Księżyce: 138
Płeć: kotka
Matka: Jasmine (*)
Ojciec: Wartki Strumień (?)
Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Księżyce: 138
Płeć: kotka
Matka: Jasmine (*)
Ojciec: Wartki Strumień (?)
Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Wydoroślała. Pierwsze, co można z łatwością powiedzieć. Rysy twarzy zrobiły się nieco szlachetniejsze, poważniejsze. Naznaczone zębem czasu. Delikatne we własnej smukłości, nadające jej tej dziwnej wrażliwości, najczęściej widzianej w porcelanowych lalkach. Oczy ma sarnie, okrągłe, w ciepłej barwie złota. Raz po raz błyskające z pomocą blasku słońca, który wyjątkowo chętnie się w nich odbija. Znajduje w nich swoją ostoje. W jej szacie dominuje biel, gdzieniegdzie przecinana miedzianymi łatami, mieszającymi się z czernią. Jedna znajduje się na samym czubku głowy koteczki, ciągnąc się do tyłu i rozlewając za uszami. Dalej jest pojedyncza, spora ciemna plama po prawej stronie jej tułowia, przecinana przez przebłyski jaśniejszej sierści. I ostatnia - obejmująca cały ogon koteczki. Na wierzchu w kolorze smoły, a pod spodem w kolorze jasnego brązu. Na jej łatach można wyróżnić również grube, czarne, klasyczne pręgi. Bokobrody ma gęste, nieco zaokrąglone, widocznie odstające od kryzy. Wraz z nią tworząc kształt podobny do ósemki. Długie futro Perły jest jedwabiste, bardzo zadbane. Przyjemne w dotyku, miękkie. Zapadające się pod najmniejszym dotykiem. Trudno na nim o jakąkolwiek nieskazitelność, czy też paproch. Nos ma różowy, tak samo jak opuszki. Na jej wywiniętych do tyłu uszach (tak jak u kotów rasy american curl) goszczą drobne, białe frędzelki. Ogon ma pawi – futro niczym wodospad zaczynające się od jej grzbietu skierowane jest ku dołowi. Z budowy filigranowa, sylwetkę ma mocno zdefiniowaną, odznaczającą się pod jasnym futrem. Wzrostowo mieści się raczej w niższym przedziale, ale można uznać, że jest średnia. Posiada bliznę na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa, szramę na grzbiecie i ledwie widoczny ślad po pazurach na pysku, przykryty przez gęste futro.
Delikatna niczym płatek śniegu. Wzbijająca się w górę i powoli opadająca, łącząc się z biała pierzyną. Po jej całym ciele ciągnie się ścieżka wydeptana poprzez kocięce łapy. Nawyki, zachowania, ideały, które wgryzły się w jej skórę. Brak autorytetów, mogących prowadzić ją przez życie, skutecznie sprawił, że dawny sposób bycia niczym zaraza przeniósł się na kotkę, permanentnie ją naznaczając. Jej całokształt został stworzony na błądzeniu w chmurach, w poszukiwaniu gwiazd. Na niewinności i braku krzty zrozumienia dla ogólnego działania świata. Niepewna siebie, w pełni świadoma tego, że tak naprawdę mimo tylu księżycy na karku nie wie absolutnie nic oprócz tego, jak przetrwać. Niskie poczucie własnej wartości i brak wiary we własne słowa, postanowienia, śmiało zrodził łatwowierność. Chętne łykanie miodu, nawet tego złożonego z samych, wyjątkowo widocznych kłamstw. Bo uważa większość kotów za mądrzejsze o niej, bardziej obeznane, dlatego własne wątpliwości wobec nich śmiało wycisza samokrytyką. Zarzucaniem sobie zbyt dużej wrażliwości. Przeprasza dosyć często, zwykle za błahostki, mogąc tym wręcz irytować. Uprzejma, pokorna i grzeczna. Jej dystynkcja śmiało zakrywa ślad życia pod kloszem własnego infantylnego rozumienia otoczenia, jednak nie należy jej podpinać pod miano chłodnej skorupy. W swojej elegancji jest wyjątkowo ciepła, serdeczna. Prędzej jak matka, niżeli dumna panna. Ma tendencje do bycia nazbyt opiekuńczą, nawet do kotów zupełnie jej obcych. Wyolbrzymia urazy, czy też drobne uwagi. Pozwala sobie wchodzić na głowę i rzadko kiedy odmawia, nawet, jeżeli może na tym stracić. Albo najzwyczajniej nie chce tego robić. Wytrzymała, silna. Mimo braku twardego charakteru, potrafi sama się sobą zająć i najzwyczajniej na świecie zacisnąć zęby w niektórych sytuacjach. Opanowana, wszelką złość na kogoś przekierowuje na siebie, wciąż pozostając bez możliwości krytycznej oceny innych. Często trzyma się tonącego już statku – zaciska pazury na ogniu, mimo tego, że ją parzy. Boli. Bo twierdzi, że to ona sama robi sobie krzywdę, nie on. Ekspresyjna, chociaż ze swojej strony zwykle otacza ciepłem. Nie stroni od żartów i śmiechu, skrycie wręcz je uwielbiając. Łatwo ją rozbawić i tym samym uspokoić zszargane nerwy z pomocą paru słów. Najbardziej ceni sobie towarzystwo innych i ich starania – nawet, jeżeli nie prowadzą one do niczego. Cieszy się z drobnostek, samego faktu, że ktoś chciał coś dla niej zrobić. Nie potrzebuje wiele, aby już do końca dnia nosić uśmiech na pyszczku. Zdolna do poświęceń, jednocześnie bojąca się ich konsekwencji. Pełno w niej strachu, objawiającego się dopiero w sytuacjach kryzysowych, najczęściej po prostu ją paraliżując. Najbardziej powszechnym czynnikiem, który może wytrącić jej z łap poczucie bezpieczeństwa, jest… Krzyk. Łatwo wywołać u niej nim płacz, a nawet zmusić do pospiesznego opuszczenia drugiego kota. Ma tendencje do chodzenia z głową w chmurach, preferując rozmowy na temat pogody, czy też ćwierkających ptaków, niżeli własnej osoby. Umiar, to najlepsze słowo które w tym przypadku ją opisuje.
Ringo [nkt], Różana Ścieżka [nkt] i inni
Nie pobyła sama przez długo. Uniosła głowę i wbiła wzrok w kotkę, która tutaj przyszła. ''Nie radzę''? Uniosła jedną brew, zupełnie nie wiedząc o co chodzi. Tak właściwie to nawet nie wiedziała, gdzie dokładniej była. Zupełnie nie pomyślała o tym, że mogła właśnie przekroczyć granicę jakiegoś klanu.
- Przepraszam i dzień dobry! - kiwnęła delikatnie głową, momentalnie posyłając nieco niepewny uśmiech w stronę wojowniczki. Mogła nic nie mówić, może wtedy byłaby mniej skrępowana zaistniałą sytuacją. Nie wiedziała, co zrobiła źle ale... Skoro kotka ją upomniała, musiało coś pójść nie tak. Odruchowo cofnęła się o parę kroków do tyłu i... Może powinna już iść? Głupotą było, że w ogóle się tutaj zapuściła. Mogła od razu pójść, gdy tylko poczuła ten... Dziwny zapach. Nie chciała robić kłopotu, nie chciała sprawiać żadnych problemów. Ale teraz nie mogła się wycofać, musiała wbijać pazury w i tak rwącą się już linę, utrzymującą ją nad przepaścią. Co zrobisz dalej, Perła? Będziesz nadal wpatrywać się w obcą kotkę, niezdarnie się do niej szczerząc?
- Tak właściwie to może mi pani powiedzieć, gdzie jestem? Jeśli to nie problem oczywiście! - zagaiła, nabierając nieco na pewności. Rdzawa kotka wcale nie wyglądała, jakby miała jej coś zrobić. Nie nakrzyczała na nią, nie rzuciła się jej do gardła, więc nie miała się czego obawiać. Jeśli nie zrobi niczego głupiego, nic się nie stanie.
- Ah! I mam na imię Perła! Jeśli pani nie chce, nie musi się pani przestawiać, nie przeszkadza mi to - na jej twarzy zagościł szerszy i śmielszy uśmiech, po tym jak przypomniała sobie o istotnej rzeczy, o której zapomniała! Nie przestawiła się! Ale nie szkodzi, tak? Wszystko jest już ok. Chyba. Po wcześniejszym zmieszaniu nie było ani śladu, zupełnie jakby zniknęło wraz z wiejącym wiatrem, zwichrzającym długie futerko kotki... Albo tak wyglądało na pierwszy rzut oka.
Księżyce: 142
Mistrz: Rysi Pomruk
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Jodłowa Igła [*]
Ojciec: Czerwony Pazur [*]
Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142
Mistrz: Rysi Pomruk
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Jodłowa Igła [*]
Ojciec: Czerwony Pazur [*]
Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Nieznajoma wyglądała bardziej na zdezorientowaną niż pełną morderczych zamiarów, więc Iskra dała jej chwilę, albo dwie na zrozumienie co takiego zrobiła. Skinęła głową w odpowiedzi na powitanie, ale dopiero gdy ta się cofnęła parę kroczków, bura pozwoliła sobie na delikatny uśmiech. Skoro samotniczka nie przekraczała magicznej granicy klanowych terenów to już chyba nikt córki Jodłowej Igły nie będzie rozliczał z uśmiechania się do podłego przestępcy co to naruszył ich tereny. Na pewno nie, nie dość, że w Wichrze były same miękkie buły to jeszcze ostatnio Lawenda oznajmiła, że lubią przestępców i zawarli z nimi sojusz.
Z każdym kolejnym uderzeniem serca (prawie) biała kotka coraz bardziej się rozkręcała, czy to z ilością wyrzucanych z siebie słów, czy coraz szerszym uśmiechem. Iskra nie byłaby sobą, gdyby zbyła ją teraz krótką odpowiedzią i poszła dalej. Przecięła powietrze burą kitą.
- Na granicy Klanu Wichru. Trochę ją przed chwilą przekroczyłaś. - wyjaśniła spokojnie i wskazała łbem w przestrzeń za Perłą. - Tam masz Szare Topole, a za nimi Grzmiącą Ścieżkę... nie jesteś chyba stąd? - chyba tutejsi samotnicy byli bardziej rozeznani w terenie i nie pchali się na tereny klanowe? A może to wszystko był podstęp i kotka chciała niespostrzeżenie zakraść się na małe polowanie u nich? I teraz tylko uśmiechała się słodko, udając, że nie orientuje się w sytuacji? Nie no, Iskra, bez przesady, co to za durna teoria? Potrząsnęła głową, lekko zawstydzona tym, że w ogóle tak pomyślała.
A, chwila, pytała o imię.
- Jaśniejący Płomień. - rzuciła bez namysłu. Jak coś to będzie na brata, cudownie. Z tą myślą było jej lżej, więc i uśmiech na kolorowej mordce stał się cieplejszy. - Too... co ciebie tu sprowadza?
Księżyce: 138
Płeć: kotka
Matka: Jasmine (*)
Ojciec: Wartki Strumień (?)
Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Księżyce: 138
Płeć: kotka
Matka: Jasmine (*)
Ojciec: Wartki Strumień (?)
Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Wydoroślała. Pierwsze, co można z łatwością powiedzieć. Rysy twarzy zrobiły się nieco szlachetniejsze, poważniejsze. Naznaczone zębem czasu. Delikatne we własnej smukłości, nadające jej tej dziwnej wrażliwości, najczęściej widzianej w porcelanowych lalkach. Oczy ma sarnie, okrągłe, w ciepłej barwie złota. Raz po raz błyskające z pomocą blasku słońca, który wyjątkowo chętnie się w nich odbija. Znajduje w nich swoją ostoje. W jej szacie dominuje biel, gdzieniegdzie przecinana miedzianymi łatami, mieszającymi się z czernią. Jedna znajduje się na samym czubku głowy koteczki, ciągnąc się do tyłu i rozlewając za uszami. Dalej jest pojedyncza, spora ciemna plama po prawej stronie jej tułowia, przecinana przez przebłyski jaśniejszej sierści. I ostatnia - obejmująca cały ogon koteczki. Na wierzchu w kolorze smoły, a pod spodem w kolorze jasnego brązu. Na jej łatach można wyróżnić również grube, czarne, klasyczne pręgi. Bokobrody ma gęste, nieco zaokrąglone, widocznie odstające od kryzy. Wraz z nią tworząc kształt podobny do ósemki. Długie futro Perły jest jedwabiste, bardzo zadbane. Przyjemne w dotyku, miękkie. Zapadające się pod najmniejszym dotykiem. Trudno na nim o jakąkolwiek nieskazitelność, czy też paproch. Nos ma różowy, tak samo jak opuszki. Na jej wywiniętych do tyłu uszach (tak jak u kotów rasy american curl) goszczą drobne, białe frędzelki. Ogon ma pawi – futro niczym wodospad zaczynające się od jej grzbietu skierowane jest ku dołowi. Z budowy filigranowa, sylwetkę ma mocno zdefiniowaną, odznaczającą się pod jasnym futrem. Wzrostowo mieści się raczej w niższym przedziale, ale można uznać, że jest średnia. Posiada bliznę na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa, szramę na grzbiecie i ledwie widoczny ślad po pazurach na pysku, przykryty przez gęste futro.
