Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Nie wiedział, jaka jest relacja między kotkami, jednak poniekąd zadowoliło go to, ze starszą wreszcie zaczynała przejmować kontrola. Była mądrzejsza - nie o mądrzejsza mu chodziło, ale przynajmniej kark przestał to boleć. Nie podobało mu się bycie uległym, oj nie. Sapnął cicho, patrząc z dołu na terminatorkę teraz, jak już wiedział, medyka. Medyczka. Niech będzie. Przynajmniej szybko go zaleczył. Kto był teraz medykiem w Wichrze? Krwawnikowy Liści?
Nie pamiętał, nie interesowało go to.
- Jestem zatruty - powoli zgodził się. - I... Rozpalony. To chyba gorączka. Ciężko mi mówić, kaszlę czymś zielonym. I oczy mi dziwnie łzawią - wyjaśnił jak najdokładniej. Zmarnował na to znaczą cześć swoich sił. Spuścił łeb, nieśpiesznie kiwając głową.
- Pospieszciesię - poprosił. - Poczekam.
Szakal miała swój rozum i tak, jak chęć rozdarcia kocura pazurami była silna, tak zdrowy rozsądek był o dziwo silniejszy. Nie podobał jej się jednak ton Ważki, więc jako odpowiedź otworzyła pysk i wysunęła długi język, niby nie do niej, choć zmarnowany wzrok krótko utkwił na terminatorce. Nie odzywała się, jedną łapą wciskając pazury w ziemię, a drugą trzymając dociśniętą na liliowym gardle samotnika.
Raz po raz zerkała to na Ważkę, to uważnie obserwowała ruchy nieznajomego.
- Czemu niby Cień miałby atakować nas? - spytała od niechcenia, ciszej, co by potraktował to jako prywatną rozmowę, bez udziału medyczki.
Miało być jeszcze "Bando szakali zdechniecie tu jak szakale".
Ale by było dwa razy "szakale".
No co? "Jak szakalowie"?
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Machnęła łbem, słysząc odpowiedź kocura. Tyle powinno wystarczyć, by Niezapominajka była w stanie postawić diagnozę...a przynajmniej tak się jej zdawało. Zielona wydzielina zdawała się być tutaj słowem kluczowym. Nie obchodził jej szczególnie język wystawiony przez Szakalą Łapę i nim ta odezwała się do nieznajomego, Ważka już była kilka kroków od nich.
Niedługo później odnalazła Śmierdzący Śledź tak, jak myślała że ją odnajdzie; drzemiącą wśród połaci traw. Obudziła wojownika mocnym kuksańcem między żebra, nie bacząc na to, że pewnie zostawi mu siniaka, wymamrotała nieszczere przeprosiny i wystosowała całą listę informacji, jakie miał przekazać Roziskrzonej Gwieździe i Niezapomnianej Łapie. W ich skład wchodził głównie fakt obecności podejrzanego nieznajomego przy Czaplich Gniazdach, to, że sprawa była niecierpiąca zwłoki i Roziskrzona Gwiazda powinna pojawić się jak najszybciej (wraz z drugą medyczką), a także lista objawów i urazów przeznaczona dla Niezapomnianej Łapy. Ograniczyła je do niezbędnego minimum, nie wierząc zbyt bardzo w aktualne możliwości poznawcze wojownika; ten, nadal lekko otumaniony z kolei nie wnikał zbyt bardzo, a brutalnie pospieszony faktycznie ruszył truchtem w stronę obozu. Pozostawało mieć nadzieję że, hm, faktycznie dotrze. Sama ruszyła z powrotem w kierunku pozostawionych kotów; z ulgą przyjęła fakt, że ani Szakalej Łapie, ani kocurowi nie ubyło żadnej kończyny w tym krótkim czasie. – Roziskrzona Gwiazda powinna się za chwilę zjawić. Tak samo medyczka z ziołami – rozmyślnie nie użyła imienia Niezapomnianej Łapy, nie będąc pewna, czy inne klany wiedziały w ogóle o śmierci Bryzgającej Fali; a jeśli istniała choćby niewielka szansa, że nie, nie należało obnażać chwilowego braku pełnoprawnego medyka w Wichrze.
Stanęła sztywno naprzeciw dwójki kotów, mierząc ich uważnym spojrzeniem - chyba wręcz przyglądała się uważniej swojej współklanowiczce. Była w takiej pozycji, że jednym ruchem mogłaby pozbawić osłabionego kocura życia...a sądząc po jej poprzednich zachowaniach, była nieco nieprzewidywalna.
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Uhhh, nie podobała jej się ta sytuacja. Nieznajomy na klanowych terenach. Normalnie miałaby to gdzieś, ale intruz ponoć był ranny. I oczywiście jak na przyszłego medyka przystało, trzeba było zaoferować pomoc potrzebującym. Dostała wiadomość, że Ważka była na miejscu, co z jednej strony było pocieszające, ale z drugiej… Spotkanie z kimś obcym. Gdy ma się tak ranną łapę? Gwiezdni, mogła namówić ją by nie szła na te zioła. Czuła, że nie skończy się to dobrze.
Przynajmniej dostała jasne instrukcje, co pacjentowi dolega. Zatruty… Czy to polega pod zatrucie pokarmowe? Innego pomysłu nie miała, więc wzięła pokrzywę. Do tego zielony kaszel… Czy jak nie poda mu wszystkich ziół naraz, to przez pokrzywę je zwymiotuje? Uh, pewnie tak. Czyli albo będzie musiała zostać na dłużej, albo poinstruuje Ważkę i ona to zrobi. No i jeszcze do tego obcy ponoć był ranny. Zbierał dolegliwości lepiej niż Świt ładne skarby, fajnie.
Zgarnęła ze składzika wielką paczkę paru rzeczy. Ziarenko maku, liść gwiazdnicy i dwa korzenie łopianu, to wszystko zawinięte w większy liść, dwa motki pajęczyny i płat mchu. Nie była chętna wykorzystać je na takim pacjencie, ale jeśli będzie musiała…
Jako że ledwo szła z tym wszystkim w pysku, pajęczynę i mech wręczyła Iskrze i ruszyły obie w wyznaczone miejsce.
Widok na miejscu był… dziwny. Ledwo zipiący kot przyszpilony do ziemi przez Szakal, oraz Ważka czuwająca nad całą sytuacją… Oczywiście, że była tu Szakal. Jakby już Niezapominajka miała mało zmartwień. A fakt, że gość był przyszpilony nie pomagał w opanowaniu strachu. Co jeśli do niego podejdzie i nagle się na nią rzuci z pazurami? Przełknęła ślinę i rozwinęła paczkę, a z niej wyciągnęła ziarenko pokrzywy, które podsunęła mu obok pyska - Zjedz to… Sprawi, że zwymiotujesz i oczyści twój organizm - pierwsza z trzech rzeczy z głowy. A przynajmniej miała nadzieję. W międzyczasie dostrzegła jakąś ranę na jego szyi, jednak oczywiście była zasłonięta przez łapę Szakal - Muszę dostać się do jego ran… Ale go nie puszczaj. Proszę. - zwróciła się do czarnej kotki. Chyba pierwszy i ostatni raz polegając na niej w ten sposób.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Zdziwiło go odrobinę, że również został wezwany – zazwyczaj szukające pomocy na granicy koty były sprawą medyka i jego moralności (czy też punktu w kodeksie o konieczności niesienia pomocy bez względu na pochodzenie poszkodowanego, chyba mieli coś takiego?). Ale jeśli nieznajomy został zaklasyfikowany jako podejrzany przez Ważkową Łapę, bury nie zamierzał tego bagatelizować.
Pomógł Niezapomnianej Łapie w niesieniu całego zestawu medykamentów. I tak jak zwykle uważał, że wszyscy bez wyjątku zasługiwali na pomoc, tak w momencie nadciągającej Pory Nagich Drzew i braków w składziku, ubywało mu tej empatii. Nie zamierzał jednak tego komentować, skoro medyczki zdecydowały się mu pomóc.
Po dotarciu prędko okazało się, że Śmierdzący Śledź pominął jeden, dość istotny, szczegół w swoim raporcie. Podejrzany nieznajomy znajdował się na terenie Klanu Wichru, nie czekał grzecznie po drugiej stronie granicy. Szakala Łapa ukróciła jego wycieczki, nie zważając na jego stan i Iskra nie mógł w tym momencie nie dostrzec w jej zachowaniu podobieństwa do Traszki. Słodko. Chociaż może nie dla liliowego kocura. Iskra kiwnął krótko do Ważki i na powrót skupił uwagę na pozostałej trójce, podchodząc bliżej. Położył ostrożnie mech wraz z pajęczyną, by Niezapominajka miała swobodny dostęp. Zakładał, że pomocna łapa z jego strony będzie zbędna – toć obok była druga medyczka.
– Roziskrzona Gwiazda. – przedstawił się krótko. – Jest jakiś powód twojego naruszania granic? Nie jest nim potrzeba pomocy medycznej.
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Och, Psia Gwiazdo. Oby miał go w swojej opiece.
Sytuacja wydarzyła się błyskawicznie i był wdzięczny losowi, że to wszystko szło tak szybko. Charknięciem dał znać terminatorce, że wyjaśni się, gdy tylko przyjdzie przywódczyni. Wiedział, że jego słowa mogły brzmieć niedorzecznie, ale taka była jego rola. Jeśli dobrze wszystko ukartuje, nikt w Klanie Wichru nie powinien mieć wątpliwości co do swoich działań.
Posłusznie nie drgnął, gdy czarna kocica wydawała rozkazy. Później, gdy przyszła medyczka, posłusznie zlizał podane zioła. Finalnie przyszła przywódczyni. Och, Psia Gwiazdo. Niech los ma go w opiece.
Gdy zobaczył przed sobą przywódczynię, uświadomił sobie, jak stara była. Sądził, że była trochę młodsza. No cóż. Glina, choć leżał i był opatrywany, znalazł w sobie siłę, by kiwnąć jej głową z powagą. Kocur nabrał mocno powietrza do płuc, połykając w gardle ból.
- To ważne, Roziskrzona Gwiazdo. Nazywam się... - Kocur złapał oddech, robiąc z chwilowej przerwy. Zastanowił się, kogo nie widział przez dłuższy czas w obozie i kto byłby wiarygodnym imieniem. - Barania Łapa. Jestem - byłem - z Klanu Cienia. Psia Gwiazda nie żyje. Medyczka zatruła cały Klan Cienia. W obozie zapanowała anarchia. Byliśmy torturowani. Bici. Atakowani. Sądziłem, że gdy tyran umrze, będzie dobrze, ale... Klan Cienia się nie zmienia. Opozycja jest kaleczona. To stąd mam tę ranę - wskazał ranę na szyi. Widać było, że zadały ją kocie pazury i że była względnie świeża. - Medycy z Klanu Cienia odmówili mi pomocy w zaleczeniu objawów zatrucia. - Mówił z trudem, ciężko. - Słyszałem, jak omawiają planu ataku. Mówią, że Klan Cienia jest zbyt wielki, by zmieścić się na przeznaczonych mu terenach i że czeka go głód w okresie Pory Nagich Drzew. Za miejsce ataku wybrali Klan Wichru, argumentując was jak słabych i nielicznych. Planowali wojnę. Trenowali manewry. Robili zapasy pajęczyn. - Glina wykasłał z siebie duszę, omal nie wymiotując. - Roziskrzona Gwiazdo, powiedzieli, że zaatakują przy najbliższej pełni księżyca.
Przeniosła wzrok na swoją ulubioną medyczkę i gwiazdę. Nie musiały na nich długo czekać, całe szczęście. Pazury na liliowej szyi chętnie zacisnęłyby się bardziej. Prośba Niezapominajki jednak sprawiła, że przez krótką chwilę Szakal biła się z myślami. Puszczenie go zrobiłoby jej na złość, ale przytrzymując miałaby poczucie wyższości nad kocurem. Chociaż, czy nie pokazała już wystarczająco?
- Ja bym go zabiła, Roziskrzona Gwiazdo. Za samo przekroczenie granic - mruknęła krótko, przechodząc obok towarzystwa, by ruszyć dalej na tereny. We trójkę sobie poradzą.
/zt
Miało być jeszcze "Bando szakali zdechniecie tu jak szakale".
Ale by było dwa razy "szakale".
No co? "Jak szakalowie"?
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Kocur zjadł pierwsze ziółko. Żadnych zastrzeżeń, nawet nie spojrzał czy podaje mu truciznę, świetnie. Sięgnęła więc po łopian, jednak zatrzymała się na wspomnienie o otruciu klanu przez medyczkę. Oh. Uhhhhh, to nie były dobre wieści… Ani też nie napawały kotki optymizmem, jeśli chodzi o stan kocura. Niektóre trucizny wydawały się bardzo niebezpieczne, jakby zwykłe ich liźnięcie miało doprowadzić do śmierci kota. Ale to może nawet i lepiej jeśli nieznajomy nie przetrwa? Medyczce bardzo nie podobała się jego obecność. Ale oczywiście, to nie był koniec złych wieści. Pozostali medycy nie leczyli zatruć. Świetnie. Dobrze, że Iskra nie brała tego klanu jako opcji do pobierania nauk dla Niezapominajki. Najgorsze w swojej historyjce zostawił jednak na koniec. Plan ataku. To już… Wywołało panikę w kotce. Była pewna, że… między klanami jest pokój. Żyją w nieprzerwanej harmonii od wielu obiegów pór. Nie wierzyła w to co słyszy. A jeszcze gorszy był wybrany przez ich termin. Księżyc? Tak szybko? Serce kotki waliło jak szalone. To musi być kłamstwo, nie? Kocur był jakimś losowym samotnikiem, co chciał po prostu wprowadzić zamęt niczego nie wiedząc o klanach… Nie?
Gdy Szakal puściła kocura, Niezapominajka o mało nie podskoczyła. Nie ma mowy. Nie da rady go opatrzyć. Cofnęła się i położyła łopian przed Ważką, a następnie oparła się swoją głową o jej kryzę. - N-nie da-am rady… O-opatrz go… I da-aj zioła jak… jak zwymiotuje… pro-proszę - wydusiła z załzawionymi oczami. Mówiła cicho, na tyle by tylko Ważka ją usłyszała. Czuła się okropnie, zrzucała robotę na jeszcze nie do końca wyleczoną Ważkę… Ale nie potrafiła. Nie mogła się skupić, łapy się jej trzęsły i nie chciała dotykać nawet pazurem tego złego omenu.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Z lekkim uniesieniem brwi słuchała słów kocura, przenosząc spojrzenie na siwiejący pysk przywódczyni. Sensacje, których zajawkę słyszała już wcześniej, brzmiały absurdalnie. Cała ta sytuacja była absurdalna, a jednak medyczka nie mogła odrzucić jego słów definitywnie; nieważne jak cała sytuacja by jej nie śmierdziała...nie miała żadnych twardych dowodów przeciw, a musiała przyznać, że jego objawy działały dla niego na korzyść.
Plan ataku, na Wicher. O szokująco...konkretnym terminie. Dlaczego Wicher, a nie Grom? Czyżby jednak wiadomość o śmierci Fali obiegła Klany? Spinając mięśnie uniosła spojrzenie na siwiejący pysk przywódczyni, poszukując w jej mimice jej własnej opinii w tym temacie. – Dokładnie to samo mówił wcześniej. Tyle, że poskąpił mi tych szczegółów – mruknęła i urwała, gdy nagle poczuła załzawioną głowę opierającą się o jej kryzę. Oczywiście, że Niezapominajka nie wytrzymała; jedynym zdziwieniem dla Ważkowej Łapy było jakim cudem miała tak stabilne miejsce w lecznicy. Dała kotce parę uderzeń serca, po czym ostrożnie odsunęła się, kiwając krótko głową. Nie było co się teraz rozdrabniać nad Niezapomnianą Łapą. Podeszła do kocura, zajmując miejsce Szakal. Sama nie rwała się do leczenia, choć raczej z innych przyczyn, niż strachu - kocur prędzej wyzionąłby ducha na ich terenach, niż dał radę zrobić im cokolwiek. Trudno się jednak mówi. Jeśli w słowach kocura było choć ziarnko prawdy, nie można było go teraz zabić. – Nawet nie drgnij – burknęła mu do ucha, przyciskając mocniej jego kark do ziemi, uważając jedynie, by nie zahaczyć o ranę. Głupia Szakal narobiła mu tylko ran, na które one teraz muszą marnować zioła. Przyłożyła mech do ugryzienia, chcąc je wstępnie oczyścić, po czym z lekkim wstrętem poprawiła dzieło językiem. Następnie, standardowo, przeżuła korzeń łopianu i starannie go rozłożyła. Poskąpiła kocurowi pajęczyny, choć w tak ruchomym miejscu pewnie by się przydała; prędzej zużyje ją na któregokolwiek z klanowiczów. Rana nie była w końcu aż tak głęboka.
Rana na szyi wymagała od niej większego zastanowienia... ostatecznie zdecydowała się jedynie oczyścić ją i nałożyć na nią maść z korzenia łopianu. Nie wyglądała zbyt ładnie, jednak nie krwawiła; nie było więc chyba czego tamować pajęczyną?
Niedługo później odchyliła się lekko do tyłu, by kocur nie ubrudził i jej zwracając zawartość żołądka. – I zjedz to – dorzuciła, zgodnie z poleceniem Niezapominajki podsuwając mu pod nos gwiazdnicę i ziarno maku. Jakkolwiek działała.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Szakal brzmiała jak jej matka, nie ma co ukrywać. Szkoda, że nie poczekała chwilę dłużej, przynajmniej Niezapominajka by się nie spłoszyła, a tak to... dobrze, że mieli obie terminatorki na miejscu?
Ale nie było jak skupiać się na potknięciu córki Pszenicy, bo wystąpienie nieznajomego było dość... dość. Ważkowa Łapa wtrąciła, że to samo mówił wcześniej. Dobrze, że przedstawiał spójną historię, ale jednocześnie... jak dużo prostsze byłoby życie, gdyby coś przekręcił i można by go oskarżyć o kłamstwo. Zbyć wszelkie obawy. A tak... jakkolwiek absurdalnie by nie brzmiał, stuprocentowe odrzucenie jego słów byłoby ryzykowne. Nawet jeśli nadal miał niskie mniemanie o Cieniu, szczególnie pogrążonym w chaosie wewnętrznych walk. Zmrużył dwukolorowe oczy.
– Która medyczka? – spytał na początek, bo nie oszukujmy się, mieli ich w Cieniu całkiem sporo. Albo to już nieaktualne informacje. Więc wróć, od innego pytania może należało zacząć. Albo przynajmniej uzupełnić o nie. – I wszyscy medycy odmówili pomocy? Ilu ich teraz macie?
Informacji było dużo, obijały się o siebie po czaszce burej i ciężko było skupić się na jednej z nich. Może nawet doprowadzało to do lekkiego bólu głowy. Innych przyczyn pod łapą nie było.
– Klan Wichru dziękuje, Barania Łapo, że mu to przekazałeś. – kiwnął krótko łbem, bo może od tego trzeba było zacząć, nie od oceniania medyków. Z drugiej strony... do brzegu. – To wszystko czy coś jeszcze masz do powiedzenia?
Nie zamierzał analizować sytuacji przy obcym, jakby nie było.
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Wichrzacy jednak nie byli tak przyjaźni, jak mu się wydawało i poniekąd to go zmartwiło. Życzono mu śmierci, jednak się tym nie przejął, po prostu schylił głowę, pasywnie przyjmując wszystko. Każde jedno leczenie wykonywał bezwarunkowo, posłusznie, bez zająknięcia. Zjadł mak i coś jeszcze. Nie chciał go jeść, bo mogło go to otumanić, ale tego wymagało jego kłamstwo. Jedna z medyczek się popłakała, to chyba dobrze. Jego plan powoli działał. - Rwąca Zawieja. Już nie żyje - kocur wyszeptał. - Wszyscy, Roziskrzona. Powiedzieli, że na opozycję w Klanie Cienia nie ma miejsca. Słowo przywódcy jest prawem i skoro nie potrafiłem uszanować go po jego śmierci, zasługiwałem tylko na to, żeby zgnić bez pomocy. Z całego trucia ostało się... - Szybko policzył w głowie, jaka była sytuacja. - Dwóch medyków. Huraganowy Szept i Ciernisty Gąszcz. Czosnkowy Kwiat, Barwnoskrzydła też nie żyją. - Wyłkał, coraz bardziej trudząc się mówieniem.
I później było zaskoczenie - przywódczyni nie zaoferowała mu pomocy. - Jest... - Zdziwił się. - Dużo rzeczy do opowiedzenia. Od księżyców żyliśmy w terrorze. Nie wiem już, co jest prawdą, a co nie. To chyba tyle, jeśli chodzi o kluczowe rzeczy. - To powiedziawszy, opuścił zmęczony głowę na łapy i zaczął dyszeć.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Rwąca Zawieja. Jedna z tej... pierwszej trójki? Chyba tak, to imię dłużej siedziało w pamięci burego. W przeciwieństwie do Barwnoskrzydłej o której czuł jakby słyszał pierwszy raz. I nie był w stanie ocenić czy to jego pamięć szwankowała, czy żaden patrol nigdy nie przekazał informacji o tej medyczce. Ciężko jednak było myśleć, gdy liliowy kocur tak łkał. Nic dziwnego, nic z tego co mówił nie brzmiało jak sympatyczne przeżycia, Iskra mu trochę współczuł. Chyba. Kilkanaście księżyców temu nie byłoby wątpliwości. Dzisiaj? Chciał mu współczuć, ale nie był pewny czy to właśnie to odczuwał w związku z sytuacją.
Gwiezdni, tak bardzo chciał być teraz na rybach.
– Na szczęście medycy w pozostałych Klanach nie pamiętają jedynie o kodeksie wojownika, ale także o kodeksie medyka. I zawsze możesz, możecie, szukać pomocy na granicach. Jeśli w Cieniu jesteście zagrożeni, opuście go. Nie zdołacie mu pomóc od środka, nie w takich warunkach. – polecił, chociaż wiedział, że to nie było pewnie takie łatwe. Może byli szantażowani, może byli zbyt zastraszeni by odejść, może nie chcieli opuszczać Klanu, który nie był już ich Klanem. Ale nie był też Roziskrzonej Gwiazdy. W przeciwieństwie do Wichru, o który musiał zadbać w pierwszej kolejności.
Tak, Wicher, o nim powinien teraz myśleć. Nie o tym jak obco brzmiały słowa z jego własnego języka. Nie o tym jak bardzo nie czuł się częścią tej rozmowy. Nie o tym jak bardzo nie było go w tej chwili.
– Ważkowa Łapo, Niezapomniana Łapo, jeśli macie jeszcze coś do przekazania odnośnie stanu Baraniej Łapy, oddaję wam głos. Z mojej strony to wszystko. Jeśli z twojej, Barania Łapo, również, to jeszcze raz dziękuję, niech Gwiezdny Klan rozjaśnia twoją drogę. – pożegnał się. Miał nadzieję, że medyczki nie zadecydują o zabraniu kocura do lecznicy. Chciał z nimi omówić temat w drodze powrotnej, towarzystwo chorego by to nieco skomplikowało. Z myśli wyrwała go Niezapominajka, wciskająca się w bure futro i, Gwiezdni, trudno było uwierzyć, że kotka miała grubo ponad dwa obiegi pór na karku. Przecież jej wciąż było bliżej do kocięcia niż przyszłej medyczki. Objął ją łapą, bądź otulił ogonem, w zależności od tego co było bardziej osiągalne. I zerknął na Ważkę. Poprawka, miał nadzieję, że to Ważka nie zadecyduje o zabraniu kocura, bo to z nią miał sprawę do omówienia w drodze powrotnej. Chociaż... Nie był już taki pewny, może lepiej będzie nie roztrząsać tego bardziej przy córce Pszenicznego Kłosu.
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Nie, nie, nie.
Tak nie powinno być. Medyczki powinny zaprosić go do lecznicy, albo powinna robić to sama przywódczyni. Wielka Psia Gwiazdo, tak zdecydowanie nie powinno być. Kocur nie miał nawet sił poddać się panice, więc zamiast tego zracjonalizował swoje uczucia i zaczął szukać najlepszego wyjścia z tej sytuacji. Co najpierw? Musiał odpowiedzieć na pierwsze pytanie przywódczyni. Tak. To najpierw.
- Nie chcę tam wracać. Nie mogę tam wracać. Zabiją mnie, rozszarpią, żywcem, jeśli dowiedzą się, że opuściłem obóz bez pozwolenia. - Wyszeptał przerażony. Pozwolił, by w jego oczach zapłonęła panika. - Ja... Ja proszę o azyl, Roziskrzona Gwiazdo. Jeśli dowiedzą się, że uciekłem, wyślą za mną patrol. Z tymi ranami nie zdołałbym pokonać nawet jednego terminatora, a co dopiero cały patrol. Ja... Ja, przepraszam, ale tak bardzo nie wiem co robić i... - urwał, zbyt zmęczony, by mówić.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Gdy Roziskrzona Gwiazda zaczął się żegnać, poluzowała nacisk łapy na karku kocura, a w końcu puściła go zupełnie. Stanęła obok przekonana, że jak na razie to tyle - na razie, bowiem były to rewelacje...które musiała dopiero przetrawić. Solidnie.
A jednak nie, nie był to koniec. Spięła się, wlepiając wzrok prosto w przerażone oczy kota. – Nie musisz tam wracać, Barania Łapo. Możesz trzymać się blisko granicy, a w razie braku poprawy poprosić patrol o mnie...bądź Niezapomnianą Łapę. Nie odmówię ci takiej pomocy – machnęła gwałtownie ogonem, mrużąc nieco ślepia. Znała już jednego kota który pałał przekonaniem, że cały Klan nienawidził go bez przyczyny. Dwa klany wręcz, czego również nie dowiedziała się bezpośrednio od niego! Wyparła wujaszka niemalże zupełnie z pamięci, nie próbowała nawet dowiedzieć się o jego prawdziwej historii czegoś więcej. A jednak, być może, odrobinę rzutowało to teraz na jej braku zaufania wobec kocura. Nawet jeśli Iskra, choć rozważna, generalnie zdawała się mu wierzyć, a pysk nieznajomego zdawał się wykrzywiać w szczerej panice. – Jeśli mieliby wysłać za tobą patrol, sami narazilibyśmy się na niebezpieczeństwo. Dlaczego mielibyśmy tak bardzo ryzykować? I z całym szacunkiem, Roziskrzona Gwiazdo – zwróciła się pyskiem w jej stronę, mając na uwadze, że to zapewne do niej należało ostatnie słowo. Nie oznaczało to bynajmniej, że zamierzała dać przywódczyni decydujący głos w kwestii lecznicy. Ta decyzja powinna należeć do niej i Niezapomnianej Łapy - a sądząc po stanie emocjonalnym starszej kotki, prawdopodobnie wcale nie sprzeczałaby się z opinią Ważki. – Jeśli zdecydujesz się wziąć go do obozu, nie chcę, by przebywał wśród reszty pacjentów. Jakiś wojownik musiałby go pilnować. W miejscu innym, niż lecznica.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Och, trochę to było... niekorzystne. Że Barania Łapa zwrócił głośno uwagę, że przydałoby mu się bezpieczne schronienie. Bury miał cichą nadzieję, że jakiś tam swój kąt miał i bez zaproszenia po prostu grzecznie zawróci, a on nie będzie musiał mu odmawiać. Chyba że nie powinien...? Zmarszczył brwi w zastanowieniu. Może był winien kocurowi odrobinę empatii, może powinien spojrzeć na niego jak na przerażonego kota, a nie przeszkodę w rozmowie...
Wtrąciła się Ważka, a przywódca zwrócił pysk w jej stronę, dalej tuląc do siebie Niezapominajkę. Och. To komplikowało sprawę, tak ogólnie, ale tym samym rozwiązywało dylemat Roziskrzonej Gwiazdy. Kiwnął łbem do terminatorki i zwrócił się do Cienistego.
– Spokojnie, Barania Łapo. Postaramy się żeby żaden patrol nie rozszarpał ciebie na strzępy. – zaczął powoli. – Jednak muszę odmówić ci azylu. Jeśli Klan Wichru jest celem ataku Klanu Cienia, podejrzewam, że nie potrafiłbyś zaznać spokoju w naszym obozie, nadal czułbyś na karku oddech Cienistego patrolu, tak jak teraz. Ale nie w tym rzecz. – zaczął trochę od ogona. – Mimo że osobiście współczuję ci twojej sytuacji, jako przywódca, muszę postawić swój Klan na pierwszym miejscu. A zgodnie z twoimi słowami, wojownicy Klanu Wichru nie mogą teraz tracić czasu na pilnowanie ciebie. Szanuję zdanie naszej medyczki i jeśli nie życzy sobie ciebie w lecznicy, a pod nadzorem wojowników, tak by musiało być. Wszyscy wojownicy są jednak potrzebni gdzie indziej, nie zamierzam im dokładać jeszcze... pilnowania, do tego wszystkiego – niańczenia, prawie powiedział, ale w porę ugryzł się w język. – Uważam, że azylu powinieneś szukać u naszych sąsiadów. U których jest spokojniej. Przyślę Pszczeli Taniec i Polny Wiatr, aby pomogli ci bezpiecznie dotrzeć do granicy z Klanem Rzeki i Gromu. Jeśli nie będą w stanie ciebie przyjąć, poszukamy innego rozwiązania. Tyle Klan Wichru może dla ciebie zrobić.
Zadba o to by wojownicy uczestniczyli przy tych rozmowach i słuchali co terminator będzie mówił. Nie wątpił, że mógł teraz odczuwać gorycz i chęć oczernienia Wichru w oczach innych. I o ile to rozumiał, nie mógł na to pozwolić.