szczupły, przeciętnego wzrostu o przenikliwych, ciemnoniebieskich oczach; delikatne rysy; śnieżnobiałe futro; długowłosy, ale nie puchaty.
Młodzieniec rozdarty pomiędzy chęcią przypodobania się innym, a znalezieniem własnej ścieżki. Dumny i obrażalski, ale ukrywa to pod przyjazną przykrywką, bo bardzo przejmuje się tym, jak jest postrzegany. Dość przyjemny, kulturalny i niepozbawiony empatii, jeśli wszystko idzie po jego myśli.
Wystarczył jeden skok, jedno celne trafienie, by po krótkiej chwili szamotaniny ptak zawisnął bezwiednie wśród rzędu ostrych zębów... które nie należały do rzeczniaka. Senna Łapa bezsilnie patrzył, jak jego upatrzona ofiara wysuwa się ze szczęk kocura i z głuchym dźwiękiem uderza o ziemię. Dopiero wtedy, nadal przykucnięty, odważył się oderwać wzrok od zakrwawionej sterty piór i powoli unieść go na wojownika.
Przez kilka naiwnych chwil miał nadzieję, że patrzy na białą sierść Ostrego Szpona, który cudownym zrządzeniem Gwiezdnego Klanu pojawił się po złej strony granicy. Teraz, spoglądając w parę błękitnych, złowrogich oczu, porzucił wszelkie złudzenia.
Położył po sobie uszy, gdy dobiegł go oddech kocura, ubarwiony krwią gołębia. Jego gołębia.
Przełknął złość, rozumiejąc, że nie był to na nią dobry moment. Nie miał żadnych wątpliwości, że ma kłopoty.
- Och... granica?... - zamrugał niewinnie, dostosowując się do wersji wydarzeń narzuconej przez wojownika. Doskonale wiedział, na czyje terytoria się zapuszcza, i zrobił to wierząc, że ujdzie mu to na sucho. Teraz, patrząc na jego skroplony krwią pysk i tęgą staturę, nie był już tego taki pewien. Sen udał, że rozgląda się za wspomnianą granicą; w rzeczywistości wypatrywał wśród linii drzew znajomej sierści Topniejącego Sopla, który mógłby ruszyć mu na ratunek. Nie dostrzegł nikogo, ani nawet niczego - tak naprawdę poza szumem rzeki nie towarzyszyło im zupełnie nic, łącznie ze śpiewem ptaków, chociaż mógł przysiąc, że słyszał je wcześniej. Zdany na siebie, puścił nadane mu wyzwisko mimo uszu i spróbował jakoś ułaskawić wojownika. - Rzeczywiście, chyba masz rację. Mój błąd! Lepiej już sobie pójdę.
Zrobił kilka ostrożnych kroków wstecz, nie spuszczając czujnych oczu z niebieskookiego kocura.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Mały, śnieżnobiały ptak leżał u jego łap bez życia, zaś mały, śnieżnobiały kot patrzył na niego z położonymi uszami. Wyglądał na uległego, na najzwyklejsze niewiniątko, ale Zroszona Pajęczyna nie zamierzał zaufać rzeczniakowi. Czy specjalnie przekroczył granicę, czy zrobił to przypadkiem - nie ważne, bo natrafił przy tym na surowego wojownika. Nie zamierzał puścić go łatwo, na pewno nie bez upewnienia się, że młody dobrze zapamięta to wydarzenie. Dodatkowo, choć wiedział o tym tylko Pająk, wciąż miał dziwne odczucie względem tego terminatora. Niemożliwe do opisania i sprawiające, że książę czuł się nieswojo.
- Stój. - rozkazał pewnym tonem, widząc jak intruz wycofuje się o kilka kroków. Sam zrobił jeden krok wprzód - nie przekraczając granicy, tylko chcąc pokazać, że bez zawahania zbliży się jeszcze bardziej jeśli zostanie do tego zmuszony. - Naprawdę myślałeś, że naruszysz granicę a później po prostu odejdziesz? Może nie powinno mnie to dziwić, skoro jesteś z Klanu Rzeki… wy właśnie tak robicie. Sprawiacie problemy, a później chcecie odejść, zniknąć, żeby inne koty sobie z tym radziły. - prychnął z pogardą w głosie, nie odrywając spojrzenia od zaniepokojonego terminatora.
Przez kilka uderzeń serca milczał, zastanawiając się nad tym, co powinien zrobić. Miał ochotę zdzielić młodego po pysku, żeby ślady jego pazurów przez najbliższe księżyce przypominały mu o błędzie, jakim jest przekraczanie granicy… Lecz równocześnie ciało księcia odmawiało wykonania tak brutalnego ruchu. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego. Może dlatego, że był zaciekawiony tym kotem? Szkoda byłoby go od razu przerazić.
- Nie wiem, czego was uczą w tym żałosnym Klanie, o ile w ogóle próbują to robić- w każdym razie, wytłumaczę ci coś. Możesz robić co tylko chcesz na terenach Rzeki, nic mi do tego. Ale gdyby ktokolwiek inny zobaczył, że próbujesz ukraść nam teraz zdobycz… podejrzewam, że w najlepszym wypadku skończyłbyś z pourywanymi uszami. A ja? Ja jestem na tyle sympatyczny, że ci odpuszczę. Takie ładne futro to skarb i szkoda byłoby ubabrać je krwią, wiem coś o tym. - mruknął, nie zastanawiając się nad tym, czy drugi kocur chciał słyszeć cokolwiek z tej wypowiedzi czy nie. Tak naprawdę nie miał wyboru. - Jedyne o co proszę to szacunek. Nie wycofasz się teraz. Nie odwrócisz się ode mnie i nie odejdziesz. Zachowasz się odważnie, jak przyszły wojownik… to może nie będę musiał zatargać cię do obozu Klanu Gromu. - zmrużył oczy, starając się wyłapać jakiekolwiek reakcje z mowy ciała terminatora. Był bardzo ciekawy reakcji.
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Ciąg dalszy zwiedzania granic. Mrowiska zabezpieczone, nikt w klanie nie umierał, poza nim też było bezpiecznie, można było więc wyjść gdzieś dalej. A że Puszczyk uwielbiał poznawać nowe koty, to nic dziwnego, że kolejny raz wywiało go na granicę. Wszak w klanie znał się z każdym, mniej lub bardziej, a poza klanem? Inne klany to nadal była dla niego tajemnica, więc lubił co jakiś czas spacerować na granicach, by poznać kogoś zupełnie nowego; a że chwilowo nie miał żadnych obowiązków, to czemu nie przejść się po prostu po którejś, by na kogoś wpaść? Zupełnym przypadkiem, oczywiście, ha.
Dlatego też, aktualnie, spacerował sobie wzdłuż granicy z klanem Rzeki, co jakiś czas ciekawsko zerkając w głąb rzecznych terenów, by wypatrzeć, czy ktoś się nie zbliża, kogo można by było zaczepić i z kim można by trochę porozmawiać, o.
Patyk poza obozem to ewenement na skalę światową. Nawet jeśli był w towarzystwie patrolu, ilekroć się od niego oddalał, było to aż nierealne. Czasem jednak wiedział, że nie ma się czego bać. Nie umiał wyjaśnić tego czemu. Po prostu, niekiedy zdawało się być okej. Bardziej, niż praktycznie każdego innego dnia.
Patyk nieśmiało łypał w stronę Gromu. Nie znał stąd chyba niemal nikogo. A jeśli znał, zdążył zapomnieć o tym kocie. Jedynym, kto żył w jego pamięci najcieplejszym ogniem, była Świt. Nie widział jej od wieków, nie wiedział czy nawet nadal żyje. Na pewno żyła. Takie koty nie odchodzą przedwcześnie. Nie rozumiał sam do końca tej reguły, ale faktycznie, im ktoś był weselszy i głośniejszy, tym dłużej zdawał się po prostu być. A może to bezmyślność lub optymizm? Cokolwiek by to nie było - był fanem każdego kota, który kochał żyć.
Aż nagle, zauważył kogoś na horyzoncie. Obcy, zdecydowanie starszy. Poruszył uszami. - ...dzień dobry! - rzucił niepewnie. Najwyżej odsunie się z podkulonym ogonem.
MY HEADisfilledwithPARASITES ✧Black holesCOVER UPmy eyes✧ I dream of youalmostEVERY NIGHT HopefullyI WONT WAKE UPthis time
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Och, a więc Puszczyk, jako ten głośniejszy i weselszy miał chyba zapewnione życie wieczne w tym lesie, dosłownie! Bowiem nie znał nikogo bardziej głośnego i roześmianego, bo on w ogóle nie bywał smutny - smutaski były dla innych kotów, on chyba oddawał im wszystkie smutki, bo naprawdę niewiele rzeczy mogło go zasmucić, albo chociaż sprowadzić na ziemię. Więc chyba klan Gromu miał pecha, jeśli o jednego z ich wojowników chodzi, bo ciężko będzie im się go w takim razie pozbyć! Chyba że po prostu pewnego dnia go zabiją, też istniała taka opcja. Nie było to trudne, wystarczyłoby go zepchnąć ze skał, żeby miał pecha i po prostu wylądował na głowie.
No i tak sobie szedł, w każdym razie, gdy w oko wpadł mu wojownik, chyba wojownik, z klanu Rzeki. Kiepski był w ocenianiu wyglądu, wiedział tylko, że był młodszy od niego, ale mimo wszystko wyszczerzył się wesoło pokazując cały zestaw zębów, a następnie podskoczył wesoło.
- Och, dobry, dobry, to na pewno! W końcu robi się cieplutko! Co prawda, za dużo owadów, jak na mój gust, ale o wiele przyjemniej się spaceruje, co nie?! - zagadał. Jemu pora nagich drzew nie przeszkadzała, właściwie chyba nawet ją wolał, bo było co robić w zaspach śnieżnych, ale nauczył się już, że wielu jego rozmówców woli jak jest ciepło, więc tak o zagadał.
Odpowiedział. Dla Patyczka to już był nieśmiały znak, że rozmowa może potoczyć się całkiem miło - nie brzmiał na złego czy niechętnego do rozmów. Wręcz przeciwnie, bo od razu zainicjował jakiś temat. I to taki nietrudny, a o pogodzie i guście co do robactwa. Gwiezdni, gdyby każdy kot chciał rozmawiać o rzeczach tak prostych, Patyk chyba byłby innym kotem. - Owadów tak... ale zawsze mogłoby być gorzej! Jeszcze nie widziałem w tym obiegu osy, a to potężne rzepy na ogonie! Brzydkie, głośne i agresywne - zacmokał, jakoby był faktycznie zawiedziony ich typem bycia. Osy bywały cholernie, paskudnie męczące. Zawsze się pchały tam gdzie nie trzeba, a potem wściekały, że nie mogą skądś wyjść. - Ale tak, tak! Spacery są milsze. Szczególnie, jak gdzieś kwitnie jakieś drzewo. Czułeś kiedyś jak ślicznie kwiatki pachną? To chyba najlepsza część tej pory!
Przynajmniej, dla niego. Kwiatki to drobna rzecz, ale cieszyła ponad miarę.
MY HEADisfilledwithPARASITES ✧Black holesCOVER UPmy eyes✧ I dream of youalmostEVERY NIGHT HopefullyI WONT WAKE UPthis time
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Prychnął na wspomnienie kolejnego okropnego owada. Tak, za osami nie przepadamy. Co prawda to nadal nie był typ mrówek, które irytowały go samą swoją obecnością, bo mogło to znaczyć, że właśnie podstępnie knują, jak wybić cały koci gatunek (no nigdy nie wiadomo, no nie), ale też były irytujące. Na szczęście na razie całe życie udawało mu się ich jako tako unikać i nigdy nie musiał przed żadną uciekać. I nawet chciał swoje myśli ogłosić na głos, ale... no, nie wypadało tak przed innym klanem opowiadać o swoich problemach z mrówkami, więc zatrzasnął pysk na chwilę, a potem otworzył go ponownie, jakby nigdy nic. Ale tak już miał.
- A szerszenie! Rany, większe to niż osa nawet, a jakie potrafi szkody uczynić! No, mi nigdy, co prawda, jakiś talent chyba mam, ale słyszałem opowieści jak boli - powiedział, kiwając głową. Pszczoła go raz udziabała, chyba, a przynajmniej szczypało, jak na jednej prawie usiadł, ale nie był pewien, co mu właściwie zrobiła, więc już się nie odezwał. - Och, nigdy nie skupiam się na takich aspektach, szczerze powiedziawszy. Y, znaczy, lubię podziwiać tę porę, ale wolę bardziej praktyczne aspekty każdej z nich. O, na przykład, uwielbiam porę opadających liści, a przynajmniej jej początek - tyle wirujących przedmiotów do zabawy, no nigdzie tak nie ma! Albo o, porę nagich drzew, jak jest śnieg! Tę lubię za to, że dłużej jest jasno i mogę więcej zwiedzać, na przykład - rozgadał się na moment, uśmiechając z rozmarzeniem na wyobrażenie tych pięknych dni, które były przed nim.
- Nigdy chyba nie widziałem szerszenia... - ani o nim nie słyszał; mama na pewno raz by wspomniała o tym, jakie to irytujące gamonie z szerszeni. Może sama nigdy nie miała z nimi nieprzyjemności się spotkać? Och, życzył jej tego. Nie chciałby, aby którekolwiek z kotów - bliskich mniej lub bardziej - musiało się spotykać z czymś strasznym i być może, niebezpiecznym. Lub zwyczajnie irytującym! - Ja... chyba zależy. Nie lubię jak jest jasno... - oby kolega nie był zły o odmienne zdanie. - Ale lubię jak jest śnieg. Wygląda prześlicznie jak pada. I liście, bardzo je lubię też! Są ładne. A-ale nie lubię jak jest jasno, bo wtedy wszystko i wszyscy są strasznie głośni i wszędzie każdego pełno. A ja chyba lubię, jak jest troszkę ciszej, spokojniej... um... ale to też zależy... bo na przykład jakby tylko jeden kot się głośno bawił, to byłoby wszystko okej. Ale jak każdy gada, to jest tak... uhh...
Przybijająco? Coś w ten deseń.
MY HEADisfilledwithPARASITES ✧Black holesCOVER UPmy eyes✧ I dream of youalmostEVERY NIGHT HopefullyI WONT WAKE UPthis time
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
- Ooo, to się ciesz! Mi chyba kiedyś jakiś przeleciał przed oczami, albo była to jakaś nad wyraz wielka osa, nie wiem, ale noo, potężny bydlak był! - powiedział, kiwając głową z ekscytacji. Pewnie mniej by mu się podobało to, o czym teraz opowiadał, gdyby na przykład go taki użądlił, ale nigdy nic takiego mu się nie przydarzyło, więc był zaaferowany tym, jak duże potrafią być owady - szczególnie te niebezpieczne. Ale, też przy okazji wspomnijmy, że głupi to ma zawsze szczęście, więc ten tu osobnik miał go nadwyraz dużo, jeśli wiecie, co mam na myśli.
- Ooo tak, ładnie jest wtedy, ładnie - przytaknął. Choć on wolał śnieg z bardziej praktycznych przyczyn - naprawdę świetnie się w nim bawił. I choć wiele kotów zdawało się kochać porę, która właśnie zawitała, czy tą, która dopiero nadejdzie, to miał nadzieję, że ta ze śniegiem przyjdzie już niedługo i zaszczyci ich obecnością jakoś tak dłużej niż normalnie, bo co on miał teraz robić niby? Ani liście nie spadały, ani śniegu nie było, skandal!
- Nie no, noc też jest ładna, szczególnie jak nie jest pochmurno i widać gwiazdki! Ale nocą tak nie widać... rzeczy. Bo wiesz, ja uwielbiam dużo zwiedzać i łazić po lesie, czy wpadać na granicę, a większa szansa, że spotkam kogoś, jak jest jeszcze jasno, niż jak jest ciemno! Podobno wiele kotów boi się w ogóle chodzić po ciemku po lesie, ale no nie wiem, ja się nie boję, bo wiem co gdzie i jak, ale no, ciemno jest - burknął.
- Dobrze, że cię nie ugryzł! - powiedział szybko z lekkim uśmiechem. Cokolwiek by to nie było, dobrze że nie chapnęło... Ach, ale to już przeszły temat. Teraz skupił się w stu procentach na kolejnych rzeczach o których gadali.
Delikatnie zmarszczył brwi na wspomnienie o tym, że nie widać... rzeczy. Patyk widział nocą niemal tak samo jak za dnia. Było ciut ciemniej, ale... może jego sąsiad miał szczerze dużo ciemniej w swoim Klanie, tak że wszystko było strasznie ciemne i nie do poznania nocą? Szybko jednak wyjaśnił; rzeczy to osobnicy do rozmowy. - Ach, tak, to rozumiem... sam nie miałbym odwagi iść nigdzie nocą. Bałbym się, że koty by nie słyszały, gdyby stało się cokolwiek złego - sapnął pod nosem. - ...Ale wieczory nie są super straszne. Wiesz, jak się robi ciemno, ale jeszcze nie jest. I niebo wygląda tak ładnie. Wtedy mógłbym gdzieś wyjść...
MY HEADisfilledwithPARASITES ✧Black holesCOVER UPmy eyes✧ I dream of youalmostEVERY NIGHT HopefullyI WONT WAKE UPthis time
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Gorliwie pokiwał głową, do tego stopnia, że aż cud, że ta zwyczajnie mu nigdzie nie odleciała.
- Noo, totalnie, chyba byśmy wtedy nie rozmawiali, a ja bym zrobił mniej więcej tak - tu wystawił język poza pysk, żeby mu zwisał z jednej jego strony, a następnie bezceremonialnie grzmotnął na ziemię, udając zdecydowanie martwego. W sumie to nie wiedział, czy taki szerszeń faktycznie mógłby go zabić, ale słyszał, że są niebezpieczne, więc może jakby miał pecha, czy coś, to faktycznie tak by się to skończyło?!
- Noo, z jednej strony rozumiem, bo faktycznie, większość kotów śpi - mruknął po chwili zadumy. Patyk to mądry kot był jednak, rozwiał jednym zdaniem wątpliwości Puszczyka pod względem niebezpieczeństwa nocy, niebywałe. - Ale czy drapieżniki też wtedy nie śpią? Znaczy, wiem, że właśnie sowy lubią latać po zmroku, ale chyba w lesie jest się bezpiecznym, wydaje mi się? Bo drzewa, bo krzaki, bo łatwo się schować? Ale, no, masz rację, że jakby co, to mało kto pewnie ogarnie - przyznał rzeczniakowi rację. - Noo, wieczory też są ładne - przyznał po chwili, acz jemu zdecydowanie najbardziej odpowiadał dzień.
Dobrze, że miał kontekst. Gdyby Puszczyk zrobił to tak po prostu, Patyk chyba szczerze by się wystraszył. Nawet jeśli było to... takie, no! Głupkowate. Zaśmiał się cicho, powierzchownie patrząc czy starszy czasem nie ugryzł się w język przy upadku. Nie stało się nic - rozmowa leciała dalej.
Na jego pytanie, zamilkł na parę sekund. - Sądzę... że w nocy drapieżniki szczególnie mogą polować. Nie mają konkurencji - kotów. Koty były co prawda małym problemem, ale irytującym. Coś jak wrzód, albo rzep. Niby ledwo co zauważalne, ale jak się takiego ma - doprowadza do furii. - Sowy chyba w dzień też są... moja mama mówiła, jak jeden z wojowników walczył z takim ptaszyskiem. W dzień! I mu złamał łapę.
Wspomniał, ale nie w strachu. Było, minęło, ptaszysko dawno temu umarło. Patyk chyba nawet jeszcze nie żył wtedy. - ...To może niegrzeczne pytanie, ale jak jest tam w Gromie? - zagadał nagle. Jego terminatorzy o to się pytali, uczniowie też - chyba wypada w końcu poszerzyć wiedzę...
MY HEADisfilledwithPARASITES ✧Black holesCOVER UPmy eyes✧ I dream of youalmostEVERY NIGHT HopefullyI WONT WAKE UPthis time
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Puszczyk zdecydowanie byłby w stanie zrobić to randomowo, tylko po to, by zobaczyć reakcję. Tak nagle paść, gdy rozmowa przeszła na niebezpieczność szerszeni i udawać, że właśnie jeden go dziabnął gdzieś w tyłek, a on umiera. Na szczęście tym razem miał troszeczkę więcej rozumu, niż zazwyczaj i zdecydował się powiadomić o swoim czynie towarzysza zza granicy, żeby ten mu nie padł na zawał.
- O rany! Ale ptak złamał temu kotu łapę, czy ten kot złamał tej sowie łapę? - zagadnął, a oczy zaczęły mu się świecić z podekscytowania. Nigdy nie walczył z żadnym drapieżnikiem - nie to, żeby też zamierzał tak z własnej woli, czy coś, ale uwielbiał historie o bohaterstwie wojowników. On raczej aż tak odważny nie był, nie śpieszyło mu się też, by być bohaterem klanowym, czy coś, ale opowieści to inna liga, moi drodzy!
- Zależy co masz na myśli, pytając o to - odpowiedział, machając łapą, na stwierdzenie że to może być niegrzeczne. Nah, on nie miał nic przeciwko opowiadaniu o wielu rzeczach. Wiadomo, że nawet on miał w sobie parę zahamowań i nie powiedziałby o wszystkim, jak leci, ale nie sądził, by życie gromiaków musiało być w całości zakryte tajemnicą. No i, szczerze, miał nadzieję, że Patyk w jakiś sposób się odwdzięczy i też powie coś od siebie o rzece!
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Dużo myślał o tym, o czym rozmawiał z ojcem. Bardzo dużo, do tego stopnia, że momentami już bolała go głowa od myślenia na ten temat, ale Nocny Szkwał miał rację; musiał się w końcu przyznać sam przed sobą do swoich uczuć, a gdy już to zrobił, to nie mógł tak po prostu zachować ich dla siebie. Byłoby to nie fair w stosunku do niego i do Wyjącej Wilczycy. Co prawda nie zdobył się na wystarczającą odwagę, żeby przygotować bukiet kwiatów dla kocicy, szczególnie że nie był nigdy pewien tego, czy danego dnia ją zobaczy czy nie, a takie robienie takich rzeczy parokrotnie mijało się z celem, ale był już zdecydowany, by odbyć z nią poważną rozmowę.
Nawet jeśli nie był pewien, czy był ku temu dobry moment, kiedy ta miała takie problemy w swoim klanie.
Dlatego też, jak prawie codziennie, przechadzał się po granicy, uważnie zerkając w stronę gromowych ziem, nasłuchując też zbliżającego się patrolu.
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Od ostatniego spotkania ona także sporo rozmyślała, a rozmowa z Nurt była kolejnym impulsem skłaniającym ją do podjęcia następnej próby wyznania swoich uczuć. Tylko jak w ogóle zacząć? Ostatnim razem sytuacja była mocno nerwowa i zwyczajnie nie miała do tego głowy, ale teraz kiedy emocje opadły zaczęła się zastanawiać. Hmm…to może wpierw wygląd? Przez ten cały stres niemal zaczęła zapominać o swoim futerku, spędziła zatem cały swój ostatni wolny czas przed patrolem myjąc i pielęgnując je zawzięcie, żeby prezentowało się jak najpiękniej. Kiedy uznała, że jest gotowa zapytała Danieli Trop czy może znów iść z nim i Czaplim Piórem na patrol. Chyba Gwiezdny Klan chciał, by ponownie mogła zobaczyć się ze Strumykiem i to znacznie szybciej, niż wcześniej, bo Płonący Liść tym razem poszedł z innym patrolem, a dwójka znajomych wojowników podobnie jak poprzednio nie robiła kotce problemów co do spotkania z rzecznym kocurem, być może myśleli że chodzi o jej brata lub wieści o nim. Jakby jednak nie było Wilk wyruszyła z patrolem ku granicom z Klanem Rzeki, po czym odłączyła się od swoich towarzyszy, umawiając się z nimi podobnie jak poprzednio. Gdy już zniknęli jej z oczu odetchnęła głębiej, po czym ruszyła samotnie wzdłuż granicy wypatrując Strumyka. Dostrzegając go z daleka poczuła, że odruchowo serce zaczęło jej mocniej bić, ruszyła jednak z wdziękiem i gracją jak gdyby nigdy nic w jego stronę. - No cześć, mówiłam że tym razem uda mi się spotkać szybciej. – przywitała go swobodnie, uśmiechając się ciepło i delikatnie otarła pyszczkiem o jego pyszczek. - Cieszę się, że przyszedłeś. – dodała.
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there