Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Oh, dz-dziękuję! Twoje też jest bardzo ładne! - odpowiedziała zawstydzona. Spośród wszystkich komplementów jakie usłyszała w życiu (a nie było ich wiele) tego spodziewała się najmniej. Cieszyła się jednak, że komuś podoba się jej imię i nie jest w tym sama. Co prawda nie nawiązywało w żaden sposób do jej kocięcego miana, ale też było bardzo ładne i dobrze brzmiało, a to chyba było najważniejsze, prawda?
- Oh - wymsknęło jej się, a uśmiech wyparował z czarno-białego pyszczka. - To szkoda. Jeśli go spotkasz, to pozdrów ode mnie, dobrze? - poprosiła, odganiając od siebie złe myśli. Ruda kotka sama przyznała, że ostatnio rzadko była w obozie, a Mały Liść wydawał się być dość nieśmiały, więc pewnie niełatwo było go spotkać w centrum obozu, czy coś. Na pewno tak było! W końcu musieli się jeszcze spotkać! Plamka musiała mu się jakoś odwdzięczyć, nie mógł sobie ot tak zniknąć.
Niestety, nie było jej dane się tego dowiedzieć, albowiem akurat zjawił się gromowy patrol, do którego Plameczka zdecydowała się dołączyć. Dlatego grzecznie się pożegnała z nowo poznaną kocicą i ruszyła na dalszy obchód granic.
zt
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
A Kosowa Pieśń przypadkiem nie mówiła czegoś o samotnych wędrówkach?
No, mówiła aby Śliwkowa Łapa dopóki nie nauczy się walki, nie powinna oddalać się sama z obozu. No i Śliwka dokładnie to robiła! Nie wyszła sama z obozu, bo zabrała się z dwójką wojowników na polowanie aby nieco się podszkolić w tej skomplikowanej sztuce. W końcu jej porażka z rakiem musi być tą ostatnią! Nie da sobie już drugi raz prawie że oderwać palce! Było to nie możliwe, ale i tak czarno-biała Głogówna lubiła to wyolbrzymiać. W końcu...różowa pozostałość od czasu do czasu bolała. Szkoda, że jedynie w głowie terminatorki. W każdym razie, czarno-biała wyruszyła wraz z patrolem łowieckim w kierunku Bobrzej Tamy, przechodząc przez zachodnią część Łęg. Potem tak się złożyło, że wojownicy wraz z zielonooką przeszli przez Bobrzą Tamę i ruszyli wzdłuż granicy z Klanem Gromu mijając Obgryzione Pnie, by ostatecznie zatrzymać się Piaszczystej Mieliźnie i rozpocząć prawdziwe polowanie od tego tereny, aż po Cztery Dęby i Zielony Pagórek. Śliweczka nie sprzeciwiała się takiemu pomysłowi, dlatego podczepiła się pod jednego z wojowników idącego w kierunku Granic z Klanem Wichru i tam rozpoczęła polowanie. Tak się jakoś złożyło, że wyczuła piszczkę za którą rzuciła się w pogoń oddzielając się od polującego na coś zupełnie innego kocura. Biegła za uciekającą myszą nie chcąc jej zgubić. Nawet nie dostrzegła kiedy minęła Zielony Pagórek i wkroczyła już na Miękkie Podnóże. Duża, zielona przestrzeń spowita wysoką, pachnącą trawą skrywała również granice z klanem biegaczy. Jednak córko-terminatorka Kosowej Pieśni wiele sobie z tego nie robiła. Może zapomniała? Jednak! Ostatecznie tuż przez zapachową granicą, udało jej się pochwycić ścigane zwierzątko. Z radością, pomrukując pod nosem uniosła zwiotczałe ciałko małej, rudawej myszki polnej i wtedy też zrozumiała, że dzieliła ją długość ogona od przekroczenia granicy. Zamrugała zdezorientowana i przysiadła, wcześniej zakopując gdzieś starannie zwierzynę. Może powinna już iść? Nigdy tu nie była i jedynie ostry zapach informował ją, że musi gdzieś tu być wyznaczony koniec terenów jej klanu a początek innego. Ciekawość wzięła górę nad bezpieczeństwem i młoda, czarno-biała koteczka powoli przesunęła się wzdłuż zapachu, z zaciekawieniem oglądając cudowności innego kanu w postaci..bezkresu traw i lekko widocznych pagórków.
Jak Kosowa Pieśń się o tym dowie, to ukręci ci uszy!
//Lawendowy Kwiat
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Jakżeby inaczej Lawendowy Kwiat zaczęła dzień od sprawdzenia i ocenienia pogody. Ta od jakiegoś czasu ich nie rozpieszcza. Jak nie upały na przemian z burzami to nagłe ochłodzenia. Jakby pogoda przechodziła jakieś dziwne wahania nastroju. Po dokonaniu analizy warunków atmosferycznych i porannej toalecie, Lawenda udała się na trening z Sikorczą Łapą. Niestety, nie należał on do najprzyjemniejszych, gdyż kotki ćwiczyły walkę. Jedynym pocieszeniem było to, że trening trwał w miarę krótko. Obolała Lawenda, stwierdziła, że się przejdzie, aby się jeszcze bardziej rozruszać. W końcu na następnym treningu z Gołębią Łapą również będzie ćwiczyć walkę. Aż jej się żyć odechciewa... Łapki córki Mknącego Ptaka prowadziły ją w kierunku Granicy z Klanem Rzeki. Żałowała, że ma tak daleko do Szarych Topoli, wtedy istniałoby prawdopodobieństwo, że spotka Tonące Słońce, a tak nie pozostało jej nic innego jak spotkać kogoś z Klanu Wichru albo przy odrobinie szczęścia z Klanu Rzeki. Będąc już przy Granicy Lawendowy Kwiat poczuła zapach zwierzyny. Uśmiechnęła się na myśl, że może uda jej się coś upolować. Szła za zapachem, a ten w pewnym momencie z nieznanych jej przyczyn wyparował. Za to czuć było Klan Rzeki, co nie dziwiło kotki, ponieważ była na Granicy. Jednak coś nie dawało jej spokoju. Wzięła głęboki wdech i stwierdziła, że chyba ktoś jest nie daleko. Zaczęła powoli spacerować, kiedy nagle ujrzała biało- czarną kotkę. Idealnie! To dla Lawendowego Kwiatu okazja, aby wypytać o przyjaciela Borsuczego Futra. Niebieska kotka długo się nie zastanawiała i podeszła do przedstawicielki Klanu Rzeki. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest młoda, więc w razie czego nie stanowiła większego zagrożenia. - Witaj! Masz chęć chwilę porozmawiać?- przywitała się. Od razu Lawenda uśmiechnęła się do nieznajomej, aby zachęcić ją do konwersacji.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
O mały włos kotka nie padła na zawał, kiedy to na horyzoncie dojrzała zbliżającą się w jej kierunku, niebieską sylwetkę. O nie, jakiś Wichrowy kot chyba właśnie ją zauważył i idzie przepędzić z granicy chociaż jej nie przekroczyła. A może tak to wyglądało z perspektywy wojowniczki? Śliwka pewna, że zaraz dostanie bęcki, zastygła w miejscu, cofając się na bezpieczną odległość w głąb Rzecznych terenów jednak...czekała ją miła niespodzianka. Niebieska nie chciała jej zrobić krzywdy a...porozmawiać? Cóż, było to zaskoczenie, jednak Śliwkowa Łapa delikatnie poruszając uszami przybliżyła się do granicy, siadając w bezpiecznej odległości, owijając ogonem łapy, obserwując kotkę, która zadała jej proste pytanie - czy miała ochotę na rozmowę. Wprawdzie to...nie? Nigdy nie miała ochoty na rozmowę z nieznajomymi, stroniła od tego jak tylko mogła, jednak wizja wymiany zdań z kotem z innego klanu, tym bardziej kotkom która nie zdawała się być dla niej sporym zagrożeniem...
To się źle skończy, mówię ci
xx- Dzień dobry - przywitała się, delikatnie kiwając przy tym łebkiem z szacunkiem. Nie musiała nawet znać kotki by stwierdzić, że jest ona starsza i wyższa od niej rangą. Dlatego z wyrazami szacunku, skinęła jej łebkiem by nie wyjść na niewychowaną. To nie byłoby kompletnie w stylu młodej Głogówny. - Cz-czemu nie... Tak sobie myślałam, że kogoś spotkam - dodała już nieco mniej pewnie, odwracając na moment spojrzenie. O czym mogły porozmawiać? O czym rozmawiają koty z innych, różnych od siebie klanów? O pogodzie, zwierzynie czy może po prostu o swoim życiu? Pewnie jakby Owocówka była starsza, dałoby się z zielonooką porozmawiać na ciekawsze tematy. Treningi terminatorów, ostatnio upolowana zwierzyna, stoczone walki, jakieś wojownicze ploteczki czy inne takie. Znaczy o zwierzynie też mogły porozmawiać - czarno-biała sierotką nie była i polować już potrafiła, o czym nie dawała nikomu zapomnieć, przynosząc na stos małe i duże zwierzyny, z czego była dumna. W końcu mogła pokazać swoje kompetencje i się z nimi nie kryła, powoli chcąc się kreować na dobrego łowce. xx- Jestem Śliwkowa Łapa, a ty? I...jak mogę spytać, co cię tu sprowadzać? Patrol?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Kto by pomyślał, że Lawendowy Kwiat trafi na tak wychowaną kotkę. Od razu widać, że ma szacunek do starszych i wyższych rangą. Niebieska kotka uśmiechnęła się i usiadła blisko Granicy, uważając, aby jej nie przekroczyć. W razie jakiegoś dodatkowego patrolu nie chciała mieć żadnych problemów, zwłaszcza, że ma pokojowe zamiary. - To fantastycznie! - zareagowała. Wszystko szło zgodnie z planem Lawendy. Udało jej się spotkać kota skłonnego do rozmowy. Teraz jeszcze musi nadać się okazja, aby zadać pewne pytanie. Ogólnie córka Czyżyka po ostatniej rozmowie z przedstawicielem z Klanu Rzeki jest wobec nich trochę nie ufna, więc najpierw musi wybadać grunt. Gdy czarno- biała kotka się przedstawiła, Lawendowy Kwiat zmierzyła ją wzrokiem. Pierwsze jej skojarzenie było takie, że jest podobna do Głoga, z tą różnicą, że ma krótkie futerko. Ku lekkiemu przerażeniu Lawendy nawet oczy mają identyczne. Córka Mknącego Ptaka przełknęła głośno ślinę i postanowiła zapomnieć o nieprzyjemnej konwersacji z Głogiem i skupić się na nowo poznanej kotce. - Miło mi cię poznać! Jestem Lawendowy Kwiat! Nie, tak sobie przyszłam na spacer między treningami. A ty? Chyba polowałaś, co?- odpowiedziała pogodnie. Pewnie Śliwkowa Łapa miała coś wspólnego z tym nagłym zniknięciem zapachu zwierzyny. Przynajmniej takie wnioski wyciągnęła Lawenda. Następnie córka Mknącego Ptaka zmrużyła oczy i stwierdziła, że musi powiedzieć pewną rzecz, bo inaczej będzie ją to prześladować przez kilka następnych księżyców. - Przypominasz mi Głóg. Czy to twój jakiś krewny?- zapytała z czystej ciekawości. Ogólnie Lawenda chętnie by porozmawiała o trening Śliwkowej Łapy, jednak stwierdziła, że raczej na tym etapie znajomości nie wypada. Sama raz pochwaliła się wojowniczce Klanu Cienia, że nie miała jeszcze walki przez, co mogła ściągnąć na siebie niebezpieczeństwo. Lepiej niech córka Kosowej Pieśni czuje się swobodnie wiedząc, iż Lawendowy Kwiat nie zna jej umiejętności.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Niebieska kocica nie sprawiała wrażenia agresywnej i skłonnej do ataku. Była wojowniczką i raczej nie przekroczyłaby granicy tylko dlatego, by zbić pyszczek niewinnie polującej w okolicy, zaciekawionej Wichrowymi terenami kotki, która jeszcze walki na treningu nie miała. Zresztą jasnym było, że Śliwka nawet po ukończonym treningu walki nie miałaby szans ze starszą wojowniczką. Szybko udało jej się ocenić możliwości wojowniczki. Nie była może wizualnie silna, ale na pewno szybka i zwinna. A to, mogła już stanowić dla czarno-białej zagrożenie i...wolała go po prostu uniknąć. Wesoły i przyjazny ton wojowniczki jednak powoli powodował, że Głogówna zaczęła stawać się ufna w jej kierunku. Była taka pogodna i...otwarta na rozmowę. W końcu sama ją zaproponowała a to już coś. To mogło być powodem do dumy, w końcu jakaś wojowniczka, najpewniej doświadczona chciała rozmawiać ze zwykłą, szarą Śliwkową Łapą. Czy to nie jest wyróżnienie?
Nie
xx- Mnie również miło cię poznać, Lawendowy Kwiecie - odparła pewniej, posyłając w kierunku niebieskiej przyjazny uśmiech. Dojrzała, że ta przysiadła bliżej granicy jednak...czarno-biała nie odważyła się na podobny krok. Była blisko, jednak w odpowiedniej odległości, aby czuć się komfortowo. - I tak, polowałam. Goniłam rudą myszkę od...znaczy kawałek od granicy, jednak dopiero w jej pobliżu ją dopadłam. W-wtedy też postanowiłam przejść się wzdłuż granicy i..trafiłam na ciebie - wyjaśniła niepotrzebnie cały przebieg znalezienia się tutaj, chociaż Lawenda nie prosiła o to. Jakaś część Owocówki mówiła jej, by w razie czego się zwyczajnie wytłumaczyć, jakby kotka pomyślała o tym, że ta podkrada piszczki Klanowi Wichru. To chyba byłaby ostatnia rzecz, którą Śliwka by zrobiła. Przecież to łamanie kodeksu! Wtedy padło też dziwne pytanie ze strony kocicy. Śliwka widziała, że ta przygląda się jej, jeżdżąc spojrzeniem to po jej pyszczku czy też ogólnie ciałku, jednak...Takiego pytania się nie spodziewała. Wibrysy i uszy delikatnie drgnęły a ta, przekrzywiła łepek w niemym pytaniu. Czy...ona znała jej tate?. Długo zwlekała z odpowiedzią, nie za bardzo wiedząc czy powinna to mówić. Kim była kotka dla Głogowego Cienia i skąd się znali? Co powiedziałaby na to Kos? Śliwka nie utrzymywała jakiś bardzo bliskich kontaktów ze swoim tatą. Pamiętała go jednak dobrze, bowiem zjedli razem rybę jak jeszcze była malutka. Teraz praktycznie nie widywała go w obozie, jednak...ni byli rodziną i to najbliższą prawda? xx- To...mój tata - odparła w końcu po dłuższej chwili ciszy a zainteresowane iskierki w jej ślepiach delikatnie się powiększały. - Znacie się?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Cała sprawa się rozwiązała. Za zniknięcie tego cudownego zapachu zwierzyny była odpowiedzialna Śliwkowa Łapa. A już Lawenda myślała, że uda jej się na coś zapolować, ale wyszło jak wyszło. Z drugiej strony może udać się na polowanie po rozmowie ze Śliwką. Tylko czy będzie miała na to czas? - Mmm, mysz, aż mi brzuszku zaburczało! - zareagowała śmiejąc się. - To widzę, że polowanie masz już za sobą. Ryby też już umiesz łowić?- zapytała z czystej ciekawości. Ona sama chciałaby posiadać tę umiejętność i wkrótce jej się to uda! Skoro Tonące Słońce jej to obiecał to na pewno dotrzyma słowa!
Śliwkowej Łapie chyba odebrano mowę. Lawenda przez moment zastanawiała się czy powiedziała coś nie tak, ale przecież zapytała tylko o Głóg, za którym nie przepadała. Chyba, że coś nieźle przeskrobał dlatego czarno biała kotka nie chce nic na jego temat powiedzieć. Kolejną myślą córki Czyżyka było, że po prostu nie zna wojownika. Wreszcie Śliwka odezwała. Lawenda zrobiła wielkie oczy i zakrztusiła się własną śliną, aż musiała parę razy odkaszlnąć. - Tata? Ojej! Tego bym się po nim nie spodziewała. Chociaż? Mniejsza. - odpowiedziała będąc w szoku. Spojrzała w ziemię i wzięła głęboki wdech. Następnie skierowała wzrok na Śliwkę i uśmiechnęła się. - Raz z nim rozmawiałam na Granicy tak jak z tobą teraz.- rzuciła wzruszając barkami. Ta konwersacja do miłych nie należała, gdyż Głóg zabawił się kosztem Lawendy. Wcisnął jej bajki, że kocięta są zanurzane w rzece nawet w Porze Nagich Drzew, aby stały się odporniejsze. Początkowo niebieska kotka nie wierzyła w to, ale Głóg zdołał ją przekonać, że tak właśnie jest. W sumie Lawenda nie miała jak podważyć jego argumentów, gdyż nie żyła w Klanie Rzeki. Później jak opowiadała o tym Tonącemu Słońcu to było jej wstyd, że była taka naiwna i uwierzyła w te bzdury. Dobrze, że Toń był jedynym kotem, z którym się podzieliła tą wiedzą, dzięki temu szybko została pouczona i nie rozprzestrzeniała fałszywych informacji. - Czyli pewnie u twojego taty wszystko w porządku? A w ogóle jak on się nazywa? Mi przedstawił się tylko jako Głóg.- drążyła temat. Chętnie dowie się jak brzmi imię kota, który śmiał ją tak okłamywać!
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Brwi koteczki poszybowały jeszcze wyżej widząc dość charakterystyczną reakcje niebieskiej koteczki. Była zaciekawiona tym, co łączyło tą wojowniczkę z jej ojcem, wiecznie nieobecnym i rzadko kiedy widywanym w obozie. Poruszyła delikatnie wibrysami, nie spuszczając zielonego spojrzenia z Lawendowego Kwiatu. O nic jej nie oskarżała, była po prostu nieco...skołowana Wiedziała,że przecież jej ojciec był na tym świecie dłużej niż ona i...znał o wiele więcej kotów niż mogłaby sobie pewnie założyć, jednak! To troszkę dziwne, że akurat takiego kota spotkała i on zapytał ją o ich relacje. Czy naprawdę tak przypominała Głogowego Cienia? Niby oboje byli czarno-biali, ale czy w lesie nie ma takich kotów od diabła i ciut ciut? Głogówna uśmiechnęła się delikatnie i subtelnie, widząc zaskoczony i nieco zmieszany wzrok wichrowej wojowniczki. Dla niej również spotkanie było zaskakujące i trudno się dziwić.
Raz ze sobą rozmawiali? Hm...więc to raczej nic groźnego. Ot tak, zwykła znajoma
Nie było powodów do zmartwień. Jej ojciec może i nie był obecny w jej wychowaniu, zajmował tylko jakieś skrawki jej wspomnień, jednak nie figurował jako wspaniały i kochający. Bardziej jako ktoś godny szacunku i uznania, oraz nazywanie go ''ojcem'' jednak nic poza tym. Nie zmienia to jednak faktu, że poczułaby się dziwnie odrywając no...no na przykład fakt romansu między czarno-białym a spotkaną wojowniczką, co na całe szczęście zostało w porę rozwiane. Zielonooka w spokoju oczekiwała dalszych słów kotki i się nie zawiodła, bo już po kilku uderzeniach serca i wzruszeniu barkami przez Lawendę, wojowniczka przemówiła. xx- Tak, wszystko u niego...dobrze - odparła z lekkim wahaniem słyszalnym nie tylko w jej głosie ale i widocznym na nieco zawstydzonym pysiu. - Wiesz...nie widzę go często w obozie, ale nie widziałam go przy Królikarni, dlatego nie może być ranny czy chory. Wszystko dobrze - zapewniła już nieco pewniej, nadal czując jak zaciskaj jej się żołądek z dezaprobaty. Jak można nie wiedzieć co dzieje się z własnym ojcem! Jakby Lawenda zapytała o Kosową Pieśń, Śliwka mogłaby jej wszystko ładnie zaśpiewać. Nastrój czy zachowanie swojej mamy znała prawie, że na pamięć. A Głóg? Głóg był zagadką...Czarno-białą, niewidoczną w obozie i w życiu Śliwki zagadką. - Głogowy Cień, nazywa się Głogowy Cień. Wiesz...dlaczego nie przedstawił ci się pełnym imieniem? M-może znacie się jeszcze...za czasów bycia terminatorami? N-nie wiem..
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda uchwyciła wahanie Śliwkowej Łapy i postanowiła nie drążyć tematu. Domyśliła się, że coś w ich relacjach musi być nie tak, albo Głogowi coś się stało. Po chwili wszelkie wątpliwości niebieskiej kotki zostały rozwiane. Przewróciła oczami i stwierdziła, że to w stylu biało-czarnego kocurka. Pewnie włóczy się cały czas po Granicach i wciska różne kity innym kotom. Na słowo Królikarnia Lawendowy Kwiat lekko uśmiechnęła się. Czuła pewną satysfakcję, że teraz wie jak nazywa się lecznica w Klanie Rzeki. - To dobrze- odparła i machnęła ogonem. Zrobiło jej się żal Śliwkowej Łapy, która mało widywała swojego ojca. Nawet nie wiedziała, co u niego słychać. Jedyne, co wiedziała to, to , że jest zdrowy. Lawenda westchnęła głośno. Nie wiedziała, co jest lepsze, mieć kochającego ojca, ale krótko czy wiecznie znikającego i nieinteresującego się rodziną, a żyjącego? Ciężka sprawa. Wreszcie córka Czyżyka dowiedziała się jak Głóg ma na imię! Niech go tylko spotka, a zaskoczy go tą wiedzą i oczywiście wyrzuci mu, że okłamał ją i do tego powie mu może coś nie miłego. To był dobry plan, przynajmniej dla Lawendy, która chciała odrobinę się zemścić za ich pierwszą i ostatnią rozmowę. Aż oczy jej zabłysnęły na tę myśl. Niebieska kotka wyprostowała i uśmiechnęła się podstępnie. W sumie takie rzeczy nie są w jej stylu, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. - Nie mam pojęcia. Najwidoczniej nie chciał się chwalić swoją rangą i nie wykluczam, że rzeczywiście mógłby być terminatorem i wstydził się tego. Ogólnie ja wtedy byłam terminatorką- odpowiedziała pogodnie. Następnie wzięła głęboki oddech i postanowiła definitywnie zakończyć temat o Głogowym Cieniu. Dowiedziała się o nim wystarczająco, więc nie ma sensu dalej w to brnąć. - Jeszcze chciałam zapytać, co słychać u Sosnowej Łapy? Znaczy teraz już może być wojownikiem - powiedziała z entuzjazmem. Wreszcie będzie wolna i spełni obietnicę złożoną Borsukowi. Oczywiście Lawenda zdawała sobie sprawę z tego, że Śliwka może nie znać owego kota lub przekazać jej złe wieści, ale mimo wszystko była dobrej myśli i miała nadzieje, że przekaże przyjacielowi same wspaniałe wiadomości.
Szkarłatny Zachód poszła na obchód granic, tak jak to obiecała sama sobie wcześniej. Idąc tak z myślą w głowie, czy może po drodze zdołałaby coś upolować, rozglądała się wszędzie wokół. Prawdopodobnie jednak leśne zwierzęta szybciej poukrywały się do swoich nor, dziupli itd, gdyż wieczór ten był iście... spokojny. Bardzo spokojny. Skupiła się zatem w szczególności na patrolu, przy tym zaznaczając granice własnego klanu. Nikt nie będzie im chodzić po terenach, prawda? A jasne, że prawda! Choć Szkarłatna wcale nie potrafiłaby tak o wprost powiedzieć "Wracaj na swoje tereny, mysi móżdżku, lub pokażę Ci gdzie twoje miejsce". Prawdopodobnie... nawet gdyby ktoś pojawiłby się na terenie Klanu Rzeki, to ta zanim by to ogarnęła, to zdążyłaby się zaprzyjaźnić i przymknąć oko na Kodeks. Swój spacer kierowała od strony Ziem Niczyich do Czterech Drzew, zatrzymując się na chwilę przy Miękkim Podnóżu. Poczęła wdychać świeże powietrze. Od strony Klanu Wichru wydawało się inne. Żywsze, świeższe, lekkie... Może to ta wszechobecna woda na terenie należącym do rzeczniaków tak zmieniała wdychaną przez nich cały czas woń?
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Węglowy Pył często wychodził na samotne patrole, najczęściej także polując na sam koniec. Miał czas, by rozmyślać i w pełni oddać się obserwacjom przyrody, która z każdym dniem coraz bardziej przymierała. Nic w tym zadziwiającego, w końcu Pora Nagich Drzew zbliżała się niebłagalnie.
Pod wieczór było już dosyć chłodno, a powietrze faktycznie było dosyć żywe, pozbawione duchoty i ciepła w czasie lata. Nic, tylko spacerować i głęboko nim oddychać, przy okazji rozkoszując się umiarkowaną temperaturą. W tym też nastroju przechadzał się wichrowy wojownik - idąc wzdłuż granicy z Klanem Rzeki. Nie miał pojęcia, czy w tym momencie kogoś tutaj spotka. Być może jakiś wieczorny patrol, aczkolwiek nie nastawiał się na nic w żaden sposób. Z klanu Rzeki poznał jedynie Świetlikową Łapę. Z innymi nie miał przyjemności lub też nieprzyjemności rozmawiać. Od kogoś.. niemiłego zwyczajnie by uciekł, nie mając zamiaru się męczy i samemu sobie sprawiać tym przykrości. Zawsze podchodził ostrożnie do nieznajomych i nie inaczej było w tym momencie, kiedy ujrzał rudą kocicę po rzecznej stronie granicy. Nie wiedział, czy jest sama czy może z innymi, na patrolu, ale jakież to ma znaczenie w tym momencie?
- D-dobry wieczór - przywitał się dosyć nieśmiało, na początek, zupełnie jakby chciał sprawdzić reakcję nieznanej kocicy. To prosty sposób na zbadanie gruntu i zorientowanie się, czy się wycofać albo próbować dalej.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Wdychając radośnie powietrze i ciesząc się z widoków, nagle usłyszała przed sobą głos. Nie zauważyła jednak żadnego kota na początku, przez co wzdrygnęła się niepewnie i cofnęła. Mogłoby się wydawać jakby nikogo tam nie było, ale to po prostu ciemności skryły w sobie sylwetkę czarnego jak noc kocura. W sumie nie spodziewała się, że akurat kiedy teraz kiedy to ona wyjdzie na obchód, zdoła kogoś spotkać. A kto wie? Może złapie dobry język z nowym towarzyszem? W momencie kiedy jej oczy zleciały na powoli zlewające się kolorytem ciało z otoczeniem, ta przysiadła spokojnie i pokazała szeroki uśmiech. - Dobry wieczór! - Rozpoczęła, jak to zawsze, żwawo i śmiało, by zaraz potem dowiedzieć się z kim tak naprawdę ma przyjemność. - Szkarłatny Zachód, miło poznać. - Mruknęła, lekko i taktownie zniżając głowę.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Zaś dla Węglowego Pyłu ruda kocica była dosyć dobrze widoczne, więc niemal podskoczył widząc, jak się cofnęła i sam był gotów do szybkiego wycofania się i udawania, że go tam nie ma. I właściwie to już miał się zmywać, ale zatrzymał go dosyć wesoły głos kocicy, na co stanął jak wryty. Również przysiadł, no bo jak inaczej miałby się zachować. Nie chcę być niekulturalny!
- Węglowy Pył, m-mnie również - przedstawił się. No proszę, tym razem natrafił na rzeczna wojowniczkę, a nie terminatorkę. Ciekawe, jaka jest. Wydaje się dosyć przyjazna, więc chyba tym lepiej, że jednak nie zwiał. Nie no, to naprawdę dobrze! Ależ by się wygłupił, najpierw witając a potem uciekając. Żadnego dobrego wrażenia by nie zrobił.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jak widać wichrzak nie miał złych zamiarów, ani nie czekał z zasadzką stworzoną z trzech innych kotów, siedzących akurat za drzewami czy krzewami. Prawdopodobnie nie. Ruda jednak nie myślała nad takimi opcjami, bo jak to - ktoś mógłby tak bez powodu na nią napaść? Coś jej zrobić? Bez większego celu, znajomości? To byłoby dla niej okropnie głupie, i choć nie aż tak naiwna, nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że kocur mógłby być złym typem. Zamiast tego owinęła spokojnie ogon wokół łap i lekko nim podrygiwała, jakby nuciła coś w głowie i wystukiwała nim rytm. - Nie sądziłam, że akurat kogoś spotkam. Poszedłeś na patrol? Albo polowanie? Aaaa może zwykły spacer? - Spoglądała radośnie na niego, wyczekując z łagodnym uśmiechem. Oczywiście podała kilka różnych opcji, jakby nowy znajomy sam z siebie nie potrafił odpowiedzieć jej na to pytanie. Ah, jak zwykle mówi więcej niż w sumie musi.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
A tam od razu zasadzka. No bez przesady, w jakim celu by ona miała w ogóle być? Rzeczniaczka przecież nie przekracza terenów ani nic, więc po co? Nikt nie zamierza nikogo napadać. Węgielek choć podchodził dosyć nieufnie, to tylko w pozorach. Rzeczywiście dosyć łatwo go oszukać i zwieść. Wystarczy dobierać odpowiednie słowa i już. Na pewno nie widziałby żadnego kłamstwa czy dziwnej mimiki. Po prostu nie zwraca na to uwagi.
- Chyba wygląda na to, że wszystko na raz, a ty? - bo udał się na patrol i jednocześnie spacerował, na koniec mając zamiar zapolować. Też nie wiedział, że kogoś spotka. Ciekawe, czy będzie mógł o coś zapytać, na przykład o pływanie. O, albo łowienie ryb! Chciałby się dowiedzieć, jak to się robi, ale kocica nie musi mu tego powiedzieć, prawda? Nie miał pojęcia, czy zechce się z nim podzielić tą wiedzą. W końcu należy do klanu Wichru, a nie Rzeki i nie za bardzo nawet ma gdzie łowić. Zostaje chyba tylko Leśna Sadzawka, choć i tam nie wiadomo, czy udałoby się złapać jakąś rybę.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------