Wyraźnie jej nie szło, przez co ta trochę się poddała. Do tego zaczęła czuć lekkie mdłości, jakby nawdychała się czegoś dziwnego albo zjadła nieświeżego. Podeszła więc szybko do Fiołek, która była akurat niedaleko i łatwo było ją w tym momencie zauważyć. Z zaniepokojoną miną mruknęła do kotki - Fiołek... źle się czuję. Niedobrze mi... możemy wrócić? - a po tym skierowała się w stronę obozu, by opuścić łąkę i odpocząć w legowisku.
Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Kiedy skoczyłam i spojrzałam pod swoje łapy to tam niczego nie było. Niee! Tak chciałam złapać tego zaskrońca!. Pomyślałam po czym po prostu ze zrezygnowaniem zerknęłam na węża, który uciekał w stronę Ptasich Krzewów. Stałam tak przez kilka dobrych uderzeń serca, a z rytmu wybiło mnie czyjeś mruknięcie. Odwróciłam się szybko w kierunku rozmówcy, lekko strosząc futerko na grzbiecie, jednakże kiedy okazało się, iż stoi obok mnie ruda kocica odetchnęłam z ulgą. Po tej ostatniej akcji z borsukami udawało mi się nawet bać własnego cienia, ale cóż, taka już byłam.
-Źle? Może powinnaś iść do Księżycowego Pyłu i upewnić się co ci dolega? Pójdę tylko po ryjówkę i za moment wracam - mruknęłam prędko, lekko kuląc parę czekoladowych uszu. Chyba to nic poważnego, prawda? Odkopałam później zwinnymi machnięciami łapek ryjówkę, chwyciłam ją zębami i pobiegłam do obozu za Szkarłatką, mrucząc coś z zaniepokojeniem pod noskiem.
//zt uwu
Whenweare sad and hardonthe soul, then thep i c t u r e emerges withdifficulties.
A good word,awarmsmilecanmove andgive usimpetusto acta g a i n.
Nietypowy, specyficzny, wyróżniający się w tłumie. Sporawy, długowłosy kocur o dymnej szacie, acz bardzo rozjaśnionej. Jego ślepia są niebieskie, jak to przystało na kocię, acz w niedalekiej przyszłości przyjmą swój docelowy, jasnożółty kolor.
Ciężko coś o nim powiedzieć, bo i sam nie daje zbyt wiele oznak, które mogłyby go jednoznacznie zdefiniować. Jak to kocię jest zaciekawiony otaczającym go światem, który obserwuje uważnie, tak, jakby uczył się z samych właśnie obserwacji. Woli badać sam, uczyć się na własną łapę, zamiast pytać o wszystko rodziców, dorosłe koty. Trochę mały indywidualista, w ten sposób może pokazując, iż poszedł śladami ojca. Jednak nie stroni od towarzystwa tak, jak robi to Lisi Ogon, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, gdyby to spojrzeć na jego matkę, przy której ciężko odizolować się zupełnie od świata. Nie ma zapędów do psot, niedużo w nim chęci do szalonych zabaw; niekiedy lubi się przepychać z rodzeństwem i kotami zbliżonymi mu wiekiem, ale wszystko z umiarem.
szałwia i reszta tragedii
Roztrzepany, brudny i może, odrobinę, bardzo - przerażony. Co on, na Gwiezdnych i wszystkich zmarłych, narobił?
Uporczywe ssanie w żołądku, obolałe łapy, poplątane futro, brud, a przede wszystkim ogromne zmęczenie. Nie mógł spać, ledwo był w stanie przymknąć oczy, kiedy zwijał się w kłębek pod jakimś krzakiem, a dookoła panowała głucha cisza. Szukali go? Matka na pewno. Wyrzuty sumienia towarzyszyły mu na każdym kroku, jaki stawiał, choć miał większe zmartwienia na głowie. I co, tak właśnie skończy? Z głupoty, bo uwidziało mu się coś tak absurdalnego? Mądry po fakcie. Pluł sobie w brodę, raz po raz, chociaż zdawał sobie sprawę, że to nic nie da. Był sam. Sam jak palec, pozostawiony na pastwę drapieżników. Kwestia czasu, zdawałoby się, coby jakiś sięgnął po niego zębiskami. Nie potrafił się bronić, nie potrafił zapewnić sobie pożywienia. Nie orientował się w terenie. Co on sobie myślał? Wtedy na to nie baczył, zaślepiony swego rodzaju wyrzutem do świata.
Odetchnął. Było, cóż, tragicznie, krótko mówiąc - nie widział dla siebie żadnej nadziei. Koncepcja śmierci nie była mu obca, ale... Nigdy nie sądził, że ta sięgnie po niego tak szybko. Zawsze poza nim; zwierzęta umierały, by mógł się pożywić. Niektóre rośliny obumierały. Koty ginęły. I to samo miało go spotkać? Zakręcił się w kółko; nie zdawał sobie sprawy, że był na terenach Rzeki - że, w gruncie rzeczy, wszystko było na wyciągnięcie łapy. Zagubiony. Rozejrzał się dookoła. Słońce wyglądało delikatnie zza chmur. Zadrżał, kiedy wiatr zawiał mocniej. Naprawdę już nie miał siły. Iść dalej, szukać, próbować odnaleźć się. Przełknął ślinę, a zaraz - zwolnił nieco kroku, by ostatecznie przystanąć, wzdychając ciężko. I zawiesił łeb, bo co innego mu pozostawało.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Często przechodziła przez Kwiecistą Łąkę w trakcie swoich spacerów, stąd nic dziwnego, że znalazła się tu akurat tego dnia o tej porze. Naginała swoją rutynę tylko i wyłącznie wtedy, gdy potrzebowała zająć się którymś z pacjentów, albo do lecznicy przyszedł kolejny kot z uszczerbkiem na zdrowiu, albo ktoś od niej potrzebował czegoś ważnego teraz, zaraz, natychmiast. Wciąż miała problemy z przesypianiem nocy, nieraz budząc się na długo zanim słońce wychyliło się ponad horyzont, dlatego o świcie najczęściej była w pełni przytomna i gotowa do rutynowego, zdrowotnego wyjścia. Choć zmęczenie wciąż jej doskwierało, jej organizm powoli przyzwyczajał się do nowego trybu jakim były kontrolowane drzemki w ciągu dnia i wszystko zdawało jej wracać do normy. W końcu Księżycowy Pył była odpowiedzialnym kotem i nigdy nie pozwoliłaby sobie na zaniedbanie Klanu Rzeki poprzez zaniedbanie swojego stanu do tego stopnia, że padałaby na pyszczek.
Córka Ubłoconej Mordki poruszyła uszami, gdy ujrzała dziwnie znajomą, biało-czarną sylwetkę. Po paru chwilach do jej nosa dotarła woń, którą stosunkowo szybko zidentyfikowała. Nie było mowy, że nie rozpoznałaby swojego pacjenta, który w pewnym momencie przepadł bez śladu, nawet jeśli jego zapach był stłumiony przez inne. Rzeczna medyczka miała na to zwyczajnie zbyt dobry węch. Gdy znalazła się parę kroków od kocurka, zmarszczyła nos. Wyglądał źle, choć pozornie nic nie wskazywało na chorobę. Nie był też ranny, inaczej wyczułaby od niego zapach krwi albo ropiejącej rany. Odetchnęła cicho.
- Pomrok - rzuciła, by zwrócić na siebie uwagę kocurka. - Gdzie byłeś? - Pomiędzy jej brwiami pojawiła się drobna zmarszczka, sygnalizująca zmartwienie.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nietypowy, specyficzny, wyróżniający się w tłumie. Sporawy, długowłosy kocur o dymnej szacie, acz bardzo rozjaśnionej. Jego ślepia są niebieskie, jak to przystało na kocię, acz w niedalekiej przyszłości przyjmą swój docelowy, jasnożółty kolor.
Ciężko coś o nim powiedzieć, bo i sam nie daje zbyt wiele oznak, które mogłyby go jednoznacznie zdefiniować. Jak to kocię jest zaciekawiony otaczającym go światem, który obserwuje uważnie, tak, jakby uczył się z samych właśnie obserwacji. Woli badać sam, uczyć się na własną łapę, zamiast pytać o wszystko rodziców, dorosłe koty. Trochę mały indywidualista, w ten sposób może pokazując, iż poszedł śladami ojca. Jednak nie stroni od towarzystwa tak, jak robi to Lisi Ogon, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, gdyby to spojrzeć na jego matkę, przy której ciężko odizolować się zupełnie od świata. Nie ma zapędów do psot, niedużo w nim chęci do szalonych zabaw; niekiedy lubi się przepychać z rodzeństwem i kotami zbliżonymi mu wiekiem, ale wszystko z umiarem.
szałwia i reszta tragedii
Nie spodziewał się, że napotka kogokolwiek, tak, jak nie napotkał do tej pory. A tym bardziej nie spodziewał się, że będzie to ktoś z Rzeki, ktoś, kogo znał. Myślał najwyżej o żądnych krwi samotnikach i zwierzętach, nie członkach klanu. Świat był wielki, o wiele większy, niźli w jego kocięcych wyobrażeniach. Nieco dezorientujący, kiedy nagle masa zapachów uderzała w ciebie, w nos. Kompletnie stracił jakąkolwiek orientację w terenie; szedł tędy? Cofał się, parł przed siebie? Kręcił w kółko? Momentami miał wrażenie, że jego własny umysł płata mu figle. Wymęczony, rozkojarzony. Głód nie pozwalał porządnie się skupić. Poniekąd trwał już w jakimś marazmie, stanie, gdzie coraz mniej zaczynał kontaktować. Owszem, były w nim emocje, przede wszystkim strach, lecz... Wszystko to jakoś powoli zaczynał tłumić głód. Głód wraz z wyczerpaniem.
Mimo to zerwał się momentalnie, kiedy usłyszał głos. Sierść na karku uniosła się nieco, niemalże odruchowo. Pierwsza, instynktowna myśl - wiej. Dopiero przy drugiej skojarzył, że głos wypowiedział jego imię. Że, w gruncie rzeczy, głos był mu znany. Nie mógłby nie rozpoznać tak charakterystycznego głosu.
— K-Księżycowy Pyle! — wyrzucił z siebie momentalnie, a jego ślepia rozszerzyły się, jakby w niedowierzaniu. To już omamy czy może jednak tylko dramatyzował z własnym końcem? Zamrugał nagle, kiedy dotarło do niego pytanie. — Ja... — zaciął się, a do tej pory wyprostowana sylwetka zgarbiła się nieco, zaś uszy opadły. Wyglądał żałośnie, mizernie i smutno. — Zgubiłem się — jęknął wreszcie beznadziejnie, bo i cały absurd sytuacji dotarł do niego. Absurd i głupota, jego własna. Tłumaczenie było tragiczne, lecz lepszego nie miał. Był młody, zaś młodzi... Popełniali błędy najróżniejszej maści.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Po części spodziewała się takiej odpowiedzi; kocurek nie wyglądał na kogoś, kto intencjonalnie opuścił klan, by następnie do niego powrócić, bo świat poza Rzecznymi terenami mu się znudził. Nawet ona była w stanie to dostrzec już na pierwszy rzut oka, widząc brudną sierść i zmarnowaną sylwetkę Pomroka. Dlatego właśnie kociętom i bardzo młodym terminatorom nie pozwalało się samym podróżować po terenach. Medyczka westchnęła ciężko, rozważając co zrobić dalej, gdy nagle dotarł do jej uszu głos Lisiego Ogona, który wpierw zbliżył się do nich niepostrzeżenie, po czym ruszył galopem, gdy rozpoznał swojego syna. Najwyraźniej właśnie był na obowiązkowym patrolu z innym wojownikiem i natknął się na świeżą woń Pomroka. Najpierw wyciągnął z dymnego kocurka informację, gdzie ten się podziewał, po czym go skarcił za bezmyślność. Nie podnosił jednak głosu i widać było, że był szczęśliwy z powrotu syna oraz zmartwiony jego stanem. Księżycowy Pył poleciła mu, by sprowadził Czerwoną Gwiazdę. Sądząc po stanie Pomroka nie zdziwiłaby się, gdyby miał zaraz paść nieprzytomny z głodu i przemęczenia.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Czerwona Gwiazda akurat była w obozie gdy Lisi Ogon wparował do niego rozpędzony. Przywódczyni z zainteresowaniem podeszła do wojownika, nie wiedząc, czego się ma spodziewać, zwłaszcza, że kocur nie wyglądał na rannego ani przerażonego. Szybko poinformował ją o znalezieniu syna i od razu pobiegł poszukać Lśniącego Futerka, by ona również usłyszała tę informację. Faktycznie, jedno z ich kociąt niedawno zniknęło, i Czerwona Gwiazda poczuła ulgę, że kociak się odnalazł cały i zdrowy. Wyszła z obozu i pobiegła w miejsce wskazane przez Lisiego Ogona, gdzie też znalazła już kremową medyczką. - Księzycowy Pyle, czy wszystko z nim w po'ządku? Nie jest 'anny ani cho'y? - zapytała podchodząc, bo nie miała jeszcze wystarczająco czasu by się kociakowi odpowiednio przyjrzeć. - Twoja 'odzina się o ciebie ma'twiła, Lśniące Fute'ko na pewno ba'dzo się ucieszy, ze się znalazłeś. T'zeba będzie zo'ganizować ci ce'emonię na te'minato'a...
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Nietypowy, specyficzny, wyróżniający się w tłumie. Sporawy, długowłosy kocur o dymnej szacie, acz bardzo rozjaśnionej. Jego ślepia są niebieskie, jak to przystało na kocię, acz w niedalekiej przyszłości przyjmą swój docelowy, jasnożółty kolor.
Ciężko coś o nim powiedzieć, bo i sam nie daje zbyt wiele oznak, które mogłyby go jednoznacznie zdefiniować. Jak to kocię jest zaciekawiony otaczającym go światem, który obserwuje uważnie, tak, jakby uczył się z samych właśnie obserwacji. Woli badać sam, uczyć się na własną łapę, zamiast pytać o wszystko rodziców, dorosłe koty. Trochę mały indywidualista, w ten sposób może pokazując, iż poszedł śladami ojca. Jednak nie stroni od towarzystwa tak, jak robi to Lisi Ogon, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, gdyby to spojrzeć na jego matkę, przy której ciężko odizolować się zupełnie od świata. Nie ma zapędów do psot, niedużo w nim chęci do szalonych zabaw; niekiedy lubi się przepychać z rodzeństwem i kotami zbliżonymi mu wiekiem, ale wszystko z umiarem.
szałwia i reszta tragedii
Medyczka nie odpowiedziała mu żadnym słowem; westchnęła jedynie. I był gotów już uzyskać reprymendę, zasłużoną, swoją drogą, kiedy dotarł do niego kolejny głos. Głos jego ojca. Rozszerzył ślepia, jakby nie dowierzając. Zamrugał parę razy. Jasne ślepia rozświetliły się nieco, jakby z radości. Odpowiedział na pytania, zaraz pochylając nieco łeb. Wymamrotał ciche przeprosiny, choć nawet nie wiedział czy powinien; słowa i tak nie wymazywały żadnych czynów. Cofnął nieco uszy, zaś kiedy medyczka poleciła ojcu pójść po Czerwoną Gwiazdę - uniósł łeb. Chcieli go wygnać? Taka była pierwsza myśl, jaka przyszła do jego głowy, acz nie protestował. Poczuł za to nieco dławiący, nieprzyjemny stres. Nie chciał zostawać sam sobie. Choć strach przed wygnaniem był, zdawało się, absurdalny, to i tak kręcił się z tyłu jego głowy do momentu, gdy wreszcie pojawiła się przywódczyni Rzeki. W pierwszej chwili nie zwróciła się do niego, a do Księżycowego Pyłu. Nie był ani ranny, ani chory, choć z chwili na chwilę czuł się coraz słabiej; żołądek wykręcał się, brzuch burczał żałośnie. Kręciło mu się w głowie. Przełknął ślinę.
— Przepraszam — bąknął wreszcie w stronę Czerwonej Gwiazdy, tak, jak zrobił to w kierunku ojca. Na wspomnienie o matce zakuło go w sercu. I znowu pochylił łeb, by i w ten sposób jakkolwiek ukazać swoją skruchę. Bo żałował. I gdyby mógł, to trzasnął by przeszłego siebie, stanowczo zakazując jakiegokolwiek przekraczania linii obozu.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
W milczeniu przyglądała się Pomrokowi, co jakiś czas tylko rozglądając się, by sprawdzić, czy Czerwona Gwiazda już zmierzała w ich kierunku. Wreszcie popielata kocica pojawiła się na horyzoncie, a gdy do nich dołączyła, medyczka skinęła sztywno głową.
- Tylko osłabiony - odparła krótko na pytanie przywódczyni.
Poruszyła lekko uszami, gdy usłyszała o ceremonii. Choć wolałaby wziąć dymnego kocurka na dwa wschody słońca na obserwację, by upewnić się, że powrócił do pełni sił, nie zamierzała stawać mu na drodze do bycia terminatorem. Już dostatecznie długo na to czekał, a patrząc po tym jak łatwo się zgubił, im szybciej zostanie nauczony o granicach tym lepiej. Księżyc zakołysała końcówką ogona, patrząc wyczekująco na dwójkę kotów; miała w planach wrócić z nimi do obozu. Nie lubiła przerywać swojej rutyny, ale to była wyjątkowa sytuacja.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Skinęła głową w odpowiedzi do Księżycowego Pyłu. Przyjrzała się Pomrokowi. Nie wyglądał, jakby coś mu szczególnie dolegało, nie był rany. Mimo, że tak jak wspomniała medyczka, mógł być osłabiony, to nie wyglądał na jakiegoś umierającego ani nic z tych rzeczy, więc przywódczyni była zdania, że powinien jak najszybciej rozpocząć swój wojowniczy trening. - W takim wypadku chodźmy. Jak dojdziemy do obozu to idź coś zjeść i p'zywitać się z 'odziną, a gdy odpoczniesz to wyp'awię ci ce'emonię. Twoje 'odzeństwo jest juz w t'akcie swoich t'eningów, nie chcę, byś został w tyle. - ogłosiła Pomrokowi, po czym odwróciła się odmaszerowała w stronę obozu, jednocześnie upewniając się, że zaginiony kociak idzie za nią a nie został gdzieś w tyle.
Dla Klanu Rzeki to i nawet lepiej. Mieli nieszczęście stracić ostatnio wojowniczkę i terminatorkę, więc dodatkowy kot dobrze im zrobi. Zwłaszcza teraz, gdy Pora Nagich Drzew zbliżała się wielkimi krokami, musieli mieć jak najwięcej kotów umiejących polować by miał kto wykarmić tych, którzy polować nie mogą.
//zt
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Nietypowy, specyficzny, wyróżniający się w tłumie. Sporawy, długowłosy kocur o dymnej szacie, acz bardzo rozjaśnionej. Jego ślepia są niebieskie, jak to przystało na kocię, acz w niedalekiej przyszłości przyjmą swój docelowy, jasnożółty kolor.
Ciężko coś o nim powiedzieć, bo i sam nie daje zbyt wiele oznak, które mogłyby go jednoznacznie zdefiniować. Jak to kocię jest zaciekawiony otaczającym go światem, który obserwuje uważnie, tak, jakby uczył się z samych właśnie obserwacji. Woli badać sam, uczyć się na własną łapę, zamiast pytać o wszystko rodziców, dorosłe koty. Trochę mały indywidualista, w ten sposób może pokazując, iż poszedł śladami ojca. Jednak nie stroni od towarzystwa tak, jak robi to Lisi Ogon, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, gdyby to spojrzeć na jego matkę, przy której ciężko odizolować się zupełnie od świata. Nie ma zapędów do psot, niedużo w nim chęci do szalonych zabaw; niekiedy lubi się przepychać z rodzeństwem i kotami zbliżonymi mu wiekiem, ale wszystko z umiarem.
szałwia i reszta tragedii
I tak oto został wykluczony, w gruncie rzeczy, z rozmowy. Posłusznie przyglądał się przywódczyni, wysłuchiwał ich wymiany zdań. Sam nie powiedział nic więcej, jedynie przymrużył ślepia. Wszystko to dłużyło mu się niemiłosiernie, okropnie. Wcześniej samo przybycie Czerwonej Gwiazdy, a teraz - kilka słów wypowiadanych przez nią i przed Księżycowy Pył. Jego myśli powoli zajmowała tylko wizja nie tylko zjedzenia (co później, o dziwo, przyszło mu z trudem), ale przede wszystkim rozłożenia się na mchu i odpoczęcia. Poruszył się niespokojnie, kiedy córa Łabędziej Pieśni zwróciła się na nowo do niego. Kiwnął jej jedynie łbem, nawet już nie siląc się na jakiekolwiek słowa. Nie przejął się wieścią, że i on niedługo rozpocznie swój trening - teraz miał zgoła inne priorytety; potrzebował odpoczynku, by znowu zacząć jasno myśleć. Odetchnął ciężko, wyprostował się, po czym ruszył za starą kocicą, nieco chwiejnym krokiem.
Przylazła i Pora Nagich Drzew. Nikt jej nie zapraszał, a ona i tak przyszła, choć na razie nie grzmiała jakoś szczególnie nad głowami biednych leśnych kotów. Trochę podmuchała, czasem postraszyła chmurami, ogólnie nic imponującego. Jednak pewnego dnia było nieco inaczej. Już od rana na niebie zgromadziły cię ciężkie, siwoczarne chmury, i niedługo przed górowaniem słońca zaczął z nich lecieć drobny, biały puszek. Najpierw nieśmiało, potem coraz śmielej opadał na ziemię, a brak słońca pozwalał mu się nie stapiać. Padał tak nieprzerwanie, czasem w towarzystwie deszczu. Kiedy jednak zaczęło się ściemniać, pozostał już tylko sam śnieg, w dość dużych płatkach. Nadal sypał, jakby miał zamiar zostać aż do Pory Nowych Liści, jednak Wschód wiedział, że minie parę wschodów i o bieli zostanie tylko wspomnienie.
Ten wieczór jednak chciał wykorzystać. Wyciągnął Kukułkę z obozu, że niby na polowanie, a jednak nie, bo sobie spacerowali. Robiło się już ciemno, więc i polować za bardzo nie było sensu, ale jeszcze było dość wcześnie. Trochę pochodzą i wrócą do obozu, nic nie szkodzi.
Szedł u boku Kukułki, łapa w łapę. Póki łazili, nie było im tak zimno.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Wojowniczka nie spodziewała się, że dzisiaj doświadczy śniegu. Ostatnio praktycznie go nie było! Tylko jakiś deszcz z zimnym wiatrem a tutaj proszę! Śnieg i nie topił się tak szybko jak zwykle. Kukułka słysząc propozycje Wschoda od razu się zgodziła. Chętnie wybierze się na polowanie i jakoś spędzą czas. Jednak wojownik miał inne plany gdyż po dłuższej chwili nadal nie zaczęli polować. Bura kotka zaczęła już coś podejrzewać i popatrzyła się na partnera pytająco. - Nie idziemy na polowanie tak? - uśmiechnęła się lekko i spojrzała się na rudego wojownika. - Co ty kombinujesz... - popatrzyła się na niego zabawnie chcąc dowiedzieć się co planuje jej partner. Może zabierze ją gdzieś? W jakieś fajne i miłe miejsce? Dawno razem gdzieś nie wychodzili. Miła odmiana.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Ano, to nie do końca miało być polowanie, raczej taki pretekst, żeby wyciągnąć wojowniczkę z obozu. Wschód szedł spokojnym krokiem, jednak ciało miał bardziej rozluźnione, niż wcześniej. Tutaj nie było innych kotów dookoła, nic nie przypominało mu o zdradzie Śnieżnego Serca, jak w obozie, nie było spojrzeń innych kotów. Wschodowi nikt nic nie powiedział, ale sam kocur miał wrażenie, że wszyscy czekają, aż i jemu podwinie się noga. Cóż, Deszcz nie żyje, Śnieżna zwiała tak samo jak Brudny, a Pustułka zachowywała się jak idiotka, zresztą jak zawsze. A poza obozem... Był tylko on i jego ukochana, i ten sypiący śnieg. Romantyczna sceneria, nieprawdaż?
- Jak chcesz polować, to możemy zapolować na... Płatki śniegu? - wyszczerzył ząbki, po czym podskoczył do góry i objął łapami powietrze, zupełnie jakby próbował biały puch złapać. Spadł jednak na ziemię, niczego nie łapiąc, otrzepał się więc i stanął na równe łapy.
- Nie no, tak chciałem wyciągnąć cię poza obóz na jakiś spacer, albo coś. - powiedział nieco ciszej, odwracając wzrok gdzieś na bok, bo sam słyszał, jak to głupio i desperacko brzmi.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Szła sobie spokojnie i oglądała widoki. Dawno nie widziała takiej ośnieżonej scenerii. Lubiła tą porę jedynie dlatego, że wszystko dookoła wyglądało pięknie a jednocześnie tajemniczo. Ta pora też przyniosła Kukułce wspomnień. Tych przyjemnych jak i nie przyjemnych. W pewnym momencie zatrzymała się widząc jak jej partner podskoczył za płatkiem śniegu. Zakryła łapką pyszczek i zaśmiała się. Głupiutki Wschód! Najwidoczniej też cieszył się z śniegu który zakrył niedoskonałości terenu. Podeszła bliżej i nachyliła się bardziej do partnera patrząc na niego a na jej pyszczku malował się subtelny uśmiech. - Czyli mam zrozumieć, że to randka? - zaśmiała się widząc skrępowanie wojownika swoimi słowami. Uwielbiała gdy pokazywał swoje nieśmiałe miny lub gdy nieco się oburzał. Wyglądał wtedy zabawnie! Uśmiechnęła się nagle niewinnie i swoim ogonem zgarnęła nieco śniegu. Zatrzymała się i wypuściła swój ogon jak procę celując w rudego wojownika. Widząc kocura mającego śnieg na głowie zaśmiała się ochoczo.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline