Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Przystanęłam, gdy do moich uszu dotarł cichy szelest, a do nosa woń myszy. Polowałam już wcześniej i nie chciałam pozostawiać motków pajęczyny bez opieki, dlatego postanowiłam zostawić gryzonia w spokoju i ruszyć dalej w poszukiwaniu medykamentów.
Męka dobiegła końca, przynajmniej chwilowo–na drodze Wierzbownicowej Łapy nareszcie stanęło coś interesującego. Było to skupisko drobnych kwiatów o biało-różowych płatkach okalających żółty środek oraz owłosionych łodyżkach. Ich liście, rosnące przy samej ziemi, były dość charakterystyczne: skupione w rozety i o łopatkowym kształcie.
W końcu na jej drodze pojawiła się roślina, która kremowej kotce była dobrze znana, ale bynajmniej nie z właściwości medycznych. Było to niewielkie skupisko małych, białych kwiatków - stokrotek. Dałaby sobie łapę uciąć, że widziała jej listki w składziku w lecznicy. Najwyżej w ostateczności się nie przydadzą, a spróbować nie zaszkodzi. Pochyliła się nad rośliną, po czym powoli zaczęła wyrywać na wszelki wypadek całe roślinki, próbując zebrać ich jak najwięcej.
Białofutra kotka zdecydowała się darować piszczce życie, i ruszyła dalej. Nie tak daleko, na skraju łąki jej oczom ukazały się za to krzewy o splątanych łodygach, pokrytych dużymi, trójdzielnymi liśćmi i kolcami. Niektóre ich pędy płożyły się nisko po ziemi. Gdzieniegdzie spośród liści wyłaniały się błyszczące, czarne owoce.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Płożące się krzewy były trudne do pominięcia, dlatego postanowiłam podejść do nich. Czarne owoce dość szybko przykuły moją uwagę, wyglądały znajomo. Może jeżyny? Liście z kolei skojarzyłam ze Składzika, gdy przyjrzałam im się z bliska. Odłożyłam motki pajęczyny na bok i zaczęłam zbierać te, które nie miały żadnych braków. Uważałam przy tym na kolce.
Zebranie całych roślin nie było najgorszą strategią, choć pozbawioną finezji. Stokrotek nie było zbyt wiele, ale Wierzbownicowa Łapa skończyła z siedmioma liśćmi, które wyglądały na zdatne do użycia. Całkiem dobry wynik.
Koniec końców udało jej się zebrać siedem listków. Mogło być lepiej, ale mogło też gorzej. Wierzbownica chwyciła rośliny w pysk, i ruszyła dalej, węsząc i zbaczając trochę z obranego wcześniej kursu. Może kawałek dalej znajdzie się więcej ziół.
Białe łapy zaczęły starannie zbierać duże liście, lecz nie udało im się uniknąć kolców! Słona Łapa została lekko zahaczona przez niecne kolczaste pędy, ale poza chwilowym ukłuciem na jej skórze nie został żaden ślad. Ostatecznie udało jej się pozyskać cztery liście jeżyny. Może to niewiele, ale zawsze to coś.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Ukłucia były ryzykiem, z którym się liczyłam; na szczęście kolce nie były na tyle ostre i duże, by zrobić coś poważnego. Dołączyłam liście do motków pajęczyny i ruszyłam dalej, rozglądając się za kolejnymi potencjalnymi medykamentami.
Los wreszcie uśmiechnął się do kremowej kotki, bo niedługo po zebraniu stokrotek na jej drodze stanęła kolejna roślina, spora, o łodydze pokrytej szorstkimi włoskami i zakończonej niebieskimi, chylącymi się ku ziemi kwiatami. Liście od spodu miała duże, eliptyczne, a te wyższe–mniejsze–obejmowały częściowo łodygę i były lekko pomarszczone na brzegach. To, co przykuwało najwięcej uwagi to woń rośliny: przyjemny, odświeżający zapach... ogórków?
Obranie innej drogi było chyba dobrym pomysłem, bo na jej drodze pojawiła się spora roślina, o charakterystycznym zapachu. Kojarzyła ją z zapachu z lecznicy, chyba były to liście? Więc podeszła od razu i przyjrzała się jej uważniej. Duże eliptyczne liście u podstawy łodygi wydały jej się znajome. Dlatego też odłożyła na bok zebrane wcześniej zioła i zaczęła delikatnie odrywać jeden listek pachnącej rośliny po drugim, starając się zebrać ich jak najwięcej.
Los chyba postanowił wynagrodzić albinosce pokłute łapy, i wkrótce na swej drodze dostrzegła spory krzew. Jego liście z wierzchu były nagie, od spodu zaś miały delikatny, biały meszek. W luźnych gronach zwisały białe kwiaty, a z pomiędzy nich i liści gdzieniegdzie czerwieniły się małe owoce w formie puszysto owłosionych pestkowców.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Podeszłam do kolejnej dość odcinającej się rośliny, a właściwie krzewu. Z bliska łatwo było ujrzeć drobniutkie czerwone owoce, maliny. Widziałam je w składziku, a po przyjrzeniu się liściom je również skojarzyłam. Odłożyłam pakuneczek na bok i zaczęłam zbierać po trochu z obu części–te, które były w dobrym stanie. A przynajmniej tym samym jak to, co widziałam w Składziku.
Jeden po drugim, Wierzbownicowa Łapa zdołała zebrać całe siedem liści. Tyle samo co jej wcześniejsze zbiory.
Koniec końców w jej pysku znalazło się siedem liści, co było ilością taką samą jak w przypadku poprzedniego medykamentu. Wierzb podniosła odłożone wcześniej liście stokrotki i ruszyła dalej, w celu znalezienia jakiegoś zioła.
Tym razem zbiory były mniej obfite, gdyż krzewy wciąż były jeszcze lekko przymarznięte po Porze Nagich Drzew. Słonej Łapie udało się zebrać trzy owoce maliny które nadawały się do użytku, i trzy liście rośliny.
+3 owoce maliny
+10 medexp
+3 liście maliny
+7 medexp
Słona Łapa- lvl: 3 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 10 | HP: 70 | W: 48/50 Zebrane MEDEXP: +28 - siedem motków pajęczyny , +16 - cztery liście jeżyny, +10- trzy owoce maliny, +7 - trzy liście maliny
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Odetchnęłam, gdy udało mu się zebrać chociaż po trzy owoce i liście. Zapakowałam je z resztą, uważając przy tym, by nie zgnieść malin. Kontynuowałam rozglądanie się za medykamentami.
Kotka nie znalazła zioła, zamiast tego do jej uszu dobiegło charakterystyczne krakanie. Jeśli zwróciła się w jego kierunku, jej spojrzenie spotkało się z masywnym, czarnym ptakiem, który patrzył na nią z niskiej gałęzi pobliskiego drzewa. Inteligentne oczy kruka spoczęły na moment na jej sylwetce, ale szybko stracił zainteresowanie; niewątpliwie przyzwyczajony był do widoku kotów chodzących po tych terenach.
Zastrzygła uszami, usłyszawszy ochrypłe krakanie. Odwróciła się i zobaczyła zerkającego ku niej sporego kruka. Westchnęła, i zignorowawszy ptaszysko ruszyła dalej. Nadal poszukiwała ziół, mając nadzieję że tym razem w istocie je odnajdzie.
Słona Łapa zebrała skromne malinowe medykamenty i ruszyła dalej. Słońce powoli zaczynało wschodzić coraz wyżej za horyzontem, zapowiadał się przyjemny dzień. Niestety, tym razem albinoska nie wywęszyła żadnego zioła, ale mnóstwo intensywnych roślinnych zapachów, które przyniósł lekki wiaterek mogły dawać szansę na to, że za niedługo coś się znajdzie.
Słona Łapa- lvl: 3 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 10 | HP: 70 | W: 48/50 Zebrane MEDEXP: +28 - siedem motków pajęczyny , +16 - cztery liście jeżyny, +10- trzy owoce maliny, +7 - trzy liście maliny
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Granica między wczesnym brzaskiem a pełnym porankiem zaczynała chylić się ku temu drugiemu, ale na razie to ignorowałam. Tak długo jak oczy nie napływały mi łzami od światła. Kontynuowałam uważne rozglądanie się za medykamentami.
W końcu w nos kotki uderzyła woń; była tak charakterystyczna, wręcz nieprzyjemna, że nawet pośród medykamentów miała tendencje do wybijania się bardziej od wielu innych. Jej źródłem była roślina, której kwiatostany sięgały dość wysoko, ale nie przesadnie. Składały się z drobnych kwiatów o promienistych, białych płatkach. Liście miała sztywne, szarozielone i nie sięgające wyżej niż czubek głowy przeciętnego kota, tym samym eksponując zakończone kwiatami łodygi.
Do jej nosa dotarła intensywna, nieprzyjemna woń na co delikatnie się skrzywiła. Dochodziła ona od nieznanej jej rośliny o białych, drobnych kwiatach. Wierzbownica była pewna, że kojarzy ten zapach z lecznicy. Nachyliła się nad rośliną, i uważnie przyjrzała się sztywnym liściom. To właśnie ich widok stawał jej przed oczyma na wspomnienie zapachu. Odłożyła więc zebrane dotychczas medykamenty, i zaczęła ostrożnie obrywać liście rośliny, starając się zebrać jak najwięcej wyglądających na zdatne do użytku i nie wysuszonych.
Tym razem na drodze kotki stanęło coś innego niż do tej pory. Jej oczom ukazało się duże drzewo, z rozłożystą koroną obrośniętą eliptycznymi, zaostrzonymi u końców liśćmi. Z wierzchu były intensywnie zielone i gładkie, od spodu zaś lekko omszone, o charakterystycznej, asymetrycznej nasadzie. Korona osadzona była na grubym, prostym pniu o szarobrązowej, popękanej korze.
Słona Łapa- lvl: 3 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 10 | HP: 70 | W: 48/50 Zebrane MEDEXP: +28 - siedem motków pajęczyny , +16 - cztery liście jeżyny, +10- trzy owoce maliny, +7 - trzy liście maliny
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Nie było w tej okolicy zbyt wielu drzew, dlatego każde przyciągało pewien stopień uwagi–szczególnie, że w Składziku znajdowały się trzy rodzaje kory, każdy trochę inny i o swoim własnym zapachu. Podeszłam bliżej i zmrużyłam oczy, by lepiej przyjrzeć się powierzchni pnia. Nie wszystkie drzewa miały lecznicze zastosowanie, ale byłam całkiem pewna, że to konkretne należało do tej trójcy. Wiąz...? Chyba tak się nazywało. Odłożyłam medykamenty na bok i wbiłam pazury we fragment, który wydawał się najbardziej popękany. Kontynuowałam, w nadziei na zerwanie chociaż paru kawałków.
Mimo ostrożności, a także z winy pory roku, Wierzbownicowa Łapa zdołała zebrać tylko dwa liście, które były zdatne do użytku. Lepszy rydz niż nic, szczególnie, że był to rzadziej spotykany medykament.
Mimo usilnych starań, niestety znalazła jedynie dwa liście wyglądające sensownie. Westchnęła. No cóż, bywa i tak. Zabrała medykamenty razem z resztą, i ruszyła dalej wypatrując innych medykamentów.
Słona Łapa natomiast zabrała się za obrywanie co luźniejszych kawałków kory. Ostatecznie w zbiorach albinoski znalazły się trzy kawałki szarobrąowego, szorstkiego łyka.
+7 medexp
Słona Łapa- lvl: 3 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 10 | HP: 70 | W: 48-2=46/50 Zebrane MEDEXP: +28 - siedem motków pajęczyny , +16 - cztery liście jeżyny, +10- trzy owoce maliny, +7 - trzy liście maliny, +7 - trzy kawałki kory wiązu
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Westchnęłam cicho i zebrałam wszystkie medykamenty razem, teraz z dodatkowymi trzema kawałkami kory. Nie było sensu dłużej walczyć z pniem, szczególnie że kawałki musiały mieć określoną wielkość, inaczej trudno byłoby z nimi cokolwiek zrobić–tak przynajmniej podejrzewałam. Upewniłam się, że sylwetka mojej towarzyszki pozostawała w polu widzenia. Chwilę mi to zajęło, ale jej jasne futro ułatwiało sprawę, kontrastując na ciemnym tle. Po tym kontynuowałam poszukiwania medykamentów.
Niedługo po zebraniu liści czosnku Wierzbownicowa Łapa natrafiła na kolejny interesujący obiekt. Co prawda różowo-fioletowy kwiat o pięciu płatkach i owłosiona łodyga nic jej nie mówiły, ale liście już tak. Pofalowane i o nieregularnym ząbkowaniu, z meszkiem od spodu.