wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
No to fajnie, przejrzała ją. Co teraz? Wycofać by się było najlepiej, najprościej. Tak po prawdzie, najchętniej to wróciłaby w ostatnie znane sobie miejsce, zwinęła się w kulkę i zasnęła na długi, długi czas. Aż ktoś ją obudzi albo doczeka się śmierci i będzie miała spokój. Życie było trudne. Życie w Klanie było trudniejsze. A teraz musiała do takowego wracać!
- Ja....Ja też nie wiem. Cokolwiek chyba? No...Że może jak wygląda obóz i patrole i w ogóle... - brzmiało podejrzanie z jej strony. A tak szczerze? Nie miała zielonego pojęcia, o co pytać. Nie wiedziała w ogóle, po co zaczepiała kotkę, co chciała osiągnąć i czy się zaraz nie porzyga ze stresu. - Ja? Haha! Jestem...tak, masz rację, nie jestem zdecydowana na nic....Nie wiem co robić!! Iść do Klanu? Wracać do domu i płakać? Jak ja mam czekać spokojnie aż po mnie wrócą, gdy nie wiem czy w ogóle to zrobią??? Może wcale mnie nie kochają i tak naprawdę to zostałam już do końca całkiem sama!!
Po cociteowceniespokojne -Kołyszjedosnu- Nie pójdąnawojnę Czekamnaskinienie Puszczamwzapomnienieto -Conie padłoztwoichust- pociągam za spust
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodłowa Gałązka uniosła podejrzliwie brew kiedy słyszała dalszą wypowiedź kotki, bo im dalej szła w swoje pytania tym większy dół pod sobą kopała, trzeba było to przyznać. Czarno-biała spojrzała się w tył na Księżycowe Wzgórze, żeby zasięgnąć w jakiś sposób opinii drugiej kotki, ale ta tylko wzruszyła barkami i dalej patrzyła na tę sytuację gdzieś z boku.
-Nie mogę ci powiedzieć takich rzeczy -Jodłowa Gałązka odparła, odwracając się do nieznajomej... a potem nagle jej brwi powędrowały obie do góry. Wrócić? Kto miał niby po nią wrócić?- Słucham? Kto ma po ciebie wracać? Nie rozumiem kompletnie o co ci chodzi, jeśli chcesz dalej rozmawiać to polecam ci wziąć głęboki wdech, uspokoić się i zacząć gadać z jakimś większym sensem -postawiła warunek, bo nie zamierzała się bawić w kotka i myszkę tutaj z jakimś dzieciakiem.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
Położyła uszy po sobie. Wygłupiła się? A może powinna była jęczeć dalej żeby Wichrzaczka się jakoś zlitowała? Co by nie zrobiła, wyglądało to źle z jej własnej perspektywy, a co dopiero kotki. Bardzo chciałaby, żeby jej jedynym problemem teraz był jakiś zbzikowany samotnik, który wygląda jakby wystarczyło go dotknąć i się rozpadnie. Zamiast tego to ona była takim osobnikiem i czuła, że z każdym dniem traci zmysły.
- ONI. MUSZĄ PO MNIE WRÓCIĆ. ŻEBYŚMY WRÓCILI DO DOMU I ZNOWU BYLI RODZINĄ - miauknęła przeciągle. - Tak za nimi tęsknię, tak tęsknię!! I wiesz co jest śmieszne? Ja MIAŁAM rodzinę. Hahaha. Miałam!! I nie było mi tam dobrze!!! I uciekłam, choć to wcale nie było zaplanowane!!! I trafiłam na nową rodzinę!! I co? I ich też już nie mam!! Co ja mam zrobić!! - dodała nerwowo. Wzięła następnie głęboki wdech, zgodnie z poleceniem. - A może. A może mi pomożesz? Weź tamten patyk i walnij mnie w głowę. Byle mocno. Albo...Albo zrób mi taką ranę, że się szybko wykrwawię. I będzie spokój!!!
