Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Ktoś, kto nie zna dokładnego położenia terytoriów poszczególnych klanów z pewnością mógłby pomylić to miejsce z ziemiami należącymi do Klanu Wichru - w końcu z rzecznymi terenami kojarzy się głównie Grzmiąca Rzeka, nie zaś malowniczy, pełen różnokolorowych kwiatów obszar. Rośliny kwitną tu długo, a skład gatunkowy jest niezwykle różnorodny; od przetaczników, dzwonków i maków poprzez chabry, wyki i drżączki, a i tak jest to zaledwie niewielka część różnorodnej roślinności tej części ziem Klanu Rzeki.
Gdy patrzymy na Sadzawkę widzimy dosyć kruchą kotkę. Co prawda podrosła, ale nadal nie przewyższa większości kotów w swoim wieku. Posiada krótkie, aczkolwiek chude łapki i dosyć długi ogon, przez co widać, że kocięcy tłuszczyk już dawno ją pożegnał. Jej futerko jest niebieskie i krótkie. Na jej pyszczku jest szarawy nosek i oczka przypominające migdały. Są żółte, ale przy źrenicy pojawiają się odcienie zieleni.
Jest strasznie skomplikowana, a jej życie tworzą paradoksy, takie jak stres, który spotyka ją często. Przez stres ma czkawkę, przez czkawkę się denerwuje, a gdy się denerwuje czuje stres. W takich momentach musi głęboko odetchnąć i odpocząć. Jest strasznie nieśmiała, boi się mówić głośno o tym co czuje, ale jednocześnie uwielbia mówić głośno o swoich osiągnięciach. Mówi na temat i nie jest zbyt dociekliwa | więcej w KP
Koralik [KW] Lód [KG]
Szara Łapa rozglądała się uważnie po zupełnie nieznanych terenach, które przyprawiały ją o delikatne zestresowanie. Czuła się jednak w obowiązku, aby zwiedzić chociaż skrawek nowych terenów. Nadal jednak przechodziły ją dreszcze na myśl, że już nigdy nie ujrzy obozu, w którym bawiła się za kociaka i nigdy nie spojrzy w dal horyzontu, gdzie tonęły codziennie słońce zostawiając za sobą mrok, w którym przyjemnie migotały gwiazdy. Będzie widziała ten sam księżyc, co tam, dlatego będzie wydawało jej się, że jest blisko. Tego była pewna, ale była też równie pewna tego, że jest o wiele dalej niż może sądzić. Wskazywały na to między innymi trud i pieczące poduszki łap po podróży.
Wzięła głębszy oddech idąc przed siebie po trawie, które delikatnie ją gilgotała. Musiała najzwyczajniej w świecie odpocząć od zgiełku, który panował w obozie. Wszyscy wnosili mech i pióra do legowiska, aby już tą noc spędzić w przyjemnym cieple. Cieple innym, niż dawały koty z Klanu Rzeki podczas podróży. Sadzawka zatrzymała się, aby odpocząć na chwilę. Szła tylko i wyłącznie przed siebie, dlatego musiała złapać jakiś punkt orientacyjny. Zatrzymała jednak wzrok na czymś innym... kwiaty? Zamrugała kilka razy widząc kolory malujące się przed nią. Słodki zapach docierał do jej nosa, kiedy postawiała niepewne kroki. Już polubiła to miejsce, z pewnością!
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Zwiedzania ciąg dalszy. Tym razem Ciemniejące Niebo wybrał się w kierunku przeciwnym do Grzmiącej Rzeki. Przedarł się przez Łęgi i niespodziewanie znalazł się na łące upstrzonej przeróżnym kwieciem. Kocur zmarszczył czoło. Takie widoki kojarzyły mu się głównie z Wichrem, ewentualnie ziemiami niczyimi. Cóż, Rzeka miała teraz o wiele bardziej urozmaicone tereny, chociaż czy aby na pewno? Brakowało mu Słonej Wody, plaży, a przede wszystkim starego obozu. Tak jak wszystkim innym. Jeszcze wiele czasu minie, nim przyzwyczają się do tego wszystkiego. Ciężkiego najbardziej martwił rozkład granic. Kiedyś bezpośrednio graniczyli jedynie z Cieniem, teraz z Gromem i Wichrem, zmiana o 180 stopni. Ciekawe czy zwiastowało to kłopoty. Początkowo pewnie wiele kotów minie granice i nie będzie nawet o tym wiedziało. On sam nie będzie lepszy. Obstawiał, że zgubi się przy pierwszym, maksymalnie drugim patrolu i nieświadomie przekroczy te cienkie, pospiesznie wyznaczone granice.
Ciemniejące Niebo szedł przed siebie zbliżając się do krańca łąki, gdy dostrzegł jakiegoś kota. Zmrużył czujnie oczy w pierwszej chwili biorąc go za samotnika, jednakże gdy się zbliżył rozpoznał Szarą Łapę. Jak widać nie tylko on postanowił nieco się tu rozejrzeć. Pamiętał ją z ceremonii, gdy on i Czapla zostali wojownikami, a córka Mysiego Kroku - terminatorką. Kocur nie miał z nią więcej styczności. To co, czas nadrobić braki? Skoro już tu przyszedł, wyglądałoby dziwnie, gdyby milczał.
- Witaj, Szara Łapo - przywitał się, siląc się na pogodny ton. - Ty także zastanawiasz się, czy to aby nie terytorium Wichru? - Takie miejsce było dla nich odmianą. Całkiem miłą odmianą. Musiał przyznać, że nawet jeśli czuł się tu obco, nowe ziemie podobały mu się nieco bardziej od starych. Tęsknił jedynie za obozem. I plażami.
Gdy patrzymy na Sadzawkę widzimy dosyć kruchą kotkę. Co prawda podrosła, ale nadal nie przewyższa większości kotów w swoim wieku. Posiada krótkie, aczkolwiek chude łapki i dosyć długi ogon, przez co widać, że kocięcy tłuszczyk już dawno ją pożegnał. Jej futerko jest niebieskie i krótkie. Na jej pyszczku jest szarawy nosek i oczka przypominające migdały. Są żółte, ale przy źrenicy pojawiają się odcienie zieleni.
Jest strasznie skomplikowana, a jej życie tworzą paradoksy, takie jak stres, który spotyka ją często. Przez stres ma czkawkę, przez czkawkę się denerwuje, a gdy się denerwuje czuje stres. W takich momentach musi głęboko odetchnąć i odpocząć. Jest strasznie nieśmiała, boi się mówić głośno o tym co czuje, ale jednocześnie uwielbia mówić głośno o swoich osiągnięciach. Mówi na temat i nie jest zbyt dociekliwa | więcej w KP
Koralik [KW] Lód [KG]
Kotka zrobiła kilka niepewnym kroków przed siebie. Pochyliła głowę, aby wciągnąć w nozdrza zapach kwitnących krokusów, które znajdowały się tuż przy jej łapach. Ich pąki miały przeróżne kolory. Jedne były fioletowe jak wieczorne niebo, a inne pomarańczowe niczym słońce o Porze Zielonych Liści. Cała polana mieniła się różnym kolorami, a Szara Łapa mogła być prawie pewna, że stoi teraz nie na swoim terenie. Jednakże nie wyczuwała zapachu granicy, kiedy kroczyła przed siebie. Kwiaty miały jednak tak mocny i, aż chciałoby się powiedzieć Wichrowy zapach, że mogła jej nie wyczuć.
Wpatrywała się w kwiaty z takim zamyśleniem i zainteresowaniem, że wojownik, który stał nieopodal mógł ze spokojem odejść, bo i tak by go nie zauważyła. Kiedy był już lisią długość od niej to dopiero podniosła nagle głowę czując rybi zapach, którym pachnęli wszyscy wojownicy Klanu Rzeki. Zmarszczyła nos wpatrując się w wojownika.
- Ciemniejące Niebo - Powiedziała szybko wpatrując się w szaro-białego kocura. Kiwnęła mu delikatnie głową i spojrzała ponownie na Kwiecistą Łąkę. - Ykhym, nasze nowe tereny są takie... inne
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Kocur zauważył jak kotka zmarszczyła nosek. Czyżby było z nim coś nie tak? Nie domył się, czy coś? Przekrzywił głowę oczekując jakiegoś komentarza względem jego osoby, lecz niczego takiego nie usłyszał. Może mu się zdawało lub był przewrażliwiony.
Ciężki podążył spojrzeniem za wzrokiem Szarej Łapy. Kwiaty, kwiaty, wszędzie kwiaty. Ciekawe czy żyły tu jakieś króliki bądź zające. Obiecał sobie, że kiedyś to sprawdzi i może spróbuje jakiegoś złapać. Goniąc za takim futrzakiem po łące mógłby się poczuć jak prawdziwy kot z Klanu Wichru. Musiałby być tylko nieco chudszy. Wyższy nie, uważał się za całkiem dużego, w tym względzie nie miał braków.
- W pewnym sensie to dobrze. Nie grozi nam nuda. Mam wrażenie, że teraz mamy o wiele więcej miejsc, które możemy odwiedzić. Tyle że tęsknie za Słoną Wodą, plażą, szumem fal. Byłaś tam kiedyś? - zagadnął terminatorkę. Zazwyczaj nie był tak gadatliwy i to jego trzeba było ciągnąć za język. Czyżby zmieniał się w Czerwię? Ha, wpierw musiałby umieć opowiadać ciekawe historie... a przede wszystkim musiałby przeżyć coś wartego opowiedzenia.
Wojownik zastanawiał się jak Szarej Łapie idzie trening. Czy wyprzedziła już swojego brata? A może była daleko za nim? Nie słyszał, żeby kotka skończyła szkolenie, aczkolwiek pod okiem Czaplego Skrzydła na pewno nie mogła czuć się zaniedbana. Postanowił, że za później ją o to zapyta. Na razie nie widział powodu, żeby zmieniać temat.
Jest jedną z wyższych kotek w Klanie Rzeki, choć nie w klanach. Łapy ma długie, smukłe, choć umięśnione. Na pewno nie można jej zaliczyć do grubych - o nie! Wręcz przeciwnie, podczepia się ona jeszcze pod te szczupłe koty. Pysk ma idealnie proporcjonalny, nie za długi, nie za krótki, oczy odrobinę skośne, choć wiecznie bijące miłym, radosnym blaskiem. Są one koloru zielonego, czasami zaś błyszcząc trochę bardziej na zielono-żółto. Futro ma krótkie, szorstkie, koloru czekoladowego z białym pyszczkiem, szyją, brzuchem i odrobinę łapami, jak i ogonem. Na nim zaś jest sobie pamiątka po pewnym polowaniu - żyłka wędkarska, która zawinęła się i zasupłała wokół jej ogona, której do tej pory nie potrafi zdjąć; jest po prostu zbyt ścisło zawiązana.
Spoważniała - to na pewno. Nadal jest miła, entuzjastyczna, pewna swego. Dąży do ideału, za cel swój obejmując bycie jak Czerwony Mak, jednak nie dokładnie. Chce być najlepsza... oh nie, ona jest najlepsza! Druga najlepsza wojowniczka Klanu Rzeki. Jej dziecięce zachowania jednak przygasły. Nie jest już takim kompletnym dzieckiem, choć nie można powiedzieć, że jest dojrzała. Ma swoją opinię na różne tematy, jednak nie narzuca jej nikomu. Jest obojętna wobec czyiś poglądów nawet, jeśli nie zgadzają się one z jej własnymi. Lubi żartować i czasem odpocząć od klanowej rutyny, ale to nie tak, że męczy ją klan, o nie! Klan jest miłością, Klan jest życiem. Nigdy by go nie zdradziła. Stara się za wszelką cenę trzymać kodeksu i bronić współklanowiczy, bo przecież to robi przykładny wojownik.
Nowe tereny już jako-tako znała. Codziennie się po nich przechadzała, zapamiętywała miejsca, polowała, patrolowała. Odwracała swoją uwagę od zaginięcia ojca. W końcu to bolało kiedy się o tym myślało. Nawet, jeśli minął już ponad księżyc. Wciąż nie mogła się z tym pogodzić i tego zaakceptować.
Kolejne rutynowe polowanie. Za każdym razem oddawała się całkowicie tej czynności. To było relaksujące i w pewnym sensie przyjemne. Świadomość, że było się od czegoś silniejszym, że nie było się tylko zwierzyną na swoim terenie. Że już nie musieli się martwić o tyle rzeczy, tyle drapieżników. Owszem, nadal musieli uważać, nadal musieli oznaczać i sprawdzać teren, ale miało tu być bezpieczniej. Jednak jak na jej oko mało kotów umierało lub było rannych w Rzece. Rzeczniacy musieli być wystarczająco inteligentni, żeby omijać niebezpieczeństwa, wystarczająco silni, by nie stanowiły one zagrożenia lub wystarczająco fartowni, że udawało im się uchodzić bez uszczerbku na zdrowiu. Inne klany, z tego, co słyszała, nie miały wcale tak fajnie.
Na polowanie tym razem nie wybrała się sama. Nie z jakiegoś strachu przed drapieżnikami, czy z brania pod uwagę możliwości jakiejkolwiek porażki. Zwyczajnie w więcej kotów jest... przyjemniej? Zawsze można potem porozmawiać w drodze powrotnej, czy zawołać po pomoc, jakby faktycznie wydarzyło się coś... niespodziewanego. Tak więc poszła zapolować z... Płotkowym Pluskiem. Nigdy nie miała z Płotką na pieńku, uważała ją za dobrą wojowniczkę. Była w porządku, plus to siostrzenica Czerwii, więc zawsze miała jakieś tam dodatkowe punkty do fajności. Nic więc dziwnego, że jak wpadła na nią w obozie, to zaproponowała jej dołączenie do niej. No i z tego, co widać, to ta się zgodziła.
W końcu dotarła do miejsca, w którym ostatnio zauważyła sporą ilość zwierzyny. Nie jakoś ogromnie więcej, niż zwykle. Po prostu sporą. Miała tu może większe szczęście. Skinęła Płotce głową, po czym ugięła łapy, przeniosła ciężar na tył ciała i zaczęła bezszelestnie iść, rozglądając się i nasłuchując, próbując wyłapać wszelkie zapachy. Była niewyspana, bo się zwyczajnie przepracowywała, żeby nie przypominać sobie o ojcu, żeby nie bolało. Tak więc to może być problemem. Ale nadal starała się skupić 110% swoich sił na polowaniu.
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
*** //Chyba wygasło dawno temu? >D
Tuż po tym jak odłożyła swoją zwierzynę, udała się do Medyka. Tylko pytanie do jakiego pójść? Z tego co zdążyła zapamiętać to miała blisko albo do Gromu, albo do Rzeki. Mogła wybrać. Ostatnio leczyła się u Malinowych Chaszczy, czyli byłej pomocnicy medyka w Gromie, więc teraz może zrobimy trochę na odwrót i pójdziemy do tego drugiego Klanu. Chyba nie zaszkodzi. Tak więc dość żwawym krokiem udała się właśnie na tą granicę. Daleko nie miała, więc również dużo czasu nie minęło. Cieszyła się, że wybrała sobie miejsce blisko tych dwóch klanów, jak nie jeden to drugi.
Jak już doszła to stanęła praktycznie przy granicy, ale jej nie przekraczała, nie była na tyle głupia by wejść na ich teren. Nie chciała skończyć jak Nepal. Zaczęła się rozglądać, czy przypadkiem jakiś patrol nie idzie albo nawet sam Medyk. Jakby szedł patrol to pewnie poprosiłaby aby przyprowadzili tutaj Łososiową Łuskę, lepiej nie stać na marne.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Patrol nadciągać nie musiał, ponieważ Łososiowa Łuska kręcił się w okolicy w poszukiwaniu ziół. Z początku nie dostrzegł kota, poświęcając większość swojej uwagi na wyszukiwaniu nadających się do użytku roślin w zasięgu wzroku, jednak ostatecznie usłyszał coś, co sprawiło że uniósł głowę i rozejrzał się. Widząc kota, który kręcił się nieopodal granicy zmrużył ślepia i rozejrzał się raz jeszcze; nie było w okolicy żadnego Rzeczniaka, bo i tym razem wybrał się na zioła sam, nie chcąc niczyjego towarzystwa. Fuknął więc cicho wydmuchując powietrze przez nos i, pozostawiając zioła tam, gdzie stał, sprawnym, choć kołyszącym się znacznie krokiem zbliżył się na odległość długości lisa od Nawałnicy. Być może niektórych odstraszyłby sam wygląd medyka, sposób jego chodu, który przypominał nadciągającą burzę, czy też po prostu ostra aura, która nie budziła szczególnego zaufania u większości kotów, które miały poprawnie wykształcony instynkt samozachowawczy.
- Ziemie Klanu Rzeki - odezwał się donośnym, ostrym tonem zadzierając szeroki, kanciasty łeb, by wbić świdrujące spojrzenie wąskich, pomarańczowych ślepi w samotniczkę. Patrzył się uparcie, nachalnie, wręcz nie poruszając wąskimi jak szpilki źrenicami. - Czego tu szukasz.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Na początku również nie zauważyła kręcącej się tutaj kotki, co prawda szukała patrolu, ale ta jakoś jej umknęła. Nie to że jej nie czuła, bo czuła, tylko nie mogła wypatrzeć. Także nie wiedziała iż teoretycznie jest kocurem, a nie kotką, ale to już inna kwestia. Dopiero gdy ten się odezwał zorientowała się, że rzeczywiście nie jest tu sama. Nastawiła uszy i wyszukała źródła tego dźwięku. Wreszcie ktoś. Myślała, że heh, zakwitnie tu. Co prawda przywitanie nie było zbyt przyjemne, ale czego się spodziewać po klanowych kotkach, zawsze były oschłe i nieczułe. - Czuję, węchu jeszcze nie straciłam. - Odparła mierząc wzrokiem sylwetkę Medyka, choć na razie nie wiedziała, że to Medyk - nigdy wcześniej go nie spotkała, a tylko słyszała. Nawet jak jej były mistrz opisywał jak wyglądał Łososiowa Łuska to trochę ciężko było wyobrazić dokładnie wygląd. Po kilku uderzeniach serca uniosła głowę do góry prostując się przy tym, żeby wyglądać bardziej poważnie. - Medyka. Mocno obiłam sobie okolice żeber oraz mam zadrapania na grzbiecie. - Odpowiedziała spokojnym tonem, choć na jej pysku widniała obojętność. Gdyby nie fakt, że przyszła tu prosić o leczenie to pewnie zaczęłaby pyskować. Ale gdy to oni robią jej przysługę to wolała nie zadzierać. Mogliby powiedzieć nie i już.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Mruknął gardłowo na jej odpowiedź, nie poruszając się z miejsca. Odczekał, aż odpowie na jego pytanie, a jego ogon kołysał się powoli na boki.
- Łososiowa Łuska - przedstawił się więc, sztywno i mechanicznie poruszając głową. Nie odwracał do niej spojrzenia nawet na ułamek uderzenia serca. - Medyk - doprecyzował, by była jasność. Nie wiedział, czy kotka była świadoma tego, z kim rozmawia ani czy wie, jak nazywał się medyk Klanu Rzeki.
- Samotniczka przy jeziorze. Ona was leczy - mruknął mrużąc ślepia. Milczał jeszcze przez chwilę zastanawiając się i łącząc wątki, po czym dopiero po kilku uderzeniach serca uświadomił sobie coś istotnego. - ... nie jesteś stąd. Przyszłaś za Klanami - uchylił nieznacznie powieki, a jego wąskie, skośne ślepia błysnęły. Dość sprawnie przyszło mu dodanie dwa do dwóch; szukała medyka w klanach, nie wiedziała o tutejszym zielarzu - musiała więc nie być stąd. Więc albo niedawno się tu pojawiła, albo... przyszła za klanami. Łosoś lekko przekrzywił głowę, mierząc samotniczkę nieco z ukosa. - Kim jesteś.
Mogła być dezerterem z jednego z klanów, mogła też być banitką. Nie słyszał co prawda o innych wygnanych kotach niż Bystra, Chmielograb, Orzechowa Łapa (? chyba tak się nazywała?) i Świetlista Łapa, a samotniczka nie wyglądała jak żadne z nich, jednak wolał upewnić się, z kim miał do czynienia.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
A to zbieg okoliczności, spotkała tego kota, którego szukała. Jak miło. Przynajmniej nie musiała czekać na jakiś patrol i tam tłumaczyć się. Lepiej od razu wytłumaczyć Medykowi co i jak i po sprawie. Załata rany i będzie dobrze. Tylko tu właśnie pojawia się pewien problem. Bo jak widać Łosoś nie była chętna by wyleczyć Nawałnicę. Trochę się zdziwiła kiedy usłyszała o jakiejś samotniczce która leczy. Zamrugała kilka razy, a po chwili spojrzała się w trochę jeziora. I co, ma teraz iść tam z tymi ranami, szukać na oślep tej samotniczki i nie mieć pewności, że uleczy? No chyba nie. Stąd ma bliżej do swojego schronienia. Po kilku uderzeniach serca znów spojrzała się na Łososiową Łuskę, a jej końcówka ogona lekko drgnęła. - Za daleko. I nie wszyscy samotnicy znają się nawzajem. - Miauknęła obojętnym tonem głosu, choć ją korciło powiedzenie czegoś złośliwego. Zamiast tego po prostu ugryzła się w język i próbowała pozostać silna. - Owszem, nie jestem stąd, pochodzę z okolic osiedla. O klanach dowiedziałam się jak tu przyszłam. - Dodała po chwili nie odrywając wzorku od towarzyszki. Nie miała ochoty tłumaczyć się, było to zwyczajnie zbędę, ale jak trzeba to cóż...trudno. Nie może teraz odpuścić, bo nie będzie miała wyleczonych ran, ups. - Nawałnica. - Przedstawiła się jeszcze, żeby nie było wątpliwości kim jest.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Słuchał jej wyjaśnień, a lewa strona pyska drgnęła mu lekko, poruszając powywijanymi ku górze, mlecznobiałymi wąsami. Miał wrażenie, że nie mówiła całej prawdy. Miał wrażenie, że o klanach wiedziała więcej, niż chciała przyznać. Wiedziała, że musi zatrzymać się przy granicy. Wiedziała, że ktoś w końcu tu przyjdzie. Wiedziała, by pytać o medyka - nie zielarza, znachora, uzdrowiciela. Medyka. Nie mieszkali na tych ziemiach na tyle długo, by jakikolwiek tutejszy samotnik musiał korzystać z usług klanowego medyka - instytucji zupełnie nowej, pozbawionej zaufania mieszkających tu od dawna kotów. Miedziane, wąskie ślepia Łososiowej Łuski zwęziły się. Wypuścił powietrze z płuc, czemu towarzyszył długi, szorstki pomruk.
- Pokaż mi rany - powiedział w końcu, spoglądając na kopczyk ziół, jaki pozostawił dwie lisie długości stąd. Wstał, a po inspekcji obrażeń udał się do zbiorów z dzisiaj, by powrócić z liściem stokrotki i pokrzywy. Z obu tych ziół wykonał maść - tę ze stokrotki wtarł w obite żebra, zaś tę z pokrzywy na grzbiet, uważając by głównie nakładać maści na skórę, a nie gęste, długie futro Nawałnicy. - Zadrapania są płytkie. Nie wymagają pajęczyny. Uważaj na rany - dodał zaraz, oczyszczając łapy z resztek ziół. Uderzył ogonem o trawę i znów uniósł zmęczone, nieprzyjemne spojrzenie na pysk Nawałnicy.
- Nie chcę cię więcej widzieć w okolicy terenów Klanu Rzeki - mruknął jeszcze chrapliwie podnosząc się i oddalił się, by pozostawić samotniczkę samej sobie. Zerknął jednak przez ramię dwukrotnie by upewnić się, że ta na pewno oddaliła się od terenów jego klanu.
zt
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Łosoś miał całkowite prawo posądzać Nawałnicę o nie mówienie całej prawdy - kiedy ona ostatnio powiedziała coś zgodnie z wydarzeniami? Odpowiedzieć jest prosta: praktycznie nigdy. Cieszyła się, że zawsze udaje jej się obrócić rzeczywistość tak jak ona chciała. Kilka kłamstewek wystarczy i już. Każdy odbiera ją z innej perspektywy, a nikt nie zna całej prawdy. Nawet dobrze, że ten cały Wężowy Głupek nie przekazał informacji o niej w innych klanach. Teraz miała dużo prościej, nawet leczyć mogła się w u innych Medyków, bo czemu nie? Przynajmniej nie musiała latać do tamtej samotniczki, nie znała jej, ale może kiedyś wypada tam się wybrać i dokładniej zobaczyć teren? Lepiej mieć w razie czego koło ratunkowe.
Bez wahania pokazała te rany które nabyła w walce. Jak na potyczkę z trzema samotnikami były bardzo słabe, to chyba dowidzi jaka Nawałnica jest silna. W gruncie rzeczy - uważnie przyglądała się ruchom Medyka i patrzyła co tam nakłada. Na wszelki wypadek wolała mieć pewność iż to nic trującego. Dopiero jak ten skończył kiwnęła głową w podziękowaniu za to. Choć nadal na pysku niebieskiej kotki widniał prawie niewidoczny grymas. Łososiowa Łuska nie należała do najprzyjemniejszych kotów, hm. Była czy tam był, trochę oschły. Zdecydowanie Podniebna niezbyt go polubiła, ale przynajmniej opatrzył rany. Taki plus całej tej sytuacji. - Nie mam zamiaru już zbliżać się do waszych granic. - Parsknęła odwracając się w stronę z której przyszła. Oczywiście to też trochę było kłamstwem, bo owszem kiedyś pewno zbliży się, ale kto wie czy na leczenie, czy tak po prostu? Nawałnica była nieprzewidywalna. Zerknęła jeszcze przez ramię, patrząc czy ten Medyk również oddala się, tak z czystej ciekawości. A gdy już upewniła się iż ten również idzie, sama machnęła ogonem i poszła wolnym krokiem do swoich skałek. Musi trochę odpocząć, a te rany także muszą się trochę zagoić. Pewnie przez jakiś czas nie będzie się stamtąd ruszała...cieszyła się, że miała tam mini stos. Przynajmniej z głodu nie umrze.
//zt.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Mistrz: Drżący Płomień Płeć: kotka Matka: Paprociowy Kwiat [*] Ojciec: Niegodny tego tytułu Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
xxPolowanie. Umiała już to robić, wiedziała co i jak, nauczyła się podczas dwóch ostatnich łowów, na których złapała mysz i kaczuszkę. Pogoda była ładna, gdzieniegdzie niebo zasnute było chmurami, ale przeważnie było słonecznie, więc małe prawdopodobieństwo, że zaatakuje ją deszcz. Wyszła z obozu gdzieś koło południa, kierując się w stronę Kwiecistej Łąki, przechodząc przy okazji przez Łęgi. Kiedy dotarła na miejsce, ustawiła się pod wiatr, uginając łapki i ruszając przed siebie powoli i uważnie, rozglądając się dookoła uważnie. Uszy miała czujne, tak samo jak i nos, no, zwierzyno, choć choć!
Zwiewna uważnie szukała jakiekolwiek zwierzyny, pewnie zadowoliłaby się choćby taką małą myszką, no niestety, to nie był szczęśliwy dzień. Niedługo po wyruszeniu na łowy do nozdrzy kocicy dobiegł nieco inny zapach - nie była to typowa woń zwierzyny, ani kota. A właśnie był to smród drapieżnika, najwidoczniej kręcącego się gdzieś w okolicy. Gdyby Terminatorka postąpiłaby kilka kroków do przodu, ujrzałaby tuż przy granicy dość charakterystycznego przeciwnika o szarym zabarwieniu futra, z ciemną pręgą wzdłuż grzbietu oraz odstającymi pasmami włosów po bokach głowy. Dokładnie tak - był to jenot. Chodził tuż na granicy Kwiecistej Łąki, a Ziem Niczyich, możliwe że nawet niedługo wyjdzie całkowicie z ziem Rzecznych. Lecz póki co ssak kręcił się wokoło tego kawałka, rozglądał się i węszył, nawet kątem oka zerknął na kocicę, ale widocznie nie był nią zainteresowany, gdyż zignorował jej obecność.