Logo Artemidy
Świerczyna
Mieli porozmawiać. Nie żeby niebieski kocur uważał to za konieczne – nie chciał się tłumaczyć. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że to, co zrobił, nie było zbyt dojrzałe i wypadałoby to uzasadnić, zamiast pokazywać się źle w oczach innych, tym samym burząc tworzony przez siebie obraz. Poza tym... pozostawała jeszcze kwestia kota, przez którego poszło to w takim, a nie innym kierunku, gdyż rozmowa nie miała się obracać tylko wokół niego. W innej sytuacji byłby nawet zadowolony, ale teraz, gdy pokazał się w nie najlepszym świetle – nie chciał na ten temat dyskutować. Była to ujma na honorze i sam fakt, że osobiście wyszedł z inicjatywą rozmowy powinien być dostatecznym dowodem na wykazanie skruchy. Czuł również powinność, w końcu nie znali się od wczoraj: dwadzieścia dwa księżyce znajomości i dwadzieścia przyjaźni nie mogły z dnia na dzień odejść w bok przez jakąś kotkę.
Wybrał Świerczynę. Była blisko obozu, więc buro-biały nie powinien mieć problemów ze znalezieniem go, nie kręciło się tutaj na tę chwilę wiele kotów, a ponadto było tutaj dużo drzew, mogących zapewnić im prywatność podczas konwersacji. Nie miał zamiaru dzielić się z niezwiązanymi z dyskusją kotami swoimi prywatnymi interesami, a więc tym bardziej odpowiadało mu to miejsce. Przysiadł pod jednym z wyższych świerków, ogonem owijając łapy; spokojne spojrzenie zwrócił na widok przed sobą, sam zaś wyglądał, jakby pogrążył się mocno w myślach... cóż, nie odbiegało to od rzeczywistości.
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miał różne wizje tego, jak ta rozmowa mogła przebiec, ale nie oznaczało to wcale, że się stresował, bo teoretycznie nie miał czym. Topniejący Lód był jego przyjacielem, poznał go krótko po wyjściu z Lecznicy po przebytej chorobie, dlatego chciał próbować wszystkich metod, które miałyby jakąkolwiek szansę uratować ich relację i choćby się miał zapierać wszystkimi łapami - nie pozwoli jej zaprzepaścić, choć nawet nie wiedział, o co starszemu kocurowi chodziło. Polny nie zmienił swojego zachowania, radość i nieskończone zapasy entuzjazmu, jak i energii wciąż miały silny wydźwięk i nie zapowiadało się na to, aby wygasły. Na jednej z poprzednich ceremonii po raz pierwszy tak naprawdę zabolało go serce i nigdy nie czuł się tak niewygodnie i niezręcznie jak wtedy, ale nie miał zamiaru chować tej urazy w sercu tak długo, bo nie miał tego też w swojej naturze. Po dłuższym zastanowieniu doszedł do wniosku, że nie mógł od tak uciąć tej relacji. Wyszedł z obozu, zręcznym i zwinnym krokiem poruszając się między krzewami i drzewami, które wypuszczały już liście, a niektóre nawet pąki. Miło było widzieć, jak rozwija się Pora Młodych Liści.
Nawet jeśli nie wiedział, gdzie dokładnie przebywał w tym momencie, miał wciąż swój czuły i wrażliwy na wszelkie zapachy nos, który podpowiadał mu, że jest blisko, toteż podążał we właściwym kierunku, łapa za łapą, rozglądając się za znajomą, niebiesko-białą sylwetką należącą do starszego Wojownika. Dostrzegł go siedzącego pod jednym z wielu tu iglastych drzew, chyba świerkiem? Albo jodłą? Gwiezdni wiedzą, ale tam też od razu skierował swoje kroki.
– Jestem – powiedział, będąc już w odległości jakiś trzech lisich długości od kocura. – Dawno nie gadaliśmy, co nie? Miło tak... znowu do tego wrócić – wymruczał, a na jego pysku pojawił się ciepły, jak najbardziej szczery z możliwych uśmiech, połączony z lekkim drganiem wywiniętymi wibrysami. Brakowało mu takich spotkań, zwłaszcza, że patrole, polowania, zajęcia w obozie i trening Pietruszkowej Łapy skutecznie zabierały mu czas.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyrwał się z transu, gdy usłyszał dobrze znany sobie głos.
– Jesteś – powtórzył powoli, badając go spojrzeniem złocistych oczu. Masywny, średniej wielkości kocur, wciąż zmierzwiona długa sierść i rozerwane, lewe ucho, świadczące o wypadku, którego okoliczności w dalszym ciągu nie były mu znane. Nic się nie zmienił. Widzieli się codziennie w obozie, przelotem, owszem, ale to uczucie, że teraz mają szansę porozmawiać, było dla niego zaskakujące. W pewien sposób... przyjemne. Kiwnął potwierdzająco głową, zgadzając się z jego słowami, i przeniósł spojrzenie na jego oczy, jakby czegoś w nich szukał. Nie odwzajemnił uśmiechu, co nie znaczyło jednak, że nie był w tej chwili zadowolony – oczywiście, że był, ale pokazywał to w inny sposób: badawczym, zaciekawionym, choć nieustannie surowym wzrokiem, który rzadko kiedy pokazywał coś więcej, niż powagę. Praktycznie wcale. – Co słychać?
Nie wychodził jeszcze ze swoimi problemami, podejrzeniami, uznając, że lepiej będzie zostawić je na później. W ten sposób mógł zbudować przyjemną atmosferę, którą następnie zburzy swoimi własnymi rozterkami. Miał mu coś ważnego do powiedzenia, ale najpierw chciał wybadać, w jaki sposób on do tego podchodzi. Chciał być pewien, że warto jeszcze to naprawiać, rwać sobie głowę, że nie będzie żałował, gdy powie mu coś bardzo istotnego. I tak, nic nie robił sobie z faktu, że na przedostatniej ceremonii zupełnie go zignorował. Bo dlaczego miałby?
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Odwzajemnił spojrzenie swojego niebieskiego przyjaciela, zawieszając się na jego ślepiach, jednocześnie przysiadając na tylnych, masywnych łapach po jego prawej stronie. Ogonem tym razem nie przykrył kończyn, a pozwolił mu swobodnie, subtelnie nim merdać, raz w lewo, raz w prawo. Zatrzymał się na moment, kiedy do ciemnych uszu dotarło pytanie od Wojownika. Powykręcane, białe wibrysy zadrżały chwilowo, a łagodny uśmiech rozpromienił się znacznie bardziej. Jego ton nie był chłodny, więc szanse na przyjemną konwersację wzrosły znacząco. Przynajmniej tak mu się wydawało.
– Jakoś leci – stwierdził miękko i machnął puchatą, ciemną kitą w powietrzu. W jego życiu nie było żadnych fajerwerków, toczyło się swoim naturalnym tempem, z tą różnicą, że miał teraz nowy obowiązek, na który też musiał poświęcić trochę czasu, a może nawet więcej, niż by się tego mógł spodziewał. Córka Popielnego żaru wydawała się być takim typem osobowości, z którym ciężko będzie się porozumieć, choć oczywiście cały czas żywo w to wierzył i wierzyć będzie do końca. Nie przekreślał kotów tak łatwo i aby naprawdę zyskać jego niechęć należało nieźle napsuć mu krwi. Do tej pory nikomu nie udało się tego osiągnąć… i dobrze, bo Polny nie zamierzał z nikogo robić sobie wroga. Nie było to mu do niczego potrzebne. – Wiesz, że Pietruszkową Łapę musieli obudzić i doprowadzić do mnie jej rodzice? Mam wrażenie, że jej trening będzie dłuuuuuugi – stwierdził, specjalnie przeciągając ostatnie słowo w zdaniu, aby bardziej uwydatnić swoją wypowiedź. Nie widział powodów, dla których miałby taić takie informacje, niejeden kot, który akurat wtedy był obozie, mógł zauważyć tą sytuację. Ciekawiła go natomiast inna rzecz, bardziej związana z Topniejącym Lodem, dlatego postanowił o niej wspomnieć, licząc na dowiedzenie się czegoś ciekawego.
– Jak tam ci idzie z Ciepłą Łapą? Bardzo daje w kość? – zapytał, a Lód mógł dostrzec błysk w jego zielono-żółtym ślepiu, znad którego uniosła się ciemna brew. Widział rudo-białą kotkę na ceremonii, nawet zamienił z nią kilka słów i wydawała się być pełna energii i wigoru, a i nie mogła usiedzieć spokojnie w miejscu, w przeciwieństwie do jej spokojnego mistrza, toteż interesowało go, jak jego przyjaciel to znosi. Znał go na tyle, by wiedzieć, że ten nie ma raczej wielkich pokładów cierpliwości i nie przepada za kotami za bardzo wyrywnymi. Hm, ciekawe, jak znosi jego osobę, to ciekawe, że jeszcze mu uszy nie uschły od jego gadania.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jakoś leci. W ten sposób. Liczył na jakąś dłuższą odpowiedź, może zahaczenie o temat Ostrego Kwiatu... ale w porządku. Na to będzie jeszcze czas. Kocur chciał poruszyć dzisiaj wiele tematów, w tym jeden dla niego wstydliwy, a właściwie to niewygodny, ale podejrzewał, że wojownik nie odejdzie od niego tak szybko, nie w takiej sytuacji, gdy poniekąd starają się naprawić swoją dosyć zaniedbaną przyjaźń. Wysłuchał uważnie tego słów na temat Pietruszkowej Łapy, kodując je z tyłu głowy, bo uznał, że mogą się kiedyś przydać. Z tego co właśnie usłyszał, nie była to zbyt dojrzała jednostka, chociaż... już się nasłuchał nieco na ceremonii, na której zdołał wyrobić sobie o niej zdanie. Trochę mu współczuł takiej terminatorki, z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że ten jest bardzo cierpliwym kotem, więc może dla niego praca z taką kotką nie będzie aż tak ciężka. On osobiście dostawał białej gorączki w towarzystwie Ciepłej Łapy, o której chciał wspomnieć, uznawszy, że z córką Popielnego Żaru mają coś wspólnego, ale kocur go wyprzedził. No proszę.
– Nie tak bardzo jak ty czasami – postawił na krótki żart, który nie miał za wiele wspólnego z rzeczywistością. Tak naprawdę Polny pod tym względem był przy niej pesteczką, ale chciał trochę rozluźnić atmosferę, która zapadła między nimi już jakiś czas temu. Westchnął, spoglądając na chwilę na swoje łapy, by wtem spojrzeć w niebo, nieco zasłonięte przez wznoszące się w górę korony drzew. – Nie jest zbyt prosta, to fakt, ale ja bym sobie nie poradził? – uśmiechnął się do siebie, pod nosem, podświadomie przyciskając ogon do swoich łap. Nie mógł sobie odmówić przechwalania się. Nic nowego.
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Aż się wyprostował, kiedy usłyszał jego odpowiedź.
– Huh? No wiesz co!? – parsknął, udając wielce oburzonego odpowiedzią Topniejącego Lodu. Nie spodziewał się jakiegokolwiek żartu ze strony kogoś takiego jak on. Zawsze poważnego i prostolinijnego. Miła odmiana, koniec końców. Trzepnął uchem i potrząsnął łbem, a jasna kryza zafalowała. w powietrzu. Pogoda była taka przyjemna, w sam rad do spacerów, polowań i patroli i na szczęście raczej nie zapowiadało się na deszcz, choć wiedział, że ciemne chmury czasem potrafiły wkraść się na niebo w oka mgnieniu, sprowadzając na ziemie obfity deszcz. – Wiem, że mam podobny charakter do niej, ale chyba aż tak nie przekraczam twojej prywatnej przestrzeni, hm? – zagaił i pozwolił sobie ponieść łapę, aby delikatnie trącić przednimi paluszkami niebieskiego boku Wojownika, nie za mocno, bo wiedział, że ten nie lubi dotyku. Było to jedynie muśnięcie, aniżeli faktyczny, wyraźny dotyk. Popatrzył razem z nim w górę, choć zdecydowanie szybciej spuszczając wzrok i przenosząc go na pysk kocura.
– No jasne, że dasz radę, zdołałeś wytrenować niejednego Terminatora, to z nią ci się nie uda? – stwierdził pewnym siebie tonem i przymrużył subtelnie zielono-żółte ślepia. Nie wątpił w jego umiejętności, przecież dowodem ich była na przykład Jasna Kropla lub Szczypiący Mróz, a i ta rudo-biała, wysoka pręguska także niedawno otrzymała nowe imię. – Nawet ta… hmm, Kozacza Ścieżka wydaje się być bardzo energiczna, widać nawet po tym, jak przysięgała na ceremonii – wymruczał z rozbawieniem. Żywiołowa, radosna i pełna werwy, ciekawe, jak tam na treningu Topniejący z nią wytrzymywał, huh. Patrząc na jego znikome wręcz pokłady cierpliwości to pewnie nieraz musiał aż wstrzymywać oddech, aby przypadkiem nie wybuchnąć.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trochę rozbawiła go odpowiedź kocura, szczerze powiedziawszy, delikatnie na to liczył, to jest na pociągnięcie tego, ale udawał, że wcale go to nie wzruszyło, rozbawienie ukrywając wewnątrz, jak właściwie zawsze wszystkie swoje uczucia. Na jego pysku wymalowana nieustannie była wzniosłość, jak gdyby miała być tam już na stałe, ogon z kolei, wciąż gładko przylegający do jego łap, odkleił się wreszcie, padając niczym wąż na trawie za kocurem, gdy ten spojrzał w stronę młodszego wojownika.
– Nie wiem. Co? – spytał spokojnie, zupełnie niewinnie, jak gdyby nie miał w ogóle pojęcia, o czym jego przyjaciel mówi. W rzeczywistości miał pojęcie, dość spore, ale zastanawiał się, w jaki sposób wojownik zareaguje i co tym razem wymyśli, żeby wygrać tę słowną bitwę, którą niebieski zupełnie przypadkiem zapoczątkował. Zdawał sobie sprawę, że z wigorem Ciepłej Łapy Polny ma niewiele wspólnego, że jest przy niej wręcz niewiniątkiem, ale jak już było wcześniej wspomniane: chciał trochę rozluźnić atmosferę, co przyszło mu całkiem swobodnie.
– ... – Chciał się odezwać, ale zamknął pysk równie szybko, co go otworzył, czując lekkie muśnięcie paluszkami przedniej łapy na swoim boku, co mu się nie spodobało. Sądził, że ich staż przyjaźni był już dostatecznie długi, aby mogli się poznać chociaż w podstawowych aspektach, ale najwidoczniej się mylił; może i daleko było temu do faktycznego dotyku, ale odtrącał go sam gest. To nie tak, że nie lubił bliskości permanentnie – podejrzewał, że nie będzie miał z nim problemu, gdy tykający go kot będzie mu bardzo bliski, ale na tę chwilę nie miał nikogo takiego, kogo dotyk nie sprawiałby mu problemu, w każdym tego słowa znaczeniu. Na szczęście gest ten był strasznie krótki, bo już zaraz kocur wziął z niego łapę, prawdopodobnie szanując jego prywatność. Taką przynajmniej niebieski miał nadzieję.
Poczuł ścisk w żołądku, przypomniawszy sobie, że to właśnie na tej ceremonii, na której Kozacza Ścieżka otrzymała swoje wojownicze imię, zachował się tak bezdusznie względem swojego przyjaciela. Nawet ściągnął spojrzenie z nieba, kierując je na siedzącego obok kocura, zastanawiając się mimochodem, czy naprawdę nie miał mu tego za złe, bo obecnym zachowaniem pokazywał, że mu wybaczył, nawet jeśli dla Topniejącego Lodu stwierdzenie „wybaczył” było w tej sytuacji potężnym wyolbrzymieniem. To było dla niego tak ciężkie do pojęcia, że buro-biały kocur zdołał rozgrzeszyć go tak łatwo, jakby waga przyjaźni była dla niego większa niż jakiś pojedynczy błąd. Osobiście niebieski wojownik sądził inaczej, i minęłoby zapewne wiele księżyców, nim on wybaczyłby komuś, kto zignorowałby jego. Bardzo się pod wieloma względami różnili, ale Lód uważał, że taka dysproporcja mogła się przydać, mieć pozytywne działanie, zarówno na jednego kocura, jak i drugiego, równocześnie nie pozwalając sobie na zmianę.
– Nie przypominaj mi. Nawet nie wiesz, jak było mi za nią wtedy wstyd – podzielił się swoimi obawami, chociaż podejrzewał, że Polny może tego nie zrozumieć, przynajmniej nie pod każdym względem. Był pewien, że gdyby to jego terminatorka tak przysięgła na ceremonii, to śmiałby się razem z nią. Było to irytujące, ale, w przypadku jego przyjaciela, również trochę zabawne. Po tylu księżycach znajomości nie mógł wyobrazić sobie go z powagą na twarzy, uważał, że o wiele lepiej było mu z uśmiechem, i nie powinien się zmieniać, bo to właśnie z tym syn Kukułczego Jaja będzie go kojarzyć. Czasami nawet się zastanawiał, jak do tego doszło, że zostali przyjaciółmi, ale nie żałował, bo, wbrew pozorom, lubił spędzać z nim czas, już nie wspominając o ceremoniach, na których zawsze miał go przy sobie i liczył, że nie ulegnie to zmianie. To, że spędzali coraz mniej chwil ze sobą przede wszystkim mu się nie podobało, ale również sprawiało mu ból. Chociażby świadomość, że ten, gdy się nie widzą, spędza czas z Ostrym Kwiatem i tylko Gwiezdni, o ile istnieją, wiedzą, co tam się dzieje. Było to w pewien sposób dołujące, że poza nim jest jeszcze ktoś, kogo bury nazywa przyjacielem, tak wiele znaczącym mianem. Był zazdrosny i niestety, musiał to uczciwie przyznać.
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och, doskonale zdawał sobie sprawę z prowokacji, jaką w tym momencie zastosował Wojownik, postanowił jednak nie milczeć, a… podroczyć się z nim, a przynajmniej spróbować wziąć go na litość, korzystając ze swojego uroku wrodzonego, dużych, lśniących oczu i charakterystycznego uśmiechu, który rzadko kiedy znikał mu z kolorowego pyska. Pochylił puchaty łeb ku dołowi, ślepiami łypiąc do góry z rozszerzonymi źrenicami.
– Naprawdę jestem według ciebie taki denerwujący? – zapytał miękko. Starał się, jak tylko potrafił, aby powstrzymać narastającą w jego ciele ciekawość, która coraz bardziej piętrzyła się i sprawiała, że nie potrafił opanować drgającej końcówki ogona, który sunął się spokojnie po ziemi, zatrzymując co kilka uderzeń serca. Nigdy się nad tym aż tak nie zastanawiał, nikt nigdy nie dał mu do zrozumienia, że ma go dość, nigdy też sam tego nie odczuł, dlatego interesowała go odpowiedź przyjaciela, jakakolwiek by mogła nie być. Zapewne odbije piłeczkę i sam zacznie się z nim przekomarzać słownie, co… było bardzo prawdopodobne, przynajmniej na tyle, na ile go znał, ale po cichu liczył na szczerą odpowiedź.
Szkoda, że brakło mu dystansu do siebie, nawet po tylu księżycach znajomości z synem Iglastego Grzbietu, ten sądził, że przestanie obruszać się nawet na uczucie najmniejszego dotyku z jego strony. Cóż, buro-biały wykazał się jednak na tyle wysokim rozsądkiem, że nie pozwolił sobie i swoim chęciom utrzymać łapy dłużej przy gęstym futrze Wojownika, choć ciekawość do sprawdzenia, czy aby na pewno jest takie miękkie, jak sądził po wyglądzie, była naprawdę znaczna. Nastawił uszu, kiedy usłyszał jego punkt widzenia co do sytuacji na ceremonii. Osobiście uważał Kozaczą Ścieżkę za personę pocieszną, radosną i z dużą dozą werwy, a ekscytacja, kiedy jest się świadomym, że za moment wkroczy się na nową ścieżkę życia i wstąpi w szeregi Klanu, aby je zasilić, mogła usprawiedliwić te buzujące emocje.
– E tam zaraz od razu wstyd? – wymruczał z rozbawieniem, przyglądając się mu z uniesionymi do góry, ciemnymi brwiami. Wstyd był raczej czymś, co czuło się, gdyby podopieczny zrobić coś złego, coś niepoprawnego i coś, co zasługiwało na ewentualną karę i zganienie, a nie harde przysięganie przed obliczem Płomykówkowej Gwiazdy. Nie jemu jednak było oceniać tego, jak uważał Topniejący Lód, był bardziej doświadczony i trenował w swój własny sposób. Mimo wszystko Polny postanowił określić swoje stanowisko w tym temacie. – A dumy nie czułeś? W końcu to twoja Terminatorka, wyszkolona osobiście przez ciebie i ucząca się pod twoim okiem - stała się Wojowniczką. A to, jak przysięgła, to… nie wiem, mały szczegół – stwierdził i wzruszył ostentacyjnie barkami. Nie wątpił w jego umiejętności, nie wątpił w to, że doskonale przygotował rudo-białą kotkę i inne koty do życia jako Wojownicy, zawsze był opanowany, zawsze wiedział, co robić, zawsze miał plan i zawsze potrafił dopiąć swojej racji. Może to właśnie dzięki temu zorganizowaniu zyskał szacunek w oczach buro-białego, młodszego kocura, który poświęcał mu tak wiele uwagi, a przynajmniej starał się to robić, bo ostatnio miał wrażenie, że oddalili się od siebie znacząco i muszą to naprawić. Dlatego tak bardzo zależało mu na tej rozmowie. I liczył, że nie tylko jemu.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A więc chciał go rozkojarzyć swoją uroczą, słodką, niewinną minką? Byłoby to całkiem sprytne, gdyby nie fakt, że Polny Chwast był dorosłym, masywnym wojownikiem, co sprawiało, że w tym wszystkim był bardziej zabawny, niż rzeczywiście uroczy. Pozostawała jeszcze inna kwestia – na Topniejący Lód takie rzeczy nie działały. Zaczął z politowaniem kręcić głową na boki, szybko się jednak otrząsnął, słysząc jego pytanie, przez które jego brew poszybowała do nieba. Czy uważał kocura za denerwującego? Nie. Denerwująca to mogła być Ciepła Łapa, Ostry Kwiat, Kozacza Ścieżka... ale nie on. Fakt faktem – posiadał dużo energii i znacznie się od siebie różnili, ale nie znaczyło to od razu, że uważał go za jakiegoś irytującego kocura, któremu najchętniej wcisnąłby liście do gardła, aby się wreszcie zamknął. Tak właściwie to uważał rozmowy z nim za całkiem przyjemne. Przede wszystkim: spędzając z nim czas nie nudził się. Nawet jeśli on sam nie mówił za wiele, miał przy sobie Polnego, który zawsze ze swoim talentem potrafił pociągnąć konwersację. Najważniejsze w tym wszystkim było to, że jego żywiołowość nie odebrała mu mózgu i potrafił myśleć samodzielnie, rozważnie, z paroma wyjątkami, bo przyjaciół dobierał sobie kiepsko, ale to maleńki szczegół.
– Gdybyś był denerwujący, zapewniam cię, ta rozmowa nie miałaby miejsca – zaczął, cicho i zgodnie z prawdą. Nie wyobrażał sobie spędzać czasu z Ciepłą Łapą czy Kozaczą Ścieżką poza treningami. Z nim owszem. Jeszcze większym dowodem było to, że to on poprosił go o rozmowę. Poprosił, spytał, nieważne. Ale on to zrobił, co chyba o czymś świadczyło. – A wyobraź sobie, że bardzo mi na niej zależało. – Spojrzał na kocura spokojnym wzrokiem, jak zwykle trochę zbyt natrętnym, ale nie złośliwym. Zaczął świdrować go spojrzeniem, a gdyby mógł, wywierciłby w nim dziurę. Skupił się w szczególności na jego oczach, starając się z nich coś wyczytać, może ujrzeć jego reakcję... ale krótką chwilę później przeniósł ponownie spojrzenie na niebo, przymykając przy tym powieki i pozwalając, aby lekki, rześki wiatr wiał mu prosto w pysk.
Tylko nieliczni mogli dotykać jego futra... a mówiąc nieliczni, miał na myśli oczywiście siebie. Nie miał żadnego kota, któremu pozwoliłby na dotykanie swojej sierści, była naprawdę przez niego chroniona, tylko on miał do niej dostęp, jako że codziennie parę razy się czyścił, nie mogąc znieść na swoim niebieskim puchu nawet najmniejszego brudu, który mógłby jakkolwiek go oszpecić. Trzymał się zdania, że koty lepiej wyglądały, gdy były czyste, a gdyby tylko nie to, że brzydził się tak bliskości i szanował samego siebie, wylizałby każdy najdrobniejszy kurz z sierści innych kotów, tworząc z klanu Cienia najczystszy klan w lesie.
– Nie wiem, co innego mógłem poczuć, słysząc jej entuzjastyczne: „no jacha!” – powiedział zdegustowany, szczególnie niezadowolenie ukazując przy cytowaniu jej słów. Już nie wspominając, że w jego wykonaniu mogło być to co najmniej dziwne, zwłaszcza że starał się powiedzieć to w podobny sposób, co ruda kotka. Słysząc argument o dumie, nie zdołał powstrzymać zażenowanego parsknięcia śmiechem. Tak się składa, że on się do terminatorów nie przywiązywał i nie czuł dumy, gdy ci zostawali mianowani. Co najwyżej ciekawił się, jakie dostaną imiona, aby móc ocenić, czy są wystarczająco ładne, jak na kogoś, kto wyszedł spod jego skrzydeł. Zawiódł się jedynie na Jasnej Kropli, bo mu to nie brzmiało, ale Kozacza Ścieżka i Szczypiący Mróz były całkiem ładne. Pokiwał przecząco głową, gdy już powstrzymał lekkie rozbawienie i spojrzał na siedzącego obok kocura, jak gdyby nie mógł uwierzyć, że naprawdę coś takiego przyszło mu na myśl. Dumę to on czuł, gdy Polny Chwast zostawał wojownikiem, gdy Płomykówkowy Lot zostawała zastępczynią, ale nie wtedy, gdy jakaś jego terminatorka, z którą za dużego kontaktu nie miał dostawała swoją rangę. No bez przesady. Już pomijając, że ich trening nie trwał nawet dwa księżyce, a co za tym szło: nawet nie był do końca pewien, czy ona wszystko potrafi, chociaż to akurat miał gdzieś. Ważne, że się od niej uwolnił. Kiedyś miał nieco inne myślenie, bo chciał, by koty, które trenuje, były naprawdę dobrze przygotowane, ale z czasem zaczęło go to nudzić i przestał to praktykować. To już nie od niego zależało, czy będą traktować to poważnie.
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdyby tylko mógł, spędzałby z nim o wiele więcej czasu. Był tym typem, przy którym nigdy mu się nie nudziło i zawsze udawało się znaleźć jakiś temat do rozmowy. Niestety, patrole, polowania i trening skutecznie mu to uniemożliwiał, sprawiając, że czuł się z tym bardzo źle, obwiniając o zaniedbywanie relacji, bo przecież znali się od wielu księżyców.
– Mmmm, czuję się więc bardzo doceniony i wyróżniony – wymruczał gardłowo, z wyraźnym zadowoleniem w przyjemnych dla ucha głosie. Topniejący Lód odznaczał się pod tym względem niezwykle ogromnymi pokładami cierpliwości. Syn Iglastego Grzbietu czasami potrafił gadać jak najęty, dostając słowotoku i stając się naprawdę rozgadanym, szczególnie w trakcie rozmowy, bo musiał się w nią dobrze wdrożyć. Z czasem konwersacja stawała się być coraz to luźniejsza, co rozpuszczało jego hamulce i sprawiało, że język paplał to, co mu ślina podyktowała, niekoniecznie wcześniej się nad tym jakoś bardziej i uważniej zastanawiając. Nastawił uszy, z zaciekawieniem analizując kolejną jego wypowiedź. – O, a to ciekawe – powiedział, jakby sam do siebie, ale na tyle głośno, aby dotarło to także i do uszu niebieskiego, pręgowanego kocura. Prywatne miejsce, w którym przyszło im rozmawiać, z daleka od dociekliwych oczu innych klanowiczów, musiało wzmożyć pewność siebie u syna Kukułczego Jaja. Nie spodziewał się tego, choć starał się jakoś ukryć zaskoczenie, a także olać fakt, że jego serce zabiło mu trochę szybciej. – Wnioskuję więc, że masz mi coś ciekawego do powiedzenia, skoro tak bardzo ci zależało – odpowiedział i uśmiechnął się tajemniczo, przymrużywszy jasne powieki. Była to miła odmiana, bo zazwyczaj to on rozpoczynał konwersacje i musiał zaczynać wszelkiego typu tematy, a tu Lód sam wyszedł z taką propozycją, co było poniekąd naprawdę miłe. Już na ceremonii zaproponował spotkanie, a na to nie mógł się nie zgodzić, zwłaszcza, że bardzo chciał poznać przyczynę jego zachowania na ceremonii, na której została mianowana Kozacza Ścieżka. Zastanawiał się nad tym wiele, myślał, spacerując, patrolując, nawet rozmyślał przed snem, ale nijak nie domyślił się, o co mogło chodzić.
Zawsze starał się znajdywać dla niego czas, tak samo zawsze był z nim szczery i nigdy go nie okłamał. Co więc wpłynęło na jego zachowanie w takim stopniu, że aż zignorował jego obecność i zachowywał się, jakby był niewidzialny i nie istniał? Miał nadzieję, że dowie się tego dzisiaj, bo potwornie go to męczyło, nawet, jeżeli nie było tak tego z zewnątrz po nim widać. Cały ten problem przyćmiewał płaszcz optymizmu, choć zdarzały się momenty, w których zamyślał się i nawet na moment odcinał od świata rzeczywistego, choć starał się nie zastanawiać nad tym, kiedy był w czyimś towarzystwie. Spojrzał na niego żywiej, kiedy naśladował charakter i ton, jakim przysięgła Kozak podczas mianowania. Uśmiechnął się szerzej, owijając ogonem masywne, kudłate łapy.
– No jak tam uważasz – stwierdził i wzruszył barkami, na moment nawet odwracając wzrok i przewrócił subtelnie ślepiami. Powrócił szybko spojrzeniem do pyska starszego Wojownika, przyglądając mu się, aż w końcu skrzyżował się z nim spojrzeniem. – Ważne, że w ogóle przysięgła, gorzej, gdyby tego nie zrobiła – wyszedł ze swoją, jakże skromną opinią. Wtedy to byłby dopiero wstyd. Nigdy chyba na ceremonii nie zdarzyła się taka sytuacja. Nawet, jeżeli Terminator był nieśmiały i dość wycofany, to zawsze składał przysięgę, ale… zupełna odmowa? To bez wątpienia byłoby ciekawym widowiskiem, ale nie dla mistrza owego delikwenta. Huh.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z zadowoleniem odnotował jego przyjemny pomruk, czerpiąc z tego głęboką satysfakcję; fakt, że kocur czuł się zaszczycony, mogąc spędzać z nim czas, porządnie pieścił jego ego.
– Słusznie – oznajmił, głosem bardzo poważnym, chociaż na jego pysk wpełzł prawie niewidoczny, wzniosły uśmiech. Na jego miejscu również właśnie tak by się czuł, a to dlatego, że ciężko było się komukolwiek z nim zaprzyjaźnić, bo ten skutecznie każdego od siebie odganiał, tworząc wokół siebie barierę. Prawda była również taka, że ich przyjaźń rozpoczęła się nierozważnie, bardzo gwałtownie i szybko, ale po upływie tylu księżyców, w napływie śmiałości mógł uznać, że tego nie żałował, na co dowodem było chociażby to, jak bardzo denerwowało go to, iż poza nim buro-biały spotyka się z kimś jeszcze, zwłaszcza że tym kimś był nie kto inny, a Ostry Kwiat. Uznał również, że to ta chwila na rozpoczęcie tego tematu, ale kocur go wyprzedził wykazując ciekawość jego słowami. – Mam. Miałem jednak nadzieję, że to ty będziesz miał mi coś ciekawego do powiedzenia – odrzekł i zamilkł, pozostawiając ich na chwilę w niekomfortowej ciszy, chociaż zależy też dla kogo; jemu to ani trochę nie przeszkadzało, szczególnie że to był moment na pozbieranie myśli i sformułowanie w głowie słów, którymi miał zamiar zaraz uraczyć młodszego kocura. Jednocześnie zastanawiał się również nad jego reakcją. – Ile już ze sobą chodzicie? Z Ostrą – zapytał, całkiem prosto i swobodnie. W końcu cały czas był pewien, że są ze sobą w związku i musiał to szybko zakończyć, bo jego przyjaciel zasługiwał na lepszą i mądrzejszą kotkę. Wciąż nie chciałby, żeby poświęcił się komuś innemu, ale skoro w ten sposób miał sobie dać spokój z córką zastępczyni to mógł znaleźć mu jakąś inną partnerkę. W dalszym ciągu nie mógł zrozumieć, co on w niej widział; w istocie, miała nawet ładne, kolorowe futro, ale poza tym nie odznaczała się niczym szczególnym, no chyba że tak można było nazwać jej talent w przekazywaniu błędnych informacji. A desperacja, mimo wszystko, mu do Polnego nie pasowała.
– Hmm. – Zamyślił się, wyobrażając sobie taką scenę, prędko jednak powrócił spojrzeniem do młodszego kocura. – Chciałbym być świadkiem czegoś takiego. Ale może lepiej, żeby to nie był mój terminator – stwierdził, mimowolnie zastanawiając się, co w takiej sytuacji zrobiłaby Płomykówka. Mogłoby być ciekawie. Mimo wszystko szanse na to, że właśnie w taki sposób postąpiłaby Kozacza Ścieżka były znikome; od początku wykazywała się, na swój sposób, ambicją, a poza tym przywódczyni była jej siostrą, więc raczej nie chciałaby sprawiać jej kłopotu. Przy okazji nie mógł zrozumieć konceptu tak bliskiej relacji z rodzeństwem, ale może wynikało to z faktu, że właściwie to nigdy nie miał szansy na spędzanie z nimi czasu. Poznikali młodo, poza Jasną Kroplą, która była w jego oczach niezbyt inteligentna i poruszanie się w jej towarzystwie mogłoby źle wpłynąć na jego obraz. Wiedział za to, że Chwast był chyba blisko ze swoim rodzeństwem i poniekąd liczył na to, że mu to kiedyś wytłumaczy, pomijając już kwestię, że mogłoby być ciężko. Niebieski kocur był bardzo uparty i oporny, a więc zmiana zdania była u niego bardzo skomplikowanym procesem. W końcu przez ten cały czas obecność rodzeństwa w jego życiu uważał za zbędną.
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nastawił uszy w oczekiwaniu na sprawę, jaką Lód ma mu do przekazania, bo był, szczerze mówiąc, niesamowicie ciekawy, o co chodzi. Aż ze zniecierpliwienia zaczął ugniatać łapami twardą ziemię pod nimi, ale to, co finalnie usłyszał spowodowało, że zaprzestał tej czynności i zamarł niczym posąg na kilka uderzeń serca, zatrzymując spojrzenie na pysku swojego towarzysza.
– Co? – wydusił w końcu, a jego ton przybrał na wyższości, brzmiąc niezwykle piskliwie, widocznie zdziwiony wnioskami, jakie wysnuł wyższy i starszy kocur. Coś takiego nawet nie przemknęło mu przez myśli. Było tak paradoksalne i kuriozalne. – Czyś ty się żab najadł? Ja i Ostra mielibyśmy być parą? – zagaił, prostując się nagle. To naprawdę było coś, co go tak bardzo nurtowało? Pokręcił głową, marszcząc na moment ciemne brwi. Musiał to wyjaśnić, musiał, bo czuł, że bez tego ani trochę nie ociepli i nie naprawi ich relacji, a tak bardzo mu przecież na tym zależało. – To moja przyjaciółka! Staram się poświęcać jej sporo czasu, bo tak robią przyjaciele, tak samo staram się powierzać go tobie, najwięcej, jak tylko mogę, ale wiesz, że nie zawsze mi wychodzi i mi szkoda, bo bym chciał z tobą spędzać więcej czasu – wyznał szczerze, z każdą chwilą, kiedy zbliżał się do końca wypowiedzi, jego głos stawał się coraz mniej pewny siebie i niestabilny. Przegryzł dolną wargę, spuszczając wzrok ku swoim silnym łapom. W jednej chwili dotarło do niego, że zaniedbywał ich relację, w większości spotykając się z Ostrym Kwiatem, aniżeli tak drogim przyjacielem, jakim był Topniejący Lód. Przecież znał go praktycznie całe życie, odkąd tylko wyszedł z Lecznicy po chorobie, która uziemiła go na jakiś czas i uniemożliwiła poprowadzenie nauk, a uzupełnieniem jego wiedzy musiał się zająć właśnie niebieski Wojownik, wtedy jeszcze Terminator. Imponował mu, zawdzięczał tak wiele, a on jak mu się odpłacił? Spotykaniem się z kimś innym, choć nigdy by nie pomyślał, że Lód będzie miał mu to tak bardzo za złe. Wiedział, że szylkretka i on nie mają najlepszych relacji i nie ma między nimi nawet sympatii. Milczał przez dłuższą chwilę, zupełnie zbity z tropu, nie mając pojęcie, co może jeszcze dodać. Zależało mu, tak bardzo mu zależało, ale nie orientował się, jak ma mu to pokazać i powiedzieć. – Znasz mnie, wiesz, że nie kłamię, Lód... – wymruczał, o wiele ciszej, dopiero teraz podnosząc wzrok i spojrzał mu prosto w jego lśniące, złote ślepia. Nie wiedział, z jakiej strony mógłby ugryźć jeszcze ten temat. W jednej chwili poczuł, jak robi mu się gorąco i serce przyspiesza bicia swoją pracę. Przymknął powieki, nie mogąc dłużej krzyżować z nim spojrzenia, odwrócił wzrok gdzieś obok, cofając uszy. Chciał się do niego przybliżyć, ale doskonale wiedział, jak to się skończy, dlatego od razu stłumił tą chęć i pozostał na miejscu. Dopiero teraz coś do niego dotarło, coś, co wcześniej nie dawało mu spokoju i spędzało sen z powiek.
– To… to dlatego tak mnie unikałeś? Przez ten cały czas? I na ceremonii? – zapytał, mając nadzieję, że się nie myli. Zastanawiał się przez tak długi czas, dlaczego zachowywał się w taki, a nie inny sposób. Był wtedy dla niego niczym powietrze, niewidzialny, nieważny. Teraz to nabierało sensu, wszystko układało się w spójną całość i rozjaśniało mu umysł, ale chciał to usłyszeć bezpośrednio z jego pyska. Pytanie tylko, czy odpowiedź będzie prawdziwa, czy okaże się zwykłym łgarstwem, bardzo liczył na szczerość, bo on sam nigdy go nie okłamał i zawsze mówił prawdę. Nawet jeśli ta prawda miałaby go pociągnąć na dno.
Przemilczał jego wypowiedź na temat teoretycznej odmowy składania przysięgi. Nie sądził, aby coś takiego miało kiedyś miejsce i będzie mieć, bo z reguły Terminatorzy zostają mianowani, kiedy już, cóż, będą gotowi. Chociaż, kto wie, zawsze musi być ten pierwszy raz, ale jakie byłoby to zażenowanie odczute przez mistrza, który szkolił takiego delikwenta? Okropna i nieprzyjemna wizja, zdecydowanie coś, czego Polny nie chciałby doświadczyć, ani zapewne żaden inny mistrza.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zaprzeczył. Szczerze mówiąc, nie spodziewał się innej odpowiedzi. Pytanie tylko brzmiało: wierzył mu? To była kwestia sporna; z jednej strony chciał, ale z drugiej było to dla niego niesamowicie ciężkie. Od bardzo długa tkwił w przekonaniu, że ta dwójka jest razem, a zmiana światopoglądu była dla niego skomplikowanym procesem. Tak naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego właśnie tak twierdził, lecz cóż, nie był prostym do zrozumienia kotem, o czym dawał codziennie znać. Można by nawet powiedzieć, że tkwił we własnym świecie, co nie odbiegało za bardzo od rzeczywistości, bo bardzo często miał swoje własne zdanie, zupełnie niewspółgrające z tym innych, a na dokładkę ciężko było je przekształcić. W tej sytuacji było to tym bardziej bezsensowne, bo pragnął, aby słowa kocura były prawdą, ale jednocześnie nie chciał, aby wyszło na to, że się mylił, bo, jego zdaniem, nie mylił się nigdy. Wzruszył lekko barkami, w nieco bezczelnym geście. Tak samo staram się powierzać go tobie, najwięcej, jak tylko mogę, ale wiesz, że nie zawsze mi wychodzi i mi szkoda, bo bym chciał z tobą spędzać więcej czasu. Akurat. Rozłożenie czasu nie było sztuką ciężką i gdyby tylko chciał, mógłby mieć codziennie spotkania z nim jak na tacy, bo niebieski wojownik naprawdę czerpał z nich przyjemność, nawet jeżeli na zewnątrz tego nie okazywał. Tymczasem z jego słów tym bardziej wynikało, że częściej spotyka się z Ostrym Kwiatem, co było bardzo twardym dowodem na łączący ich romans. Dlaczego tak się tym przejmował? No cóż – najprościej jest uznać, że chciał dla niego jak najlepiej, a wiedział, że przy córce zastępczyni tylko się zmarnuje; zasługiwał na lepszą kotkę, która będzie w stanie dać mu więcej niż ładne, kolorowe futro i ewentualnie urodziwe kocięta. Swoją drogą, rodzicielstwo było obrzydliwą wizją, której starszy wojownik miał nadzieję nigdy nie doznać. Zmrużył lekko oczy, wykazując się zdziwieniem, gdy jego przyjaciel zaczął unikać jego spojrzenia, błądząc wzrokiem po wszystkich stronach świata, jak gdyby drżący, niestabilny głos nie był wystarczający. Coś mu się zdawało, ale chyba nie poznał go od tej strony... chociaż nie. Nieustanne przyglądanie się kocurowi wywołało w nim wspomnienia, bardzo dalekie wspomnienia, gdy dopiero rozpoczynali swoją przyjaźń, a Polny Chwast, prawdopodobnie z początku nie rozumiejąc propozycji swojego rozmówcy, bardzo się zawstydził i wykazywał się podobnym zachowaniem, co dzisiaj. Tymczasem Lód wciąż nie wiedział, o co wtedy chodziło, jak nie wiedział również teraz – myślał, że są przyjaciółmi, co świadczy o rozluźnieniu i swobodzie w swoim towarzystwie, ale jak widać, młodszy, ale znacznie bardziej umięśniony wojownik twierdził inaczej. Niefortunnie.
– Chciałbym ci wierzyć, ale jest mi trochę ciężko, jak nawet nie potrafisz spojrzeć mi w oczy – powiedział stonowanym, trochę zawiedzionym głosem, gdy kocur wreszcie uniósł wzrok, ale nie na długo, bo zaraz ponownie go odwrócił, potwierdzając jego myśli. Wstydził się prawdy, ale nie potrafił jej ukryć, co było okropnie żałosne. Zachowywał się jak skarcone kocię, chociaż niebieski nic nie robił, nie pokazywał, jak bardzo jest w tej chwili rozczarowany czy... zażenowany. Zadał mu proste pytanie, na co nie dość, że dostał bezsensowne wytłumaczenie, podczas gdy wystarczyłaby prosta odpowiedź, to jeszcze nieszczere, z którego aż kipiało kłamstwo. Wstał z siadu, opuszczając miejsce obok kocura, zamiast tego stając tuż przed nim, żeby na niego spojrzał, bo zaczynało go to już denerwować, to unikanie kontaktu wzrokowego, ten wstyd, bojaźliwość. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że ktoś tak napakowany i na pozór nieprzyjemnie wyglądający może skrywać w sobie takiego tchórza. Żałosne. – Tak, dlatego. To JA jestem twoim przyjacielem... ale to chyba nieważne, skoro nie potrafisz ze mną rozmawiać – Wreszcie jego brwi się skrzyżowały, gdy przysiadł naprzeciwko kocura, dając mu ostatnią szansę na zainteresowanie się rozmową, z trudem powstrzymując się od uderzenia łapą podłoża, bo równałoby się to ze spryskaniem wszystkiego brudną ziemią. Wiedział, że prędzej czy później dojdą do tego tematu, psując całą atmosferę, ale nie spodziewał się, że jego przyjaciel wykaże się takim strachem i lekceważeniem tej rozmowy. Bo jak inaczej mógł nazwać niepoważny, zlękniony ton głosu i unikanie jego spojrzenia? W istocie.
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy spodziewał się, że Lód mu uwierzy? Szczerze mówiąc… tak, znali się na tyle długo, że niebieski Wojownik powinien już wiedzieć, że buro-biały kłamać zwyczajnie nie umiał. Wyczytanie emocji z jego lica było banalnie wręcz proste, a więc nie miałby też problemów z zauważeniem fałszu i kłamstwa, którego jednak tutaj nie było. Ton jego głosu wprawił go w niemałe zakłopotanie, dodając do tego jeszcze stres, bo tak bardzo nie chciał zaprzepaścić tego, co budowali przez tak wiele księżyców. Tak bardzo nie chciał roztrzaskać tej relacji. Tak bardzo mu zależało.
– Bo boję się, że zobaczę w nich brak zrozumienia i złość – odparł słabo, nie spuszczając tym razem spojrzenia, choć było to potwornie trudne i kosztowało go mnóstwo samozaparcia. Czuł mocniejsze łomotanie serca w swojej klatce piersiowej, na które nie miał większego wpływu. Próbował brzmieć spokojniej i stoicko, próbował wyszukać najpoprawniejszych słów, którymi mógłby go przekonać, ale w jego głowie pojawiła się głucha pustka. Kolejne promyki nadziei uciekały mu sprzed nosa, a on sam tracił przeświadczenie, że uda mu się jakoś to załagodzić. Będzie próbował. Tak długo, dopóki dopóty jego przyjaciel nie da mu do zrozumienia, że już nie ma sensu. Nie miał pojęcia, co teraz rozgrywało się w umyśle syna Chrzanowego Korzenia i chyba nie chciał wiedzieć. Był zły? Zawiedziony? Wściekły? A może wszystko naraz? Ciemny, puszysty ogon zadrżał nerwowo, przypominając ten wężowy, który bił końcówką o podłoże, kiedy pojawiło się jakieś potencjalne niebezpieczeństwo. – Powiedziałem ci prawdę, nigdy cię nie okłamałem i nawet przez uderzenie serca mi by to nie przyszło do głowy – dopiero teraz tak naprawdę zaczął czuć zawód do samego siebie, dlaczego tak bardzo brakowało mu powagi i zasadniczego charakteru? Nie potrafił ubrać w słowa tego, co chciał powiedzieć, a powiedzieć chciał wiele. Więcej, niż Topniejący Lód mógłby przypuszczać. Westchnął cicho, wciąż dzielnie próbując krzyżować swoje spojrzenie z jego, ale stawało się to być coraz to bardziej stresogenne i niepokojące. – Dziwi mnie, że naprawdę tak myślałeś, że ja i Ostra moglibyśmy... – zaczął, jednak urwał, nie zamierzając dłużej ciągnąć tego tematu. Był potwornie niewygodny i wprawiał go w zmieszanie. Cofnął uszy, słysząc kolejne słowa, które padły z jego pyska i dopiero teraz na moment spuścił wzrok. Naprawdę dał mu odczuć, że został zepchnięty na drugie miejsce, a przed niego wskoczyła Ostra? Wszystko zaczynało mu się układać, ale jednocześnie też sypać. Spojrzał mu w oczy, tym razem jednak siląc się na poważniejszy wyraz pyska i stonowane spojrzenie, w którym zdało się brakować poprzedniej niepewności. Serce wciąż biło mu jak oszalałe, jednak nie mógł trwać w ciszy.
– Lód – zaczął spokojnie, czując, że od tego wszystkiego zaczyna boleć go brzuch. Okropne uczucie, ale jeżeli dzięki temu uda mu się wszystko naprawić i zbliżyć do kocura, był na to w pełni gotowy. – Byłeś i jesteś moim najlepszym przyjacielem, jeżeli kiedykolwiek dałem ci odczuć, że tak nie jest… przepraszam – zdawał sobie sprawę z tego, że nie potrafił przemawiać specjalnie inteligentnie, że jego wypowiedzi nie niosły za sobą mądrość, szczególnie teraz, kiedy w jego ciele od dobrych kilku chwil kręcił się prawdziwy huragan, a umysł po prostu nie wiedział, co ma robić, dlatego łapał się każdej możliwej sposobności.
Nie chciał go stracić, nie chciał, nie chciał. Nie spodziewał się, że niewinna z początku rozmowa może przekształcić się w coś takiego. Nie spodziewał się, że ten dzień będzie jednym z ważniejszych dni w jego dotychczasowym życiu. Nie spodziewał się, że zostanie wystawiony na taką próbę.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Brak zrozumienia i złość – potworzył nierozmyślnie, pod koniec zaciskając zęby, być może powstrzymując się w ten sposób od powiedzenia kilku słów za dużo. Czuł się… niezbyt dobrze. Jego własny przyjaciel wprost przyznawał, jaki jest beznadziejny, zniszczony, jak bardzo nie potrafi utożsamić się z czyimś problemem, a co za tym idzie: nie może mu w tej kwestii zaufać. To był cios prosto w jego zimne serce – i to wymierzony przez najbliższą mu osobę. Może miał w tej kwestii rację – w końcu rzeczywiście nie do końca rozumiał jego obawy – ale to nie znaczyło, że nie zrobiło mu się… przykro? Cóż, jeżeli właśnie tak to wyglądało. Był również nieziemsko wściekły, buzująca w nim złość sięgnęła zenitu, bo to musiało oznaczać, że miał o nim takie zdanie już od dłuższego czasu. Oskarżenia w jego stronę rzucane były na dosyć oczywistej podstawie, ale był zbyt dumny, żeby to przyznać. Miał już dość jego dłuższego użalania się, więc nawet nie reagował na jego tłumaczenia, a już tym bardziej na wzmiankę o Ostrej, o której nie chciał już rozmawiać. Zaledwie jego kolejne słowa, niosące za sobą trochę więcej wartości, zdołały uderzyć w niego na tyle mocno, że był w stanie wytrzeźwieć i opanować buzujący w nim gniew. Ale to wciąż nie było wystarczające.
– Co jeszcze spróbujesz mi wcisnąć? Bo chyba się przesłyszałem, ale jeszcze przed chwilą stwierdziłeś, że nie potrafię cię zrozumieć. A chyba nie tak zachowują się najlepsi przyjaciele? Uwierz mi, byłeś dla mnie bardzo bliski, ale jak jest teraz... nie wiem. – Nie wierzył mu; Polny Chwast mógł mówić najprawdziwszą prawdę, ale to nie zmieniało faktu, że po prostu nie widział powodu, dla którego powinien mu zaufać. Przez jego poprzednie słowa, a również przez ogólne zachowanie, jakim się teraz wykazywał, doszedł do wniosku, że jak to ma tak wyglądać, to może powinni dać sobie spokój. Od początku wiedział, że ta rozmowa może nie być zbyt przyjemna, ale zachowanie kocura przechodziło wszelkie pojęcie i nie wiedział, czy naprawdę chce się w to wciąż bawić.
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości