Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Znieczulenie Figielka na otaczający ich krajobraz było ostatnią rzeczą, do której chciała doprowadzić i ostatnią, której by się spodziewała - w końcu każdy wojownik brzmiał podobnie i mówił o podobnych rzeczach, nic ekscytującego. Jednak się stało... Zanurkował w jej opowieści z rozmachem, a po wszystkim wyglądał na przemoczonego jej własnymi pomysłami. Zauważyła zachwyt Lepkiej Łapy, najpierw nieśmiało, a później z ulgą śledząc przychylną ekspresję na jego pyszczku. Całe szczęście, że tak łatwo dało się wszystko wywnioskować z drgań białej mordki oraz z szerokości czarnych źrenic. Może dzięki temu niespodziewanie poczuła się przy terminatorze tak swojsko, bezpiecznie? Świadomość, że wie, co nadejdzie jeszcze zanim Figielek ubierze rozbrykane myśli w słowa była w pewnym sensie... Miła. W błękitnym oku Szarej Kory zatańczyła jedna wesoła iskierka, gdy kocurek zaaprobował 'nowe' imię starszego brata. Później co prawda zgasła, ale wciąż - pojawiła się. Niczym mały promyczek słońca wyglądający zza gęstych deszczowych chmur...
Następnie wysłuchała narzekań na miano samego terminatora, z którego ten ewidentnie nie był zadowolony, po czym w ślad za nim zmarszczyła nos, gdy w jej głowie wykwitły złe skojarzenia. Lepkie rzeczy... Błoto? S... Smarki?
- Może nie wszystko stracone. Wydaje mi się, że możesz porozmawiać ze swoim bratem o Twoim przyszłym imieniu, a on może szepnie słówko Krogulczej Gwieździe. Jeżeli nie chcesz zostać Lepkim... - Szarówka nie miała odwagi powiedzieć "Lepkim Smarkiem". - ...Czymś, to raczej nikt nie będzie chciał robić Ci na złość. Przedstaw Polnemu własną propozycję - poradziła kocurkowi jak najlepiej potrafiła. Wprawdzie jej życzeń co do wojowniczego członu nikt nie uwzględnił, ale tłumaczyła to sobie tak, że ona po prostu się nie liczyła w stawce, nie to co Figielek - żwawy, młody, przesympatyczny, ze świetlaną przyszłością w klanie...
- Może kiedyś Ci opowiem, ale teraz już pora wracać do obozu... Figielku - specjalnie użyła starego, akceptowalnego imienia dla podniesienia jego morale - Sam wiesz... Zacząć kolejny dzień - bąknęła bez entuzjazmu, przygotowana na do bólu standardowy rozkład kolejnych godzin. Czas spędzony przy Księżycowym Jeziorze był w pewnym sensie magiczny, ale nieuchronnie się kończył. Słońce też nie wschodziło przecież w nieskończoność... Teraz już tylko patrol, polowanie, posiłek... Nie wiedziała, ile nowych rzeczy wydarzy się już niebawem tak w klanie Cienia, jak i jej życiu. Niezgrabnie wstała, jeszcze mniej zgrabnie wyplątała się ze wspólnego powrotu do obozu i... To by było na tyle.
Zapalony miłośnik przyrody. Koneser dobrze brzmiących imion oraz symetrii. Perfekcjonista i kujon. Jako rozmówca przejawia skłonności do słowotoku. Łatwo się ekscytuje. Emocjonalnie dość zagubiony: raz zbyt empatyczny, raz w ogóle. Trochę aspołeczny, ale na ogół przyjazny i opanowany. Fan #1 Polnego. Chodząca definicja transparentności. Wszystkich mierzy swoją miarą, więc i ciągle się dziwi.
Bury
Kiwał ochoczo łebkiem, wysłuchując rady Szarówki, której treść dotąd nawet nie przeszła mu przez myśl. W końcu to przywódczyni była pomysłodawczynią jego obecnego imienia; strach pomyśleć, na co innego mogłaby jeszcze wpaść. Ale może rzeczywiście wyjście z własną propozycją miało sens? No i z czyim zdaniem miałaby się liczyć, jak nie własnego zastępcy? Tak. To może się udać. Całe szczęście wynurzający się z opowieści Szarówki kocurek nie miał pojęcia, jakiego typu konotacje podpowiedziała jej właśnie wyobraźnia.
Niezgrabnie lecz skutecznie spławiony, spoglądał przez dłuższą chwilę za swoją nową znajomą. Choć wyjawiła mu jedną tajemnicę, odchodziła z kolejną. Ciekawe ile jeszcze ich skrywała? Na pyszczku terminatora widocznie odmalowywało się rozczarowanie. Przecież zgodnie z jego standardami rozmowa dopiero się zaczynała! Westchnął ciężko i również ruszył w stronę obozu. Sam nie bawił się w kamuflowanie swoich intencji, ale potrafił odczytywać sygnały innych – dał więc kotce na tyle dużo czasu, by nie musiała obawiać się, że ją dogoni.
Krocząc dziarsko wśród drzew, zaczął się rozglądać, ponownie czuły na otaczającą go przyrodę. Wtem przystanął. Zaraz… Przecież ona wcale nie kulała?
[zt]
and whose fault is that >:c
I'llbeyourfriendinthedaylightagain ⁞⁞ Therewewillbe,likeanoldenemy ⁞⁞ Like the salt and the sea...
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Ostatnie wschody słońca, Popielny Żar ponownie poświęciła na przemyślenia: tym razem nie dotyczyły one ani jej zaginionego partnera, ani własnych problemów a...Sytuacji jaka się działa w Klanie Wichru. Wieść o tym jak postąpiła Lawendowa Gwiazda przyjmując do siebie Rojsta i wpuszczając go na teren Czterech Dębów, niesamowicie wstrząsnęła kocicą. Obawiała się o to co teraz działo się w klanie jej ojca i jak sam Miękki Obłok to wszystko znosi, bowiem od naprawdę długiego czasu nie mogła go złapać na granicy by po prostu porozmawiać. Nic więc dziwnego, że była tym zaniepokojona i sfrustrowana. Dobrze wiedziała, że jej ojciec jest już w starszyźnie, chociaż wcale go to nie ograniczało co do przejścia się na granice i rozmowy. Nie wiedziała więc co bardziej doprowadzało ją do gorzkiego poczucia bezsilności - fakt, że nie miała kontaktu z Miękkim, czy, że nie miała wpływu an to co działo się w Klanie Wichru. Mimo tego, że swoją pełną lojalność pokładała w Klanie Cienia, oczywiście - to i tak nic nie mogła poradzić, że jednak coś czuła również w kierunku Wichru. Tym bardziej, że sama Lawendowa Gwiazda przecież była jej rodziną! Jej błąd i złamanie kodeksu uderzyło w niebieską z taką siłą właśnie przez ten drobny, a ważny szczegół.
Gdy frustracja nieco zelżała, a temat Pożogi nieco ucichł, kocica postanowiła zaproponować Puchaczowi wypad nad Księżycowe Jezioro. Nie chciała wyciągać go wcześniej - miał sporo obowiązków na głowie, ona zresztą również, więc wykorzystując okazję na wspólne wyjście - zrobiła to. Gdy u boku dobrego przyjaciela opuściła obóz, głośno westchnęła. Zupełnie tak, jakby z jej barków spadł spory ciężar. Wybór miejsca do którego się udali też nie był przypadkowy! Ostatnie wschody słońca były...ciepłe, a wizja wspólnego zmoczenia łap w chodnej wodzie Księżycowego Jeziora była niezwykle kusząca dla Popielicy. - Ah, tęskniłam za spacerami - miauknęła gdy byli już niedaleko celu, zerkając na kocura z widocznym uśmiechem. - Już zaczęłam się obawiać, że wpadłam w rutynę! Polowanie, trening, patrol, sen. Polowanie, trening, patrol, sen...Okropieństwo!
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Puchacza irytowała ta sprawa. Wiedział, że Popiel darzy klan Wichru uczuciem - w końcu jej ojciec się tam wychował i żył, można powiedzieć, że w jakimś stopniu była wichrzaczką, ale jego samego niezwykle irytował stopień Lawendowej Gwiazdy i fakt, że przyjęła pod swoje skrzydła zdrajcę. Kota, który zmanipulował nimi wszystkimi. Od początku był przeciwny sojuszowi z nimi, ale cóż mógł zrobić, gdy przywódca się na niego zgodził, prawda? Dlatego, choć zdziwiło go trochę to, że prawda o Pożodze wyszła na jaw, to jednak nie czuł się jakkolwiek... przejęty. Spodziewał się, że z tą grupą może być coś nie tak, ale żeby nastawiali klany przeciwko sobie? No, inaczej tego nie potrafił nazwać - tak naprawdę, nastawił klan Wichru przeciwko inne klany, a gdyby tylko i Rzeka i Cień się na niego nie zaczaiły, to mógłby narobić o wiele więcej hałasu. Na szczęście, poszedł po rozum do głowy i przeprowadził się z tą swoją śmieszną grupą gdzieś dalej, nie wiadomo gdzie i nie nękał ich już. Prawidłowo, mądre myślenie.
Chwila relaksu była więc dla niego zbawieniem - szczególnie w towarzystwie Popielnego Żaru, z którą mógł sobie pożartować, pośmieszkować - i z którą mógł po prostu być. Wizja zmoczenia łap, choć za wodą nie przepadał, również brzmiała wyjątkowo dobrze - nad lasem znów zaczęły się pojawiać upały, na zmianę z gwałtownymi burzami, a jego długie, poskręcane futro nie ułatwiało mu przeżycia kolejnej pory zielonych liści. Gdyby, przypadkiem, miał już na coś umrzeć to zdecydowanie na udar cieplny, doprawdy.
- Ach, więc nie tylko ja tak mam, widzę? - mruknął, unosząc delikatnie brew. - Doprawdy, życie jest tak niebywale nuuudne - mruknął i westchnął teatralnie. Choć, prawdą było, że jemu też do życia wkradła się rutyna i monotonia, więc każdy taki odstępek od reguły traktował z niebywałą wręcz radością. - Już mam dość tych patroli i polowania, chyba potrzebuję dłuższego wolnego - dodał, wesoło się szczerząc.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
- Pff, na pewno jeszcze masa kotów musi borykać się z tym problemem, Wirujące Pióro! - miauknęła kocica i poruszyła lekko wibrysami w rozbawieniu. Akurat kwestia rutyny dopadała każdego w pewnym etapie życia. Im dłużej było się wojownikiem, tym te wszystkie wcześniej niedostępne i upragnione zajęcia zaczynają się zlewać. Nagle okazuje się, że codziennie robi się to samo z malutkimi zmianami: patrol, polowanie, trening, jedzenie, sen. I tak w kółko! Niegdyś Popiel nie przejmowała się tym jakoś bardzo, bo zawsze pomiędzy tymi czynnościami mogła sobie z kimś porozmawiać. To z Bukiem, to z Dębem...Ah, niebieski to zawsze miał świetne pomysły na urozmaicenie dnia i nawet chcąc, Popiel nie mogła się z nim nudzić. Tęskniła za jego głosem i charakterystycznym seplenieniem, którego nie mógł się wyzbyć od czasów bycia kocięciem. Tęskniła za jego zapachem, dotykiem...Po prostu za całym Dębowym Cieniem, który nieprzerwanie przez wiele księżyców był u jej boku. Nic więc dziwnego, że jego strata była dla kocicy szokiem równym z tym, gdyby straciła kończynę. Chociaż w tym momencie zdawało się, że córka Trzcinowej Sadzawki już odchorowała stratę partnera, to chcąc nie chcąc: miała to z tyłu głowy. Chociaż szanse na jego powrót malały, to Popiel nie mogła się wyzbyć cichej nadziei, że jeszcze uda jej się doczekać powrotu ukochanego.
Na słowa Wirującego Pióra odnośnie chęci wzięcia sobie wolnego, cicho parsknęła i spojrzała przed siebie, udając zastanowienie. - Myślisz, że jakbyśmy nagle, we dwójkę i w tym samym czasie udali, że jesteśmy chorzy, ktokolwiek by nam uwierzył? - miauknęła poważnym głosem, jakby faktycznie planowała coś takiego zrobić i przekonać do tego idącego obok niej burasa. Zerknęła na niego nawet, ale jej spojrzenie zdradziło, że żartuje. Jasne i szczere iskierki rozbawienia. - Cóż, powiedziałabym, że po możliwym zmoczeniu łap w Księżycowym Jeziorze szłoby się przeziębić, ale jest tak ciepło, że prędzej się przegrzejemy niż dostaniemy kataru!
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
To prawda, pewnie nie było, po tylu księżycach życia, czy właśnie bycia wojownikiem, kota, któremu w życie nie wkradła się rutyna. W końcu, ile można było dziennie wymyślać sobie nowych zadań poza patrolami, polowaniami, czy czasami trenowaniem terminatorów - tylko na nich też trzeba było sobie zasłużyć i mieć świadomość, że nie na każdej ceremonii się takiego dostawało, wszak nie zawsze mioty były wystarczające, by każdy wojownik miał coś dla siebie, prawda?
- No co ty, na pewno żyje im się lepiej, niż nam, tylko my jesteśmy tacy narzekający - rzucił, poruszając lekko uszami. Przecież kotom nigdy się nie nudziło, to tylko oni tak mieli, zdecydowanie!
Na jej kolejne dywagacje poruszył z rozbawieniem wąsami, a następnie spojrzał na nią zaczepnie.
- Przeziębienie bodajże jest zaraźliwe, więc myślę, że nie byłoby nic dziwnego, że jeśli jeden z nas jest chory, to drugi też, jeśli trzymamy się blisko - rzucił niewinnie, acz przy okazji sprawdzając, czy według Popiel również są dla siebie tak bliscy, jak według niego. Może tak naprawdę ona po prostu się z nim spotyka, bo jej się nudzi, hm? Chociaż, jeśli tak było, to może wolał żyć w niepewności. Następnie wyszczerzył się. - Myślisz, że przegrzanie i udar cieplny też jest zaraźliwy? - zażartował. Faktycznie, ostatnimi czasy robiło się tak ciepło w lesie, że jakby się przeziębili, z zimna, to byłoby to wyjątkowo podejrzane. Bardziej prawdopodobne, nawet, jakby się taplali w tej wodzie cały dzień, było to, że po wyjściu się zwyczajnie przegrzeją i dostaną udaru. Szczególnie Puchacz i jego wyjątkowo długie futerko, które przez śmieci się na nim znajdujące nie przepuszcza wręcz powietrza do jego skóry, więc jest mu dodatkowo gorąco; szczególnie jak w ogóle nie wieje, a to też się czasami zdarzało.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
- Z naszej dwójki to ty jesteś władcą narzekania, mnie w to nie mieszaj! - parsknęła, udając wielce urażoną sparowaniem jej z kimś takim jak on. W końcu ona prawie na nic nie narzeka, nie to co bury. Na to, że jest stary chociażby, o! No może czasem zdarzało jej się narzekać i...Teraz to ona zaczęła marudzić na ciążącą rutynę, jednak kto się w ogóle by tym przejmował? Na pewno nie rozbawiona Popielny Żar, której wibrysy podrygiwały wesoło tak, jakby skakały po nim iskierki. Na następne słowa burasa, uśmiechnęła się szerzej i cicho zaśmiała, przytakując łebkiem. - Tak, choróbsko jest tak paskudne, że idzie się zarazić od razu! Powiemy, że kichnąłeś na mnie gdy próbowałam pozbyć się myszy z twojego futra, która uwiła w niej gniazdko. I w ten oto sposób pójdziemy szukać pomocy w lecznicy jako biedni i chorzy! Nie ma bata, uwierzą nam jak nic - miauknęła wciąż ze słyszalnym rozbawieniem w głosie, chociaż starała się to jakkolwiek przykryć. Zupełnie tak, jakby faktycznie omawiali plan działania przed realną próbą oszukania, że są chorzy. Czy według Popielicy byli blisko? Oczywiście. Czy bardzo? Też. Przynajmniej dla kocicy, Wirujące Pióro był kimś ważnym i bliskim - ba, mogłaby go nawet nazwać swoim ostatnim, najbliższym znajomym, którego znała od hoho! Poznali się bowiem jeszcze za czasów bycia Łapami, a ten okres w ich życiach był kupę księżyców temu. Lubiła spędzać czas z burym zastępcą i raczej nikomu w klanie nie umknęło, że rozmawiają czy też po prostu spędzają razem czas. Tak jak powinny robić bliskie sobie koty. Nikt więc nie powinien podważać tej - mocno irracjonalnej - teorii, bo zarażenie się od siebie nawzajem było tak prawdopodobne jak to, że w brudnym futrze kocura na pewno już się coś zagnieździło. - Sądzę, że tak - parsknęła, zerkając na kocura, a po chwili zatrzymała się kawałek przed Księżycowym Jeziorem, zerkając w jego kierunku. - Dlatego trzeba jak najszybciej się schłodzić. Kto ostatni w wodzie ten lisie łajno! - rzuciła i trzepnęła wojownika końcówką ogona prosto w nos, po czym wystrzeliła w kierunku wody najszybciej jak potrafiła.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
- No wiesz, ranisz moje uczucia, ja, narzekam, co? - wyrzucił z siebie, nadymając nieco policzki w zaskoczeniu i oburzeniu, że Popielny Żar mogła mu zarzucić, iż jest wyjątkowym wręcz narzekaczem. No wiesz co, Popiel, przecież on nigdy nie narzeka, nigdy mu się nie zdarzyło, o co ci niby chodzi, hm?
Na jej propozycję rozwiązania problemu choroby zaśmiał się wesoło, kiwając głową. Nie była to taka głupia opcja. W fakt, iż Popielny Żar próbowała mu pomóc z wyciągnięciem z futra myszy uwierzyliby chyba prędzej niż w to, że oboje są chorzy, bo chyba nikt nie miał wątpliwości, że futro Puchacza wygląda, jakby już dawno cała rodzina myszy uwiła sobie tam gniazdko, w tych wszystkich patykach i źdźbłach trawy, których Wirek nie wyciągnął od swoich narodzin.
- W to, że wyciągałaś mi mysz? Proszę cię, prędzej w to, że całą rodzinę - parsknął, wesoło się szczerząc. To akurat była opcja, w którą nie wierzył, że ktoś by nie uwierzył, doprawdy! - Myślę, że wszyscy znają mnie na tyle, że w jedną nie uwierzą, ale w całe stado - już tak - dodał, kiwając głową. Jego siostra pewnie padłaby na zawał słysząc taką nowinę, a matka pewnie przekręci się w ziemi, bo obie wielokrotnie próbowały mu powtarzać, że o futro jednak należy dbać i mógłby raz na, chociaż księżyc, się umyć, ale on wiedział swoje, dobra? Ale przynajmniej teraz mieli niezły argument, że faktycznie, no, mogli się od siebie zarazić. Taka Popiel pochylająca się nad futrem na boku Puchacza, taki Puchacz, odwracający łeb, by zobaczyć, jak jej idzie i... psik. O. No kto by nie uwierzył, co nie?
Zanim jednak zdążył sobie to lepiej ułożyć w głowie, może nawet zaproponować córce Wichrzaka jak to dokładnie zrobią, żeby faktycznie wylądować wspólnie w lecznicy, gdy ta trzepnęła go ogonem w nos i ruszyła prędko w stronę jeziora, wykrzykując jeszcze, że kto ostatni ten lisie łajno. No i... Zanim zdążył się ogarnąć, to kocica była już w połowie drogi w stronę wody, więc... cóż, ruszył oczywiście za nią natychmiast, drąc się niemiłosiernie "Nie fair!", ale cóż mógł zrobić, gdy kotka nie dość, że była szybsza, to jeszcze wystartowała szybciej, a on miał spóźnioną reakcję? Ano mógł tylko obserwować, jak ta wbiega do wody dużo wcześniej niż on.
Wyhamował przed samą taflą, mrużąc niepewnie oczy na wodę, po czym powoli, spokojnymi krokami, wszedł po nadgarstki, a następnie, jeśli tylko Popiel gdzieś daleko mu nie uciekła, posłał jedną łapą wodę w jej stronę, chcąc ją opryskać.
- Co to miało być, dałabyś mi chociaż szansę - burknął, niby obrażony, choć w środku w sumie nie był nijak zły. Oprócz tego, że teraz Popiel mogła go oficjalnie nazwać lisim łajnem.
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
******
Dzień spokojny, dość ciepły i przyjemny. Można by nawet rzec, że idealny na spacer. A Cytrynka od zawsze lubiła spacery. Pozwalały jej się odstresować i rozluźnić, przestać myśleć o tych wszystkich ważnych sprawach, którymi powinna się w jakimś stopniu przejmować. W takich chwilach oczyszczała swój umysł i po prostu cieszyła się otaczającym ją światem. Śpiew ptaków, delikatny szum wiatru, zapach kwiatów i lasu. Każda z tych rzeczy była równie piękna, a szczególnie teraz, gdy wieczorną porą udała się razem z Pomurnik na poszukiwania medykamentów. W końcu koteczki zdążyły poznać już kilkanaście roślin leczniczych, więc... Chyba przyszła pora na pierwsze zbiory. Znaczy, pierwsze w przypadku Cytrynki, bo Pomurnik pewnie nie raz już się za to zabierała, chociażby wtedy, gdy Blada leżała chora, a pozostałe dwie terminatorki wyruszyły do nory Krzywuchy.
- Rozdzielamy się? - Zapytała krótko, gdy dotarły do Księżycowego Jeziora. Rozejrzała się ukradkiem, jednak nie wykonała żadnego innego ruchu. Oczekiwała na decyzję siostry i dopiero wtedy, zależnie od jej odpowiedzi, albo ruszyłaby tuż obok niej, albo poszłaby w przeciwną stronę, aby zacząć szukać.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Wiedziała, że muszą poszukać ziół już od dawna, ale ta potrzeba stała się zdecydowanie paląca właśnie teraz - kiedy to okazało się, że przez głupotę pewnej terminatorki pod tytułem Pochmurna Łapa w składziku nie było ani liścia podbiału. Oczywiście, akurat teraz Topniejący Lód musiał zarobić sobie popękane łapy, a Pomurnik nie mogła wiecznie marnować cennego wężowego korzenia na leczenie choroby tak pospolitej i łatwej do wyleczenia, jak popękane łapy.
O ile głowę Bladej Łapy zajmowało piękno ptasiego śpiewu, to większość lasu pozostawała dla Ołżyśmierci absolutnie obojętna. Ptaki się darły, i co z tego, skoro wcześniej czy później każdy wyda swój ostatni śpiew, i wreszcie zamilknie. Kwiatki sobie mogły rosnąć i pachnąć, jak tylko chciały, ale w końcu i tak przecież zwiędną. Las szumiał w najlepsze, no i zresztą niezbyt to istotne, skoro prędzej czy później każde drzewo się zwali. Miała jak na razie nazbierać zioła, i to głównie tym zajmowała swój umysł.
- W porządku, ale pozostawajmy w zasięgu krzyku - odparła na pytanie Cytrynki, po czym ruszyła w swoją stronę, wytężając węch i wzrok.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Przy Księżycowym Jeziorze było po prostu miło. Był to spokojny dzień, praktycznie bez zmartwień, ale nie dla dwóch pozostałych terminatorek medyka jakim przyszło leczyć cały klan, nie będąc jeszcze nawet w pełni wyszkolonym. Twardy orzech do zgryzienia, zwłaszcza, że zaczęło im brakować w składziku podstawowych ziół. Postąpiły mądrze decydując się na wyprawę ziołową. Będzie też miło pobyć w swoim towarzystwie, prawda?
Cytrynka, albo Blada Łapa rozglądała się, nie znalazła jednak niczego, co mogłaby uznać za przydatne. W przeciwieństwie do niej, jej siostra znalazła coś użytecznego. Była to dość wysoka roślinka o ulistnionej łodyżce, zakończona grupkami białych kwiatów z czterema lub pięcioma płatkami na każdym. Tylko czy Pochmurna Łapa wie co to jest? Blada Łapa: S: 5 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 9 | HP: 75 | W: 35 Pochmurna Łapa: S: 5 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 12 | HP: 60 | W: 50
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
Nic dziwnego, że początek poszukiwań nie przyniósł żadnych dobrych rezultatów. Cytrynka w żadnym stopniu się tym nie przejęła, bo... Być może doskonale wiedziała, że aby znaleźć coś użytecznego będzie musiała trochę się pomęczyć. Musi być przede wszystkim skupiona tylko i wyłącznie na swoim zadaniu, aby przypadkiem nic nie przegapić. A o tym, jak idzie siostrze, dowie się później. Teraz szła wciąż przed siebie, cierpliwie rozglądając się w poszukiwaniu ziół.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Na widok nieznanego sobie ziela Pomurnik jedynie wzruszyła ramionami, a potem dopiero, jakby powodowana jakimś przekornym przymusem, zabrała się za zbiory. Zerwała całość rośliny, razem z korzeniami. W najgorszym razie okaże się, że roślina nie była do niczego przydatna.
Po tym, jak zebrała, co miała zebrać, odłożyła zioła w bezpieczne miejsce i ruszyła na dalsze zbiory. Trudno zaprzeczyć, że najbardziej zależało jej na podbiale.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
I mamy! Po chwili Blada Łapa znalazła coś, co można było wziąć ze sobą do domu. Medykament ten miał bardzo silny, rozpoznawalny zapach, z wielu listków na łodyżce, które rosły po dwa na tej samej wysokości, tylko że po przeciwnych stronach, od góry tworząc ładny wzór. Zielona roślina z miękkimi listkami to co, zbieramy?
Pochmurna łapa nie znała tego zioła, jednakże mimo to zdecydowała się je zebrać. Zbierała je w całości, co zdecydowanie było lekko męczące. Udało jej się z sukcesem zebrać aż trzy całe roślinki nieznanego medykamentu!
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
No proszę. Wpierw dostrzegła znajomy medykament, a dopiero później poczuła jego intensywny, charakterystyczny zapach. Dzięki niemu była w stu procentach pewna, że ma do czynienia z miętą. Czy miała zamiar ją zbierać? Cóż, w składziku mają jej dość dużo, bo nie więcej niż dwadzieścia, ale nie mniej niż dziesięć. Mimo to, warto. W końcu za niedługo przyjdzie Pora Nagich Drzew i każde zioło może być na wagę złota. Zbliżyła się więc do krzaku i najpierw dokładnie mu się przyjrzała. Okej, teraz ostrożnie. Powoli zaczęła zrywać pojedyńcze listki, uważając na to, aby żadnego z nich nie uszkodzić. Ile uda jej się zebrać? To bez znaczenia. Niezależnie od ilości będzie zadowolona.