Kocur o orientalnej budowie z płowym futrem i białymi łatami, które pokrywają połowę jego ciała. Ma on skośne oczy w kolorze żółtym.
Nijaki.
Mknąca Łapa [KRz]; Wilgotny Nos [nkt], Jadowita Łapa [GK]
Trzcinowa Sadzawka była dotąd jak na razie jedynym orientalnym kotem, z którym Okruch rozmawiał. Co prawda miał świadomość tego, że jakiś czas temu urodziły się kocięta z takimi uszami, aczkolwiek niespecjalnie to go interesowało. Wystarczało mu to, że sam był jednym z takich charakterystycznych osobników. Nie przykuwały one jego uwagi w żadnym stopniu, nawet tym najmniejszym.
Gdy kocur o burym futrze przedstawił się jako Plusk i odpowiedział na pytanie, Drzewna Łapa nieco się rozluźnił, czując się trochę bardziej komfortowo w towarzystwie nowego znajomego. W przeciwieństwie do płowo-białego terminatora nie wyglądał na spiętego i sztywnego, jakby ktoś mu wsadził w zadek patyk, a raczej na oswobodzonego oraz przyzwyczajonego do rozmowy. W dodatku komplement o futrze orientalnego kocura przywołał na jego pysk mały uśmiech. Wywołało w nim to nietypowe, acz całkiem przyjemne doznanie. Poczuł się doceniony.
– Znam go, raz z nim rozmawiałem – powiedział, odnosząc się do Wiewiórczego Ogona i przenosząc swój wzrok z burego na jezioro, milknąc na krótką chwilę i zastanawiając się nad odpowiedzią odnośnie jego ojca. – Podobno to Miękki Obłok z Klanu Wichru, ale ja ani moje rodzeństwo jeszcze się z nim nie spotkaliśmy, więc w sumie nie wiem, czy to prawda – wyjaśnił, wracając spojrzeniem do Pluska i wzruszając barkami. – W każdym razie niespecjalnie mnie to interesuje, nie potrzebuję go do szczęścia – dodał po chwili. To była prawda; Okruch nie czuł wobec tego wojownika żadnego przywiązania, uczucia i innych podobnych emocji, jakie winno się odczuwać ku ojcu. Nie uczestniczył w jego wychowaniu, nic nie wniósł do życia płowo-białego terminatora, toteż nie miał on obowiązku lubić go, a co dopiero kochać. Miękki Obłok był dla Drzewnej Łapy nikim innym jak obcym kocurem z innego klanu, zresztą; kocięta Trzcinowej Sadzawki zapewne były tym samym dla wichrowego wojownika. – Podobno po nim mam takie futro – wtrącił na sam koniec, zerkając na własne ciało.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Dopiero rozpoczęli rozmowę, a Plusk musiał zmienić zdanie w pewnej kwestii: Drzewna Łapa nie przypominał z osobowości Pokrzyka, a przynajmniej nie aż tak bardzo. Może tylko na pierwszy rzut oka, dopóki nie zorientował się jeszcze, z kim miał do czynienia. Na szczęście bury terminator wyglądał zupełnie nieszkodliwie i przyjaźnie, więc nie odstraszał innych kotów od siebie, czy też nie sprawiał, że się przy nim nadmiernie spinały. Nawet taka Bluszcz była w stanie powiedzieć do niego trochę więcej słów! Pewnie uważała go za wrzód na tyłku, albo rzep uparcie przyklejony do jej ogona, ale tak długo jak otwarcie nie okazywała wrogości, Plusk miał tendencje do zaczepiania jej. Czasem nawet liczył ile słów z niej wyciągnął w ciągu danej rozmowy, sprawdzając czy udało mu się pobić poprzedni rekord. Takie jego małe, prywatne zawody. Mimo wszystko całkiem lubił towarzystwo szylkretki, jeśli chciał gadać, ale nie chciał, by mu przerywano jego wywód.
Widząc, że komplementem sprawił przyjemność Drzewnej Łapie, sam poczuł, jakby przyjemne ciepło rozlało się gdzieś w jego klatce piersiowej, sprawiając, że prawie zaczął promieniować niczym małe słoneczko. Sęk w tym, że - zdał sobie sprawę - właśnie sprawił komplement kocurowi, a nie kotce, i to na pysku kocura pojawił się ten mały uśmiech wywołany miłymi słowami. Przypomniało mu się spotkanie z Żubrzycą, która w żartach oferowała mu towarzystwo jej sióstr lub braci w tym sensie. Uśmiech na pysku Pluska zbladł na moment. Czemu mu to w ogóle przyszło na myśl?! Przecież szylkretka nie miała nic takiego tak naprawdę na myśli! Tylko sobie żartowała z niego, i on też żartował z resztą. Bury terminator szybko skorygował mimikę swojej twarzy i przeciągnął się krótko w pozycji siedzącej. Zdecydowanie za dużo myślał! Nie powinien się przejmować głupotami. To normalne, że koty czuły się miło, gdy mówił im komplementy. I... chyba normalne, że dla niego też to było miłe? Huh. To były zbyt ciężkostrawne myśli na tę chwilę, czarnopręgowany kocur chciał po prostu pogadać. Najwyraźniej wyszedł z wprawy z rozmawianiem z kocurami w jego wieku, bo za dużo przebywał wśród kotek. Poza tym, co w tym dziwnego, że zainteresował się niecodziennym kolorem? Każdy by to zrobił, gdyby zobaczył łaty w tak niepospolitym kolorze! Niby kremowe, ale jednak nie do końca. Jakby promienie słońca stłumiły jego oryginalny kolor, tak jak to się działo u niektórych czarnych kotów, z tego co Plusk zdążył zauważyć. Przy okazji dowiedział się, że faktycznie kocur posiadał ojca spoza Klanu Cienia, na dodatek nie samotnika, tylko po prostu z innego klanu! Całkiem interesujące, ale... nieprzydatne. Pewnie większość kotów o tym wiedziała, skoro jemu udało się to usłyszeć, mimo że się nie interesował miotem Trzcinowej. Poza tym, i tak nie chciałby robić na złość orientalnej wojowniczce, bo zdarzało mu się spędzać z nią czas na luźnej rozmowie, choć nie miał z nią kontaktów tak dobrych jak z klanowymi plotkarami.
- Oo. A co jakby ktoś z was chciał mieszkać z ojcem? Jak to działa, tak po prostu pozwalają wam przejść? Nigdy nie słyszałem o takiej sytuacji - powiedział, nadstawiając uszu z nieco żywszym zainteresowaniem niż zwykle. - Wasza mama nie spotyka się już z waszym ojcem? Ale w sumie jak nie jest ci potrzebny, to nie ma co się nim przejmować. Wiesz, mam podobnie, ale z moją matką. Akurat nie odziedziczyłem koloru po żadnym z moich rodziców, tylko po babci od strony ojca, co mi w zupełności odpowiada. Jak widzisz, moja sierść wygląda dość zwyczajnie, chyba tylko te białe palce mnie wyróżniają. - Podniósł jedną z przednich łap i poruszył palcami, z których posypała się odrobina śniegu. - Jak już wcześniej wspomniałem, nigdy nie widziałem takiej sierści jak twoja. Ktoś jeszcze z twojego rodzeństwa ma taką? - Oczywiście, że nie, bo inaczej bym o tym wiedział. - Ciekawe jak byś wyglądał, gdybyś nie miał białych łat. Nie żeby były złe! Przynajmniej nie masz czarno-rudego futra, bo tych kolorów jest zdecydowanie za dużo w Klanie Cienia. Czasem trudno na pierwszy rzut oka rozróżnić niektóre koty. Ciebie przynajmniej da się rozpoznać na pierwszy rzut oka.
W końcu paplanina terminatora się urwała, jednak nie wyglądał na kota, który właśnie zdał sobie sprawę, że wyrzucił z siebie zdecydowanie za dużo słów. Wręcz przeciwnie, był z siebie całkiem zadowolony! Najprawdopodobniej nie przestałby mówić nawet gdyby Okruch zasnął w połowie rozmowy, później tylko by go obudził i kontynuował rozmowę, jak gdyby nigdy nic, może tylko odrobinę urażony faktem, że tyle słów powiedział na nic. Mimo wszystko miał świadomość, że jego gadanina niektórym mogła przyprawić ból głowy, dlatego tym perfidniej sobie nic z tego nie robił, udając, ze nie dostrzegał żadnych małych gestów wskazujących na zniecierpliwienie, przynajmniej dopóki nie zagrażało to bezpośrednio jego życiu.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Kocur o orientalnej budowie z płowym futrem i białymi łatami, które pokrywają połowę jego ciała. Ma on skośne oczy w kolorze żółtym.
Nijaki.
Mknąca Łapa [KRz]; Wilgotny Nos [nkt], Jadowita Łapa [GK]
Okruchowi rzadko kiedy zdarzało się uśmiechnąć, bowiem niewiele rzeczy jak do tej pory sprawiło mu radość i przyjemność na tyle głęboką, aby poruszyć nim fizycznie. Nie dostawał na co dzień komplementów oraz pozytywnych uwag na temat jego wyglądu, ponieważ częściej śmiano się z niego i porównywano do różnych zwierząt. Nic dziwnego, że taka miła odmiana zdołała dotknąć go w serce, wywołując przy tym taką reakcję, jaką był delikatny uśmiech wobec Pluska. W żadnym wypadku nie myślał o tym jak o czymś dziwnym, powiązanym z głębszymi relacjami, wręcz romantycznymi, albowiem w te wolał się na razie nie mieszać. Zresztą nie wyobrażał sobie siebie z jakąś kotką, a co dopiero z kocurem.
– Powiedziano nam, że jeśli chcemy, to możemy odejść z Cienia i pójść do ojca, do Wichru, ale ostatecznie żadne z nas się na to nie zdecydowało – odpowiedział na jego pytanie, starając się rozwiać wątpliwości Pluska. – Mogliśmy to zrobić do czasu naszej ceremonii, co w sumie nie było mądre, bo jaki kociak zgodziłby się na coś takiego? – dodał, przymykając na chwilę swoje oczy w kolorze żółtym. Przez jakieś dwa uderzenia serca jego nos był zmarszczony, aczkolwiek po tym czasie wrócił do normalności, a Drzewna Łapa ponownie otworzył jasne ślepia. Nie było sensu w rozpatrywaniu tego teraz, poza tym jego zdanie na temat odejścia z Klanu Cienia zapewne pozostałoby takie same. Na razie nie miał czego szukać w Klanie Wichru. – Nic nam o tym nie mówiła, więc wątpię – odniósł się do pytania o Trzcinową Sadzawkę i to, czy nadal spotykała się z Miękkim Obłokiem. Skoro tyle im na jego temat opowiadała oraz zapewniała, że wesprze swoje potomstwo, jeśli te będzie chciało się zobaczyć z ojcem, nie było możliwości, żeby nie wspomniała również o czymś takim. Była inteligentną kocicą, więc na pewno wiedziała o tym, że ponownie ich nakrycie mogłoby się skończyć pewnymi, nieprzyjemnymi konsekwencjami. – A co jest nie tak z twoją matką? Nie odeszła z klanu, nie? – dopytywał z zainteresowaniem. Jeśli się dobrze orientował w tych sprawach, partnerką Wiewiórczego Ogona była Krogulczy Szpon bądź też Łapa, sam już się w tym gubił. Nie zagłębiał się w czyjeś związki, toteż nic dziwnego, że nie wiedział o zaistniałym konflikcie między tym rudym kocurem a brązowo-miedzianą kotką. – Tylko ja wdałem się w ojca – oznajmił, a w jego głosie można było wyczuć niesmak i niechęć do wspomnianego wojownika. – Za to Płomyk i Popieliczka trochę się różnią od rodziców, bo zamiast pręg mają tylko jedną na grzbiecie, a ona rozlewa się po bokach. Dziwne to, kojarzysz ich w ogóle? – spojrzał na Pluska, lekko przechylając swoją głowę w bok. Z nikim do tej pory nie rozmawiał o futrach, a że temat wydał mu się całkiem ciekawy to z chęcią odpowiadał na pytania, które bury kocur mu zadawał. Co prawda chwilę to zajęło, aby przetrawić te wszystkie informacje, acz ostatecznie jakoś nadążał za synem Wiewiórczego Ogona. Prawdą było to, że z początku Okruch wydaje się być markotnym i niechętnym do rozmowy kotem, jednak jeśli zahaczy się o coś, co nie należy do rutynowych pytań o pogodę, trening czy inne nic nieznaczące bzdety, ochoczo będzie brał udział w owej rozmowie, co idealnie widać na przykładzie tej chwili. Jak na razie paplanina Pluska w żaden sposób mu nie przeszkadzała, więc po kilku uderzeniach serca kontynuował swoją część. – Pewnie wyglądałbym nudno i zlewał się z pozostałymi – stwierdził, tym razem mówiąc o braku białych łat na swoim ciele. Kolor futra był prawdopodobnie jedynym fragmentem wyglądu, który Drzewna Łapa w sobie szczerze lubił. Kiwnął głową dwukrotnie, zgadzając się ze słowami burego terminatora odnośnie czarno-rudych kotów. – To dobrze czy źle? – zapytał, nawiązując do wyróżniania się na tle innych. Był ciekaw, czy inni postrzegali jego odmienność za coś pozytywnego, czy też negatywnego, choć wnioskując po nastawieniu Pluska temu zapewne to nie przeszkadzało, a wręcz podobało.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Plusk również nie był typem, który prowadził rozważania na temat wchodzenia w relacje romantyczne. Zwalił wszystko na to, że przesadnie analizował niektóre rzeczy, a nawet wyolbrzymiał je. Jasno oświadczył przy rozmowie z Wiewiórczym Ogonem, że związki z innymi kotami go nie interesowały, tak samo jak posiadanie kociąt. Po prostu... to było dziwne, wywoływać taką reakcję jak uśmiech u kocura. Na dodatek takiego, który wyglądał całkiem interesująco, wręcz ładnie, i posiadał ciekawe ubarwienie, innymi słowy: był przyjemny dla oka, niemal porównywalnie do Pustułki. Najwyraźniej terminator za dużo czasu spędzał wśród kotek, za co zganił siebie w myślach. Odzwyczaił się od kontaktów z kocurami, które były w jego wieku i nie były jego rodzeństwem. Chociaż trudno mówić o odzwyczajaniu się, gdy właściwie chyba nigdy wśród takich nie przebywał. Jako kociak był ostrożny, nieufny i cichy; rozkręcił się dopiero po tym, jak zaczął więcej czasu spędzać z niektórymi matkami i wojowniczkami.
Obie brwi terminatora się uniosły, gdy Okruch powiedział, że mieli wybór pójść do ojca. Całkiem dziwne. Ciekawe jak łatwo przywódcy się na coś takiego zgodzili. Z drugiej strony pewnie i tak nikt nie oczekiwał, że którekolwiek z kociąt zdecyduje się opuścić klan, w którym się urodziło i wychowało. To by oznaczało opuszczenie matki i rodzeństwa, którzy by pozostali. Plusk by czegoś takiego nie zrobił, nawet gdyby miał jakikolwiek wybór. Lubił spędzać czas ze swoimi siostrami.
- Masz rację - odparł krótko, kiwając końcówką ogona na boki.
Jedno z zakończonych ciemnymi pędzelkami uszu kocura drgnęło, gdy Drzewna Łapa zapytał o jego matkę. Och, czyli najwyraźniej jej nie skojarzył. Dziwne, bo nie było żadną tajemnicą, że była wcześniej partnerem Wiewiórczego Ogona. Najwyraźniej płowy oriental nie interesował się innymi kotami na tyle, by się dowiedzieć czegoś tak powszechnego. Zdarzało się i tak.
- Eee, nie. Ale nie jest mi potrzebna do szczęścia, nawet jeśli jest tutaj - poprawił Okrucha, wzruszając przy tym barkami.
Plusk kiwnął głową, gdy skojarzył koty, o których wspomniał terminator. Skrzywił się przy okazji wewnętrznie, dowiedziawszy się, że jednym z nich był Płonący, za którym nie przepadał. Może i nie z jakiegoś głębokiego powodu, ale hej! Jakieś negatywne emocje wciąż były, a duma została zraniona, więc syn Wiewiórczego Ogona jakoś nie mógł się przemóc do lubienia go. Bardziej mu zależało na relacji z Bluszcz, która była ciekawsza.
- Faktycznie dość dziwne, że mają takie kolory, ale kocięta nie zawsze wyglądają jak rodzice. Ja na przykład moich nie przypominam, za to moja babcia od strony taty była buro-ruda, i tata mówił, że jestem do niej podobny. - Poprawił nieco swoją pozycję, by wygodniej mu się siedziało.
Plusk wyraźnie zaangażował się w temat; jego mimika ulegała cały czas drobnym zmianom w postaci zmarszczki pomiędzy brwiami, poruszenia nosem, strzepnięcia uchem i tym podobnym drobnym gestom, które ukazywały, że nie zamierzał pozostawać bierny w ich rozmowie. Z reguły jak zaczynał tak paplać od rzeczy to zostawał od razu przynajmniej częściowo zignorowany, więc gdy Okruch zaczął mu odpowiadać, bury kocur zaczął się coraz bardziej rozkręcać.
- Hmhm, białe łaty całkiem urozmaicają nawet zwyczajne kolory - odparł, przywołując w swojej głowie wizerunki paru kotów, które miały naprawdę nieregularne i ciekawie wyglądające znaczenia. - Myślę, że to zależy od ciebie. Moim zdaniem wyróżniasz się w dobry sposób, bo masz ła- erhm, ciekawe kolory. I fajnie rozłożone. Dzięki temu łatwiej cię zapamiętać - wyjaśnił swój punkt widzenia Drzewnemu, uśmiechając się przy tym lekko cały czas.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Kocur o orientalnej budowie z płowym futrem i białymi łatami, które pokrywają połowę jego ciała. Ma on skośne oczy w kolorze żółtym.
Nijaki.
Mknąca Łapa [KRz]; Wilgotny Nos [nkt], Jadowita Łapa [GK]
Okruch nie był tym typem, który musiał się dopasować do innych, mieć to co oni i zachowywać się jak oni, by czuć się dobrze oraz być przez nich zaakceptowanym. Mimo to, świadomość, że w jego otoczeniu znajdują się koty o podobnej sytuacji i podobnym podejściu, wlała w niego nieco więcej pewności, jeśli chodziło o poglądy Drzewnej Łapy na temat tego, jaki mieć stosunek wobec jego ojca, Miękkiego Obłoku. Co prawda Plusk nie wyjawił, dlaczego nie potrzebuje swojej matki, lecz kocur o orientalnej budowie domyślił się, że mogło to być zbyt skomplikowane dla kota, który nie jest z nimi w żaden sposób powiązany, bądź po prostu nadal nie znali się na tyle dobrze, żeby mu o tym opowiedzieć... Albo to Okruch jest niedoinformowany. Nie zamierzał tego drążyć, albowiem z własnego doświadczenia wiedział, że mówienie o rodzinie nie jest zawsze tak łatwe, jak mogłoby się to niektórym zdawać. Gdzieś jednak w sercu poczuł coś dziwnego, jakby lekkie poirytowanie tym, że bury terminator nie korzysta w pełni z tego, co zostało mu podarowane wraz z narodzinami, że choć miał swoją matkę pod łapą, uważał ją za niepotrzebną mu. Odgonił od siebie te nietypowe uczucie tak szybko, jak ono samo się pojawiło, wieńcząc to potrząśnięciem głowy. To nie była jego sprawa, nie musi się wtrącać do czyichś relacji, powinien się zając swoim życiem i bez bardziej szczegółowych informacji nie osądzać innych oraz podejmowanych przez nich decyzji.
Siedział z ogonem owiniętym wokół łap i słuchał, co jakiś czas przytakując swojemu rozmówcy, co by to tak jak i on nie pozostać biernym w tej konwersacji. Jak na razie nie miał nic do dodania, dlatego cierpliwie odczekał do momentu, w którym Plusk skończy swój niedługi wywód. Na krótką chwilę zawisła między nimi cisza, gdyż Okruch zastanawiał się nad tym, co odpowiedzieć. To fakt, jego wygląd był niecodzienny i na pewno wzbudzał u niektórych kotów zaciekawienie, aczkolwiek poza tym niczym się nie wyróżniał. Był zwykłym, szarym kocurem, dopiero poznającym to, z czym się je dorosłość i wkraczającym w ten etap życia. Jeśli chodziło o osobowość Drzewnej Łapy, nie było w niej nic wyjątkowego, a wręcz przeciwnie – momentami mogła ona zniechęcać oraz odpychać. Zdążył przyzwyczaić się do myśli, że podchodzono do niego oraz zaczepiano go tylko przez wzgląd na jego futro oraz nietypową budowę ciała. Nikt nie powiedział mu nigdy tego otwarcie, bowiem płowo-biały sam sobie to wmówił, jednak czy nie było w tym cząstki prawdy? Nie oparł tego tylko na swoich domysłach czy przypuszczeniach, lecz również na tym, co sam czuł wobec innych i pod jakimi kryteriami ich oceniał, a że sam z siebie zaczepiał raczej tylko te koty, które wydawały mu się ciekawe, toteż nie było niczego dziwnego w tym sposobie myślenia. Westchnął, wypuszczając razem z białym obłoczkiem swoje chaotyczne myśli. Zastanawianie się nad takimi rzeczami podczas rozmowy z kimś nie było najrozsądniejszym wyborem.
– Co znaczy wyróżnianie się w zły sposób? – pytanie to było jedynym, co wyszło z pyska Drzewnej Łapy po tym, jak Plusk przedstawił mu cały swój punkt widzenia, swoje opinie i odczucia. Wychwyciwszy pewne dwa słowa, postanowił do nich nawiązać, nieco odchodząc od pierwotnego tematu ich rozmowy. Nie mógł wpaść na nic innego, jednak takie pytanie powinno zadowolić oliwkowookiego. Okruch, będąc świadkiem tego, jak bardzo burofutry zaangażował się w tę konwersację, doszedł do wniosku, że może Plusk lubi sobie trochę pogadać. W przeciwieństwie do rówieśnika, dziwnouchy obrał neutralny wyraz pyska, aczkolwiek dało się w nim dostrzec lekkie zaciekawienie. Z chęcią wysłucha tego, co ma mu do powiedzenia, ponieważ ostatnio udało mu się odkryć to, że pod względem mówienia bywa leniwy i woli poznać opinię innych, niż sam wyrażać swoją. To nie znaczyło, że jego zainteresowanie zmalało, ponieważ to była nieprawda. Po prostu stracił punkty, o które mógłby zaczepić, a to, że wcześniej powiedział więcej niż dwa zdania, zapewne było szczęśliwym wyjątkiem oraz zasługą Pluska i tego, w jaki sposób mówił.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Doceniłem to, że Drzewna Łapa nie próbował dopytywać czemu nie potrzebowałem mojej matki. Normalnie coś takiego wysyczałbym przez zaciśnięte zęby i z chęcią się rozwodził, ale przez przebywanie na jej treningu pod okiem Olchowego Szeptu, zacząłem mieć w stosunku do niej mieszane uczucia. To było zbyt skomplikowane, by mówić o tym na głos losowym kotom. Mimo wszystko nawet w mojej głowie były myśli, których wolałem nie wypowiadać na głos. Sytuacja pomiędzy mną i szylkretową kocicą zbyt długo była jaka była, żebym tak po prostu spróbował dać jej drugą szansę po jednej wypowiedzi z jej strony.
Uśmiech na moim pysku stał się szerszy, gdy Okruch zadał całkiem interesujące pytanie. Zamiotłem ogonem śnieg i wpierw parsknąłem cicho, po czym się zaśmiałem.
- Hahaha, to zależy od twojego punktu widzenia. Ja osobiście uważam, że to znaczy darcie mordy na wszystko i wszystkich, bicie każdego, kto na ciebie spojrzy i całkowity brak higieny, chociaż takiej pozornej - powiedziałem bez chwili zawahania, po czym przysunąłem pysk nieco bliżej Okrucha, wlepiając w niego zaciekawione spojrzenie. - A ty? Jak myślisz, co to znaczy "wyróżniać się w zły sposób"? - zapytałem, chcąc poznać opinię mojego rozmówcy.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Kocur o orientalnej budowie z płowym futrem i białymi łatami, które pokrywają połowę jego ciała. Ma on skośne oczy w kolorze żółtym.
Nijaki.
Mknąca Łapa [KRz]; Wilgotny Nos [nkt], Jadowita Łapa [GK]
Opis, którym podzielił się z nim Plusk, był dokładny i brzmiał tak, jakby mówił o kimś konkretnym. Okruch uniósł nieco swoje brwi ku górze, zastanawiając się nad jego słowami. Przez pewną chwilę próbował to sam rozszyfrować i połączyć wymienione przez burego kocura cechy z jakimś kotem, aczkolwiek w tym momencie nikt, kto by do niego pasował, nie przychodził mu do głowy. Westchnął, lekko mrużąc swoje żółte oczy, po czym obrócił trójkątną głowę tak, by całą uwagę całkowicie skierować na terminatora. Wyglądało na to, że się tym zainteresował. Do tej pory nie udało mu się natknąć na kogoś o tak wybuchowej i nerwowej osobowości, dlatego chciał się teraz dowiedzieć, czy faktycznie ktoś taki istnieje, czy to po prostu zlepek losowych cech, które nie podobały się Pluskowi.
– Masz kogoś konkretnego na myśli? – zapytał z nutą zaciekawienia w głosie, delikatnie przechylając swój łebek na jedną stronę i wpatrując się w burego skośnymi oczami. Co do tego, jakie zdanie miał na ten temat Okruch... Do tej pory nie zastanawiał się nad tym, toteż nic dziwnego, że przez dłuższą chwilę nic nie mówił, pogrążony we własnych rozmyślaniach. Niemal od razu w jego głowie pojawił się wizerunek Szczura – tego, który go niegdyś wyprowadził z obozu, w dodatku będąc nieprzyjaznym w stosunku niego. Płowo-biały kocur nie zapamiętał go w dobry sposób, albowiem za każdym razem, kiedy o nim myślał, po prostu się krzywił. Nie inaczej było w tej chwili. – To znaczy zwracać na siebie uwagę w bardzo, bardzo nieprzyjemny sposób, wręcz irytujący i wkurzający – w taki, na którego widok pazury same się wysuwają, a ty ledwo się powstrzymujesz od pogłaskania nimi tej osoby – powiedział przez zaciśnięte zęby, prawie że warcząc. W przeciwieństwie do Pluska, Okruchowi nie udzielał się lekkoduszny nastrój. Mimo to podjął próbę uspokojenia swoich nerwów, biorąc głęboki wdech, zaś zaraz po tym – wydech, w skutek czego na krótką chwilę wytworzyła się przed nim chmurka. Mięśnie na pysku terminatora rozluźniły się, nie pozostawiając po poprzednim grymasie żadnych śladów. Szczur wyciągał na wierzch wszystkie te złe emocje, jakie drzemały w Drzewnej Łapie. Był tym, w kogo orientalny kot skierował swoją całą nienawiść. Było to nieprzyjemne i nie do końca słuszne, lecz myśl, że można bezkarnie obarczyć kogoś we własnych myślach jadem, dawała pewne ukojenie. Z pewnością nie było to też zdrowe, aczkolwiek na ten moment płowo-biały nie widział innego sposobu, w jaki mógłby odreagować.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
- Mhmm. Grzmiąca Łapa, której już nie ma w Klanie Cienia, a także Bobrza Łapa - odparłem szybko, nawet nie musząc się nad tym zastanawiać.
Cechy, które podałem, faktycznie były losowym zlepkiem, ale łatwo było przyporządkować do nich koty, które mnie irytowały. W końcu to głównie przez Ryk i Bóbr nie lubiłem tego typu kotów. Powstrzymałem się przed wymienieniem Krogulec, której istnienie zostało wepchnięte w kąt mojego umysłu. Moja uwaga poświęcona była łaciatemu kocurowi, więc nie chciałem się rozpraszać rzeczami, które wymagały dużej ilości myślenia.
- Ha, wątpię by ktokolwiek lubił takie mysie móżdżki - mruknąłem, uśmiechając się lekko. - Sądząc po twojej minie, mówisz z własnych doświadczeń? - Uniosłem prawą brew, patrząc pytająco na terminatora.
Widziałem trochę kotów, które zwracało na siebie uwagę w co najmniej nieprzyjemny sposób, więc trudno mi było powiedzieć, o kogo konkretnie mogło chodzić synowi Trzcinowej Sadzawki. Cechy same w sobie nie powinny wzbudzać tylu emocji, więc uznałem, że Okruch miał na myśli konkretną jednostkę, albo parę kotów, z którymi wiązał nie najlepsze wspomnienia. Lubiłem słuchać co komu leżało na żołądku, więc liczyłem na to, że orientalny kocur zamierzał nieco rozwinąć temat, a przynajmniej wyjawić imiona, żebym sam mógł powiedzieć coś więcej na ten temat.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Kocur o orientalnej budowie z płowym futrem i białymi łatami, które pokrywają połowę jego ciała. Ma on skośne oczy w kolorze żółtym.
Nijaki.
Mknąca Łapa [KRz]; Wilgotny Nos [nkt], Jadowita Łapa [GK]
Gdzieś echem odbiło się w jego głowie imię jednej z wymienionych przez Pluskającą Łapę kocic, aczkolwiek nie bardzo był w stanie przyporządkować je do konkretnego kota. Z pewnością je słyszał – być może na ceremonii, być może gdzieś indziej, jednak nigdy nie udało mu się spotkać terminatorki o imieniu Grzmiącej Łapy. To samo tyczyło się Bobrzej Łapy, lecz tej w ogóle nie kojarzył.
– Jak wygląda ta druga? – wtrącił, poniekąd łudząc się, że przypasuje ją do jakiegoś członka Klanu Cienia. Skoro była głośna, brutalna i brudna, to przecież musiała się znacznie wyróżniać na tle innych. Możliwe również, iż była to kwestia zwykłej ignorancji ze strony Drzewnej Łapy, albowiem nie przywiązywał on większej uwagi do innych kotów. Nic dziwnego, że do tej pory nabył niewielu znajomych
– Ta... – odpowiedział zdawkowo, wręcz niechętnie i jak najkrócej się dało. Nie lubił o tym rozmawiać, jednak podobno wyrzucenie z siebie czegoś niepozytywnego i wygadanie się komuś działało całkiem dobrze. Okruch nigdy tego nie próbował, dlatego po krótkim namyśle uznał, iż warto dać temu sposobowi szansę. – Kojarzysz Szczura? Albo Szczurzą Łapę? – dodał zaraz, spoglądając w dal z lekkim grymasem. Sam nie wiedział, jak się w tej chwili zwał ów kocur, choć nie zdziwiłby się, gdyby zdegradowano go do rangi bezimiennego płodu.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Trochę się zdziwiłem, że Okruch nie skojarzył mojej siostry. Często zdarzało mi się zapomnieć, że nie każdy poświęcał tyle czasu co ja na zapamiętanie wszystkich Cienistych przynajmniej z wyglądu i imienia. Było to dla mnie nieco dziwne, bo jednak wszyscy żyliśmy w jednym obozie. Oczywiście, nie mówiłem nigdy tego na głos, bo nie chciałem nikogo urazić w ten czy inny sposób. Każdy żył jak mu się podobało.
- Brązowo-rudo-biała i wielka, ma złote oczy. Jedna z moich sióstr. - Skrzywiłem się lekko wymawiając ostatnie zdanie.
Taka siostra, że musiałem jej unikać, bo nie chciałem oberwać od niej w pysk. Nie wiedziałem jaki był jej problem, i szczerze, jakoś nie chciałem się przekonywać—nie na własnej skórze, którą za bardzo ceniłem. Zastrzygłem uszami, kiedy płowy terminator wypowiedział znajome imię. Oczywiście, trudno mi było nie skojarzyć kota, który został zdegradowany. W końcu nie na co dzień coś takiego miało miejsce. Krzywy uśmiech powrócił na moją twarz, ale po krótkiej chwili złagodniał.
- Tak. Co ci zrobił? - zapytałem z czystej ciekawości, niezobowiązująco; jeśli kocur nie chciał odpowiadać, to nie musiał.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Potrzebowała stymulacji umysłu, mięśni i w ogóle potrzebowała zrobić...coś. Nie było Pies. Jedna jednostka z którą dało się spędzać czas mniej. Została Płomykówka, i Ćma, ale to był Klan Rzeki. Bóbr przez księżyce zdążyła pogodzić się z odejściem Psiny, ale dalej czuła się...dziwnie. Dziwnie pusto. Siostra była częścią jej samej, częścią jej osobowości, a teraz? Gryzła piach. Poza tym, Bóbr ogólnie nie miała dużo rzeczy do robienia. Terminatora jak nie miała, tak nie ma. Trudno.
Prychnęła pod nosem, kręcąc się wokół jeziora. Ociepliło się a znad wody emanował lekki chłód i było tu przyjemniej, niż w środku obozu. Nie zamierzała się jednak kąpać, a przynajmniej nie na razie, bo przyszła coś złapać. Wyżyć się na zwierzynie, albo potencjalnym przeciwniku. Bobrzyca trzepnęła uchem i rozejrzała; ugięła łapy i ruszyła przed siebie, skradając się i lustrując otoczenie czujnym wzrokiem złotych oczu. Wiatr wiał jej prosto we włochaty, zabliźniony pysk. Teraz...tylko czekać. Szukać. Może na coś trafi, miejmy nadzieję. Była cierpliwym łowcą.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Wojowniczka ruszyła z nadzieją na przeciwnika czy zwierzynę, niestety póki co nie dostała ani jednego ani drugiego. Mogła szukać, ale niczego tu nie mogła znaleźć. Pusto. Żadnych dźwięków, zapachów, nic. Choć mimo wszystko to dopiero początek, możliwe iż zwierzyna po prostu jeszcze nie wyszła i zwyczajnie trzeba było poczekać aż pokaże się. W gruncie rzeczy póki co Bóbr jedynie towarzyszył lekki szum wiatru i wody.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Zaczynało ją irytować to, że zwierzyna się przed nią chowała. Ogólnie. Przez całe życie ją to denerwowało. Z drugiej strony, może to przez to jak upośledzona pod względem węchu była od małego? Istniało takie prawdopodobieństwo, prawda? Miała trudności z rozróżnianiem wszelakich zapachów, z wyczuwaniem obecności zwierzyny, drapieżników, innych kotów. Cóż, takie życie. Okrutne, niesprawiedliwe i takie tam inne pierdolety yadda yadda, nie o tym teraz.
Poruszyła leniwie uszami i otworzyła nieco pysk, próbując wchłonąć w płuca jakąkolwiek woń czegoś, co potencjalnie dałoby się upolować. Nie ma się co zrażać. Dopiero przyszła.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Chodziła, chodziła, ale....ale sytuacja tak naprawdę pozostawała taka sama. Mimo tego iż usilnie próbowała wciągnąć w swoje płuca jakąś woń, to nic z tego. Nadal w okolicy nie można było wyczuć żadnej świeżej woni, a jak już coś wyczuła to jakąś starą, czy po prostu zwietrzałą. Do jej uszu nadal mogły dotrzeć tylko szumy lasu i jeziora, dość kojące, ale chyba w tej sytuacji tylko walka czy zwierzyna pomogłaby Bóbr.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Może w tej chwili Bobrzy Kieł po prostu wybrała złą porę dnia na polowanie? Zmrużyła złociste oczy bardziej, stając w miejscu i rozglądając po bokach. Jak nic nie było, tak nic nie ma. Może jest zbyt blisko wody, przemknęło jej przez myśl. Szylkretka postanowiła odbić nieco na bok, oddalając się nieznacznie od jeziora z nadzieją, że gdy wejdzie głębiej w trawy, chaszcze i między drzewa, to tam znajdzie coś wartego uwagi. W szuwarach nie było niczego, albo ona to przegapiła. Zdarza się.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────