Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
O kociętach myślała już od jakiegoś czasu. W szczególności więcej poświęcała na to myśli gdy zaczęło się robić źle i Kukułcze Jajo umarła. Starała się zapełnić swój umysł pozytywnymi rzeczami. A planowanie i rozmyślanie na temat kociąt było przyjemne. W szczególności, że o nich marzyła od jakiegoś czasu i wiedziała, że chce założyć rodzinę z Mknącą Zawieruchą. Trzymała to w sobie właśnie z powodu sytuacji jaka się wydarzyła w ich życiu. Byli w żałobie. Było źle. Nie chciała wyciągać takiego tematu w złym momencie. Była niepewna reakcji partnera jeśli wybierze zły dzień. Ostatnio zdobyła się jednak na odwagę i nabrała pewności siebie.
Też myślała, że ich rodzice będą z nimi. Kukułcze Jajo i Olchowy Szept. W szczególności ojciec Mknącej Zawieruchy, który już na jednej z ceremonii wykazał zainteresowanie w zostaniu dziadkiem. Słuchała z bijącym sercem gdy bury kocur odezwał się po raz pierwszy. Patrzyła pewnie w jego pysk czekając na coś więcej. Serce zabiło jej mocniej gdy wojownik również wyraził chęć założenia rodziny. Poczuła jak ciepło ją przepełnia i otarła się o niego gdy ten się przybliżył. - Też nie jestem pewna czy to dobry czas Zawierucho. Myślałam od tym od dawna i nie chciałam tego wyciągać w złym momencie. Po prostu... chciałam Ci powiedzieć, że chcę mieć z tobą kocięta. Nie musimy koniecznie dzisiaj zakładać rodziny, nie ma co się śpieszyć. Możemy na razie zacząć po prostu planować naszą przyszłość jako rodziców. Mamy czas, jesteśmy młodzi. - uśmiechnęła się patrząc na kocura.
Można jeszcze wiele ustalić przed zabraniem się do rzeczy. Lepiej wszystko dobrze przemyśleć, by potem być jak najbardziej pewnym wszystkiego gdy zostaną rodzicami. Chociażby można omówić imiona jakie można nadać przyszłym kociętom. Wiele księżycy nad tym rozmyślała i miała parę pomysłów. Warto też przemyśleć porę roku. W końcu niedługo zacznie się robić zimno i nie wiadomo czy to dobry na to moment. Maluchy szybko mogą zmarznąć i się pochorować.
To zdecydowanie była poważna rozmowa. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, wyciągnięcia przez Jasną Kroplę takiego tematu, jednak w sumie cieszyłem się, że moja partnerka zakomunikowała mi to, że jest gotowa na zostanie matką. Tylko że ja jeszcze nie do końca najwidoczniej byłem gotów na zostanie ojcem. Jednak im bardziej o tym teraz myślałem... To była rola, w której i tak siebie widziałem za dłuższy czas, obieg pór, jednak to mogła być rola, w której również mógłbym się spełnić za parę księżyców. Nie młodnieliśmy, a Jasna Kropla być może lepiej zniosłaby ciążę i poród sam w sobie teraz, niż za parę pór.
- Cieszę się, że mi powiedziałaś. - mruknąłem, patrząc w zielone oczy mojej partnerki nadal. Pamiętałem, że podczas jednej z naszych pierwszych rozmów kocica wspominała, że jej marzeniem jest założenie rodziny. Wtedy jednak nie przypuszczałem, że ja będę tym kocurem, który będzie za to odpowiedzialny.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Taka rozmowa kiedyś musiała nadejść. Raczej zawsze byłaby ona niespodziewana. Jednak dobrze było mówić swojej drugiej połówce o takich istotnych rzeczach. Nie oczekiwała, że to on będzie gotowy. Jest jeszcze bardzo młody i w dodatku musi się przygotować też na bycie ojcem. Lepiej zakładać rodzinę gdy jest się już pewnym wszystkiego. Jasna Kropla jednak ma już 42 księżyce i już zaczęła myśleć o potomstwie. Uśmiechnęła się szerzej gdy ten się znów odezwał. Owszem marzyła o tym od wielu księżycy, ale kto by pomyślał, że rzeczywiście znajdzie sobie partnera. W szczególności ona nie dopuszczała do siebie kiedyś takiej myśli. W młodości uważała się za głupią i nie wartą uwagi. A tu proszę. Zaznała naprawdę wspaniałej miłości. - Też jak to przemyślałam Mknąca Zawierucho, myślę, że dobrze byłoby założyć rodzinę gdy będzie już po Porze Nagich Drzew. Nie chcę żeby nasze kocięta się pochorowały od mroźnej pogody. Ale to już w sumie zależy od tego jak sroga będzie ta pora w tym roku.
Pierwszy szok wywołany wejściem naszej rozmowy na tak poważne tematy minął. Zacząłem rozmyślać o kociętach w przyszłości już o wiele bliższej, niż wcześniej. Miało, mogło się to bowiem wydarzyć już w ciągu najbliższego obiegu pór, skoro Jasna Kropla była gotowa. Ja być może byłem młody, jednak też przybywało mi księżyców. Być może dobrze będzie postarać się o kocięta w najbliższym czasie; musiałem jednak to przemyśleć. Nie chciałem podejmować decyzji pod wpływem chwili, poza tym chciałem upewnić się, że w razie jakichkolwiek niespodziewanych okoliczności moja partnerka będzie miała pełną opiekę w łapach mojego brata w lecznicy.
- Masz rację. Podczas śniegów nietrudno o choroby. - potwierdziłem, myśląc o tym. Pora Nagich Drzew była zdecydowanie złą porą dla kilkuksiężycowych kociąt, które lubiłyby chodzić po obozie; nie chciałem tego ryzykować dla własnych dzieci, podobnie jak Jasna Kropla. Z drugiej strony jednak jeśli moja partnerka chciałaby począć dzieci podczas tej najtrudniejszej pory, jeśli nie będzie tak sroga, to kocięta zaczęłyby wychodzić ze żłobka już podczas Pory Młodych Liści, co też nie byłoby takim złym pomysłem. To jednak w głównej mierze kwestia zależna od tego, co przyjdzie.
- Będziesz wspaniałą matką. - powiedziałem, patrząc na Kropelkę. Naprawdę tak myślałem; kocica była czuła i kochająca; byłem pewien, że będzie opiekować się naszymi kociętami tak, jak należy.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Jasna Kropla szczerze wierzyła, że założą rodzinę już w niedalekiej przyszłości. Nie zamierza jednak naciskać na partnera. Zrobią to wtedy gdy ten powie, że także jest gotowy. To nie była tylko jej decyzja, a ich wspólna. Teraz dobrze jest wszystko ustalić. Tak, żeby ich dzieci miały najlepsze warunki do rozwoju, były zdrowe i niczego im nie brakowało. Na razie trzeba obserwować jak zmienia się pogoda. Czy pora Nagich Drzew będzie bardzo sroga, czy łagodniejsza. Ale do niej jeszcze parę księżycy. Najlepiej jest po prostu poczekać i się przekonać.
Uśmiechnęła się ciepło w jego stronę gdy ten stwierdził, że będzie dobrą matką. Sama ma taką nadzieję. Wiele księżycy pomoga zajmować się kociętami w żłobku i myśli, że da sobie radę. To będzie jednak odpowiedzialność większa niż wcześniej. Ale dadzą sobie radę. - A ty będziesz cudownym ojcem. Przykładem najlepszego wojownika dla naszych kociąt. - polizała go po policzku.
Kocica uważała Mknącą Zawieruchę za wspaniałego wojownika. Cały czas głęboko w sercu wierzyła, że kocur zostanie pewnego dnia zastępcą, a potem przywódcą.
Uśmiechnąłem się delikatnie, słysząc słowa kocicy. Taki miałem zamiar, dać własnym kociętom odpowiedni przykład bycia wspaniałym wojownikiem, tak jak mnie dał przykład Olchowy Szept. Naprawdę żałowałem, że pewnego dnia, gdy doczekam się własnej gromady, mój ojciec nie będzie mógł ich obserwować i pomóc mi z wychowaniem ich i naprowadzeniem na odpowiednią drogę; będę musiał zrobić to sam. Zamierzałem jednak wychować je dobrze, zgodnie z tym, czego sam byłem nauczony.
Myśl o własnych kociętach, które Jasna Kropla była gotowa już nosić pod sercem w pierwszej chwili była przerażająca, jednak po chwili już zacząłem się do niej przyzwyczajać. Mogłem sobie wyobrazić siebie, niewiele starszego, niż byłem obecnie, otoczonego młodymi pociechami, nowym pokoleniem. Część pewnie będzie bura, jak ja, a część szarawa, jak moja wybranka. Być może trafi się jakiś czarny kot po Ciemnej Toni? Nie miałem pojęcia.
- Jak je nazwiemy? - zapytałem, zerkając na moją wybrankę. Kwestia imion była dość istotna, nie dajmy się zwieść pozorom, bowiem kot, który w przyszłości miałby zostać wspaniałym wojownikiem, nie mógł nosić jakiegoś niepoważnego imienia.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Dla samej Jasnej Kropli parter był przykładem. Ona zawsze lubiła kryć się w tle, nie wystawać z szeregu i po prostu spokojnie wypełniać swoje obowiązani jak najbardziej przykład nie. To jednak jak elegancki i ambitny był Zawierucha, potem Mknąca Łapa i na końcu Mknąca Zawierucha zawsze ją onieśmielało. Kocur był wspaniałym wojownikiem. Nie umiała wyobrazić sobie kogoś bardziej przykładnego. A przede wszystkim. Miał dobre serce oraz maniery. Nie ma lepszego kota od niego, który nauczyłby kociąt jak mają się zachowywać. W końcu matek kociaki nie zawsze chcą się słuchać. A ojca? Na pewno będą się słuchać.
Myśli o potomstwie wypełniły ich głowy. Aż się ciepło robiło gdy Jasna Kropla zaczęła wyobrażać sobie jak to wszystko będzie wyglądać. Będą jedną kochającą się rodziną. Będą na pewno do sobie podobni. Do Jasnej Kropli i do Mknącej Zawieruchy. Nie może się doczekać, żeby zobaczyć je poraz pierwszy. Chce, żeby przede wszystkim wdali się w ojca. Byli tak ambitni i wspaniali, ale i kochali mocno Klan i rodzinę jak ona sama. Ale jakże to daleka pewnie jeszcze przyszłość. Ale ekscytacja wypełniała ją na myśl o potomstwie. Patrzyła na partnera, gdy ten zadał pytanie. Imiona. Myślała nad nimi wiele długich księżycy. Między innymi odrzuciła kwiaty czy rośliny. Po prostu nie wie czy same kocięta byłyby zadowolone z takich imion. W szczególności synowie. - Myślałam nad ptakami Zawierucho. Jest to dosyć elastyczne i ptaki są różne, więc mielibyśmy dużo do wyboru. Sikorka, Kukułka, Sroka, Gil, Wróbelek, Jaskółka, Drozd, Rudzik, Gołąbek, Kaczuszka, Jastrząb, Orzeł, Kruk, Sójka i wiele innych. Sójki nawet mają takie niebieskie pióra, więc mogłoby pasować jakiemuś kociakowi kot jest podobny do mnie. A na przykład wróbelki są brązowe, więc pasowałoby kociakowi podobnemu do ciebie. Ale generalnie może ty też masz jakiś pomysł? Może wpadłeś na coś ładniejszego - odpowiedziała.
Wiedziała, że jej pomysł nie był za bardzo jakiś intrygujący. Jednak ptaki wydawały się bardzo neutralnym motywem. W końcu chyba zostać Krukiem na przykład nie jest czymś obraźliwym. Gorzej jakby ktoś dał ci imię Patyk.
Generalnie nie różniłem się zbytnio charakterem od Jasnej Kropli, jeśli o tym myślałem. Oboje byliśmy dość cichymi członkami klanu i raczej nie byliśmy tymi w centrum wydarzeń. Byliśmy też porządnymi członkami klanu, wykonującymi zadania. Różnica między nami polegała na tym, że Jasna Kropla była uległa i dla wszystkich uprzejma, podejrzewałem więc, że jako matka też będzie taka dla naszych kociaków, podobnie jak Ciemna Toń była dla mnie i mojego rodzeństwa. Ja znów byłem tym, który zamierzał wprowadzać pewne zasady, które trzymałyby kocięta w ryzach; oczywiście chciałem być dla nich odpowiednim przykładem. Chciałem iść w ślady Olchowego Szeptu już od najmłodszych księżyców, i jeśli choć w części moje przyszłe kocięta będą chciały brać ze mnie przykład tak, jak ja ze swojego ojca, to będę szczęśliwy.
Milczałem chwilę, słysząc pomysł Jasnej Kropli. Musiałem pomyśleć o nim chwilę, bowiem do tej pory nie myślałem o takim motywie. Choć, szczerze mówiąc, do tej pory raczej jeszcze nie myślałem o imionach, jakie w przyszłości będę nadawał kociętom.
- Ciekawe. - przyznałem. Zapewne Jasna Kropla chciałaby dla córek imiona małych ptaszków, takie jak Gil czy Wróbelek, ja zaś wolałbym dla synów imiona bardziej drapieżnych ptaków. Kruk, Jastrząb, Orzeł czy Sokół zapewne synowie przyjęliby lepiej. Sam miałem jednak nieco inną propozycję co do tego miotu. - Ja pomyślałem o imionach naszych przodków. Twoich i moich. Po twoich rodzicach, moim ojcu, siostrze, dziadku. - powiedziałem po prostu. Ah, choć Chłód nosił drugi człon po ojcu, to dziecko z imieniem po Olsze mogłoby mieć wspaniały start, a moja droga siostra również zasługiwała na upamiętnienie w ten sposób. Tak naprawdę moglibyśmy to rozszerzyć nawet o dalszych przodków, na przykład nazwać któreś kocię Lwem.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Jasna Kropla jest dla wszystkich ciepła i pomocna. Taką też będzie chciała być matką, która da im wiele miłości i wsparcia. Prowadzić będzie swoje kocięta przez życie od pierwszych chwil gdy się znajdą na świecie. Będzie starać się nauczyć je wiele. A Mknąca Zawierucha na pewno pomoże jej je wychować. Nauczy ich jak dobrze się prezentować w Klanie. Tak jak to on chodził elegancko i zachowywał się dostojnie w wieku kocięcym. A jednocześnie był miły i uprzejmy. Bury to bardzo dobrze wychowany kot. Chciałaby by jej dzieci też na takie wyrosły. A nie da sobie rady bez partnera. To będą ich dzieci. Oboje będą mieć bardzo ważną rolę w ich życiu.
Ptaki były takie neutralne a jednocześnie jest ich bardzo wiele. Nie sądzi też, że ich dzieci czułyby się jakoś przez nie ośmieszone, jak to jest z kwiatami. Bo nie sądzi by synowie chcieli takie imiona. Wysłuchała także pomysłu partnera. To był a jakże miły i uroczy pomysł. Nadać imiona po rodzinie. Ich dzieci na pewno byłyby ucieszone, że nazywają się po kimś takim jak Olchowy Szept. - To też dobry pomysł. Mamy jeszcze czas i wtedy zdecydujemy. Bo na ten moment oba te pomysły mi się podobają. Tobie zresztą chyba też, ale jeśli te ptasie nie przypadły ci do gustu to rozumiem.
Na własną propozycje dostała zaledwie odpowiedź ,,ciekawe'', więc na dobrą sprawę nie ma pojęcia co partner o tym sądzi.
Oczywiście, że kocięta będą nasze. Kiedy zdecydujemy się na powiększenie rodziny, prawdopodobnie rzadko kiedy będę zostawiał Jasną Kroplę samą. Na pewno bliżej dnia rozwiązania i po nim ktoś będzie musiał znajdować się blisko niej, czy to będę ja, czy na przykład Szczypiący Mróz lub któraś z matek. Na pewno jednak wolny czas, jaki mi pozostanie między obowiązkami wojowniczymi przeznaczę na wspieranie swojej partnerki i obserwację własnych kociąt. Chciałem być takim ojcem, jakim Olchowy Szept był dla mnie, i do tego zamierzałem dążyć.
- Mamy czas. - zgodziłem się, kiwając głową. Szczerze, chciałem to przemyśleć. Jednak imiona własnych dzieci to dość poważna i istotna kwestia, bowiem zwykle zostają one z kotem przez całe jego życie, jeśli przywódca z różnych powodów ich nie zmieni. Ptaki od Jasnej Kropli naprawdę brzmiały ciekawie i intrygująco, poza tym był to dość spójny temat, a przekazujący nam wiele możliwości. Można byłoby imiona dobrać tak, by naprawdę pasowały do naszych dzieci - dla kocurów imiona po drapieżnych, większych ptakach, jako że w przyszłości będą stanowić siłę klanu, a dla kotek, jako delikatniejszych, imiona mniejszych ptaszków. Z drugiej strony chciałem jednak, by to nasi przodkowie - moi i Jasnej Kropli - znaleźli odzwierciedlenie w naszych kociętach, by niosły one dziedzictwo rodziny dalej, szczególnie, że to będzie prawdopodobnie pierwszy miot mojego pokolenia (chyba, że któryś z moich braci zostanie ojcem przede mną). Wtedy imiona byłyby związane z dodatkową symboliką, a być może przodkowie, po których imiona kocięta otrzymają, otoczą je szczególną opieką.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Jasna Kropla liczyła na to, że Mknąca Zawierucha będzie zaangażowany w życie ich przyszłych kociąt równie mocno co ona. Wiadomo, jako ich matka będzie spędzać z nimi wręcz każdą chwilę w pierwszych księżycach, ale wierzy, że Wieruszek będzie często do nich przodził i będzie ją wspierał i kocięta. Bury parter jeszcze nigdy jej nie zawiódł, więc nie było mowy by w tej kwestii zawalił. W szczególności, że ta jest bardzo ważna. W szczególności, że widać iż Mknąca Zawierucha chciałby być dobrym ojcem i przykładem dla dzieci.
Imiona były bardzo istotne i ten temat może być trudny do rozstrzygnięcia. Bo Jasnej Kropli na prawdę bardzo podobają się obie propozycje. Wolała by to Mknąca Zawierucha bardziej wybrał tematykę bo ona na prawdę nie ma zielonego pojęcia jak wybrać tą idealną tematykę. W szczególności, że już mają dwie i trzeba się zdecydować. A zdecydowanie jest bardzo trudne pomiędzy tylko dwoma! Na razie nie myślała o tym by mieli kiedyś aż dwa mioty i po prostu można rozbić dwa tematy na dwa mioty. W końcu nie wiedzą jak im się uda być rodzicami. Pewnie dadzą sobie radę, ale dwa mioty to już poważna sprawa. Dlatego nawet do głowy jej to jeszcze nie wpadło. Jest póki co skoncentrowana po prostu na założeniu rodziny. Z partnerem którego tak kocha. Musi być to przemyślana decyzja, więc pewnie jeszcze nie jednego dnia będą się musieli zmierzyć z dyskusją na ten temat. Dobrze jest to jednak omówić niż wcald. Chcę by jej kocięta miały dobre dzieciństwo i życie. A są sami, bez rodziców którzy im pomogą w byciu matką i ojcem. Muszą sobie sami dać radę i być przygotowanym na wiele. - Wracajmy już do obozu. Zjadłabym coś a ty? - powiedziała do partnera podchodząc bliżej.
Zaburczało jej w brzuchu na co zachichotała cicho. Dawno tak nie zgłodniała. Może taka poważna rozmowa zabrała jej dużo energii i dlatego jest taka głodna?
Rozmowa niewątpliwie była poważna i obdarzona wieloma przemyśleniami. W końcu nie codziennie Jasna Kropla obwieszczała, że jest gotowa ze mną założyć rodzinę, i nie codziennie zaczynałem myśleć o kociętach jako opcji dosyć bliskiej, choć nadal bliżej nieokreślonej czasowo.
Uśmiechnąłem się delikatnie do mojej partnerki, kiedy usłyszałem jej słowa i towarzyszące im ciche burczenie w brzuchu.
- Wracajmy. - zgodziłem się, po czym polizałem Jasną Kroplę w policzek. Na rozmowy o imionach kociąt mieliśmy jeszcze czas, to nie była nagła sprawa. Poza tym jeśli kocica miała za jakiś czas nosić w sobie nasze dzieci, musiała o siebie dbać, a to oznaczało też regularne posiłki. Ruszyłem więc z nią u boku, prowadząc ją spacerowym krokiem w stronę obozu, by tam dopilnować, aby kotka najadła się do syta.
nieduży, rudy pręgowany kocur z odrobiną bieli na brodzie i na spodzie łap. Oczy póki co brudnoniebieskie. Futro ma krótkie.
Wścieklica jest kocurkiem raczej dosyć ograniczonym. Ma dość niski iloraz inteligencji, zwykle nie stara się nadrabiać tego cierpliwością czy empatią. Zazwyczaj nie stara się wysilać swoich ograniczonych zasobów mentalnych na rozumienie co bardziej złożonych kwestii. Nie przejmuje się tym, że czegoś nie rozumie. Trudno go przy tym wszystkim obrazić dlatego, że nie rozumie ironii i sarkazmu. Na irytację spowodowaną niepowodzeniami często reaguje agresją lub ucieczką. Brak w nim strachu, co jednak często jest spowodowane głupotą, nie odwagą. Jego charakter na pewno da się do pewnego stopnia utemperować, jeżeli ktoś będzie wyznaczał się odpowiednio mocną osobowością i chęciami.
Rysia Skała [KG], Tundra [KP]
Naprawdę trudno się dziwić dziecku, któremu nie wyznaczono zupełnie żadnych zadań, że rozrabia i szuka sobie czegokolwiek do roboty. Na nauki był wciąż za młody, chociaż nimi akurat nie był szczególnie zainteresowany. Wolałby po prostu móc opuścić obóz i zobaczyć, co jest za nim. Cóż, właściwie to dotąd nie sprawdzał jeszcze, co może z tego wyniknąć. Małe serce w chudej piersi przyspieszyło swoje bicie na myśl kocurka o dokonaniu czegoś tak niedozwolonego i ekscytującego. Futro na karku stanęło dęba, a on sam skierował śmiałe kroki w stronę wyjścia z obozu, który dotąd był w zasadzie całym jego światem.
O dziwo, nie czuł żadnego strachu. Być może był na to za młody, może za głupi. Fakt był taki, że wylazł i znalazł się w kawałku lasu, który nazywał się Świerczyną, czego rzecz jasna nie mógł wiedzieć. Od obozu dzieliły go może dwie długości drzewa, a i tak czuł wspaniałą, ekscytującą wolność. Stał na środku niewielkiej polany, a jego ogon poruszał się miarowo w tę i z powrotem. Co teraz? O tym w zasadzie nie pomyślał. Pożałował, że nie wziął ze sobą Trucizny, swojej chyba najbardziej ulubionej z rodzeństwa. Ona była… ciekawa. W każdym razie na pewno ciekawsza niż nudny i strachliwy Obłoczek.
Co teraz?
Właściwie, skąd on przyszedł?
Stamtąd?
Nie, na pewno nie mijał jego drzewa.
Ups.
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Niebieski terminator uwielbiał przesiadywać poza obozem i dzisiejszy dzień nie był jakimś wyjątkiem od tego. Lubił samotne podróże, a nudny i monotonny obóz stawał się dla niego coraz gorszy. Może coraz bardziej się irytował, że ciągle był terminatorem, a koty młodsze od niego grzały legowisko wojowników? Kto wie. Wyszedł z obozu i nawet nie wyszedł jakoś specjalnie daleko, to między drzewami dostrzegł wyjątkowo rudą wiewiórkę. Nie... To nie była wiewiórka. Podszedł krok bliżej i w jego głowie zapaliła się czerwona lampka. Kociak poza obozem. Tylko co na gwiezdny klan taki mały smarkacz robi poza obozem? I to jeszcze wyglądał, jakby zgubił drogę powrotną do obozu, wyśmienicie. Jakim cudem matki pozwoliły jednej z pociech wyjść z bezpiecznego obozu? Ten klan rzeczywiście spada na psy.
Wiedząc, że taki dzieciak nie przeżyje długo, nie znając drogi do obozu, podszedł bliżej by... cóż wytłumaczyć mu, że takie wyprawy nie są dobrym pomysłem. Rudy naprawdę miał sporo szczęścia, że ktoś na niego trafił. W końcu często słyszy się o kociakach, które zniknęły bez śladu.
- ...Co robisz poza obozem? - zapytał, stając nad kociakiem. Był ciekaw, co takiego wpadło rudemu do głowy, by narazić swoje życie i wyjść z bezpiecznego obozu. Nie weźmie go jeszcze za kark do obozu, chętnie urządzi sobie z nim pogawędkę.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
nieduży, rudy pręgowany kocur z odrobiną bieli na brodzie i na spodzie łap. Oczy póki co brudnoniebieskie. Futro ma krótkie.
Wścieklica jest kocurkiem raczej dosyć ograniczonym. Ma dość niski iloraz inteligencji, zwykle nie stara się nadrabiać tego cierpliwością czy empatią. Zazwyczaj nie stara się wysilać swoich ograniczonych zasobów mentalnych na rozumienie co bardziej złożonych kwestii. Nie przejmuje się tym, że czegoś nie rozumie. Trudno go przy tym wszystkim obrazić dlatego, że nie rozumie ironii i sarkazmu. Na irytację spowodowaną niepowodzeniami często reaguje agresją lub ucieczką. Brak w nim strachu, co jednak często jest spowodowane głupotą, nie odwagą. Jego charakter na pewno da się do pewnego stopnia utemperować, jeżeli ktoś będzie wyznaczał się odpowiednio mocną osobowością i chęciami.
Rysia Skała [KG], Tundra [KP]
Niknąca Łapa zastał Wścieklicę poruszającego się nerwowo na różne strony, zupełnie jakby spodziewał się, że za którymś obrotem w końcu przypomni sobie, z której strony właściwie przyszedł, jak znalazł się w tym miejscu. Ulga, która pojawiła się na pysku młodszego kocurka była nie do opisania. I nie do ukrycia. Serce waliło mu, jak szalone, zaczął już nawet rozważać szaleńczy bieg w losowym kierunku, który to rzecz jasna miał bardzo niewielką szansę doprowadzić do czegoś dobrego. W takim wypadku najprawdopodobniej po prostu zgubiłby się zupełnie i nie był w stanie wrócić do klanu Cienia.
W ostatniej niemal chwili pojawił się jednak szary Terminator, którego Wścieklica nie znał. Nawet nie kojarzył, ale to zupełnie nic wyjątkowego. Koty, które naprawdę znał mógłby policzyć na palcach dwóch łap.
Kocur zadał mu pytanie, a rudzielcowi zrozumienie go i przetrawienie zajęło więcej czasu, niż można się było tego spodziewać. Szumiało mu w uszach, był oszołomiony, a walące szaleńczo serce w niczym nie pomagało.
- Nudziłem się - udało mu się wreszcie wydusić. Bardzo stopniowo zaczynał się uspokajać. - Myślałem że będzie fajnie. Ale zgubiłem się. - wyznał już zauważalnie spokojniej.