Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
małej kry już od dawna nie ma, kri *zezuje na swój tytuł* taki tam szczegół
Srebrzyste radary obracały się na wszystkie możliwe strony, szukając najmniejszego chociażby dźwięku, który nie zgadzałby się z pozostałymi. Z jego pola widzenia zniknęła siostra, zniknął pasiasty wojownik - teraz był tylko on. On i ofiara, której szukał. Chyba, że spotka go coś gorszego, ale wtedy zawsze będzie mógł to zasygnalizować pozostałej dwójce. W końcu ich zniknięcie z jego świadomości ograniczonej aktualnie do trybu łowcy nie oznaczało ich całkowitego przepadnięcia w nicość.
Aż tu... szmer. Źrenice poruszyły się w lodowatych ślepiach i w mig znalazły źródło tego odgłosu. Znalazłszy ptaszysko, odruchowo przylgnął jeszcze bliżej ziemi; nie chciał w końcu zostać wypatrzonym. Obszedł cel, z wciąż płytkim oddechem lawirując między różnego rodzaju kamieniami czy innym stuffem, za którym mógł się bezszelestnie ukryć, aż w końcu był już w odpowiedniej odległości na skok. Spiął mięśnie, a następnie wystrzelił jak z procy prosto na wronę, z pazurami wymierzonymi w korpus. Chciał przede wszystkim ją przygnieść, by nie mogła mu odlecieć, dopiero potem wpiłby się w nią zębiskami i ostatecznie skręcił jej kark.
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Była przy nim. Zdecydowanie była i czuwała, tak też tym razem maku zdobył więcej. Nie dużo więcej, ale jednak więcej niż poprzednio. Miał odrobinę większe doświadczenie, to też było w tym wszystkim istotne. Potrząsnął delikatnie łapą kwiatek i czekał, aż ziarenka zaczną spadać na liść i...spadały, jedno, za drugim, aż w końcu na listku znalazło się aż 10 ziaren maku.
+ 60MEDexp
Atak lisa: Krytyczny! [150%] » (13+17) - (7+4) = 19 x 1½ = 29
Chociaż wiatr wiał w stronę, w którą Sopelek chciała iść, bo w kierunku wzgórz, to zdecydowanie nie miała szczęścia. Nie mogła przewidzieć tego, co się wydarzyło. Nad Motylim Lotem czuwała Żmijowy Ogon, a...kto czuwał nad Soplową Łapą? Wojownik ostrzegał wcześniej dzieci zimy o lisie kręcącym się w okolicy i wykrakał. Szara kotka nagle poczuła jak potężne szczęki zaciskają się na jej karku, ona sama upadła pod ciężarem drapieżnika. Wielki, czarny lis, z sierścią rozjaśnianą srebrem na całym tułowiu i o białej końcówce ogona wgryzł się w kark terminatorki i szarpnął gwałtownie, wyrywając stamtąd płat skóry z głuchym warkotem niezadowolenia. Najwyraźniej liczył, że uda mu się skręcić kotce kark. Nie wiadomo, skąd i kiedy przybiegł, ale...cóż.
Lis | S: 17 | Zr: 12 | Sz: 14 | HP: 80 | W: 65 - 4 = 61/65 Sopelek | lvl: 1 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 60 - 29 = 31/60 | W: 40
» Rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry z karku (-3Hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2Hp do końca walki)
Kwestia zwykłego pecha, bo Poranny Szron dobrze podchodził do wrony, ale to czarny ptak postanowił odwrócić się w kierunku wojownika, kiedy ten już miał skoczyć i...cóż, nie zdążył ptaszyska ubić, wrona jedynie zakrakała i wzbiła się w powietrze, znikając synowi Bagno z oczu. Pech.
Wydoroślała. Nie jest już małym, niezgrabnym kociątkiem, pokrytym niebieskim puszkiem. Jej ciało stało się chude i smukłe, łapki długie, a krótkie, szarobłękitne futerko nabrało połysku i gładkości; w połączeniu ze zwinnością i gracją ruchów Sopelka chwilami przypomina ona węża. Pyszczek również wysmuklał i zwężył się, zaś tkwiące w nim duże, migdałowe oczy mają zieloną barwę, ciemniejącą przy źrenicy. Nosek zachował swój ciemnoszary kolor.
Trudny okres dzieciństwa, mimo że chwilowo ją przytłoczył, w końcu pozwolił jej zmężnieć i stać się silniejszą. Jej reakcje na zachowanie ojca, Pokruszonego Lodu, były zrozumiałe - była jeszcze kocięciem i nic dziwnego, że dała się zastraszyć, co w końcu doprowadziło ją do opuszczenia Klanu, jednak żyjąc z dala od domu dorosła i zrozumiała, że nie może wiecznie być popychadłem. Nadal jest jej ciężko walczyć z dawnym strachem, jednak jest zdeterminowana by się nie poddawać, mimo że ciągle potrzebuje przypominać sobie o byciu odważną. Na całe szczęście nie zatraciła swojej iskry zachwytu i wszystko co widzi nadal przepełnia ją oczarowaniem. Cieszą ją najmniejsze rzeczy i w każdej sytuacji wypatruje czegoś, w czym mogłaby się zakochać. Optymistka i niepoprawna romantyczka. Łatwo nawiązuje przyjaźnie, chociaż z początku jest dość nieśmiała i nie przepada za towarzystwem zupełnie obcych jej kotów. Mimo że lubi spokój i rutynę, to nigdy nie odmawia żadnej przygodzie, traktując je jako coś, co mogłoby jej pomóc w walce ze strachem. Ma niesamowicie bujną wyobraźnię, z której bardzo często korzysta i która niestety często działa na jej niekorzyść, podsuwając jej najgorsze scenariusze... bądź nie pozwalając jej zejść z powrotem na ziemię z obłoków.
Mruczące Gardło (samotnik)
Mimo szczęścia i radości przepełniającej Sopelek, od której aż pęczniało jej serce, kotka była skupiona na zadaniu które miała przed sobą, dlatego czujnie i uważnie lustrowała okolicę, wytężając zmysły. Miała już w tym pewną wprawę i chociaż nie zapominała o niebezpieczeństwach, jakie mogą ją spotkać nawet na nowych terenach Klanu Cienia, była spokojna i rozluźniona - w końcu była w domu i miała ze sobą dwójkę z pewnością doskonale wyszkolonych wojowników, w tym jej brata.
Tym większym zaskoczeniem był dla niej przeszywający, paraliżujący ból, który eksplodował w jej karku tak niespodziewanie, że nawet nie krzyknęła - zapomniała nawet oddychać, nie wiedząc co się stało i dlaczego ją tak strasznie boli. Świat popędził gdzieś w bok, ale z jakiegoś powodu bez niej, bo nie stała już na ziemi; zaraz jednak na nią wróciła z głuchym uderzeniem, a przynajmniej z tego, co zdołała zarejestrować przez swoje zmysły otępione teraz okropnym, pulsującym bólem. Dopiero po dłuższej chwili udało jej się zaczerpnąć powietrza w płuca, a ból nieco przygasł, gdy adrenalina zaczęła krążyć w jej żyłach. Pochwyciła również niezadowolony warkot gdzieś nad sobą i od razu rozpoznała, z czym miała do czynienia: z lisem. Już kiedyś spotkała to zwierzę podczas wędrówek po lasach, ale zawsze udawało jej się czmychnąć. Jak widać jednak nie tym razem.
- Szron...! - próbowała krzyknąć, ale jej głos uwiązł jej w gardle i załamał się. - Motyl! Szron! Pomocy! - spróbowała jeszcze raz, tym razem głośniej. Co za idiotyzm, przemknęło jej przez myśl przez ułamek sekundy. Nie chciała psuć im polowania, ale wiedziała, że nie da sobie rady sama, a poza tym lis był zagrożeniem dla całego Klanu. Całe szczęście chociaż, że najpierw zaatakował ją, a nie któregoś z wojowników jej towarzyszących; i tak jak dotąd nie była zbyt wielkim pożytkiem dla klanu.
- SZRON!! - zawołała jeszcze raz, tym razem pełnym głosem, jedynie trochę przyćmionym przez ból, na wypadek gdyby poprzedni raz nie dotarł do uszu wojowników. Musiała jednak walczyć sama. Przestała zwracać uwagę na wbijający się w jej ciało ból, pulsujący z karku, i zebrała się chwiejnie z ziemi, stając oko w oko z gigantycznym, czarnym, przyprószonym srebrem lisem, górującym nad nią niczym drzewo. Nie dość, że sama był raczej malutkich gabarytów, to drapieżnik wręcz przeciwnie - był ogromny. Ale wojownik miał walkę wpisaną w krew, nawet jeśli z góry była skazana na porażkę.
Miauknęła głośno i bojowo, jeżąc futro, by wydawać się chociaż trochę większą niż w rzeczywistości i skuliła się, by po uderzeniu serca wybić się do skoku, a pazury obu wyciągniętych do przodu przednich łap skierowała w stronę pyska lisa, a szczególnie oczu - oślepiony będzie walczyć dwa razy gorzej, więc może da to jej jakąś przewagę, przynajmniej dopóki nie przybędą Motyl i Szron. Nie chciała ściągać na nich niebezpieczeństwa ani nie chciała, by któremuś z nich cokolwiek się stało, ale wiedziała, że lis musi zostać pokonany, a sama nigdy tego nie dokona.
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Ledwo udało mu się wyhamować bez wywrotki, gdy ptaszysko z głośnym wrzaskiem zerwało się do lotu tuż przed nosem wojownika. Prychnął z cicha, zaraz potem trzepnąwszy tylko ogonem i na powrót przybierając postawę łowiecką. Nim jednak zdążył z powrotem wczuć się w odgłosy przyrody wokół niego, wtem gdzieś kilka krzaków dalej rozległ się krzyk. A potem następny, wołający go. Sama barwa głosu wystarczyła mu, by rozpoznać, do kogo należał.
