Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Ważkowa Łapa miała dość.
Ból brzucha i mdłości nie odpuszczały ani trochę, a Niezapomnianej Łapie nie spieszyło się widocznie do tego, by dowiedzieć się, jak leczyć zatrucie. Aż do tej pory znosiła to bez sprzeciwu; szalę frustracji przechyliło jednak odejście Pszczoły z Klanu. Nie zatrzymywała jej siłą kiedy zrozumiała, że ta podjęła ostateczną decyzję, nie chcąc zmuszać jej do życia w miejscu, w którym czuła się zwyczajnie źle. Nie znaczyło to jednak, że nie była zła. Chociaż trochę. W istocie, ostatnie dni spędziła bardziej niż zwykle rozdrażniona, a problemy żołądkowe zdawały się być bardziej odczuwalne, niż wcześniej.
Skoro więc na klanową medyczkę nie można było liczyć, musiała wziąć sprawy w swoje łapy. A raczej - przebłagać któregoś medyka z innych klanów, by zużył swoje własne zapasy na nią. Padło na Rzekę; zupełnym przypadkiem akurat na nią, a nie na Cień. Wczesną porą wybrała się więc na granicę, tę od strony niczyich, uprzednio porządnie obmywszy się w rzece i wytarłszy w porządną ilość pachnących roślin. Niezależnie od jej awersji wobec Niezapomnianej Łapy, nie zamierzała obnażać obecnej słabości Wichru przed obcym jej kotem.
Poczekała na patrol; kiedy tylko się pojawił poinformowała ich o swoim zatruciu pokarmowym i grzecznie spytała, czy mogłaby poprosić o zjawienie się Sennego Świtu na granicy. I cóż...czekała, mając nadzieję, że rzeczni wojownicy faktycznie przekażą jej słowa medykowi. A on będzie na tyle łaskawy, by się zjawić.
Dramy, dramy, dramy - uhuhu.
Poeta lubił głupie kwestie. Idiotyczne kwestie. Miał gdzieś wszystkie istniejące kodeksy - kodeks medyka fe, a wojownika w ogóle. W tym medycznym było napisane, że medycy stoją ponad rywalizacją klanową i powinni pomagać każdemu. Poeta oczywiście, że będzie pomagał każdemu. Naturalnie. Ale ile dram wyciągnie z tego i ile załapie kontrowersji to jego.
Gdy dostał informację, że na granicy z samotnikami stała pewna samotniczka czekająca na niego z prośbą o leczenie, ochoczo zabrał zioła ze składziku i ruszył we wskazane miejsce.
Punkt pierwszy: pachniała roślinami. To nie znaczyło nic dobrego. Dopiero gdy poniuchał w powietrzu, poczuł coś jeszcze: była tym samym przypadkiem, co Raniuszek, a więc odwrotnym. Może po prostu starała się zamaskować swój zapach. No cóż. Jej problem. Nie pasowało mu to, że była wciąż dość wilgotna, ale kto wie, może akurat skorzystała z rzeki i zażyła zdrowej kąpieli.
Zabrał cały zestaw ziół, jednak gdy podszedł do niej bliżej, stwierdził, że chorowała na raczej zwykłe, lekkie zatrucie pokarmowe. Brakowało mu widocznych śladów osłabienia i odwodnienia.
- Witaj. Nazywam się Poeta i jestem medykiem Klanu Rzeki - przedstawił się, podsuwając jej ziarenka pokrzywy przyniesione w dużym liściu. - Ostatnie upały mogły sprawić, że pogoda zepsuła zwierzynę; to naturalne zjawisko, dlatego radziłbym ci uważać na przyszłość i sprawdzać zwierzynę dwa razy, szczególnie w okresie lata. Czy czujesz odwonienie? Albo jesteś nadmiernie zmęczona? - Wypytał.
Wziął oddech. - Nie oczekując nic w zamian: pomagam temu, komu trzeba. Wiem, jak to jest na Ziemiach Niczyich. Ciężko o medyków, a jeśli masz honor i nie pójdziesz do weterynarza, to zwykły katar potrafi cię rozłożyć. Miło by było jednak, gdybyś przyniosła tu kiedyś na granicę kawałek zwierzyny albo kocimiętkę z ogrodu ludzi.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
– Ważka – odparła krótko, kiwając kocurowi głową. Naprawdę się zjawił, choć terminatorka zaczynała powoli powątpiewać. Była również zaskoczona, jakim imieniem się przedstawił; Poeta nie miało nic wspólnego z jego oficjalnym imieniem. Kimże jednak była, żeby to kwestionować? W jej interesie było uprzejme traktowanie medyka. – Nie, raczej nie...jestem w stanie polować i względnie normalnie funkcjonować, z biegiem czasu stało się to jednak męczące. Od dłuższej chwili nie widzę żadnej poprawy.
– Dziękuję za pomoc, Poeto. Pokrzywa? – była niemalże pewna, że tak; widziała przecież przekwitła pokrzywę nieraz. Dobrze było jednak się upewnić...a nuż jej się przyda. Na pewno mogło jej się przydać, skoro w dalszym ciągu połowa Klanu Wichru wymiotowała i nie zapowiadało się, by coś miało się zmienić na lepsze. Chwilę później wzięła drobne ziarenka na język, ostrożnie je przełykając.
Zwróciła uwagę, że kocur używał...bardzo nietypowego jak na Klanowego kota słownictwa. Wiedziała, kim byli ludzie, zasłyszała w końcu odrobinę, mając dwójkę opiekunów, którzy żyli przez długi czas poza Klanem; gdzieś o uszy obiło jej się także słowo weterynarz, za nic jednak nie była w stanie skojarzyć, czymże on był. Tak szybko również, jak znalazła się w Klanie, okazało się, że nikt tych wyrazów nie używa. Nie, żeby przeszkadzało to Ważkowej Łapie; wiedziała, że sama Źdźbło starała się wyplenić samotnicze zwyczaje. Te drobne fragmenty wiedzy były teraz jednak na łapę dymnej terminatorce; w dalszym ciągu nie planowała zdradzać swojego klanowego pochodzenia, a używanie klanowych zwrotów byłoby... podejrzane, w najlepszym razie.
– Przyznam szczerze, że nie wiem, jak wygląda kocimiętka. Nie zapuszczam się za bardzo w okolice...ludzkiego siedliska, i niestety...nieszczególnie posiadam wiedzę o ziołach – och, jakże miała ochotę pociągnąć kocura za język, dopytać się o głębsze znaczenie choćby tych dwóch roślin. Jej kandydatura również zdawała się nie zmienić nijak statusu od czasu rozmowy z Roziskrzoną Gwiazdą; a czego dowiedziałaby się na własną łapę, to jej. – W każdym razie, postaram się przynieść coś na granicę. Jestem ci coś winna.
Ważka. Brzmiało Klanowo, ale Poeta przyzwyczaił się, że samotnicy już tak mieli; kto wie, może nawet miała pochodzenie klanowe. Niezbyt go to interesowało. Jeśli ktoś był przeciwko Klanom w najmniejszym stopniu, Poeta bardzo chętnie się do niego przyłączał.
- Och. Dobrze. A więc to tylko lekkie zatrucie. Powinno przejść za tydzień, pewnie nawet szybciej. Oszczędzaj się proszę do czasu, aż nie poczujesz poprawy. - Kocur uśmiechnął się do niej lekko. Nie przeszkadzało mu uczyć obcych o medycynie: niech sobie radzą biedaki. - Tak. To pokrzywa. Na przyszłość, parę ziarenek powinno załatwić problem.
- Kocmiętka to całkiem wysoka roślina. Zielone łodygi, małe, fioletowe kwiatki na górze. Nie musi być to konkretnie to: wystarczą mi motki pajęczyny, łopian, albo pokrzywa. Ostatnio mamy masę zachorowań pokarmowych - westchnął. - Cokolwiek przyniesiesz, będę wdzięczny.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Skinęła głową na poradę medyka; oszczędzanie się nie leżało do końca w jej naturze i odkąd zachorowała, nieszczególnie przykładała ku temu uwagę; teraz jednak, skoro Roziskrzona Gwiazda zwolniła ją z obowiązku patroli, większość czasu miała zajęcia...mniej wymagające ruchowo. Toteż, fizycznie, może faktycznie co nieco odsapnie. – Będę pamiętać. Postaram się zostawić je tutaj...cokolwiek znajdę – z zadowoleniem przyjęła również potwierdzenie jej przypuszczeń co do ziół, które podał jej Poeta; niewielki, ale cenny kawałek wiedzy. – Będę się zwijać, ale jeszcze raz dziękuję.
Pożegnawszy się z medykiem, faktycznie odeszła; tym razem jednak nieco okrężną trasą. Skierowanie się prosto w kierunku granicy z Wichrem byłoby bardzo głupie, w najlepszym razie.
Poeta uśmiechnął się do niej.
Była jaka była i nie miał zamiaru narzekać. Zawsze to coś nowego. Zawsze pretekst, by wywołać większą dramę i wzbudzić kontrowersję. Poeta nie miał nic przeciwko temu. Lubił, kiedy coś się działo, najczęściej na niekorzyść Klanów. Wtedy było najlepiej.
Zmierzył ją jeszcze raz od góry do dołu, zastanawiając się, co tutaj robiła. Gdzie mieszkała.
- Jeśli będziesz potrzebować jeszcze czegoś, wiedzy czy leczenia, zawsze możesz o mnie pytać - dorzucił, nim całkowicie odeszła. Nawet nie chciał nic od niej; dług wydał mu się zbędny, ale wolał go mieć, gdyby ktokolwiek zarzucił mu kolaborowanie. - Trzeba sobie pomagać, no nie?
Po tych słowach, zadowolony z siebie, wrócił do obozu.
//zt.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 31 Mistrz: Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Kormorania Szyja Ojciec: Karpi Strumień Trwałe urazy: blizna na pysku (ciągnąca się od środka czoła pod lewe oko), blizna na dolnej wardze po prawej stronie, wybity mleczak dolnego kła
Księżyce: 31 Mistrz: Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Kormorania Szyja Ojciec: Karpi Strumień Trwałe urazy: blizna na pysku (ciągnąca się od środka czoła pod lewe oko), blizna na dolnej wardze po prawej stronie, wybity mleczak dolnego kła
chudy i wysoki, orientalny pysk, niebieska krótka sierść, mała biała plamka na lewej przedniej łapie, zielonożółte oczy
- Barwna Łapo…A czy takie spłacanie długu to długo trwa? - spytał, choć czuł, że będzie musiał być na jej usługach do końca swojego życia. Czy możliwość wtulenia się ponownie w matczyny bok była tego warta? Czy Kormorania Szyja w ogóle go pozna? Stał wraz z wybawicielką na granicy z Klanem Rzeki, i oglądał się dokładnie. Był chudy, zaniedbany i oszpecony. Przejechał łapką po bliznach na pysku, dotknął językiem pustego miejsca po zębie. Mama z pewnością by nie chciała, by tak prezentował się jej syn.
Może jednak trzeba było zawrócić, spróbować żyć na własną łapę jako samotnik? Miał wątpliwości. Jeszcze nie tak dawno woń ryb i wody sprawiłaby, że pognałby bez pomyślunku w stronę obozu i rozpłakał na jego środku, błagając o wybaczenie. Teraz nie chciał takiego ośmieszenia, przygoda pozwoliła mu wydorośleć w jakiś sposób. Poniesie konsekwencje swojej ucieczki. Głupio byłoby mu jednak czekać na werdykt, czując na sobie spojrzenie Łabędziej Gwiazdy, czy też Kormoraniej Szyi. Jeśli wycofa się teraz, uniknie dużego wstydu, nie będzie musiał się płaszczyć, nikt się nie dowie. O ile Barwna Łapa by go puściła. No właśnie, czy dałaby bez problemu odejść kotu, który zawdzięcza jej życie? Który ma poczucie obowiązku wobec niej, choć wcale go nie chciał? Był rozdarty. Z jednej strony dziękował jej, że może raz jeszcze poczuć znany mu zapach. I przeklinał ją, że nie dała mu umrzeć już wtedy.
- Głupie pytanie. Oczywiście że tak, przynajmniej do śmierci. Jeśli nie będziesz się mnie słuchał to nawet i na Srebrnej Skórce będziesz musiał go spłacać - poczochrała go łapą po głowie. Niby żartowała, z początku spodziewała się że hm, młody odwdzięczy jej się jakimś jednym miłym gestem, jak przyniesienie jej swojej pierwszej upolowanej piszczki, czy pomoc z ogarnięciem legowiska po tak długim czasie, ale jakoś tak temat odwdzęczenia zamienił się na dług. I to bardzo wielki dług. I kotka z wielką chęcią będzie wyciskać ten owoc do ostatniej jego kropelki. Chociaż na razie nawet nie miała jak z tego korzystać… Bo co młody miał jej do zaoferowania? Obskubanie ptaka? Pomoc z czyszczeniem jej futra? Noszeniem piszczków na obiad? To były błachostki w porównaniu z tym co planowała zrobić, gdy młody stanie się już terminatorem!
Dotarli do granicy i teoretycznie powinna się zatrzymać… Ale nawet jej to do głowy nie wpadło. Była rzeczniakiem, więc mogła wrócić sobie kiedy chce i nikt jej nie zabroni. Ahh, już czuła ten wspaniały rybi smród. - Huhu, zaraz będziemy w obozie. Zjemy coś porządnego ze stosu i pośpimy do południa… Mam nadzieję że zdążyliśmy na twoją ceremonię, bo tak trochę frajersko być kociakiem dłużej niż konieczne. A jako mój dłużnik musisz się prezentować! - uśmiechnęła się do niego bo… Frajersko tak wykorzystywać kociaka. Ale drugiego terminatora? Już lepiej to brzmiało!
Księżyce: 31 Mistrz: Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Kormorania Szyja Ojciec: Karpi Strumień Trwałe urazy: blizna na pysku (ciągnąca się od środka czoła pod lewe oko), blizna na dolnej wardze po prawej stronie, wybity mleczak dolnego kła
Księżyce: 31 Mistrz: Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Kormorania Szyja Ojciec: Karpi Strumień Trwałe urazy: blizna na pysku (ciągnąca się od środka czoła pod lewe oko), blizna na dolnej wardze po prawej stronie, wybity mleczak dolnego kła
chudy i wysoki, orientalny pysk, niebieska krótka sierść, mała biała plamka na lewej przedniej łapie, zielonożółte oczy
Głupie pytanie. Czego się spodziewałeś? Westchnął cicho. Jędza. Tego wolał nie mówić głośno.
Zgarbiony, stał, nie mogąc zatrzymać wzroku na niczym konkretnym. Nie mógł się skupić, był głodny, był smutny, przerażony. I zawstydzony, bardzo bardzo zawstydzony. A Barwna Łapa wcale nie pomagała w pozbyciu się tego uczucia. Niestety.
Cofnął uszy, patrząc z przerażeniem, co też najlepszego wyczynia...heh, Najlepsza. Po prostu poszła dalej! Mewa może i był żałosny i głupi, ale wiedział, że członkiem Klanu nie był w momencie, gdy go opuścił. Czy ją obowiązywały inne zasady? On przecież nie miał takiego immunitetu.
- Nie wiem, czy powinniśmy tak wchodzić - miauknął, nadganiając sztywnym krokiem wybawicielkę. - Znaczy, znaczy ja nie wiem czy powinienem tak wchodzić. Może się cofnę na granicę? - spytał nieśmiało, mając trochę nadzieję, że jak dotrze z powrotem na granicę, to głód nie zatrzyma go zbyt usilnie i będzie mógł dać nogę. Byłoby to mniej zawstydzające niż cała ta farsa.
Ohoho, gdyby tylko Najlepsza usłyszała myśli tego szczyla to dodałaby mu dwadzieścia księżyców długu na srebrnej skórce! Powinien być jej wdzięczny, nie tylko za ratunek. Przecież dawała mu żreć! Co z tego że gorsze piszczki, ale dawała. I była na tyle miła, że pokazała mu drogę do klanów, a nie musiała, nawet jeśli szli w tym samym kierunku. Była bardzo hojna, więc niech smark to doceni, zamiast się czepiać, że będzie musiał spłacać ten dług przez krótką chwilę.
Zatrzymała się spoglądając na smroda. - Znowu gadasz głupoty. Przecież jesteśmy Rzeczniakami, nawet jak chwilę nas nie było w obozie, nie znaczy że mają nas od razu jak jakiś śmierdzących samotników traktować. Idziemy dalej, nie chce mi się stać na granicy i czekać nie wiadomo ile aż ktoś się zjawi - oznajmiła i ruszyła dalej… Nawet jeśli młody by protestował. Jeśli chce to niech sobie czeka, powiedziała mu jaki to głupi pomysł i niech sam pomyśli drugi raz, phi.
Księżyce: 31 Mistrz: Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Kormorania Szyja Ojciec: Karpi Strumień Trwałe urazy: blizna na pysku (ciągnąca się od środka czoła pod lewe oko), blizna na dolnej wardze po prawej stronie, wybity mleczak dolnego kła
Księżyce: 31 Mistrz: Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Kormorania Szyja Ojciec: Karpi Strumień Trwałe urazy: blizna na pysku (ciągnąca się od środka czoła pod lewe oko), blizna na dolnej wardze po prawej stronie, wybity mleczak dolnego kła
chudy i wysoki, orientalny pysk, niebieska krótka sierść, mała biała plamka na lewej przedniej łapie, zielonożółte oczy
Może ma rację? To głupie. Tak idiotycznie głupie. Ale może ma...
Nie protestował dalej, wiedział że nie miał siły przebicia, a ponadto był mniejszy i słabszy, nie mógł się z nią równać. Chociaż, może nawet gdyby był wyższy albo miał mocniejszą łapę, to nie miałby odwagi, by coś z tym zrobić. No bo co by mógł? Uderzyłby ją? Zemściłaby się od razu. Zagroził? Co w przypadku, gdyby chciała sprawdzić prawdziwość jego gróźb? Był uwiązany.
Szedł za nią, parę kroków z tyłu, raz po raz zerkając do tyłu, na oddalającą się od nich granicę. A może gdyby czmychnął...
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Młodzież czekała aż ktoś się zjawi i się doczekali. Spotkał ich patrol, któy od razu poinformował o tym Zastępcę. Nocny Szkwał zerwał się na równe łapy i od razu ruszył w kierunku, gdzie dostrzeżono zagubione owieczki. Barwna Łapa i Mewa, który przyszedł akurat po zakończeniu swojej ceremonii.
Krok miał szybki, więc na miejsce dotarł całkiem szybko, szczególnie że i oni ruszyli mu na spotkanie i złapali się gdzieś w połowie drogi.
- Cześć. Rozumiem, że zrobiliście coś głupiego pod wpływem impulsu, zgubiliście się i chcielibyście wrócić, tak? - zapytał. Nie zamierzał robić problemu, nie od tego był. Na ich korzyść działał młody wiek. Dobrze że się odnaleźli i wrócili bezpiecznie do domu. Dobrze by było, gdyby jednak wyjaśili powód swojej nieobecności, szczególnie że Mewa wciąż był kociakiem.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Nie minęła dłuższa chwila a na horyzoncie pojawił się sam Nocny Szkwał. Spodziewała się bardziej Łabędzia, ale Noc też był spoko. W końcu uczył młodą jak się walczy i hehe, nieźle mu wtedy sprała tyłek! Nawet jeśli oszukiwał. Jego słowa… jednak się jej nie spodobały. Nie trafiły ani w to co było prawdziwą historią, ani to, co wymyśliła na wytłumaczenie jakś czas temu, phi. Ona by nie zrobiła czegoś głupiego, a szczególnie pod wpływem impulsu!
- Siema. Coś głupiego to zrobili dwunożni co mnie porwali. Byłam sobie na patrolu tam o, przy Grzmiącej Ścieżce i te wywłoki mnie capnęły i uwięziły u siebie! Nie mogłam się wydostać, nieważne jak głośno syczałam i jak mocno drapałam to mieli to gdzieś, ugh… Weź to takie żałosne… Ale nie rozpowiadaj tego nikomu, dobra? Nie chcę by sobie myśleli, że pokonały mnie te łyse stwory… Ale udało mi się im uciec w końcu. Musiałam trochę połazić i popytać ale znalazłam drogę do domu! Młody choć tu, nie będę gadać za ciebie, powiedz Nocy jaka jest twoja historia - odwróciła się i poklepała Mewę po plecach, tak dla otuchy. Niech również sobie wymyśla co mu dusza zapragnie, Najlepsza miała to gdzieś. Powiedziała swoją część, niech teraz szczyl zrobi z tym co chce i dołączy się do jej historyjki.
Księżyce: 31 Mistrz: Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Kormorania Szyja Ojciec: Karpi Strumień Trwałe urazy: blizna na pysku (ciągnąca się od środka czoła pod lewe oko), blizna na dolnej wardze po prawej stronie, wybity mleczak dolnego kła
Księżyce: 31 Mistrz: Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Kormorania Szyja Ojciec: Karpi Strumień Trwałe urazy: blizna na pysku (ciągnąca się od środka czoła pod lewe oko), blizna na dolnej wardze po prawej stronie, wybity mleczak dolnego kła
chudy i wysoki, orientalny pysk, niebieska krótka sierść, mała biała plamka na lewej przedniej łapie, zielonożółte oczy
Niedobrze, spotkali patrol. I kazali im czekać. Wiedział, po prostu wiedział że to był wstrętny pomysł, żeby tak robić! Powinni byli czekać grzecznie na granicy, w końcu by ktoś przyszedł! Ale czy jego ktoś słuchał? Oj, nie. Lepiej wparować od razu na tereny jak do siebie. A przecież nie byli już u siebie. Albo jeszcze, zależnie od decyzji.
Zgarbił się i cofnął uszy, przyciskając je płasko do głowy, gdy na miejscu pojawił się Nocny Szkwał. Och. Łabędzia też by się bał, ale w mniejszym stopniu, uważał go za poczciwego staruszka. Noc miał groźniejszą aparycję i nie wiadomo, co mógł zdecydować. Mewa nie chciał musieć harować jeszcze dla niego.
A potem się odezwał. Zdawał się...rozumieć. A może to była tylko przykrywa? Tak czy inaczej, była to lżejsza reakcja niż ta, której spodziewał się kocurek. Dużo, dużo lżejsza. Na Gwiezdnych, jaki dobry z niego kot. Spojrzał krótko na Najlepszą, zrobił krok wprzód i wcisnął wzrok w swoje łapy, nie chcąc patrzeć Nocy w oczy.
- Zrobiłem coś głupiego pod wpływem impulsu, zgubiłem się i teraz chciałbym móc wrócić - powiedział cicho, powtarzając słowo w słowo to, co zgadł zastępca. Bardziej trafnie by tego nie opisał.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
— Nie ty pierwsza miałaś nieprzyjemne spotkanie z dwunożnymi. Ostatnia zapewne też nie. To nie powód do wstydu, ale obiecuję że poza Łabędzią Gwiazdą nikt się nie dowie. — uśmiechnął się do niej delikatnie. Nikomu nie piśnie ani słówka, słowo honoru.
Mewie również przytaknął. No cóż. Chyba wiedział już wszystko czego potrzebował i to nie było to absolutnie nic, co by go zaskoczyło. Nie było sensu dłużej trzymać ich w niepewności.
— Dobrze. Witajcie z powrotem w klanie. Barwna Łapo, poinformuję Wodny Wir o twoim powrocie. Mewo, twoje rodzeństwo było mianowane niedawno, więc żeby móc im dorównać, wrócisz tutaj jako Mewia Łapa, a twoim treningiem zajmę się osobiście. Spotkamy się jutro przy wyjściu z obozu z samego rana. — oznajmił i nie zwlekając dłużej, ruszył do obozu, zachęcając młodzież do tego, żeby ruszyła za nim.
Zt!!
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku