Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Nic nie odpowiedział na słowa kocicy, jedynie posłał jej blady uśmiech i polizał po policzku. No, nie rozumiała jego myśli, ale rozumiała poczynania i to się liczyło. Nie patrzyła się na niego krzywo, gdy popełniał błąd, tylko szanowała to, że też był kotem i mógł się pomylić. I to się dla niego liczyło. Poza tym, była dla niego zawsze, kiedy tego potrzebował, jak nikt inny. Była... po prostu wyjątkowa.
- Mam taką nadzieję. Wężowa Gwiazda nie przebiera w środkach i nie wiadomo jaką otrzymałby karę za kolejne przewinienie - mruknął. Doskonale wiedział, że dla Puchacza od zawsze był swego rodzaju wzorem, dlatego liczył na to, że syn go posłucha. Nie chciałby, żeby musiał przechodzić przez to samo, co jego matka, albo nie wiadomo co tam przywódca wymyśli. Buro-biały nie był głupi i słowa ojca na pewno do niego dotarły, pytanie tylko, czy to go powstrzyma? Oby.
Na słowa odnośnie Szopa zastrzygł uchem i spojrzał zmartwionym wzrokiem na szylkretkę. Musiało ją to martwić i gryźć, skoro zdecydowała się o tym powiedzieć, kiedy temat ich rozmowy w żaden sposób nie oscylował wokół burego wojownika.
- Dojrzał. Jest dobrym mistrzem i wojownikiem. A przede wszystkim, nie jest już zbuntowanym kociakiem. Spróbuj z nim porozmawiać, na pewno zrozumie, co się wcześniej między wami zadziało. Jeżeli jednak się boisz, mogę go namówić na rozmowę z tobą - powiedział, proponując jakąś pomoc. Pluskający Potok dojrzał od ostatniej rozmowy z matką, tak samo jak Krogulec dojrzała od ostatniej rozmowy z nim. Wiewiórczy Ogon miał nadzieję, że teraz łatwiej byłoby im znaleźć wspólny język i może udałoby im się pogodzić, zwłaszcza że Szop potrafił wybaczać, o czym rudzielec przekonał się na własnej skórze. Czekoladowo-rudej na pewno też by odpuścił, bo po co się kłócić, tym bardziej w rodzinie?
- Ale ty nie raczysz mnie złowrogimi spojrzeniami. Też bym był zazdrosny, gdybyś była zastępcą. Myślę, że to normalne. Od zawsze trochę ze sobą rywalizujemy - zazdrość Krogulec nie dziwiła syna Świerkowej Igły. Między nimi zawsze było trochę rywalizacji i chociaż trochę się cieszyli z sukcesów drugiego, to jednak element zazdrości także się pojawiał. Po prostu tacy byli i tak wyglądała ich znajomość. Ale to jeden przypadek, a klan liczy o wiele więcej kotów, z którymi Wiewiór nie zamienił nawet ani słowa, a mimo to czuć od nich było specyficzną aurę.
- Oczywiście. Dla mnie jesteś idealna pomimo paru wad, ale to dobrze, jeśli inni dostrzegają je bardziej niż ja. Nie muszę się bać, że znajdzie się ktoś młodszy i lepszy - mruknął, uśmiechając się do córki Traszki zadziornie. Dla niego była chodzącym ideałem i był przekonany, że niejeden mu jej zazdrościł. Była przepiękna, silna, do tego miała mocny charakter, więc miał u swego boku kogoś, kto nie będzie się bał mu sprzeciwić. No lepiej być nie mogło.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Przytaknęła głową na słowa odnośnie do przywódcy. Cóż, widocznie Wężowa Gwiazda zaczynał na starość tracić cierpliwość, bo wcześniej to naprawdę trzeba było się postarać, aby karę odgórnie dostać. Teraz strach było wychylić się przed szereg, by nie zostać brutalnie cofniętym.
- Spróbuję z nim pogadać. Tak samo z Kieł i Pustułką. Myślę, że z gadaniem problemu nie mam — odpowiedziała na słowa, nie chcąc przyjmować pomocy. Głównie dlatego, że rudy użył słów, że się boi. Ona w życiu się nie bała! A przynajmniej nie będzie tego pokazywała na zewnątrz. Tak naprawdę, miała pewne obawy co do rozmowy z burym synem, zdecydowanie nie będzie ona należała do łatwych, a przez długi język wojowniczki mogło się wszystko jeszcze bardziej skomplikować. Miała nadzieję, że rzeczywiście oboje dorośli i dojrzali do normalnego dialogu. Zachichotała cicho na odpowiedź Wiewióra o tym, że to ona jest zazdrosna, ale, w sumie, miał rację. Od zawsze rywalizowali, ale Krogulec już dawno sobie odpuściła większe ambicje. Chciała jedynie powrócić do pełnienia wojowniczych obowiązków, nic więcej. Ale dawnych marzeń tak łatwo pozbyć się nie mogła i czasami myślami powracała do tych czasów, gdzie wszystko było łatwiejsze.
- Jesteś jedynym młodszym, który mi się podoba. Dobra, już mi posłodziłeś. Teraz chodź dalej, bo komary gryzą - odpowiedziała na jego słowa, podnosząc się z miejsca i trącając go barkiem, aby też się ruszył. Łabędzie Gniazdo było romantycznym miejscem, jednak miało pewną wadę. A mianowicie, nie dało się siedzieć przez dłuższy czas. Ruszyła więc przed siebie, by kontynuować spacer na terenach klanu cienia.
... Musiała przyznać, że były dość ładne.
zt
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa wcześniej położyła się w Podziemiu. Miała swoje legowisko, które wcześniej tak starannie umościła. Łapy przez cały dzień świerzbiły ją, żeby iść zapolować. Ale przecież była jedynie terminatorem, nie znającym do końca terenów Klanu Cienia i niepotrafiącym polować albo walczyć. Cóż, mogła obwiniać jedynie swojego mistrza. Ale i tak tego nie robiła. Jedyne co robiła to zmieniała mech we wszystkich posłaniach. Taka praca. Jak się jest Sową to może być nawet ciekawa, chyba że robi się to dzień w dzień. Co więc dało jej wcześniejsze pójście spać, wyczekując tylko kolejnego dnia, jeżeli i tak obudziła się w środku nocy, całkowicie wyspana. Czegoś jej w życiu brakowało i nietrudno było to dostrzec. Poczuła zwietrzały zapach swojego, ulubionego nieznajomego. Zrobiło jej się smutno. Topniejący Lód był już wojownikiem. Nie rozmawiała z nim od tak długiego czasu... Wiedziała, że już więcej nie wytrzyma. Musiała zapolować. Podniosła się energicznie i szybkim krokiem wlazła w okolice Zacienionych Skałek. Błękitnego wojownika nie trzeba było długo szukać. Znajomo pachnący, puchaty, szary kształt. Trąciła łapą kocura.
- Topielec. Zabieraj swój leniwy, topniejący zadek i idziemy na polowanie! - oznajmiła z niezwykłą dla niej ekscytacją. Zwykle ukrywała swoje uczucia, ale teraz nie miała co tracić na to czasu. Przez głowę przemknął jej obraz ich ostatniego spotkania. Ale przecież przeprosiła. No właśnie. Więc sprawa zamknięta.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Skąd taki pomysł, żeby niebieski wypoczywał w Zacienionych Skałkach? Choć wydawało się to idiotyczne ze względu na jego jaskinię, w której spędzał większość czasu, Sowa niestety trafiła. Sam kocur nie wiedział dlaczego wypoczywał właśnie tam i też zaczął żałować, że to w legowisku wojowników się położył, gdy bura szturchnęła go łapą. Tym samym sprawiła, że wojownik wstał wkurzony bardziej niż zwykle, nawet jeszcze nieprzytomny. Zamlaskał kilkukrotnie nim nie doszedł do siebie w pełni. Gdy jednak to się udało, odskoczył w bok ze zjeżonym futrem i wygiął się w łuk.
– Ty masz jeszcze czelność się do mnie odzywać? – syknął ostrzegawczo, niezbyt zadowolony z towarzystwa młodszej terminatorki. Sowa była... specyficzna. I na pewno nie należała do grona jego ulubionych kotów, już nie wspominając o tym, że było zarezerwowane ono dla jednego kota, ale to tylko szczegół. Owszem, bura zaciekawiła go na tyle, że czasem też o niej myślał i ciekawił się, kogo to teraz złapała w swą pułapkę, ale na pewno nie była kimś, kogo chciał widzieć od razu po przebudzeniu się. Futro już nieco opadło, a ten sam usiadł na ziemi i zaczął wylizywać swoją sierść na klatce piersiowej, bo niestety ta zawsze lubiła kręcić się w tym miejscu. Gdy skończył, widząc ją nadal w tym samym ułożeniu, podszedł bliżej i wlepił się w jej zielone oczy bez żadnego wstydu. Kotka mogła poczuć się świdrowana na wskroś, ale jemu to nie przeszkadzało.
– Zgaduję, że nawet polować nie umiesz – stwierdził z wymalowaną obojętnością. Po chwili przestał na nią spoglądać i ruszył ku wyjścia, chcąc gdzieś pójść poza obóz. Może jeśli Sowa wykazałaby jakieś zainteresowanie i zachowywałaby się kulturalnie, mógłby się pokusić o nauczenie jej tej rzeczy. Ale nie robił nic bez korzyści. Skierował się w stronę Łabędziego Gniazda, ciekaw czy bura pójdzie za nim. Gdzieś w środku miał nadzieję, że jednak tak nie będzie.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa patrzyła jak wojownik się podnosi, a następnie odskakuje. Uniosła brwi w geście zirytowania. Uderzyła burym ogonem o ziemię.
- Oczywiście, że mam "czelność". Nie wiem czemu miałabym jej nagle nie mieć. - rzuciła wyzywająco. Świdrowanie jej wzrokiem nie sprawiało Burak żadnej różnicy. Topielec nie dowie się niczego czego już by nie wiedział. Poczuła się urażona jego pytaniem, więc dumnie uniosła głowę.
- Umiem teorię polowania i pozycję łowiecką. Po prostu... nigdy nie polowałam. - odparła liżąc się po piersi. Kiedy znowu zobaczyła kocura, ten już wychodził z obozu. Dołączyła do niego w paru dostojnych krokach. Zdążyła już potraktować jego pytanie na temat jej zdolności łowieckich za zgodę na wspólne polowanie. Chociaż Topielec nie miał się nawet na co zgadzać. Sowa już zadecydowała za niego.
- Znasz jakieś dobre miejsca, żeby zapolować? - zapytała szeptem, ale jednak dosłyszalnie. Była bardzo podekscytowana całym tym zajściem i ciężko było tego nie okazywać. Interesowało ją dokąd zmierzają, a nie chciała spłoszyć zwierzyny. Chociaż nocą piszczków powinno być pełno, prawda? O, Burak miała sporą ochotę ma jakąś mysz albo nornicę. To była bardzo niecodzienna okazja. Kotka mogła iść na polowanie z kimś kto przy sprzyjających warunkach pokaże jej jak to się robi.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Szedł prosto, kompletnie ignorując słowa i obecność młodszej kocicy. Dopiero gdy znalazł się na miejscu, co swoją drogą nie było krótkim dystansem, odwrócił się do burej.
– To w takim razie po co jestem ci potrzebny? – spytał oschle. Owszem, kocur lubił polować, uznając to za jedną z przyjemniejszych czynności w klanie, ale na pewno nie z takim towarzystwem, tym bardziej, że Sowa na pewno nie była zbyt doświadczona, co można było wywnioskować choćby po jej stwierdzeniu, że jeszcze nigdy nie polowała. Oczywiście, że się zgodził na polowanie, ale to nie było równoznaczne z tym, że robił to dla terminatorki – postanowił już wykorzystać ten moment, że przerwała mu sen i zrobić coś pożytecznego, bo słabo mu szło w zasypianie chwilę po przebudzeniu. Rozprostował trochę kości, jeszcze nie do końca przebudzony i zaczął rozglądać się na boki, ciekaw czy taka pora równa się z łatwą zwierzyną. Bądź co bądź – polował zawsze za dnia, nie wiedział tak naprawdę o istnieniu zwierzyny nocnej, uznając, że inne stworzenia też lubią sobie pospać. Uznał jednak to za ciekawe doświadczenie. Usiadł na chwilę jeszcze, chcąc w pełni dojść do siebie, a następnie spojrzał na kotkę, oczekując, hmm, jakiegoś powodu, dla którego on tutaj jest. Tłumaczenie się tym, że chciała iść poza obóz z wojownikiem na pewno by na niego nie zadziałało, bo w obozie było o wiele więcej bardziej doświadczonych od niego i mimo jego pewności siebie na pewno nie był w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa, nie wspominając już o tym, że nawet nie miał zamiaru jej pomagać. Ziewnął zmęczony, mrużąc delikatnie ślepia. No i się nie wyśpi.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa uważnie rozglądała się po drodze. Przypominała sobie i zapamiętywała tereny Klanu. A poza tym wszystko co mogła podziwiać to plecy Topielca. W końcu kocur usiadł i zadał jej pytanie. Dziwne, nie odzywał się przez całą drogę. Gdyby nie jego plecy, zapomniałaby że w ogóle tam jest. Nie do końca zrozumiała jego pytanie.
- Jak to po co jesteś mi potrzebny? Jesteś jedynym wojownikiem, którego lubię. Znaczy znam. Może i wzięłabym Bobrzy Kieł, ale nie było jej w Zacienionych Skałkach. No, a mój mistrz... No... Więc zamierzasz w ogóle zacząć polować? - odburknęła mu w odpowiedzi. Burak stwierdziła, że Topielec myśli teraz więcej niż powienien. Byli na polowaniu, nie na jakichś pogawędkach intelektualistów. A wolała, żeby niebieski wojownik przestał tak dużo gadać, bo nie miała ochoty odpowiadać na takie pytania. Wcale nie musiał wiedzieć, że poszła z nim tu teraz, bo lubi jego towarzystwo. Nie znaczyło to jednak, że może sobie na za dużo pozwalać. Nigdy nie mógł, nie przy niej. Widząc jego zaspanie, tylko przewróciła oczami.
- No chodź, panie wojowniku. Powinieneś być gotowy wstawać o każdej godzinie byle dla twojego ulubionego Klanu. - zauważyła sarkastycznie. Gdyby była bardziej w nastroju do takich przepychanek, podważyłaby jego bycie wojownikiem jeszcze z pięć razy. Ale nie była w nastroju i chciała już zacząć polować.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Na jej tłumaczenia westchnął znudzony, już nawet nie zwracając uwagi na jej wpadkę, w której to przyznała, że go lubi. Owszem, miał zamiar zacząć polować, ale jej obecność mu nie pomagała, bo ilekroć na nią spojrzał, tracił chęci do życia. Ta jednostka wyjątkowo grała mu na nerwach, nie wspominając już o tym, że czym starsza była, tym większe gadała głupoty. Jeszcze jak była kociakiem to potrafiła mądrze odwarknąć czy rzucić wyzwiskiem na poziomie, a teraz myśli, że mogą się kiedyś zaprzyjaźnić. Pff, naiwna.
Wstał w końcu, słysząc słowa kotki. Miała rację. Czym dłużej będzie tu siedział, tym bardziej będzie narażony na jej towarzystwo. Wstał więc, ostatni raz rozciągając mięśnie.
– Z dala ode mnie – rzucił tylko, po czym ugiął łapy i zaczął iść pod wiatr w poszukiwaniu jakiegoś małego kąska. Nie miał zamiaru polować za długo, więc w razie gdyby coś rzuciłoby mu się pod łapy, Sowa musiałaby się przygotować na to, że w pewnym momencie zostawi ją samą, a sam pójdzie odpocząć. O ile do tego czasu nic go nie zje, ale to już będzie jej wina.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa lubiła koty, które były interesujące. A Topielec jak najbardziej do takich kotów należał. A jej "lubienie" nie miało nic wspólnego z sympatią. To były dwie różne rzeczy. Dlatego właśnie jakoś specjalnie przejęzyczeniem się nie przejęła, bo dla niej to były dwie podobne rzeczy. Na jego "z dala ode mnie" mogła tylko splunąć, acz nie zrobiła tego.
- No, lepiej trzymaj się z dala, bo jeszcze cię pogryzę. - odrzuciła, niezbyt głośno, ale tak żeby usłyszał. Nie uważała jednak, że takie zabieranie sobie zwierzyny było dobrym pomysłem, więc mimo, że milczała odeszła trochę w drugą stronę. Niech Topielec robi co chce, ona tylko chce mieć kogoś kto skończył trening na zawołanie. Nie zamierzała życzyć mu powodzenia. Po co? To było przynajmniej bezcelowe. Pamiętając wszystko dokładnie z nauk, zeszła do pozycji łowieckiej. Ugnij się na łapach. Zrównaj głowę z linią grzbietu. Ogon nieruchomy tuż nad ziemią. Przeniosła ciężar ciała na tylne łapy. Zaczęła nasłuchiwać. Smród Topielca na pewno przegonił stąd większość zwierzyny. Chwilę zajęło jej wyczucie kierunku wiania wiatru, ale zaraz ruszyła pod wiatr. Patrzyła pod łapy, żeby nie nadepnąć na żadne paskudztwa i rozglądała się dookoła w poszukiwaniu zwierzyny. Zasmakowała kilka razy powietrze. Węch miała wyczulony, słuch też, a wzrok wytężony. Poruszała się ostrożnie i powoli, żeby niczego nie przegapić, a w głowie rozbrzmiewały jej wszystkie zasady polowania, które znała.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Pogoda na polowanie była wręcz idealna. Przez ostatnie kilka dni nad terenami czterech klanów, słońce dawało o sobie znać. Dziś jednak, delikatny wiaterek muskuł futro kotów, dając im odrobinę ulgi. Kiedy to młody wojownik szedł przed siebie. Początkowo nie wyczuwał żadnych tropów, póki do jego uszu nie dotarło dosyć charakterystyczne pukanie w pień drzewa. Następnie, jego oczom ukazał się czarny ptak, który akurat zleciał na pobliski korzeń. Nie zauważył on jednak wojownika.
Sówka miała podobne szczęście, co jej kolega. Wiatr delikatnie muskał jej bure, pręgowane futro, kiedy szła przez las w celu znalezienia zwierzyny. Terminatorka była zapewne bardzo zdeterminowana, aby cokolwiek przynieść do obozu. Zaraz potem do jej nosa doleciał zapach zwierzyny. Więc kiedy tylko obróciłaby głowę w lewo, za jednym z pni jednego z chudszych drzew, mogła dostrzec małe zwierzątko z wydłużonym noskiem. Jego futerko było brunatnoszare, a sama zwierzyna wydawała się nie zauważyć jeszcze młodej kotki.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Ten delikatny wiaterek był ulgą i odskocznią od ciepłej pogody, więc kocur szedł szczęśliwy i odetchnięty: jednak czego się spodziewać po nocy – wtedy przecież słońce nie grzeje tak mocno, więc pora była wręcz idealna. Szedł przed siebie w poszukiwaniu zdobyczy, kiedy do jego uszu nie dotarł dźwięk stukania w pień drzewa, na co momentalnie odwrócił się w tę stronę. Całe szczęście, że ptak postanowił zlecieć na korzeń: w innym wypadku wówczas nie dałby rady go upolować, zważając na jego... brak umiejętności wspinaczki. Postanowił więc wykorzystać jego nieuwagę i spróbować go upolować.
W tym celu ugiął się na łapach, obniżył sylwetkę i zrównał ogon z linią grzbietu. Pamiętał, że według regułki ptak może zobaczyć, ale on by być pewnym, postanowił wykorzystać jeszcze zasadę z uszatymi. Spłycił oddech. Jeszcze raz upewnił się, że idzie pod wiatr, a potem ruszył. Co chwilę spoglądał pod łapy, by na nic nie nadepnąć i jeśli była taka możliwość: chował się za każdym drzewem, krzakiem, czymkolwiek, co pomogłoby mu w ucieczce przed wzrokiem ofiary. Jeśli ptak spojrzał się w jego stronę – był gotów w tym czasie skamienieć, chcąc go nieco zmylić. Dopiero gdy doszedł na odpowiednią odległość, wybił się z tylnych łap i wyciągnął te przednie, z zamiarem wbicia pazurów w skrzydła czarnego ciała.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa poruszała się cicho pośród roślinności. Szła pod wiatr, a on bardzo przyjemnie mierzwił jej futro. Co jakiś czas zatrzymywała się, nasłuchiwała, rozglądała wokół i smakowała powietrze. Nie musiała wcale dużo czekać, bo gdy znowu się zatrzymała, była w stanie wyczuć zwierzynę. Obróciła głowę w lewo i dostrzegła jakieś poruszenie. Zapach, teraz przyprawiający ją o głód, wskazywał wyraźnie, że to jakiś piszczek. Może szczur? Wtedy oby był tylko jeden. Myszy były jej ulubionymi smakołylami, ale reszta piszczków była prawie tak dobrym przysmakiem. Przypomniała sobie szybko, wszyskie zasady polowania. Mysz cię wyczuje? Zapewne tyczyło się wszystkich myszopodobnych. Ściszyła oddech, przeniosła ciężar ciała na tylne łapy i zaczęła się powoli skradać do zwierzątka. Wytężyła wzrok, zerkając również pod łapy. Starała się ukrywać w miarę możliwości za najbliższymi pniami drzew. Musiała się pilnować, żeby ogon z ekscytacji nie latał na boki, ale jak na razie chyba dobrze jej szło. Pilnowała, żeby kierunek wiatru nagle się nie zmienił, ostrożnie stawiała kroki, nie szurała futrem po ziemi i "uważała na syf pod łapami". Kiedy stwierdziła, że podeszła dostatecznie blisko, wybiła się z tylnych łap, wysuwając pazury i szykując zęby. Zamierzała się wbić, wgryźć w piszczka, zanim zdąży jej zwiać. Chciała celować w pobliże szyi, bo to przecież wrażliwe miejsce, ale ciała tych zwierzątek są takie małe, że to chyba nie robiło różnicy. Ważne, żeby złapać.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
To był zdecydowany dzień... no może noc, wojownika. Nie popełniając żadnego błędu, kocur zakradł się w stronę ptaka, który niczego się nie spodziewał. Nawet kiedy zwierze spojrzało w jego stronę, nie mogło zobaczyć kocura, który zamierał w miejscu. Dzięcioł nie spodziewał się również zapewne tego, że zaraz potem runie na ziemię, przyszpilony przez silnego wojownika.
Za to terminatorka nie miała tyle szczęścia. Zapomniała bowiem o jednej z ważniejszych zasad. I chociaż bardzo starała się nie szurać po ziemi, nie zrównując głowy i ogona z linią grzbietu, jej ogon, chociaż minimalnie, to przez chwilę szurał po ziemi. To spowodowało, że ryjówka, natychmiast zerwała się do ucieczki. Sówka nadal jednak miała możliwość ją złapać.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Wiedział, że mu się uda. Ni iskra stresu nie przeleciała przez jego ciało. Był pewien co do swojej wygranej, zatem nie starał się nawet za bardzo przy skoku, wiedząc, że przygniecie czarnego ptaka do ziemi swoimi łapami. Gdy udało mu się to zrobić i znalazł się przy stworzeniu bardzo blisko, spojrzał na niego przekręcając łeb, udając przejętego, po czym schylił się, chcąc wtopić swe kły w ciepłe jeszcze ciało drobnego osobnika. Wbić swoje zęby w kruchą szyję i nie puszczać, nim nie poczuje, że to koniec. Że nie oddycha i będzie wspaniałym okazem do powiększenia zasobów na stosie. Liczyła się teraz śmierć dzięcioła i triumfalna chwila młodego wojownika, chcącego zasmakować swojej pierwszej, łatwej zdobyczy na nocnym polowaniu. Chciał zrobić to szybko i skutecznie, żeby móc potem wziąć się za kolejne łowy.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa pozwoliła sobie na moment nieuwagi, zapatrzyła się w stworzonko, na które polowała i zaszurała futrem po podłożu. Błyskawicznie spojrzała na nornicę, która już zaczynała uciekać. Nadal nie było za późno. Nie pobiegła za piszczkiem, ona rzuciła się w pogoń za tą nornicą. Nie miała nawet czasu myśleć, po prostu popędziła w kierunku zwierzątka. To wstrętne myszopodobne stworzenie na pewno ukryje się w pierwszej lepszej norze, w której Sowa nornicy nie dosięgnie. Dlatego starała się biec tak, żeby łapami blokować wszystkie takie podobne miejsca. Chciała po prostu dorwać piszczka w swoje łapy. W pełni skoncentrowała się na pogoni, używała całej swojej siły w łapach do przyspieszania biegu. Oczy nie odrywały się od uciekającej zwierzyny, ale miała się na baczności, żeby nie rąbnąć z rozpędem w jakieś drzewo. Był środek nocy, a ona miała ochotę na polowanie. Musiała to po prostu dobrze wykorzystać. Gdyby ta nornica schowała się w ziemi albo przy korzeniach drzewa, to Sowa bez wahania próbowałaby rozgrzebać ziemię dookoła. Żeby tylko nornica jej nie uciekła. Była bardzo zdeterminowana, bo postawiła sobie za cel coś upolować. I zależało jej na sukcesie. Potem zastanowi się co zrobiła źle i spróbuje to poprawić. Teraz pogoń.