio mocno go rozczarował, lecz wciąż był bardzo ważny dla kota. I przecież postarał się być bardziej wyrozumiały, a to był znak dla czarno-białego, że trzeba dać każdemu szansę. - N-naucyłem s-się g-glanic z... m-moim mentolem, a-ale... B-boję się wychodzi-dzić z ob-bozu...
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wysłuchała uważnie słów kocurka, pod koniec robiąc ciche och. Jakie to było urocze, miło było wiedzieć, że w drugim klanie był tak wrażliwy kot! Było jej go jednak bardzo szkoda, bo był wystraszony i miał płacz na końcu noska, szylkretka jednak nie chciała, by jej się tu rozpłakał, bo nie wiedziała, co mogłaby zrobić, skoro wyraźnie jej się bał. Owszem, była wojowniczką z innego klanu, jednak nie wyglądała przecież na groźną! Tak jak nie miała wcale groźnego imienia, choć Sikorka coś mówiła o morderczym Pączku z mnóstwem sierści... To jednak nie była ona, nie była mordercza.
- Czemu się boisz wychodzić z obozu? - zapytała łagodnym tonem, wysuwając nieco pysk w jego stronę. Obudziła się w niej dobra dusza i bardzo chciała pomóc w jakiś sposób kocurkowi. - Jest tam coś strasznego? - dodała jeszcze pytanie, jednak nie jakimś ciekawskim tonem, tylko nadal łagodnym, pełnym dobroci, w ten sposób próbując zachęcić kocurka do rozmowy.
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trzaskająca Łapa również uważał, że kotka nie wyglądała na szczególnie groźną i niebezpieczną, aczkolwiek on już tak miał, że bał się wszystkiego, co było dla niego obce. Szczególnie, że znalazł się w tak niekomfortowej dla niego sytuacji, że nie wiedział, co ma robić. Nikt go nigdy nie uczył, co by było gdyby się zgubił w podróży, bo przecież taka kwestia raczej była oczywista, jednak Mrozik za bardzo się bał, aby samotnie powrócić do obozu. Wschód uczył go, gdzie znajdują się poszczególne lokacje, ale on nie potrafił, po prostu nie mógł przemóc strachu. Chciałby, aby rudy był przy nim, ale to było niemożliwe. Szylkretowa kotka wyraźniej naprawdę chciała mu pomóc, co lekko podniosło go na duchu, ale nie całkowicie. Wciąż był uważny, ale czy to da mu jakiś konkretny skutek? Przecież walczyć nie potrafi, a ona jest silniejsza. I tak nie mógłby nic z nią zrobić, dlatego po co się tak boi, zamiast się uspokoić? Pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji, a czarno-biały nie należał do tych, co myśleli racjonalnie.
-W-w lesie j-jest d-dużo z-złych z-zwierząt! Bolsuki, l-lisy! U w-was t-też... One s-są w-wsędzie! - wyjąkał młody, patrząc się na ziemię przed swoimi łapami. Na pewno dla wojowniczki jego słowa moją wydać się śmieszne, bo skąd on może wiedzieć, co dzieje się na ich ziemiach? Jednakże on czuł, że niebezpieczne stworzenia czyhają wszędzie na młodego kota, który nie będzie mógł się obronić. Mogą go rozerwać w jednej chwili swoimi ostrymi jak brzytwa pazurami oraz zębiskami. Były większe od niego, a i tak potrafiły chować się za drzewami czy w ściółce, zupełnie jak kot podczas polowania na swoją ofiarę. Ich nieziemski wzrok, słuch i węch był naprawdę nieobliczalny, bo może zasygnalizować im w dowolnym momencie, gdzie znajduje się bezbronny kot. Zatrząsł się jeszcze mocniej, wyobrażając sobie to wszystko. Zaczął szybko mrugać, aby się nie rozpłakać. - I-i... Przez t-to m-mogę n-nie z-zostać wojownikiem! N-nie n-nadaję s-się, ale m-mój mentol... B-baldzo b-byłby n-niezadowolony, g-gdybym... N-nie został i-i... N-nie ch-chcę g-go... lozcalować...
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Och, kochanie. - wyrwało się jej, kiedy wręcz ze ściśniętym sercem słuchała słów tego biedaka. Innoklanowiec czy nie, widzieli się pierwszy raz, a ona widocznie wzbudziła w nim więcej zaufania niż jego własny klan przez tyle księżyców! Czyżby Rzeczniacy byli na tyle hardzi i bezduszni, że nie potrafili rozmawiać ze sobą o swoich uczuciach? Albo po prostu młody kocurek szukał zrozumienia u kogoś, kogo prawdopodobnie nie spotka w najbliższym czasie, a wizja tego, co powiedział nie będzie ciągnęła się za nim nawet w jego obozie. Bo, prawdę mówiąc, Mięta nawet nie wiedziała, kto jest mistrzem kocurka, a więc osobistością, której młody tak bardzo nie chciał zawieść! Chciała tak bardzo mu pomóc, chciała przejść przez granicę i przytulić się do jego boku, jednak wiedziała, że nie mogła. Poprawiła się więc tam, gdzie usiadła, przysuwając się jedynie o maleńki kawałek bliżej, nawet nie o kocięcy krok.
- Wiesz, też czasem myślę o tym, co jest poza obozem. - powiedziała, dość ostrożnie, jakby się bała wypowiadać te myśli. - Że ktoś z mojej rodziny, moi przyjaciele albo partner wyszli po raz ostatni i mogą nie wrócić. Albo że ja już więcej ich nie zobaczę. - przygryzła lekko wargę. To nie była łatwa myśl, łatwa uwaga, a jednak była ona każdego dnia obecna, bardziej lub mniej, czając się gdzieś w zakamarkach umysłu wojowników, terminatorów, nawet kociąt. - Ale to nie jest nic złego. - znów poprawiła się i przysunęła o parę włosków bliżej granicy, bliżej kocurka, jakby w ten sposób chciała go pocieszyć, wesprzeć. Czuła do niego sympatię, już od początku, bo nie poznała jeszcze kota z innego klanu, który byłby tak wylewny, i tak przesiąknięty szczerą, naiwną dobrocią, niczym kocię. - Wiesz, urodziliśmy się w lesie, to on razem z klanem nas wychował. Niestety, takie życie niesie za sobą ryzyko, i to całkiem duże. Ale, wiesz, bycie wojownikiem nie polega na tym, by nie bać się niczego, iść po prostu przed siebie z pewnością, że się nic nie stanie. Właśnie bycie wojownikiem to pokazanie, że mimo strachu, mimo tego że się boisz o swoje życie, o życie bliskich, to potrafisz zwyciężyć ten strach i wyjść poza obóz sam, potrafisz zapolować, by nakarmić swój klan, potrafisz obserwować okolicę i w razie czego donieść o niebezpieczeństwie. Potrafisz zaryzykować swoje własne życie w obronie klanu, tych, których kochasz. - przerwała na moment. Te słowa wypłynęły prosto z jej serduszka, były tym, za co uważała siebie, czym kierowała się w życiu. To było przeświadczenie, że w życiu ma jakiś cel, że dba o swój klan, który bardzo, bardzo kochała. - Chociaż wiesz, żyję już pełny obieg pór i jeszcze mi się nie zdarzyło brać udział w jakiejś bitwie z drapieżnikiem. - dodała nieco pogodniejszym tonem. Co prawda, widziała też skutki zadzierania z drapieżnikami, od blizn, przez urwane uszy do straconych ogonów, ale te informacje bynajmniej nie pomogłyby łaciatemu kocurkowi w tej chwili. Strzepnęła uchem, bo jedna myśl nasunęła jej się do głowy, choć była ona dla niej sama dość... No, dla niej była złym wyjściem, jednak może kocur mógłby o tym pomyśleć. - Może... - znów zaczęła ostrożnie. - Jeśli nie chcesz żyć z klanem, bo zbyt się boisz lasu, to może poprosisz waszą przywódczynię, aby oddała cię Dwunożnym? Pieszczoszki nie muszą walczyć, siedzą bezpiecznie w Gniazdach Dwunożnych i mają podawane... Jedzenie. - mruknęła zatroskana. Dla niej takie życie nie było życiem, bo było nudne, przewidywalne i zawierało za dużo ograniczeń, ale może kocurek uzna je za warte uwagi. W końcu nie dla każdego życie z klanem mogło być dobrym wyjściem, nawet jeśli się w takim urodził.
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trzaskająca Łapa nigdy nie sądził, że będzie się zwierzać ze swoich problemów kotu z innego klanu, ale przecież nie miał, co innego robić, a takie wyżalenie się naprawdę nieco podniosło go na duchu, szczególnie, że spotkał naprawdę kochaną i empatyczną kotkę, która doskonale wiedziała, co powiedzieć, aby czarno-biały nie był w tak tragicznym humorze już do końca dnia. Słuchał jej w milczeniu, jednakże każde słowo trafiało do jego delikatnego serduszka, czując jego mocniejsze bicie. Gdy kotka zaczęła się przysuwać bliżej, wcale się nie odsunął, a jeszcze bardziej skupił swoje spojrzenie na poruszających się wargach kotki wraz z jej wydłużającym się monologiem. Czasem miał tak, że kompletnie nie słuchał albo zapominał, co inni do niego mówią, zadając sobie w głowie tysiąc pytań i szukając odpowiedzi, ale w tym przypadku było zupełnie inaczej, tak, jakby kotka miała dar do skupiana na sobie kotów. Nikt nigdy jeszcze nie powiedział mu o byciu wojownikiem w taki sposób - Wschód raczej by nakrzyczał na niego, pacnął go ogonem i powiedziałby, że to koniec treningu, a Mrozik nigdy nie zostanie wojownikiem, jeśli będzie się tak bał. Miał wrażenie, że w klanie nie mógłby usłyszeć tak głębokich słów, ponieważ w klanie znało go wiele kotów, wiedząc, jak się zachowuje, dlatego mogliby pomyśleć, że nie ma już dla niego nadziei.
- K-kiedyś... B-bałem się b-bardzo opuscać ob-bóz. Stlasnie! P-płakałem, jak w-widziałem klew i m-maltwe ciała... A-ale... Laz p-postanowiłem w-wyjść s-sam, ale m-mój mentol... Nakrzycał na m-mnie, bo s-się spóźniłem... A... A ja p-pocułem, że j-jestem telminatolem. Że ucę s-się, aby być k-kiedyś w-wojownikiem. I-i... Z-zacąłem p-plóbować, a-ale... A-ale cały coś mi nie wychodziło. Tak jak telas - Opuścił głowę, również pozwalając się nieco wygadać. Wiedział, że może, ponieważ kotka wyglądała na taką, co z pewnością by go wysłuchała. Trzaskająca Łapa był nieufny, ale bardzo szybko udawało mu się przywiązać do jakiegoś kotka. Podobnie było z szylkretką - jej miły głos dla ucha był niczym najpiękniejszy śpiew lasu. Nie sądził, że jakaś wichrzaczka mogłaby brzmieć jak coś, co naprawdę uwielbia. Wyglądała na podobny wiek do jego mamy. Dlatego na pewno miała styczność z kociakami albo sama je miała, dlatego wiedziała, jak rozmawiać z kimś, kto jest niezwykle delikatny. Pomachał kilka razy koniuszkiem ogona. Jej słowa naprawdę coś zrobiły z móżdżkiem młodego. Wojownik się boi, ale idzie naprzód, aby zawsze ocalić swoich bliskich przed niebezpieczeństwem. - A w-wies co? M-mam seść sióstl... I-i... Z-zawse im ob-biecywałem, że j-je ulatuje p-przed w-wsystkim... C-cyli... N-nawet jeśli b-będę s-się bać... N-nie musę s-się tego wstydzić, a p-po p-plostu iść do przodu i p-plóbować b-być w-wojownikiem? M-mam ucyć się w-walcyć, ż-żeby... Nigdy i-ich nie rozcalować?
Czarno-biały postanowił przemilczeć kwestię bycia pieszczoszkiem. Było mu tutaj ciężko, ale tam również będzie - urodził się w końcu w lesie, otoczony kotami, których bardzo kochał. Nie mógłby raczej odłączyć się od nich i starać się żyć w inny sposób. Dla niego byłaby to męczarnia. Wiewiórka trochę mu opowiedziała na ten temat, dlatego wiedział z czym to się boryka. A on nie chciał tak bardzo tchórzyć.
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kukułka postanowiła zajrzeć jak się miewa Trzaskajaca Łapa. Będąc matką nie miała zbyt dużo czasu z nim porozmawiać a był bardzo uroczym chłopcem i wojowniczka go kochała. Uważała go niekiedy za syna i tak samo mocno się zmartwiła gdy nie mogła go znaleźć przez dłuższy czas w obozie. Po krótkich poszukiwaniach wyczuła jego zapach który uchwyciła przy wyjściu z obozu. Przełknęła głośno ślinę i ruszyła za zapachem. Z każdą kolejnym uderzeniem serca zaczęła się obawiać ,że mogło mu siec oś stać. Nagle jednak zapach doprowadził ja do granic z klanem Wichru. jej serce szybko przyspieszyło i zaczęła się mocno bać. A co jeżeli... Nie! To nie możliwe! Pewnie jego już w klanie nie ma... Stałą tak chwile ale szybko się pozbierała i przyspieszyła tępa. W końcu ujrzała swojego siostrzeńca ale... Ujrzała też kogoś jeszcze i jej się to nie spodobało. Uspokoiła się na chwile widząc ,że nieznajomy nie ma czarno-białego futra. jednak gdy zobaczyła Mrozika który był na krawędzi wielkiego płaczu szybko podeszła do dwójki i warknęła w kierunku kotki.
- Co zrobiłaś mojemu siostrzeńcowi!? Odsuń się od niego!-pomachała swoim ogonem ostrzegając szylkretkę.
you're nothing short of magical and
beautiful
to me i'll never hit the big time.............

.without you so they can k e e p their
.......................» treasure and their t i e s to the machine «
.........'cause I am the mother of Evangeline
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ona się nagadała, więc teraz przyszedł czas na rzecznego terminatora. Mięta z lekko przechylonym łbem i delikatnym, zachęcającym uśmiechem słuchała czarno-białego kocura, nie przerywając mu w żadnym momencie. Każdy kot powinien czasem wyrzucić z siebie to, co myśli, wyrazić swoje emocje, a inni nie powinni im w tym przeszkadzać, tylko uważnie słuchać.
Kiwnęła głową, słysząc ostatnie słowa kocura, które był pytaniem i już otworzyła pyszczek, by odpowiedzieć werbalnie na jego słowa, kiedy usłyszała szelest w zaroślach, zwróciła tam najpierw ucho, a potem głowę. Nie zdążyła jednak zareagować jakoś więcej, bo w zasięgu jej wzroku pojawiła się buro-biała kocica, wyglądająca na niezadowoloną z tego małego spotkania. Mięta szybko podniosła się na łapy i wykonała dwa szybkie kroki w tył, cały czas wlepiając złote oczy w przybyłą wojowniczkę. Sierść miała jeszcze wygładzoną, ogon jak zwykle spuszczony nisko, między jej nogami poruszała się jedynie jego końcówka. Głowę trzymała nieco ponad linią grzbietu.
Początkowo przez głowę przemknęła jej myśl, że to matka młodego, okazało się jednak szybko, że to jego ciotka. Czyli kotka, która powinna o terminatora dbać i mieć na uwadze jego dobro... A Mięta nie robiła przecież nic złego.
- Nic mu nie zrobiłam, tylko chwilę rozmawialiśmy. - miauknęła niemal przepraszającym tonem, przenosząc wzrok z agresywnie nastawionej wojowniczki na wystraszonego kocura, niemal prosząc go wzrokiem, by coś powiedział. Niekoniecznie musiał od razu wyznawać, o czym rozmawiali, jeśli nie chciał, ale chociaż naprostować sprawy u Rzeczniaczki, aby nie wyszło, że to ona była tą złą. Mięta nie stchórzyłaby, jeśli doszłoby do walki, nie chciała jednak używać pazurów przeciwko Rzeczniaczce, bo chciała pomóc rozmową jej siostrzeńcowi.
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pomoc jednak przyszła! Trzaskająca Łapa naprawdę się martwił, że nie dojdzie sam do obozu, za bardzo bojąc się zagrożenia płynącego z niebezpiecznych zwierząt czy kotów, ale teraz już wiedział, że jest bezpieczny - ukochana ciocia Kukułka postanowiła ruszyć mu na ratunek, zapewne zaniepokojona jego nieobecnością. Kocurek bardzo ją kochał, pamiętał czasy, gdy jeszcze nosiła w swoim brzuszku swoje własne kociaki, które czarno-biały szybko pokochał, jednakże wiedział, że dla niej wciąż jest ważny. Ich relacja była naprawdę wyjątkowa, czasem Trzaskająca Łapa wyobrażał sobie, że ma dwie mamy, Kos, tą prawdziwą oraz Kukułkę, niezwykle czułą kotkę, będącą siostrą jego mamy. Ojciec nie chciał zbytnio mieć z nim kontaktu, czego kompletnie nie rozumiał, przecież nie zrobił mu nic złego, dlatego spędzał czas głównie z kotkami, może nawet trochę przechwytując ich nawyki czy zachowania. Teraz jednak, zamiast się ucieszyć, musiał jakoś opanować sytuację. Ciocia zapewne myślała, że nowa koleżanka kocurka jest zła. Mrozik wstał nagle, wpatrując się na kotkę, dociskając uszy do karku. Ogon leżał na ziemi, nie podniesiony, był raczej przestraszony. Ulżyło mu, że tutaj była, ale nie chciał, aby tak reagowała na kotkę, która przecież jest taka miła!
- Ciociu! Ona nic nie zlobiła, ona mi pomogła! - wypiszczał, nie chcąc, aby Kukułka zrobiła cokolwiek szylkretowej kotce, która przecież powiedziała mu takie rzeczy, których by zapewne nigdy nie usłyszał. Sam fakt, że ktokolwiek mógłby zostać tu zraniony przerażał go bardziej niż cokolwiek innego, więc nie mógł pozwolić, aby któraś z kotek rzuciła się na drugą, zaczynając walkę. Co on by biedny zrobił? Z płaczem błagałby, aby przestały? Patrzył się na burą kotką z strachem w oczach, prosząc ją, aby przestała. Może nawet pogadać z śliczną, sympatyczną, szylkretową kotką i zobaczyć, że naprawdę nie jest zła, a to, że tak się czuł spowodowane było tylko tym, że się zgubił i obawiał się ataku, który nie nadszedł. Oby wszystko poszło po jego myśli!
[Obrazek: pwPXtIX.png]
LVL 2 50 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Patrzyła się zła na kotkę z klanu Wichru. Jak mogła skrzywdzić jej Mrozika! Niedopuszczalne. Machała ogonem na boki i czekała na jakiej słowa ze strony siostrzeńca które nieco zmieniły nastawienie wojowniczki. Uspokoiła się ale nie wiedziała co kompletnie ma robić. Skoro to nie wina tej o tutaj to kogo? Czemu Mrozik płakał i był smutny? Czyżby kłamał cioci? Nie. Nigdy tego jej nie zrobił. Popatrzyła się czule na czarnego kocura i otarła się policzkiem o jego policzek. - To w takim razie... Czemu płakałeś jak nie przez tą kotkę? - zapytała niepewnie po czym spojrzała na wojowniczke. Posłała jej surowe spojrzenie bo na razie nie dowiedziała się wszystkiego. Jednak mogła być pewna, że na tą chwilę bura kotka nic jej nie zrobi. Poza tym łatwo było ją nastraszyć i to trochę było dziwne... Najwidoczniej nie została wojownikiem dawno.
you're nothing short of magical and
beautiful
to me i'll never hit the big time.............

.without you so they can k e e p their
.......................» treasure and their t i e s to the machine «
.........'cause I am the mother of Evangeline
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości