Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXX– To fakt, nie opinia – bo oczywistym było, że Ostra jest najpiękniejsza, nikomu nie musiała tego udowadniać, a już na pewno nie jemu. Wystarczyło na nią tylko spojrzeć i odpowiedź była jasna. Nie, żeby uważał wszystkie inne kotki za brzydkie, brońcie Gwiezdni, ale ona była jedna, jedna jedyna i była jego. – I tak, byłbym zazdrosny, a ty o mnie nie? Gdyby jakaś zjawiskowa kocica się koło mnie zakręciła i rzucała co chwila zalotne spojrzenie? – zagaił, z zawadiackim uśmiechem czochrając ją po karku, napierając na nią swoim cielskiem. Wolał sobie nie wyobrażać tego, co Ostra zrobiłaby z taką delikwentką, straciłaby biedna pewnie wszystkie kończyny, a z jej ogona zrobiła sobie breloczek. XXXXMruknął cicho, kiedy dotknęła jego blizn. Czasem dawały o sobie znać, choć zdecydowanie ból wydawał się już odchodzić w niepamięć. Wiedział, że Ostra się o niego martwiła, ale taka była jego rola. Obiecał chronić Klan, nawet za cenę życia, obiecał strzec jego bezpieczeństwa i nie zamierzał złamać tej obietnicy, nawet, jeżeli pod koniec swojego życia całe jego ciało miało być usiane bliznami i ubytkami, to nie było ważne. Liczyło się dla niego bezpieczeństwo klanowiczów i jego rodziny. Jego partnerka doskonale zdawała sobie z tego sprawę, jej troska podbudowywała go na duchu i odwadze, sprawiała, że miał siłę do dalszej walki. XXXXNie odezwał się na jej następne słowa. Wygiął jedynie mordkę w grymas na wspomnienie o zazdrości i objął ją swoimi wielkimi, silnymi łapami, nie pozwalając uwolnić się z uścisku. Był zazdrośnikiem, a co, nawet, jeżeli nie miał okazji jeszcze tego pokazać, bo najwyraźniej wszyscy ewentualni kandydaci bali się uderzyć do partnerki przywódcy, cóż, i dobrze. Mruczał gardłowo wprost do jej ucha. Sama to zainicjowała, więc niech teraz mierzy się z konsekwencjami. Spiął mięśnie i przerzucił ją na bok, tak, że wylądowali naprzeciw siebie, a Polny wciąż ją obejmował, nie zamierzając puścić nawet na chwilę. Językiem przeczesał po jej kryzie, skubiąc subtelnie skórę i sierść za jej uszami. Oddech zdawał się mu drżeć.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Przewróciła oczami a następnie się zaśmiała. Tak dawno to jeszcze Polny jej nie słodził. Ale wcale to jej nie przeszkadzało. Wręcz chłonęła te komplementy jak gąbka. I nigdy jej nie było mało. Zwłaszcza jeżeli otrzymywała je od bardzo przystojnych kocurów. – Oh, kochany! Ile ja to razy byłam o Ciebie zazdrosna! A zwłaszcza jak zostałeś przywódcą. Nie mogłam znieść tych słodkich spojrzeń kocic w twoją stronę. – prychnęła pod nosem. W sumie nawet nie tylko kocice. Ktokolwiek był zbyt blisko niego to otrzymywał przerażające spojrzenie wojowniczki. Była zazdrośnicą i wiedziała o tym doskonale. Ciekawe co zrobiłby przywódca jakby faktycznie zobaczył Ostrą z kimś innym. Powiedziałby coś? A może nawet wyrwałby ją od niego? Miło by było coś takiego kiedyś zobaczyć. No ale niestety… Adoratorów w tym klanie było bardzo mało. – Ale nie martw się. Jest tylko jeden kocur na tym świecie, którego darzę wielką sympatią. – mruknęła głęboko do jego ucha. Nie musiał się martwić o to, że ktoś kiedyś ją mu zabierze. Ostry Kwiat kochała go wręcz do szaleństwa.
Dmuchnęła mu powietrzem w pysk jako odpowiedź na jego zaczepki. Rozczochra jej całe futro! Jeżeli nie przestanie to zobaczy tutaj włochatego potwora!
Nagle poczuła jak silne łapy otaczają ją ze wszystkich stron. Teraz nie było mowy o jakiejś ucieczce! Poczuła od swojego partnera bijące ciepło jak i również jego twarde mięśnie. Czy jej się zdawało czy były większe niż zwykle? O matulu… Jakie te łapy były mięsiste! Mogłyby z łatwością ją zdmuchnąć z powierzchni ziemi. A zamiast tego przytulały do piersi burasa z taką miłością i delikatnością… Jakim cudem okiełznała tego potwora?
Na jej pyszczku pojawił się kocięcy uśmiech. Była taka szczęśliwa. Kompletnie zapomniała o swoich problemach i troskach. Czuła się naprawdę jak kocię. Kocię, które się przytulało do wielkiego, miękkiego zwierzaka.
Jej serce na chwilę stanęło gdy Polny z łatwością przerzucił na bok. Ile on tak naprawdę miał siły?!
Trzymał ją w szczelnym uścisku. Jakby Ostra miała nagle mu zniknąć. Kto by pomyślał, że Polny był takim dużym zazdrośnikiem.
Zachichotała cicho pod nosem i oddała się w pełni pieszczocie, która ogarniała jej ciało.
Głos Polnej Gwiazdy był taki niski… Uwielbiała gdy tak robił.
No i oczywiście, że zbliżał się niebezpiecznie do jej ,, słabego punktu”. Poczuła falę napływającego ciepła gdy poczuła lekkie ugryzienia blisko jej ucha.
Zbierało jej się na pisk ale w ostatniej chwili się powstrzymała. W niebezpieczną pan grywasz grę.
Prawą łapą dostała się do tyłu głowy kocura. Przysunęła go bliżej tak że czuła jego policzek na swoim karku. Przytuliła się mocno do niego i ani jej się śniło teraz się wyrywać. Chciała pozostać w jego ramionach już zawsze.
Przytuliła się prawym policzkiem do jego głowy przy tym mrucząc równomiernie. Cichaczem delikatnie czochrała jego czuprynę ale to nie jej wina, że się tak razem wiercą!
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXJej odpowiedź tylko utwierdziła go w przekonaniu, że ewentualna adoratorka szybko zakończyła by swój żywot. I to zapewne w tragiczny sposób. Na szczęście w Klanie Cienia nie było na nikim zawiesić oka, poza Ostrą oczywiście. Czasem miał wrażenie, że są dla siebie stworzeni, i nawet, jeżeli brzmiało to głupio, to nie wyobrażał sobie być z kimkolwiek innym. Po prostu. XXXXWidział, że jego ruchy i działania podobają jej się, nic dziwnego, doskonale znał jej słabe punkty i w takich momentach doprawdy grzechem byłoby ich nie wykorzystać. Już nawet pal licho tego zająca, którego nawet nie dokończyli jeść, skoro spędził tyle czasu w ukryciu, to poczeka jeszcze trochę. Wypuścił powietrze z nozdrzy wprost do jej ucha, podgryzając lekko jego nasadę. Wydawała mu się być taka lekka, choć może to dlatego, że nie stawiała oporu, aż dziwne… czy to na pewno była Ostra? Mimowolny uśmiech wkradł się na jego pysk, otarł się nim o jej policzek, mrucząc cicho i głęboko. Musiało jej się podobać, widział to. XXXXNie zamierzał jej nawet na uderzenie serca wypuścić ze swoich silnych objęć. Jej ciche pomruki były dla niego jak zaproszenie i nie potrzebował więcej. Byli zupełnie sami, mogli się cieszyć sobą i tylko sobą. Bo dookoła słychać było tylko delikatne podmuchy wiatru, szeleszczącego w koronach drzew i cykające owady, które były jak akompaniament do ich gry. Bardzo romantycznej gry. XXXXNie przejął się tym, że powinni już wracać, że praca czeka, że jutro rano od nowa wróci cały ten gwar, chaos i harmider. Ten jeden raz mógł mieć w nosie obowiązki i nie czuł się tym podle, wręcz przeciwnie, mógł sobie pozwolić na wolność, bez ciągłych zmartwień i problemów. Równie czule, co powoli, nie zaprzestając pieszczot, naparł na nią i zawisł nad jej karkiem, skubiąc sierść za uszami i przeczesując kolejne kosmyki kolorowej sierści. Chciał być bliżej, najbliżej, jak się tylko da…
[...]
XXXXUłożył się tuż obok niej, czyszcząc jej kryzę i pierś, wyrównując każdy niesforny kołtun, jaki mu się nawinął pod język. XXXX– Nie zjedliśmy zająca – przypomniał jej figlarnie, łapiąc za sierść zębami. Tak się namęczył, aby go złapać, zaciągnąć tutaj i schować, a tu co? Wstyd, że tak zmarnowali zwierzynę, zwłaszcza, że głód Polnego magicznie wyparował i jedyne, czego w tym momencie chciał, to być przy Ostrej. Czy coś więcej było mu w tym momencie potrzebne do szczęścia? Nic, a nic. W tafli Księżycowego Jeziora odbijał się blask gwiazd, kilka ptaków zaćwierkało w oddali, gdyby mógł, zostałby tu już na zawsze.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostra jak to ona. Jeżeli dostawała miłość to brała ją garściami. Nie zastanawiając się za bardzo nad konsekwencjami. Poza tym dawno ale to dawno nie była sam na sam ze swoim partnerem. No i… są tego skutki.
Szylkretka posłusznie tańczyła jak jej Polny zagrał. To nie znaczyło, że oddawała partnerowi nic w zamian.
Wydała z siebie cichy pisk. Na całe szczęście schowała swój pyszczek w burym futrze kocura i mogła wszelkie piski stłumić. Poczuła to przyjemne ciepło jak i szybkie bicie obojga serc. Jednak tym razem oboje byli bardziej pewni i przede wszystkim nie bali się. Przez co nie czuli tremy czy stresu. Ostra doskonale znała jego a on znał ją. Fizycznie jak i osobowościowo. Byli starym małżeństwem które doskonale sobie radziło. Mimo wielu problemów to dalej byli razem. Dalej starali się pielęgnować ich związek. Ostra pragnęła by ich miłość nigdy nie zwiędła. Chciała zawsze być przy jego boku i czuć jego bliskość. Która była uzależniająca. Tak bardzo, że córka Krogulec traciła pohamowanie i rozum.
Mocno przycisnęła go do siebie, chwytając go za kudły na szyi. Chciała go mieć całego tylko dla siebie. Gdyby ktoś tutaj przyszedł i kazał Polnemu gdzieś iść to pewnie by go udusiła na miejscu. A potem by nie oddała burasa na przynajmniej dwa dni. Teraz chciała się nacieszyć tylko nim. Poczuć tą jego siłę i na chwilę poczuć się drobną, bezradną.
Mruczała głęboko wprost do jego ucha, ocierając się pyskiem o jego policzek. Była głodna jego dotyku. Po prostu jego. Na to teraz miała największą ochotę.
Po chwili poczuła jak Polny sprawnie przeniósł ją do innej pozycji. Ani trochę się nie wahała. Wręcz przeciwnie. Chciała poczuć jego ciepło jak i jego ogromną miłość. Pragnęła być z nim i tylko z nim…
[…]
Ostra dawno nie czuła się tak dobrze. Czuła, że żyje i czuła się bezpiecznie. Dla niektórych umięśnione łapy Polnej Gwiazdy napawały grozą i respektem. Dla ostrej te łapy były silne ale również bardzo delikatne. Tylko w ich objęciach widziała siebie każdego poranka. Tylko tym łapą mogła się w pełni oddać i nie bać się, że coś jej się stanie.
Była zmęczona ale było to szczęśliwe zmęczenie. Leżała przy swoim ukochanym i nie widziała świata poza nim. Pomrukiwała zadowolona i ucieszyła się gdy zaczął jej czyścić futerko. Za dobrze ją znał.
Zaśmiała się na jego słowa po czym przymrużyła trochę swoje oczy i przybliżyła swój pyszczek do jego. – Nie moja wina, że znalazłam coś dużo lepszego do zjedzenia. –zażartowała a następnie polizała go po pyszczku. Przytuliła się do jego boku i westchnęła ciężko. – Kocham Cię. Nawet nie wiesz jak bardzo. – mruknęła a następnie splotła swoją prawą łapę z lewą przywódcy. Otarła się o jego żuchwę i mruknęła szczęśliwa.
Nagle z jej oczu wypłynęły łzy. Ostry Kwiat nie spodziewała się ich i ciężko było jej stwierdzić czemu się pojawiły… – Proszę… Nie zostaw mnie nigdy… – za bardzo go kochała. Nie widziała życia bez niego. Nie może jej nigdy zostawić. Ma zawsze walczyć tak by wrócił do niej żywy. Nawet jakby stracił oko, łapę czy kolejne ucho… Ma po prostu wrócić do niej żywy. To był jej jedyny warunek.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Od ceremonii minęło kilka dni, kilka dni w trakcie Wzburzona Łapa ciężko pracował za plecami swojego przyjaciela, aby móc jak najlepiej zorganizować ten dzień, a w zasadzie już wieczór. Wpierw musiał się dowiedzieć czym dokładniej jest tafla, później gdzie znajdzie większe skupiska wody niż kałuże w obozie, aby na koniec dzień w dzień wybierać się samemu w głąb terenów Klanu Cienia i sprawdzenie czy woda w końcu zrobiła się jasna i twarda, w skrócie czy zamarzła chociażby trochę. W dodatku może dzień, może dwa wcześniej popruszył pierwszy śnieg, podnosząc niebieskiemu poprzeczkę. Bowiem czekał aż biały puch ponownie zacznie padać z nieba. Idealne warunki miały miejsce właśnie dzisiaj, trochę po zachodzie słońca terminator zjawił się w legowisku i zaprosił nikogo innego jak Skrzącą Łapę na spacer.
Warunki były... naprawdę przyjemne, może i wiał lekko chłodny wietrzyk, ale z nieba spływały malutkie śnieżynki, które delikatnie skrzyły w świetle księżyca, a gdy dotarli nad jezioro Wzburzona Łapa uśmiechnął się szeroko. - Byłeś tu kiedyś? Chodź bliżej! Dotknij! - zachęcał przyjaciela i sam delikatnie nacisnął łapką na lód pokrywający jeziora - To tafla, tafla lodu i popatrz! Skrzy się! - mówił entuzjastycznie nawiązując cały czas do imion rówieśnika. Na lodzie utworzyła się delikatna warstwa śniegu, który... mienił się w wieczornym świetle na wszystkie kolory jakie niebieski mógłby sobie wymyślić.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
W tym momencie Tafla jest nieporadnym zlepkiem czerni, szarości i bieli, czemu nieszczególnie pomagają jego szarobłękitne ślepia. Jeżeliby porównać go do innych kociąt w jego wieku, okazałoby się, że jest on całkiem duży, ale jedynie wzwyż. To czego brakuje mu w masie nadrabia w nieproporcjonalnie długich łapach, a od przypominania niezdarnego źrebięcia ratuje go jedynie puchate, dymne futro, jaśniejące na piersi i brzuchu, oraz poprzecinane ciemnymi jak smoła marmurowymi pręgami, które w tym przypadku ułożyły się poziomo wzdłuż grzbietu i na jego bokach. Los nieco pożałował mu białych znaczeń, które widnieją zaledwie na palcach przednich łap, piersi, oraz mordce, gdzie pokrywają jego brodę, lewą wargę, oraz smugę nad czarnym nosem. No a przynajmniej z takimi się początkowo urodził, bo jak się później okazało - jego ciało miało nieco inne plany wobec bieli, gdyż w ostatnim czasie na grzbiecie, mordce oraz przednich łapach malucha zaczęły pojawiać się białe ciapki. Aktualnie nie ma ich za wiele, jednak można się spodziewać, że w wiekiem zwiększy się zarówno ich ilość jak i wielkość.
Być może miał zadatki by stać się ambitnym i rozważnym kotem? A może psotnym i buntowniczym? Charakter Tafli dopiero co zaczął się wyłaniać, kiedy jego krótkim życiem wstrząsnęła tragedia i nagle wszystko co do tej pory znał prysnęło niczym bańka mydlana, a z ciekawskiego kociaka został na pozór jedynie roztrzęsiony i przerażony zlepek nerw wrzucony w zupełnie nowe środowisko. Jest okropnie strachliwy i nieufny wobec dosłownie wszystkiego, a jego domyślna reakcja na nowe sytuacje to płacz i chowanie się. Nowy mech? Straszny. Inne koty? Przerażające. Przekonanie go do poznania czegoś nowego jest nie lada wyzwaniem, jednak gdy już uda mu się otworzyć do kogoś, okazuje się, że maluch jest całkiem sympatycznym kociakiem, chętnym do pomocy i zapatrującym się bardziej na czyjeś dobro niż swoje własne. Niestety jest też przy tym okropnie naiwny i łatwy do wykorzystania. Nie trzeba go dwa razy pytać, bo zrobi wszystko o co się go poprosi, w tym przejmie ewentualną karę i przyzna się do nieswojego przewinienia, nawet jeżeli będzie przy tym cały czas szlochał. Byleby tylko przypodobać się "przyjacielowi". Oprócz okropnego posłuszeństwa, swoją sympatie okazuje również w inny sposób - kontakt fizyczny. Jeżeli komuś uda się nakłonić Tafle do otworzenia się, to może być pewny, że dymny kocurek przyklei się do jego boku przy każdej możliwej okazji, a zwłaszcza w nocy, kiedy to nie jest w stanie usnąć bez wtulenia się w kogoś.
Zgniłe Ziele [KW]
Tafla spędził ten pierwszy dzień po ceremonii w obozie, wciąż nie czując się wtedy na siłach, by podjąć się wyjścia na tereny, jednak kiedy w końcu przyszło mu opuścić bezpieczne zapadlisko i przeżyć pierwsze wyjście... każde kolejne było trochę łatwiejsze. Ponownie czuł się jak małe kocię, dopiero co przyniesione do klanu i zmuszone do poznawania obcego świata. I podobnie jak wtedy, z czasem było coraz to lżej. Wciąż jednak pozostawał blisko obozu, nie odważając się oddalić za daleko. Aż do tego wieczora, kiedy to został wyciągnięty przez Bobra, teraz Wzburzoną Łapę. Nie miał pojęcia gdzie szli i nie pytał ani nie protestował, nawet kiedy przeszli dalej niż do tej pory, po prostu szedł za przyjacielem, w mordce trzymając jego ogon niczym słoniątko. Tak na... wszelki wypadek.
- Oh! - zachłysnął się powietrzem i wypuścił kitę Bobra... Burzyka... Bubrzyka? Do tej pory sporadyczne śnieżynki miały problem z przebiciem się przez zasłonę z wiecznie zielonych drzew, które to pokrywały większość cienistych terenów. Tutaj jednak roślinność przerzedzała się, pozwalając małym odrobinkom na ozdabianie obu szarych futer. Jednak to nie śnieżynki przykuły uwagę Skrzącej Łapy, a to co jego towarzysz mu pokazał. Nie powiedział początkowo nic, a zamiast tego podszedł do brzegu i podobnie jak niebieski - nacisnął łapą na cieniutką warstwę lodu, która utworzyła się na powierzchni wody. Na tafli. Odwrócił się ponownie do Bubrzyka i przymrużył ślepia, szczerząc białe kiełki. - Hah! No to... teraz ja będę ci musiał pokazać coś wzburzonego, co?
Right, my littlepooh bear,wanna take a chance? Wanna sipthe smooth air,kick it in the sand
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
To jak kocurek trzymał go za ogon uważał za niezwykle urocze i nie ukrywajmy w stylu Tafli, co niebieski niezwykle sobie cenił. Nie chciał aby tak bliski i zaufany kot nagle się zmienił bo został po raz kolejny wrzucony do innej rzeczywistości, zmuszony do zmian. Patrzył uważnie co robił, a pyszczek sam wykrzywiał się w szczęśliwym uśmiechu. - Podoba ci się? To... jezioro teraz przypomina twoje futerko, jest takie szaro czarne i białe od śnieżynek... - bał się trochę, to czy kocurek aby na pewno był równie zachwycony co Wzburzona Łapa, niby się uśmiechał, ale musiał się upewnić. Jeśli teraz pójdzie dobrze to może częściej będzie zabierał przyjaciela na takie spacery? W nowe, niesamowite miejsca. To byłoby cudowne. W końcu jeśli tak ładne miejsce było już tutaj to co musiało być trochę dalej? Las kiedyś musiał się gdzieś kończyć... Ciężko ta myśl mieściła się w główce ledwo terminatora. - Jejku! Gdybyś coś znalazł byłoby super, ale nie musisz. Zawsze możemy ewentualnie poszukać bobrów! - wymruczał zadowolony. Skrząca Łapa miał dobry pomysł, przyjemny - To co? Usiądziemy może, porozmawiamy o... czymkolwiek, spędzimy miło czas?
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
W tym momencie Tafla jest nieporadnym zlepkiem czerni, szarości i bieli, czemu nieszczególnie pomagają jego szarobłękitne ślepia. Jeżeliby porównać go do innych kociąt w jego wieku, okazałoby się, że jest on całkiem duży, ale jedynie wzwyż. To czego brakuje mu w masie nadrabia w nieproporcjonalnie długich łapach, a od przypominania niezdarnego źrebięcia ratuje go jedynie puchate, dymne futro, jaśniejące na piersi i brzuchu, oraz poprzecinane ciemnymi jak smoła marmurowymi pręgami, które w tym przypadku ułożyły się poziomo wzdłuż grzbietu i na jego bokach. Los nieco pożałował mu białych znaczeń, które widnieją zaledwie na palcach przednich łap, piersi, oraz mordce, gdzie pokrywają jego brodę, lewą wargę, oraz smugę nad czarnym nosem. No a przynajmniej z takimi się początkowo urodził, bo jak się później okazało - jego ciało miało nieco inne plany wobec bieli, gdyż w ostatnim czasie na grzbiecie, mordce oraz przednich łapach malucha zaczęły pojawiać się białe ciapki. Aktualnie nie ma ich za wiele, jednak można się spodziewać, że w wiekiem zwiększy się zarówno ich ilość jak i wielkość.
Być może miał zadatki by stać się ambitnym i rozważnym kotem? A może psotnym i buntowniczym? Charakter Tafli dopiero co zaczął się wyłaniać, kiedy jego krótkim życiem wstrząsnęła tragedia i nagle wszystko co do tej pory znał prysnęło niczym bańka mydlana, a z ciekawskiego kociaka został na pozór jedynie roztrzęsiony i przerażony zlepek nerw wrzucony w zupełnie nowe środowisko. Jest okropnie strachliwy i nieufny wobec dosłownie wszystkiego, a jego domyślna reakcja na nowe sytuacje to płacz i chowanie się. Nowy mech? Straszny. Inne koty? Przerażające. Przekonanie go do poznania czegoś nowego jest nie lada wyzwaniem, jednak gdy już uda mu się otworzyć do kogoś, okazuje się, że maluch jest całkiem sympatycznym kociakiem, chętnym do pomocy i zapatrującym się bardziej na czyjeś dobro niż swoje własne. Niestety jest też przy tym okropnie naiwny i łatwy do wykorzystania. Nie trzeba go dwa razy pytać, bo zrobi wszystko o co się go poprosi, w tym przejmie ewentualną karę i przyzna się do nieswojego przewinienia, nawet jeżeli będzie przy tym cały czas szlochał. Byleby tylko przypodobać się "przyjacielowi". Oprócz okropnego posłuszeństwa, swoją sympatie okazuje również w inny sposób - kontakt fizyczny. Jeżeli komuś uda się nakłonić Tafle do otworzenia się, to może być pewny, że dymny kocurek przyklei się do jego boku przy każdej możliwej okazji, a zwłaszcza w nocy, kiedy to nie jest w stanie usnąć bez wtulenia się w kogoś.
Zgniłe Ziele [KW]
Czarne, szare i białe, upstrzone płatkami śniegu i skrzące w bladym świetle wschodzącego księżyca, gdzieniegdzie przeplecione złotem niknących promieni zachodzącego słońca. Świat poza na zewnątrz był przerażający i niebezpieczny, ale... w obozie mogli co najwyżej pomarzyć o takich widokach. Jedyne co mogło być w jakikolwiek sposób podobne do tego jeziora to błotniste kałuże po deszczu. Ślepia Tafli, niczym jego imię - skrzyły się z oczarowaniem. Wzburzona Łapa nie musiał się obawiać, czy jego towarzyszowi się ten widok podobał czy też nie.
- Ooh! Masz rację. - miauknął i odszedł trzy kroki od wilgotnego i przemarzniętego brzegu, by usiąść na wilgotnej i przemarzniętej trawie obok. No ale ta nie gryzła swoim chłodem w opuszki łap aż tak bardzo. - Już prawie nic nie pamiętam z zewnątrz. - zamruczał cichutko, z jakąś delikatną nutą żalu w głosie. Trudno powiedzieć, czy słowa te skierowane były bardziej do samego siebie, czy może jednak do Wzburzonej Łapy. - Bobrów? - Smuty szybko zniknęły, zastąpione mieszanką zaskoczenia i rozbawienia. - A wiesz w ogóle gdzie takie znaleźć? Albo... jak wyglądają? - zapytał, unosząc łapkę do mordki, by zakryć swój uśmiech. - Pokazałbym ci może wzburzoną wodę, no ale trochę za zimno. - rzucił, mrużąc na moment ślepia i odstawiając kończynę na ziemię, otulając wszystkie cztery ogonem. - A masz pomysł jakiś pomysł już na takie rozmawianie?
Right, my littlepooh bear,wanna take a chance? Wanna sipthe smooth air,kick it in the sand
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Po ostatniej ceremonii Szyszkowa Łapa zaczął jeszcze bardziej martwić się o Skowyt. Siostra już pierwszego dnia terminatorskiego życia wyrażała się nieprzychylnie o swoim mistrzu, ale Szyszka miał nadzieję, że jakoś się dogadają. Jednak zmiana mentora była sygnałem dla czekoladowego młodzika, że sytuacja tylko się pogorszyła. Po zakończeniu zebrania klanowego dziecko Agrestowego Krzewu postanowiło sobie, że wyciągnie siostrę na spacer, by pogadać. Pamiętał, jak ta kiedyś chciała wspólnie wymknąć się nocą nad jezioro. To zdecydowanie powinno poprawić jej humor. Pomyślał, a następnie tuż przed zachodem słońca poprosił siostrę, by z nim poszła.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Skowyt propozycję przyjęła niemal natychmiast, od razu kierując się do wyjścia z Obozu, którego i tak częstym gościem nie była. Cała radość z pozbycia się Zawieji już zdążyła wyparować, całą głowę zajmowało jej teraz złość i poirytowanie na wiśniową hecę z pogrzebu. Gryzła się ze sobą, o to, że tak krzyczała, że mogła więcej zrobić, zapobiec łzom Szyszki, wcześnie wyłapać, co Wiśnia jęzorem mieli, lepiej ją uciszyć. Czasami żałowała, że w ogóle się odezwała, a czasami żałowała, że Wiśni nie dała po mordzie. Napytałaby sobie tym więcej biedy, ale przynajmniej spokój by był. Także zazwyczaj pogodna kotka, chodziła ostatnio niczym burzowa chmura, zawieszona nad wszystkimi. Przynajmniej Trzask wojownikiem została, ale i to nie potrafiło jej rozpogodzić... Może ten żal za brak reakcji wtedy wciąż nie opuścił do końca skowyczącego serducha... - Eh, przynajmniej tu jest spokojnie - miauknęła, gdy dotarły w pobliże jeziora. - Jak się trzymasz? - zapytała, kierując spojrzenie brązowych oczek na idącego obok niej Szyszkę. - Wiesz, po całym tym... mieleniu jęzorem na pogrzebie - dodała, klaryfikując o co dokładnie jej chodzi. Niby próbowała być delikatna, ale niestety nie było to atutem kotki. Mimo braku taktu, biła z niej troska, kiedy świdrowała rodzeństwo spojrzeniem. Miała nadzieję, że cała ta sytuacja nie odbiła się na nim tak bardzo jak na niej i była gotowa w tym momencie zająć się rozwiązaniem problemu, gdyby to Wiśnia postanowiła bardziej się naprzykrzać, czy też rzucać jakieś bardziej absurdalne oskarżenia.
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Szyszkowa Łapa spojrzał na Skowyt zdziwiony. -Ja?- Zaprosił siostrę, bo sam się o nią martwił, a tu rozmowa zeszła na niego. -Dobrze. Staram się o tym nie myśleć, chociaż wciąż jestem obrażona na Wiśnię. Nie rozmawialiśmy od tamtego czasu i na razie nie mam ochoty z nią mieć kontakt.- Powiedział, a następnie westchnął głęboko. -Już jako kociaki jej nie rozumiałam, ale im jesteśmy starsi, tym coraz gorzej. Kompletnie nie wiem, co jej siedzi w głowie i szczerze mówiąc, to zaczęło mnie trochę...- Zrobił pauzę i przełknął głośno ślinę. -...przerażać.- Dokończył, nieco speszony. Trochę głupio mu było przyznawać się, że boi się własnej siostry, ale to wydawało mu się zrozumiałe, że boimy się tego, czego nie pojmujemy. Chaosu.
Po chwili pokręcił łebkiem i znowu się odezwał. -Ale to nie po to cię wyciągnęłam.- Wyznał, a następnie uśmiechnął się do siostry. -A jak ty się trzymasz? Widzę, że Zawieja był naprawdę aż tak zły, że Polna Gwiazda postanowił wam zmienić mistrzów. Nie zrobił ci krzywdy? - Patrzył na siostrę zatroskany, wyszukując jakichś oznak cierpienia. Jeśli kocur zrobił coś jego siostrze, to spróbuje wyplenić go jak chwasta, choćby miał przypłacić własnym życiem.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Z uwagą obserwowała każde słowo jakie padało z pyska Szyszki, każdy ruch ogon, drgnięcie wąsa, nastroszenie futerka. Uwaga Skowyt jeszcze nigdy nie była tak skoncentrowana na jednej jedynej rzeczy, osobie właściwie, swojego rodzeństwa. Kiwała głową powoli, słuchając każdego słowa. - I prawidłowo, że jesteś - fuknęła, ostentacyjnie kręcąc głową na boki. W mniemaniu Skowyt to Wiśnia mogła w tym momencie być samą Przywódczynią Gwiezdnego Klanu a kotka wciąż oblałaby ją ciepłym moczem i powiedziała żeby spadała na drzewo. Mogły być spokrewnione, ale dużo wody będzie musiało upłynąć w Czarnym Ogonie zanim biało-bura zgodziłaby się wybaczyć szylkretce. A że nawet na przeprosiny się nie zapowiadało to o słodkim pojednaniu można było zapomnieć. - I dobrze, nie gadaj z nią, nie jest warta kilku kłaków na twoim futrze! - wepchnęła się w słowo rodzeństwa, wskakując w swój klasyczny protective siora z szczytptą furii mode. A Szyszka mówiła dalej, otwierając się coraz bardziej przed Skowyt, co jednocześnie cieszyło ją bo oznaczało, że Szyszka czuł się w porządku, a z drugiej strony troszeczkę peszyło. Westchnęła, marszcząc noc. - Niepotrzebnie się jej boisz. Jakby no... jasne, nawiedzona jakaś, ale... ale no, ja cię przed nią obronię, obiecuje - powiedziała, dając szczególny nacisk na ostatnią część. Zacisnęła kły, czując jak wściekłość buduje się w jej gardle. Kroki stały się nieco bardziej sztywne, przestała zerkać nieustannie na rodzeństwo, tylko pozwoliła swojemu spojrzeniu zawiesić się na jakimś bliżej niesprecyzowanym punkcie na przodzie. Szła tak, we własnej głowie, nie do końca zwracając uwagę na to co było do niej mówione. - Ja? - zatrzymała się, gwałtownie, wpatrując się w Szyszkę, z pyszczkiem wyrażającym dość duże zaskoczenie. Najwyraźniej w skowyczym łbie nigdy nie pojawiła się idea, że można by się o nią martwić. Przecież nie była ofiarą w tej sytuacji, Szyszka nie widział jak płakała, nie mógł widzieć, więc o co chodziło. - Y, no świetnie, czemu pytasz - rzuciła, niby na odczepkę. Ruszyła do przodu, szybko przebierając łapami, jakby chciała uciec przed faktem, że została przez to pytanie i troskę całkowicie zaskoczona. Nie wiedziała co miała mówić o tym co się wydarzyło na pogrzebie. Nie wiedziała czy w ogóle chciała o tym rozmawiać. A nawet gdyby to na pewno nie z Szyszką. W takim momencie temat najgorszego mistrza roku spadł jej jak mysz z nieba. - AAA, Zawieja! No dureń straszny, mysi móżdżek. Kij ma tak głęboko w tył wetknięty, że mu się wcisnął do głowy i coś poprzestawiał bo wredny i nawet uczyć dobrze nie umie. Więcej się dowiedziałam o walce i polowaniu od samotnika, ha! - miauknęła, posyłając rodzeństwu uśmiech krzyczący wręcz pewnością siebie. - Krzywdy? Mi? No co ty! Poza jakimiś głupimi tekstami o byciu mysim móżdżkiem i kociakiem to w sumie nic się nie stało! Ale żebyś widziała jego minę jak go nazwałam napuszonym! - oznajmiła by zachichotać na samo wspomnienie napuszonej mordy Zawieji. Skowyt od razu poczuła się nieco bardziej rozluźniona, bardziej na miejscu. Była z powrotem w swoim środowisku, silna, zabawna, pewna siebie, błyszcząca humorkiem córka Agrestowego Korzenia. Wszystkie niepewności, strachy, zmartwienia mocno upchane i poukrywane, tak jak powinno być żeby nikogo nie martwić.
Księżyce: 95 Mistrz: Burzowe Echo Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Trwałe urazy: user // półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym
[Wysoki, obecnie chudy i nie posiadający wyraźnych mięśni, lynx point z białymi skarpetkami na łapkach, niebieskie ślepia, różowy nosek, ładny pyszczek, "pieprzyk" na prawym pasiaku, półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym]
[towarzyski, pewny siebie, emanuję aurę nieobecności, lekkoduch, żyje w swoim świcie, skłonności do złośliwości, chętny do zabawy i przysparzania kłopotów, nietypowy, chwilami intensywny]
Kłująca Łapa jeszcze nigdy w swoim życiu, nie widział takiej ilości wody w jednym miejscu. Widział kałuże, strumyczek, deszcze a nawet i zdarzyło mu się przeżyć ulewę, ale nic nie równało się Księżycowemu Jeziorowi. Przypomniały mu się słowa ojca, kiedy ten kiedyś opowiedział mu o kocie, który prawie utonął w wodzie. Nie pamiętał jednak czy Orli Szpon mówił właśnie o tym miejscu, czy może o jakimś innym. Tafla niemalże idealnie spokojnej wody wzbudziła w nim... Szacunek? Ale również i niesamowitą ciekawość, przez którą postanowił zignorować wszelkie czerwone światełka, które wariowały w jego główce i podszedł bliżej brzegu.
Ciekawość zabije tego kota...
Stał tak nad jeziorem, obserwując swoje odbicie (które też w sumie widział po raz pierwszy???), aż silniejszy podmuch wiatru nie sprawił, że kawałek suchej gałązki odczepił się od reszty drzewka i spadł dokładnie w sam środek Księżycowego Jeziora, wzburzając je. Instynktownie jego futro się zjeżyło, zaś z jego pyska wydał się niski syk. Jednak nie odsunął się a, wręcz przeciwnie, pomału wysunął łapę do przodu i dotknął wodę. Delikatnie, praktycznie ją tylko musnął. - Jak głęboka jesteś... - Uciekło mu z pyszczka, zgubiony w swoich myślach.
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXW okolicy polował Niedźwiedzi Ryk, znaczy, huh, miał raczej przerwę w łowach, którą postanowił wykorzystać na zmienienie terenu na bardziej podmokły, dlatego skierował swoje kroki w okolice Księżycowego Jeziora, mając nadzieję, że zwierzyna w jego pobliżu nie zorientowała się o obecności potencjalnego zagrożenia. Większą uwagę przykuł jednak terminator siedzący i dumający nad taflą jeziora. Wprawdzie Niedźwiedź nie usłyszał jego słów, ale podszedł do młodzika żwawo, trzymając ogon na równej linii z grzbietem. XXXX– Hej, Kłująca Łapo, co rrobisz? – zagaił. Wyglądało to tak, jakby przymierzał się do łowienia ryb, ale czy Burzowe Echo mogła to potrafić, aby przekazać tą wiedzę kocurowi? Wątpił, bo w sumie to chyba niewiele Cienistych posiadało takie umiejętności, były one raczej rzadkie, o wiele popularniejsze u ich rybolubnych sąsiadów.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 95 Mistrz: Burzowe Echo Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Trwałe urazy: user // półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym
[Wysoki, obecnie chudy i nie posiadający wyraźnych mięśni, lynx point z białymi skarpetkami na łapkach, niebieskie ślepia, różowy nosek, ładny pyszczek, "pieprzyk" na prawym pasiaku, półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym]
[towarzyski, pewny siebie, emanuję aurę nieobecności, lekkoduch, żyje w swoim świcie, skłonności do złośliwości, chętny do zabawy i przysparzania kłopotów, nietypowy, chwilami intensywny]
Ciemne ucho drgnęło, kiedy coś za nim zaszeleściło. W pierwszej chwili pomyślał, że był to jedynie szmer pobliskiej zieleniny i nic więcej. Był więc gotów to zignorować i kontynuować swoje sprawy, jednak po porządnym wsłuchaniu się, zdał sobie sprawę, że odgłosy nie były przypadkowe. To były kroki. Terminator odwrócił więc łepek i zaobserwował kto się do niego zbliża. Dostrzegł niższego niż on łaciatego kocura. - Oh, ja... - Zaczął, jednak nie wiedział, jak odpowiedzieć starszemu. Zerknął kątem oka na taflę wody, po czym znowu na kocura. Zmarszczył delikatnie nosek i uśmiechnął się pogodnie. - Eksploruje. Wiesz, jak to jest jako kociak nie możesz wychodzić z obozu i takie tam. A warto znać nasze tereny, no nie - rzucił luźnie, wstrząsając żwawo mokrą łapką. - Szczególnie, kiedy ojciec wymaga, żebym za niedługo wychodził z nim na polowanie i patrole. Ty też tak miałeś, Niedźwiedzi... Ryku? Dobrze pamiętam? - Zapytał bez ogródek wojownika od siedmiu boleści. Drzazga zwykle miał dobrą pamięć do imion, ale nawet i tym najlepszym zdarzy się zapomnieć.