Logo Artemidy
Księżycowe Jezioro
Znieczulenie Figielka na otaczający ich krajobraz było ostatnią rzeczą, do której chciała doprowadzić i ostatnią, której by się spodziewała - w końcu każdy wojownik brzmiał podobnie i mówił o podobnych rzeczach, nic ekscytującego. Jednak się stało... Zanurkował w jej opowieści z rozmachem, a po wszystkim wyglądał na przemoczonego jej własnymi pomysłami. Zauważyła zachwyt Lepkiej Łapy, najpierw nieśmiało, a później z ulgą śledząc przychylną ekspresję na jego pyszczku. Całe szczęście, że tak łatwo dało się wszystko wywnioskować z drgań białej mordki oraz z szerokości czarnych źrenic. Może dzięki temu niespodziewanie poczuła się przy terminatorze tak swojsko, bezpiecznie? Świadomość, że wie, co nadejdzie jeszcze zanim Figielek ubierze rozbrykane myśli w słowa była w pewnym sensie... Miła. W błękitnym oku Szarej Kory zatańczyła jedna wesoła iskierka, gdy kocurek zaaprobował 'nowe' imię starszego brata. Później co prawda zgasła, ale wciąż - pojawiła się. Niczym mały promyczek słońca wyglądający zza gęstych deszczowych chmur...
Następnie wysłuchała narzekań na miano samego terminatora, z którego ten ewidentnie nie był zadowolony, po czym w ślad za nim zmarszczyła nos, gdy w jej głowie wykwitły złe skojarzenia. Lepkie rzeczy... Błoto? S... Smarki?
- Może nie wszystko stracone. Wydaje mi się, że możesz porozmawiać ze swoim bratem o Twoim przyszłym imieniu, a on może szepnie słówko Krogulczej Gwieździe. Jeżeli nie chcesz zostać Lepkim... - Szarówka nie miała odwagi powiedzieć "Lepkim Smarkiem". - ...Czymś, to raczej nikt nie będzie chciał robić Ci na złość. Przedstaw Polnemu własną propozycję - poradziła kocurkowi jak najlepiej potrafiła. Wprawdzie jej życzeń co do wojowniczego członu nikt nie uwzględnił, ale tłumaczyła to sobie tak, że ona po prostu się nie liczyła w stawce, nie to co Figielek - żwawy, młody, przesympatyczny, ze świetlaną przyszłością w klanie...
- Może kiedyś Ci opowiem, ale teraz już pora wracać do obozu... Figielku - specjalnie użyła starego, akceptowalnego imienia dla podniesienia jego morale - Sam wiesz... Zacząć kolejny dzień - bąknęła bez entuzjazmu, przygotowana na do bólu standardowy rozkład kolejnych godzin. Czas spędzony przy Księżycowym Jeziorze był w pewnym sensie magiczny, ale nieuchronnie się kończył. Słońce też nie wschodziło przecież w nieskończoność... Teraz już tylko patrol, polowanie, posiłek... Nie wiedziała, ile nowych rzeczy wydarzy się już niebawem tak w klanie Cienia, jak i jej życiu. Niezgrabnie wstała, jeszcze mniej zgrabnie wyplątała się ze wspólnego powrotu do obozu i... To by było na tyle.

l kończę bo bardzo prawdawna ta czaso
[Obrazek: VDeFTXy.png]
★★★
Siedzę, czasem coś bredzę
Na moją wiedzę nie wpływa żadna myśl
Dlatego leżę, sam już nie wierzę w nic
Czy to jest prawda co śniło mi się dziś
Ze we snie wisze, ale cos slysze?
Przez moją ciszę przechodzi czyjś głos...

...
...
...
...
...
...
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiwał ochoczo łebkiem, wysłuchując rady Szarówki, której treść dotąd nawet nie przeszła mu przez myśl. W końcu to przywódczyni była pomysłodawczynią jego obecnego imienia; strach pomyśleć, na co innego mogłaby jeszcze wpaść. Ale może rzeczywiście wyjście z własną propozycją miało sens? No i z czyim zdaniem miałaby się liczyć, jak nie własnego zastępcy? Tak. To może się udać. Całe szczęście wynurzający się z opowieści Szarówki kocurek nie miał pojęcia, jakiego typu konotacje podpowiedziała jej właśnie wyobraźnia.
Niezgrabnie lecz skutecznie spławiony, spoglądał przez dłuższą chwilę za swoją nową znajomą. Choć wyjawiła mu jedną tajemnicę, odchodziła z kolejną. Ciekawe ile jeszcze ich skrywała? Na pyszczku terminatora widocznie odmalowywało się rozczarowanie. Przecież zgodnie z jego standardami rozmowa dopiero się zaczynała! Westchnął ciężko i również ruszył w stronę obozu. Sam nie bawił się w kamuflowanie swoich intencji, ale potrafił odczytywać sygnały innych – dał więc kotce na tyle dużo czasu, by nie musiała obawiać się, że ją dogoni.
Krocząc dziarsko wśród drzew, zaczął się rozglądać, ponownie czuły na otaczającą go przyrodę. Wtem przystanął. Zaraz… Przecież ona wcale nie kulała?

[zt]

and whose fault is that >:c
I'll be your friend in the daylight again
⁞⁞ There we will be, like an old enemy ⁞⁞

Like the salt and the sea...
LVL 2 115 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Ostatnie wschody słońca, Popielny Żar ponownie poświęciła na przemyślenia: tym razem nie dotyczyły one ani jej zaginionego partnera, ani własnych problemów a...Sytuacji jaka się działa w Klanie Wichru. Wieść o tym jak postąpiła Lawendowa Gwiazda przyjmując do siebie Rojsta i wpuszczając go na teren Czterech Dębów, niesamowicie wstrząsnęła kocicą. Obawiała się o to co teraz działo się w klanie jej ojca i jak sam Miękki Obłok to wszystko znosi, bowiem od naprawdę długiego czasu nie mogła go złapać na granicy by po prostu porozmawiać. Nic więc dziwnego, że była tym zaniepokojona i sfrustrowana. Dobrze wiedziała, że jej ojciec jest już w starszyźnie, chociaż wcale go to nie ograniczało co do przejścia się na granice i rozmowy. Nie wiedziała więc co bardziej doprowadzało ją do gorzkiego poczucia bezsilności - fakt, że nie miała kontaktu z Miękkim, czy, że nie miała wpływu an to co działo się w Klanie Wichru. Mimo tego, że swoją pełną lojalność pokładała w Klanie Cienia, oczywiście - to i tak nic nie mogła poradzić, że jednak coś czuła również w kierunku Wichru. Tym bardziej, że sama Lawendowa Gwiazda przecież była jej rodziną! Jej błąd i złamanie kodeksu uderzyło w niebieską z taką siłą właśnie przez ten drobny, a ważny szczegół.
Gdy frustracja nieco zelżała, a temat Pożogi nieco ucichł, kocica postanowiła zaproponować Puchaczowi wypad nad Księżycowe Jezioro. Nie chciała wyciągać go wcześniej - miał sporo obowiązków na głowie, ona zresztą również, więc wykorzystując okazję na wspólne wyjście - zrobiła to. Gdy u boku dobrego przyjaciela opuściła obóz, głośno westchnęła. Zupełnie tak, jakby z jej barków spadł spory ciężar. Wybór miejsca do którego się udali też nie był przypadkowy! Ostatnie wschody słońca były...ciepłe, a wizja wspólnego zmoczenia łap w chodnej wodzie Księżycowego Jeziora była niezwykle kusząca dla Popielicy.
- Ah, tęskniłam za spacerami - miauknęła gdy byli już niedaleko celu, zerkając na kocura z widocznym uśmiechem. - Już zaczęłam się obawiać, że wpadłam w rutynę! Polowanie, trening, patrol, sen. Polowanie, trening, patrol, sen...Okropieństwo!

[Wirek]
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Puchacza irytowała ta sprawa. Wiedział, że Popiel darzy klan Wichru uczuciem - w końcu jej ojciec się tam wychował i żył, można powiedzieć, że w jakimś stopniu była wichrzaczką, ale jego samego niezwykle irytował stopień Lawendowej Gwiazdy i fakt, że przyjęła pod swoje skrzydła zdrajcę. Kota, który zmanipulował nimi wszystkimi. Od początku był przeciwny sojuszowi z nimi, ale cóż mógł zrobić, gdy przywódca się na niego zgodził, prawda? Dlatego, choć zdziwiło go trochę to, że prawda o Pożodze wyszła na jaw, to jednak nie czuł się jakkolwiek... przejęty. Spodziewał się, że z tą grupą może być coś nie tak, ale żeby nastawiali klany przeciwko sobie? No, inaczej tego nie potrafił nazwać - tak naprawdę, nastawił klan Wichru przeciwko inne klany, a gdyby tylko i Rzeka i Cień się na niego nie zaczaiły, to mógłby narobić o wiele więcej hałasu. Na szczęście, poszedł po rozum do głowy i przeprowadził się z tą swoją śmieszną grupą gdzieś dalej, nie wiadomo gdzie i nie nękał ich już. Prawidłowo, mądre myślenie.
Chwila relaksu była więc dla niego zbawieniem - szczególnie w towarzystwie Popielnego Żaru, z którą mógł sobie pożartować, pośmieszkować - i z którą mógł po prostu być. Wizja zmoczenia łap, choć za wodą nie przepadał, również brzmiała wyjątkowo dobrze - nad lasem znów zaczęły się pojawiać upały, na zmianę z gwałtownymi burzami, a jego długie, poskręcane futro nie ułatwiało mu przeżycia kolejnej pory zielonych liści. Gdyby, przypadkiem, miał już na coś umrzeć to zdecydowanie na udar cieplny, doprawdy.
- Ach, więc nie tylko ja tak mam, widzę? - mruknął, unosząc delikatnie brew. - Doprawdy, życie jest tak niebywale nuuudne - mruknął i westchnął teatralnie. Choć, prawdą było, że jemu też do życia wkradła się rutyna i monotonia, więc każdy taki odstępek od reguły traktował z niebywałą wręcz radością. - Już mam dość tych patroli i polowania, chyba potrzebuję dłuższego wolnego - dodał, wesoło się szczerząc.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Pff, na pewno jeszcze masa kotów musi borykać się z tym problemem, Wirujące Pióro! - miauknęła kocica i poruszyła lekko wibrysami w rozbawieniu. Akurat kwestia rutyny dopadała każdego w pewnym etapie życia. Im dłużej było się wojownikiem, tym te wszystkie wcześniej niedostępne i upragnione zajęcia zaczynają się zlewać. Nagle okazuje się, że codziennie robi się to samo z malutkimi zmianami: patrol, polowanie, trening, jedzenie, sen. I tak w kółko! Niegdyś Popiel nie przejmowała się tym jakoś bardzo, bo zawsze pomiędzy tymi czynnościami mogła sobie z kimś porozmawiać. To z Bukiem, to z Dębem...Ah, niebieski to zawsze miał świetne pomysły na urozmaicenie dnia i nawet chcąc, Popiel nie mogła się z nim nudzić. Tęskniła za jego głosem i charakterystycznym seplenieniem, którego nie mógł się wyzbyć od czasów bycia kocięciem. Tęskniła za jego zapachem, dotykiem...Po prostu za całym Dębowym Cieniem, który nieprzerwanie przez wiele księżyców był u jej boku. Nic więc dziwnego, że jego strata była dla kocicy szokiem równym z tym, gdyby straciła kończynę. Chociaż w tym momencie zdawało się, że córka Trzcinowej Sadzawki już odchorowała stratę partnera, to chcąc nie chcąc: miała to z tyłu głowy. Chociaż szanse na jego powrót malały, to Popiel nie mogła się wyzbyć cichej nadziei, że jeszcze uda jej się doczekać powrotu ukochanego.
Na słowa Wirującego Pióra odnośnie chęci wzięcia sobie wolnego, cicho parsknęła i spojrzała przed siebie, udając zastanowienie.
- Myślisz, że jakbyśmy nagle, we dwójkę i w tym samym czasie udali, że jesteśmy chorzy, ktokolwiek by nam uwierzył? - miauknęła poważnym głosem, jakby faktycznie planowała coś takiego zrobić i przekonać do tego idącego obok niej burasa. Zerknęła na niego nawet, ale jej spojrzenie zdradziło, że żartuje. Jasne i szczere iskierki rozbawienia. - Cóż, powiedziałabym, że po możliwym zmoczeniu łap w Księżycowym Jeziorze szłoby się przeziębić, ale jest tak ciepło, że prędzej się przegrzejemy niż dostaniemy kataru!
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To prawda, pewnie nie było, po tylu księżycach życia, czy właśnie bycia wojownikiem, kota, któremu w życie nie wkradła się rutyna. W końcu, ile można było dziennie wymyślać sobie nowych zadań poza patrolami, polowaniami, czy czasami trenowaniem terminatorów - tylko na nich też trzeba było sobie zasłużyć i mieć świadomość, że nie na każdej ceremonii się takiego dostawało, wszak nie zawsze mioty były wystarczające, by każdy wojownik miał coś dla siebie, prawda?
- No co ty, na pewno żyje im się lepiej, niż nam, tylko my jesteśmy tacy narzekający - rzucił, poruszając lekko uszami. Przecież kotom nigdy się nie nudziło, to tylko oni tak mieli, zdecydowanie!
Na jej kolejne dywagacje poruszył z rozbawieniem wąsami, a następnie spojrzał na nią zaczepnie.
- Przeziębienie bodajże jest zaraźliwe, więc myślę, że nie byłoby nic dziwnego, że jeśli jeden z nas jest chory, to drugi też, jeśli trzymamy się blisko - rzucił niewinnie, acz przy okazji sprawdzając, czy według Popiel również są dla siebie tak bliscy, jak według niego. Może tak naprawdę ona po prostu się z nim spotyka, bo jej się nudzi, hm? Chociaż, jeśli tak było, to może wolał żyć w niepewności. Następnie wyszczerzył się. - Myślisz, że przegrzanie i udar cieplny też jest zaraźliwy? - zażartował. Faktycznie, ostatnimi czasy robiło się tak ciepło w lesie, że jakby się przeziębili, z zimna, to byłoby to wyjątkowo podejrzane. Bardziej prawdopodobne, nawet, jakby się taplali w tej wodzie cały dzień, było to, że po wyjściu się zwyczajnie przegrzeją i dostaną udaru. Szczególnie Puchacz i jego wyjątkowo długie futerko, które przez śmieci się na nim znajdujące nie przepuszcza wręcz powietrza do jego skóry, więc jest mu dodatkowo gorąco; szczególnie jak w ogóle nie wieje, a to też się czasami zdarzało.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Z naszej dwójki to ty jesteś władcą narzekania, mnie w to nie mieszaj! - parsknęła, udając wielce urażoną sparowaniem jej z kimś takim jak on. W końcu ona prawie na nic nie narzeka, nie to co bury. Na to, że jest stary chociażby, o! No może czasem zdarzało jej się narzekać i...Teraz to ona zaczęła marudzić na ciążącą rutynę, jednak kto się w ogóle by tym przejmował? Na pewno nie rozbawiona Popielny Żar, której wibrysy podrygiwały wesoło tak, jakby skakały po nim iskierki. Na następne słowa burasa, uśmiechnęła się szerzej i cicho zaśmiała, przytakując łebkiem.
- Tak, choróbsko jest tak paskudne, że idzie się zarazić od razu! Powiemy, że kichnąłeś na mnie gdy próbowałam pozbyć się myszy z twojego futra, która uwiła w niej gniazdko. I w ten oto sposób pójdziemy szukać pomocy w lecznicy jako biedni i chorzy! Nie ma bata, uwierzą nam jak nic - miauknęła wciąż ze słyszalnym rozbawieniem w głosie, chociaż starała się to jakkolwiek przykryć. Zupełnie tak, jakby faktycznie omawiali plan działania przed realną próbą oszukania, że są chorzy. Czy według Popielicy byli blisko? Oczywiście. Czy bardzo? Też. Przynajmniej dla kocicy, Wirujące Pióro był kimś ważnym i bliskim - ba, mogłaby go nawet nazwać swoim ostatnim, najbliższym znajomym, którego znała od hoho! Poznali się bowiem jeszcze za czasów bycia Łapami, a ten okres w ich życiach był kupę księżyców temu. Lubiła spędzać czas z burym zastępcą i raczej nikomu w klanie nie umknęło, że rozmawiają czy też po prostu spędzają razem czas. Tak jak powinny robić bliskie sobie koty. Nikt więc nie powinien podważać tej - mocno irracjonalnej - teorii, bo zarażenie się od siebie nawzajem było tak prawdopodobne jak to, że w brudnym futrze kocura na pewno już się coś zagnieździło.
- Sądzę, że tak - parsknęła, zerkając na kocura, a po chwili zatrzymała się kawałek przed Księżycowym Jeziorem, zerkając w jego kierunku. - Dlatego trzeba jak najszybciej się schłodzić. Kto ostatni w wodzie ten lisie łajno! - rzuciła i trzepnęła wojownika końcówką ogona prosto w nos, po czym wystrzeliła w kierunku wody najszybciej jak potrafiła.
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- No wiesz, ranisz moje uczucia, ja, narzekam, co? - wyrzucił z siebie, nadymając nieco policzki w zaskoczeniu i oburzeniu, że Popielny Żar mogła mu zarzucić, iż jest wyjątkowym wręcz narzekaczem. No wiesz co, Popiel, przecież on nigdy nie narzeka, nigdy mu się nie zdarzyło, o co ci niby chodzi, hm?
Na jej propozycję rozwiązania problemu choroby zaśmiał się wesoło, kiwając głową. Nie była to taka głupia opcja. W fakt, iż Popielny Żar próbowała mu pomóc z wyciągnięciem z futra myszy uwierzyliby chyba prędzej niż w to, że oboje są chorzy, bo chyba nikt nie miał wątpliwości, że futro Puchacza wygląda, jakby już dawno cała rodzina myszy uwiła sobie tam gniazdko, w tych wszystkich patykach i źdźbłach trawy, których Wirek nie wyciągnął od swoich narodzin.
- W to, że wyciągałaś mi mysz? Proszę cię, prędzej w to, że całą rodzinę - parsknął, wesoło się szczerząc. To akurat była opcja, w którą nie wierzył, że ktoś by nie uwierzył, doprawdy! - Myślę, że wszyscy znają mnie na tyle, że w jedną nie uwierzą, ale w całe stado - już tak - dodał, kiwając głową. Jego siostra pewnie padłaby na zawał słysząc taką nowinę, a matka pewnie przekręci się w ziemi, bo obie wielokrotnie próbowały mu powtarzać, że o futro jednak należy dbać i mógłby raz na, chociaż księżyc, się umyć, ale on wiedział swoje, dobra? Ale przynajmniej teraz mieli niezły argument, że faktycznie, no, mogli się od siebie zarazić. Taka Popiel pochylająca się nad futrem na boku Puchacza, taki Puchacz, odwracający łeb, by zobaczyć, jak jej idzie i... psik. O. No kto by nie uwierzył, co nie?
Zanim jednak zdążył sobie to lepiej ułożyć w głowie, może nawet zaproponować córce Wichrzaka jak to dokładnie zrobią, żeby faktycznie wylądować wspólnie w lecznicy, gdy ta trzepnęła go ogonem w nos i ruszyła prędko w stronę jeziora, wykrzykując jeszcze, że kto ostatni ten lisie łajno. No i... Zanim zdążył się ogarnąć, to kocica była już w połowie drogi w stronę wody, więc... cóż, ruszył oczywiście za nią natychmiast, drąc się niemiłosiernie "Nie fair!", ale cóż mógł zrobić, gdy kotka nie dość, że była szybsza, to jeszcze wystartowała szybciej, a on miał spóźnioną reakcję? Ano mógł tylko obserwować, jak ta wbiega do wody dużo wcześniej niż on.
Wyhamował przed samą taflą, mrużąc niepewnie oczy na wodę, po czym powoli, spokojnymi krokami, wszedł po nadgarstki, a następnie, jeśli tylko Popiel gdzieś daleko mu nie uciekła, posłał jedną łapą wodę w jej stronę, chcąc ją opryskać.
- Co to miało być, dałabyś mi chociaż szansę - burknął, niby obrażony, choć w środku w sumie nie był nijak zły. Oprócz tego, że teraz Popiel mogła go oficjalnie nazwać lisim łajnem.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
******

Dzień spokojny, dość ciepły i przyjemny. Można by nawet rzec, że idealny na spacer. A Cytrynka od zawsze lubiła spacery. Pozwalały jej się odstresować i rozluźnić, przestać myśleć o tych wszystkich ważnych sprawach, którymi powinna się w jakimś stopniu przejmować. W takich chwilach oczyszczała swój umysł i po prostu cieszyła się otaczającym ją światem. Śpiew ptaków, delikatny szum wiatru, zapach kwiatów i lasu. Każda z tych rzeczy była równie piękna, a szczególnie teraz, gdy wieczorną porą udała się razem z Pomurnik na poszukiwania medykamentów. W końcu koteczki zdążyły poznać już kilkanaście roślin leczniczych, więc... Chyba przyszła pora na pierwsze zbiory. Znaczy, pierwsze w przypadku Cytrynki, bo Pomurnik pewnie nie raz już się za to zabierała, chociażby wtedy, gdy Blada leżała chora, a pozostałe dwie terminatorki wyruszyły do nory Krzywuchy.
- Rozdzielamy się? - Zapytała krótko, gdy dotarły do Księżycowego Jeziora. Rozejrzała się ukradkiem, jednak nie wykonała żadnego innego ruchu. Oczekiwała na decyzję siostry i dopiero wtedy, zależnie od jej odpowiedzi, albo ruszyłaby tuż obok niej, albo poszłaby w przeciwną stronę, aby zacząć szukać.

/Pomu, później mg
[Obrazek: 4payqjv.png]
LVL 3 60 / 200
MedLVL 4 81 / 500
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wiedziała, że muszą poszukać ziół już od dawna, ale ta potrzeba stała się zdecydowanie paląca właśnie teraz - kiedy to okazało się, że przez głupotę pewnej terminatorki pod tytułem Pochmurna Łapa w składziku nie było ani liścia podbiału. Oczywiście, akurat teraz Topniejący Lód musiał zarobić sobie popękane łapy, a Pomurnik nie mogła wiecznie marnować cennego wężowego korzenia na leczenie choroby tak pospolitej i łatwej do wyleczenia, jak popękane łapy.

O ile głowę Bladej Łapy zajmowało piękno ptasiego śpiewu, to większość lasu pozostawała dla Ołżyśmierci absolutnie obojętna. Ptaki się darły, i co z tego, skoro wcześniej czy później każdy wyda swój ostatni śpiew, i wreszcie zamilknie. Kwiatki sobie mogły rosnąć i pachnąć, jak tylko chciały, ale w końcu i tak przecież zwiędną. Las szumiał w najlepsze, no i zresztą niezbyt to istotne, skoro prędzej czy później każde drzewo się zwali. Miała jak na razie nazbierać zioła, i to głównie tym zajmowała swój umysł.

- W porządku, ale pozostawajmy w zasięgu krzyku - odparła na pytanie Cytrynki, po czym ruszyła w swoją stronę, wytężając węch i wzrok.

Ś W I A T stał się plamą
życie złym gestem
trup oczy zamknął
krzyknął - ̗̀ nic jestem ̖́-
LVL 2 135 / 150
MedLVL 2 103 / 300
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz

Przy Księżycowym Jeziorze było po prostu miło. Był to spokojny dzień, praktycznie bez zmartwień, ale nie dla dwóch pozostałych terminatorek medyka jakim przyszło leczyć cały klan, nie będąc jeszcze nawet w pełni wyszkolonym. Twardy orzech do zgryzienia, zwłaszcza, że zaczęło im brakować w składziku podstawowych ziół. Postąpiły mądrze decydując się na wyprawę ziołową. Będzie też miło pobyć w swoim towarzystwie, prawda?
Cytrynka, albo Blada Łapa rozglądała się, nie znalazła jednak niczego, co mogłaby uznać za przydatne. W przeciwieństwie do niej, jej siostra znalazła coś użytecznego. Była to dość wysoka roślinka o ulistnionej łodyżce, zakończona grupkami białych kwiatów z czterema lub pięcioma płatkami na każdym. Tylko czy Pochmurna Łapa wie co to jest?
Blada Łapa: S: 5 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 9 | HP: 75 | W: 35
Pochmurna Łapa: S: 5 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 12 | HP: 60 | W: 50

and ya know, ya know, ya know, xlife can be beautiful
you hope, you dream, you pray, and you get your way!
ask me xhow xit feels xlooking xlike xhell xon wheels

。.。:+♡ my god, it's beautiful! ♡+:。.。
LVL 3 80 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nic dziwnego, że początek poszukiwań nie przyniósł żadnych dobrych rezultatów. Cytrynka w żadnym stopniu się tym nie przejęła, bo... Być może doskonale wiedziała, że aby znaleźć coś użytecznego będzie musiała trochę się pomęczyć. Musi być przede wszystkim skupiona tylko i wyłącznie na swoim zadaniu, aby przypadkiem nic nie przegapić. A o tym, jak idzie siostrze, dowie się później. Teraz szła wciąż przed siebie, cierpliwie rozglądając się w poszukiwaniu ziół.
[Obrazek: 4payqjv.png]
LVL 3 60 / 200
MedLVL 4 81 / 500
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na widok nieznanego sobie ziela Pomurnik jedynie wzruszyła ramionami, a potem dopiero, jakby powodowana jakimś przekornym przymusem, zabrała się za zbiory. Zerwała całość rośliny, razem z korzeniami. W najgorszym razie okaże się, że roślina nie była do niczego przydatna.

Po tym, jak zebrała, co miała zebrać, odłożyła zioła w bezpieczne miejsce i ruszyła na dalsze zbiory. Trudno zaprzeczyć, że najbardziej zależało jej na podbiale.

Ś W I A T stał się plamą
życie złym gestem
trup oczy zamknął
krzyknął - ̗̀ nic jestem ̖́-
LVL 2 135 / 150
MedLVL 2 103 / 300
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz

I mamy! Po chwili Blada Łapa znalazła coś, co można było wziąć ze sobą do domu. Medykament ten miał bardzo silny, rozpoznawalny zapach, z wielu listków na łodyżce, które rosły po dwa na tej samej wysokości, tylko że po przeciwnych stronach, od góry tworząc ładny wzór. Zielona roślina z miękkimi listkami to co, zbieramy?
Pochmurna łapa nie znała tego zioła, jednakże mimo to zdecydowała się je zebrać. Zbierała je w całości, co zdecydowanie było lekko męczące. Udało jej się z sukcesem zebrać aż trzy całe roślinki nieznanego medykamentu!

+15medexp dla Pochmurnej
+ 3 nieznane rośliny!
Blada Łapa: S: 5 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 9 | HP: 75 | W: 35
Pochmurna Łapa: S: 5 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 12 | HP: 60 | W: 50

and ya know, ya know, ya know, xlife can be beautiful
you hope, you dream, you pray, and you get your way!
ask me xhow xit feels xlooking xlike xhell xon wheels

。.。:+♡ my god, it's beautiful! ♡+:。.。
LVL 3 80 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No proszę. Wpierw dostrzegła znajomy medykament, a dopiero później poczuła jego intensywny, charakterystyczny zapach. Dzięki niemu była w stu procentach pewna, że ma do czynienia z miętą. Czy miała zamiar ją zbierać? Cóż, w składziku mają jej dość dużo, bo nie więcej niż dwadzieścia, ale nie mniej niż dziesięć. Mimo to, warto. W końcu za niedługo przyjdzie Pora Nagich Drzew i każde zioło może być na wagę złota. Zbliżyła się więc do krzaku i najpierw dokładnie mu się przyjrzała. Okej, teraz ostrożnie. Powoli zaczęła zrywać pojedyńcze listki, uważając na to, aby żadnego z nich nie uszkodzić. Ile uda jej się zebrać? To bez znaczenia. Niezależnie od ilości będzie zadowolona.
[Obrazek: 4payqjv.png]
LVL 3 60 / 200
MedLVL 4 81 / 500
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości