- To postanowione - uśmiechnęła się. Z tyłu łba jednak zapaliła się jej lampka. Chociaż to może bardziej był cień niepewności? Czy przekazał najpierw informacje o zmianie imienia swojemu rodzeństwu? Myślała, że tak. Ale... Czy spędzałby z nią teraz czas, gdyby tak było? - A... Dębie, em... Dębowa Korono, podzieliłeś się już nowiną z rodzeństwem? - dociekła spytać.
Grząskie Bagno, a raczej Wartki Potok. Kiedyś znacznie dalsza, co zaczęło się naprawiać krótko przed śmiercią Psa, a teraz... Mama. Oh, tak bardzo Sen jej brakowało. Przytaknęła Dębowi wesołym pomrukiem, poprawiając siad.
- Bardzo się cieszę. Wiesz przed tym wszystkim, nie byłam z nią jakoś blisko. Dopiero później, gdy klan stawał się coraz bardziej zepsuty, gdy przez niego... - wypuściła słowo z warknięciem. - Straciła wzrok w prawym oku, odwiedzałam ją. Poznawałam na nowo. Później odeszła, przeganiając drapieżnika z terenów klanu. Wtedy... - zamilkła na moment, starając się dobrać odpowiednie słowa. - Dzięki tobie nie zostałam cieniem samej siebie - powiedziała ciszej, starając się schować pysk w swoim futrze na szyi. Czy w Porę Nagich Drzew zawsze znikąd jest tak gorąco? Odchrząknęła. - I uhhh... W końcu wróciła. Tak. Cieszę się niezmiernie - wybełkotała, czując się jak młody terminator, albo nawet mały kociak.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Zamruczałem na znak aprobaty. Skoro mogłem spędzić z Senną Marą nieco więcej czasu - i to w słusznej sprawie! - to nie zamierzałem sobie samemu ucinać takiej możliwości.
- Nie. Jesteś pierwsza. W ogóle... Pierwsza. Ze wszystkich - miauknąłem, nawet nieco... zawstydzony? Nie wiedziałem, czemu miałbym się czuć zakłopotany z tego powodu, jednakże jakby nie było to faktycznie, ją wybrałem jako pierwszą w ogóle. Nadal uważałem jednak, że była to właściwa decyzja. Zimna Krew dowie się następny.
Wysłuchałem w ciszy słów kotki, po czym przybliżyłem się do niej. Trąciłem ją delikatnie nosem, aby nieco podnieść ją na duchu.
- Cieszę się, że pomogłem. I że twoja matka wróciła do Klanu Cienia. Po zmianie imienia zapewne również nieco odżyła. To jakby urodzić się na nowo.
Z początku do niej nie dotarło, co powiedział, jednak potem zerknęła na niego zaskoczona. Powiedział jej... I tylko jej. Na razie.
- Oh... - wyrzuciła z pyska. Było jej... Bardzo miło. Nie spodziewała się, że ona pierwsza, no poza Spopieloną Gwiazdą i samym Dębem, pozna jego nowe imię. Do tego nie umiała nazwać uczucia, które zaczęło coraz częściej dawać o sobie znać, gdy tylko była blisko niego. Gdy robił tak małe rzeczy, które jednak stawały się ważne. Czuła się dziwnie, ogon drgnął jej nieznacznie, a wzrok podążył na horyzont.
- Zdecydowanie - odpowiedziała krótko. Kłębek pary opuścił jej nozdrza, gdy odetchnęła, powoli wzbijając się do góry. Wiatr zawiał nieznacznie, niosąc powiew mroźnego powietrza. Przysunęła się nieznacznie do Dębowej Korony, wmawiając sobie, że jest strasznie zimno. Tak, na pewno.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Czułem, że przybliżyła się do mnie. I podobało mi się to. Sam nie odważyłem się skrócić dystansu między nami jeszcze bardziej, a po prostu postanowiłem cieszyć się jej obecnością. Nie przerwałem ciszy między nami, ponieważ nie czułem się z nią niezręcznie. Wręcz podobało mi się to, że możemy ze sobą dzielić także te milczące chwile.
Spędziliśmy nad jeziorem jeszcze trochę czasu, jednak trzeba było się zbierać i - ku mojemu wewnętrznemu niezadowoleniu - wracać do obozu.
xxxxKrewetka bardzo rzadko wychodziła z obozu sama. Lubiła towarzystwo innych, gdy chciała iść na spacer zawsze wyciągała czy rodziców, czy siostry, Ciemnego Kolca... kogokolwiek. Ale dziś pokusiła się o samotny spacer. Miała nadzieję zebrać trochę stokrotek dla mamy, dreptała radośnie przed siebie, nie za bardzo patrząc gdzie ją łapki zaprowadziły. A zaprowadziły... nad Księżycowe Jezioro. Zerwała kolejne kwiatuszki, zbierając już ladny pęczek. Ale mamie się spodoba! ♡
XXXXXXXXX XXXXXXXXX TRUST ME Illbetheone Whofightforyouwhenthingsgowrong TRUST ME Illneverletyou down Letyoudown!
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Nikt nie spodziewał się Martwej Duszy.
Odkąd ostatni raz widziano go na terenach Klanu Psiej Gwiazdy, kocur niewiele spał. Myślał. Szukał wsparcia. Kotów. Planował najgenialniejszy atak i najcudowniejszą zbrodnię, która pomogłaby postawić legację jego ojca na proste łapy. Aktualnie, jak spoglądał się patrolom granicznym z dystansu, rządziło tu bezprawie i słabość. Stało się dokładnie to, czego obawiał się Glina. Cieniści upadali. Stawali się słabi, wrażliwi. Zaprzepaszczali szansę na potęgę, marnując całe poświęcenie wszystkich pokoleń.
Martwa Dusza był członkiem Klan Cienia. Był Wiernym Cieniem. Dbał o to, by jego dom stał długo, nawet, jeśli oznaczało to używanie drastycznych środków. To ojciec pokazał mu, że tylko przemocą można było coś zmienić, a tylko strach mógł sprawić, że mięczacy stawali się twardzi. Takie prawa rządziły światem kotów i żadne inne.
Kocur znał na pamięć godziny patroli i całe rozległe tereny Klanu Cienia. Wiedział, jak maskować zapach i za jakimi krzewami się kryć, o jakiej godzinie przyjść, by nie zastać patrolujących.
Glina wkradł się na tereny niewiele po popołudniowym patrolu. Większość kotów integrowała się wówczas w obozie, a więc miał prostą drogę do serca terenów. Uważnie przeczesywał teren, kryjąc się za krzewami, gdy jego oczy natrafiły na obcą mu kotkę. Musiała być młoda. Bardzo młoda. Beztrosko zbierała kwiaty i była nimi zainteresowana.
Zakradł się za drzewo i czekał, aż kotka całkowicie pochłonie się zajęciem. Upewniwszy się, że jego atak będzie płynny, wyskoczył z kryjówki. Błyskawicznie wysunął pazury i wybił się z tylnych łap. Chciał zaatakować ją w oczy, rozedrzeć ją, oślepić.
Psia Gwiazda musiał trwać wiecznie. A to wymagało ofiar.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Taki mały, bezbronny cel. Trafienie go powinno być drobnostką dla groźnego, przerażającego samotnika, prawda? Najwyraźniej nie miało być tak łatwo. Czy przynajmniej kocur źle wymierzył odległość i zamiast przejechać pazurami prosto po jej oczach, ledwo zdołał zahaczyć terminatorkę.
Ślad, który na niej pozostawił był nie większy niż coś, co mogłoby powstać na jej skórze gdyby zamiast polnych kwiatów zbierała kolczaste róże. Coś jednak z pewnością się zmieniło - teraz kotka była już w pełni świadoma tego, że niebezpieczeństwo znajdowało się tuż przed nią. A kolejny atak miał nadejść już z bliższej odległości.
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Glina... No cóż. Najadł się wstydu.
Spodziewał się, że kotka będzie łatwym celem, ale rzeczywistość okazała się inna. Musiał wyjść z wprawy walki, odką zniknął z terenów Klanu. Albo cokolwiek innego, co wyjaśniałoby, dlaczego poszło mu tak kiepsko.
Przez myśl kocura przebiegło, że może jednak Klan wrócił na dobre tory i w rzeczywistości uczono walki profesjonalnie, dlatego tak łatwo umknęła jego pazurom. Ale czy wtedy wówczas jego imię nie byłoby rozsławione, jako syna najlepszego przywódcy?
Martwa Dusza charknął i zamachnął się łapą tak, by zepchnąć grudy piachu i błota prosto w oczy kotki. - Mów, kto jest u was przywódcą, nim cię zabiję! - Warknął, po czym ponownie rzucił się tam, gdzie wcześniej. W jej oczy, chcąc dotkliwie zranić je pazurami.
xxxxZebrała kolejna stokrotkę do kolekcji. Och, była taka piękna! Jeszcze młoda, co wiedziała od mamy, bo miała na końcu płatków lekki, różowiutki odcień. Nie mogła się doczekać, aż podaruje swój bukiecik Błękitnemu Bajorku! Uśmiechnęła się na tę myśl pod nosem i wtedy...
xxxxI wtedy usłyszała świst.
xxxxOdsunęła się w tył przerażona, nie do końca wiedząc co się dzieje. Wypuściła kwiatuszki z pyska, a te rozsypały się dookoła niej. To cud, że zrobiła krok w tył w swojej niewiedzy - dzięki temu wielkie, lśniące pazury przesunęły się po jej sierści, nie raniąc jednak skóry. Przez chwilę nie rejestrowała otoczenia, zupełnie nie rozumiała w jakiej znalazła się sytuacji... aż jej wzrok nie wyostrzył się, dzięki czemu spostrzegła większego od niej, masywnego kocura. Wściekłego. Obcego. Agresywnego. Jej sierść uniosła się do góry, a serce podskoczyło do gardła z czystego przerażenia. Nie... nie rozumiała... Dlaczego? Dlaczego ją atakował? Dlaczego tak krzyczał? Czego od niej chciał...? xxxxZadał pytanie. Nie mogła... nie mogła mu odpowiedzieć... to obcy, nieznajomy, intruz. Musi się go pozbyć, przegonić. Nie mogła mu zdradzić takich... takich informacji. On był zły. Ten kot był zły. Zacisnęła zęby. Nie chciała mu powiedzieć. Nie powie. Nic nie powie. Jej oczy zaszły się łzami, gdy ten ponownie uniósł łapę. Musiała odskoczyć, uniknąć. Ćwiczyła to z Ciemnym Kolcem, była mistrzem w unikaniu. Mogła uskakiwać, uciekać, mogła uniknąć ciosu. Ale Spieniona Łapa stała. Stała w miejscu, nie ruszyła się pomimo, że widziała wyraźnie przed sobą ostre pazury skierowane w jej stronę. Nie ruszyła się. Nie umiała. Jej głowa krzyczała, by uciekała - ale nie umiała. Stała jak sparaliżowana. Sparaliżowana strachem, przerażeniem, nie potrafiła przełknąć tego palącego uczucia. Była sama, mała. Bezradna. Ale nie odpowie mu na pytanie. Nie zdradzi swojego Klanu. Nie naśle na nich kłopotów.
XXXXXXXXX XXXXXXXXX TRUST ME Illbetheone Whofightforyouwhenthingsgowrong TRUST ME Illneverletyou down Letyoudown!
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Nawet nie próbowała uciekać. Kim by był, gdyby nawet teraz nie był w stanie zadać jej prawdziwej rany? Czy ktoś taki mógłby kiedykolwiek jeszcze nazwać się wojownikiem, a co dopiero synem Psiej Gwiazdy?
Martwa Dusza wykorzystał swoją szansę, żeby pokazać, że jednak coś potrafił. Jego pazury spadły na pyszczek Spienionej Łapy, przecinając jej skórę głęboko, przechodząc przez bok jednego z jej gałek ocznych. Gratulacje, zranił dotkliwie bezbronną terminatorkę, teraz już mógł być z siebie dumny.
Krewetka: lvl: 1 | S: 1 | Zr: 12 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 68-23=45/70 | W: 30
celność obniżona o 2 przez ranę oka
> rana 0. stopnia: niewielkie zadrapanie między oczami
> rana 2. stopnia: rana uszkadzająca prawe oko (w pierwszej kolejce -5HP, w kolejnych po 3HP)
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Wreszcie.
Glina uśmiechnął się zadowolony z tego, co mu się udało. Oślepił kotkę. Teraz była bezbronna i mógł ją wykończyć, jeśli tylko by sobie tego życzył. Czy chciał się jej... Pozbyć? Nie wiedział tego. Ale biorąc pod uwagę, że widząc wroga, nie podjęła ataku, tylko uległa strachowi, raczej należało z nią skończyć. Tak zrobiłby jego ojciec.
- Gadaj! - Warknął, strzepując z pazurów resztkę krwi.
Glina błyskawicznie przystąpił do następnego ataku. Nie zależało mu na uszkodzeniu jej gardła, bo potrzebował wydobyć od niej informację. Dlatego z wysuniętymi pazurami rzucił się na jej brzuch. Chciał go dotkliwie zranić, zaatakować. Potrzebował osłabić ją jeszcze bardziej.
Księżyce: 26 Mistrz: Kozia Gwiazda Płeć: kocur Matka: Śpiewający Raniuszek [NPC] Ojciec: Biały Kruk [NPC] Trwałe urazy: duża blizna po ugryzieniu lisa na lewym barku; blizna po lisich zębach na prawej łapie
Księżyce: 26 Mistrz: Kozia Gwiazda Płeć: kocur Matka: Śpiewający Raniuszek [NPC] Ojciec: Biały Kruk [NPC] Trwałe urazy: duża blizna po ugryzieniu lisa na lewym barku; blizna po lisich zębach na prawej łapie
Masywny, duży, o kanciastej a zarazem proporcjonalnej budowie. Długowłosy, umaszczenia czarnego dymnego. Oczy koloru złocistego.
Dumny, ponury indywidualista. Pragnie być jak najlepszym wojownikiem klanu, jednocześnie nie będąc zbyt oddany aktualnej przywódczyni. Ambitny i zagadkowy, nieangażujący się w bliskie relacje z innymi kotami.
Czart tego dnia akurat zapuścił się w tą część lasu na polowanie. Jako wojownik miał teraz sporo obowiązków , które wypełniał jak najlepiej. Podniósł martwego bażanta i poszedł zakopać go pod najbliższy krzew, zadowolony z łupu, gdy w tem do jego nozdrza, nawet mimo trzymanego w pysku ptaka dotarła woń, której nie powinno tu być. Zjeżył się, gdy poczuł zapach obcego kota, Spienionej Łapy, a co najgorsze.... Metaliczny zapach krwi niesiony przez wiatr. Jego źrenice zwęziły się w igły. Wypuścił ptaka na ziemię, nawet nie zawracając sobie głowy zakopywaniem go, i spięty, z wrzącym w sercu gniewem ruszył w stronę zapachu. Co mogło się stać? Cóż, nie trzeba było być geniuszem, żeby zorientowac się że Krewetce groziło potężne niebezpieczeństwo. Może jakby to był inny kot. Ale córka Bajorka.... była wątła. Delikatna. Czart szedł najszybciej jak mógł, jednak nie chciał robić zbyt dużo hałasu. Gdy usłyszał warknięcie, zwolnił, i dyskretnie wysunął łeb z krzaków. Najeżył się. Oto, co dostrzegł. Krewetka, z pyskiem całym we krwi, uszkodzonym okiem, a przed nią jakiś zawszony kocur, biorący kolejny zamach na kotkę. Miał ochotę ryknąć z wściekłości, ale zamiast tego opadł do pozycji łowieckiej i zaczął podkradać się od tyłu do kocura. Gdy był już dostatecznie blisko, wyskoczył z wysuniętymi pazurami i wyszczerzonymi kłami, chcąc wbić zęby w kark kocura. Rozszarpie go na kawałki.
Ta niedziela jest jak film tani klasy "B"
Facet się pałęta w nim w nieciekawym tle
Scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić
I z dialogów wyszło dno, zero czyli nic
Wszyscy święci balują w niebie
Złoty sypie się kurz
A ja włóczę się znów bez Ciebie
I do piekła mam tuż
xxxxŁudziła się, że coś się wydarzy. Coś, dzięki czemu te pazury jej nie sięgną. Przyleci ptak, och, najpiękniejszy, jasny ptaszek i porwie złego ducha, a ona będzie mogła być bezpieczna. Niekiedy wyobrażała sobie, że jest tak silnie związana z naturą, że może z nią koegzystować, wspomagać naturę, a natura wspomagałaby ją. Czekała, aż ziemia zadrży, aż drzewa poruszą się, by złapać gałęziami łapę kocura i nie pozwolić, by stała się Krewetce krzywda. xxxxGałązki jednak nie zdążyły. Nie dosięgły nieznajomego napastnika, za to on jej ciałko owszem. Nie wiedziała zbytnio co się dzieje - krew zalała jej oczy, sprawiając, że nie potrafiła ich otworzyć. Jedno z nich bolało tak bardzo, tak bardzo... próbowała łzami wypłukać metaliczną ciecz, ale jej było tylko więcej i więcej, tonęła w niej. Świat nagle stał się dla niej niewidoczny, nie potrafiła otworzyć ani jednego oka ze względu na ból, ani drugiego, zbyt przejęta tym wszystkim. Już nie stała dzielnie w miejscu, skuliła się na ziemi i cicho szlochała, słabo prosząc kocura, by ją zostawił. Nie wyznała jednak imienia przywódczyni, nie zdradziła jej. Łykała słone zły i czerwoną krew, jeśli wcześniej była bezbronna, to trudno było nazwać stan w jakim była teraz. Nic nie widziała, leżała skulona w kłębek z łapką przy oku, jednak ból nie dawał za wygraną, męczył ją okropnie. Nic nie widziała, nieznajomy mógł ją teraz rozszarpać - nawet nie zauważyłaby co się stało. xxxxPoczuła w nozdrzach znajomy zapach. Ten kojarzący się z ciepłem, bezpieczeństwem, z ufnością. Mama...? Ale mama pachniała bardziej słodko, jak kwiaty, nie... tak. Kto to był? Kto? - Tata...? - miauknęła, jednak jej głos był tak cichy, tak słaby, że zapewne ani jeden, ani drugi jej nie usłyszał.
XXXXXXXXX XXXXXXXXX TRUST ME Illbetheone Whofightforyouwhenthingsgowrong TRUST ME Illneverletyou down Letyoudown!
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
atak Ciemnego Kolca: krytyczny > 13*1,5 = 20 hp
atak Martwej Duszy: słaby > 6*0,5= 3 hp
Nie było się już czego bać, ktoś nadciągał z pomocą. …Tata? Być może.
Wojownik wyczuwając niebezpieczeństwo na terenie swojego klanu nie czekał długo - rzucił się na intruza, atakując go z całych swoich sił. Samotnik, który nie miał pojęcia, co się do niego nie zbliża, nie miał szans obronić się przed nadchodzącą karą. Zęby Ciemnego Kolca zatopiły się głęboko w jego plecach, pozostawiając na nich głęboką, krwawiącą ranę. Będzie z tego blizna, o ile w ogóle miał dożyć do momentu zagojenia tych uszkodzeń.
To musiało także wybić Martwą Duszę z rytmu - bo chyba nie było tak, że umiał atakować porządnie naprawdę tylko wtedy, gdy miał przed sobą tylko jednego, nie ruszającego się ani trochę kota? Ledwo zdołał dosięgnąć Spienioną Łapę, wyrywając jej nieco futerka.
Krewetka: lvl: 1 | S: 1 | Zr: 12 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 45-5-3=37/70 | W: 30
celność obniżona o 2 przez ranę oka
> rana 0. stopnia: niewielkie zadrapanie między oczami
> rana 2. stopnia: rana uszkadzająca prawe oko (w pierwszej kolejce -5HP, w kolejnych po 3HP)
> rana 0. stopnia: wyrwane futerko z brzucha
Glina: lvl: 3 | S: 11 | Zr: 11 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 75-20=55/75 | W: 39-2=37/45
> rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie na karku (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP)
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Wreszcie. Coś mu się udało.
Glina przez krótki moment zaskoczył się swoją siłą i tym, jak dobrze mu poszło. Krew lała się naprawdę obficie i kocur zastanawiał się, czy faktycznie postępował słusznie. Ale? Czy Psia Gwiazda by się zawahał? Nie. Jego ojciec nigdy nie popełniał błędów. Dlatego też kontynuował atak, który wyszedł mu słabo. Miał wrażenie, że pójdzie mu dobrze, gdy niespodziewanie został zaatakowany przez jakiegoś cienistego. Również go nie znał. Musieli być słabi i nijacy, skoro tak witali potomka przywódcy.
Splunął na ziemię. - Widzę, że jesteś sensowny. Zaprowadź mnie przed oblicze przywódcy, a okażę ci łaskę - wyszeptał szybko. - Z niej już nic nie będzie. To nie jest krew Klanu Cienia, którą znam.
Mimo to, zaciął kotkę ponownie. Tym razem celował w drugi bok, bo twarz chowała szlochem. Obnażył też krótko przed kocurem kły, pokazując, że nie podobało mu się bycie zaatakowanym. Z drugiej strony rozumiał go. Obcy grasował na terenach. Pozostawało mieć nadzieję, że ten pójdzie po rozum do głowy i przestanie go bić, bo cóż, zaatakował mocno.