- Idealnie, dzięki - odpowiedziała krótko. Kupił tę historyjkę, wspaniale. Bo nie ma mowy, że powie że się zgubiła?? A tym bardziej nie będzie się przyznawać, że znudziło jej się na życie na własną łapę i postanowiła wrócić dla wygody. Pewnie późną porą młodych liści znowu zniknie na jakąś nawet jeszcze fajniejszą przygodę! Albo nawet i wcześniej. jeśli okaże się, że zapamiętała klan lepiej, niż jak faktycznie było w rzeczywistości.
Młody się przyznał do wszystkiego, frajer. Ciekawe czy będzie się tak przyznawał przed rówieśnikami… Oby nie. Nie chciała by jej sługus był uznawany za jakiegoś idiotę, ale znając jego charakter to… Eh…
I po tym zostali oficjalnie przyjęci. Kotka uśmiechnęła się szerzej na tę wiadomość. Szybko i bez żadnych nieprzyjemności, idealnie. - Nie kłopocz się, sama przekażę wieści Stę- Wodnemu Wirowi! Tak wiesz, w formie niespodzianki. Na pewno się ucieszy na mój widok - oznajmijła ciepło i odwróciła się do smroda. Skubany dostał Noc na mistrza, eh. - No Mewia Łapo, gratuluję mianowania i Nocy na mistrza! Szybko zostań wojownikiem i nie zawiedź mnie, dobra?? - można to chyba podpisać pod jedno z poleceń związanych z długiem… Ale nie chciała by smród którego uratowała był znany jako jakiś frajer. Musi zostać mianowany jako pierwszy! Nawet jeśli miał lekko opóźniony start. - Chodź, zjemy tyle piszczków ile nasze żołądki pomieszczą - to już dodała trochę ciszej… No by tak zachować pozory przed zastępcą!
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Szczupła | Wysoka | Pysk europejski | Czarny Srebrny Szylkret z Bielą | Pregowanie Cętkowane | Niebieskie Oczy | Krótki Ogon
Biel -> Spód brzucha i ogona, pojedyncze plamki na szyi, lewe ucho, wszystkie łapy nieidentycznie, lekko za nadgarstki
Rudy -> prawe ucho i lewa, przednia łapa. Na szyi, tułowiu, łapach i ogonie różnej wielkości, obłe plamy
Pewna siebie | przekonana o własnej wyjątkowości | inteligentna | pozytywnie nastawiona
Nie żyło jej się źle przez te kilka dni po drugiej stronie drogi, umiała o siebie zadbać. Jakąś mysz udawało się złapać, do wody też dostęp miała. Jakby mogła, to by nie jadła, ale żyć jakoś musiała.
Jednak zbliżała się zima i musiała znaleźć sobie jakąś kryjówkę. Co prawda miała długie, piękne futro, ale już teraz nocami było jej zimno. Wilgotne powietrze, spowodowane obecnością jeziora, mogłoby być nie do zniesienia zimą.
Z tego powodu w nocy przedostała się na drugą stronę jezdni w poszukiwaniu lepszych warunków. Nie widziała sensu w dalszym podróżowaniu nocy, dlatego wdrapała się na jedną z brzóz i tam spędziła noc.
Jakiś czas po wschodzie słońca wyruszyła w dalszą podróż. Po nieznanym sobie terenie szła dość ostrożnie, niebezpieczeństwo mogło pojawić się w każdej chwili.
W pewnym momencie zapach terenu widocznie się zmienił, nie była pewna o co chodzi, ale postanowiła iść wzdłuż niego, by zbadać sytuację.
*Haha, coming to see me was a smart move. Maybe you aren't as dumb as I had thought?
xxxxKarasiowa Łapa był akurat na patrolu. Wyjątkowo blisko niego było Srebrzyste Jezioro, z którym dużo żartował i śmiał się w drodze. Wojownik dreptał z nim po granicach, stwierdzając nagle, że w sumie to mogą niedługo wracać... sprawdzi jeszcze jedno miejsce przed nimi, i pójdą do obozu - Karasiowi pozwoliło zostać, nie chcąc go targać gdzieś dalej. No to Karaś dzielnie został, stwierdzając, że jest teraz wielkim strażnikiem Nory pod Drzewem. Usiadł dumnie na granicy i wypatrywał wrogów, gotów wyszarpać im serce z piersi...! Może nie aż tak, ale no, coś w ten deseń.
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Szczupła | Wysoka | Pysk europejski | Czarny Srebrny Szylkret z Bielą | Pregowanie Cętkowane | Niebieskie Oczy | Krótki Ogon
Biel -> Spód brzucha i ogona, pojedyncze plamki na szyi, lewe ucho, wszystkie łapy nieidentycznie, lekko za nadgarstki
Rudy -> prawe ucho i lewa, przednia łapa. Na szyi, tułowiu, łapach i ogonie różnej wielkości, obłe plamy
Pewna siebie | przekonana o własnej wyjątkowości | inteligentna | pozytywnie nastawiona
Szła, szła i szła, aż w końcu spotkała jakiegoś kota. Wyglądał na kogoś młodszego od niej, jednak nie robiło to jej żadnej różnicy. Wszyscy i tak byli głupsi od niej, niezależnie od wieku. Problem polegał na tym, że teraz potrzebowała pomocy głupszych od siebie. Mogła spróbować zdobyć wszystkie informacje na własną łapę, ale byłoby to mało efektywne. Mimo wszystko lepszą opcją było próbowanie rozmawiania z tubylcami.
— Witaj, co tutaj robisz? Czekasz na kogoś lub czegoś pilnujesz? — Zapytała podchodząc do nieznajomego.
//zt
*Haha, coming to see me was a smart move. Maybe you aren't as dumb as I had thought?
O dziwo, świat nie skończył się zaraz po zebraniu zwołanym przez Nocny Szkwał. A jednak Wiesiołkowa Łapa wciąż przeczuwał, że nie może to tak wyglądać bez końca. I ich spotkają okropne rzeczy, odpowiednie do tego, że przez tyle czasu nie pomogli klanowi Cienia. Natłok napływających myśli o tym sprawiał, że trudno było skupić się terminatorowi na czymkolwiek innym.
Starał się robić wszystkie rzeczy, które robić powinien, tak jak pójście na patrol teraz, jednak czy rzeczywiście miało to sens? Czy cokolwiek miało, jeśli wszyscy razem, jako koty z klanów, nie zdołali powstrzymać tych wszystkich strasznych rzeczy. Nie będąc skupionym na swoim zadaniu łatwo można było zostać trochę za bardzo w tyle - i to właśnie przytrafiło się Wiesiołkowiej Łapie, który zorientował się o tym zajściu akurat w tym momencie. Było to przerażające. Jednak w jakiś sposób mniej, niż byłoby jeszcze kilka dni temu.
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Alikorn był samotnikiem i miał niewiele zobowiązań.
Życie w gangu było nie tyle nużące, co przewidywalne. Członkowie organizacji po prostu się mijali między uliczkami i tyle, każdy z nich miał indywidualne życie albo znikał wśród ludzi i niechętnie do nich wracał. Ugh. Nuda. Alikorn nie przyznał tego ani przed Smokiem, któremu musiało się tu podobać, ani przed sobą, ale nieziemsko nudził się.
Jego ciało było skonstruowane inaczej. Potrzebowało adrenaliny. Wyhodował się na poczuciu władzy i dominacji, a w takiej żałosnej wiosce nie było ani tego, ani tego.
Kocur usłyszał od członków gangu, że w lesie żyły Klany. Miały jakiś przywódców, a gdzie był przywódca, tam była i władza. Potęga. Musiał zrobić zwiady na własną łapę. Znalazł rzekome Klany po zapachu, by smród był naprawdę potężny. Terytorium. Tak to musiało wyglądać, choć w porównaniu do oznaczeń znanych z ulicy - jak czerwone farby i wstęgi - było kompletnie nijakie. Kocur powęszły jeszcze trochę i wynalazł gdzieś w pobliżu kota. Było ich trochę. Patrole? W Nowym Świcie też takie mieli.
Dumnie obrał kierunek, by zacząć ich śledzić. Przekroczył dumnie granicę terenów, uważnie obserwując obce koty z odległego dystansu. I wtedy bingo - jakiś dzieciak odłączył się od grupy, widocznie czymś zamyślony.
Alikorn upewnił się, że są wystarczająco daleko od dorosłych i wyszedł ze swojej kryjówki. Błyskawicznie dotarł do kocura i zagrodził mu drogę ucieczki do dorosłych ciałem.
Dymny obnażył kły i spiął mięśnie. Wysunął złowrogo pazury. - Będziesz grzeczny i nie piśniesz ani słowa? - Wysyczał mocnym tonem. - Zanim dorośli przyjdą cię ocalić, zdołam rozerwać ci gardło. Radzę wybierać mądrze.
Ugh. Naprawdę nie umiał dobrze zastraszać bez Smoka tuż obok.
Widział już koty z innych klanów, ale żaden z nich nie był podobny do tego, co miało znaleźć przed jego oczami. Czy rzeczywiście był to w ogóle kot? Miał wrażenie, jakby był czymś innym, jakby jego obecność była czymś więcej, czymś nadnaturalnym. Prawie jakby jakiś bezgwiezdny zjawił się tu, by zabrać go ze sobą.
Czy to mogła być właśnie ta kara? Ten sam koniec miał teraz spotkać po kolei każdego w klanie? Brzmiało to w tym momencie zaskakująco realnie. Wiesiołek poczuł, jak łapki się pod nim uginają, oddech przyspiesza i jedyne o czym myśli, to ucieczka. Ale przecież ucieczka nie miała sensu. Kocur nie kłamał, pewnie naprawdę mógłby rozerwać mu gardło od razu. A jeśli był czymś więcej, czymś nie z tego świata, czy w ogóle powinno się przed nim uciekać? - N-nie, nikomu nic nie powiem. - Zdołał odpowiedzieć trzęsącym się głosem, wpatrując się z przerażeniem w nieznajomego. Nie powinien się oddalać od wojowników, przecież zawsze wiedział o tym, że gdy tak się robiło, mogło się znaleźć w niebezpiecznych sytuacjach. I nie trzeba było czekać długo na to, by rzeczywiście się tak stało, a teraz nie mógł zrobić już absolutnie nic.
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Och. Świetnie. Jaki pokorny.
Alikorn uśmiechnął się szaleńczo na głos jego odpowiedzi i nieśpiesznie zrobił parę kroków w jego stronę, zmniejszając dzielącą ich odległość. Zastanowiło go, czy przypadkiem nie lepiej byłoby go zaatakować, jednak stwierdził, że nie miało to sensu. Pewnie musiałby pójść do zielarza i wytłumaczyć się, skąd ma ranę w kształcie pazurów kota.
Zastanawiał się, czego mógł od niego zapragnąć. Jednak gdy poczuł buzującą w jego żyłach adrenalinę i znajome poczucie władzy, zrobiło mu się lepiej. Wreszcie poczuł się jak w domu.
- Jeśli komukolwiek powiesz o naszym spotkaniu albo o czymkolwiek z nim związanym, znajdę ciebie na tych zawszonych terenach i poderżnę ci gardło. Albo gorzej, będę pytał się każdego z członków tych waszych żałosnych patroli o ciebie, i jeśli nie uzyskam sensownej odpowiedzi, zabiję i ich. Czy to jasne? - Nie czekając na odpowiedź, ponownie postąpił kroku. - Zacznę dość łatwo i mam nadzieję, że nie będziesz milczeć. O jakich porach macie na granicach patrole?
Zawsze starał sobie tłumaczyć, patrząc na wszystkie przerażające ciała na pogrzebach, że śmierć była czymś dobrym, że przecież dzięki temu można było trafić do Gwiezdnego Klanu, co było najpiękniejszym, co mogło spotkać każdego kota. A jednak teraz, gdy miałby szansę heroicznie poświęcić się dla dobra swojego klanu, czuł, że wcale nie jest w stanie tego zrobić. Może jednak był po prostu tchórzem, może naprawdę to przez koty takie jak on w klanie Cienia mogły się dziać te wszystkie straszne rzeczy.
Pokiwał powoli głową, na znak, że rozumie słowa, które wypowiadał do niego ten okropny kocur. Dlaczego potrzebował to wiedzieć? Co chciał zrobić z informacjami, które miał do niego otrzymać? Czy mówiąc mu cokolwiek, mógł sprowadzić na swój klan jeszcze gorszy los? Jednak przecież całe życie starał się grzecznie odpowiadać innym na pytania, bo przecież właśnie to było dobrym, miłym zachowaniem. Czy w jakieś odrobinę różniącej się od tej sytuacji, pomyślałby w ogóle, żeby zostawiać kota bez rozwiązania jego wątpliwości? Nie. Więc może, jeśli tylko się postarał, był w stanie uwierzyć, że i teraz zrobi tak naprawdę coś dobrego. - Zwykle są dwa patrole, jeden rano, po wschodzie słońca, a drugi, tak jak teraz, wieczorem, zanim słońce zajdzie… - Nie myślał o kłamaniu, to nie było coś, co robił kiedykolwiek i najwyraźniej nie był to dobry moment, by zacząć.
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Czy kłamał? Prawdopodobnie. Podstawową zasadą ulicy było to, żeby nigdy nie mówić prawdy i w żadne słowa nie wierzyć. Nawet jeśli nie skłamał, mógł zrobić to później. Alikorn miał dla niego wiele pytań, i zależało mu, żeby usłyszeć jak najwięcej informacji. Kocur miał zagwozdkę, bo nie do końca wiedział, jak powinien ocenić sytuację. Dzieciak był jeszcze mały i młody. Możliwe, że nawet nie zaczął treningu na poważnie. Czy potrafiłby tak przekonująco udawać przerażonego, jednocześnie kłamiąc mu w żywe oczy?
Kocur nie ruszył się, przynajmniej nie teraz. Zabłysnął kłami. - Jak wygląda wasz przywódca? Ilu członków liczy wasz Klan?
Podstawowe pytania. Nie było innej opcji. Chciał się dowiedzieć czegoś więcej. Na razie nie skupiał się na niczym szczególnym, szukał alternatyw w razie wypadku. Były to przecież informacje wrażliwe, a zarazem informacje cenne.
Czy jeśli to powie, ten kocur znajdzie Łabędzią Gwiazdę i go zabije? Oczywiście, przywódca był bardzo silny i miał dużo żyć, przynajmniej powinien mieć… Ile z nich już mógł stracić, skoro był też kotem bardzo wiekowym? Czy jeśli mu powie, może ściągnąć zagładę bezpośrednio na niego? W jakiś sposób Wiesiołek czuł, jakby tak właśnie miało być.
Przełknął ślinę, odwlekając chociaż o uderzenia serca moment, w którym będzie musiał podać samotnikowi i te informacje. A jednak przecież ta chwila musiała nadejść, wydawało się, że pozostali ostatnimi kotami na świecie, nikt nie mógł tu przybyć, żeby go uratować. - Ła-łabędzia Gwiazda ma długie futro, ciemniejsze na pysku, i łapach i ogonie, trochę jak ja, ale szare, nie rude… - Może nigdy go nie spotka. Może nic się nie wydarzy i wszystko będzie dobrze. Bo przecież to nie było nic tak bardzo tajnego, musiało o tym wiedzieć mnóstwo kotów poza klanem. Więc czy ten jeden dowiadujący się o tym kocur więcej miał zmienić tak wiele? Coś w środku terminatora podpowiadało mu, że tak - Jest nas… - Nie był pewny. Czy wystarczy, że pomyli się chociaż trochę w obliczeniach, a zostanie zabity? Nie był w stanie powiedzieć dokładnie, wszystkie pyszczki i imiona przelatywały mu przed oczami, jednak było ich zbyt dużo - …Kilkadziesiąt kotów. Nie wiem ile dokładnie. - Zacisnął oczy, by nie widzieć tego, co teraz według jego wyobraźni mogło się wydarzyć.
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Alikorn nie mógł mieć pewności, że kocu nie kłamie. Nigdy nie będzie mieć takiej pewności. Nawet jeśli te informacje były poprawne, następne mogły być całkowicie fałszywe. Było to fascynujące, oceniać go i decydować, czy dzisiaj zaatakuje go kłami, czy też nie. Przeanalizował uważnie podane mu informacje: zawahał się. Dużo kotów znaczyło spore ryzyko. Wątpił, by Klany były tak małe jak Nowy Świt i jeśli dzieciak podał dużą liczbę, znaczyło, że atakowanie tego Klanu było przepisem na dość dużą głupotę.
Mimo wszystko. Kocur skrócił odległość między nimi stanowczym skokiem. Celował łapami blisko pod niego, ale nie na tyle, by naruszyć jego przestrzeń osobistą.
- A skąd mam mieć pewność, że nie kłamiesz? - Błysnął do niego zębami. - Jak wygląda wasz zielarz? Zastępca? Gdzie leży wasz obóz? - Z takimi informacjami mógł już mieć czym szantażować.
...Gwiezdny Klan by nie chciał, żebym kłamał. - Czy to miało go przekonać? Wiesiołek wątpił, by kocur w ogóle wiedział kim byli Gwiezdni, gdyby zdawał sobie sprawę z ich istnienia, na pewno nie zachowywałby się w ten sposób. A jednak dla terminatora to było najbardziej prawdziwe i najwięcej znaczące wytłumaczenie własnego zachowania, nie tylko teraz, ale i w każdym innym momencie swojego życia. Chciał po prostu, by przodkowie byli zadowoleni z jego zachowania. Chociaż w tym momencie mogli wcale nie być, prawdziwy wojownik mógłby już zdołać przegonić intruza z ich granic. Podczas gdy on wciąż nie był w stanie się ruszyć. Nie mamy zielarza, tylko medyka, to chyba ktoś podobny… Ma długie, szare futro z ciemnymi pręgami, zielone oczy. Nasz zastępca też ma długie futro, w większości szare, ale takie jakby ciemniejsze na górze… Jest duży i trochę młodszy od przywódcy. - Czy to były wystarczające informacje? Pewnie dałoby się znaleźć trochę takich kotów w lesie, co jeśli samotnikowi się nie spodoba, że usłyszał tylko tyle? - Nasz obóz.. - Przerwał na krótki moment. O ile wszystkiego, co mówił wcześniej, można by się dowiedzieć w miarę łatwo, pewnie w wielu normalnych rozmowach, czy podczas samego chodzenia w pobliżu. Ale to? Tego rzeczywiście nikt spoza klanu nie powinien wiedzieć.
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Ugh. Wierzący. To mu się trafił.
Kocur warknął nieprzyjemnie na wspominkę o Gwiezdnych, ale niech mu będzie, skoro był na tyle durny, by zawierzać swoje życie fikcyjnym bożkom, tak też może być. Niech się tylko nie zdziwi, że nikt nie przyjdzie go uratować w ostatnich chwilach życia.
Młody posłusznie wydał wszystko, co miał, jednak nie podał kluczowej informacji. Gdzie jest obóz. Alikorn wyraźnie skrzywił się, napiął, i smagnął ogonem jak biczem. Nie tego oczekiwał. Jeśli już miał taką łatwowierną ofiarę, chciał wyzyskać z niej jak najwięcej
Alikorn uniósł prawą, przednią łapę z wysuniętymi pazurami. - Żartujesz sobie ze mnie? - Wysyczał agresywnie. - Gdzie. Jest. Wasz. Obóz. Albo nie wrócisz do niego w jednym kawałku.
Przełknął ślinę raz jeszcze. Naprawdę nie miał wyjścia. Ale przecież w Obozie było wielu wojowników, oni byli w stanie poradzić sobie z jednym, obcym kocurem, nawet gdyby tam przyszedł. To przecież nie tak, że zdołałby tam wemknąć niezauważony, przejść tylko do Kociarni czy prosto do legowiska przywódcy. Tak musiało być, prawda? Wciąż byli bezpieczni, nikomu nic złego się nic niedługo nie stanie... Tak starał się sobie wszystko tłumaczyć, gdy zaczynał mówić znowu. - Stąd, jakby pójść wgłąb naszych terenów trzeba by przejść przez Koci Grzbiet, to takie duże wzniesienie, a potem skręcić bliżej rzeki, do Błyszczących Głazów, to takie miejsce, gdzie jest najwięcej skał... Za nimi jest Obóz. - Wyjaśnił, plącząc się w swoich słowach, starając się, by zabrzmiało to chociaż trochę zrozumiale, tak, by wystarczyło samotnikowi.