Zostań. Ulżyło mu, gdy to usłyszał. Nie spodziewał sie w ogóle tej odpowiedzi, myślał, że kocica powie "idź" lub coś w tym stylu. Wydawało mu się, że ona jest wredna i go nie polubiła, a tu jednak jest jakaś nadzieja. On nie chciał odchodzić, bo dopiero co przyszedł, chciał tu jeszcze chwilę zostać. Może jest szansa, że zostanie trochę dłużej dzięki tej rozmowie? Spojrzał na nieznajomą w niemalże tym samym momencie co ona na niego. Nie zrozumiał. Nie rozumiał jej zdziwionego wzroku, czy coś źle zrobił? Na szczęście po chwili już nie było po nim śladu. Czyli może jednak jest niewinny. Na razie w to wierzy. Po przedstawieniu się, dymny stwierdził, że jej imię było... Ładne. Zachodząca Łapa. Jak będzie nazywać sie w przyszłości? On sam nie miał pomysłu co dopasować do "Zachodząca", ale może ona ma?
-Ładne. Oryginalne. Myślałaś, Zachodząca Łapo nad imieniem wojowniczym? Jakie chciałabyś mieć?- Tak miło mu sie wymawiało to imię. Kojarzył je sobie z zachodem słońca, jednym z ulubionych zjawisk, jakie obserwował. Najbardziej lubił patrzeć na tęczę. Kiedy był mały, jego matka obiecała mu, że zabierze go na koniec tęczy. Oczywiście kocur wie, że to byłoby niemożliwe...
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Może i nawet lepiej, że kocurek nie wiedział, czemu to spojrzała na niego zdziwiona. Teraz jednak karciła siebie samą w myślach. Jak mogła ukazać, że jest zdziwiona. To nie było na miejscu. Nie mogła więcej powtórzyć błędu z pogrzebu i ukazywać swoim uczuć. Wtedy to było po prostu za wiele. Żal, jaki pozostał po starcie matki, nie mógł, nie, on nie miał prawa ujrzeć ponownie światła dziennego. To byłoby po prostu... Dla niej zbyt wymagające.
Tymczasem usłyszała pochwałę jak i jednocześnie pytanie. Chwilę się zastanawiała, co mogłaby połączyć ze swoim imieniem, gdyż zwykle myślała o Zachodzącej Gwieździe ale jakoś nigdy nie przyszło jej do głowy wojownicze imię, które było równie ważne.
- Słońce. Chciałabym aby nazywali mnie Zachodzące Słońce - miauknęła po chwili. Tak, to było właśnie to. Słońce będzie oznaczało jej siłę. - A ty, Wronia Łapo, myślałeś nad jakimś wojowniczym imieniem?
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Zachodzące Słońce. Ale się fajnie zrymowało. Imię to też się Wronie nawet spodobało. Ciekawe tylko, czy terminatorka takie dostanie. Kocur nie wiedział jak było w klanie Rzeki, czy przywódca wysłuchiwał próśb klanowiczów i to nie tylko tych dotyczących imienia. W jego klanie przywódczyni słuchała swoich "poddanych", dymny nawet przekonał sie o tym na własnej skórze, kiedy to dostał ją na mistrzynię. Nie mówił przecież jej osobiście, że chciałby. To pewnie Jodłowa Igła powiadomiła Malinę, a ona spełniła marzenie terminatora.
-Hmm... Szczerze to jeszcze nad tym nie myślałem. Chcę zostawić Malinowej Gwieździe pole do popisu. Ciekawe, co wymyśli- odpowiedział niemalże od razu. Nie przywiązywał zbyt dużej uwagi do swego imienia, nie zależało mu na tym, by było ładne. Prędzej przejmowałby sie tym, czy jest normalne. Mógłby mieć wąty, gdyby nazwano go na przykład... Wroni Bieg lub Wroni Ryk. Chodzi właśnie o imiona pozbawione sensu. -Chociaż podoba mi sie Wroni Lot lub Wroni Szpon. Wronie Pióro też jest całkiem ładne- Tylko szkoda, że taki ktoś już był i to w klanie Rzeki... I niedawno umarł. Przykra sprawa, naprawdę.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Malinowej Gwieździe? Ah tak, zapomniałam, że u was w klanie było małe zamieszanie z powodu zastępcy czyż nie? Czekaj jak mu tam było... Gradowy Powiew? Podmuch? - zapytała unosząc jedną z brwi. Tak, pamiętała jeszcze jak Tonące Słońce mówił jej o Kruczej Gwieździe i Gradowym czymś, ale nie zapamiętała tego, gdyż zaraz po rozpoczęciu treningu, na stołek wstąpiła Malina i Sokoli Cień. Kotka usiadła następnie, czując, iż ten osobnik jej nie zagrozi. Biczowaty ogon przysunęła bliżej łap.
- Wronie Pióro ah... Niedawno zmarł nam wojownik o takim imieniu. Zawsze możesz zostać... Skrzydłem. Wronie Skrzydło - zaproponowała po chwili, jedna nie wiedziała czemu. Może dlatego, że chciała? No trochę dziwne ale mimo wszystko już wypowiedziała propozycje.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
-Tak. Gradowy Podmuch.- Wrona dobrze pamiętał zastępcę, który już nie należy do klanu, jednak nie wiedział dlaczego odszedł on z klanu. Czemu zrezygnował z rangi przywódcy? Dymny to by chyba takiej okazji nie przepuścił. W sumie to byłoby nie fer wobec innych. Namieszałby jeszcze i w ogóle. -Jednakże nie do końca wiem o co z tym chodziło i dlaczego Grad odszedł. Byłem wtedy chory, leżałem w lecznicy.- o swoje chorobie nie mówił chętnie. Nie była ona co prawda jakaś mega długa i zagrażająca jego życiu. Po prostu nie lubił o niej mówić.
-Oh współczuję. Na pewno był dobrym wojownikiem... - Odparł cichszym tonem kocur. Nie lubił pogrzebów, zawsze bał się, że kiedy przyjdzie na jedno z nich, zobaczy członka swojej rodziny. Mimo, że dymny potrafi zachować emocje w sobie i jest praktycznie jak kamień, to w takiej chwili rozkleiłby się i zalał łzami. Po pogrzebie smutki chowałby głęboko w sobie i pewnie by się gdzieś zaszył. Tylko osoba naprawdę bliska byłaby w stanie go pocieszyć. A on jak na razie takiej nie ma. I ja nie mówię tu o rodzinie, ani o przyjaciołach. Z reszta ich także nie posiadał. Wszystkie koty, które do tej pory znał awansowały tylko na rangę ''znajomy''. Terminator w głębi serca liczył, że kiedyś znajdzie przyjaciela i partnerkę. -To też ładne imię. Jednak zostawię przywódczyni wolną łapę.- No bo chciał mieć niespodziankę. Niech go kocica zaskoczy. W sumie to będzie zaskozony nawet jeśli wybrałaby imię, które tutaj padło. - Twoja propozycja naprawdę mi się podoba- Tak, by było jasne. Kocurek wolał na wszelki wypadek to powiedzieć, bo nie chciał by czekoladowa się na niego złościła. Polubił ją, mimo, że była z innego klanu. Liczył też, że spotkają się jeszcze kiedyś.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kotka kiwnęła ze zrozumieniem głową. Co prawda sama lądowała w lecznicy tylko dlatego, że miała jakieś rany po bójkach, jakie czasem prowadziła - albo w ogóle tam nie szła, bo uważała medyków w swoim klanie za wariatów jakiś - ale fakt faktem, było to uciążliwe zajęcie, które niezbyt przypadło jej do gustu. Jakby coś w ogóle kiedyś przypadło jej do gustu tfu.
Na słowa współczucia, Zachodząca Wiedźma ruszyła tylko obojętnie barkami. Nie ruszyła jej jakoś bardzo śmierć wojownika, ba, ona chyba nawet wtedy na pogrzeb nie przyszła, a jak już, to się przyglądała i po chwili zmyła. Tak zapewne było. - Nie znałam go - mruknęła po chwili.
- W sumie to rozumiem. Malinowa Gwiazda jest liderem, świeżym, niczym ten cały Trzmiela Gwiazda - aka Gruba GwiazdaMusiałam xD - Więc zapewne ma dużo pomysłów. Dużo Ci jeszcze zostało do przerobienia na treningu?
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Wrona lekko sie zdziwił, widząc reakcje Zachodzącej, jednak nie pokazywał tego po sobie. Praktycznie to dalej wyglądał tak jak wcześniej. Jego wzrok, głos ani poza nie zmieniły się. Wzruszenie barkami i powiedzenie "nie znałam go" było dla niego... Dziwne. Gdyby usłyszał to w swoich kocięcych latach to pewnie zgodziłby sie, bo to był okres, gdy jeszcze wszyscy byli dla niego obcy, przez to że siedział w lecznicy. Teraz, kiedy urósł, troche inaczej postrzega wszystko. Gdyby to w klanie Wichru ktoś zmarł, kocur przejmował sie tym, nawet jeżeli ten kot byłby dla niego obcy. Czyłby współczucie i smutek, czuwałby przy martwym.
-Ah tak... Trzmiela Gwiazda. Co się stało tak właściwie z tym całym Błyskającym Gwiazdą?- powiedział bardzo cicho, tak jakby do siebie. Nie zależało mu na odpowiedzi, bo sądził że ona i tak nie bedzie wiedziała. Wro będzie się chyba musiał udać do Czterech Dębów by porozmawiać z kotem klanu Gromu.
-Nie. Praktycznie tylko polowanie. Przerobiłem już walkę i kodeks. A tobie co zostało?- odpowiedział po chwili zastanowienia. Ciekawy był, czy Malina coś jeszcze doda to treningu, na przykład łowienie lub pływanie. Dymny nie wiedział czy przywódczyni potrafi to, nie wymagał też tego od niej. Mimo, że byłby szczęśliwy gdyby sie tego nauczył, no bo to przydatne, to nic by sie nie stało gdyby nie potrafił. Co prawda mógłby poprosić Zachód, by go nauczyła, lecz lekko sie bał i wstydził... Otworzył pysk, by ją o to zapytać, ale po chwili go zamknął. Przez krótką chwilę, jeszcze próbował zapytać, ale nie przezwyciężył "strachu". Ostatecznie tylko nerwowo sie poruszył, co ona mogła zauważyć.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
No cóż, Wiedźmy raczej nie przejmowała śmierć kogoś, kto nie należał do jej rodziny. Ej nope, stop. Połowa jej własnego klanu była jej rodziną (dzięki Gil!) ale mniejsza z tym. W takim razie będzie lekka poprawka. Nie przejmowała ją śmierć kogoś z jej dalszej rodziny. O i idealnie. Patrząc na to z jej strony, to tak było lepiej, gdyż gdyby miała płakać za każdym zmarłym wojownikiem albo terminatorem. A tfu! Jeszcze uznaliby ją za jakiegoś słabiutką kluchę, kiedy taka wcale nie była.
- Teraz jest samotnikiem, bo zgwałcił naszą zastępczynię - przewróciła jedynie oczami z lekką irytacją - Wiesz Cze'wony Mak - spróbowała wymówić to tak, jak to robiła siostra Świetlika. - No i teraz mamy w klanie dzieciarnie półkrwi, która zachować się nie potrafi - dodała po chwili. No taka prawda. Skoro Pajęcza Łapa próbowała zanieść na s t o s ze z w i e r z y n ą ciało zmarłej wojowniczki. I to tylko świadczyło o jej matce co nie? No i genach ojca, nie ukrywając.
- Eeee... Walka i ten no kodeks - odpowiedziała zaraz. Machnęła lekko ogonem, przyglądając się kocurowi uważnie. Najpierw ten otworzył pysk a później zamknął a na koniec nerwowo poruszył. Czekoladowa podniosła brew do góry. - Boisz się mnie czy jak? - zapytała po chwili.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Słysząc o gwałcie Wrona jeszcze bardziej sie zmartwił. Obawiał sie, że ten cały Błysk przyjdzie sobie na tereny jego klanu, spotka jakąś młodą kotkę i zrobi jej to samo co zastępczyni klanu Rzeki. Grom jest co prawda daleko od Wichru i dostać sie tu w miare szybko można tylko przez Cztery Dęby, ale co jeżeli on jest tak zdeterminowany, że mógłby iść nawet kilka dni? Najgorzej będzie jak sie okaże, że on już zmierza i chce zaliczyć kotkę z każdego klanu.
-Naprawdę ją aż tak okropni? - dymny nie wiedział co wyczyniają tamte koty, ale podejrzewał, że to coś grubego. Do tej pory spotkał się tylko z zachowaniem Iskrzącej Łapy, który posikał sie przy stosie ze zwierzyną. To zachowanie świadczyło o tym, że ktoś tu jest źle wychowany.
-Nie, oczywiście że nie.- powiedział szybko i spojrzał na kocicę, po czym spuścił wzrok na ziemię. -P-po prostu chciałem... Ah nie w-ważne. Zapomnij o tym- Cóż on to wyczynia. Nigdy sie tak nie zmieszał, czemu to robi? Czemu tak duka i nie wie co powiedzieć? Zdarzało mu sie tak kiedyś, ale to tylko gdy uczył sie mówić! Co ona sobie teraz o mnie pomyśli, na Gwiezdnych, ogarnij sie!
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kotka zastrzygła uszami, słysząc slowa dymnego syna Jodłowej Igły. Wzruszyła tylko ramionami. Czy mogła odpowiedzieć mu na to pytanie? No... Niezbyt. W końcu sama należała do Klanu Rzeki a nie G r o m u, który zapewne tylko czekał, aby ponownie przekroczyć granicę. No niestety, ale na ich nieszczęście, kodeks pozwalał jej walnąć im w mordę. A nawet jeśli by zakazywał, to i tak dostaliby po pyskach. Czegoś takiego tolerować nie będzie naprawdę. - Wiesz skoro został wygnany to raczej tak - mruknęła zaraz, spoglądając na Wronią Łapę.
- No mów, przecież nie gryzę - odparła, przyglądając się jak ten tylko się męczy. Normalnie jakby miała go zagryźć na śmierć. W sumie to może trochę kłamała, gdyż potrafiła ugryźć, ale dla tego terminatora mogła zrobić wyjątek. Czemu? Nie wiedziała, po prostu zamierzała go zrobić. Przynajmniej nie był bezczelny, jak larwa z Gromu, więc mogła tutaj toczyć się kulturalna, cywilizowana rozmowa.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Wrona nie potrafił stwierdzić czy słowa Zachód dodały mu otuchy. Każdy mógł przecież powiedzieć, że nie gryzie. Z resztą kocur wątpił, że ona zaraz mogłaby zacząć go gryźć, to byłoby... Dziwne. Jak na razie on polubił ją i uważał za normalną, nie to co na przykład ten Iskierek czy Błysk lub inne koty, których imion nie trzeba tu wymieniać. Po długiej chwili terminator westchnął i niepewnie zaczął mówić.
-Potrafisz łowić ryby, prawda? Koty z klanu Rzeki łowią ryby.- mówił na początku cicho, lecz potem już głośniej i pewniej. -Chciałem spytać czy mogłabyś mnie tego nauczyć... W wolnym czasie- dodał jeszcze i spojrzał na rzeczniczkę. Tak wiele wysiłku go to kosztowało. Wracając do łowienia. Zależało mu tylko na tym, pływanie go nie interesowało. Chciał zacząć polować na ryby, ponieważ w Porę Nagich Drzew ciężko o jakąkolwiek zwierzynę, więc wspomógłby klan rybami. Jedna kotka powiedziała mu, że można na nie polować podczas mrozów, jeżeli tylko woda nie zamarznie. Na terenie klanu Wichru co prawda było mało jezior, jednak na pewno coś by sie znalazło. Zawsze można iść przecież na tereny niczyje. On by sie nie bał, chodzi przecież o dobro klanu.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Ło osobisty sukces Zachodzącej Łapy. Terminator ją p o l u b i ł. Na pewno się tego nie spodziewała, gdyż jak zazwyczaj to lubiły ją koty z rodziny i chyba nikt więcej. No cóż. Takie życie samotnej Wiedźmy, która to przyjaciół sobie zjednać nie potrafiła. A nie chwila była Czereśnia, jednakże nie wiedziała, czy tamta dalej ją lubi czy pod wpływem swojej myszowatej rudej siostry, nie zmieniła do niej nastawienia.
Chrząknęła pod nosem, słysząc prośbę kocura. Następnie spojrzała na niego zielonymi oczami. W sumie... to czemu by nie? Co prawda Szczurowi odmówiła ale dlatego, że to był istny wariat. Ten tutaj jednak był porządny i wychowany. Ach tak i najważniejsze. P o p r o s i ł. Bo point to tak nie potrafił.
- Ech... No dobrze. Nauczę Cię łowić jeśli.. - no co? Niczego za darmo nie ma, a jej prośba wielka nie była - Jeśli nauczysz mnie biegać, jak koty z Klanu Wichru -bo się przyda. Na przykład przy polowaniu na króliki bo to też czasem na jej terenie widoczne były. Z resztą, to też się będzie opłacało przy walce co nie? No do czegoś jej to potrzebne było.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Wrona nie mógł powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jego pysku, gdy Zachód zgodziła się. On tego nie kontrolował, a to dziwne, bo zawsze zachowywał kamienną twarz. Rzadko kiedy pokazywał swoje emocje. Poddał sie w końcu i pozwolił zachować sobie ten wyraz pyska. Zmycie uśmiechu zakończyło sie niepowodzeniem. Czy to źle? Spojrzał na nią, gdy usłyszał jej warunek. Od razu wiedział, że będzie ciężko... Szybko biegać trzeba umieć od urodzenia, trzeba się z tym urodzić, nie da się tego nauczyć. Albo da się, lecz bardzo dużo pracy trzeba w to włożyć. Codzienne treningi i może kiedyś by sie udało. Ale to nie przeszkoda. Jeżeli bedzie trzeba to Wro będzie przychodzić tu codziennie i będzie razem z kocicą trenował. Jeszcze nie wie jak, ale na pewno mu sie uda.
-Zgoda. Umowa stoi. Chcesz zacząć już teraz czy kiedy indziej? Możemy spotykać sie nawet codziennie. - powiedział. Terminator miał za dużo wolnego czasu, więc nie pogardziłby takimi wycieczkami na granicę. Dodatkowymi "treningami" z resztą też. -Oczywiście jeżeli chcesz... I... Masz wolny czas- dodał i wbił wzrok w ziemię.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachodząca Wiedźma spojrzała na mordkę kocura, na której to zagościł uśmiech. Czyżby aż tak bardzo zależało mu na tym, aby nauczyć się łowić ryby? No cóż. Jej to dużego problemu nie robiło, ba, może nawet będzie fajnie, czy jak to się mówi. Będzie jakieś zajęcie z które odciągnie ją myślami od śmierci matki. Zielone oczy spoczęły w tych, należących do kocura. Gdy ten się zgodził na układ, mimowolnie ruszyła głową do przodu. Zaraz jednak ją zawróciła. Gdy ten jednak ponownie wbił wzrok w ziemię, mówiąc o wolnym czasie oraz o jej zaangażowaniu, pokręciła głową.
- Mam wolny czas. I oczywiście, możemy się spotykać codziennie, jeśli chcesz. Jutro spotkamy się przy jeziorze... Za Twoimi terenami co ty na to? - zapytała przekrzywiając w bok, niczym mały kociak.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Jak sie okazało, spotykanie sie codziennie nie stanowiło dla kotki problemu, czyli to i lepiej, bo przez te dni, w których będą siebie trenować Wrona spędzi jakoś inaczej. Przyda mu sie to, bo teraz praktycznie siedzi w obozie albo próbuje coś upolować, na darmo, bo i tak tego nie potrafi. Treningi jego odbywają sie rzadko, ale co się dziwić, skoro jego mistrzem jest Malinowa Gwiazda we własne osobie. Kocica ma dużo obowiązków i jeszcze kociaki na głowie. A no i innego terminatora.
-Dobrze. Przyjdę na czas- rzekł. Jezioro za jego terenami? Co to mogło być? Szuwar Turzycy? Tylko to przychodziło mu do głowy, z resztą innego jeziora w pobliżu nie było. Ale... To troche daleko od klanu Rzeki, czy to nie będzie problemem dla Zachód? Zaproponowała sama, więc chyba nie. Najwyżej trening biegania odbędzie sie bliżej jej terenów.
-No to do zobaczenia Zachodząca Łapo!- powiedział po chwili i posyłając czekoladowej uśmiech, odwrócił sie i zaczął iść gdzieś w głąb terenów klanu Wichru, jednak na pewno nie do obozu.