Nie trzeba mu było dwa razy powtarzać. Zapomniał o wronie i mocno odbiwszy się od ziemi, pomknął na łeb na szyję na wskroś pędów trawy dzielących go od pola walki. Z oddali mógł wyglądać dla kogoś zupełnie jak duch: biało-srebrzysty, mieniący się w promykach żarzącego się z niebios słońca. Ale dosyć o tym; oto za barkami rudzielca zajętego karkiem stroszącej futro Sopelka wyskoczył podłużny kształt z rozpostartymi szponami. Zyskując być może w ten sposób element zaskoczenia, chciał rozszarpać szyję lisa, możliwie jak najbliżej tętnicy. Mógłby w ten sposób wylądować albo tuż przy nim, albo nawet na grzbiecie napastnika, w zależności od powodzenia tej swego rodzaju szarży.
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Z satysfakcją przyjął fakt, że znowu zdobył pokaźną ilość ziarenek maku. Spadały na podstawiony przez niego listek, jedno po drugim, jakby koniec miał nigdy nie nadejść. Oczywiście nie była to prawda, bo czerwony kwiat w końcu został splądrowany przez niego w całości. Motyl raz jeszcze wyszeptał Gwiezdnym podziękowanie, ostrożnie przenosząc medykament do jakiejś opuszczonej norki, w której mógł go zostawić. Wróci się tu później, tymczasem kocur mógł szukać dalej...
...a tu figa, bo zdarzyło się pierwsze tego dnia nieszczęście. Motylowi sierść zjeżyła się na karku, gdy usłyszał wołanie Soplowej Łapy. Nie wahał się ani chwili i pobiegł w stronę, z której dobiegał jej głos. Nie oddalił się wystarczająco, aby nie zauważyć, co było tego powodem. Lis. Może nawet ten sam, przed którym ostrzegał dwójkę Cienistych, ten sam, którego spotkał tu ostatnim razem. Wtedy jednak drapieżnik w ogóle go nie zauważył. Motyli Lot ewidentnie miał błogosławieństwo Gwiezdnych – ale czy nad Soplową Łapą też ktoś taki czuwał?
Szybko sprawdził, gdzie atakowało rodzeństwo, aby przypadkiem im nie przeszkodzić. Sam skupił się na innej części ciała zwierzęcia – na ogonie. Poprzednim razem wolał nie ryzykować starcia, ale teraz na szali leżało życie terminatorki, ZNOWU. Poza tym breloczka w takim kolorze jeszcze nie miał i jego dzieci zapewne się zdziwią, gdyby im go przyniósł. Dlatego też chciał capnąć za czarną kitę, najlepiej blisko nasady ogona, aby zaprzeć się wszystkimi czterema łapami i gwałtownie szarpnąć łbem. Jeśli dopisze mu szczęście, urwie całą część ciała lisa, a nie połowę czy ćwiartkę. Trzeb przyznać, że ten sposób walki powoli stawał się jego nawykiem. Celowanie w brzuch ostatnimi czasy nie szło mu za dobrze, a szyja i oczy były już zaklepane, więc na pierwszy ogień pójdą ładne pamiątki z walki, a dopiero potem ugryzie się w jakieś inne miejsce, gdzie zaboli równie mocno. Całe szczęście, że dzięki porodowi Żmijowego Ogona wojownik wiedział, że w razie czego trzeba przyłożyć coś do rany, aby zatamować krwawienie, więc będzie mógł pomóc szarej kotce, gdyby sytuacja wyglądała tragicznie. Jakiś mech powinien się znaleźć, mak też mieli, aczkolwiek tego kocur nie miał zamiaru podawać Sopelkowi, aby przypadkiem bardziej jej nie zaszkodzić. Zresztą, na razie mieli walkę do wygrania. Innej opcji nie było. Czuwaj, Żmijo.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Atak Sopelek: Nieudany [0%] Atak lisa: Słaby [50%] » (12+17) - (7+4) = 18 x ½ = 9
Sfrustrowany lis nie zauważył, kiedy kocica się odsunęła i zamachnęła łapą prosto w jego ciemny pysk. Niestety nie miała szczęścia, tak samo jak poprzednio, źle wymierzyła odległość a psowaty to wykorzystał - capnął Sopelkową łapę lecącą w kierunku jego oczu i zacisnął na niej swoje szczęki.
Poranny Szron usłyszawszy wołanie siostry natychmiast popędził jej na pomoc, jednak on też nie miał za wiele szczęścia. Bo o ile doskoczył drapieżnikowi do gardła jak chciał, nie był w stanie zrobić mu absolutnie żadnej krzywdy poza wyrwaniem kępki ciemnej sierści. Lis nie zamierzał jednak puszczać łapy szarej terminatorki, a kocurowi posłał jedynie ostrzegawczy warkot.
Przybycie Motyla Atak Motyla: Krytyczny! [150%] » (23+8) - (9+11) = 11 x 1½ = 17
I gdyby nie przybycie Motylego Lotu, nie wiadomo, jak mogłaby w tej chwili skończyć kończyna Soplowej Łapy. Dopiero srebrzysty wojownik faktycznie był w stanie zadać czarnemu lisowi jakiegokolwiek obrażenia. Kolekcjoner ogonów chwycił w szczęki ciemną kitę, zaparł się, szarpnął łbem - i polew krwi. Psowaty pisnął, siłą rzeczy w końcu puszczając przy tym łapę młodej Lodotrzcinki. Odwrócił się gwałtownie żeby przyjrzeć się swojemu oprawcy, skamląc gniewnie. Niestety dla Motyla, całego ogona nie urwał...w ogóle go nie urwał, ups. Trudno się mówi.
Lis | S: 17 | Zr: 9 (12) | Sz: 11 (14) | HP: 80 - 17 - 6 = 57/80 | W: 61 - 3 = 58/65
» Rana 0. stopnia: wyrwane kłaki z szyi
» Rana 2. stopnia: głębsze ślady po zębach na ogonie, wyrwana sierść (-3Hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2Hp do końca walki)
» Zr i Sz obniżone z racji walki 1:3 Motyl | lvl: 3 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 9 | HP: 70 | W: 48 - 5 = 43/50 | Prz: 0/2 Zron | lvl: 3 | S: 9 | Zr: 8 | Sz: 10 | HP: 50 | W: 67 - 3 = 64/70 | Prz: 0/2 Sopelek | lvl: 1 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 4 | HP: 31 - 9 - 3 = 19/60 | W: 40 - 3 = 37/40
» Rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry z karku (-3Hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2Hp do końca walki)
» Rana 1. stopnia: ugryzienie na prawej przedniej łapie (po -1Hp do końca walki)
» Od następnej tury statystyki obniżone o ¼
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Bo wylądowaniu z impetem w glebie zarył tam głęboko łapami, nim wyhamował. Udało mu się capnąć napastnika, ale poza kłębuszkiem rudych włosów między jego palcami nie było widać zbyt wielu efektów tego działania. Zrobiłby zirytowaną minę na ten fakt, ale ze względu na sytuację, w jakiej się wszyscy znaleźli, zmarszczył się jedynie i przygotował do drugiego skoku. Kątem oka zobaczył, jak jego siostra się spróbowała wyrwać, co jej się co prawda udało, ale kosztem poranionej kończyny. Krew coraz wyraźniej bruździła srebro na jej ciele i jeśli w przeciągu paru uderzeń serca nie chciał zobaczyć jej tam jeszcze więcej, musiał się zdecydowanie pośpieszyć. Motyl w tle również coś zdziałał, wyraźnie odwracając uwagę lisa od pierwotnego celu. Szron wykorzystał to, czym prędzej wpijając się zębiskami w kark drapieżnika. Starał się to zrobić bez wahania, możliwie jak najszybciej; liczyła się tu każda chwila.
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
No cóż, może breloczka z tego nie będzie, ale jednak lisek odczuł jego ugryzienie. Zajęty Soplową Łapą, nie zauważył, jak Motyl zaszedł go od tyłu. Tym lepiej dla nich. Kocur poczuł w pysku smak krwi, ale teraz nie zwracał na to większej uwagi – trzeba było wyeliminować zagrożenie. I przede wszystkim, zapewnić bezpieczeństwo rannej. Wojownik nie wiedział, jak poważny był stan Lodotrzcinki, ale była najmniej doświadczona z całego towarzystwa i trochę oberwała.
– UCIEKAJ! – krzyknął, jeżąc sierść na karku. Nie zwlekał z zadaniem kolejnego ciosu – gdy tylko lis, najwyraźniej nieco wkurzony, obrócił się w jego stronę, srebrny wybił się tylnymi łapami, wyciągając przed siebie przednie. Chciał zahaczyć pazurami o jego pysk (najlepiej w okolicach oczu, bo jak już robić zamieszanie, to na całego), aby gwałtownym ruchem przygnieść go do ziemi i zadać w ten sposób jak najgłębsze, krwawiące rany. No, i zakładając, że uda się w ten sposób unieruchomić drapieżnika, troszkę się on poobija. Zderzenie się z impetem z ziemią nie należałoby do przyjemnych doświadczeń. Lis skupił całą swoją uwagę właśnie na Motylim Locie, bo to on jak dotąd sprawił mu najwięcej bólu. Zwierzę było całkiem ładne i gdyby nie fakt, że próbowało ukatrupić jego Klanowicza, kocur może nawet i by mu współczuł. Teraz jednak to ON był na celowniku. Wierzył, że Żmijowy Ogon mu pomoże, tak, jak pomagała mu przez ten cały czas. W tej walce nie był sam, szylkretka nigdy go nie opuściła. Czuł, że w niego wierzyła... a to z kolei dodawało mu sił do walki. Żaden drapieżnik nie będzie pałętał się po terenach jego Klanu jak po swoim... i żaden nie skrzywdzi więcej żadnego kota.
Wydoroślała. Nie jest już małym, niezgrabnym kociątkiem, pokrytym niebieskim puszkiem. Jej ciało stało się chude i smukłe, łapki długie, a krótkie, szarobłękitne futerko nabrało połysku i gładkości; w połączeniu ze zwinnością i gracją ruchów Sopelka chwilami przypomina ona węża. Pyszczek również wysmuklał i zwężył się, zaś tkwiące w nim duże, migdałowe oczy mają zieloną barwę, ciemniejącą przy źrenicy. Nosek zachował swój ciemnoszary kolor.
Trudny okres dzieciństwa, mimo że chwilowo ją przytłoczył, w końcu pozwolił jej zmężnieć i stać się silniejszą. Jej reakcje na zachowanie ojca, Pokruszonego Lodu, były zrozumiałe - była jeszcze kocięciem i nic dziwnego, że dała się zastraszyć, co w końcu doprowadziło ją do opuszczenia Klanu, jednak żyjąc z dala od domu dorosła i zrozumiała, że nie może wiecznie być popychadłem. Nadal jest jej ciężko walczyć z dawnym strachem, jednak jest zdeterminowana by się nie poddawać, mimo że ciągle potrzebuje przypominać sobie o byciu odważną. Na całe szczęście nie zatraciła swojej iskry zachwytu i wszystko co widzi nadal przepełnia ją oczarowaniem. Cieszą ją najmniejsze rzeczy i w każdej sytuacji wypatruje czegoś, w czym mogłaby się zakochać. Optymistka i niepoprawna romantyczka. Łatwo nawiązuje przyjaźnie, chociaż z początku jest dość nieśmiała i nie przepada za towarzystwem zupełnie obcych jej kotów. Mimo że lubi spokój i rutynę, to nigdy nie odmawia żadnej przygodzie, traktując je jako coś, co mogłoby jej pomóc w walce ze strachem. Ma niesamowicie bujną wyobraźnię, z której bardzo często korzysta i która niestety często działa na jej niekorzyść, podsuwając jej najgorsze scenariusze... bądź nie pozwalając jej zejść z powrotem na ziemię z obłoków.
Mruczące Gardło (samotnik)
Kto mógł przypuszczać, że tak piękny, słoneczny dzień, idealny na przepełniające szczęściem polowanie może w ułamku sekundy zmienić się w jeden wielki pulsujący bólem horror? Sopelkowi wydawało się, że nawet dotąd błękitne niebo powlekło się rdzawoczerwonymi chmurami, ale może było to tylko odbicie jej własnej krwi, którą pozostawiała na trawie wokół jej łap - zarejestrowała ten obraz tylko częścią świadomości, bo udało jej się go wyłowić z lawiny innych przepełniających teraz jej świat. Ból zaślepił jej zmysły do tego stopnia, że nie potrafiła nawet sięgnąć pazurami pyska drapieżnika, a ten głupi ruch poskutkował tylko nowym bólem, gdy kły ostre jak ciernie zatopiły się w wyciągniętej łapie. Kotka krzyknęła krótko z bólu, ale zanim zdążyła odruchowo się szarpnąć i tym samym pewnie tylko pogłębić obrażenia powietrze przeszył wrzask Motyla. Wojownik musiał zaatakować lisa z drugiej strony, dzięki czemu ten wypuścił łapę terminatorki i Sopelek opadła na ziemię, gdzie leżała przez chwilę z zamkniętymi oczami i otwartym szeroko pyszczkiem, z którego jednak nie wydobywał się żaden dźwięk. I niby ja mam być wojownikiem? Co za porażka. Tak się cieszyłam. Jeju, jak to boli... Tylko zaszkodziłam Motylowi i Szronowi. Nie mogą przeze mnie umrzeć. Czy ja umrę? Jak boli... Co on mi zrobił? Muszę dalej walczyć. Coś im się stanie. I to przeze mnie. Przeze mnie? Lis i tak tu był. Może zaatakowałby Szrona, Motyla. Boli... Oni by krwawili. A ja i tak nie umiem się bić...
Uciekaj? Tak krzyknął do niej Motyl, gdy rzucił się na lisa. Teoretycznie była to najlepsza możliwa dla niej opcja - jak widać, walka szła jej conajmniej kiepsko. Może mogłaby pobiec po pomoc. Jednak Sopelek nawet nie brała takiej opcji pod uwagę; już kiedyś porzuciła Szrona w identycznej sytuacji, w obliczu identycznego zagrożenia, za co kocur ją znienawidził. Nie zamierzała po raz drugi popełniać tego samego błędu.
- Szron! - wydarła się, podnosząc się z ziemi z nadzieją, że brat usłyszy ją ponad warkotem zarówno własnym, jak i lisa. - Nie zostawiam cię! Słyszysz?! Nigdzie się nie ruszam! Nie mogę już walczyć, ale nie zostawiam cię!!
W myślach przeprosiła Motyla, którego te słowa mogły teraz wybitnie zirytować, jako że przed chwilą kazał jej się stąd wynosić; młody wojownik nie rozumiał jednak, że kotka po prostu nie mogła uciec. Zamiast tego rozejrzała się szybko i rzuciła się w kierunku najbliższego drzewa, chcąc wspiąć się na wystarczającą wysokość by lis nie mógł jej dosięgnąć, ignorując ból, i tam się usadowić w rozwidleniu konarów w ten sposób, by nie spadła gdy straci przytomność. Czuła już zawroty głowy i bardzo głośno, bardzo mocno bijące serce; taki obrót sprawy był tak samo beznadziejny, bo mogła tylko biernie patrzeć jak jej brat i klanowicz zostają w najgorszym wypadku rozszarpani przez lisa, ale nie uciekła. Nie zostawiła brata samemu sobie przeciwko zagrożeniu, i chociaż jak na razie trwała bezczynnie, była gotowa w każdej chwili zeskoczyć na dół i nawet zginąć w paszczy lisa, jeśli Szron nie będzie mógł sobie poradzić.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Lis nie zwrócił nawet uwagi na uciekającą zakrwawioną Sopel, przed pyskiem skakały mu dwa dorosłe kocury które faktycznie stanowiły jakieś zagrożenie i to nimi postanowił się zająć. Skoczył ze szczękami na Motyli Lot, warcząc przy tym rozwścieczony i kłapnął szczękami obok jego gardła, jednak źle wymierzył odległość i nie trafił.
Atak Zrona: Krytyczny! [150%] » (19+9) - (10+12) = 6 x 1½ = 9 Atak Motyla: Krytyczny! [150%] » (14+8) - (10+12) = 0
W międzyczasie Poranny Szron rzucił się czarnemu drapieżnikowi na kark, zaciskając na nim kły. Lis warknął i odwrócił się, próbując pochwycić zębami Lodotrzcinę trzymającą jego kark, przez co kontratak Motyla nie udał się tak, jak wojownik by tego chciał, bo ten też kompletnie chybił.
Lis | S: 17 | Zr: 10 (12) | Sz: 12 (14) | HP: 57 - 3 - 9 = 45/80 | W: 58 - 3 = 55/65
» Rana 0. stopnia: wyrwane kłaki z szyi
» Rana 2. stopnia: głębsze ślady po zębach na ogonie, wyrwana sierść (-3Hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2Hp do końca walki)
» Rana 1. stopnia: ugryzienie na karku (po -1Hp do końca walki)
» Zr i Sz obniżone z racji walki 1:2 Motyl | lvl: 3 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 9 | HP: 70 | W: 43 - 4 = 39/50 | Prz: 0/2 Zron | lvl: 3 | S: 9 | Zr: 8 | Sz: 10 | HP: 50 | W: 64 - 3 = 61/70 | Prz: 0/2 Sopelek | lvl: 1 | S: 3 (5) | Zr: 5 (7) | Sz: 3 (4) | HP: 19 - 2 - 1 = 16/60 | W: 37 - 5 = 32/40
» Rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry z karku (-3Hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2Hp do końca walki)
» Rana 1. stopnia: ugryzienie na prawej przedniej łapie (po -1Hp do końca walki)
» Statystyki obniżone o ¼
» Z dala od pola walki
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Wojownik nie przejął się za bardzo tym, że atak mu nie wyszedł. Zadecydował o tym zupełny przypadek. Tym razem to Poranny Szron poczynił większe szkody, chociaż wciąż niewystarczające, aby lis zakończył swój żywot. Srebrny ucieszył się natomiast, że drapieżnik miał słabego cela, bo gdyby jego szczęki zacisnęły się mu na gardle... mogłoby się tak zdarzyć, że Motyl zobaczyłby Żmiję szybciej, niż można by się spodziewać. Teraz jego przeciwnik zajęty był drugim napastnikiem i stał odwrócony tyłem do syna Kukułczej Łapy. Sopelek gdzieś umknęła, tylko był pewien problem – nie tam, gdzie trzeba.
– DO MEDYKA! – krzyknął, nawet nie próbując rozglądać się za szarą terminatorką. Była poza polem walki – dobrze, nie pobiegła po pomoc Ciernistego Kwiatu – źle. Wojownik nie czekał, aż lis odwróci się w jego stronę, warknie groźnie i spróbuje wbić zęby w jego ciało, tym razem skutecznie – podjął kolejną próbę ataku. Rzucił się na ziemię, celując w czarne łapy zwierzęcia. Zmierzał wgryźć się z całej siły w okolice pachwiny i gwałtownie szarpnąć, aby drapieżnik zdobył kolejną krwawiącą ranę i stracił przy okazji równowagę. Szron nadal pozostawał na jego grzbiecie, więc wciąż miał jakieś pole do manewru, jeśli chodziło o szyję, kark czy uszy. Jak dotąd szło im całkiem nieźle, stanowili zgrany duet... oby tak dalej.
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Zanim zakleszczył szczęki na szyi drapieżnika, do jego uszu jęły dochodzić dalsze krzyki jego siostry, choć po uwolnieniu się powinna od razu pędzić po medyka - w końcu była już poraniona, a stracenie trzeciej z kolei Lodotrzciny to ostatnie, czego chciał. Trzasnął ogonem w grzbiet, na którym jakimś cudem udało mu się ponownie znaleźć, znajdując dosłownie chwilę, by wypuścić z siebie ładunek szybkich, ostrych i wściekłych ze względu na warunki, w jakich się znaleźli słów:
- Zamknij się i biegnij do medyka! Nie zgrywaj bohaterki! - powiedziałby coś jeszcze i być może grzeczniej, ale raz że w jego wypowiedź wciął się bardziej rzeczowo Motyl, a dwa iż aktualnie powinien być zajęty eliminacją bardziej wyraźnego zagrożenia pod swoim korpusem. Wpił się zębiskami, usłyszał skamlenie zwierzęcia. Zdeterminowany tym dźwiękiem, świadczącym o całkiem skutecznym ataku, podjął dalsze wysiłki i szarpnął mocno do siebie, w celu rozerwania tętnicy. Szary wojownik przy łapach lisa również działał, istniało zatem wysokie prawdopodobieństwo, że przy odrobinie szczęścia szybko z tym skończą.
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Śliski Brzeg często miewała koszmary. Znakomita większość z nich powtarzała się w kółko, część ziściła się już na jawie, niektóre dopiero miały to zrobić. Były w nich wrzaski, warkot potworów i unoszący się smród strachu i krwi. I głośne krzyki o pomoc, głosami jej rodzeństwa. A ona biegła, nie chcąc dopuścić do katastrofy.
Tak jak teraz.
I czuła się jak we własnym, okropnym śnie, chociaż była pewna, że przed chwilą rozdzieliła się przed obozem z Grzybową Łapa, by udać się na polowanie i z pewnością nie poszła spać, a nawet jeżeli, to smagające ją w pędzie po pysku gałęzie i trawy z pewnością by ją z niego ocknęły. W uszach wciąż rozlegało się echo usłyszanych krzyków, ale przede wszystkim huczała krew i adrenalina. Na Trawiaste Grzbiety wpadła, gdy walka trwała już na dobre, a brat z Motylim Lotem szamotali się z przeciwnikiem. Ślizg nie dostrzegła Sopelka, zresztą nie marnowała czasu na rozglądanie. Zwolniła tylko na moment, kilka krótszych i wolniejszych susów, by zorientować się w sytuacji i zaraz potem spięła mięśnie do dalszego biegu. W odległości skoku, odbiła się mocno od ziemi i całą siłą pędu runęła na lisi bok, w locie wyciągając pazury. Nie czuła gniewu, ani żądzy krwi, tylko silną determinację i niemalże chłodną kalkulację. Liczyła, że swoją skromną, ale wprawioną w dużą prędkość masą zdoła wytrącić lisa z równowagi i może nawet przewrócić, torując dostęp do wrażliwego brzucha. A w najgorszym wypadku - wczepi się w jego grzbiet, albo przynajmniej zostawi trochę palących szram po pazurach.
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Atak lisa: Krytyczny! [150%] » (17+17) – (8+10) = 16 x 1½ = 24
Czarny lis odwinął się gwałtownie, kłapiąc szczękami niebezpiecznie blisko pyska wojownika, który trzymał jego kark. Raz, dwa, trzask zębów a po chwili polew krwi. Szron dopiero po chwili poczuł ból, kiedy zobaczył, jak ciemny drapieżnik wypluwa to, co kiedyś było jego uchem na bok, dalej szarpiąc się w jego zębach.
Atak Zrona: Nieudany [0%] » Przerzut » Słaby [50%] » (15+9) – (10+12) = 2 x ½ = 1 Atak Motyla: Krytyczny! [150%] » (21+8) - (10+12) = 7 x ½ = 11
Szron szarpnął łbem, jednak najwyraźniej wyrwanie ucha przez czarnego lisa wytrąciło go z równowagi, czy coś takiego, bo zamiast rozerwać psowatemu tętnice jedynie wyrwał z karku kępkę czarnej, posrebrzanej sierści a sam odleciał i wylądował na tyłku. Zwierzę warknęło gniewnie, kierując się w stronę Lodotrzcinki, kiedy nagle między jego łapy dosłownie wpadł Motyli Lot, zatapiając kły w delikatnej skórze w okolicach pachwiny. Lis jęknął, cofając się, próbując wyswobodzić się z uścisku Motyla i nie stracić przy tym równowagi...
Kogo zaatakuje lis drugi raz (1k6):
Parzyste - Szron
Nieparzyste - Motyl Wypada: 3 » Lis atakuje Motyla
Atak lisa: Udany! [100%] » (14+17) – (10+9) = 12
...srebrny Cienisty wojownik zmusił go do użycia szczęk po raz drugi. Praktycznie na oślep lis z głuchym warkotem wbił kły w skórę na grzbiecie, a raczej zadzie wojownika, szarpiąc łbem, chcąc wyrwać skórę, mięśnie, złamać Motylowi kręgosłup.
I wtedy na ratunek przybyło kolejne, ostatnie z trójki żywych Dzieci Zimy, Śliski Brzeg, z impetem wbijając się w pole walki, między szczepionego lisa i kocura, jednak jej plan nie bardzo się udał. Owszem, rąbnęła w bok zwierzęcia, ale pazurami wczepiła się jedynie w jego grzbiet. Psowaty po chwili jednak stracił równowagę. W pewnym sensie z pomocą Ślizgawki wyswobodził się z uchwytu Motyla, cofnął z jękiem i zawarczał ostrzegawczo na wszystkie zebrane tutaj koty. Nie spodziewał się walki trzech na jednego.
Lis | S: 17 | Zr: 9 (12) | Sz: 11 (14) | HP: 45 - 2 - 1 - 1 - 11 - 7 = 23/80 | W: 55 - 5 = 50/65
» Rana 0. stopnia: wyrwane kłaki z szyi
» Rana 2. stopnia: głębsze ślady po zębach na ogonie, wyrwana sierść (-3Hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2Hp do końca walki)
» Rana 1. stopnia: ugryzienie na karku (po -1Hp do końca walki)
» Rana 0. stopnia: wyrwana kępka sierści z karku
» Rana 1. stopnia: ugryzienie w okolicach pachwiny (po -1Hp do końca walki)
» Rana 1. stopnia: zadrapania na grzbiecie (po -1Hp do końca walki)
» Zr i Sz obniżone z racji walki 1: 3
» Od następnej tury statystyki obniżone o ¼ Motyl | lvl: 3 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 9 | HP: 70-12= 58/70 | W: 39 - 4 = 35/50 | Prz: 0/2
» Rana 1. stopnia: ugryzienie na zadzie (-1Hp do końca walki) Zron | lvl: 3 | S: 9 | Zr: 8 | Sz: 10 | HP: 50 - 24 = 26/50 | W: 61 - 2 = 59/70 | Prz: 1/2
» Rana 2. stopnia: urwana połowa prawego ucha (w pierwszej turze -3Hp, w kolejnych po -2Hp do końca walki) Ślisk | lvl: 4 | S: 8 | Zr: 9 | Sz: 13 | HP: 55 | W: 75 - 3 = 72/75 | Prz: 0/3 Sopelek | lvl: 1 | S: 3 (5) | Zr: 5 (7) | Sz: 3 (4) | HP: 16/60 | W: 32/40
» Rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry z karku (-3Hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2Hp do końca walki)
» Rana 1. stopnia: ugryzienie na prawej przedniej łapie (po -1Hp do końca walki)
» Statystyki obniżone o ¼
» Z dala od pola walki
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Przez pewien czas szło im całkiem sprawnie... do czasu. W ferworze walki Motyli Lot zdołał zarejestrować, że Szron został ranny i wcale mu się to nie spodobało. Dlatego też wgryzł się w łapę lisa, korzystając z tego, że pachwiny były bardzo wrażliwym miejscem. Nie miał zamiaru za prędko puszczać czarnej kończyny... a tu guzik z pętelką, bo drapieżnik postanowił go ugryźć w przysłowiowe cztery litery. Kocur syknął, czując ból, ale rana nie była nie wiadomo jak poważna, Gwiezdnym dzięki. Widać ktoś troszkę się nudził i obserwując całe zajście z chmurki, postanowił nieco podgrzać atmosferę. Wielkie dzięki. Mimo wszystko to zawsze jakieś osiągnięcie, chociaż blizny z tego nie będzie... na szczęście lub nie. Teraz srebrny czuł się jak prawdziwy wojownik, którym w końcu był, jak pogromca lisów z prawdziwego zdarzenia. Pierwszy raz w życiu został ranny w walce, a nie z własnej głupoty. Problem w tym, że drapieżnik wydawał się troszkę bardzo rozwścieczony...
Nagle Motylowi mignęła kątem oka jakaś czarno-biała smuga i został oswobodzony, niestety wypuszczając też łapę swojego przeciwnika. Przynajmniej zyskali przewagę. Wojownik nie miał czasu, aby spojrzeć na tego kogoś, kto przyszedł im pomóc, nie miał też jak sprawdzić, czy Sopelek się ich posłuchała i odeszła w stronę obozu (i ewentualnie na nią nakrzyczeć, bo co ona sobie myślała?). Wybił się tylnymi łapami do skoku, niemal nie czując bólu. Adrenalina krążyła mu w żyłach, a wiara w Żmiję i jej wsparcie dodawała kocurowi sił. Zamierzał wydrapać lisowi oczy, poczynić jak największe szkody, aby w końcu umarł. Teraz już pewnie dadzą radę, ale, jak to mówią, nie chwal dnia przed zachodem słońca. Wszystko nadal mogło się zdarzyć... chociaż wojownik liczył na szczęśliwe zakończenie.