Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Królewicz podchodził do zwierzyny tak, jak Gwiezdny Klan przykazał, ale los najwyraźniej mu nie sprzyjał i zwierzyna wyczuła jego zapach, orientując się, że jej życie jej zagrożone. Olchowy Szept nawet nie miał szans, żeby ją złapać. Dzięcioł po prostu odleciał zanim się do niego pofatygowal, toteż królewicz musiał sobie odpuścić i zwyczajnie zejść z tego drzewa.
Kiedy znalazł się już na ziemi, powoli schodząc głową skierowaną ku niebu i zeskakujac, gdy już był blisko korzeni, przybrał pozycję łowiecka, obniżając krok i rownajac głowę z grzbietem oraz ogonem, a później ruszył pod wiatr, uważnie się rozglądając w poszukiwaniu zwierzyny.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Niestety, po ucieczce dzięcioła, Olchowy Szept spacerował w poszukiwaniu czegoś innego, ale bezskutecznie. Wyglądało na to, że cała zwierzyna, która znajdowała się w pobliżu, najzwyczajniej w świecie się pochowała, albo grzała w norkach, tym samym nieświadomie unikając śmierci z łap Olchowego Szeptu. Może jednak wkrótce coś się zmieni i kocur będzie w stanie w końcu coś złapać i zanieść na stos zwierzyny?
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Skradajac się chylkiem przez las, bacznie wodząc wzrokiem po otoczeniu, a przy okazji i nasluchując dźwięków lasu. Szukał w tych sygnalach jakiegoś dźwięku, jakiegoś znaku, że gdzieś w okolicy znajduje się przyszła ofiarą królewicza. Sęk w tym, że torfowisko wydawało się być opustoszale na te chwile. Kocur zaklął pod nosem i zmienił kierunek swojej wędrówki.
Wciąż szedł na lekko ugiętych łapach, a wiatr wiał mu w pysk, jednak odbił nieco na bok. Może tam znajdzie więcej zwierząt gotowych stać się jego posiłkiem, albo jakiekolwiek z nich.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
I w dalszym ciągu smolisty syn Drobnego Ptaka musiał pogodzić się z tym, że w okolicy nie znajduje się nic, co mógłby potencjalnie złapać. Może po prostu była taka pora, że zwierzyna nie była skora do jakichkolwiek spacerków, a może to po prostu Gwiezdny Klan sprawdzał cierpliwość wojownika? Wszystko było możliwe.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Śnieg leżał tu i tam, a czarny pręgus brnął w nim, szukając zwierzyny. Czasami brodził w dość wysokich zaspach, gdzie śnieg sięgał mu do połowy łap. Czuł, że futro na brzuchu i łapach pozlepiało się w wielu miejscach, a biały puch utworzył na nim irytujące, przeszkadzające w ruchu kulki. Królewicz nie lubił zimy właśnie z tego powodu. Nie znosił, gdy śnieg przylepiał mu się do długiego, starannie wypielęgnowanego futra.
Na dodatek nie mógł teraz nic znaleźć, co oczywiście go irytowało. Zagryzł białe zęby aż było słychać zgrzyt. Postanowił, że na razie zatrzyma się i rozejrzy za trasą, która mogłaby nieść za sobą obfite polowanie. Przez chwilę pomyślał o łowieniu ryb, ale stwierdził, że szybciej mu łapa zamarznie, niż cokolwiek wyciągnie na brzeg, o ile nie był pokryty lodem. Po raz kolejny odbił w bok i na lekko ugiętych łapach szedł przed siebie w poszukiwaniu zwierzyny.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Iiiiiii... w dalszym ciągu nic. Wszystko wskazywało na to, że Królewicz w dalszym ciągu będzie zmuszony do przeklinania Pory Nagich Drzew w myślach, albowiem nadal nie był on w stanie niczego znaleźć. Mroźna temperatura najwidoczniej była na tyle uciążliwa, że wszelka zwierzyna zdecydowała się zaszyć w swoich norkach i nie wychodzić, dopóki nie zrobi się odpowiednio ciepło. Albo po prostu Olchowy Szept szukał w złym miejscu. Tak również mogło być.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Szedł dalej, uważnie węsząc i skrupulatnie badając swoim wnikliwym spojrzeniem tereny dookoła, przez które przemykał chyłkiem, ale jak zwierzyny nie było, tak nie było. Mróz najwyraźniej skutecznie przetrzebił okolicę, jednakże królewicz nie miał zamiaru się tak szybko poddawać. Nie był miękki. Może i nie przepadał za śniegiem ze względu na to, co robił z tego zadbanym futrem, ale i to mógł przeboleć, jeśli w grę wchodziły łowy i przełamanie złej passy, która go w tym momencie dotknęła. Siódmy syn Lamparciego Płomienia brnął dalej przez śniegi, torf i zmarzlinę nie odpuszczając chociażby na chwilę. W pewnym momencie postanowił wić się między pniami drzew, do których dotarł i tam właśnie szukał swoich przyszłych ofiar. W pewnym momencie wzruszył białymi, wywiniętymi ku górze wąsami i poruszył nosem, strzepując długim, puszystym ogonem śnieg z własnego grzbietu, który spadł z gałęzi, ale cały czas nasłuchiwał i węszył. Gdzie się podziała zwierzyna?
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
I tak oto Olchowy Szept nadal szedł w poszukiwaniu zwierzyny, jednak bezskutecznie, przynajmniej z początku. Po pau uderzeniach serca usłyszał jakiś szelest, jednak szybko zorientował się, że to jedynie samotny listek niesiony przez wiatr. No cóż, musi szukać dalej.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Królewicz przemierzał kolejne połacie terytorium Klanu Cienia, którym władali jego przodkowie, w poszukiwaniu zwierzyny, rozglądając się na boki oraz węsząc i także nasłuchując. Wytężał wszystkie swoje zmysły, a wiatr owiewał mu pysk i wyginał długie wąsy. Już wydawało mu się, że znalazł potencjalną ofiarę, gdy dostrzegł samotny, smutny liść niesiony wiatrem. Zmarszczył nos i wypuścił kłąb ogrzanego powietrza z pyska. Czyżby los pluł mu w pysk? Król Olch trzepnął zirytowany ogonem na prawo i lewo, i postanowił, że koniec na ten czas. Nie będzie się niepotrzebnie irytował i męczył. Uznał, że powrót do obozu z tym, co udało mu się dotychczas upolować wystarczy, a ewentualnie później znów zapoluje. Może wtedy los będzie bardziej mu sprzyjał. Kocur wykopał upolowaną zwierzynę i ruszył eleganckim krokiem w stronę obozu, do którego wszedł dumnie i lekko, aby odłożyć truchła na stos.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Był wieczór. Słońce niedawno zaszło, jednak nadal pozostawiło za sobą pomarańczową poświatę na niebie. Był to idealny moment na to, aby Wiewiórczy Ogon udał się na spacer. Miał już wszystkie treningi za sobą, wyznaczył patrole, zatem z czystym sumieniem mógł sobie pozwolić na chwilę dla siebie. Potrzebował odsapnąć od tego całego zgiełku w obozie, chciał pobyć chwilę sam, pomyśleć o tym wszystkim, co ostatnio miało miejsce w jego życiu. A działo się ostatnio dość dużo, przede wszystkim, jak właściwie cały czas, myślał o Krogulec, ale nie było to niczym nowym. Po prostu... była dla niego wszystkim i pomimo tego wszystkiego, nie potrafił bez niej żyć. Potrzebował jej.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Prawdopodobnie Wiewiór jako jeden z pierwszych mógł zauważyć nieobecności Krogulec w obozie. I nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu po wcześniejszym miocie również korzystała z wolności. Tylko, że na noc do legowiska wracała, jadła w obozie i praktycznie żyła tak, jak normalny kot. A obecnie pojawiała się raz dziennie po to, żeby rzucić wątłą mysz na stos i wybrać sobie coś ciekawszego niz to, co oddala, po czym oddalić się ze zdobyczą w kierunku terenów ponownie. Obecnie siedziała na gałęzi jednego z drzew z przymkniętymi ślepiami, przez co nie dostrzegła rudego zastępcy, który spacerował nieopodal. Stabilna, grubą gałąź stanowiła jedna z niższych należących do tego drzewa, ale jednocześnie była na tyle wysoka, żeby byle drapieżnik jej nie zaskoczył. Dlatego też kocur mógł ją zobaczyć i zrobić cokolwiek mu się podobało.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Owszem, Wiewiórczy Ogon dostrzegł brak ukochanej w obozie, jednak nie zamierzał jej specjalnie szukać i jej przeszkadzać. Skoro chodziła po terenach, to oznaczało to, iż chciała mieć czas dla siebie i nie widział sensu w narzucaniu się jej. Jak będzie chciała, sama do niego przyjdzie.
Szedł więc sobie po Zroszonym Torfowisku, niespecjalnie zwracając uwagę na otoczenie. Był zajęty myślami, toteż nie zauważył Krogulec znajdującej się na pobliskim drzewie. Kichnął za to, kiedy zaswędziało go w nosie, ale tak dość... no, donośnie. Gdyby zamierzał polować, mógłby mieć z tym problem, bo zapewne spłoszył właśnie całą okoliczną zwierzynę. No ale cóż, nie mógł nic na to poradzić, przecież nie powstrzyma kichania tak łatwo, prawda?
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Słysząc donośne kichnięcie, które zaskoczyło przysypiającą, ale nadal czujna Krogulec poderwała się na gałęzi, rozglądając dookoła aż jej wzrok nie natrafił na rudego kocura. Och. Cóż to za los miał być, który ciągle krzyżuje ich drogi? Westchnęła cicho, po czym zeszła z drzewa z wprawą wbijając pazury w wystająca korę i w końcu dotykając ziemi, a następnie swój wzrok skierowała na rudzielca, który znajdował się bardzo w pobliżu. Praktycznie stali może parę kroków przed soba, ale to nie przeszkadzało Krogulec odchrzaknac. Być może po to, żeby zwrócić na siebie uwagę, a być może po to, żeby pozbyć się guli z gardła przed wypowiedzeniem słów.
- Cześć - przywitała się z zastępca dość słabym głosem, chociaż zdegradowana wojowniczka starała się, żeby brzmiał silnie i porządnie, a nie jak u jakiejś pipki. A ze nie wyszło to... Cóż. Skierowała na niego neutralne spojrzenie, chowając sie za maska obojętności, aby nie pokazywać swoich prawdziwych odczuć. Nie chciała zamęczać tym syna Świerkowej Igły, który już i tak miał dużo na głowie.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiórczy Ogon natychmiast obrócił się, gdy usłyszał odchrząknięcie ukochanej, a ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się mimowolnie.
- Hej - odparł, nie spodziewając się tego spotkania. Domyślał się, że kocica mogła nie znajdować się w obozie, ale nie przyszło mu do głowy, że może być akurat tutaj i ich drogi się skrzyżują. - Coś się stało, że o tej porze nie jesteś w obozie? - zapytał, jakby chcąc poznać przyczynę, dla której terminatorka znajdowała się na terenach, zamiast w bezpiecznym i ciepłym legowisku. Również spacerowała, przyszła pomyśleć, potrzebowała czasu dla siebie, czy może powód był zupełnie inny? Rudzielec chciał się dowiedzieć, był ciekaw. Jeśli Krogulec coś dręczyło, chciał być dla niej oparciem, chciał jej pomóc, tak jak ona niejednokrotnie pomogła jemu. Chciał po prostu dla niej... być.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Również nie spodziewała się tego spotkania. W gruncie rzeczy, rzadko kiedy się obecnie czegokolwiek spodziewała, ale na samą myśl o tym wprawiała się w niezbyt komfortowy nastrój, zagubiona we własnych, negatywnych uczuciach. Przed odpowiedzia na pytanie zastępcy zacisnęła zęby, zatrzymując wewnątrz siebie cisnące sie na język słowa, które byłyby wypowiedziane podniesionym tonem.
- Bo nie chce - powiedziała jedynie głosem z zaciśniętego gardła, który starał się brzmiec normalnie, tak jak zawsze. A brzmiał tak, jak jakaś dziwna karykatura tego, co niegdyś było wypowiadanymi przez Krogulec słowami. Nie podobało jej się to, co jeszcze bardziej wzbudzało rozdrażnienie, które od wielu księżyców tłumiła w sobie, nie mogąc sobie pozwolić na chociaż chwilę zapomnienia.
- To wszystko nie ma sensu - dodała jakby mimowolnie, ściskając przy tym głos i kierując wzrok na zamarzniętą ziemię, biorąc w płuca głębszy oddech. Nie było sensu wracać do obozu. Nie było sensu łowić tyle zwierzyny, ile zdołałaby wytropić. Nie było sensu służyć klanowi do utraty sił, skoro inni dają z siebie jedynie minimum i osiągają tym sukces. Wbiła pazury w ziemię czując, jak mięśnie łap tężeją pod wpływem negatywnych emocji, które fala zalały jej wnętrze po raz kolejny. Próbowała odwrócić wzrok, przestać się przejmować. Ale nie potrafiła.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.