Po cociteowceniespokojne -Kołyszjedosnu- Nie pójdąnawojnę Czekamnaskinienie Puszczamwzapomnienieto -Conie padłoztwoichust- pociągam za spust
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodłowa Gałązka cofnęła się o krok kiedy kotka zaczęła wyć i jojczyć po drugiej stronie granicy jakby ją ktoś ze skóry na żywca obdzierał. Świetnie, jakaś wariatka jej się trafiła, dobrze, że chociaż po drugiej stronie granicy i chyba jakoś tamtej kotce się nie spieszyło do jej przekraczania, zwłaszcza, że dzielił ich Czarny Ogon... nawet jeśli trochę przymarznięty o tej porze roku.
-A w życiu! -zawołała, nie będzie mordować nikogo bez powodu, nawet z powodem ciężko by jej było komuś odebrać życie, chyba że przeciwnik by miał to na celu i nie chciał się wycofać a ona by musiała bronić siebie i zagwarantować sobie przeżycie takiej potyczki- Chyba zwariowałaś już do reszty, że o takie rzeczy w ogóle prosisz! -czarno-biała wykrzyknęła z oburzeniem. Przecież ta kotka to była jakaś nienormalna.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
Kotka jej nie rozumiała. Albo nie próbowała zrozumieć. Wydawała się być taka prosta i zwykła. Oh, jak Pies chciałaby taka być. Zamiast tego musiała tłuc się po świecie sama ze swoim umysłem, który ostatnimi czasy nie trzymał się najlepiej. Starała się myśleć o sobie, bo wtedy wychodziła na tym najlepiej, ale im dłużej myślała, tym smutniejsza była.
- Czemu nie chcesz mi pomóc? - posmutniała bardziej. - Ja już wcale nie chcę do Wichru. Nigdy nie chciałam. Ale jak już jesteś to byś mogła co nie...
Po cociteowceniespokojne -Kołyszjedosnu- Nie pójdąnawojnę Czekamnaskinienie Puszczamwzapomnienieto -Conie padłoztwoichust- pociągam za spust
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-Nie! Nie mogłabym! -kotka prychnęła, bo nie zamierzała pomagać nikomu w czymś takim. Jak tak bardzo chciała to niech sama wskoczy do rzeki czy coś takiego, a nie urabia w jakieś takie okropieństwa Gwiezdnym ducha winne koty. O nie, Jodłowa Gałązka się w to bawić nie będzie- Jeśli dalej się zamierzasz na takie coś upierać to się pożegnamy w tym momencie, bo ja zdania nie zmienię -ostrzegła, spoglądając na Księżycowe Wzgórze szybkim spojrzeniem, żeby zobaczyć czy ta dalej czeka, a może już się zniecierpliwiła i poszła… ale wyglądało na to, że jeszcze tam czekała, przyglądając się rozwojowi sytuacji. Czyli pewnie tak czy siak będą wracać razem, to dobrze.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
Westchnęła. Może rzeczywiście przesadzała. I z reakcjami i emocjami. Ta rozmowa z Wichrzaczką wcale a wcale nie była przyjemna i to z perspektywy ich obu. Pies głupia nie była. Może nieco naiwna, zbyt emocjonalna, zbyt roztargniona. Ale nie głupia. Potrafiła zachować resztki rozsądku albo przemyśleć swoje zachowanie, nawet jeśli po czasie.
- Przepraszam - powiedziała głośno, dobitnie, żeby dotarło do dwukolorowej, że ruda rzeczywiście czuje skruchę. - Po prostu życie mi się trochę pokomplikowało. Nie chciałam cię stawiać w takiej...pozycji. Nie chcę dołączać do Wichru ani niczego od ciebie nie chcę. Pies jestem. Tak przy okazji.
Po cociteowceniespokojne -Kołyszjedosnu- Nie pójdąnawojnę Czekamnaskinienie Puszczamwzapomnienieto -Conie padłoztwoichust- pociągam za spust
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
No to fajną wycieczkę miałem. Z zsuwającym się z pleców ciężarem i jeszcze nadepnąłem na jakiś kamyk, więc od paru kroków towarzyszyło mi to nieprzyjemne uczucie na jednym z opuszków. Sprawdzałem aż i nie zraniłem się, ale dyskomfort wciąż pozostawał. Wichrową granicę powitałem więc z radością. A przynajmniej z niesłychaną ulgą. Może nie do końca delikatnie odłożyłem dwubarwnego na ziemię, bo przez przypadek mi się ześlizgnął i nie zdążyłem go złapać, ale nie przywalił głową o kamień, jego stanu raczej nie pogorszyłem.
Raczej.
Najbliższy patrol poprosiłem o pomoc kogoś z kadry medycznej dla kolegi samotnika, a potem zaczęło się czekanie. Szturchnąłem lekko łapą ciemny bok. Mógłby odzyskać przytomność. – Żyjesz w ogóle?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Nawet kotu spokojnie umrzeć nie dadzą. O ile jakimś cudem zignorował spotkanie z ziemią, tak szturchanie było skutecznym sposobem na zwrócenie ciału duszy. - Co-o.... -Otworzył powoli oczy, póki co nie pamiętając nawet co się wydarzyło. Wystarczyło jednak jedne spojrzenie w stronę kolorowego kocura, żeby nagle wszystko mu się przypomniało. Zerwał się chcąc się podnieść, ale nagły ból w dolnej partii ciała skutecznie trzymał go przy ziemii. - G-gdzie jesteśmy? -Nie rozpoznawał tych terenów, mógł przysiąc, że jeszcze nie tak dawno znajdował się w lesie. Czy on zamierzał go tu wykończyć?
//1st ślady po zębach z prawej strony karku;
2st wyrwany płat skóry u nasady ogona, krwawi,
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Wiadomość o kolejnym samotniku potrzebującym leczenia trochę zaskoczyła Falującą Łapę, to trzeba było przyznać, on sam nawet musiał to przyznać. Co się działo, że w ogóle przychodzili do Klanów… i co się działo, że akurat wszyscy ostatnio do Wichru? Kiedy do lecznicy wpadł Słoneczny Brzeg z zaniepokojoną miną i wiadomością, że jakiś rzeczniak przytargał na granicę ledwo żywego samotnika, który potrzebował pomocy biało-rudy terminator medyka uniósł brwi w zdziwieniu, ale nie odmówił pomocy. Nie zamierzał skazywać na śmierć kota zwyczajnie dlatego, bo ten nie należał do jakiegokolwiek Klanu. Tak więc Fala, tak jak poprzednim razem, wziął ze sobą kilka potrzebnych medykamentów i ruszył za Słonecznym Brzegiem, żeby ten zaprowadził go w odpowiednie miejsce.
-Okej, okej, kto potrzebuje tu pomocy? -zawołał z uśmiechem, po pojawieniu się w okolicy i odłożeniu medykamentów i namoczonego mchu na ziemię.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
O fajnie, mogłem odetchnąć z ulgą. Trupy z reguły się nie odzywały, więc jeśli czarno-biały komunikował i wracał do świata żywych to... no właśnie, był żywy. Ledwo bo ledwo, ale już łatwiej było mi teraz uwierzyć, że Wichrowy medyk nie zastanie mnie tu z trupem, niż moment temu.
– Granica z Wichrem. Była najbliżej, czekamy na medyka. – wyjaśniłem w jak najkrótszych słowach, bo nie wydawało mi się by dłuższe komunikaty były w stanie się przedrzeć do ciemnej głowy przy takiej ilości utraconej krwi. Chciał to się mógł o mnie oprzeć. – Więc trzymaj się, co? Dożyj do przyjścia medyka, bo wolałbym się nie tłumaczyć czemu im trupa przyniosłem. – mruknąłem jeszcze, tym razem dla wypełnienia ciszy, a nie dla klarownego komunikatu.
Wreszcie pojawił się biało-rudy olbrzym z dość standardowym pytaniem. Odsunąłem się od samotnika by zrobić medykowi miejsce i inne takie.
– Kolega obok, spotkanie z lisem. Miał... mniej szczęścia ode mnie. – mruknąłem w ramach wyjaśnień.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Nie odezwał się. Zrozumiał jedynie, że są (prawdopodobnie, nie pamiętał wszystkich nazw) na granicy jednego z klanów i mają na kogoś poczekać. Był na tyle inteligenty, żeby bez podanej definicji zrozumieć, że skoro miał mu pomóc to umiał zajmować się ranami. W przeciwieństwie do niego. A, no i kolejny plus był taki, że kolorowy kolega nie zamierzał się go jednak pozbyć. Chyba, że zamierzał. Razem z tym tak zwanym medykiem.
Spojrzał na nowego nieznajomego. Nie wyglądał na kogoś kto miałby go zaraz zabić. Skąd u niego w ogóle wzięło się to zwątpienie w koty, nigdy przedtem tak nie miał. Nigdy przedtem też nie musiał walczyć o życie. - Tak. -Potwierdził jedynie słowa łaciatego jakby nie było widać na goły rzut oka kto tak na prawdę został poszkodowany. Zaraz po tym rzucił spojrzenie na swoje łapy.
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
No, tutaj się robiło poważnie, ale Fala nie zamierzał dawać po sobie jakichkolwiek znaków, że mógł się potencjalnie martwić, to nie byłoby dobre dla morali pacjenta. Jak dobrze, że biało-rudy posiadał wieczny uśmiech wymalowany na twarzy i nie musiał się za bardzo martwić o to, że potencjalnie zdradzi go jego mimika.
-Okej, ho, ho, zaraz to załatwimy -oświadczył i poszedł do poszkodowanego- Nie ruszaj się -dodał jeszcze a później zabrał się za leczenie.
Najpierw zajął się większą raną. Nie wyczuł nigdzie infekcji, więc o tyle dobrze. Falująca Łapa zabrał się za oczyszczanie poważniejszej rany w czasie przeżuwania pierwszego liścia łopianu. Kiedy już to skończył to nałożył maść na ranę samotnika i zabezpieczył wszystko pajęczyną. Następnie zabrał się za czyszczenie śladów zębów i żuciu kolejnego liścia łopianu na maść. Kiedy już uznał, że wszystko jest wystarczająco czyste, Fala nasmarował maścią również i tę ranę, następnie przyglądając się swojemu dziełu.
-Uważaj przez przynajmniej księżyc na te rany, nie fatyguj się za wiele -powiedział- Bez szaleństw i bez kolejnych starć z lisami, proszę -dorzucił jeszcze żarcikiem.
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Chciał się ruszyć, chciał uciec jak najdalej się dało, ale zamiast tego został na miejscu, grzecznie i nieruchomo. Zacisnął szczęki, gdy nieznajomy zaczął przejeżdżać językiem po jego ranię. Piekło jak diabli, ale ulgą było wiedzieć, że jego instynkt działał poprawnie, gdy sam wcześniej chciał je tak oczyścić. Później w tym samym miejscu poczuł chłód. Maść była dla niego czym wręcz obrzydliwym, jeśli zwróci się uwagę na to, że pewnie została wcześniej przeżuta, a co za tym idzie znajdowała się w pysku kocura. Nie reagował jednak, odwrócił wzrok i dał kocurowi zajmować się jego ranami bez większego problemu. Jak bardzo mu się to nie podobało, tak nie był idiotą, żeby odrzucić pomoc. Sam by sobie nie poradził, bo po prostu nie wiedział jak... - A, dzięki... -Nie fatygować się, łatwo było powiedzieć, gdy żyło się na własną łapę. Postanowił się jednak ugryźć w język, miał podziękować, a nie narzekać.- Chcesz czegoś w zamian, jak mniemam. -Byłoby to logiczne, te papki to chyba na drzewach nie rosną.
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Rdza po powrocie chciała się spotkać z kuzynką. Bo miała wiadomość od innej kuzynki. Ale! Wiedziała, że jej kuzynka imieniem Niezapomnianej Łapy była terminatorką medyka, więc, też raczej nie mogła wychodzić z obozu za dużo. A jak mogła, to pewnie nie miała czasu.
DLATEGO.
Rdza wpadła na prawdziwie przecudowny i bardzo mądry, NIEZAWODNY plan! Będzie udawać chorą. Medycy często koty leczyli, nie.
Więc kiedy spotkała patrol lamentowała na granicy, jak bardzo jest chora i że trzeba jej pomóc, że ją swędzi wszystko i kicha i kaszle i w ogóle umrze zaraz na miejscu. A kiedy patrol odszedł to sobie wszystko ułożyła i. Czekała.