Delikatna niczym płatek śniegu. Wzbijająca się w górę i powoli opadająca, łącząc się z biała pierzyną. Po jej całym ciele ciągnie się ścieżka wydeptana poprzez kocięce łapy. Nawyki, zachowania, ideały, które wgryzły się w jej skórę. Brak autorytetów, mogących prowadzić ją przez życie, skutecznie sprawił, że dawny sposób bycia niczym zaraza przeniósł się na kotkę, permanentnie ją naznaczając. Jej całokształt został stworzony na błądzeniu w chmurach, w poszukiwaniu gwiazd. Na niewinności i braku krzty zrozumienia dla ogólnego działania świata. Niepewna siebie, w pełni świadoma tego, że tak naprawdę mimo tylu księżycy na karku nie wie absolutnie nic oprócz tego, jak przetrwać. Niskie poczucie własnej wartości i brak wiary we własne słowa, postanowienia, śmiało zrodził łatwowierność. Chętne łykanie miodu, nawet tego złożonego z samych, wyjątkowo widocznych kłamstw. Bo uważa większość kotów za mądrzejsze o niej, bardziej obeznane, dlatego własne wątpliwości wobec nich śmiało wycisza samokrytyką. Zarzucaniem sobie zbyt dużej wrażliwości. Przeprasza dosyć często, zwykle za błahostki, mogąc tym wręcz irytować. Uprzejma, pokorna i grzeczna. Jej dystynkcja śmiało zakrywa ślad życia pod kloszem własnego infantylnego rozumienia otoczenia, jednak nie należy jej podpinać pod miano chłodnej skorupy. W swojej elegancji jest wyjątkowo ciepła, serdeczna. Prędzej jak matka, niżeli dumna panna. Ma tendencje do bycia nazbyt opiekuńczą, nawet do kotów zupełnie jej obcych. Wyolbrzymia urazy, czy też drobne uwagi. Pozwala sobie wchodzić na głowę i rzadko kiedy odmawia, nawet, jeżeli może na tym stracić. Albo najzwyczajniej nie chce tego robić. Wytrzymała, silna. Mimo braku twardego charakteru, potrafi sama się sobą zająć i najzwyczajniej na świecie zacisnąć zęby w niektórych sytuacjach. Opanowana, wszelką złość na kogoś przekierowuje na siebie, wciąż pozostając bez możliwości krytycznej oceny innych. Często trzyma się tonącego już statku – zaciska pazury na ogniu, mimo tego, że ją parzy. Boli. Bo twierdzi, że to ona sama robi sobie krzywdę, nie on. Ekspresyjna, chociaż ze swojej strony zwykle otacza ciepłem. Nie stroni od żartów i śmiechu, skrycie wręcz je uwielbiając. Łatwo ją rozbawić i tym samym uspokoić zszargane nerwy z pomocą paru słów. Najbardziej ceni sobie towarzystwo innych i ich starania – nawet, jeżeli nie prowadzą one do niczego. Cieszy się z drobnostek, samego faktu, że ktoś chciał coś dla niej zrobić. Nie potrzebuje wiele, aby już do końca dnia nosić uśmiech na pyszczku. Zdolna do poświęceń, jednocześnie bojąca się ich konsekwencji. Pełno w niej strachu, objawiającego się dopiero w sytuacjach kryzysowych, najczęściej po prostu ją paraliżując. Najbardziej powszechnym czynnikiem, który może wytrącić jej z łap poczucie bezpieczeństwa, jest… Krzyk. Łatwo wywołać u niej nim płacz, a nawet zmusić do pospiesznego opuszczenia drugiego kota. Ma tendencje do chodzenia z głową w chmurach, preferując rozmowy na temat pogody, czy też ćwierkających ptaków, niżeli własnej osoby. Umiar, to najlepsze słowo które w tym przypadku ją opisuje.
Ringo [nkt], Różana Ścieżka [nkt] i inni
... Chwila, klanu? Spojrzała na nią jak na ja jakiegoś kosmitę, by po chwili jeszcze bardziej się rozpromienić. Klany! Czyli trafiła na... Nawet dobry trop! Jeśli nie znajdzie swojej mamy, to swojego tatę! A może... Może jej mama już jest z tatą, i znajdzie ich obydwoje?
- Granice?... Ojej, przepraszam! - granice, granice, granice. Nigdy nie przekraczaj granic, bo inaczej klanowe koty cię rozszarpią. chyba. Aleee przezorny zawsze ubezpieczony! Lepiej nie przeszkadzać klanowym kotom i trzymać dystans, dystans, dystans, dystans... A tak, klan! Już miała zadać pytanie, ale nieznajoma ją uprzedziła. Spuściła głowę, słysząc, że przekroczyła granicę.
- Przepraszam, naprawdę nie wiedziałam! - miała tylko cichą nadzieję, że ta cała sytuacja odejdzie w niepamięć. Koteczka nie miała złych zamiarów, nie chciała nikogo skrzywdzić ani narazić.
- Ale zabawne nazwy! A jest może gdzieś jakiś Wartki strumień? - zażartowała, o mały włos zapominając o faktycznym pytaniu, a... Brzydko tak zostawiać kogoś bez odpowiedzi. Tak właściwie to... Była znikąd. Nie miała stałego miejsca zamieszkania. Każde miejsce, które jej się podobało stawało się dla niej chwilowym domem, azylem. Szałasem chroniącym ją przed hałasem i otaczającym ją ciepłem. Była szczęśliwa tak właściwie wszędzie. Przy miejscach bardziej trzymały ją osoby, niżeli... Sam ich urok. A gdy nie wiedziała, gdzie znajduje się bliska jej osoba, to cały świat był dla niej domem. Może i niepełnym, ale przynajmniej jakimś był.
- Niestety nie wiem nawet skąd jestem, ale wcześniej mieszkałam z mamą u ludzi! - oznajmiła dosyć krótko. Perła zrozumiała swój błąd, więc nie pchałaby się na obce tereny, aby tam polować. Z resztą Ziemie Niczyje z pewnością miały o wiele więcej zwierzyny do zaoferowania.
- Ma pani naprawdę śliczne imię! - bardzo spodobało jej się imię kotki... Z resztą klanowe imiona były takie ładne! Były... Unikatowe! Różniły się od imion jej znajomych z osiedla, pośród których było tysiąc Burków i Puszków.
- Przepraszam, nieco się zaplątałam! Już wcześniej miałam powiedzieć, jaki jest mój cel przyjścia tutaj... Szukam moich rodziców! Kojarzy może pani kota, który nazywa się Wartki strumień? Pochodzi z klanu słońca! To mój tata! - skoro trafiła na klanowe tereny, najlepiej zapytać o jej tatę. Przy okazji też wyjaśniła swój wcześniejszy żart. W duchu tylko liczyła, że kotka będzie w stanie jej pomóc. Była już tak blisko! Zupełnie zapomniała na jak duże niebezpieczeństwo wcześniej się naraziła. Teraz myślała tylko o tym, aby jak najszybciej odnaleźć swoich rodziców.
Średniego wzrostu, o smukłej ale mocnej budowie ciała. Długie łapy, trójkątna głowa, spore uszy zakończone frędzlami, podłużny nos i złoto-brązowe oczy. Puszyste, wyglądające jakby się falowało futerko w mlecznym odcieniu, dłuższe na piersi, ogonie i szyi, gdzie tworzy charakterystyczną delikatną grzywę.
Baran ma radosną, otwartą naturę, jest bardzo ufny i towarzyski. Nie brakuje mu śmiałości i pewności siebie, z łatwością wchodzi w interakcje. W bliższym kontakcie jest bardzo ciepły i empatyczny. Cechuje go duża wrażliwość. Jest też bardzo opiekuńczy.
Czarnowron [S] || kiedyś Echo [MGBG]
Barania Łapa naprawdę nie mógł już wytrzymać tego czekania. Chciał polować. Odkąd na treningu złowił swoją pierwszą kiedykolwiek zwierzynę, myśli o łowach w ogóle nie opuszczały jego głowy. Była to zdecydowanie jedna z najbardziej pociągających aktywności, jakich w ogóle próbował do tej pory.
I to był gwóźdź do trumny.
Wraz z upływem czasu widok obozu Klanu Wichru brzydł mu coraz bardziej. Z początku Wyjące Wzgórza wystarczały, jednak kiedy spędził na nich już tak wiele treningów, to i one okropnie mu spowszedniały. Ciągnął go wielki świat, chciał zwiedzić każdy skrawek terenów Klanu Wichru, przejść się tam i z powrotem granicami, zobaczyć wszystko. Księżyce mijały nieubłaganie. Miał ich już na karku całe dwanaście, lecz w dalszym ciągu na treningu nie poruszyli nawet tematu walki, choć wydawałoby się, że może to być w obecnych czasach temat dość istotny. Zresztą, po co mu były umiejętności łowieckie, jeśli nie mógł z nich nawet korzystać, bo bez opanowanych podstaw walki nie wolno mu było opuszczać obozu? Nie dał rady ich nawet ćwiczyć poza treningami. No a prawdziwego polowania mógł posmakować do tej pory jedynie raz. Dwanaście księżycy. W tym wieku mógłby już nawet zostać wojownikiem, gdyby udało mu się ukończyć trening - ten jednak po dłuższej przerwie został wznowiony dopiero niedawno - a tymczasem on musi prosić mamę o obstawę, jeśli chciał opuścić obóz. Złościło go to, z dnia na dzień coraz bardziej. Być może zdecydowałby się ostatecznie na zaakceptowanie takiego obrotu rzeczy, ale zarówno Ciepła Mżawka jak i inne koty były zajęte swoimi obowiązkami. Nikt nie miał czasu żeby go niańczyć, wyprowadzając na spacery, stale pilnując, jak kilkuksiężycowe kociątko. Tak jak on pilnował Jabłonki, Niezapominajki, Pszenicy i Kminek. Im więcej czasu spędzał z kociętami tym bardziej docierało do niego uderzające podobieństwo jego obecnej sytuacji i zasad, które wyznaczały rytm ich życia.
Baran był pracowitym terminatorem. Chociaż nie znał teorii walki, to od kilku księżyców ją ćwiczył, próbując rzeczy, które przychodziły mu do głowy. Z początku jego przeciwnikami były przedmioty nieożywione, później jednak próbował swoich sił w sparingach z Jadowitą Łapą i Żwawą Łapą. Widział, że idzie mu coraz lepiej. Nauczył się w ten sposób naprawdę dużo - i choć być może nie potrafiłby dokładnie opisać istotnych rzeczy, to ćwiczył je, aż stawały się automatyzmami, aż możliwość wykonania danego manewru sama pojawiała mu się w głowie podczas walki. Był całkiem niezły jak na samouka. Potrafił nawet wymyślać dość kreatywne ataki i całkiem dobrze pracować z elementem zaskoczenia. Wierzył, że nawet jeśli nauka w ten sposób miałaby mu zająć bardzo długo, to w końcu osiągnie dość dobry poziom. W końcu koty nienależące do Klanów jakoś uczyły się walczyć. Posiadanie mistrza z pewnością ułatwiało sprawę, ale nie było konieczne. W gruncie rzeczy uważał, że potrafiłby się obronić. Oczywiście nie przed wszystkim, wcale nie przeceniał swoich umiejętności, jednak podstawy - i więcej - z całą pewnością udało mu się opanować.
Wreszcie któregoś popołudnia, kiedy czuł się wyjątkowo zmęczony ilością pracy, którą tego dnia już wykonał, nie potrafił się już dłużej powstrzymać. Sterowała nim irytacja, przemęczenie i chęć bycia w tym momencie gdziekolwiek, byle nie w obozie. Nie mógł już w tym momencie na niego patrzeć. Był naprawdę w paskudnym nastroju. Kiedy rozważał w jaki sposób może znaleźć miejsce do odpoczynku, które nie przejadło mu się jeszcze, tak jak większość, w jego głowie pojawiła się najprostsza myśl - po prostu wyjść, wreszcie, pierwszy raz samemu. I zrobić co zechce. Zapolować, pozwiedzać, pooglądać drzewa, a może przespać się w jakimś przytulnym miejscu, bo takich na pewno udałoby się znaleźć sporo na klanowych terenach. Obserwował więc wejście do obozu przez pewien czas i kiedy był pewien, że nikt go nie zauważy, wyślizgnął się niepostrzeżenie, biegnąc szybko jak błyskawica, byle tylko znaleźć się jak najdalej obozu. Prosto, na przestrzał, nie zmieniając nawet kierunku.
Było to wspaniałe doświadczenie. Czuł, jakby zmęczenie samo z niego ulatywało w miarę jak wykonywał kolejne susy. Wreszcie zobaczył świat sam na sam. Mógł zrobić wszystko, nikt go nie obserwował. Barania Łapa upijał się tym poczuciem dzikiej wolności, które trwało i trwało i zdawało się nie mieć końca. Wszystko było ekscytujące. A pogoda naprawdę dopisywała. Dzisiaj był piękny dzień.
Spędził, biegając tak - a potem jedynie spacerując, by nie wyczerpać zbyt szybko sił, które mu pozostały - ...nie wiedział nawet jak długo. Zupełnie stracił poczucie czasu. Słońce podpowiadało mu, że rozpoczyna się wieczór. Z pewnością powinien wrócić do obozu przed zmrokiem, jednak do tego momentu miał jeszcze sporo czasu. Udało mu się upolować małą myszkę, którą zjadł, bo burczało mu w brzuchu. Po posiłku uciął sobie krótką drzemkę, zagrzebując się w krzewach, tak, by być niewidocznym. Dzięki temu udało mu się zregenerować siły i mógł kontynuować eksplorację.
Nie zauważył, że zaczął zbliżać się do granicy - bo oczywiście nie miał jeszcze świadomości gdzie one są, w końcu nigdy tutaj nie był. Jednak zapachy, które powoli zaczynały docierać do jego nosa dały mu do zrozumienia, że oto zbliża się kres jego dzisiejszej wędrówki. Przynajmniej w jedną stronę.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Od czasu ucieczki z Nowego Świtu po prostu się błąkał. Raz żeby to rozchodzić stres, inny raz w poszukiwaniu jedzenia. Ograniczał wyjścia z kryjówki do minimum. Z jednej strony w obawie, że jednak trafi na kogoś z dawnej grupy i ci go zabiją, nie pozwalając mu nawet odejść z tego świata w spokoju i zmuszając go do cierpienia z ich łap zawsze, z drugiej strony - nie miał sił. W dzień ucieczki rozbolał go brzuch, jak przypuszczał z głodu. Później doszły nudności i teraz… po prostu tak się trzymał na modlitwie, ślinie i wierze w lepsze jutro. Klątwa ze strony Nowego Świtu go dopadła, innej opcji nie ma! Kolejną rzeczą były bolące, popękane łapy, które też utrudniały mu poruszanie się gdziekolwiek. Cudem było, że dotarł tak daleko, ale chyba przywykł już do bólu. Niegdyś cały chodził w siniakach, drobnych ranach i nie wiadomo co jeszcze. Gdyby nie pieczenie i swędzenie łap oraz fakt, że go mdliło nonstop, nawet by nie przejmował się swoim stanem.
Przy Wichrze był nie bez powodu. Raz widział jak Medyczka ratowała jego znajomą, która prawie umarła, tak zapuściła swoją chorobę (a przynajmniej tak wspominał sobie to Roche). Liczył więc na to, że i teraz trafi na Rysia, Kusą czy Deszcz, którzy sprowadzą pomoc, ale… nie. Trafił na jakiegoś białego nie wiadomo kogo. Trzepnął ogonem. Nie miał chyba specjalnie innego wyboru, musiał jakoś zagadać. Sam się nie wyleczy, a ze świadomością jak bardzo Grom nienawidzi Pożogi - co dała mu do zrozumienia Barwa - nie chciał nawet próbować ich prosić o pomoc. Pochylił łeb w dół, otwierając zaraz pysk, żeby móc nabierać powietrze w ten sposób. Liczył na to, że przez to przynajmniej nie zwymiotuje na nieznajomego jegomościa. - Dobry - sapnął cicho, mierząc go wzrokiem. To jedyny zwrot grzecznościowy, jakiego się chyba w ciągu całego życia nauczył. Po tym jednak zamilkł. Nie wiedział nawet czy jego głos był słyszalny dla nieznajomego. Lub inaczej, czy biały chciał go w ogóle słyszeć.
Średniego wzrostu, o smukłej ale mocnej budowie ciała. Długie łapy, trójkątna głowa, spore uszy zakończone frędzlami, podłużny nos i złoto-brązowe oczy. Puszyste, wyglądające jakby się falowało futerko w mlecznym odcieniu, dłuższe na piersi, ogonie i szyi, gdzie tworzy charakterystyczną delikatną grzywę.
Baran ma radosną, otwartą naturę, jest bardzo ufny i towarzyski. Nie brakuje mu śmiałości i pewności siebie, z łatwością wchodzi w interakcje. W bliższym kontakcie jest bardzo ciepły i empatyczny. Cechuje go duża wrażliwość. Jest też bardzo opiekuńczy.
Czarnowron [S] || kiedyś Echo [MGBG]
Tak, to musiała być granica. O, zaraz, tuż przed nim. Mówił o tym charakterystyczny zapach moczu, ale nie tylko on. Największą wskazówką był młody kocur, który wyrósł przed nim jak spod ziemi. Barania Łapa był całkowicie pewien, że przybysz zdecydowanie nie znajduje się tam gdzie powinien. Zgodnie z Kodeksem Wojownika nie miał tutaj wstępu – lub raczej to Baran nie miał prawa zezwolić mu na ten wstęp. Przybysze mogli sobie chodzić gdzie popadnie, bo nie wiązały ich takie prawa.
Ale czy miał nie zezwolić...? Zaledwie przed chwilą doświadczył innej sytuacji, która także dotyczyła tego punktu Kodeksu. Spotkał rannego kota w samym środku terenu Klanu Wichru. I kiedy zobaczył, co się z nim dzieje, to rozważania na temat Kodeksu odpłynęły gdzieś w niebyt – Kodeks natychmiast przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, gdy Barania Łapa zobaczył jątrzącą się ranę. Zdrowie i życie innych kotów było dla niech po stokroć ważniejsze niż zasady, które powtarzano na treningu. Ta myśl pojawiła mu się w głowie też teraz, dlatego rzucił na kocura szybkie spojrzenie, jednak nie wychwycił niczego równie widocznego co okropnie oderwane ucho.
– Co tutaj robisz? – zapytał twardo. Twardo, nie agresywnie. Nie doświadczył jeszcze w życiu żadnej sytuacji, która nauczyłaby go doświadczania agresji tego typu. Bywał zły, bywał wściekły, miał odczucia, który pchały go do obrony – chociażby swoich dzieci – ale to były zupełnie inne rodzaje energii.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Roche znał i rozumiał Klanowe zasady. Chociażby o nieprzekraczaniu granic, o ile nie chce ukrócić swojego marnego życia. Stąd też w pewnym momencie przystanął, zachowując odległość od niewidzialnej bariery jaką była granica. Lub chociaż wierzył, że nie przekroczył jej nawet koniuszkiem pazura. Na dobrą sprawę jedynie smród moczu mówił, że nie wolno mu iść dalej - a ten był tak intensywny, szczególnie teraz jak czuł się paskudnie, że mógł się pomylić i pójść zbyt daleko. Nie zapowiadało się jednak, że zamierzał iść dalej, w głąb terenów. Aż tak nienormalny jeszcze nie jest. - Szukam. Pomocy, w sensie... - najlepiej było iść do konkretów. W innym wypadku dałby mu informację, że "przyszedł pooglądać kwiatuszki" czy "posłuchać śpiewu ptaszków", kończąc na "nie widać, że coś jest nie tak?". Nie wypadało być takim w tej chwili, bo może stracić ostatnią deskę ratunku. W tej chwili równe byłoby to z samobójstwem i zabójstwem. Plaga bez niego długo by nie pociągnął. Kolejne sapnięcie. Nie umiał mówić dużo dłużej, niż parę chwil. Ból go zniechęcał. - Jestem w stanie... Złym.
Kolejna chwila przerwy. Odchrząknął, pomlaskał moment - bo odchrząknięcie zawierało więcej niżeli tylko zebraną w pysku lepką ślinę. - Nie umiem jeść. Bo mi niedobrze. Ani pić. Jak chodzę. Boli mnie. Wszystko - wystękał, wyjękał. Nie kłamał, czuł się okropnie. Ale przez to, że chyba nigdy przedtem go nie mdliło dłużej niż parę godzin, zaczął sobie wmawiać że jest w stanie co najmniej przedśmiertnym. Więc dramatyzował, na swój własny dziwny sposób. - Więc szukam pomocy. Tutaj.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Minęło kilka dni od feralnego polowania, na którym Płomyk nie tylko nic nie upolował, ale też dał się nieźle potłuc pewnej krnąbrnej łasicy. Dobrze byłoby powiedzieć, że od ciężkiego powrotu do obozu, pełnego bólu i słaniania się na łapach, wojownik przeszedł niesamowitą metamorfozę i teraz, wchodząc na Wydeptane Ścieżki, praktycznie nie pamięta nic z tamtych błahych chwil swojego życia. No niestety. Głęboka rana na prawej przedniej łapie ma się zapewne tak, jak życzyłaby sobie tego łasica - boli i, mimo długiego przeklinania jej, proszenia, wreszcie błagania, nie chce zniknąć. Jaśniejący Płomień owszem, ochłonął, zregenerował się na tyle, na ile mógł, ale nie czuje się dużo lepiej. Z ciężkim sercem musi przyznać, że jest mu nie tylko źle, ale bardzo źle. Natomiast kończynę momentami ma ochotę sobie po prostu odgryźć.
Co nie znaczy, że ból wlał mu nieco rozumu do głowy. Bury odmawia wierzenia, że potrzebna mu pomoc, że rana nie zagoi się bez leczenia i być może przeczekiwanie nie da oczekiwanego rezultatu. Bo Płomyk jest samowystarczalny. Samodzielny. Niezależny. Poza tym nikt nie będzie sprawdzał jego ciała.
Dlatego zaciska zęby, dosłownie i w przenośni, i stara się żyć normalnie. Na polowanie się co prawda jak dotąd nie wybrał, ale patrole to co innego. I właśnie tym zajmuje się teraz, przemierzając kolejne wichrowe tereny z bliźniaczką u boku. Jak za starych czasów, gdy łapa poprawnie mu działała. To dość zabawne, jak odległe wydają mu się teraz tamte pełne beztroski dni.
Czuje, że krok ma sztywny, nienaturalny. Ze wszystkich sił stara się nie kuleć i nie spowalniać tempa i o ile to drugie jako-tako mu się udaje, tak to pierwsze nastręcza nie lada problemu. A im dłużej idą, tym bardziej piekąca rana daje o sobie znać i tym bardziej sprowadza go na ziemię. Kocur zauważa też, jak szybko się męczy. Nie - cały czas jest zmęczony. Nigdy nie był chory, lecz tak się czuje. Jak chory. I nie podoba mu się to ani trochę.
- Słuchaj, Iskra, tak z czystej ciekawości, wiesz na co są te zioła i śmieszne korzenie, co wtedy znaleźliśmy? Może któreś kojarzysz ze swojej wizyty w lecznicy? - pyta, starając się brzmieć całkowicie swobodnie. Nie patrzy na nią, patrzy przed siebie. I po tym krótkim pytaniu znów zaciska szczęki; już go od tego zaczyna boleć nie tylko łapa, ale także głowa.
/Roziskrzona Noc!
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142
Mistrz: Rysi Pomruk
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Jodłowa Igła [*]
Ojciec: Czerwony Pazur [*]
Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142
Mistrz: Rysi Pomruk
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Jodłowa Igła [*]
Ojciec: Czerwony Pazur [*]
Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
- Z czystej ciekawości. - powtórzyła za bratem. Czy on siebie słyszał? Jasne, jego stan nie był najlepszy, okropny więc, ale czy było z nim na tyle źle, że w rdzawej głowie ten tekst brzmiał zupełnie normalnie i wcale podejrzanie? Odetchnęła głośno. Czy ona ma go zaciągnąć za ucho do tej lecznicy, bo sam w życiu tam nie pójdzie? Nie chciała tego robić, bo... rozumiała niechęć do Ziołowego Wzgórza, nikomu by nie życzyła zamknięcia tam na tyle czasu co ona, ale hej, to dla jego dobra. No i miałby towarzystwo w postaci Błękitnej Łapy. I Niezapominajki. I chyba nie unieruchomiliby go jakoś bardzo długo? Więc czemu tak się upierał, że wszystko w porządku, gdy ewidentnie nie było dobrze? - Kojarzę, te korzenie przede wszystkim, cała lecznica nimi pachniała. - przyznała parę kroków później. - Ale. Nic ci po tym. Idź do medyka z tym, żadnego eksperymentowania na sobie.
Może jakby się skupiła to by sobie przypomniała do czego służyły te nieszczęsne korzenie, ale nie zamierzała się dzielić z Płomykiem swoimi teoriami, skoro to było jasne co byłoby jego kolejnym krokiem. Z pewnością nie pójście do Lśniącej Sadzawki. I przez kilka dni w miarę dzielnie znosiła głupotę bliźniaka, za nic w świecie nie rozumiała czemu znalazł się tu dzisiaj razem z nią na patrolu. Czy Biały Puch nie widziała w jakim on jest stanie? Czy nie potrafiła mu odmówić, gdy skłamał, że czuje się wyśmienicie? Iskra nie wiedziała, która opcja jest gorsza, ale musiała wreszcie spytać o jedno. - Czemu ty się tak boisz tej lecznicy, co?
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Rodzeństwo dyskutowało na temat Płomykowego lęku przed lecznicą czy też, hipotetycznie, Wichrową medyczką, gdy mijało linię drzew, Szarych Topoli. Koty widziały już stąd Grzmiącą Ścieżkę, aktualnie nadzwyczaj spokojną. Czy była to cisza przed burzą? Osłabiony Jaśniejący Płomień, mimo swojego stanu, jak najbardziej był w stanie spostrzec dwa przedmioty oddalone o kilka lisich długości ogona. Jeden z nich był duży, otwarty, z uchwytem, półprzezroczysty, gotowy w każdej chwili odlecieć klik, a drugi łączył się z pierwszym tym, że też był przezroczysty klik, lecz o wiele mniejszy, na pierwszy rzut oka poręczniejszy. W środku drugiego przedmiotu była... czyżby woda?
Podczas gdy wojownik wlepiał swoje ślepia w znaleziska, z których mógł wybrać tylko jedno (przedmiot pierwszy niewybrany odleci, a przedmiot drugi, niewybrany, pod wpływem nagłego przyjazdu potwora przeturla się na drugą stronę ścieżki, znikając na dobre), jego siostra poczuła zapach... innego kota? Innych kotów? Żywego ciała? Zwierzyny? Wszystko mieszało się ze smrodem, nazywanym spalinami. Nagle usłyszała szelest. Ale nie szelest charakterystyczny dla suchej trawy uginającej się pod łapami, ani nie charakterystyczny dla liści, falujących pod wpływem wiatru. Ten szelest był dziwny. Roziskrzona Noc nigdy czegoś takiego nie słyszała. Chociaż... może deszcz wydawał podobne odgłosy? Może woda? Było w tym coś zastanawiająco sztucznego. Rów tuż przy Grzmiącej Ścieżce. To stamtąd pochodził zapach i dziwne odgłosy. Coś się szamotało. W tym rowie, lecz od drugiej strony za chwilę mogła zniknąć turlająca się butelka. Zbliżał się potwór. Nie szybko, ale wystarczająco, by wywołany przez niego podmuch zwiał parasol. Do rowu nie wpadnie (potwór). Droga wolna. Coś tam musiało być. Tylko co.
Jaśniejący Płomień: S: 6 (8) | Zr: 6 (8) | Sz: 6 (9) | Zm: 6 (8) | HP: 25 / 50 | W: 46 / 70
⟶ przerzuty: 0/2
⟶ rana 1. stopnia: głębokie, nierozległe ugryzienie prawej, przedniej łapy.
⟶ statystyki spadły o ¼, ze względu na spadek HP do ½.
⟶ celność spadła o -2, ze względu na spadek W do ⅔.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Na krótki moment unosi ogon z nadzieją na uzyskanie przydatnych informacji, jednak gest równie szybko, co się pojawia, przybiera zniecierpliwiony wyraz i bura kita pikuje ze świstem przecinanego powietrza, aż wreszcie zatrzymuje się w neutralnej, zwieszonej pozycji.
- Lśniąca Sadzawka opatrywała ci łapę, nie? Wystarczy, że powiesz czym. To nie eksperymentowanie, jeżeli się wie - tłumaczy spokojnie, acz z naciskiem. Nie mają czasu na takie przepychanki. On nie ma. Musi wrócić do normalności, im szybciej, tym lepiej. Nawet jeżeli żaden z posiadanych przez nich medykamentów nie nadaje się do leczenia ran - albo nie jest tym, którego zastosowania na swoim ciele doświadczyła Iskra - to wystarczy mu sam opis. Znajdzie zielsko. Żaden problem. Płomyk wzdycha krótko. - Nie dam nikomu się oglądać. Jeszcze wypatrzy jakieś... nieprawidłowości.
A jak już o nieprawidłowościach mowa - kocur dostrzega nietypowe przedmioty leżące nieopodal. Podchodzi bliżej, dość nieufnym krokiem. Normalnie nie obawiałby się zagrożenia mogącego wychynąć z dziwacznych znalezisk, ale tego dnia jest inaczej. Ostatnio najdrobniejsza rzecz wywołuje w nim drażniące poczucie niepokoju, bo instynkt podpowiada mu, że w razie konieczności nie będzie w stanie się obronić. To niezły cios wymierzony w pewność siebie i świadoma walka nie zwalcza podświadomych lęków, co Jaśniejący Płomień widzi jako stopniową utratę kontroli nad samym sobą. Złe wieści.
Ale ani dziwne, grzybo-podobne (o ile grzyb może być przezroczysty, o nienaturalnie wąskim trzonie, z wymalowanymi dziwnymi ryjkami na kapeluszu, oraz mieć wyjątkowo sztuczny zapach), ani to wypełnione cieczą coś nie przejawia agresywnych tendencji. Ba, wichrzak dałby sobie ranną łapę urwać, że nie mogą takowych tendencji mieć, bo nie są żywe. I dobrze.
- Patrz, znowu jakiś syf z Grzmiącej Ścieżki. Czy oni serio nie potrafią trzymać się swojej granicy? - mruczy pod nosem, lewą łapą przyciskając niby-grzyba za wystający z niego patyk. Pochyla łeb, aby obwąchać znalezisko (Może to akurat jeden z tych ciekawszych wynalazków?). Następnie podnosi się, chcąc spojrzeć na siostrę i usłyszeć jej dezaprobatę względem dwunożnych i ich dziwactw. Ale Iskry nie ma obok niego. Kręci się w okolicach rowu, po przeciwnej od niego stronie. Czyżby coś przykuło jej uwagę?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142
Mistrz: Rysi Pomruk
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Jodłowa Igła [*]
Ojciec: Czerwony Pazur [*]
Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142
Mistrz: Rysi Pomruk
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Jodłowa Igła [*]
Ojciec: Czerwony Pazur [*]
Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
To nie tak, że logika brata do niej nie przemawiała. Miał w pewnym sensie racje, ale porównując leczenie wykonywane przez doświadczoną medyczkę do powtarzania na ślepo jej czynności, jedynie na podstawie opisu słownego, to łatwo było dojść do wniosku, że to jednak jest eksperymentowanie. Ale mimo wszystko, na wszelki wypadek, postanowiła spróbować przywołać w pamięci wspomnienia z opatrywania łapy. No dobra, nie brzmiało to jakoś wybitnie trudno, ale czy nie byłoby bezpieczniej udać się do medyczki? Zresztą nie mieli wszystkich potrzebnych rzeczy.
- Jakie nieprawidłowości? - zdążyła spytać marszcząc brwi, nim uwagę burego przyciągnęły jakieś przedmioty przy Grzmiącej Ścieżce. Trzeba będzie później wrócić do tej rozmowy. Nie ruszyła jednak za bliźniakiem, do jej nosa dotarła woń... czegoś. Nie była w stanie konkretnie zidentyfikować tego zapachu, bo smród Grzmiącej Ścieżki i jej Potworów nie tylko wywoływał bóle głowy, ale też przyćmiewał wszystko inne. Ale dałaby sobie łapę odgryźć, że coś znajdowało się w rowie. Coś żywego, a zważywszy na stan Płomyka lepiej to było jak najszybciej sprawdzić, by za parę chwil drapieżnik nie zaskoczył ich jakoś nieprzyjemnie. Nim bura ruszyła, usłyszała jeszcze szelest. Chyba. Bo w zasadzie dźwięk nie przypominał jej nic konkretnego, a z tyłu głowy pojawiła się myśl, że brzmiał wyjątkowo sztucznie. Aż się skrzywiła na tak absurdalne skojarzenie, bo jakim cudem dźwięk może być sztuczny?
Zresztą nieistotne. To co się liczyło to fakt, że niezależnie od klasyfikacji odgłosów, zapach jak najbardziej należał do czegoś żywego. Na logikę - jak często słyszała o podłych drapieżnikach, czających się w rowach i czekających tak na niewinne koty? No właśnie, nigdy. Niby to zawsze ona mogła stać się główną bohaterką takiej historii, ale w ogólnym rozrachunku to jednak ciekawość ją prowadziła w stronę Grzmiącej Ścieżki, nie strach. Chociaż stawiając kolejne kroki chętnie sobie usprawiedliwiała swoją decyzję rozsądkiem. Obrzuciła jeszcze krótkim spojrzeniem brata polującego na dziwnego grzyba - no dokładnie, rozsądek - po czym jej uwaga skupiła się na rowie przed nią. A raczej na próbach namierzenia źródła dziwnego dźwięku, póki co bezpiecznie przyczajając się w trawie na szczycie.
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Jaśniejący Płomień nie doczekał się odpowiedzi. Po zdecydowaniu się na specyficznego, przezroczystego grzyba gigantycznych rozmiarów stracił z oczu drugi łup ze względu na przejazd potwora, którego wielkie cielsko zatrzęsło ziemią. Niezrażona niczym Roziskrzona Noc zdawała się zupełnie nie rejestrować zmian w otoczeniu, tak bardzo zafiksowała się na czymś, co czaiło się w rowie.
Gdy tylko kątem oka pochwyciła ruch, faktycznie mogłoby przemknąć jej przez myśl, że przydałaby się teraz Lśniąca Sadzawka. Nie była jeszcze do końca pewna w czym dokładnie, ale w tym czymś, co tak dziwnie szeleściło, szamotały się dwa małe ciałka kociąt. Szamotały się panicznie i popiskiwały, ale miały już coraz mniej sił. Były wyraźnie osłabione i głodne. Wojownika nie mogła wiedzieć jak okrutni potrafili być Dwunodzy. Choć właśnie miała przed sobą dowód. Przejeżdżając tędy prawie dwa wschody słońca temu wyrzucili z potwora jeszcze nawet nie dwuksiężycowe kociaki, które urodziła na Osiedlu rasowa pieszczoszka. Odebrali jej maleństwa, nie chcąc zapewniać opieki trzem kotom. Ojcem natomiast był krążący, około-osiedlowy samotnik, sprawca całego zamieszania.
Wichrzaczka nie znała tych okoliczności, dostrzegała natomiast, że malce mają na szyjach zawiązane, o ironio losu, kokardki. Niebieską i różową. Ale na rozważania raczej nie było teraz czasu.
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Księżyce: 142
Mistrz: Rysi Pomruk
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Jodłowa Igła [*]
Ojciec: Czerwony Pazur [*]
Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142
Mistrz: Rysi Pomruk
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Jodłowa Igła [*]
Ojciec: Czerwony Pazur [*]
Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Roziskrzonej Nocy zdarzało się stuprocentowo skupiać na jednej rzeczy, chociaż z reguły zapominała wtedy o zmęczeniu czy głodzie, nie o zagrożeniach czających się dookoła. Albo przemykających Grzmiącą Ścieżką, jak w tym przypadku. Z tyłu burej głowy miała uspokajają myśl, że potwory zazwyczaj nie zbaczały ze swojej ścieżki, ale ciężko udawać, że jakoś świadomiej o tym pamiętała, a nie na krzywy ryj pakowała się praktycznie w strefę śmierci.
Rozglądając się po rowie spodziewała się zobaczyć wszystko; tak przynajmniej jej się wydawało, dopóki spojrzenie dwukolorowych oczu nie zatrzymało się na kociętach. Mrugnęła raz i drugi, ale obraz przed nią wcale się nie zmieniał. Źródło szelestu również zostało odnalezione, chociaż wojowniczka nawet po zobaczeniu nie miała pojęcia w czym są schowane kocięta. Ale no właśnie. Kocięta. Takie żywe, ruszające się. To dobrze. Ale jednocześnie nie było ani trochę dobrze, bo co, na Gwiezdnych, się robiło w takich sytuacjach? Jasne, nie zostawiało maluchów na pewną śmierć, ale gdzie były konkretne instrukcje, gdy były potrzebne?
- Płomyk, chodź tu. - warknęła w stronę brata, chociaż przejęta sytuacją nawet nie zdawała sobie sprawy z ostrego tonu, którym uraczyła bliźniaka. Zeszła do rowu, a jej pierwszym celem było uwolnienie kociąt z ich szeleszczącej pułapki i otulenie ogonem. Bo co jeszcze mogła w tej sytuacji zrobić?
No właśnie, co powinna teraz zrobić?
Oby Płomyk miał jakiś plan, to on tu był od myślenia.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Nie obserwuje siostry zbyt długo, nim zostaje do niej przywołany. Dość alarmującym tonem, warto dodać, takim nie w stylu Iskry. Płomyk niedbale spycha swoje znalezisko w pobliskie krzaki, bo grzyb porusza się pod naporem wiatru, a - zakładając, że bura nie znalazła czegoś niebezpiecznego - on nadal chce jej to pokazać. Może będzie wiedziała, co to jest.
Ale nie teraz. Pokonując kolejne długości w pospiechu, jakiego jego łapa nie może docenić, nie oszczędzając się ani trochę, Jaśniejący Płomień odpala w sobie tryb zagrożenia. Jasne, równie dobrze może zmierzać na spotkanie z jeszcze jednym śmieciem dwunożnych, ale czy bliźniaczka warknęłaby w ten sposób, gdyby chodziło o jakąś błahostkę? No właśnie, wątpliwe. Dlatego nastawia się na walkę i wyklina ten durny świat, który zawsze musi zrzucić kilka nieszczęść w krótkich odstępach czasowych.
Co dziwne, lustrzane odbicie nie walczy. Ani kiedy wojownik porzuca swoje stanowisko, ani kiedy dociera do rowu, skąd widzi więcej. A to, co tam widzi, przekracza jego najśmielsze wyobrażenia. Iskra manewruje przy dwóch kociętach. Żywych, popiskujących, z czymś dziwnym na szyjach. Obroże? myśli mimochodem, przypominając sobie dawną rozmowę z Białym Puchem na ten temat. Wszystko jedno. Iskra znalazła kociaki, na osty i ciernie. W takim miejscu!
- Piszczą, to chyba się nie duszą - mówi bardziej do siebie, niż do niej, marszcząc brwi. Nie rusza się z bezpiecznego punktu niedaleko serca wydarzenia, pozwalając siostrze swobodnie kręcić się przy młodych. Bez wyraźnych wytycznych woli się nie wtrącać, kociaki nigdy nie były jego mocną stroną. Poza tym chuchanie jej w kark nie przyniesie żadnych korzyści.
Co nie zmienia faktu, że nie mogą tu siedzieć zbyt długo.
- A skoro oddychają bez problemu, to nie ma sensu teraz zajmować się tymi... obrożami - dodaje głośniej. - Myślisz, że długo trzeba je uspokajać i ocieplać? Musimy je stąd zabrać, siedzenie tak blisko Grzmiącej Ścieżki prosi się o kłopoty. - Kocięta poza obozem proszą się o kłopoty. - Tak kwilą, że chyba mają siłę na podróż do obozu, co?
Nie zastanawia się nad tym, skąd wzięły się pozaklanowe maluchy na wichrowych terenach, czym jest to szeleszczące coś, ani czemu ich szyje noszą takie wątpliwe ozdoby. Odsuwa też od siebie szok spowodowany znaleziskiem siostry. Na pierwszy plan wysuwa się działanie. A Płomyk, mimo własnych przekonań, jest pewien, że bezpańskie kluski muszą być dostarczone do Lśniącej Sadzawki. Żywe. Przeprowadzenie ich w dobrym stanie z punktu A do punktu B jest priorytetowe. Później można zastanawiać się nad resztą.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell