Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Gdzieś w trakcie przekonywania Słonecznego do swojego wybitnego pomysłu, usłyszał własne imię nadciągające ze strony Rzecznej granicy. Co do...?? Trzepnął przydużym uchem, odwracając się w stronę źródła dźwięku i... no Artem zdecydowanie nie był w pierwszej piątce kotów, które cynamonowy oriental spodziewał się zobaczyć w krainie kotków śmierdzących rybą. Przejażdżka na grzbiecie złotego Wichrzaka straciła tymczasowo na znaczeniu, więc Orion przeprosił go na chwilę (obiecał nawet, że go dogoni za momencik, chociaż wcale tego w planach nie miał) i ruszył w stronę granicy.
– Intrygujące, granica wygląda na Rzeczną, śmierdzi jak Rzeczna, ale najwyraźniej jest Nowoświtowa? Jak do tego doszło? – przechylił lekko łeb w oczekiwaniu na odpowiedź. Nie trzeba było geniusza matematycznego by dodać dwa do dwóch i wywnioskować, że czekoladowy point wstąpił najwyraźniej w szeregi Rzecznych kotków, ale pozostawało pytanie dlaczego.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
No Orion jak żywy. Artemowi zdecydowanie się nie przywidziało, bo zachowania cynamonowego pointa raczej nie dało się tak łatwo skopiować czy wyśnić, czy inne takie duperele. Trzeba było przyznać, że jeśli chodziło o Oriona to ten był na pewno jedyny w swoim rodzaju.
-Nowy Świt to jednak była jedna wielka pomyłka -odparł bez ogródek. Jak ciemnobrązowy point nie był wielkim fanem mówienia o innych źle i tak bezczelnie to jeśli chodziło o tamto stado… mógłby to robić godzinami, tak szczerze powiedziawszy- ale że się już przyzwyczaiłem przez tyle czasu… to postanowiłem spróbować w jakimś Klanie -wzruszył barkami- A ty? Nigdy nie pomyślałbym, że też do jakiegoś dołączysz. Co cię do tego popchnęło?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Przyduże uszy wystrzeliły z zaciekawieniem do przodu na wspomnienie jednej wielkiej pomyłki. To... zaskakujące. Zważywszy na to jak długo Artem siedział w Nowym Świcie. Podczas poprzednich spotkań, gdy jeszcze faktycznie należał do grupki zza Grzmiącej Ścieżki, nigdy nie pisnął nawet, że może to nie był najlepszy pomysł do nich dołączać. I jak cofnąć się do wydarzeń, które przyczyniły się do dołączenia czekoladowego pointa do grupki to faktycznie, decyzja nie należała do przemyślanych, może zachłysnął się towarzystwem innych kotów podczas rekonwalescencji, a im dalej w las tym ciemniej? Ale skoro przez przyzwyczajenie do życia w zorganizowanej społeczności dołączył teraz do jakiegoś klanu to problem mógł być jeszcze ciekawszy. Może ta złota klatka, do której planował wepchnąć Kąkola przypominała raczej trumnę. Ozdobioną kolcami. Skierowanymi do wnętrza.
Może jednak jego ulubiony rudy kłamca miał dobrze rozwiniętą intuicję, skoro rozpłynął się w powietrzu nim doszło do rozmów na granicach.
– Pomyłka? Nie zbędziesz mnie chyba tak ogólnym określeniem, nie zasnę w nocy jeśli nie dowiem się co konkretnie miałeś przez to na myśli, wiesz? Mam czas, opowiadaj. – dla podkreślenia tego stwierdzenia, usiadł wygodnie tam gdzie stał moment temu. – A co mnie popchnęło to nic ciekawego niestety, uczucia czy emocje. I tyle. – machnął cynamonową kitą. Nic fascynującego.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Uczucia czy emocje popchnęły cię do dołączenia? Oj to chyba też będziesz mi musiał opowiedzieć to i owo -a toż ciekawostka. To też na pewno była interesująca historia, pewnie nawet bardziej interesująca od tego co miał za sobą ciemnobrązowy point- A jeśli chodzi o pomyłkę to przy dołączaniu zapewniali mnie że życie tam będzie wyglądać dużo przyjemniej niż później się okazało -westchnął- Nie ważne jak się kot starał, byłem tam traktowany jak wieczny intruz i wróg publiczny numer jeden, zwłaszcza kiedy Nowy Świt zaczęła dominować jedna rodzina. Nigdy w życiu chyba nie usłyszałem tam od nikogo miłego słowa, a jedna kotka to w ogóle była gotowa wydrapać mi oczy kiedy tylko mnie widziała. W końcu miałem tego dosyć i odszedłem. Tutaj przynajmniej traktują mnie jak normalnego kota a nie jak wroga -pokręcił głową na samo wspomnienie. Jeśli chodzi o Nowy Świt to Artem nie zamierzał przebierać w słowach, tak był zły jeśli chodzi o ten czas który tam spędził i jak był traktowany- Tam niby każdy miał być równy, ale jak widać są równi i równiejsi.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Jasne, jeśli nalegasz to możemy do tego wrócić później. – wzruszył obojętnie barkami. Dało się podsumować jego historię w dwóch zdaniach, tak po prawdzie, ale zepchnięcie tematu na dalszy plan brzmiało korzystniej, w chwili gdy istniała szansa, że dzięki temu albo ta kwestia zupełnie odpadnie, albo chociaż Orion zyska chwilę na ułożenie sobie w głowie składnej historii. Artem technicznie znał już jej część.
– Innych z zewnątrz też tak traktowali, czy akurat ciebie się tak uczepili? – dopytał, porządkując sobie usłyszane właśnie informacje. Z uprzejmości przemilczał, że starszy point dość długo przesiedział w Nowym Świcie nim utwierdził się w przekonaniu, że była to zła decyzja, koty dzieliły na równych i równiejszych, więc Rzeka miała jeszcze czas by się wykazać. Z obieg pór czy dwa. – A ta kocica od wydrapywania oczu. To ta sama co od Nasionka czy jeszcze inna?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-No wiesz, skoro już się spotkaliśmy to chciałbym się dowiedzieć co tam dalej u ciebie -odparł zgodnie z prawdą. Z Orionem dawno się nie widział, więc fajnie by było nadrobić zaległości skoro już się spotkali.
-Zwykle tylko mnie, bo rzadko dołączały do stada dorosłe koty, ale jeśli już tak się zdarzyło to one też były w podobny sposób traktowane. Na przykład ta kocica -jak to określiłeś, od Nasionka- na jednym z zebrań pobiła kota o imieniu Raniuszek, bo powiedział coś co jej się nie podobało -plus był z Klanu Rzeki Artem dokończył w myślach, ale postanowił ten kawałek akurat zostawić dla siebie. Aż tak daleko nie trzeba było w tę sytuację wchodzić- I tak... to była ta sama, wybacz jeśli się powtórzyłem... ale była też taka -z resztą jej rodzina- która w ogóle nie chciała widzieć mnie w lecznicy, bo jej się nie podobało w ogóle że istnieję a też była Znachorką. Eh... mogę takie kwiatki opowiadać cały czas, tyle mam ich w zanadrzu, ale aż szkoda gadać powiem ci. W pewnym momencie to powiem ci że siedziałem tam tylko z poczucia obowiązku i dla wiedzy medycznej, ale czara goryczy w końcu się przelała i rzuciłem to w pizdu -ciemnobrązowy point pokręcił głową.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Skinął tylko łbem na zgodę. Jasne, taka argumentacja miała sens, ale wciąż zamierzał trzymać się swojego później, zamiast już teraz wracać do tej kwestii.
– Czyli co takiego? Bo wiesz, równie dobrze mógł stwierdzić niezwiązany z nią fakt, jak i rzucić obelgą. – drążył, bo Artem wszedł w tryb opowiadania pięciu historii na raz, ale żadnej w całości. Najgorzej. – Ale hm, siedziałeś tam z poczucia obowiązku względem kotów, które ciebie tam nie chciały? Całkiem słabo tak. Ale to co, też była znachorką, więc też ci pozwolili siedzieć w lecznicy, nie? Ufali ci z leczeniami czy mogłeś jedynie sprzątać zarzygane legowiska? Bo jeśli zostałeś dla wiedzy medycznej to mam nadzieję, że udało ci się czegoś dowiedzieć od hm... ostatniej naszej rozmowy o ziółkach? I mam na myśli, dowiedzieć czegoś dzięki obecności w Nowym Świcie, a nie na własną łapę, przypadkiem. Wtedy pozostawanie u nich taki czas byłoby totalnie bez sensu. – skupił się na moment na tym aspekcie, by wrócić do innego, niesłusznie pominiętego. – I w sumie ta znachorka to jaka rodzina tej od Nasionka? Matka, siostra, córka, partnerka? I w sumie jak jedna rodzina zaczęła dominować, najwięcej ich było, czy obsadzali najważniejsze stanowiska?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
No, tak, typowy stary. Zacznie jedną opowieść, nie skończy i już przejdzie do następnej. Artem jak się patrzy. Wypisz, wymaluj.
-To nie było nic takiego. Po prostu zapytał się swoich kociąt czy na pewno chcą trenować pod okiem tej furiatki -bo w sumie inaczej nie potrafię jej nazwać- bo się martwił że może im zrobić krzywdę -wyjaśnił- Sam bym się o to martwił na jego miejscu -przyznał- Tak naprawdę to ja leczyłem tam dłużej niż ona, ale jako że była z tej rodziny dominującej w całym Nowym Świcie to wszyscy mieli to w nosie. A z leczeniami to mi ufali, pewnie głównie dlatego że to ja najwięcej w tej lecznicy siedziałem i byłem łatwy do odnalezienia. Nie to co niektórzy -na samo wspomnienie wywrócił błękitnymi oczami- Tak, udało mi się, wiem dość sporo więcej. Teraz to ja bym ci nawet i złamanie złożył gdyby była taka potrzeba. Przynajmniej na to się siedzenie tam przydało -uśmiechnął się delikatnie- Matka. To była jej matka. A jeśli chodzi o dominowanie to oba. Pod względem ilości oraz obsadzania najważniejszych stanowisk.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Aj, no nie powiedziałbym, że to nic takiego. Dla takich wariatów to jak płachta na byka. Znaczy wiesz, zupełnie uzasadnione obawy ze strony Raniuszka, ale szkoda, że nie pomyślał zawczasu i spytał o to przy niej. Trochę proszenie się o śmierć. Ale to co. Rzuciła się na niego i co dalej? Co reszta towarzystwa na to? – przechylił lekko łeb. Skoro o trenowanie z nią to na ceremonii, prawda? Ewentualnie po ceremonii, ale wciąż w obozie, skoro akurat nawet nieszczęsna wariatka była świadkiem pytania? Ewentualnie Raniuszek nie miał ani pół szarej komórki.
– To w sumie zabawne z ich strony, trochę tak... bez sensu, jakby nie patrzeć. Skoro traktowali ciebie jak śmiecia to skąd pewność, że pewnego dnia nie będziesz miał dość i nie pomylisz ziółek? Nie wiem, dziwni się wydają. Ona miała jakąkolwiek wiedzę czy przyszła po prostu jako kotka z rodziny i się rządziła? – nie dziwiło go, że Artem zaszywał się w lecznicy, skoro w reszcie obozu mógł liczyć co najwyżej na niechętne spojrzenia, ale nie do końca grała mu w głowie całość. Nie żeby oskarżał pointa o kłamstwo, ale raczej... Nowy Świt o brak konsekwencji w poglądach swoich. Tak to warczeli, a gdy tylko brzuszek zabolał to wracali z podkulonym ogonem i liczyli na to, że ich znachor nie będzie pamiętał o wcześniejszej agresji? Idioci. Ale najwyraźniej miękkie serce Artema ich uratowało przed przypadkowymi zatruciami. – Ha, to się cieszę, że się przydało, ale raczej wątpię by się przydarzyła taka potrzeba, wiesz? W sumie mnie nawet drobne rozcięcia się raczej nie trzymają, co tu mówić o poważniejszych obrażeniach. Chociaż, chociaż, nie zliczę ile kępek sierści straciłem przez drapieżniki, no okropność prawdziwa z nimi, uwzięły się na moją piękną szatę, zazdrość zżera czy co. I tylko ja potem cierpię czekając aż kłaczki odrosną. – westchnął cierpiętniczo, ale zaraz na powrót skupił się na głównym temacie. – Hmm i co, cała Rada była obsadzona przez rodzinę? Czy dla niepoznaki dali też kogoś innego do niej?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Rzuciła się na niego i wyglądało normalnie jakby sekunda dłużej i byłby martwy -powiedział- Koty się zbiegły, ale chyba ja się pierwszy rzuciłem, żeby ich rozdzielić. Potem dorzuciło się jeszcze kilka kotów a ona zwiała... w sumie nikt nie wie czemu. Jak wróciła to było głosowanie żeby nigdy nie mogła piastować miejsca w Radzir, pf, jakby to cokolwiek miało dać -point pokręcił głową. To był naprawdę durny pomysł, tak patrząc wstecz.- Coś tam wiedziała jak przyszła, ale zdecydowanie nie więcej od nikogo innego kto akurat znajdował się w lecznicy. Poziomem wiedzy byliśmy mniej więcej na równi, no ale wiadomo. Korzenie -Artem skrzywił się lekko- Wiesz, tak patrząc wstecz to wiele rzeczy nie miało sensu w Nowym Świcie... teraz to widzę jak idiotyczne było moje siedzenie tam i w ogóle ta decyzja o dołączeniu -westchnął. Chwilę później jednak zaśmiał się krótko kiedy usłyszał o cierpieniach Oriona z futrem- Nie zdziwiłbym się jakby zazdrościły i chciały kawałka dla siebie -zażartował... a potem temat wrócił na wcześniejsze tory- W Radzie była jeszcze Kos, tak samo jak ja niezwiązana z nikim, zanim odszedłem, ale później już była tylko ta rodzina w całości. Tak się rozwinęła w tym Nowym Świcie, że większość kotów z prawem głosu to i tak były dzieci kogoś z nich, a te dzieci głosowały na swoich. Nie było siły przebicia dla kogokolwiek innego.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Poszła od razu w chwyt na gardle? Dużo było krwi? – zastrzygł uszami z zaciekawieniem. Brzmiało jakby faktycznie od razu rzuciła się do morderstwa, a nie jak pobicie czy inna krótka walka. – A czemu zwiała to chyba oczywiste, przed konsekwencjami. I jak widać udało jej się, skoro jedynie pozbawili ją permanentnie miejsca w razie, co? – w sumie zachwycające, chociaż z sympatii do Artema, Orion ograniczał się z okazywaniem entuzjazmu względem obiektywnie paskudnych zagrań w Nowym Świcie. Ale... no tylko głupi by nie docenił tego. Beznadzieja tylko, gdy się przez to obrywało ziomeczkom.
– Chwila, bo coś tu się nie dodaje w takim razie. Byliście we dwójkę, byliście poziomem wiedzy na równi plus minus, ale mówiłeś, że dowiedziałeś się od niej więcej. Więc czy był ktoś jeszcze w tej lecznicy, czy skąd ta jej wiedza? – spytał w ramach uporządkowania historii. Wiedział, że to nie niemożliwe by wiedza przyszła z zewnątrz, szczególnie, że sam wielokrotnie słyszał o rudym samotniku nauczającym za niewielką opłatą i nie wykluczał, że istniało takich więcej, ale... skoro mógł spytać wprost zamiast obstawiać prawdopodobne opcje, to zamierzał z tego korzystać. – Nie no, ich zazdrość jest totalnie uzasadniona, ale co im po takiej kępce? Co z nią zamierzają? Zabrać do legowiska i płakać do niej co noc? – idiotyzm, tym bardziej, że jedyna wyprawa jaka ich czekała po takich spotkaniach to na drugi koniec tęczy. – A ta Kos to była w radzie tak dla niepoznaki i bez faktycznej siły przebicia, czy może po prostu przypadkiem zgadzała się we wszystkim z rodziną i tak?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Krwi akurat nie było, bo koty się zbiegły w porę, ale ona była taka zła, że uderzenie serca i chyba by wyciągnęła pazury i mu po gardle przejechała gdyby ktoś się nie wtrącił. Ale przerażony to on był śmiertelnie, jak nie od krwi to na zawał by padł -powiedział, przypominając sobie Raniuszka w tamtej sytuacji- Skąd wiedza? Od Alojzego oczywiście. W końcu innego sposobu dla Nowego Świtu nie było żeby się nauczyć wszystkiego co można wiedzieć o leczeniu -powiedział zgodnie z prawdą.
Ciemnobrązowy point zaśmiał się krótko z żartu Oriona. A kto tam wiedział co te drapieżniki mają w głowie?
-A któż to wie? Chyba tylko one -zażartował.
-Zdecydowanie bez jakiejkolwiek siły przebicia. Zwłaszcza że w Radzie była trójka kotów i dwójka na jednego to wiadomo kto wygra, ci co się zgadają -westchnął- A z Kos nikt nie chciał się zgadać, bo była spoza rodziny, i tak dalej, i tak dalej. No a potem jej kadencja się skończyła i koło się zamknęło kompletnie.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
I tak oto zaciekawienie zgasło, chociaż nie znalazło to odbicia w mimice orientala. Ale nie oszukujmy się, w momencie gdy nastawiło się już na próbę morderstwa w biały dzień i to przy gronie świadków, rozczarowująco było słuchać o tym, że sytuacja nie eskalowała aż tak bardzo. Po prostu dużo strachu dla zaatakowanego, którego przeciwniczka nie zdążyła wyciągnąć pazurów. Jasne, uczestnicy zdarzenia nie potrzebowali wielkiej wyobraźni by zobrazować sobie kolejne sekundy tego starcia, nie było też wątpliwości, że typiara była niezrównoważona emocjonalnie, jednakże... no Orion spodziewał się czegoś bardziej dramatycznego skoro nieszczęśnika miały dzielić zaledwie dwa uderzenia serca od śmierci. Zawał nie satysfakcjonował.
– Mmm, masz na myśli, że ty zjawiłeś w porę, hm? Mówiłeś, że reszta zareagowała z opóźnieniem. – poprawił, chociaż nie oskarżał o kłamstwo czy brak spójności w zeznaniach, prędzej o umniejszanie swojej roli w zdarzeniu. Paskudny nawyk. – Hm, to czemu w takim razie ty dowiedziałeś się od niej, a nie od Alojzego?
Może ktoś musiał pilnować lecznicy na wypadek nagłego wypadku, ale czy nie powinni się w takim razie wymieniać na wycieczkach po wiedzę?
– Kadencja się skończyła? To jakiś eufemizm na śmierć czy w Nowym Świcie jest większa rotacja we władzy? Ale to skoro koło się zamknęło to zgaduję, że teraz kolejny kotek z rodziny i mają już stuprocentowe poparcie?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Ta -potwierdził, chociaż nie uważał tego za aż tak ważne, żeby drugi raz o tym wspominać… ważne że zapobiegnięto potencjalnej tragedii wariatki, która potem uciekła nie zwracając uwagi na nikogo i wróciła jak gdyby nigdy nic, praktycznie nie otrzymując za to żadnych konsekwencji, bo była w uprzywilejowanej grupce kotów z urodzenia. Pewnie gdyby on coś takiego odwalił to od razu zostałby wyrzucony, bo w końcu nie ważne ile pracował, nigdy nie był dla Nowego Świtu wystarczająco dobry- Bo Alojzy zdradził jej więcej niż mi, wszystko z tego co mi wiadomo, a później rozpłynął się w powietrzu. Mi zdradził tylko część wiedzy, którą posiadał, i to dość małą -westchnął. Dalej uważał że to niesprawiedliwe, zwłaszcza że on wybrał się nawet na Osiedle, żeby kocur mu coś zdradził, a tak naprawdę zbyt wiele za to nie dostał.
-To po prostu rotacja władzy. Kos dalej żyła kiedy musiała oddać władzę komuś innemu i możliwe że dalej żyje, nie wiem, odciąłem się od Nowego Świtu najdokładniej jak się da -powiedział- nie wiem co się z nim teraz dzieje. Kiedy ja tam jeszcze byłem to za dobrze nie ciągnął, więc równie dobrze może go już nawet nie być -wzruszył barkami. Nie za bardzo go to obchodziło. Już mu wystarczy tego wszystkiego.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wyjaśnienia drugiego pointa nie były satysfakcjonujące dla orientala, no nie oszukujmy się. I jak to miał w zwyczaju (no, tym całkiem losowym i zależnym od kierunku wiatru, bądź układu gwiazd na niebie, zwyczaju) zamierzał drążyć dalej.
– No dobra, ale to czemu jej zdradził więcej? Nie przypadłeś Alojzemu do gustu i trzeba było wysłać kogoś innego na nauki? Zresztą no nie wiem czy się rozpłynął, z tego co wiem to dalej krąży po okolicach. – zaczął wymieniać swoje problemy z tymi tłumaczeniami. Czy tam próbował nakierować Artema na właściwy tok opowieści, bo ten sam z siebie coś wybierał inne ścieżki.
Kiwnął jedynie łbem na wyjaśnienia odnośnie Kos. Faktycznie chyba było coś takiego z tą Radą.
– No jeśli funkcjonują tak jak mówisz to spore szanse, że już się rozpadli. Albo że została ta jedna rodzina i paru desperatów, ale ciężko to nazwać zorganizowaną grupą. – wzruszył barkami. Cokolwiek by to nie było, Artem nie musiał się tym przejmować skoro znalazł sobie kąt za granicami Rzeki, nie? Ale jeśli jego byli koleżkowie ze stada myśleli, że wrócił do samotniczego trybu życia to... – Jak myślisz, ścigają ciebie za odejście? Wyniosłeś wiedzę medyczną, może to mniejsza kradzież niż uprowadzenie kociaka na pamiątkę, ale kto ich tam wie, może to dla nich równie wielka zbrodnia i będą się upominać o fragment twojego mózgu?