Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Niedługo potem faktycznie kto przyszedł! Ładna, czarno-biało-ruda koteczka. O, no i super.
- Oh! Hej, hej!! - powitała się, wstając na cztery łapki. Jej ogon delikatnie falował na wietrze, a na rudym pyszczku pojawiał się szeroki uśmiech. SUPER, miała z kim pogadać.
- Nie, akurat nie. W sensie. Chciałam porozmawiać. Masz chwilę porozmawiać o Klanach? Dokładnie o swoim Klanie! - rzuciła prędko, przekrzywiając łebek na bok. Tutaj chciała się dowiedzieć rzeczy, nie? Co prawda nie wiedziała jakich, ale...
- A, cholera, nie przedstawiłam się. Jestem Rdza, miło poznać. A, um... ty?? - zapytała.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Modliszkowy Gaj otworzyła szerzej dwukolorowe oczy; okej, tajemnicza nieznajoma... była zdecydowanie bardziej energiczna i pozytywnie nastawiona do życia, niż szylkretka mogła się spodziewać po kimś, kto jest samotniczką. Po ostatnich ostrzeżeniach... wydawało jej się, jakoby większość samotników miała niecne plany, knując w tajemnicy przeciwko Klanom.
Opowiedzieć coś o Klanie? Swoim? Córka Rozbitej Tafli zmarszczyła czoło; chyba... nie powinna opowiadać samotniczce takich rzeczy...? Przełknęła ślinę nerwowo.
- Oh, cześć, um... Miło cię poznać, też. Jestem Modliszkowy Gaj. - Rdza, a nie Rdzawa Łapa, albo Rdzawe... Coś. Samotniczka. Ale czy z pochodzeniem klanowym? Zmarszczyła dwukolorowe oczy. - Zależy... zależy co chcesz wiedzieć, bo, nie chcę cię oceniać, ale... Jesteś samotniczką, chyba, i no, Klany... chyba niezbyt takie koty lubią. A nie chcę przypadkiem wpaść w kłopoty, że rozpowiadam tajemne sprawy Klanu na granicach, a też... nie chcę cię wygonić i zostawić z niczym. - zestresowała się lekko i zaczęła się plątać, jednocześnie chcąc być jak najbardziej uprzejmą i grzeczną, bo jednak nie wyobrażała sobie odgonić Rdzę kłami i pazurami, ale z drugiej strony, co jeśli chce ją zmanipulować i udaje miłą, żeby wyciągnąć jakieś tajemnice, zaplanować zorganizowany atak na obóz Rzeki? Ojej, jest okropna, dlaczego ma takie podejrzenia co do takiej ładnej kotki! A może to właśnie syrena, chcąca pięknym głosem ściągnąć ją do jej upadku.
Gwiezdny Klanie, chciała zapaść się pod ziemię. Aż wszelkie zmartwienia związane z jej personalnymi problemami poszły w zapomnienie.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Drgnęła delikatnie uchem, na słowa Modliszkowego Gaju. Huh. Koty niespecjalnie lubią samotników. Zastanowiła się przez moment, milcząc.
- Naprawdę? Nigdy tego nie odczułam. Wydaje mi się, że samotnik jest spoko, dopóki nie przekracza granic, prawda? Ja jestem grzecznie za granicą - odparła, dalej troszkę zamyślona. Zaraz jednak pokręciła łbem.
- Oh, przecież nie chcę, abyś mi sprzedawała tajemnice klanowe! - zaśmiała się melodyjnie i ciepło. W końcu nie chciała zaatakować swojego, być może, przyszłego domu, prawda?
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Tak, jak była do tej pory zmartwiona sprawą swoich zaginionych bliskich, tak teraz w żołądku piekło ją z zażenowania, jak bardzo nie potrafiła utrzymać rozmowy, nie wiedząc dokładnie, co mogła mówić, a co nie. Tragedia. Ktoś taki został wojownikiem?
Na szczęście (lub nieszczęście?) nie miała czasu, by wpaść w głębszą spiralę załamania nad własnym zachowaniem.
- Ano, jesteś... Nie chcę, żebyś pomyślała, że każdego samotnika oceniam tak samo, że jest jakimś barbarzyńcą, lub gorzej...! - poczuła, jak palą ją policzki pod długim futrem. - Po prostu... Ostatnio przy terenach Klanów kręci się ktoś podejrzany, zaczepia pobliskie patrole i szuka problemów. - oh tak, idealnie wyjaśniłaś swoją niezręczność. Punkt dla Modliszkowego Gaju.
Przełknęła ciężko ślinę. Co teraz? Ciepły i melodyjny śmiech Rdzy sprawił, że tylko zrobiło jej się goręcej pod długim futrem.
O tyle dobrze, że zbliżała się zimowa pora i przynajmniej nie drżała z mrozu podczas tego patrolu.
- Um... W Klanie Rzeki jest... dobrze. W sensie, dobrze się dzieje, koty są bardzo... Akceptujące wobec siebie. Nie ma większych sprzeczek, atmosfera jest przez większość czasu naprawdę przyjazna. - czy o coś takiego chodziło Rdzy? Modliszka naprawdę za moment rzuci się do rzeki i stanie się jednością z pływającymi tam karasiami i pstrągami. Nie wspomniała o fali śmierci, która przeszła przez Klan Rzeki przez ostatnie księżyce. - Tutaj naprawdę czuć atmosferę... rodziny. Wspierającej rodziny. A przez ostatnie księżyce na świat przybyło dużo kociąt, teraz zostają terminatorami i wszystko idzie... w dobrym kierunku. - Gwiezdni, co jeśli właśnie sprzedała Rdzy plan, jak zaatakować Klan Rzeki? Powiedziała jej, jakie siły czyhają u zjadaczy ryb, że mają dużo młodych, silnych kotów? Albo gorzej, co jeśli Rdza była z tych samotników, którzy nie znali Klanowej terminologii? Ah, głupia, przecież sama zapytała o Klan Rzeki, więc musiała to wiedzieć!
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Samotnik grasujący na granicach i przeszkadzający patrolom. Ano, zdarzały się takie... pajace. Zmarszczyła brwi.
- Oh, o tym nie wiedziałam. Warto wiedzieć - odparła, uśmiechając się do Modliszkowego Gaju.
Później wysłuchała tego, co wojowniczka miała do powiedzenia na temat Klanu Rzeki. Ogonem przecięła powietrze za sobą i... no miała decyzję przed sobą, praktycznie gotową. Zadrżała wibrysami.
- Mhm, w porządku, dziękuję! - zamiauczała wesoło w odpowiedzi. W końcu szylkretka mogła ją po prostu wygonić, prawda?
Wstała, łapkami ugniatając ziemię pod sobą.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy, śliczna koteczko! Do zobaczenia!! - powiedziała ciepło, i uciekła gdzieś dalej, na polowanie!
Czosnek miał misję i to nie byle jaką. Szczerbatek może nie był dobrym ojcem. Ba, właściwie to dla młodego kocurka był absolutnie nikim. Śmieciem, najgorszą łajzą i frajerem. Opowieść o rodzinie w Klanie jednak była dość fascynująca, szczególnie, że zdradził mu parę szczegółów, które point chętnie wykorzysta, by komuś dopiec. Miał do wyboru wujka, który był starszy niż świat, oraz ciotkę w wieku Szczerbatka. Zdecydował się na tę drugą, nie wiedząc, czy stary Łabędź byłby w ogóle w stanie doczłapać się na granicę o własnych siłach.
Szczęśliwie na patrol trafił niemalże od razu, więc nie musiał nawet długo się szlajać po Rzecznych terenach, które dla niego trochę za bardzo capiły rybą. Poprosił o Siniak w dość dosadny sposób, podkreślając ważność tego spotkania. Jak nie przyjdzie, to przynajmniej zrozumie, czemu jego ojciec jest aż takim błaznem.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Nie spodziewała się, że ktoś może potrzebować na granicy akurat jej. W takie miejsca wzywało się koty istotne w klanie. Takie jak Łabędzią Gwiazdę. Takie jak Nocny Szkwał. Kim ona była? Nikim ważnym, nikim, kto miałby chociaż szczególnie rozwinięte znajomości poza klanem, by ktoś miał szukać tam akurat jej. Szczególnie, że jak przekazała jej Rozbita Tafla, poszukujący jej kot nie był kimś, kogo kiedykolwiek wcześniej widziała w klanie Rzeki. Zniknęły więc również przypuszczenia, że może powracającą osobą była Topik, a może nawet któreś z jej własnego rodzeństwa. Więc kto? I dlaczego? Nie rozumiała zupełnie i była to sytuacja dość niepokojąca, nawet jeśli tym bardziej nie miała pojęcia, czemu ktoś mógłby chcieć skrzywdzić akurat ją. - Dzień dobry? Nazywam się Przepiórcza Pieśń. Słyszałam, że mnie szukasz. – Odezwała się, gdy dostrzegła już młodego kocura – rzeczywiście, niepodobnego do wszystkich znanych jej kotów. Zatrzymała się po stronie terenów należących do klanu Rzeki, nie chcąc podchodzić za blisko, gdy wciąż nie rozumiała, czego on może od niej chcieć.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
Nie czekał długo, całe szczęście. W końcu pojawiła się kotka, która pasowała do opisu, choć przedstawiła się innym imieniem niż powinna. Czosnek podniósł ułożone wcześniej wygodnie po drzewem cielsko, i zrównał się z Rzeczniaczką, samemu trzymając dystans. Nie ze strachu oczywiście! Ryzyko mu nie straszne, jednak tym razem nie planował straszyć nikogo, a być może przekroczenie granicy prywatności byłoby wystarczające, by zwiała.
- Joł - przywitał się niecho schrypniętym głosem. - Szczerbatek. Mówi ci to coś? - zaczął tajemniczo, na pysk przybierając drobny, złośliwy półuśmiech.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Wystarczyło, by kocur się odezwał, żeby Przepiórcza Pieśń poczuła jednocześnie, że to spotkanie nabiera sensu, jak i to, że staje się jeszcze bardziej zaskakujące.
Nie spodziewała się chyba, że usłyszy to imię jeszcze kiedykolwiek. Nawet od wyruszenia na wyprawę Szpona, który chciał go odnaleźć, minęło już tyle księżyców, że o i jego powrocie przestała marzyć. Nie miała pojęcia co się mogło stać ze Szczerbatkiem, gdzie był, kogo mógł spotkać – ale najwyraźniej ten kot mógł dać jej informacje, których nigdy nie spodziewała się otrzymać. - Tak, to mój brat, nie widziałam go już tak długo… Znasz go? Chciał mi coś przekazać? – Spytała z nadzieją w głosie, zbliżając się o krok w stronę granicy i samotnika. Cokolwiek w tym momencie i tak miało być czymś większym, niż oczekiwała.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
Sam cofnął się o krok, gdy kotka się zbliżyła. Zdawała się nie myśleć już o tym, że go nawet nie zna, skoro usłyszała imię swojego brata. Czosnek jedynie przekręcił oczami na myśl o Szczerbatku, wciąż zdegustowany tym, jaki jest jego ojciec. Rodziny się jednak nie wybiera, jak to powtarzała mu matka, więc mógł przynajmniej zrobić coś dla siebie i zabawić się czyimś kosztem.
- Ehe. Tak jakby - pokiwał głową na oba pytania. - To mój stary - dodał, widocznie skrępowany takim obwieszczeniem. - Kazał przekazać, że go zawiedliście. Znaczy ty i Łabędź. I że ten..Szpon to jego jedyny przyjaciel, bla bla bla. Dobra, tak między nami to mówił takie głupoty, że miałem ochotę mu przywalić po drodze, bo nie da się go słuchać. Ale ogólnie rzecz biorąc, to się dowiedziałem że ty i...wasz wujek? jesteście najgorszymi osobami na świecie i jak ktoś znika z klanu to macie gdzieś czy żyje czy nie. Także, wiesz, gratuluję, bo to w sumie wasza wina że to on jest moim starym, a nie jakiś fajny gość - prychnął, kręcąc głową. W pewnym sensie rzeczywiście ich obwiniał, choć z tyłu głowy słyszał drobny głosik że to bez sensu. Kto by jednak słuchał rozsądku, kiedy można zwalić całą winę na kogoś innego.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Czy brat rzeczywiście mógł tak myśleć? Wydawało się to jej w jakiś sposób bezsensowne, tak odległe były to od tego, co widziała i słyszała każdego dnia w klanie Rzeki. Położyła po sobie uszy, nie wiedząc do końca co zrobić, co mogła powiedzieć temu kocurowi o jego ojcu, by uwierzył, by być może obaj uwierzyli, że rzeczywiście mówiła prawdę. - Nie, ja… My wszyscy… Zawsze chcieliśmy, żeby Szczerbatek tu wrócił. Czekałam na niego te wszystkie księżyce. I na to, czy Szpon go odnajdzie, mówił mi, że wyrusza właśnie po to. Czy udało im się jeszcze spotkać?
Prawdą było, że nigdy nie poszła osobiście na poszukiwanie brata, ale czy to by w czymkolwiek pomogło? Nie znała się na terenach poza ich klanem, nie miała pojęcia, gdzie go szukać. Zostawienie tego w łapach kogoś bardziej doświadczonego, jak ich wspólny przyjaciel, który rzeczywiście wyruszył na tę misję. A potem i tak zaginął bez śladu. - Jeśli wróciłby kiedykolwiek na granice, Łabędzia Gwiazda na pewno przyjąłby go z chęcią z powrotem do klanu, wszyscy byśmy go tu chcieli z powrotem. I ciebie też, jeśli chciałbyś tu kiedyś dołączyć. – Może i był to praktycznie nieznajomy kot, ale najwyraźniej był to jej bratanek. I w tym momencie to wystarczało Przepiórczej Pieśni, by chcieć zatrzymać go tutaj.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Podróż była trudna i pełna przeszkód. Jedną z najnowszych- miejsce pełne przedziwnych, sarno-podobnych zwierząt o masywnych ciałach. Drugą była szeroka rzeka. Na szczęście dziwaczne stwory nas ignorowały, a wodę dało się przekroczyć przez wielkie drzewo, które musiało zostać przewrócone dawno temu. Mimo zmęczenia i głodu, nie mogłam powstrzymać się przed przyspieszaniem co rusz kroku. Czułam, że zbliżaliśmy się do celu. W końcu podążałam zgodnie z instrukcjami mamy, które pamiętałam bardzo dobrze. Musiałam ufać, że nic nie przekręciłam; że mijane charakterystyczne miejsca były dokładnie tymi, które miałam minąć.
Idąc dalej wzdłuż rzeki dotarliśmy do... nie byłam pewna jak to określić poza intensywnym zapachem kotów, tak zmieszanym, że nie dało się rozróżnić pojedynczych jednostek. Zawahałam się, ale wiedziałam, że to jeszcze nie mój cel. Nie przekroczyliśmy jeszcze czarnej wstęgi zwanej Grzmiącą Ścieżką, pełną należących do dwunogów potworów ze lśniącymi oczami. Nie mając innego wyjścia ruszyłam wzdłuż... granicy?, starając się nie wchodzić głębiej, tam gdzie zapach nie był już tak intensywny. Przedarliśmy się przez cierniste krzewy, aż dotarliśmy do skrawka ziemi pokrytego jeżynami. Zdążył zapaść świt, a wraz z nim świat stawał się coraz jaśniejszy. Jeszcze mnie oczy nie bolały, ale kiedy jedna z łap prawie się pode mną ugięła, nie miałam innego wyjścia jak się zatrzymać i kucnąć, oddychając ciężko. Delikatnie położyłam zawiniątko z medykamentami na suchy skrawek ziemi. Przechyliłam głowę lekko na bok, by moje oczy mniej drżały.
- Powinniśmy- powinniśmy być już niedaleko. Obiecuję. Tylko... muszę chwilę odpocząć - powiedziałam cicho, garbiąc się, by ukryć przed Zjawą wątpliwości kotłujące się w moim umyśle, mówiące, że byliśmy zgubieni.
//zjawa, krokusowy pląs
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Białe kocur o krótkiej sierści oraz jasnych, pastelowo żółtych oczach. Ma wyrwany kawałek lewego ucha.
Wesoły lekkoduch, który wydaje się wiekszym idiotą niż jest (KP)
Szybujący Puchacz (Grom)
Szli długo, bardzo długo, do tego stopnia że Zjawa myślał że odpadną mu poduszki na spodach łap. Robili przerwy, ale fakt że polowania szły jakby chciały a nie mogły, organizmy dwójki nadwyrężyły ostatnie resztki energii. Fakt ze rzeczywiście znajdywali miejsca opisane w instrukcji którą się kierowali. Jak te wielkie, przerośnięte, masywne sarny co wyglądały jak chodzący mur. Zjawa mógł przysiąść że za drewnianym płotem który trzymał je w jednym widział człowieka który siedział na grzbiecie jednego z tych stworzeń. Potem był pień by przedostać się przez rzekę.
Śliski pień jeśli czepianie się szczegółów, bo tak właśnie musiał się wbijać pazurami w śliską powierzchnie by nie zaliczyć taktycznej kąpieli. Gdyby wpadł do tej wody to nie było szans by dał radę wyjść a i tak na samym końcu łapa mu się zsunęła gdy już zaskakiwał, wylądował troche pokracznie ale to zrobił! Więc nie było problemu.
Im dalej szli, tym wiecej pojawiało się zapachów. Czasem udało się wyłapać jednego kota, ale głównie był to twardy zlepek zapachów tworzący granice. Granice samotników nie miały tak mocnego zapachu, więc ile kotów musiało być w na tym terenie by zrobić to.
Zacisnął wargi w cienką linie widząc wycieńczenie Soli. Nie powiedział jednak słowa, tylko wypuścił zużyte powietrze, pochodząc do niej... Tylko po to by położyć się zaraz obok i wyciągnąć jak najdalej przednie łapy. Pomyśleć że od chodzenia mogą ci drętwieć łapy, dobrze że przeciągnięcie zazwyczaj załatwia sprawę.
- Słuchaj zawsze możemy poczekać i zapytać! - Uśmiechnął się, szturchając jej bark delikatnie nosem. - Ten zapach jest tak mocny że na pewno ktoś prędzej czy później się zjawi.
Przysunął się nieco bliżej do Soli, przywierając do białego boku ciałem. Tak na wszelki wypadek by nie próbowała iść dalej już od razu.
Rzadko zwiedzała granice, szczególnie ostatnimi czasy. Jak już, to dołączała się do patroli, na polowania chodziła z kimś, sama... rzadko. Naprawdę, bardzo rzadko, i tak właściwie to ta wycieczka nie była wyjątkiem, ot - oddzieliła się nieco od swojego patrolu na dłużej, niż planowała, bladym świtem, przypatrując szronowi osadzonemu na trawie z zachwytem porównywalnym do kocięcia które pierwszy raz wyszło z obozu. Już dawno...
Dawno nie wyszła na spacer dla samej siebie, aby podziwiać piękno świata. Bardzo, bardzo dawno. Myślała o Świetlik i o tym, jak chciałaby, aby ta tutaj była, obok niej, aby mogła jeszcze usłyszeć jej głos, aby mogły razem podziwiać spokojny, cichy, pokryty śniegiem śpiący las. Myślała o Króliczek z którą często trenowała o tak wczesnych porach...
Prawie ich nie zauważyła. Dwa kształty przypominające koty, na granicy nieopodal Łanu Rzepaku, wtapiały się w białe tło niemal idealnie, z wyjątkiem nieco brudnych łap i blizn na ciele nieco większego kształtu. Wyglądali na zmęczonych, oboje. Wyglądali, jakby przebyli długą drogę i jakby kogoś, czegoś, szukali. Podeszła zatem bliżej, wyglądając tak przyjaźnie, jak umiała - a to raczej wyszło jej dobrze, to raczej wychodziło Krokus naturalnie.
- Dzień dobry, witajcie - przywitała się lekkim, uprzejmym, ciepłym tonem, uśmiechając do obu białych kotów. - Mam na imię Krokus. Wybaczcie, że zapytam, ale czy... szukacie kogoś? Wyglądacie, jakbyście przebyli daleką drogę specjalnie tutaj... znajdujecie się teraz na granicy z Klanem Rzeki. Mogę wam jakoś pomóc?
Rozejrzała się za członkami swojego porannego patrolu. Przydaliby jej się teraz, gdyby miała wzywać Łabędzią Gwiazdę albo Noc, aby porozmawiać z nieznajomymi.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Westchnęłam cicho, ale pokiwałam głową. Nie mogłam się kłócić ze słowami Zjawy. Miał rację, lepiej było na kogoś poczekać. Miałam tylko nadzieję, że ktokolwiek tu mieszkał, nie był wrogo-nastawioną grupą kotów. Naparłam lekko ciałem na mojego przybranego brata, by podzielić się z nim ciepłem. Głód sprawiał, że trudniej było utrzymać wyższą temperaturę ciała, a Zjawa był mniejszy ode mnie. Martwiło mnie to. Może dobrze, że musieliśmy się zatrzymać, choćby po to, by być w stanie się lekko ogrzać o siebie nawzajem.
Minęło trochę czasu, ale nie dostatecznie dużo, by odpocząć. Lekki wiatr przywiał nowy zapach, choć początkowo trudny do rozróżnienia od tego tworzącego granicę. Szturchnęłam Zjawę, jeśli nie zauważył go. Podniosłam nieco głowę i, mrużąc oczy, próbowałam dostrzec nadchodzącego kota. Chwilę mi to zajęło, ale wreszcie rozpoznałam poruszający się kształt. Poczekałam, aż się do nas zbliży, ale nim otworzyłam mordkę, on odezwał się pierwszy. Przełknęłam nerwowo ślinę i wyprostowałam się, ale zaraz instynktownie przechyliłam głowę z powrotem nieco w bok, by złagodzić drżenie oczu. Wiedziałam, że niedaleko Nowego Świtu były inne grupy, ale nie pamiętałam, by mama wspominała mi o ich nazwach.
- Ach... um, w- witaj, Krokus - powiedziałam cicho, speszona. - Czy- czy możesz nam powiedzieć, gdzie jest Nowy Świt...? - Zacisnęłam wargi i poruszyłam nerwowo ogonem, bojąc się potencjalnej informacji, że byliśmy w złej okolicy; to jest, o ile okoliczne grupy wiedziały o grupie, do której kiedyś należała moja mama.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves