Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nie wyszło w ogóle tak, jak planowałam. Znowu jedynie przejechałam zębami po jego okropnej, szarej sierści, jednak nie oznaczało to, że zamierzałam się poddawać. Skoro nie udawało mi się go ugryźć, zdecydowałam się ponownie podjąć próbę zadrapania go. Zamachnęłam się łapą i spróbowałam przejechać pazurami po jego grzbiecie, najmocniej jak tylko potrafiłam. Jeśli jakiś szczur był w pobliżu, jego również próbowałam zadrapać, jednak był to atak bardziej na ślepo i nie celowałam w żadne konkretne miejsce. Chciałam, żeby to się już skończyło. Po prostu.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Jeden mniej, na całe szczęście. Co prawda to nie był jeszcze koniec, a obie strony były już chyba zmęczone, ale kocur nie zamierzał teraz po prostu siadać i czekać na rozwój wypadków. Prędko rzucił truchłem zabitego właśnie gryzonia w jego kolegę, a przynajmniej tak celował, po czym skoczył na najbliższego sobie szczura - innego niż ten, w którego celował trupem - z zamiarem złamania mu kręgosłupa. A gdyby to się nie udało albo okazało się, że jest niewystarczające, Toń miał równie, wysunięte szpony i naszykowane kły, którymi zamierzał szarpać ciała swego przeciwnika. Byle tylko w końcu się ich pozbyć!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Rzuty:
Szczur nr 1: 9
Szczur nr 4: 2
Szczur nr 5: 10
Szczur nr 6: 9
Atak Szczura nr 1: nieudany :( Atak Szczura nr 4: mdleje Atak Szczura nr 5: nieudany :( Atak Szczura nr 6: umiera zanim zdążył zaatakować
Przypadkowy rzut truchłem okazał się być bardzo skuteczny i przede wszystkim morderczy, ponieważ szczur z numerkiem 6, który został trafiony ciałem swojego pobratymca już się spod niego nie wysunął, zapewne ginąc, bądź mdlejąc. Kolejny atak burego był skierowany na szczura nr 4, którego Tonące Słońce pacnął łapą po głowie, a ten zwyczajnie padł na ziemię i już nie wstał. Lśniąca miała nieco mniej szczęścia. Wciąż męczyła się z Piątką, a na dodatek nie udało jej się trafić w żadnego innego szczura. Przy życiu pozostały jeszcze dwa, a Pierwszy zemdlał zaraz po próbie ataku; zapewne z wycieńczenia.
Tonące Słońce S: 7 | Zr: 7(8) | Sz: 12(13) | Zm: 11 | HP: 60-1=59/80 | W: 32-5=27/50 | przerzuty: 2/3
statystyki obniżone z powodu walki 1:2
rana 1 stopnia: ugryzienie na prawej łapie, krwawienie -> -1HP do końca walki
rana 0 stopnia: lekkie ugryzienie na karku
rana 0 stopnia: wyrwany kłębek sierści z ogona
rana 0 stopnia: lekkie uderzenie łapą w policzek
rana 0. stopnia: wyrwana sierść na szyi
rana 0. stopnia: ślady pazurów na grzbiecie
rana 1. stopnia: głębokie ślady pazurów na grzbiecie; krwawienie -> -1HP do końca walki
rana 0. stopnia: wyrwana sierść na boku
rana 0. stopnia: płytkie ślady pazurów na grzbiecie
rana 0. stopnia: lekkie obicie grzbietu
rana 0. stopnia: płytkie ślady pazurów na grzbiecie
rana 0. stopnia: ślady zębów na karku
rana 2. stopnia: obicie narządów zewnętrznych po uderzeniu truchłem
celność obniżona o 4
ŚMIERĆ
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
W końcu mi się udało. Nie zrobiłam szczurowi specjalnie dużo, ale zawsze to coś.
Moją uwagę jednak przykuł Toń, rzucający trupkiem w drugiego gryzonia... z powodzeniem. Udało mu się zabić jednego szczura drugim szczurem. Ciekawe.
Rozejrzałam się wokół, nie widząc już żadnego zagrożenia ze strony przeciwników.
- Toń, zajmij się nim, proszę - powiedziałam, wskazując na gryzonia, z którym biłam się cały czas. Mnie nie szło, ale może mojemu buremu koledze uda się go w końcu dobić. Ja za to podeszłam do jednego z omdlałych (1) i przejechałam pazurami po jego grzbiecie, w celu dobicia go. Ten się nie ruszał, więc nie miałam jak spudłować. Chociaż tyle.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń, gdyby mógł, pewnie uniósłby brew w zdziwieniu nad swoim wyczynem. Nie przypuszczał nawet, że rzucając w gryzonia jego kolegą pośle szczura na tamten świat. Było to doświadczenie całkiem nowe, ale jednocześnie dość przyjemne, a już z całą pewnością ciekawe. Nie miał jednak czasu tak naprawdę się nad nim zastanawiać, w końcu pozostali przeciwnicy jakoś trzymali się na łapach, a należało się ich pozbyć jak najszybciej. Poruszył nieznacznie uchem, gdy usłyszał prośbę Lśniącej i skinął jedynie przelotnie łbem, posłał nawet uśmiech w przestrzeń, a następnie skoczył do szczura, o którym mówiła kocica (już się pogubiłam, który to, zdaje się, że nr 5), z wyciągniętymi szponami i kłami dochodząc do wniosku, że z tego może spróbować zrobić eleganckie kotleciki. Oczywiście, o ile mu się to uda, bo zabawa z gryzoniami była już męcząca, a jemu wydawało się, że szczury celowo nie dają się złapać, jakby chciały sprawdzić ich sprawność, czy coś podobnego.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Lśniąca Sadzawka poleciła Tonącemu Słońcu zajęcie się jedynym przytomnym i żywym szczurem, a sama w tym czasie zbliżyła się do tego, który jako ostatni omdlał, aby zakończyć jego życie. Gryzoń nie miał jak się obronić. Leżał jedynie w oczekiwaniu na śmierć, która wkrótce do niego przyszła za sprawą białej kocicy. Bury posłusznie skoczył go szczurowi i zatopił w nim swoje pazury, sprawiając, że i ten skonał. Walka się skończyła.
rana 1 stopnia: ugryzienie na prawej łapie, krwawienie -> -1HP do końca walki -> brak infekcji
rana 0 stopnia: lekkie ugryzienie na karku
rana 0 stopnia: wyrwany kłębek sierści z ogona
rana 0 stopnia: lekkie uderzenie łapą w policzek
rana 0. stopnia: wyrwana sierść na szyi
rana 0. stopnia: ślady pazurów na grzbiecie
rana 1. stopnia: głębokie ślady pazurów na grzbiecie; krwawienie -> -1HP do końca walki
rana 0. stopnia: wyrwana sierść na boku
rana 0. stopnia: płytkie ślady pazurów na grzbiecie
rana 0. stopnia: lekkie obicie grzbietu
rana 0. stopnia: płytkie ślady pazurów na grzbiecie
rana 1. stopnia: głębsze ślady pazurów na grzbiecie; krwawienie
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Było już po wszystkim. Spokój. Byłam zażenowana swoim występem w tej walce. Nie popisałam się, a wręcz przeciwnie, pogrążyłam. Dobrze, że nie widział tego nikt z klanu. Im mniej powodów do tego, by mnie obgadywać i nienawidzić, tym lepiej. Spojrzałam najpierw na Tonące Słońce, a potem na siebie. Byliśmy ranni.
- Nic z tym nie rób, zaraz wrócę - poleciłam, po czym pobiegłam ile sił w łapach do obozu. Na miejscu wzięłam szypułkę nagietka i przerobiłam na maść. Następnie nałożyłam na nieprzyjemnie piekącą i krwawiącą ranę, a całość owinęłam pajęczyną. Wiedziałam, że nie wdała się infekcja, ponieważ rana nie śmierdziała w żaden sposób. Wyczyścilam i uczesałam swoje futerko, po czym wzięłam jeszcze jedną szypułkę nagietka i ruszyłam do kolegi na granicy.
- Nie ruszaj się - mruknęłam, po czym przerobiłam medykament na maść i nałożyłam na ranę. Toń na szczęście również nie miał infekcji. Kiedy już było po wszystkim, owinęłam całość pajęczyną, korzystając z motka, który zebrałam na dzisiejszej wyprawie.
- Staraj się nie nadwyrężać. Za jakieś pół księżyca możesz zdjąć opatrunek.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Padł. Toń sapnął z zadowoleniem, kiedy dotarło do niego, że ostatni szczur również odszedł już do przeszłości. Otrząsnął się prędko, niczym jakiś pies, bo ciągle czuł na sobie ślinę i zęby przebrzydłych gryzoni, a do tego był już mimo wszystko zmęczony. Nic więc dziwnego, że usiadł na moment i właśnie wtedy zorientował się, że chyba został faktycznie ranny, w ferworze walki zdążył już zapomnieć, że na jego łapie pojawił się niechciany ślad, który nieznacznie teraz piekł. Odetchnął głębiej, kiedy Lśniąca się do niego zwróciła, nastawił potem uszy i w końcu po prostu się położył czekając, aż kocica do niego wróci. Nie miał pojęcia, dokąd biegła, chociaż podejrzewał, że musiała zabrać jakieś zioła ze składzika, by mu pomóc. Uśmiechnął się do niej nieznacznie, kiedy wróciła, a potem przyglądał uważanie, kiedy zakładała już opatrunek na ranę, po jej oczyszczeniu.
- Czego użyłaś? - zapytał wyraźnie zaciekawiony, a następnie skinął łbem na zgodę. Nie zamierzał teraz szaleć, będzie musiał sobie jakoś poradzić, ale podejrzewał, że da radę. W końcu jedzenie miał niemalże pod nosem, a i nie musiał biegać na dalekie wycieczki. - Czy mogę po tym czasie do ciebie przyjść? Wtedy mogłabyś w pełni ocenić, jak ma się moja łapa - powiedział jeszcze i uśmiechnął się do niej ponownie, po czym nieco spoważniał i odchrząknął. - Chciałem również zapytać, czy mogłabyś raz na jakiś czas, gdy będziesz miała wolną chwilę, uczyć mnie więcej na temat ziół. Nie zawsze będę miał szansę, by przyjść tutaj, a i Krzywucha nie jest coraz młodsza, więc przydałaby mi się taka medyczna wiedza - stwierdził dość uroczyście mając nadzieję, że kocica nie odrzuci jego prośby. Nie oczekiwał od niej regularnego medycznego treningu, bo doskonale wiedział, że miała swoje obowiązki, a przede wszystkim - miała swój Klan.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Nagietek. Tak konkretnie to szypułka - odpowiedziałam, spodziewając się takiego pytania. - Zmniejsza krwawienie, zwalcza infekcje i leczą rany. Żółte kwiaty, długa łodyga pokryta małymi włoskami, gdybyś zamierzał szukać - dodałam, aby uniknąć dalszych pytań. Wszystkie medykamenty miałam już od dawna opanowane. Nie byłam w końcu jakąś tam terminatorką, byłam pełnoprawnym medykiem! Musiałam to wszystko wiedzieć.
- Ależ oczywiście. Jeżeli tylko czujesz taką potrzebę. Co zaś się tyczy nauczania - nie mogę ci niczego obiecać, aczkolwiek mogę co nieco wspomnieć przy kolejnych spotkaniach - mruknęłam. Cóż, nie mogłam przeprowadzić mu pełnoprawnego medycznego treningu, a ciężko byłoby przerobić wszystko podczas jednego spotkania, także będę po prostu dawkować ilość nowych informacji z każdą kolejną wizytą zakręconouchego. - Idę jeszcze na patrol, także na mnie pora, ale wróć za pół księżyca, zobaczę co z tą raną i opowiem ci, jakie inne medykamenty możesz zastosować w takich sytuacjach - pożegnałam się, biorąc zebrane medykamenty do pyska i oddalając się. Przejdę się kawałek i wrócę do obozu. Tak.
Wrona wyszedł tak jak zawsze z obozu, praktcyzne niezauważony. Chyba... Może ktoś widział go, a on tego nie zauważył. Starał się wyjść, gdy przy wyjściu z obozu będzie jak najmniej kotów. Sczególnie gdy nie będzie jego ojca, który mógłby go nawet śledzić! Dymek ubzdurał to sobie, kiedy ostatnio rozmawiał z nim, a on pytał o jego dziwne zachowanie. W ogóle coraz więcej kotów się do tego przyczepiało. A to odbijało się na młodym terminatorze. Coraz rzadziej bywał w obozie, bo nie chciał być zalewany kolejną falą pytań. Kręcił się najczęściej w północnej części terytorium klanu. Czasami szedł aż do granicy z rzeką, może nawet częściej niż czasami. Wschodnia granica służyła mu do wychodzenia z ''jego' terenów. Wtedy odwiedzał Szare Topole, a potem i Brzozy. Dzisiaj akurat był tylko przy granicy i wychodzić nie zamierzał. Taki spacer, by się odstresować i uspokoić. Wiele się teraz zmieniło, musiał odetchnąć. Pewnie dla zwykłego kota byłoby to nic, ale Wrona przeżywał swoje problemy trochę inaczej. No i... Inaczej je postrzegał. Najczęściej starał się od nich uciekać, ale nie dało się tak cały czas...
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Wielka kotka ociężale przechadzała się po granicach, jak zwykle. Rozmyślała o zdarzeniach z Piaszczystej Mielizny. Z chęcią by o nich z kimś pogadała.
Ale z kim? Od zawarcia przyjaźni rozmawiała prawie tylko z Brzozową Łapą, która to była częścią wydarzenia. Doszła pod samą Wichrzańską granicę. A tam stał kot. Fakt, nie miała miłych przeżyć z kotami tego klanu. Ale jednak, kierowała nią ciekawość. No cóż, raz kozie śmierć!
Podeszła, czy też podbiegła do czarnego kocura.
-Dzień dobry.-zaczęła powolnie, spuszczając łeb w geście szacunku. Pazury w łapach na wszelki wypadek wysunęła. Nie wiadomo jak zareaguje na powitanie przez obcego kota. Owinęła łapy ogonem, otrząsnęła futerko ze śniegu. Nastroszyła je.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Wrona wyczuł zapach obcego kota, przez co spiął się i stał ostrożniejszy. Nie zjeżył futra, ani nie przygotował pazurów. W razie ataku mógłby bez problemu uciec. Szedł jeszcze przez chwilę, gdy coś zaczęło biec w jego stronę. Kocur stanął, a wzrok utkwił w nieznajomej kotce. Był gotowy do odskoku, w razie gdyby zaatakowała. Na szczęście nieznajoma nie była wrogo nastawiona. Kiedy znalazła się obok kocura, zatrzymała się i przywitała, spuszczając łeb w geście szacunku. Dymek wyczuł, że ona jest z klanu Rzeki! Czyli możliwe, że zna Zachód. On jednak nie zamierzał o to pytać. Nawet nie miał ochoty rozmawiać, ale nie chciał robić szylkretce zawodu, więc przywitał się także, po czym powiedział.
-Jesteś z klanu Rzeki, tak?- Bo warto się upewnić. W sumie to terminator nie wiedział jak ma inaczej zacząć rozmowę. -Nazywam się Wronia Łapa
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
-Wronia Łapa.-powtórzyła, dla upewnienia, i na zapytanie o klan kiwnęła twierdząco łbem. -Ja jestem Pustułcza Łapa, tu dzież Pustułka. Miło ciebie poznać.-mruknęła pośpiesznie i zmrurzyła ślepia, no i rzecz jasna wyostrzyła węch. Z tego do czego doszła, to ma styczność z wichrzańskim mistrzem szybkości, per panem Wronią Łapą. Czisza przeszyła jej sierść, stanęła dęba. Spojrzała zakłopotana na nowego znajomego.
No cóż, to nie pierwszy raz gdy nie wie o czym ma rozmawiać. Ba, nie miała najmniejszego pojęcia. Zamrugała, przeorała ziemię pazurami. Ta bez dzwięczność była bardzo nieprzyjemna. Dobrze by było podjąć rozmowę. Ale o czym? No, niech wichrzak się natrudzi i coś wymyśli. Zamachnęła biczastym ogonem.
Brzoza. O niej ciągle myślała, nawet podczas rozmów z innymi. Nawet gdy nie było żadnych rozmów. Srebrna Dama zdecydowanie przejęła jej głowę. Zdecydowanie.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Pustułka. Całkiem ładne imię. Wrona kiwnął głową. Zapamiętał to imie bez problemu. Potem nastąpiła cisza. Wronie nie przeszkadzała, bo przyzwyczaił się już do tego. Cisza była jednym jego przyjacielem, nie miał innych. Lamus w sumie. Kocur zamknął oczy, zapominają chyba o obecności nowej znajomej. Ona myślała o Srebrnej Damie, a on o swojej czekoladowej księżniczce, która w sumie była w tym klanie co Pustu. Tym razem jednak on nie miał zamiaru o nią pytać. To i tak był duży błąd, że zrobił to przy spotkaniu ze Śnieżką. Na szczęście biała nikomu nie powiedziała. Chyba... Wtedy terminator otworzył oczy i przypomniał sobie, że ktoś jest tu z nim. Natychmiast przeprosił za swoje zachowanie i zaczął rozmowę.
-Przepraszam cie za to sprzed chwili. Jak tam twój trening? Kończysz go już?- zapytał. Pytanie o trening było dobrym startem. Potem rozmowa jakoś się pewnie rozkręci. Swoją drogą, mniam. Dobry start to była taka kaszka, w dzieciństwie ją uwielbiałam. A teraz... W ogóle ją jeszcze sprzedają?
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Cisza. Tym oto słowem mogła opisać zeszłą już sytuację, no bo jakim? Krępujące milczenie ją przeszywało, milczenie zalane szkarłatną krwią. W końcu Wronia Łapa jednak zaczął rozmowę od tematu który był całkowicie odpowiedni, i nie pozbawiony przy tym sensu. Uśmiechnęła się lekko.
-Pierwszy trening, tak to jest jak się spóźnisz na własną ceremonię -zachihotała-Ale w gruncie rzeczy, to sporo już umiem.-powiedziała, przebierając lekko łapami, z podniecenia wywołanego wspomnieniem o treningach. - A ty? Jak sobie radzisz?-w jej głosie nie pozostało już niemal żadnej kszty wrogości czy strachu, rozmawiali teraz jak kot z kotem.
Bo na tym skupiała się Pustułka. Nigdy nie przykładała zbytniej wagi do kodeksu, a zdecydowanym jej atrybutem było nie zważanie na granice. No bo po co się przejmować nimi, czy też tym z jakiego jesteśmy klanu? Przecież wszyscy bez wyjątku jesteśmy kotami, i to powinno nas obchodzić. I w większości sytuacji z obco klanowcami nie czuła się skrępowana. Normalnie się przywitała, zawarła znajomość. Przecież nikt się o tym nie dowie, a przynajmniej taką ma nadzieję.
-Miałeś kiedyś tak że wszystko co czujesz jest oparte poza kodeksem a nadal to robisz? Bo odczuwasz potrzebę, mimo że wiesz że to nie dozwolone? Ale z jakiegoś powodu masz pewność że to potrzebne?-jej głos brzmiał desperacko. Czemu wybuchnęła tutaj, a nie na przykład w obozie? Może bała się reakcji tych trzymających się kodeksu? Teraz stała z Wronią Łapą, i obaj wiedzieli że to na przeciw prawdzie. Ale nie rozpaczali.
Nie teraz.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć