Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Może jednak poszczęściło jej się, trafiając na Poetę po raz drugi.
Komplementy - jeśli można było to w ten sposób określić - w dalszym ciągu brzmiały tak samo pusto i bezcelowo, jak wcześniej. Kimże w końcu był kocur, aby wysnuwać szeroko idące wnioski na temat jej osoby, gdy widział ją po raz drugi w życiu? Nie wiedział o niej absolutnie nic.
A jednak nie skrytykował ani słowem jej podejścia, i o ile Ważkowa Łapa nie spodziewała się, by tą szczerością miała spisać się na straty...to jednak nie spodziewała się wprost zgodzenia się z jej słowami. I podobało jej się podejście do medycyny kocura, tak podobne zresztą do jej własnego. Oczywiście, że potrzeba tu było przede wszystkim silnego charakteru. Na cóż się zda empatia, jeśli nie poradziłoby się w sytuacji stresowej? Potwierdziła słowa Poety skinieniem głowy; w głównej mierze wypowiedział na głos jej myśli. – Niezapomniana Łapa szkoli się w Klanie Gromu – zdawało się, że mogła to powiedzieć. Jaką robiło to różnicę, gdy medyk i tak już wiedział, że ich pełnoprawny medyk leżał pogrzebany pod ziemią? Skrzywiła się na pysku delikatnie, choć z całą pewnością zauważalnie. – Ja nie dostąpiłam tego zaszczytu. Niezapomniana Łapa dostała przykaz by przekazywać mi, co wie i zapamięta, a poza tym mam radzić sobie sama.
Kocur nie powstrzymywał śmiechu. Nawet się nie starał. Zaśmiał się krótko, lekko ordynarnie, otwarcie szydząc z całego tego głupiego zajścia. Było to w pewien sposób niedorzeczne. Jeśli już Niezapomniana Łapa chodziła do Gromu, to co szkodziło posłać tam Ważkę? Albo poprosić kogoś innego o pomoc? Przecież medycy pomagali sobie ponad rywalizacją Klanową. Na takie zajścia schodziło im dwa razy więcej czasu i jeszcze ryzykowali tym, że jedna terminatorka czegoś zapomni, uziemiając tym samym towarzyszkę.
- Nierozważne - skomentował krótko. - Przecież ona może czegoś zapomnieć... I, niech promienie słońca ją chronią, coś jej się stanie, zostajesz bez stałego źródła wiedzy.
Zastanawiał się, dlaczego jeszcze nie spytała go o naukę. Poeta chętnie by to zrobił, chociażby dlatego, żeby nie musieć borykać się z własnymi terminatorami medyka. Taki argument na pewno zbił by Noc z tropu i wreszcie ich relacja nie cierpiałaby więcej w tym temacie. - Wiesz, że mogę cię uczyć, prawda? Legalnie czy nie. Nie chcę nic w zamian. Podstawową zasadą medyków jest to, że są ponad rywalizacją Klanową.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Skrzywiła się odruchowo na nagły śmiech Poety, nie wiedząc, skąd ta reakcja...choć słowa, jakie po nim nastąpiły, rozjaśniały nieco sytuację. – Roziskrzona Gwiazda uznała, że nie będziemy obciążać Gwiezdnego Nurtu dwoma dodatkowymi terminatorami – odparła, już się nie krzywiąc. Bynajmniej nie z intencją wytłumaczenia tej decyzji, a raczej dosyć...informacyjnie. Sucho. Mogła rozumieć, skąd się wzięła, mogła nawet nie próbować się z nią kłócić, ale była nią sfrustrowana. – Byłabym wdzięczna...tak. Z chęcią przyjmę każdą wiedzę – nie wahała się nad odpowiedzią dłużej, niż parę uderzeń serca. Skoro kocur proponował jej tę możliwość wprost, byłaby głupia odmawiając. Ostatecznie...Poeta wywarł na niej dość pozytywne wrażenie. Zdawał się być inteligentny i mieć przeplatające się z Ważkowymi opinie. I niezależnie od tego, czy jednak poczuła względem starszej terminatorki jakąś sympatię spędzając z nią wręcz każdy dzień - definitywnie znacznie pewniejszą opcją było pobieranie nauk od doświadczonego medyka. A nade wszystko, w pełni wyszkolonego.
Głu-po-ta.
- Skoro ta Niezapomniana Łapa i tak tam idzie, co szkodzi, żebyś się do niej przyłączyła? - Spytał, nie oczekując odpowiedzi na pytanie. Przywódcy tacy już byli, że uważali, że wiedzą lepiej od medyków jak leczyć koty. Jakimś cudem jednocześnie szanowali ich władzę w lecznicach, ale i kompletnie ją zbezczeszczali swoimi durnowatymi pomysłami.
Kotka nie zawahała się. Przyjęła jego ofertę natychmiastowo, na co Poeta zareagował błyskiem w oku. Była wygłodniała wiedzy. Poeta czuł się gotowy, by podjąć ucznia, zwłaszcza, jeśli nie był to uczeń jego Klanu. Taka oferta była wprost idealna dla rzecznego medyka. Polubił lekką ordynarność Ważki i miał nadzieję, że włoży jej do języka nienawiść do wszystkich Klanów.
- Dobrze więc - odparł równie szybko. - Trzy pytania. Pierwsze: czy chcesz o czymś jeszcze porozmawiać, czy możemy już się uczyć. Po drugie, co już przerobiłaś. Po trzecie: czy legalnie mogę powiedzieć Łabędziej Gwieździe że będę czasami wymykał się na granicę czy zachowujemy tę sprawę miedzy nami?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Zgodnie z przewidywaniami Poety nie odpowiedziała nic. Bo co miałaby powiedzieć? Nie zamierzała bronić podjętej przez Iskrę decyzji, ale nie chciała teraz wprost zgadzać się z kocurem.
Wygodnie uznając pytanie za retoryczne zignorowała je. Dalsza część była dla niej bardziej interesująca. Koniuszek Ważkowego ogona drgnął. – Chętnie wezmę się za naukę. Poza leczeniem lekkich zatruć potrafię głównie opatrywać rany. Każdą należy oczyścić, natomiast w przypadku płytszych ran można zrezygnować z pajęczyny – tak się składało, że stan ich składzika był na tyle kiepski, że dość prędko nauczyła się, jak zakwalifikować pod tym kątem rany. – Praktycznie zawsze używam łopianu...ale wiem, że można wykorzystać też szypułki nagietka bądź liście nawłoci na płytsze rany. I wiem, że maść z liści nawłoci leczy bóle stawów – tyle. Nie była to obszerna wiedza, choć za to bynajmniej nie mogła winić ani drugiej medyczki, ani decyzji Roziskrzonej Gwiazdy. Zwyczajnie...pełniła tą funkcję dość krótko. – Możesz mu powiedzieć. Nie widzę przeciwwskazań.
Ona zapewne przynajmniej poinformuje Niezapominajkę. Mimo wszystko... funkcjonowanie we dwójkę w lecznicy miało ten ogromny plus, że można było porozumieć się tak, by zawsze ktoś w niej był. Co przy Wichrzakach (włączając nią samą zresztą) i ich skłonności do pakowania się pod łapy drapieżnikom było dosyć wygodne.
Poeta uśmiechnął się krótko. Miał pozwolenie, by o kolejne miesiące opóźnić trening swojego terminatora medyka, którego rzeczywiście nawet nie zaczął szukać. Bał się jednak, czy Łabędź przypadkiem nie wygranie mu, że zamiast pomagać w domu lata w jakiś przypadkowych miejscach, jednak stwierdził, że to jest jego problem na jutro.
Powoli kiwnął Ważce głową, widząc, że rozumie już dość sporo. - Co ty na to, żebym wytrenował cię szybciej i lepiej niż Niezapomnianą Łapę? Będziemy się spotykać cyklicznie, a ja na nasze spotkania będę przynosił zioła ze składziku i cię o nich uczył. Na razie jednak wolałbym, żebyśmy zaczęli od kodeksu medyka. Zgaduję, że możesz nawet nie wiedzieć o jego istnieniu, a jest, hm, dość niezbędny w naszej pracy. Wiesz coś o nim? Domknęlibyśmy go na tym spotkaniu.
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Od czasu ostatniej ceremonii Donośny Krzyk była poddenerwowana. Rzecz jasna miała ku temu dużo powodów. Jednym z nich były: wystąpienie przeciwko Kolczastemu Grzbietowi, którą przecież swego czasu bardzo lubiła i szanowała oraz wybór Truflowego Noska na nowego zastępcę Klanu Wichru w jej miejsce. Z tym drugim wiązało się coś jeszcze gorszego. Czarny Koń dzień po ceremonii podeszła do niej ze zmartwieniem wypisanym na mordce, co już samo w sobie Donośny Krzyk uznała za podejrzane, bo obie kotki nie za bardzo za sobą przepadały, no ale wracając, przekazała jej, że Roziskrzona Gwiazda powiedział, że tym dlaczego wybrał Truflowy Nosek na swojego następcę był odchowany przez nią miot. W tamtym momencie Krzyk zaśmiała jej się prosto w pysk, ale im dłużej nad tym myślała to może coś w tym było. W końcu Iskra sam również miał własne kocięta. Nie powinno jej to przecież ruszać, sama oddała swoją rangę, ale... Słowa, które podczas ich rozmowy wypowiedział Iskra wciąż jeszcze bolały, a to co powiedziała jej Czarny Koń sprawiło, że poczuła się jeszcze bardziej niewystarczająca.
Te myśli zaprzątały jej głowę, gdy przechadzała się po terenie. Ostatnio często wychodziła na samotne spacery i polowania, bo miała wrażenie, że inni patrzą na nią albo z politowaniem, albo z satysfakcją. Zresztą sama czuła się dziwnie i nie chciała niepotrzebnego towarzystwa.
Była właśnie przy jednej z granic z Klanem Rzeki, gdy doleciał ją świeży rybny zapach. Uniosła spojrzenie w tamtą stronę i jej oczom ukazał się czarny kocur. Zmrużyła oczy, i poruszyła ogonem z zawahaniem. To było niedorzeczne. Czarny Koń chciała ją jedynie poddenerwować. Oddała swoją rangę. A jednak chciała coś komuś udowodnić. Pokazać, że się nadaje. Uderzyła ogonem o tylne łapy i żwawym krokiem ruszyła w stronę rzeczniaka. - Hej! Ty, ja, kociaki. -Powiedziała pewnie. Szczerze mówiąc nie wiedziała jak się poruszało takie tematy, ale chyba nie zrobiła nic nie tak. Przyszła i powiedziała czego oczekiwała, czego więcej było tutaj potrzeba?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
— Tobie również dzień dobry — mruknął, przyglądając się uważnie kotce. Nie tego się spodziewał, gdy tego dnia wyruszał z obozu na patrol. Całe szczęście, że rozdzielili się wcześniej z Białobrodym, niby to pod pretekstem sprawdzenia szerszej połaci terenu, choć w rzeczywistości Szczerbatek chciał się go po prostu pozbyć, by nie słuchać ględzenia o byle czym. Jeszcze by mu się ubzdurało Gwiezdni wiedzą co i by wypaplał to komu popadnie.
— Po co ci? — spytał, unosząc brew. — Na oko nie jesteś…Hm, pierwszej młodości — pokręcił nosem, zwracając również uwagę na zadrapanie na oku. Była pewna, że jest w stanie dobrze widzieć? Może nawet nie przyjrzała mu się dobrze, może wcale nie był idealnym kandydatem na jej kocięta, tylko tak jej się wydawało? Zresztą, nie byłby to pierwszy raz, gdy się okazuje, że Szczerbatek nie nadaje się na ojca. Jego dzieci go nienawidziły, często z wzajemnością, choć zwykle zwalał winę na to, że takie mu się trafiły. W szczególności, że Czosnkowego miotu nie miał nigdy nawet na miejscu, więc dzicz miasta go wychowała. Kwestionowanie swojej niekompetencji wchodziło w grę tylko połowicznie! Ich matki też mogłyby coś ze sobą zrobić, prawda?
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Zmarszczyła brwi, bo wychodziło na to, że chyba jednak zrobiła coś źle, albo pominęła jakiś etap, bo kocur się nie zgodził. Nie rozumiała dlaczego, w końcu dała mu prosty przekaz, po co drążyć, wystarczy powiedzieć nie i tyle. Ugh, a Żbikopręga mówiła, że te rozmowy są przecież takie łatwe. - No to chyba jest najlepszy czas na to, co nie? Bo jak nie teraz to nigdy. -Kolejny prosty przekaz. W sumie to Krzyk nawet nie wpadła na to, że jej wiek mógłby być tutaj jakimkolwiek problemem, w końcu Żbikopręga też miała swój ostatni miot dość późno, dlaczego więc miałoby to w czymkolwiek przeszkadzać.- Jeju słuchaj, sytuacja jest taka, że ja chcę kociąt, nie drugiego rodzica, który zaglądały do kociarnii bo to by było niezręczne, rozumiesz? -No bardziej prosto się chyba nie dało. W Klanie nikogo nie poprosi o to, bo po pierwsze, nie miała kogo, po drugie, nawet jeśliby miała to dziwnie by jej było wychowywać je z kimś. No po prostu nie.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Argument dobry jak każdy inny, więc nie drążył tematu, choć był tym dość zdziwiony. Dość często zdarzały się owoce miłości kotów z dwóch różnych klanów, ale czy każda rozmowa na ten temat wyglądała w ten sposób? Może w ogóle nie powinno się pytać o wiek tego drugiego, z nadzieją, że wyjdzie jak wyjdzie, nie ich problem? Kwestią, którą rozważał Szczerbatek jednak była myśl, czy zostanie ojcem zmieniłoby coś w jego życiu. Czy to sprawi, że nagle będzie miał kogoś bliskiego? Czy tym razem byłby lepszym rodzicem, mimo że na odległość? A może kwestią poprzednich niepowodzeń był sam fakt, że osiedlowe koty nie umiały żyć ze sobą tak, jak żyły Klany od wielu wielu pokoleń? Zanim jednak zamierzał dać jej definitywną odpowiedź, uznał że podpytanie o głupoty to nie będzie zły wybór.
— W Wichrze nie macie kocurów? — uniósł brew. — Nie uwierzę, że nie znajdzie się żaden frajer, który nie chciałby zrobić i zapomnieć. A tak to co? Wolisz z biednego Rzeczniaka zrobić jednorazową przygodę, a potem porzucić i zapomnieć? — westchnął dramatycznie, robiąc parę kroków wzdłuż granicy. — Nawet się nie przedstawiłaś. To bardzo niekulturalne, moja droga. Ja też mam uczucia.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Kocur zaczynał jej powoli działać na nerwy, po co mu te wszystkie pytania. Sprawa była prosta, jasna, klarowna, bardziej klarownie się nie dało. - W moim przedziale wiekowym nie ma, no bo chyba logicznym było, że gdyby byli to by mnie teraz tutaj nie było, co nie? -No logiczne, gdzie on widział problem.- Donośny Krzyk i jeśli ci na tym tak bardzo zależy to jeśli kocięta rzeczywiście przyjdą na świat to powiem im, że mają ojca w Klanie Rzeki, będą mogły zrobić z tą informacją co będą chciały. -Poruszyła ogonem nieco zniecierpliwiona śledząc kocura wzrokiem, po czym przechyliła głowę.- Skoro zadajesz tyle pytań to chyba jednak jesteś zainteresowany. -No bo co? Trzymałby ją tutaj na samych pytaniach i nic by z tego nie było?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
— W twoim przedziale wiekowym? Obrażasz mnie — skrzywił się krótko, przez moment zdając sobie sprawę, że rzeczywiście, miał już tyle księżyców na karku, że aż się zaczął zastanawiać, kiedy to zmarnował te ostatnie kilkadziesiąt z nich.
Na dźwięk jej imienia postawił uszy, spoglądając na nią. — Sama zastępczyni szuka kogoś poza Klanem? Fiu fiu. Idziesz w ślady mojego wuja, chociaż może lepiej, gdy robisz to jeszcze jako Zastępca, a nie Gwiazda. Nie pamiętam jednak, jak Klan to wtedy przyjął, Łabędź zawsze miał dobre stosunki z Wichrem. Nie wiem jak ty — wzruszył barkami, delikatnie bardziej zaciekawiony całą sprawą. I tym, czemu nie poszła, chociażby, do Cienia lub Gromu z taką propozycją? Może jej Rzeka najładniej pachniała?
— Zainteresowany? Hm. Rozważam. Myśl, że by o mnie wiedziały, wspaniałomyślnie z twojej strony tak w ogóle, jest nieco kusząca. Nie chciałbym jednak żadnego u siebie, mam ważniejsze sprawy na głowie — uśmiechnął się krzywo, kłamiąc lekko. W rzeczywistości zajmował się tym, co każdy terminator, ale ani nie potrzebował obowiązku, ani nie chciał sprowadzać przybłęd z innych Klanów, nawet jeśli swoich, i narażać się bardziej u Nocy. Już mieli ze sobą wystarczająco na pieńku.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Uniosła brew sceptycznie. Przecież to on pierwszy nazwał ją starą, jej to szczerze mówiąc nie obchodziło, bo faktem było, że była stara, ale jeśli on się oburzał o coś takiego to już zaczęło śmierdzieć hipokryzją. Chciał, czy nie, było widać u niego oznaki starego wieku, nie ważne jak bardzo chciałby to ukryć za lśniącym futerkiem.
Oh. No tak. Klany nie wiedziały jeszcze o zmianie zastępcy, dowiedzą się dopiero po zgromadzeniu. Przez chwilę zamierzała wyprowadzić go z błędu, ale ostatecznie stwierdziła, że będzie trzymać pysk zamknięty. Nie o tym tutaj rozmawiali. - Widzisz? Kolejny powód, dla którego lepiej zrobić to teraz, niż później. -Mruknęła, kiwając przy tym głową.- No popatrz, możesz się chwalić kolegom, że jesteś jak wasz Łabędzia Gwiazda, czego chcieć więcej? -Jej głos nie był drwiący, bardzo szanowała Łabędzią Gwiazdę, bo wiedziała, że był chyba kimś bliskim dla Roziskrzonej Gwiazdy. W końcu był ojcem ich kociąt o ile dobrze się orientowała.- Wicher nie zareagował na to w jakiś konkretny sposób, jego dzieci są dobrymi wojownikami. -A raczej wojowniczki, bo została tylko Traszkowy Grzbiet i Uśpione Echo, ale kocur nie musiał o tym wiedzieć, nikt nie musiał wiedzieć. - Dla mnie spoko, mogę im powiedzieć, że dostanie się do Klanu Rzeki będzie graniczyć z cudem, a za smroda nie zamierzam ci ich podrzucać. -Nie planowała oddawać mu kociąt, nie chciała być jak Kraśna Klacz, dlatego było jej to na łapę. To co? Kocięta? Czy dalej będą się wymijać?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Pochwalić kolegom. Może to i dobrze, że nie zdradzał o sobie więcej, kotka wcale nie musiała wiedzieć, że był frajerem bez przyjaciół i ledwo co wrócił w rodzinne strony. W Rzece czuje się zagubiony od momentu przekroczenia granicy obozu, przytłoczony zmianami i ilością kotów, których wcale a wcale nie znał. Rozmowa z Donośnym Krzykiem dawała mu jakąś potrzebę kontroli, zadawania pytań, poczucia swobody w zwykłym przerzucaniu się słowami.
— Wiesz, mam wrażenie, że ciągle są rzeczy, o które powinienem cię wypytywać — zarzucił, myśląc nad detalami, które jednak wcale go nie obchodziły. — Ale chyba jednak nie będę. Zlituję się. Dbanie o przyszłość Wichru, bla bla bla — wzruszył barkami.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
No nareszcie! Gwiezdni mamy to! Kocur się zdecydował! Etap "ej kocięta" zakończony sukcesem, teraz tylko podeszła bliżej kocura.
[***]
- Dobra, dzięki. Jakieś imię od siebie chcesz? Ale weź nie rybne. Nie lubię ryb. -Krzykunia raczej tego nie zapamięta, zresztą on nawet nie chciał mieć tych kociąt na swojej głowie, ale z grzeczności mogła zapytać. Chociaż bardziej niż nad imionami myślała jak teraz utrze nosa Czarnemu Koniu i udowodni Iskrze, że wcale nie jest gorsza od Truflowego Noska. Pff.