Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
...Kocur nie za bardzo przejmował się tym, kiedy zwierzę powinno bądź nie powinno występować. Nie zwracał na to nawet zbytniej uwagi. Jego umysł był zajęty myślą o schwytaniu orzesznicy. Gryzoń. To w sumie prawie mysz. Przeniósł więc od razu ciężar ciała na tylne łapy, po czym sprawdził czy wiatr mu sprzyja. Skorygował nieco swoją pozycję a następnie zaczął się skradać. Ogon i łeb miał na linii grzbietu, łapy ugięte, oczy czujne i aktywnie szukające przeszkód na jego drodze. Starał się podkraść jak najbliżej do gryzonia, po czym skoczyć i złapać go pazurami a następnie oczywiście uśmiercić.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce Płeć: kocur Matka: Nie pamiętam Ojciec: Nie pamiętam Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Nie przejmował się, czy powinna być, czy nie, zajmował się jedynie tym, czy może ją złapać i właściwie było to całkiem słuszne. Ruszył w jej kierunku i już po chwili faktycznie pochwycił gryzonia, bez żadnych problemów. Hop! Wpadł w jego łapy i chwilę potem stracił życie, widać jednak był po prostu za słaby albo zbyt oszołomiony, by jakoś się bronić albo zorientować, że zaraz skończy jako kolacja.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
...Złapał martwego gryzonia w pysk, ale wstrzymał się jeszcze z wykopaniem dla niego dziury. Czy była mu potrzebna? Może by już w sumie zakończył polowanie. Stał sobie przez chwilkę, zastanawiając się nad tym, aż wreszcie doszedł do wniosku, że w sumie to tak, mógłby już wracać do obozu. Trzymając więc wciąż swoją najnowszą zdobycz w pysku wrócił się tam, gdzie były zakopane te poprzednie i również z tamtych miejsc zabrał łupy, po czym wrócił się przez Kwiecistą Łąkę do stosu i ciepłego legowiska.
/zt
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Coraz trudniej było odnaleźć rośliny zdatne do użytku, jednak tego dnia Księżycowy Pył nie próbowała nawet ich znaleźć. Łapy zaczynały ją swędzieć od ciągłego przebywania w Królikarni, i, pomimo treningu wojowniczego z rana, potrzebowała się odrobinę przewietrzyć. Udała się na samotny spacer, bardziej dla rozładowania energii niż podziwiania widoków. Jej tempo było równe i energiczne, głównie ze względu na temperaturę, od której marzły łapy. Starała się unikać podmokłych terenów, by nie ubłocić łap, dlatego oddaliła się od Grzmiącej Rzeki. Wreszcie dotarła na obszar, który parę księżyców temu z całą pewnością wypełniony był różnobarwnymi kwiatami, teraz jednak prezentował się dość szaro-buro. Nic dziwnego, w końcu zbliżała się Pora Nagich Drzew. Poza tym, brak kolorowych roślin nie przeszkadzał córce Ubłoconej Mordki, której idea piękna i brzydoty była dość obca, stąd i tak wszystko wyglądało w jej oczach tak samo. Może prócz Srebrnej Skórki, jednak ta sytuacja sama w sobie była wyjątkowa. Westchnęła cicho, rozglądając się; nawet jeśli znała te tereny, nie traciła czujności. Wreszcie przystanęła gdzieś przy granicy, bo jej uwagę przykuło coś błyszczącego w Kłującym Gąszczu. Niedawno padało, więc mogły to być srebrne nitki pajęczyny, które mogłaby zebrać. Zbliżyła się do granicy, jednak szybko zdała sobie sprawę, że się pomyliła. To pozostałości wilgoci na liściach oraz gałęziach lśniły w nieśmiałych promieniach słońca, które coraz rzadziej wyglądało zza chmur. Zmarszczyła lekko czoło i westchnęła ciężko, postanawiając dalej ruszyć przy granicy. Nagromadzona energia powoli zaczynała z niej schodzić, jednak postanowiła jeszcze chwilę pochodzić. I tak mogła stąd w każdej chwili odbić w kierunku obozu. Postanowiła to zrobić znalazłszy się w okolicy Ptasich Krzewów, jednak jeszcze trochę miała do przejścia. Rozglądała się trochę uważniej, w nadziei, że uda jej się znaleźć jakieś medykamenty, jednak nie miała na to parcia. Po prostu wykorzystywała fakt, że i tak musiała być czujna, szczególnie przy granicy. Niedawno musiała ją przekroczyć, by dojść do Szepczącej Sadzawki, nie oznaczało to jednak, że lubiła to robić. Najchętniej nie opuszczałaby Rzecznych terenów. Czuła się na nich zdecydowanie pewniej, znała je praktycznie jak pręgi na swoim ciele. Patrole, na które musiała chodzić jeszcze nie będąc Terminatorką Medyka, bardzo pomogły w tej kwestii.
//korm/ślizg bo nie wiem którym chcesz wbić. |D
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Samotnicze życie Śliskiego Brzegu składało się w głównej mierze z nieustannego marszu i rozmyślania. Jeszcze będąc wojowniczką potrafiła niemalże cały dzień spędzić na patrolowaniu wzdłuż i wszerz terenów swojego Klanu, dlatego nie czuła wielkiego zmęczenia nawet po nieprzerwanym przez wiele godzin spacerze. Czasami wieczorami bolały ją łapy, ale to mijało do wschodu słońca. Dużo bardziej nużąca była kotłowanina myśli, która bez przerwy trwała w jej głowie. Lodowa Trzcinka przechodziła od jasnej iskry nadziei do stanu totalnej rezygnacji, od otępiałego spokoju do stawiającej na sztorc sierść paniki. Co raz wyraźniej się jej wydawało, że z całym przedsięwzięciem spóźniła się o co najmniej kilka księżyców i teraz goni wiatr w polu. Układała różne scenariusze, z których najlepsze rokowanie miało obranie kursu na osiedle. Jednak od samego wspomnienia miasta i przeprawy przez nie, Ślizg drżały kończyny. Nie wyobrażała sobie powrotu do tego szarego koszmaru wypełnionego potworami i ich dwunogami, nieznanymi zapachami, drażniącymi dźwiękami i jakimś wszechobecnym, obcym chaosem. Może dlatego tak rozpaczliwie rozważała każdą, nawet najbardziej szaloną alternatywę, byle oddalić konieczność udania się w tamte strony.
Jednak póki co, wszelkie pomysły były jeszcze w powijakach, a Ślizg, po całkiem przyjemnym spotkaniu ze Świetlikową Gwiazdą, pozostała przy granicach z Klanem Rzeki. Nie planowała kontynuowania towarzyskich kontaktów z byłymi sąsiadami, ale plany uległy modernizacji, gdy w pewnym oddaleniu dostrzegła kremową sylwetkę. Łaciata postawiła na sztorc uszy i zmarszczyła grzbiet nosa, wciągając intensywny zapach, w której dominującą nutą pozostawały zioła. To rozpędziło procesy myślowe pod czaszką Lodowej Trzcinki, która wahała się tylko kilka uderzeń serca. - Cześć! - Miauknęła głośno i szybki krokiem zbliżyła się do granicy. Dwie lisie długości od niej stanęła na sztywnych łapach, obijając czarnym ogonem pięty i czekając aż skierują się na nią oczy Rzeczniaka. Czy miała do czynienia z Łososiową Łuską, czy Księżycową Łapą? Jeżeli dobrze sobie przypominała, medykiem Klanu Rzeki był kocur jednak zawsze wspominano o dość masywnym, potężnie zbudowanym kocie, a ten tutaj nie bardzo przystawał do tego rysopisu. W tym samym czasie wydawało się jej, że pomocnicą medyka była kotka, co wprawiało ją w niemałą konsternację. Perspektywa ewentualnej pomyłki zestresowała ją jeszcze bardziej niż sam początek rozmowy, ale było już trochę za późno na wycofanie się. Przełknęła głośno ślinę, biorąc mocniejszy zamach ogonem.
- Jesteś medykiem? Mogę ci przeszkodzić i o coś zapytać? - Wyrzuciła z siebie ochryple, ale bursztynowe oczy całkiem stanowczo spoglądały na drugiego kota.
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Pomocnica Medyka zastrzygła uszami, gdy usłyszała czyjś krzyk dochodzący spoza granicy. Zmarszczyła czoło, zatrzymując się i ogniskując spojrzenie na łaciatej kocicy, która się do niej zbliżała. Starała się od dłuższego czasu kojarzyć Rzeczniaków z wyglądu i nie przypominała sobie nikogo, kto by tak wyglądał. A więc samotniczka. Mimowolnie odczuła lekki niepokój, który ujawnił się pod postacią kołyszącej się w urywanych ruchach końcówki ogona, jednak odetchnęła z cichym świstem i zepchnęła wszelkie złe odczucia na dno umysłu. Nie była najlepsza w interakcjach pomiędzy kotami, ale nie widziała sygnałów, które miałyby wskazywać na złe zamiary. Ostrożności jednak nigdy za wiele, dlatego spięła lekko mięśnie, wyglądając tylko trochę bardziej sztywno niż normalnie. Skinęła sztywno głową w geście przywitania, gdy kocica zatrzymała się dwie lisie długości od granicy. Przynajmniej nie zamierzała jej przekraczać. Z cichym westchnieniem wyszła naprzeciw stanowczemu spojrzeniu łaciatej samotniczki, choć jej własne oczy miały zupełnie neutralny wyraz, jakby nie kryły się za nimi żadne emocje.
- Pomocnicą Medyka - odparła krótko, jak zwykle starając się modulować swój głos tak, by brzmiał wyżej, co wychodziło jej coraz lepiej na przestrzeni księżyców, choć wciąż musiała pracować nad tonacją i znajdowała się najprędzej gdzieś pomiędzy męskim a żeńskim brzmieniem. - Księżycowy Pył. - Po przedstawieniu się zamilkła, tym samym dając jasny - we własnej opinii - sygnał, że kocica mogła mówić.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Uważnie obserwowała drugiego kota, ale nie dostrzegła żadnych symptomów złych zamiarów, jedynie nieznaczną sztywność, wynikającą zapewne z odrobiny niepokoju. Któremu wcale się nie dziwiła, bo chociaż nie miała zbyt oszałamiających gabarytów i nie stanowiła we własnym mniemaniu dużego zagrożenia, w orzechowych oczach była tylko włóczęgą, o nieznanych zamiarach i ścieżkach. Klanowe koty nie uczyły się sympatii i zaufania do samotników, a tym bardziej do wygnańców i zdrajców i sama kilka księżyców wstecz niechętnie i ze stresem przyjęłaby zaczepkę z drugiej strony granicy. Dlatego odetchnęła z ulgą i poczuła mimowolną wdzięczność, gdy Rzeczniak nie zareagował wrogością, a odpowiedział gestem przywitania i zbliżył się do granicy. Pomocnica medyka. Och. Śliski Brzeg nie powstrzymała zmieszania, które musiało się odbić przynajmniej w bursztynowych ślepiach. Strach przed popełnieniem gafy najwyraźniej nie był nieuzasadniony, ale Lodowa Trzcinka nie spodziewała się, że będzie ona tak spektakularna, że pomyli płeć rozmówcy. Nie opuszczając wzroku, zamrugała powoli, dając sobie czas do ponownego otwarcie powiek, na przetrawienie dysonansu pomiędzy tym co mówiły jej zmysły, a co słowa Księżycowego Pyłu. Może gdyby nie była Śliskim Brzegiem, która wiele księżycy spędziła na przekonywaniu wszystkich, że jest kocurem, zrozumienie zajęłoby więcej niż jedno mrugniecie. Nie mogła wiedzieć, że sytuacja pomocnicy medyka jest zgoła inna, jednak własne doświadczenia wystarczyły, by poczuła się okrutnie głupio, że kocica zapewne zobaczyła zdziwienie na białym pyszczku.
- Ślizg. - Przedstawiła się krótko, próbując zmazać poprzednie zmieszanie delikatnym uśmiechem. - Chodzi o drogę do Szepczącej Sadzawki. - Wyjaśniła. I zaraz zdała sobie sprawę, że tak lakoniczne przedstawienie sprawy nie zachęci pomocnicę medyka do rozrysowania mapki. - Muszę kogoś znaleźć. - Dodała, nieco zaciskając szczęki. - I nie wiem jak. Może Gwiezdny Klan wskazałby mi drogę. Myślisz, że... mógłby? - Na chwilę uciekła wzrokiem gdzieś w bok, ale zadając pytanie, wróciła nim do orzechowych oczu. Chociaż szukanie oparcia, którego teraz potrzebowała, w ich neutralnej toni było aktem iście desperackim. Cóż, Śliski Brzeg od wielu księżyców balansowała na krawędzi desperacji i szaleństwa.
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Na szczęście dla Śliskiego Brzegu, córka Ubłoconej Mordki nie była najlepsza w odczytywaniu gestów i emocji, toteż nie przywiązała większej uwagi do nieco dziwnego zachowania, uznając je za nerwowość. Gdyby miała więcej czasu na zastanowienie, najpewniej ogarnęłapy, że przecież jej zapach mówi co innego niż słowa, ale w tej chwili autentycznie zapomniała, że nie była biologicznie kotką, zaaferowana faktem, że spotkała kota spoza klanu po raz pierwszy w życiu. Najwyraźniej na wszystko musiała przyjść kiedyś pora.
Słowa kocicy zbiły z tropu Księżycowy Pył. Czego samotniczka mogła chcieć od Szepczącej Sadzawki... i skąd o niej w ogóle wiedziała? Czoło Pomocnicy Medyka zmarszczyło się na moment, ale zaraz po tym skóra się spowrotem wygładziła, bo Ślizg zdecydowała się rozjaśnić sytuację trochę bardziej. Nie złagodziło to jednak drobnego zamętu w głowie Księżyc, która żyła w przekonaniu, że samotnicy nie wiedzieli o Gwiezdnych. Albo ktoś powiedział łaciatej... albo wcześniej żyła w klanie. Nie widziała innych możliwości. Dała sobie chwilę na przetrawienie otrzymanych informacji, nie chcąc dawać bezmyślnej odpowiedzi.
- Może. Jeśli uzna, że potrzebujesz jego pomocy - odpowiedziała powoli, ważąc każde słowo. - Jesteś... z klanu? - zapytała, siląc się na pytający ton pod koniec wypowiedzi.
Jasnym było, że przed wskazaniem drogi do Szepczącej Sadzawki wpierw chciała odpowiedzi. Oczywiście, Ślizg mogła zwyczajnie skłamać albo uznać, że wolała zachować tę część swojej przeszłości w tajemnicy, i Księżyc się z tym liczyła. Jeśli nie dostanie odpowiedzi od niej, to zawsze mogła zapytać kogoś innego, aż do skutku. Córka Ubłoconej Mordki nie zamierzała jednak stawać między Gwiezdnymi a kotem, który szukał ich pomocy. Samotniczka była dla niej niczym nowy, tajemniczy obiekt, stąd wzbudziła lekką ciekawość ze strony Księżyc, co doprowadziło do zadania pytania. Pomocnica Medyka lubiła wiedzieć.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Śliski Brzeg nie wiedziała, że da się tak po prostu "zapomnieć" jakiej płci się urodziło, bowiem Klan Cienia nigdy nie dał jej takiej sposobności. O ile miewała chwile wytchnienia przy swych bliskich, tak każde kolejne spotkanie rodziło te same pytania i czasem miała wrażenie, że prześladuje ją zacięta płyta, powtarzany w kółko scenariusz jak w dniu świstaka. Teraz nie miało to już wielkiego znaczenia, bowiem myśli Lodowej Trzcinki krążyły wokół zgoła innych zagadnień, a kwestie bycia i nie-bycia kotką przestały być istotne, gdy przestała czuć potrzebę udowadniania swoich wartości w oczach innych, a właściciel najbardziej oceniających, chłodnych ślepi, Pokruszony Lód stał się jedynie złym duchem przeszłości. Ślizg nie przejmowała się już tym co widzą, patrząc na nią, obce koty. Dla bliskich była zwyczajnie sobą, i czy była przy tym kotką, czy kocurem niewiele to zmieniało. Zaś dla siebie samej, mogła być kimkolwiek. Nie miała już po co walczyć o bycie kocurem, ani potrzeby stać się bardziej kotką niż dotychczas. I chociaż nie należało to do sedna jej egzystencji poznanie kogoś z przeciwnej strony barykady, kogoś biologicznie urodzonego kocurem, jednak z jakiegoś powodu mówiącego o sobie w rodzaju żeńskim wzbudziło jej ciekawość. Korciło by wypytać i zrozumieć, jednak nie miała śmiałości zdobyć się na takie wścibstwo. Nie chciała serwować Księżycowemu Pyłowi niewygody.
Dlatego ominęła tę kwestię szerokim łukiem, skupiając myśli na zbliżającej się odpowiedzi, na wcześniej zadane pytanie. Cały czas stała na rozstawionych łapach, rytmicznie obijając ogon o białe pięty. Nie obawiała się tego, że Rzeczniaczka odmówi wskazania drogi, bardziej bała się, że potwierdzi na głos wątpliwości, które nią targały- czy Gwiezdny Klan w ogóle zajmował się takimi błahostkami? Czy udzieli pomocy włóczędze? Jeżeli nie, to czy tylko będzie milczał, czy ukarze ją za zwracanie się do Przodków? Jako pomocna medyka, Księżycowy Pył była dla Ślizg autorytetem w sprawie mieszkańców Srebrnej Skóry - o których istnieniu Lodowowa Trzcinka niewiele dotychczas rozmyślała. Ot, wierzyła w nich. Dziękowała im za życie upolowanej zwierzyny. Czasem spoglądała nocą w gorę, doszukując się migoczących punkcików Skry i Szadzi, niewątpliwie leżących bardzo blisko siebie. Jednak nic więcej. Aż do teraz.
Delikatnie cofnęła uszy, kiedy w końcu słowa padły z kremowego pyszczka. Skąd mogła wiedzieć, czy naprawdę potrzebowała pomocy, czy tylko usiłowała pójść najmniejszą linią oporu? - Już nie. - Odpowiedziała, uciekając bursztynowym wzrokiem w bok, mówiąc cichszych, ochrypłym głosem, jakby wyznawała coś wstydliwego. - Pochodzę z Klanu Cienia.
Tak naprawdę nie wiedziała jak wiele ze swojej historii opowiedzieć Księżycowemu Pyłowi. Już wystarczyło, że jej przeszkodziła, nie chciała jeszcze zawracać głowy smutnymi wynurzeniami. Każdy miał swoje problemy.
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżycowy Pył sama nie wiedziała, czy Gwiezdny Klan zamierzał pomóc Ślizg. Nie zamierzała jednak stawać na jej drodze, wierząc, że jeśli łaciata kocica naprawdę tego potrzebowała, Przodkowie byli skłonni jej pomóc w sprawie, z którą chciała do nich przyjść. Szczególnie, gdy ta oznajmiła, że pochodziła z Klanu Cienia. Pomocnica Medyka skinęła sztywno głową, po czym westchnęła ciężko; gest, który powtarzała bardzo często, choć nie robiła tego w pełni świadomie. Często jej umysł zawieszał się na powtarzaniu pewnych czynności, gdy była nieco poddenerwowana albo niepewna. A czasem bez wyraźniejszego powodu.
- Borsucze Pagórki - rzuciła po chwili zastanowienia; zacisnęła na moment zęby, milcząc przez dwa uderzenia serca. - Wiesz... gdzie są? - zapytała, niemal odruchowo przechylając głowę na bok z przyzwyczajenia, chociaż użyła pytającego tonu pod koniec zdania.
Spojrzenie przymrużonych oczu nabrało wyczekującego wyrazu, gdy czekała na odpowiedź ze strony Ślizg. Wolała się upewnić, że łaciata kocica wiedziała w którą stronę miała się kierować, by dotrzeć do Szepczącej Sadzawki. Nie chciała jej również przypadkiem wprowadzić w błąd. Nie wiedziała jak dobrze samotniczka-była-Cienista znała ziemie niczyje.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Pochodziła z Klanu Cienia, jednak już do niego nie należała. Złamała daną swojemu przywódcy przysięgę i automatycznie stała się wyłączona spod Kodeksu Wojownika. Czy jednocześnie Gwiezdny Klan przestał roztaczać nad nią swoją opiekę, a skrzące się od pyłu łąki Srebrnej Skórki przestały być dla niej dostępne? Od kiedy opuściła Klan zadawała sobie te - oraz wiele innych, podobnych - pytania, które dotychczas nie zaprzątały jej głowy. Teraz nie miała nawet komu ich zadać, by rozwiać wątpliwości. Pozostawało spytać się u źródła, czyli skierować swoje kroki bezpośrednio do Przodków, złożyć swoje życie pod ich osąd i albo otrzymać odpowiedzi, albo zakończyć bezowocną podróż. - Wiem. - Potwierdziła ze skinięciem głowy i rzuciła mimowolne spojrzenie w bok. Tam, gdzieś za horyzontem, za rowem i Grzmiącą Ścieżką były Borsucze Pagórki. Jednym słowem, musiała wrócić skąd przyszła. Westchnęła cicho. Nie wiedziała, że była tak jednego ze swoich celów. Ciekawe, czy pozostałe rzeczy, też znajdowały się tuż pod jej nosem, tylko z jakiegoś powodu nie potrafiła ich dostrzec?
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Pomocnica Medyka zachmurzyła się na moment, starając się ułożyć w swojej głowie jak najlepsze wyjaśnienie dla kocicy, która chciała odnaleźć Szepczącą Sadzawkę. Wyłączona spod Kodeksu czy nie, poszukiwała pomocy Przodków, a Księżyc nie miała najmniejszego zamiaru jej tego utrudniać. Gwiezdni sami będą wiedzieli czy Ślizg naprawdę potrzebowała ich pomocy, tego kremowa kotka była pewna.
- Za Borsuczymi Pagórkami - zaczęła powoli, z namysłem. - W zagajniku. Pół dnia drogi stąd i z powrotem. Gdy znajdziesz się w pobliżu... poczujesz to. Jeśli Gwiezdni będą chcieli cię wysłuchać. Tak myślę. - Kiwnęła lekko głową, jakby tym samym potwierdzając swoje słowa.
Patrzyła cały czas wyczekująco prosto w oczy samotniczki, w razie gdyby ta miała coś jeszcze do powiedzenia. Może jakieś wątpliwości, które potrzebowała rozjaśnić. Księżyc rzadko miała okazję wskazywać komuś drogę, jednak tę prowadzącą do Szepczącej Sadzawki pamiętała na tyle dobrze, że była pewna swoich instrukcji, nawet jeśli nie były one zbyt szczegółowe. Nie mogła jednak poprowadzić osobiście byłej Cienistej choćby chciała, bo Klan Rzeki był dla niej priorytetem. Zostawienie go nawet na pół dnia tylko po to, by kogoś gdzieś zaprowadzić, nie wchodziło w grę. Choć nie życzyła źle Ślizg, była ona tylko obcym pyszczkiem.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Nakierowała uszy i uważny wzrok na Księżycowy Pył, chcąc w jak największym skupieniu wysłuchać instrukcji. Białe powieki nawet na uderzenie serca nie nakryły ślepi, jakby podczas mrugnięcia Śliskiej mogło coś ulecieć. Wpatrywała się prosto w źrenice medyczki, kierując w jej stronę wręcz natarczywe spojrzenie. Kiedyś patrzyła tak na co dzień, ale od dłuższego czasu jej wzrok bywał częściej rozbiegany, aniżeli stanowczy. Jednak w tej chwili Ślizg potrafiła się przełączyć na tryb działania i przez chwilę skupić się wyłącznie na zadaniu, a nie wszystkich niepokojach, które zwykle krążyły wokół jej głowy jak rozbrzęczane stado much. - Trafię. - Odpowiedziała nad wyraz twardo, ale zaraz złagodziła ton zażenowanym uniesieniem kącików pyszczka. - Tak myślę. - Dodała, trzepiąc lekko końcówką ogona. - Dziękuję, Księżycowy Pyle. - Uniosła kąciki wyżej, chociaż ten uśmiech nie miał w sobie śladów wesołości. Jednak Ślizg chciała jakoś okazać po sobie wdzięczność, chociaż w tak drobnym, nic nieznaczącym geście. Niby kocica nie zrobiła nic wielkiego, ale Lodowa Trzcinka doceniała nawet tak małe świadectwa empatii.
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Ton Śliskiego Brzegu nie miał większego znaczenia w głowie Księżyc. Jej umysł raczej nie bawił się w interpretowanie emocji, chyba że była w stresującej sytuacji. Aktualnie samotniczka w jej oczach nie była złym kotem, a prędzej zagubioną duszą, która najwyraźniej potrzebowała pomocy Gwiezdnych. Kolejne westchnienie uleciało z mordki córki Ubłoconej Mordki. Skinęła sztywno głową, przyjmując podziękowanie łaciatej kocicy, uznając to tym samym za koniec rozmowy. Zrobiła parę kroków w kierunku Rzecznego obozu, zamierzając ją wrócić, po czym zatrzymała się na moment i obejrzała przez ramię.
- Niech Gwiezdny Klan rozjaśnia twoją drogę... Ślizg - rzuciła formułkę, którą miała okazję parę razy usłyszeć w ciągu swojego życia, choć nigdy nie była kierowana do niej.
Jeśli nieznajoma nie miała nic więcej do powiedzenia, Księżyc kontynuowała swoją podróż powrotną, chcąc wrócić do lecznicy i upewnić się, czy nie było tam czegoś do zrobienia. Obsesyjnie dbała o czystość Królikarni, i zawsze kiedy była zbyt długo poza nią czuła nieprzyjemne mrowienie gdzieś na dnie umysłu, głęboko pod skórą, jakby istniała możliwość, że pod jej nieobecność nagromadziło się tam dużo brudu. Poza tym, zawsze mógł przyjść ktoś chory, dlatego wolała w takiej sytuacji być w środku. Jej ranga nie była tylko do chwalenia się nią.
zt.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Dzisiejszego dnia umówiła się z Cichym Krokiem na polowanie. Było to już po treningu Wiewiórczej Łapy, więc reszta dnia była dla niej.
Jako dzisiejsze miejsce gdzie będą polować, obrała sobie Kwiecistą Łąkę. Była blisko granic, była więc możliwość, że zauważy jakiś znajomy pyszczek na granicy. Gdy już dochodzili do miejsca w którym zamierzali polować, Wydmowy Wiatr odwróciła głowę do brata, już jednego z ostatnich członków jego rodzeństwa, którzy pozostali w Klanie Rzeki. Zaraz potem, gdy już dotarli, zatrzymała się, odwróciła się pod wiatr, ugięła łapy, jej brzuch (a zarazem futro) był tak, aby nie muskał śniegu, ciężar ciała przeniosła na tylne łapy, głowę i ogon ułożyła w linii prostej z grzbietem, uszy postawiła tak, aby wszystko dobrze słyszeć, ale też tak, aby nie wystawały za bardzo, gdyby musiała wyskoczyć na zwierzątko z krzaka i... zaczęła iść. Przed tym jednak pożyczyła szczęścia w polowaniu i dała Cichemu Krokowi prawo wyboru, czy idą razem, czy rozdzielają się.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!