sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Kotka wstała dość szybko. Nie zareagowała żadnymi słowami... Zastanawiałem się, czy zaraz po prostu nie dostanę od niej w pysk, za tak brawurowe zachowanie. Zamiast tego nagle usłyszałem plusk wody. Wstałem szybko, po czym zacząłem obchodzić ten kawałek brzegu, węsząc uważnie w poszukiwaniu zapachu Sen.
- No i gdzie jesteś teraz, co? Nienasycony cię wciągnął? - zapytałem, pół żartem a pół na serio. Wszedłem przednimi łapami do wody, po czym nachyliłem się mocno, chcąc wyczuć intensywniejszy zapach Sen, albo usłyszeć pluski wody. Wszedłem jeszcze nieco głębiej, jednakże nie mogłem stracić gruntu pod łapami. O ile nie wymagała tego sytuacja!
Starała się nie otwierać oczu w wodzie. Nie widziała niczego. Czuła tylko wokół siebie samą wodę. Wynurzyła się powoli, tylko głowę. Była dalej od brzegu. Widziała jednak, jak Mętna Woda wchodzi do jeziora. Po raz kolejny zanurzyła się w wodzie i podpłynęła do kocura.
Wynurzyła się tuż przed nim, łapami owijając jego szyję, jak przy przytuleniu.
- Weź wdech - szepnęła mu na ucho. I nie oczekując nawet, czy weźmie ten wdech, czy nie... Wciągnęła go do wody.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Usłyszałem chlapnięcie wody, a zaraz potem poczułem łapy wokół szyi. Przez chwilę ogarnął mnie strach - Nienasyceniec. Naprawdę wciągał koty do wody. Najpierw wciągnął Sen, a teraz wciągnie mnie. Stałem jak sparaliżowany... dopóki nie usłyszałem głosu jak ze snu i nie poczułem ciepłego podmuchu na uchu. Zrobiło mi się ciepło pod futrem przez to, jak blisko siebie się znaleźliśmy. Zaraz jednak wziąłem wdech, dosłownie chwilę przed tym, jak zostałem wciągnięty do wody.
Pod wodą było cicho. Jedynie szum wody. Czułem jednak ciepło Sennej Mary. Starałem się zapanować nad paniką, jaka chciała mną ogarnąć. Przednimi łapami objąłem Sen, aby mieć punkt zaczepienia. Kiedy zaczęło mi brakować powietrza, wynurzyłem się ponad powierzchnię wody. Dalej czułem dno pod łapami - chociaż bardziej to paluszkami łap, ale nadal dość stabilnie.
- Czyli spotkałem swojego nienasyceńca. - zamruczałem, kiedy usłyszałem plusk wody. Miałem nadzieję, że to Sen się wynurzyła, a nie, że mówiłem do siebie. Zaraz potem uderzyłem jedną z przednich łap o wodę, aby rozchlapać ją na boki - i ponownie na kotkę.
Trzymała go mocno, nie pozwoli mu utonąć. W końcu to przez nią znalazł się pod powierzchnią, trudno, że specjalnie. Wokół wszechobecnej ciszy, gdzie towarzyszył jedynie wodny szum, czuła oplatające ją silne łapy. Przez chwilę sama myślała, że to jakieś brednie i to Nienasyceniec. Ale czy ta zjawa potrafi przybrać postać znanej osoby? Wątpiła w to. Plus raczej zjawy są zimne. Ona czuła jedynie dobiegające z drugiego ciała ciepło.
Gdy Mętna Woda zaczął się wynurzać, poszła jego śladem. Powoli kończyło jej się powietrze i nie chciała naprawdę się utopić. Zaśmiała się, gdy usłyszała jego słowa.
- A skąd wiesz, że nie jestem prawdziwym Nienasyceńcem? - spytała. - Hej! - krzyknęła, gdy kolejny raz dostała z wody. Sama wykonała ten sam ruch, ochlapując kocura.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Nienasyceńce raczej nie pachną tak ładnie. I nie są ciepłe - zaśmiałem się, jednocześnie czując ponowne ciepło, rozpływające się po całym moim ciele. Sądząc po jej reakcji, to trafiłem ją wodą. Sam jednak również niespodziewanie oberwałem! Wyplułem to, co wpadło mi do mordki.
- Aha, czyli tak? Dobrze więc, Senna Maro, to jest czas na bitwę w Księżycowym Jeziorze! - zrobiłem parę kroków w przód, aby wreszcie poczuć dno całą łapą. I wtedy też skoczyłem do góry, chcąc ponownie ochlapać Sen... I zacząć biec w wodzie jak najdalej od niej, aby mi nie oddała! Cały czas trzymałem się jednak miejsca, gdzie czułem grunt całymi łapami.
Na dźwięk jego słów, serce zabiło jej mocniej. Huh? On tak na serio? Poważnie? Sen jednocześnie chciała zapaść się pod ziemię i eksplodować. Ale na ucieczkę było już za późno. I nie chciała tego robić. Spędzanie czasu z kocurem, rozmowy z nim... Dawały jej swego rodzaju ukojenie przed całą tą klanową aferą.
Usmiechnęła się, gdy kocur po raz kolejny ją ochlapał.
- Ha! Szykuj się, Mętna Wodo! - miałknęła głośno, ruszając za nim. Próbowała brnąć w wodzie, ale było to za wolne. Jakoś rozpędziła się później, naśladując Dęba, a gdy była wystarczająco blisko, znów go spróbowała ochlapać.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Nie wygrasz tak łatwo! - miauknąłem, uciekając przed Sen. W pewnym momencie mnie dogoniła, a ja znowu zostałem ochlapany. Zaśmiałem się, chcąc ochlapać kotkę po raz kolejny.
I tak przez dłuższy czas ganialiśmy się w wodzie. Wszystkie troski odeszły chociaż chwilowo ode mnie, jednakże nie mogło to trwać wiecznie. Robiło się zimniej, zakładałem, że niedługo miała nadejść noc. Musieliśmy się więc zebrać i wrócić do obozowej rzeczywistości i tragedii, do jakiej doszło w tamtym miejscu.
Chociaż zdecydowanie wolałem zostać z Sen i nie musieć o tym wszystkim myśleć.
Ganiali się tak w wodzie jeszcze parę pięknych długich chwil, gdy w końcu wyczerpanie dało o sobie znać. Sen powoli wróciła na ich miejsce, tam, gdzie siedzieli na początku. I odetchnęła głęboko, wdychając zimne powietrze. Wzdrygnęła się. Byli cali mokrzy, on i ona. Oby tylko nie zachorowali... Medycy już i tak mieli dużo na głowie.
- Lepiej wracajmy - szepnęła tylko, patrząc na swoje odbicie. Pysk wykrzywiony w prawdziwym uśmiechu, oczy iskrzące się na zielono pod wpływem radości. Emocje? Niedopisania. I to wszystko zasługa Mętnej Wody, który zrobił jednocześnie tak mało, ale też wiele.
//zt
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Przechadzałem się po terenach Klanu Cienia. Z tego co wiedziałem, to powoli nadszedł zmrok. Zastanawiałem się, czy spotkam Senną Marę w pobliżu Księżycowego Jeziora. Chciałem ją spotkać. Polubiłem ją bardzo, cały czas słyszałem jej głos w mojej głowie.
Teraz jednak chodziłem dookoła jeziora.
Księżyce: 51 Płeć: kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: blizna przy lewym oku, ból, męty i zaburzona głębia widzenia w lewym oku Urazy mechaniczne: -1Zm na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 51 Płeć: kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: blizna przy lewym oku, ból, męty i zaburzona głębia widzenia w lewym oku Urazy mechaniczne: -1Zm na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Pod względem wielkości i budowy, Mszar nie wyróżnia się w żaden sposób od przeciętnego kocięcia. Nic nie wskazuje także na to, by miało się to zmienić w przyszłości – wyrośnie prawdopodobnie na kota średniej wielkości i takiej również budowy. Całe jego ciało pokrywa krótkie, miękkie futerko, co również nie należy do cech szczególnych – jednak jego umaszczenia zaczyna się już nieco wyróżniać. Jego podstawę stanowi całkiem klasyczny dla klanu Cienia bury odcień poprzecinany dość grubymi, czarnymi tygrysimi pręgami, w sporej części przykrytych bielą. I to te właśnie białe znaczenia układają się w sposób dość rzadko spotykany. Pokrywają szczególnie oba boki kociaka, gdzie zajmują ich większą część, tworząc nieregularne łaty spod których gdzieniegdzie widać fragmentu prawdziwego umaszczenia. Biały jest także w zdecydowanej większości brzuch Moczara, a mniejsze plamy tej samej barwy można zauważyć również na jego czole, pod oczami oraz na prawym policzku, gdzie tworzy się dłuższa, jasna smuga. Poza tym, na reszcie głowy, ogonie oraz łapach można oglądać już niezakryte niczym burą sierść, potwierdzającą czyim dzieckiem jest. Dość istotnym elementem są także oczy kociaka, póki co jeszcze szaroniebieskie, dziecięce, ale całkiem niedługo zaczną wybarwiać się na złotobrązowe.
Podczas gdy całkiem spora część jego rodzeństwa domaga się uwagi rodziców oraz całego świata, Mszar woli trzymać się gdzieś z tyłu, próbując nie zwrócić na siebie zbyt dłużej uwagi. Należy do kociaków dość cichych i spokojnych, starających się zwykle unikać konfliktów, jeśli jest to tylko możliwe. Jak na syna kotów tak potężnych jak Psia Gwiazda i Grząskie Bagno, nie ma także zbyt ambitnych planów na przyszłość – myślenie o tym, że w przyszłości miałby zostać jednym z najpotężniejszych wojowników, napełnia go raczej niepokojem niż radością. Dlatego ucieka od świata w zastanawianie się nad sprawami zupełnie innymi, marzeniami odległymi i zwykle niemożliwymi do spełnienia. Często skupia się na tych wyobrażeniach na tyle mocno, że sprawia wrażenie nieobecnego, ignorującego rzeczywisty świat wokół niego. Mimo wszystko, stara się być posłusznym synem swoich rodziców, bo absolutnie nie chciałby ich zawieść i nawet, jeśli uznaje, że najlepszy nigdy nie będzie, wolałby nie stać się tym najgorszym. W kontaktach z innymi kotami, lubi przede wszystkim słuchanie opowieści – o dawnych czasach, o Gwiezdnych, dalekich miejscach, właściwie o wszystkim, co nie jest aktualnym życiem Mszara.
Krążyłem, nie wiedząc do końca gdzie idę. Czy to był już ten moment, by odejść? Niby nic mnie nie zatrzymywało, a jednak miałem jakieś przeczucie, że i teraz nie miało się to wydarzyć? Czy oznaczało to coś dobrego, czy wręcz przeciwnie? Tego jakoś nie potrafiłem stwierdzić, ale udałem się w okolice Księżycowego Jeziora.
To zawsze było przyjemne miejsce. Teraz już nie tak straszne, jak wtedy gdy przychodziłem w te okolice będąc młodszym i szukając duchów. Czy to oznaczało, że teraz nie wierzyłem już w ich istnienie? Nie. Jednak wydawały się być mniej niebezpieczne niż wszystko, co widziałem już w obozie własnego klanu.
Przystanąłem na moment, słysząc, że nie jestem jedyny w tej okolicy. Jednak szybko zorientowałem się, że w tym przypadku nie oznaczało to niebezpieczeństwa. - Mętna Wodo, co cię tu sprowadza?
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Zamarzło, nie?
Sprawdził ogonem, łapą, palcem, głową nawet i niby wszystko leżało, jak trzeba. A on swoje ważył, chudy byk był, nie? Nie pęknie przecież.
A one duże wystarczająco. A co, wyjdą na chwilę, świata zobaczą, zabawa to nie grzech, nie? Bajorko nie pytał, bo co ojciec będzie o zgodę błagać. Zabrał pędraki i już. Na lodowisko. Fajnie będzie.
Orientalny, długowłosy czarny szylkret point. Biel na dwóch palcach przedniej prawej łapy i nieco pod dolną wargą. Niebieskie oczy. Przeciętna wielkość.
Dziecko, które lubi przygody zdecydowanie bardziej od myślenia.
To był absolutnie najlepszy dzień w dotychczasowym życiu Grzebiuszki-Tęgoryjca. Nie dość, że tata zabrał ich poza obóz (co od ostatniej ceremonii wydawało się być absolutnie wymarzonym miejscem, do którego koniecznie powinna trafić), to jeszcze zabierał ich zrobić coś absolutnie wspaniałego. Więc o ile przy samym wyjściu na zewnątrz była cicho, żeby nikt się o ich planie nie dowiedział, to przez resztę drogi już chętnie rozmawiała o wszystkim, co widzieli wokół i co mogli zrobić już niedługo.
Aż w końcu dotarli na miejsce, a przed nią rozciągnął się najpiękniejszy obraz, jaki tylko mogła zobaczyć. Nie było na co czekać, jezioro wyglądało wspaniale i już nic nie mogło powstrzymać jej przed skorzystaniem z oferowanych tu atrakcji. - Będę pierwsza! Łiiiiii! - Pisnęła, wbiegając z pełną szybkością na taflę lodu pokrywającą wodę przy brzegu, spodziewając się, że i inni ruszą zaraz za nią.
Po pierwsze — wysoki, po ojcu, wiadomo. I to by było na tyle. Nie jest ani niesamowicie chudy, ani w drugą stronę, jest... zwyczajny.
Ale oh, jaki Orka, Łotrzykiem zwany, jest piękny! O długim, białym futrze, które przyciemnione jest na pysku, łapach oraz ogonie, poprzecinane klasycznymi pręgami (czarny pręgowany colourpoint), z delikatnie jaśniejszym, szarawym nalotem na grzbiecie, ciągnącym się od końca karku aż do ogona. Mordka, ta piękna mordka... pyszczek ubarwiony ma bielą, która łączy się ze strzałką przebiegającą między jego oczami, z mniejszą czarną plamką po prawej stronie nad nosem. Istny syn mamusi, widać! O, a żeby nie zapomnieć, paluszki przednich i tylnych łap są także białe.
A te piękne oczy, z których mu jakże mądrze patrzy!, są póki co koloru niebieskiego — w przyszłości wybarwią się na jasnoniebieski kolor. Śliczna mordka, zawsze przyozdobiona głupkowatym uśmiechem, co by nie było nudno.
Ktoś kiedyś zaśpiewał "pokazuje palcem, masz paprykarz albo sos, a gdy pochylasz łeb, to cię wtedy pstryka w nos" — piosenka była ta prawdopodobnie napisana o samym Orce Łotrzyku, bez wątpienia.
Głup, żartowniś, od razu widać, czyj syn. A do tego boleśnie szczery, całkowicie niezłośliwie! — jeśli odstaje ci jakiś kłaczek, wypomni ci to na głos, jeśli krzywo staniesz, również to skomentuje. Nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś mógłby oburzyć się o takie komentarze: w końcu mówi, jak jest, więc dlaczego druga strona miałaby się denerwować? Jak krzywo układa ci się ucho, to tak właśnie jest, po co miałby kłamać, że stoi prosto, nie? Taki już jest. W razie czego pocieszyć też nie potrafi, gdyby po jego słowach zrobiło się przykro: "No już, nie płacz, ubrudzisz sobie futro smarkami i będziesz wyglądać tylko gorzej", powiedziałby. I prawdopodobnie pogorszyłby tylko sytuację. Taki już jest.
Twórca niestworzonych historii, plotek i fanaberii — a tu czasem skłamie dla zabawy, a tutaj, żeby zobaczyć reakcję drugiego kota, ot co, dla frajdy i rozrywki. Swojej własnej, oczywiście.
Coś tam Spopielona Gwiazda klaskała im nad uchem, że nie wychodzić, że jeszcze będzie czas. Ale czekanie było dla FRAJERÓW i CIAMAJD. Był duży, no, na tyle, żeby rzeczywiście lodu pod sobą nie ukruszyć i nie wpaść do lodowatej wody, znaczy się. Zgrabny był, powabny, jeszcze do tego mądry... Ah, full wypas, ma się wiedzieć!
A jak ojciec gdzieś zabierał, to Orka głupi byłby, gdyby nie skorzystał.
Kiedy Tęgoryjec ruszyła na lód, to Łotrzyk zaraz za nią, a co, miał być gorszy? Nie ma szans. Czy pierwszy, czy drugi, nieważne — teraz skupił się na tym, jak fajnie będzie POŚLIZGAĆ się po LODZIE.
- A powiedziałeś o tym chociaż mamie? - szepnęła w kierunku Spalonego Bażanta, gdy wymykali się z obozu. To nie był dobry pomysł, zwłaszcza po ogłoszeniu Spopielonej Gwiazdy, ale na koniec dnia Krewetka ufała tacie. Był drugim największym bohaterem w jej życiu, zaraz po mamie: jeśli już łamali zakaz, to miała nadzieję, że będzie warto, i jeśli już łamali zakaz, to miała nadzieję, że Błękitne Bajorko chociaż o tym wie. - Żeby się nie martwiła, gdzie zniknęliśmy!
Świat był piękniejszy, niż przypuszczała. Czy zawsze było tak biało, czy zawsze cały świat spowijała warstwa białego puchu? Było jej zimno w łapki i musiała stawiać wielkie kroki aby nie zniknąć pod śnieżnymi zaspami, ale jak się okazuje, wystarczyło stawiać wielkie kroki tam, gdzie łapy stawiał Spalony Bażant. Przecierał szlak, a Krewetka z wielką chęcią za nim podążała, rozglądając się po lesie, chłonąc wszystkie nowe bodźce.
Gdy dotarli do Księżycowego Jeziora, jakiekolwiek wątpliwości jakie mogła czuć wobec tej eskapady wyparowały jak zły sen. Wielki, pełen radości uśmiech pojawił się na szczurzym pyszczku Krewetki, gdy zaczęła gonić Grzebiuszkę, gdy zaczęła biec w kierunku skutego lodem jeziora. - To nie wyścigi, Tęgoryjec! - roześmiała się, wskakując na lodowisko i, zaskoczona niesamowicie niską temperaturą lodu jak i ogromnym poślizgiem w jaki wpadła, wywinęła kozła na tafli jeziora. - UF!!!
XXXXXXXXX XXXXXXXXX TRUST ME Illbetheone Whofightforyouwhenthingsgowrong TRUST ME Illneverletyou down Letyoudown!
Urodzona jako ostatnia z miotu, zatem też nieprzyzwoicie mała. Może nie chorobliwie, ale na tyle, że przypomina rozedrganą, głośną pchłę. Została nazwana zdecydowanie do pary ze swoją siostrą, Delfin, i tak jak ona, dumnie nosi tygrysie, czarno-rude szylkretowe colourpoint, długie futerko. Pierś, brzuch i przednie łapy kotki są całkowicie białe, tylne jedynie do pięt. Prawdziwy majstersztyk zaczyna się dopiero na pyszczku. Gdyby nie znaczenia, widać byłoby symetryczne połowy: prawą rudą, lewą zupełnie czarną. Biel zalewa jednak niemal cały nos, tworząc strzałkę prosto do czoła, łapiąc przy okazji całe lewe oko. Ciemna zostaje jedynie mała plamka na policzku i brew. Nos kotki jest intensywnie różowy, z paroma piegami. Oczy, za kociaka szare, w przyszłości wybarwią się na jasny błękit. No, oczywiście, Delfin i Rekin nie są AŻ tak podobne. Dzieli je jedna, zasadnicza cecha. Rekin, hm... odziedziczyła orientalną urodę po tacie. Wielkie uszy i piękny, równie wielki, nos. Aż żal nie popatrzeć! No dobrze, dwie cechy - jest brudasem. Ale kto by się przejmował tym całym futrem...
Czy Rekin naprawdę pochodzi z Klanu Cienia? Czy może ktoś ją podrzucił? Pośród ponurych, aroganckich gburów, rozwrzeszczane, radosne kocię z miastową nutą wydaje się być nie na miejscu. Ale nie ma się co przejmować, nie? W końcu znieśli jej ojca, to ją też jakoś przełkną. Nie jest jakaś specjalna, zwyczajnie rozhuczana i ciekawska wszystkiego dookoła, zupełnie jak każdy w tym wieku. Może trochę bardziej złośliwa, wybiera sobie ofiary spośród kotów, które zawadziły jej lub jej bliskim.
Największym problemem z Rekin jest to, żeby do niej dotrzeć (i mowa tu o faktycznym docieraniu, o próbie doprowadzenia jej do słuchania, uświadomienia w jakiej jest sytuacji i co właśnie robi drugi kot), trzeba się przez to rozhuczenie przedrzeć. W końcu całkiem trudno jest skupić się na innych, gdy samemu jest się największą osobą w pomieszczeniu.
Storczykowa Rabatka, Pląsająca Łapa [cien]
Rekin, jak to Rekin - wszelkie nowe ustawy i rozporządzenia przelatywały jej nad głową, jak wróble w powietrzu. Niby ktoś tam coś mówił, był jakiś harmider, trochę rabanu, ale co mogło ją to obchodzić! Robiła swoje i tyle. Nie będzie się pchać do polityki jako przedszkolak przecież... Poza tym, nie będzie zadawała żadnych pytań, bo jeszcze wyjdzie na to, że wiedziała, a nabroiła. Lepiej było nie wiedzieć, udawać głupa, zasłaniać się wiekiem. Proste i logiczne. Śnieg chrupał pod łapami, zbijając się w twarde śnieżki na długim futrze kotki, a ona sama czuła, jak z każdą chwilą robi się coraz bardziej gorąco. Nie do końca potrafiła powiedzieć, czy przez dodatkowy ciężar, czy może narastającą irytację - ha, w dodatku z czasem jej zęby zaczęły zgrzytać równie głośno, co puch.
Zmrużyła oczy, patrząc na wywijające fikołki rodzeństwo. Amatorszczyzna. Co, pozamieniali się na nogi z rybami? Jakby mieli jeszcze mleko pod nosem! Weszła pewnym krokiem na taflę, w pierwszym odruchu chwiejąc się do tyłu, jednak, o jeny, dzięki Gwiezdnym, bo to byłaby kompletna klapa i porażka wizerunkowa, utrzymała się w pionie, może od czasu do czasu dygając nerwowo na boki. Po to miała cztery łapy, żeby się nie wywracać. Proste!