Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Było źle, źle, źle. Tak nie powinno być. Tak zdecydowanie, pod żadnym pozorem, nie powinno być.
Klan Wichru miał być jego ostatecznym schronieniem. Powinien, nie, on musiał mieć tu schronienie. On tutaj zaczął swoje kłamstwo. Jak on miał zamiaru manipulować całą resztą Klanu, gdy nikogo nie obchodziło, co z nim jest? Gdy nikt nie mógł go zapytać, co z nim było tak naprawdę nie tak? Och, wielka Psia Gwiazdo, tak naprawdę nie powinno być.
Kocur jednak powoli skłonił głowę. Był czysto przerażony wizją ponowienia tego wszystkiego.
- Co ja mam zrobić? - Bezradnie spytał się kotek, z trudem podnosząc się na cztery łapy. Każde obrażenie było świeże na jego skórze i bolało jak jad. Ugh. Było naprawdę źle. - Ja... Ja dziękuję, Roziskrzona Gwiazdo. I wam medyczki. Chyba... Masz rację. Nie powinienem mieszkać w Klanach. Chyba... Pójdę na osiedle. Chyba. Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś pomógł mi przejść przez granicę twojego Klanu - zamrugał, pogodzony z własnym losem.
//zt.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
W sumie to... Lubiła Klan Wichru.
Jak już miała pojawiać się na granicach któregoś z czterech zajętych rewirów, najczęściej wybierała właśnie sąsiadów zza Grzmiącej Ścieżki. Zapewne wynikało to z pozytywnej opinii, którą zdołała sobie wyrobić na temat członków tej grupy. Nigdy nie spotkało ją nic złego z ich strony. Dotychczasowe jednostki, które napotkała, były chętne do rozmowy, a w trakcie niej miłe i przyjaźnie nastawione. Nic więc dziwnego, że granica Klanu Wichru stanowiła dla niej przyjemny zabijacz czasu, a na ploteczki przychodziła tylko tutaj.
Minęło sporo czasu od jej ostatniej wizyty w tym miejscu. Przydałoby się odświeżyć wiedzę, spotkać kogoś znajomego... Albo poznać nowego, co już jest bardziej prawdopodobne. Sądziła, że Wicher jest na tyle duży, że raczej nie natrafi ponownie na te same koty... Szczególnie, że poznała maksymalnie trzy, może cztery. Ale w sumie różnie to bywa. Równie dobrze może w ogóle nie mieć szczęścia i nie spotka żadnego delikwenta, ani nawet patrolu. Szła więc, bez żadnego nastawienia... Żeby potem zawód był mniejszy, gdyby coś. W pysku niosła upolowanego wcześniej królika. Chudego, małego... Ale starczy, przynajmniej na jakiś czas. Przedzieranie się przez śniegi nie było proste, ani tym bardziej przyjemne, ale nie narzekała... Bo zawsze wychodzi z założenia, że mogło być gorzej. A trochę mrozu raczej nikomu nie zagrozi.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Normalnie nie zapuszczała się tak daleko. Docierała najwyżej do Kwieciny, hamując gwałtownie w sprincie i wzbudzając falę grudek ziemi albo śniegu, zależnie od pogody. Więc co tutaj robiła, skoro czaple odleciały na zimę i nie wrócą jeszcze pewnie przez jakieś cztery księżyce? To proste, szukała pewnego liliowego terminatora. Bezskutecznie, mając jedynie ogryzek nadziei, że może jednak wróci na tereny i kiedyś będą mogli wyrównać wyniki sparingów. Z każdym zimowym dniem ta nadzieja malała, ale nie mogłaby sobie pozwolić tak po prostu przestać szukać. I czekać. Na Oriona czekała kilka dobrych księżycy; młody terminator zasłużył chociaż na jeden księżyc poszukiwań.
Westchnęła, powoli stawiając krok za krokiem w stronę Gniazd. Krajobraz wyglądał podobnie jak podczas wyścigu, tylko teraz był przykryty białym puchem. Na tyle, na ile zdążyła się wtedy rozejrzeć, rzecz jasna. Wcześniej była tu tylko kilka razy podczas treningów i letnich spacerów. Wtedy mieszkały tu jeszcze klekoczące czaple, które podziwiała z daleka. Dzisiaj była tutaj kompletnie sama, a przynajmniej tak jej się wydawało. Zbliżając się do gniazd, mogłaby przysiąc, że jakaś plamka na horyzoncie porusza się wzdłuż granicy. Przeszła w kłus i ruszyła jej naprzeciw. Najwyżej ucieknie – a może to ten kremowy kocur z dużymi uszami i upodobaniem do pokrzyw?
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
No proszę, ewidentnie miała szczęście... Choć przekonała się o tym troszeczkę później, niż by rzeczywiście mogła. Może to brak jednego oka robi swoje! Pewnie tak by się tłumaczyła, gdyby ktoś jej coś zarzucił... Po części na poważnie, a po części w żartach. W każdym razie, dostrzegła zbliżającego się do niej kota dopiero w momencie, gdy ten znajdował się całkiem blisko. Nie dosłownie przed nią, ale w niedużej odległości. Gdyby znacznie podniosła ton, raczej zostałaby usłyszana. Tak też postanowiła zrobić, skoro tajemniczy jegomość nie odezwał się jako pierwszy.
- Chuda panno, stójże, bo mnie stratujesz jak ten koń! - Miała się tylko głośniej odezwać, a zamiast tego wyszedł krzyk... Ale przynajmniej nie pretensjonalny, a łagodny i rozbawiony. Nie zamierzała sprawiać wrażenia wrogo nastawionej! - A jeśli masz zamiar wjechać we mnie jak dzik w szyszki z powodu tego królika, to spokojnie! Zapewniam, że nie jest wichrowy. Do żadnej kradzieży tu nie doszło, upolowałam go sporo wcześniej, możesz nawet zobaczyć jaki jest sztywny i zimny! - Przeszło jej to właśnie przez myśl, a więc pomyślała, że warto będzie o tym wspomnieć już teraz... Jakby miało się zaraz okazać, że jej spostrzeżenia były trafne. W głowie zobrazowała sobie tę sytuację- kolorowa wojowniczka zauważyła samotnika (intruza!!) ze zwierzyną w gębie, tuż przy granicy, a więc pomyślała sobie, że to jej zwierzyna... I nic dziwnego! W tych mroźnych, smutnych czasach każdy kawałek mięsa jest cenny, Ślimaczek wiedziała, że pod tym kątem klany mogą być nieco bardziej... Agresywne. O ile to dobre słowo. Ale chyba prędzej niedobre. Cóż, tylko takie wpadło jej do głowy.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Ja nie, ale mogę zawołać Klacz jak chcesz. — Zaśmiała się, zwolniwszy kłusa, aż wreszcie zatrzymała się dwa, trzy kroki przed granicą. Niewidzialna linia w wypadku jakiejkolwiek potyczki stanowiła zerową obronę, ale czuła się znacznie pewniej stojąc na swoim terenie. Kotka, bo tak pachniała nieznajoma, na szczęście nie wyglądała na agresywną. Przynajmniej na razie. W odpowiedzi Szlak zamachała dwa razy cienkim ogonem, a potem obwinęła sobie nim łapy.
— Przymknę oko. — Oznajmiła z uśmiechem, rozbawienie dalej brzmiące w jej tonie. Nawet jakby widziała ją polującą na terenie Wichru, nie miałaby serca zabrać jej zwierzyny. Zażądałaby może pół jako opłatę tranzytową. Albo jedno ucho do zabawy dla kociąt. Dni powoli się wydłużały, a Wicher nie przymierał głodem dzięki stałemu strumieniowi, hihi, ryb znoszonych do obozu. Nie było potrzeby zabierać jej jedzenia. — A jeszcze chętniej przymknę oko jeśli znasz jakieś zioła i chciałabyś się podzielić wiedzą. Wracasz do Cienia? — Zapytała, bo kotka nie miała na sobie tej charakterystycznej woni lasu, a nie dotarły do niej słuchy o podobnej samotniczce w okolicy. Ostatnie plotki dotyczyły tylko tych dwóch krótkopyskich sióstr, które urządziły zabawę kolejnemu patrolowi. Poza tym, na miejscu Samotnika zjadłaby tego królika na miejscu, zanim ktoś większy i silniejszy porwałby jej zdobycz. Przekrzywiła głowę, przyglądając się nieznajomej dokładniej, kompletnie zapominając o niebezpiecznej bliskości Janowca.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Kim była Klacz? Ślimak nie wiedziała. To znaczy, definicję tego słowa, rzecz jasna, już dawno zdążyła poznać. W tym przypadku jednak chodziło zdecydowanie o jakiegoś kota, z pewnością innego Wichrzaka. Takiego, którego samotniczka nie miała okazji jeszcze spotkać. Szkoda! Chociaż z drugiej strony, może to i lepiej? Bo jeśli ta cała Klacz miałaby się na nią rzucić... To raczej wolała nie stawać z nią twarzą w twarz. Towarzystwo tej chudej istoty, z którą właśnie rozmawiała, podobało jej się bardziej. Szczególnie, że luźna atmosfera i rozbawienie udzielały się nie tylko Ślimaczek, ale również nieznajomej.
Zapytana o zioła, szylkretka wydobyła z siebie przeciągłe "hmmm". Odpowiedź była oczywista, od początku doskonale wiedziała, że musi zaprzeczyć... Ale z jakiegoś powodu i tak postanowiła to przeciągnąć. Jakby liczyła, że w jej głowie magicznie znajdzie się wiedza, którą się do tej pory kompletnie nie interesowała. Fajnie by było, przecież sama również by na tym skorzystała. Ale niestety, ta myśl była absurdalna i Ślimaczek miała w głowie tylko pustkę... Przynajmniej do momentu, w którym nagle nie została zapytana o Klan Cienia. Wtedy niemalże podskoczyła! Pojawiły się w jej sercu pewne obawy, które próbowała zdusić, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń nerwowym zachowaniem.
- Do Cienia? A skądże! Skąd taka dzika myśl, nie mam na sobie ani skrawka ich smrodu! - Beztrosko wyszczerzyła się, przesuwając królika spod prawej łapy do lewej. Poczuła się przejrzana, a to budziło w niej niepokój... Do tego stopnia, że zapomniała o kwestii ziół, o które Wichrzaczka pytała wcześniej.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Hmm tak czy hmm nie? — Przekrzywiła głowę jeszcze bardziej, jakby zamierzała tym gestem rozbawić nieznajomą i może nakłonić ją do podzielenia się wiedzą. Tak naprawdę doszła do wniosku, że pewnie nie wie za wiele i nie chce się do tego przyznać – albo wręcz przeciwnie, coś wie, ale rozważa uczciwą propozycję handlową. I jedno i drugie niezbyt korzystne dla szylkretki w tym momencie, bo nie miała za wiele do zaoferowania w zamian. Zanim jednak zdążyła w ogóle to wszystko przemyśleć, temat zmienił się sam, z niewielką tylko pomocą długouchej.
— Nie masz, to prawda, ale Rzeki też nie. Tak strzelam bo tam jest najbliżej, a nie wiem po co samotnik miałby targać ze sobą królika. — Odpowiedziała, wzruszając ramionami. — Chyba że twoim celem jest natknięcie się na jakiegoś klanowego kota albo lisa który będzie próbował ci go zabrać, to nie przeszkadzam.
Uśmiechnęła się szeroko, kompletnie nie zdając sobie sprawy z wywołanego przez nią zamieszania w głowie kotki. W szylkretowym pojęciu świata właśnie okazało się, że jednak była to (chyba) samotniczka i na tym odkryciu się zatrzymała. Czyżby mieszkało ich tu więcej niż jej się początkowo wydawało? Jej to właściwie nawet na łapę, byle tylko nie mieszkali w Janowcu albo w jego okolicy.
— Jesteś stąd? Z okolicy? — Obrzuciła wzrokiem okoliczne chaszcze jakby zaraz miało z nich wyjść jeszcze trzech takich samotników i potwierdzić tę teorię.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ah! Dobrze, że się pstrokata upomniała, bo gdyby nie jej pytanie, Ślimaczek pewnie permanentnie zapomniałaby o kwestii ziół. Ale nic dziwnego, przecież zaledwie sekundę przed udzieleniem odpowiedzi została uprzedzona przez ogromny, paraliżujący wręcz szok! Miała prawo stracić kontrolę nad tym tornadem myśli, przez które została nagle zaatakowana.
- Ah! Hmmm nie, rzecz jasna. Znam tylko pajęczynę. Wiem, jak to dziwnie może zabrzmieć, ale o medycynie wiem zapewne tyle, ile... Ty o dwunożnych, o! Czyli, że nic! A jeśli coś jednak wiesz, no to wybacz, w tej kwestii na ogół wrzucam wszystkie, klanowe koty do jednego wora. Chyba was nie ciągnie na osiedle, co?- No i patrz ją! Znów zboczyła z tematu. Ale najważniejsze, że przed tym zdołała udzielić odpowiedzi. Do tego posłała nieznajomej łagodne, przepraszające spojrzenie, przygotowana na to, że jej roztrzepanie może być nieco irytujące. Niektórzy nie mają zbyt wiele cierpliwości!
Domysły wichrowej mogły być... W sumie całkiem logiczne. Ślimaczek skinęła krótko głową, na znak zrozumienia. Wcześniej nie myślała o tym w ten sposób!
- A, racja! Może to głupie, ale targam tego królika, bo nastawiałam się na jakieś ploteczki. Lubię tu przychodzić, mili jesteście w tym Wichrze. Nikt mnie jeszcze nigdy nie wygonił, wszyscy są chętni do rozmowy, choćby krótkiej i o niczym! - To była oczywista pochwała z jej strony! Ale zdecydowanie nie miała na celu podlizywania się. Można powiedzieć, że były to słowa kierowane prosto z serca. Nawet radośnie uśmiechnęła się, gdy je wypowiadała. Zaraz miała dodać, że z klanami nic ją nie łączy i jest zwykłą samotniczką, ale i tutaj została uprzedzona. Kiwnęła więc głową, kilkakrotnie i energicznie, jako potwierdzenie pytań zadanych przez kolorową. - No, my to prawie jak sąsiedzi! Siedzę tam o, za Grzmiącą Ścieżką. Ale pewnie nie na długo, bo wiesz, lubię sobie powędrować. A jak jest śnieg i mrozy to trzeba gonić za jedzeniem. - Pewnie jej problem rozwiązałby się, gdyby nauczyła się łowić... Ale jeszcze nie zabrała się za realizację tego planu. Pewnie nawet... Zapomniała, że w ogóle ma taką opcję. Z drugiej strony, teraz to i tak bez znaczenia, bo żeby się nauczyć, musiałaby pozawracać dupę kotom z Klanu Rzeki, tak sądziła. To byłoby najbardziej logiczne.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Zaśmiała się serdecznie, siadając sobie na ośnieżonej ziemi, bardziej na udzie niż na tyłku, byle śnieg nie ziębił ją tak bardzo. Jeszcze z trzy księżyce, większość zimy już była za nimi... Niebawem wrócą czaple i cała reszta ptactwa i będzie mogła znowu biegać po zielonej trawie.
— No patrz, to jednak dziurawy ten twój worek! Spędziłam na osiedlu całkiem sporo czasu. — Wyszczerzyła się radośnie, pokazując kiełki. — O, właśnie, a jak już o osiedlu. Byłaś tam jakoś niedawno? Przy domkach od strony pola był taki, hm, taki półdomek ze starszą Dwunożną. Rozdawała innym Dwunożnym warzywa i owoce za papierki i kapsle. Widziałaś ją może? Jest tam jeszcze? Zawsze była dla mnie miła, a nie widziałam jej tak dawno... — Patrzyła na kotkę wyczekująco, starając się bardzo unikać wzrokiem jej brakującego oka. To niemiło tak się gapić... ale przypominało jej bardzo blizny Krzyk. Ciekawe co też ją pokiereszowało w ten sposób? — Skoro nie znasz się na medycynie, to kto ciebie poskładał? Te blizny nie wyglądają jakby mogły wyleczyć się same, co nie? — Uniosła lekko brwi. — Macie medyków na osiedlu?
Na wzmiankę o ploteczkach zastrzygła uszami i znowu uśmiechnęła się ciepło, szczególnie na słowa o miłych kotach w Wichrze. Nie mogła zaprzeczyć, zdecydowana większość klanu była do rany przyłóż. Ciekawe na kogo też szylkretka trafiła wcześniej? Szansa na trafienie kogoś miłego na patrolu była całkiem spora, ale nie równa sto procent.
— A, chodziłam tam latem i jesienią! Jak się już ominie samochody to tereny za drogą są strasznie ładne. Mieszkasz bliżej wrzosowiska czy Topiołków? Strasznie lubię to jezioro, jest bardzo ładne i ma śliczne plaże z miękkim piaskiem! A tak w ogóle, jak zwykle zapomniałam się przedstawić. Nazywam się Mrówczy Szlak, albo po prostu Szlak. Z kim innym z Wichru miałaś okazję plotkować?
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
No, tego to się Ślimaczek nie spodziewała! Nieczęsto spotykała klanowe koty, które wiedziałyby coś więcej o osiedlu... Albo inaczej, rzadko zdarzali się tacy, którzy rzeczywiście je kiedyś odwiedzili. Pstrokata była takim niecodziennym przypadkiem, stąd to zaskoczenie. Wyglądała na dosyć młodą, co spowodowało, że postanowiła zobaczyć osiedle na własne oczy? Wycieczka krajoznawcza... Czy raczej coś innego?
- Niedawno... Może księżyc temu. Ale niestety, nie do końca wiem kogo masz na myśli. Na pewno przechodziłam tamtędy wiele razy, ale no! Nie zwracałam uwagi, bo nie było mi to potrzebne, wybacz! - Szkoda, bo gdyby wiedziała wcześniej, na pewno skupiłaby się bardziej na tej kwestii. Chociaż... Właśnie pomyślała, że przecież i tak może pomóc. - Czasami łażę do miasta, więc mogę popatrzeć, gdy następnym razem będę się tam wybierać. Ktoś ci potem... Może przekazać, jeśli nie uda nam się spotkać na granicy. - Na co była mała szansa, przynajmniej w jej opinii. Przywykła do tego, że na ogół ciężko jest się z umówić z kotami należącymi do klanów. Obowiązki robią swoje, czasami, jak na złość, potrafią zająć zdecydowanie więcej czasu niż mogłoby się spodziewać. Albo stanie się coś niespodziewanego, co pokrzyżuje plany. Chociażby głupia ceremonia... Której, no, wojownik nie powinien opuszczać, mimo wszystko.
Pytanie dotyczące jej wyglądu oraz medyków na osiedlu, w przeciwieństwie do poprzedniego, w ogóle jej nie zdziwiło. W końcu to nie był pierwszy raz, gdy ktoś był ciekaw jej historii. Bo to rzeczywiście nieprawdopodobne, że posiada tak dużą ilość blizn, szczególnie po poważnych wypadkach... A jednocześnie w ogóle nie zna się na lecznictwie. Szczęście to w tym przypadku za mało.
- Są koty, które się znają, ale... Według mnie, ciężko trafić na kogoś, komu wiesz, rzeczywiście będziesz mogła zaufać. Trzeba być ostrożnym, by przypadkiem nie wpakować się w jakieś kłopoty. Wiesz, pseudoznawców albo, jeszcze gorzej, gangi. - Zaczęła, ale nie zamierzała na tym kończyć, bo wtedy odpowiedź byłaby niepełna. - Ja miałam to szczęście, że znalazłam sobie grupkę przyjaciół i trzymaliśmy się razem. Był wśród nich kot, który znał się na medycynie, więc wszystkich nas ogarniał... No i to jemu tak naprawdę zawdzięczam życie. Miałam mega szczęście, że się spiknęliśmy, choć okoliczności wcale nie były przyjemne. - Uchyliła rąbek historii, choć były to zaledwie strzępki. Chętnie opowiadałaby dalej, jednak rzecz w tym, że nie chciała robić tego... Nieproszona. Bo mogło się okazać, że szczegóły wcale nie będą interesowały nowej koleżanki. I to nie byłoby nic złego.
O, tereny za Grzmiącą Ścieżką okazały się Wichrzaczce znane, co również zaskoczyło Ślimaczek, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu. No bo jednak do takich Topiołków Klan Wichru ma zdecydowanie bliżej niż na osiedle. Aż żal nie skorzystać, szczególnie, że widoki przy jeziorze potrafią być boskie.
- Topiołki, głównie z tego powodu, który wymieniłaś. To znaczy, jezioro jest bajeczne. A ty chyba lubisz chodzić, co? Pobliską stajnie pewnie też widziałaś od środka? - Przekrzywiła głowę, bo rzeczywiście ją to zaciekawiło. Jednocześnie zaraz po tym, gdy pstrokata się przedstawiła, Ślimaczek zorientowała się, że sama zapomniała to zrobić. Typowo!! - A więc wojowniczka. No! Do tej pory spotkałam Słoneczny Brzeg, imię zdecydowanie adekwatne... No i wygląd też, bo w sumie wyglądał trochę jak słońce. Wielki i żółty...! No, a reszta to terminatorzy. Jeden to był... Kurcze. Jeden nazywał się Roześmiana Łapa, młode to i takie dzikie! Ale żeśmy sobie przynajmniej wesoło pogadali, mam nadzieję, że czegoś go nauczyłam o świecie. A ten drugi, hm... Wyleciało mi z głowy jego imię! Taki nieduży, też młody. Szarą mordę miał i takie śmieszne kropki pod oczami. Pamiętam, że strasznie się jąkał, ale był bardzo miły... I zdecydowanie spokojniejszy od tamtego gagatka! - ktoś tu mówił o przedstawianiu się? Znów zapomniała, cholercia! Skupiła się raczej na próbach przypomnienia sobie imienia kota, o którym mówiła. Ale bezskutecznie. Liczyła, że Mrówka będzie wiedziała o kogo jej chodzi.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Ach, kurka, szkoda! Było by fajnie wiedzieć, czy mam po co w ogóle tam się wybierać, to kawał drogi stąd. — Zachichotała cicho i zamachała ogonem. Dopowiedziała kotce co jeszcze pamiętała o stoisku z warzywami, chociaż sama musiała przyznać, że nie było tego wiele. Minęło tyle czasu, że otoczenie rozmazywało się w nieostre zlepki kolorów. Najlepiej pamiętała samego człowieka, i jej pokryte bliznami (chyba?) ręce, które głaskały ją po głowie i oferowały jedzenie. Czy ona w ogóle da radę tam trafić? Czy pytanie Krzyk o pozwolenie ma jakikolwiek sens? — Jakbyś przysłała kogoś... albo chciała podejść do Wichru znowu to byłabym wdzięczna. — Zamachała ogonem jeszcze kilka razy, uśmiechając się do kotki.
Gangi? Poruszyła uchem. Ciekawe czy na tym ich osiedlu też były? A może kotka wcale nie jest stąd, tylko gdzieś z daleka? Jak ona sama...
— No no, dobry wybór. — Pokiwała głową ze śmiechem. — Gdybym kiedyś postanowiła opuścić klan, sama bym tam zamieszkała. Nie dość że ładnie, to jeszcze ryby biorą. Byłam tam latem z przyjaciółką i nałowiłyśmy ich tyle, że ledwie udało nam się je przynieść do obozu! A to prawda, lubię chodzić. — Przytaknęła, chociaż kolejne pytanie od razu zbiło ją z tropu. — O, nie. Nigdy nie byłam tak daleko, w tamtą stronę najdalej byłam tylko na granicy z Cieniem. Nie przepadam za łażeniem po lesie, musiałabym poprosić Grom o przeprowadzenie przez ich teren, a właściwie nie mam po co, nie? Chociaż słyszałam... po klanie krąży plotka o jakimś Kotołaju spełniającym życzenia który ponoć tam gdzieś mieszka. Słyszałaś o tym? Może jakby było cieplej, a ja nie miałabym pełnych łap roboty w kociarni, to poszłabym to sprawdzić, ale tak, eh... — Pokręciła głową. — Zresztą, nikt z klanu chyba też się tam nie wybiera, może poza paroma młodzikami którym życie niemiłe przedzierać się przez śnieg przy tych temperaturach!
— Och, Słoneczny Brzeg! Strasznie go lubię, to dobry kocur. Roześmianą Łapę też. — Prychnęła śmiechem, wyobrażając sobie rudego w spokojnej konwersacji na granicy. Nie ma opcji. Kotka na pewno została zagadana i przegadana. A ten trzeci... — Ostatni brzmi jak Śmiała Łapa. Innych szarych terminatorów chyba nie mamy. — Postanowiła pominąć informację, że delikwent zaginął, a sama właśnie go szukała. To znaczy, szukała Wężowej Łapy, ale mogła przy okazji rozejrzeć się i za dzieciakiem Trufli. — To niezła grupka ci się trafiła, i same kocury! Masz szczęście, bo chyba więcej ci u nas kotek.
Usiadła sobie wygodniej. Zaśnieżona ziemia nie zachęcała do położenia się, a szkoda, bo chętnie dałaby łapom odpocząć od tego całego wędrowania. Zerknęła na najbliższe czaple gniazdo, parę susów stąd. Może mogłaby się tam zapakować, jak wtedy, w legowisku Niezapomnianej?
— A ta twoja grupa... To mieszkacie razem? Jak wam się w ogóle żyje, samotnikom w tej okolicy? Szczególnie teraz, zimą. Nie marzniesz bez długiego futerka, tak tutaj, na otwartej przestrzeni?
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ślimaczek... Rozumiała punkt widzenia pstrokatej, ale tylko po części. Bo, szczerze mówiąc, dla niej samej odległość nie stanowiła praktycznie żadnego problemu. Gdyby ktoś ją po coś wysłał... Albo po prostu, gdyby miała takie widzimisię, to mogłaby pójść nawet i na koniec świata. Bo co innego ma do roboty, będąc samotniczką, pozbawioną wszelkich obowiązków i ograniczeń? Polować może gdziekolwiek chce, spać tak samo. No i nikt stojący nad nią nie pogrozi jej paluszkiem, że coś zaniedbała... Bo nikogo takiego nie ma. Klanowe koty to jednak mają przewalone. Szczerze współczuła, bo nie potrafiłaby przeżyć całego życia siedząc na dupie i ograniczając się wyłącznie do małego skrawka terenu, jakim jest las. Wycieczki poza niego to już dłuższe eskapady, przykładnym wojownikom chyba nie wypada tak sobie spacerować.
- Aaaaa podejdę, bo i tak bywam tutaj dość często. Mam tylko nadzieję, że nie pomylę sobie baby. Głupio by było zrobić ci nadzieję! - Ślimaczek się obawiała, bo pamiętała, że w tamtej okolicy jest kilka domów. Ten, o którym wspomniała Mrówka był co prawda... Półdomkiem, ale wciąż! Nawet, gdyby go rozpoznała i zobaczyła pod nim jakąś dwunożną, mogłoby się okazać, że to nie ta osoba. Gość, listonosz, ktokolwiek. Ale na to już chyba nie ma rady! Musiałaby poznać opis, jakieś konkretne cechy... Ale to z pewnością wyleciałoby jej z głowy i to całkiem prędko.
Usłyszawszy o łowieniu ryb, nieźle się zdziwiła. To chyba nie ten klan, co?! Świat się zmienia, jak widać. Poczuła się staro, bo za czasów, gdy żyła w Cieniu, była przekonana, że tylko Klan Rzeki bawi się rybaków. Może tak rzeczywiście wtedy było... Albo po prostu to ona miała błędne myślenie.
- E, ryby to nie wiem, bo nigdy nie próbowałam ich łapać. To się chyba wiąże z włażeniem do wody? Prędzej bym się utopiła niż napełniła czymś brzuch! - Bo tamto jezioro jest przecież całkiem spore! W głowie Ślimaczek utworzyła się wizja ścigania ryb w wodzie. Musiałaby przepłynąć całą długość, by coś schwytać. Męczące i nieopłacalne! Pod tym względem podziwiała Klan Rzeki, że im się chce w to bawić. Muszą naprawdę lubić ryby... Albo przemoczone futro! - A mówisz o tym, nawiedzonym! Słyszałam o nim, a raz nawet próbowałam się z nim skonfrontować, ale nigdzie go nie znalazłam. Pewnie się schował, bo się bał, że mu przetrzepie futro za te wszystkie oszustwa! Kochana, dobrze, że wam w tym Wichrze mózgi nie pozamarzały i nikt nie próbuje sprawdzać, czy plotka jest prawdziwa. Droga jest niebezpieczna, jak nie trafisz na psa, to z pewnością na człowieka... Ale przed tym na pewno pogonią cię kury, stodoła jest na końcu. Staruchowi się nudzi, bo ledwo już dycha i rozrywki sobie szuka pod koniec życia, nie ma co! Pewnie patrzy przez dziurę w ścianie, jak się tamci męczą, by się do niego dostać i głośno się śmieje, gdy dzieje im się jakaś krzywda. - Takie miała zdanie... I za nic w świecie nikt nie mógłby go zmienić! Swoje racje miała i choć jest kocicą niezwykle przesądną, w bujdy tego typu nie potrafiła nigdy wierzyć. W dodatku, niezwykle irytowały ją takie świry, żerujące na naiwności i ciekawości innych. Pod koniec swojej wypowiedzi musiała głośno wypuścić powietrze przez nos, by się uspokoić!
Dwóch pierwszych wichrzaków Mrówczy Szlak rozpoznała od razu, nic dziwnego, skoro dostała ich imiona na tacy. Z trzecim był lekki problem, ale tylko przez chwilę. Ślimaczek bowiem od razu pokiwała głową, gdy usłyszała jego imię. Nie pomyliłaby go, teraz pamiętała, dlaczego tak ją wtedy rozbawiło. Śmiała Łapa nie był bowiem zbyt odważny, niepewność biła od niego na kilometr. Śmiesznie się złożyło.
- Już nie. Odłączyłam się od nich, gdy postanowiłam podróżować jeszcze dalej... No, ale ostatecznie wróciłam do lasu, jak widać. Pewnie przyjęliby mnie znów z otwartymi rękami, ale... Niekoniecznie lubię się z osiedlem. - Po krótce powiedziała, lekko się krzywiąc. Najlepiej dla niej byłoby, gdyby przyjaciele przenieśli się do lasu razem z nią, ale wiedziała, że nie byliby na to chętni. - Cóż, samemu jest na pewno ciężej, ale... Tylko pod niektórymi względami. Bo, na przykład w kwestii polowania, to zajmuje mi o wiele mniej czasu, gdy muszę napełnić tylko swój brzuch. - Raczej nie musiała Mrówce dokładniej tego tłumaczyć. - No, ale mega jest zimno, to fakt! Mam w swoim legowisku tylko mchu i siana, że mogłoby starczyć dla... Całego klanu, chyba! Totalnie mi się nie chce wyłazić w takie mrozy, ale co zrobić, no leżeć cały dzień nie wypada. A wam każą patrolować przy takiej pogodzie? I polować, aż do momentu, w którym się czegoś nie złapie? - Była ciekawa, nie miała własnej opinii na ten temat. Widziała plusy i również minusy... Ale pozostała bezstronna, bo co tak naprawdę może wiedzieć?
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Dziękuję! — Wyszczerzyła się radośnie. Takie kontakty poza klanem to jednak bardzo przydatna rzecz, jak się okazuje. Kto by pomyślał? Jak dotąd trafiła już na kilku samotników, ale żaden z nich nie był wyjątkowo rozmowny. Może to kwestia tego, że trafiała wyłącznie na kocury, a przed nią siedziała teraz kotka... Chyba kotka. Pachniała kotką. Ej moment, ta kotka się nie przedstawiła. — Czekaj czekaj, jak ty się w końcu nazywasz?
— Aj, co ty taka zdziwiona? — Zaśmiała się ciepło na widok jej zaskoczonego pyszczka. Może nie była z Rzeki, ale to nie jedyny klan który ma zbiorniki wodne na swoim terenie! Poza tym, Topiołki akurat były wspólne, o. — Mieszkasz nad Topiołkami i nie łowisz ryb? — Uniosła brwi, jej ton pełen niedowierzania z nutką rozbawienia. — Nie no co ty, nie trzeba wchodzić do wody. Ja lubię po prostu czekać aż coś podpłynie, a wtedy hop! uderzasz taką rybę łapką z wyciągniętymi pazurami i wyrzucasz na brzeg, zanim w ogóle zorientuje się co się stało. Część łowi inaczej, ja lubię tak, szczególnie zimą. Mniej ci łapy zmarzną niż jak trzymasz je w wodzie. — Wyjaśniła, ale jej mordka wskazywała na to, że mogłaby mówić o rybach jeszcze przynajmniej przez chwilę... gdyby tylko rozmówczyni podłapała temat. Lepsze ryby niż polowania, no! Przynajmniej na rybach nie musiała omijać tych wszystkich ptaków.
— Nawiedzonym? A to ci niespodzianka, plotka mówi, że równy z niego gość. — Zamyśliła się, słuchając opowieści nowej koleżanki. — Szkoda... chociaż kury chciałabym zobaczyć jeszcze raz! Są takie wielkie i puchate, im na pewno jest ciepło zimą pod tymi wszystkimi piórami! No i wiesz, to spełnianie życzeń też brzmiało dobrze. Każdy ma jakieś życzenia które by mu zaniósł, ja sama mam. Najbardziej mnie ciekawi, czy on faktycznie je spełnia... może nie? Może to tylko głupia plotka? Ach, szkoda... Mogła być z tego ładna bajka dla kociąt. A, może jeszcze da się jakoś podkolorować...
Zdziwiło ją odłączenie się od takiej zgranej grupki znajomych, szczególnie jeśli zawierała medyka, który, bądź co bądź, pewnie uratował jej życie. Jednak Szlak nie znała kotki wystarczająco dobrze żeby pytać dlaczego. Wybrała za to, jak jej się wydawało, mniej personalne pytanie. W końcu sama zaoferowała że tam pójdzie, co nie? — Nie lubisz? Dlaczego? Przez te gangi? — O tej porze roku osiedle wydawało jej się znacznie przyjaźniejsze niż mieszkanie na polu albo samotnie w lesie, ale jej skala porównawcza była marna, w najbardziej optymistycznym ujęciu. Stare wspomnienia rozmazały się jak te związane z Dwunożną i jej warzywami. Jeśli coś ją tam kiedyś wystraszyło to już dawno o tym zapomniała, i w jej głowie osiedle malowało się wyłącznie jako ciekawa lokalizacja.
— A, to na pewno. Gorzej, jeśli nie uda ci się nic złapać, nie? Wtedy pewnie chodziłabyś głodna. — To właściwie najbardziej ją przerażało w wizji samotniczego życia. Nie złapać nic, albo gorzej – trafić wyłącznie na ptaki na polowaniu. Nawet nie chciała o tym myśleć. — Jestem Matką, zajmuję się kociętami, więc dokładnie nie wiem. Patrole na pewno wychodzą rano i wieczorem, za dnia koty też czasem idą pomóc przy polowaniach. Ja też wychodzę jak mam więcej czasu. Ta zima nie jest aż tak zła, bo oprócz zwykłych piszczek mamy i ryby, więc głodny nikt nie chodzi. Zwierzyny faktycznie jest mniej niż kiedy jest ciepło, ale moim zdaniem nie ma co narzekać. — Wzruszyła ramionami uśmiechając się łagodnie. — Nie myślałaś kiedyś o dołączeniu do któregoś z klanów? Więcej obowiązków, to prawda, ale bezpieczniej moim zdaniem. Chociażby przez to, że poluje więcej kotów, ale też nocą, bo obóz zawsze jest pilnowany. Ja bym się bała spać tak samotnie gdzieś w lesie. — Miała szczęście, że ten niecały obieg pór roku temu nic jej nie zjadło. Ogromne szczęście.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Głośne westchnienie wydobyło się z jej gardła, gdy dzięki koleżance uświadomiła sobie, że ostatecznie zapomniała się przedstawić. Cholercia! Który to już raz? Rozmowa przebiegała tak szybko i jednocześnie tak przyjemnie, że nawet nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić. Przynajmniej pstrokata nie miała jej za złe tego nierozgarnięcia!
- Ślimaczek! Rany boskie, gdybyś mi nie zwróciła uwagi to chyba nigdy bym sobie nie przypomniała. - Rzuciła przepraszającym i jednocześnie rozbawionym tonem. W sumie dobrze się dobrały, dwa małe robaczki. Ta myśl przyszła jej do głowy tak nagle, zapewne niepotrzebnie... Oby nie okazało się, że przez nią zaraz znów o czymś zapomni! Od teraz będzie się pilnować!
- Mega zdziwiona, bo myślałam, że wy to jesteście od zajęcy... A Rzeka od ryb. Wicher ma w ogóle jakieś jezioro na swoich terenach? - Nie chciała być wścibska, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Głownie nurtowało ją pytanie, gdzie młodzi wichrzacy uczą się łowić, skoro w okolicy nie ma do tego warunków. No bo... W Czarnym Ogonie chyba nic nie pływa? Albo może właśnie tak i to tam trenują? To byłoby najbardziej logiczne, w przeciwnym wypadku głodni nowych umiejętności musieliby wędrować aż na Topiołki, by móc się czegoś nauczyć. To byłoby trochę niebezpieczne, zważywszy na obecność Grzmiącej Ścieżki na trasie. Ale jeśli komuś bardzo zależy... - No, na taki pomysł to bym nigdy nie wpadła! Skoro rzeczywiście działa to na pewno spróbuję, dzięki za pomoc! Obiecuję ci przynieść w podziękowaniu największą rybę, jaką uda mi się złapać... Albo przynajmniej kilka glonów, jeśli nie będę mieć szczęścia. - Ale liczy się gest, prawda?! Uśmiechnęła się życzliwie, pozwalając sobie zażartować. Starała się zapamiętać ten moment, by później odtworzyć sposób, który opisała jej Mrówka. Liczyła na efekty, choćby marne... Bo w ten sposób i tak będzie trochę mniej głodna.
Energicznie pokiwała głową, by rozwiać wszystkie wątpliwości dotyczące Nawiedzonego. Tutaj stała twardo przy swoim. Żadne spełnianie życzeń czy inne duperele totalnie jej nie przekonywały! Swoje już wiedziała.
- Eh, nie ma co, poważnie mówię! Jeśli iść w tamto miejsce, to tylko dla tych puchatych kurek. Ale to i tak jest ryzyko, bo mogą nieźle podziobać. Dzioby mają małe, ale za to jakie silne! No i jeszcze te, koguty! Nie wiem czy znam wojownika tak walecznego i odważnego, jak one! - To zabawne, bo powiedziała to z ogromnym podziwem. Nigdy by nie przypuszczała, że będzie oddawać szacunek jakimś tam ptakom! Ale to trzeba przeżyć, by to zrozumieć... Ucieczka przed głośnym, wielkim kogutem jest czymś, czego nie da się zapomnieć!
- Po części. Ale wiesz, jest tysiąc pięćset innych powodów. Najprościej chyba byłoby powiedzieć, że zbrzydło mi, bo tak długo tam siedziałam. Są dobre wspomnienia, ale zdecydowanie więcej mam tych złych... No i zobacz, co ze mnie za siódme nieszczęście. Wszystkie te blizny wyniosłam z osiedla. - Nigdy nie uważała się za piękną, ale teraz... Nie mogła się nazwać chociażby przeciętnie ładną. Na szczęście te kwestie nie mają dla niej praktycznie żadnego znaczenia. Mogłaby być łysym kadłubkiem, a i tak nie wstydziłaby się być sobą. - Po czasie zaczęło przeszkadzać mi wszystko. Nie tylko tłok, smród aut i syf na ulicach, ale również sami dwunożni. - Dodała jeszcze, chcąc uzupełnić swą wypowiedź. Wpadło jej to do głowy i nie chciało wyjść, więc uznała, że najwidoczniej musi o tym powiedzieć.
Zaskoczyła się, słysząc o randze Mrówki. Wzięła ją za wojowniczkę, bo totalnie nie spodziewała się spotkania na granicy matki. Sądziła, że te głównie siedzą w kociarni i raczej nie mają zbyt wielu okazji do spacerów, szczególnie tak dalekich. Maluchy są przecież tak rozbrykane i aktywne, że ciągle trzeba mieć na nie oko! Ale może obecnie wichrowa kociarnia jest pusta? Albo w klanie jest wystarczająco matek? Ślimaczek nie dopytywała, bo nie chciała wnikać!
- Do klanu? Nieeee, raczej nie. Chyba bym się nie odnalazła. Znaczy! Według mnie to co innego, jeśli jesteś oswajany z zasadami, kulturą i funkcjonowaniem od pierwszych chwil życia. Takie stare babsko mogłoby mieć problemy z przyswojeniem tego wszystkiego i zaklimatyzowaniem się w tak wielkim społeczeństwie. Poza tym! Czemu wasza Gwiazda miałaby przyjąć do klanu randomowego samotnika? Chyba pierwszeństwo mają ci, którzy mają tam swoich krewnych i tak dalej. - Została przy taktyce, której użyła w trakcie rozmowy z Oleander. Tym razem jednak postanowiła grać trochę mniej rozgarniętą. Wszystko przez ciekawość, bo po raz kolejny została zapytana o chęć dołączenia do klanu przez należącego do niego kota... I szczerze chciała wiedzieć, skąd się to bierze. No i jak działa system, ogólnie. Skąd taka otwartość w Wichrze?
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Miło ciebie poznać, Ślimaczku. — Pomyślałby ktoś że to już niemożliwe, a jednak młodsza szylkretka uśmiechnęła się jeszcze szerzej, skinąwszy głową. Rozmowy z nieznajomymi często przebiegały różnie, ale ta ewidentnie wprawiała ją w dobry humor. Samotniczka była miła, a poza tym, po raz pierwszy od dłuższego czasu mogła spokojnie porozmawiać o życiu poza klanem, bez wrażenia bycia ocenianą przez klanowiczy za każde słowo. Pomijając Czart, jedynym kotem, z którym mogłaby o tym porozmawiać, był chyba Rekin.
— Zające i ryby to prawie to samo. — Machnęła łapką. — I jedno i drugie wymaga szybkości żeby je złapać, co nie? A mamy, może nie jezioro, ale mamy sadzawkę! A oprócz tego Czarny Ogon i jeszcze kawałek rzeki na granicy z Rzeką, więc łowisk jest właściwie całkiem sporo. No, teraz trochę mniej skoro i sadzawka i Czarny Ogon zamarzły, ale dajemy radę. Lubię chodzić na granicę z rzeczniakami bo często trafiam na jakiś przechodzący patrol. Część ich wojowników to kojarzę z widzenia nawet!
Pokiwała głową.
— Proszę bardzo! Tylko nie jestem pewna czy uda ci się przytargać taką wielką rybę przez taki szmat drogi! Może sama czaszka, co? — Pomarańczowe oczy błyszczały, a uśmiech dalej nie schodził jej z pyszczka. — Możesz też próbować łowić zanurzając łapę albo ogon! Tobie to chyba łatwiej będzie łapę. — Dodała, rzucając okiem na krótki ogon koleżanki. — Czekasz sobie aż jakaś ryba podpłynie i wtedy uderzasz drugą łapą. Trochę trzeba się nagimnastykować żeby nie wpaść do wody, ale nie wymaga aż takiej szybkiej reakcji. — Kto by pomyślał, całkiem niedawno została ekspertem od łowienia ryb. Iskra byłaby dumna. Chyba. Właściwie nie wiedziała, czy powinna mówić samotnikom o technice łowienia ale... skoro Ślimaczek będzie łowić w Topiołkach, to przecież nie odejmie jedzenia z pyska żadnemu kotu w Wichrze, nie?
— Nie no co ty, poszłabym je zobaczyć a nie zjadać! Nie zjadam ptaków. — Przyłożyła łapkę do serca, jakby sam pomysł ją odrzucał. Właściwie trochę odrzucał, ale nie było czasu się nad tym zastanawiać, bo Ślimaczek zaczynała właśnie opowiadać o osiedlu. Szylkretka kolejny raz doszła do wniosku, że będąc na osiedlu przez te– ileś czasu miała więcej szczęścia niż czegokolwiek innego, skoro nie tylko nie została zjedzona, zgnieciona przez samochód albo otruta podejrzanym żarciem, ale w dodatku nie wyniosła z tego ani jednej blizny. Czy Gwiezdni mogli opiekować się małym gnojkiem bez żadnego powiązania z klanami? Może mogli. Gdyby sama została Gwiezdnym, jej na pewno było by żal takich kociąt... Co jeśli jakaś dawno zmarła gwiezdna Matka przysłała wtedy Oriona na jej pole?
— Czasami dołączają starsi. Mamy jednego kocura, którego poranił jastrząb, a kiedy się wyleczył to postanowił zostać. — Wzruszyła ramionami. — O, to wiesz o Gwiazdach? — Uniosła jeden kącik pyska w lekkim uśmiechu. Coś niecoś jednak o klanach wiedziała! — Roziskrzona Gwiazda nigdy nie robiła problemów kiedy samotnik chciał dołączyć do klanu, a przynajmniej nie słyszałam żeby kogokolwiek odprawiła z granicy z kwitkiem. Co prawda większość dołączających to mniej lub bardziej wyrośnięte kocięta, ale wiesz o co chodzi.