Dopisywało jej jak na razie szczęście, bo już niedługo natknęła się na kolejny medykament. Wprawdzie nie kojarzyła kwiatostanu, ale liście kojarzyła z wyglądu ze składziku. Podeszła i odłożywszy na bok zebrane rośliny, zaczęła jak najskrupulatniej zbierać ząbkowane liście. W duchu liczyła że tym razem uda ich jej się zebrać jednak nieco więcej, niż poprzednich ziół.
Tym razem na drodze albinoski znalazło się coś zgoła odmiennego, odcinającego się na tle źdźbeł traw. W świetle wschodzącego za chmurami słońca niedaleko łap kotki pysznił się nieregularny, średniej wielkości okrąg z małych, okrągłych kulek w niebieskim kolorze. Przypominały one nieco gładziutkie połyskliwe kamyczki, nadziane na coś w rodzaju grubej pajęczej nici. Przedmiot był zimny w dotyku, i nie pachniał absolutnie niczym, za to wyglądał bardzo nietuzinkowo.
Słona Łapa- lvl: 3 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 10 | HP: 70 | W: 46/50 Zebrane MEDEXP: +28 - siedem motków pajęczyny , +16 - cztery liście jeżyny, +10- trzy owoce maliny, +7 - trzy liście maliny, +7 - trzy kawałki kory wiązu
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Zamarłam w miejscu, gdy zauważyłam nienaturalny obiekt. Obeszłam go ostrożnie, ale nie wydawał się niebezpieczny. Po chwili namysłu zdecydowałam się pozostawić go za sobą i ruszyć dalej, próbując znaleźć więcej medykamentów.
Tym razem również zbiory nie wyszły najlepiej, kończąc się na dwóch liściach, które Wierzbownicowa Łapa mogła wziąć ze sobą.
Westchnęła ciężko, gdy koniec końców w jej pysku znalazły się jedynie dwa sensownie wyglądające liście. Gwiezdni najwyraźniej jej dzisiaj nie sprzyjali, bo ostatnie zbiory zakrawały na smutny żart. No nic, może będzie lepiej. Chwyciła ślaz i resztę ziół w żeby po czym wyruszyła na dalsze poszukiwania.
Słona Łapa postanowiła zignorować dziwny przedmiot, i ruszyła dalej. Dotarła akurat do nieco wilgotniejszego zakątku łąki, a tam czekała na nią niespodzianka...w postaci bobra, w najlepsze obgryzającego korę z pobliskiego drzewa. Zwierzę obróciło łeb, dostrzegając kotkę, ale nic sobie z tego nie zrobiło. Po prostu wróciło do swojego zajęcia.
Słona Łapa- lvl: 3 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 10 | HP: 70 | W: 46/50 Zebrane MEDEXP: +28 - siedem motków pajęczyny , +16 - cztery liście jeżyny, +10- trzy owoce maliny, +7 - trzy liście maliny, +7 - trzy kawałki kory wiązu
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Ponownie zatrzymało mnie coś niespodziewanego; tym razem nie był to nienaturalny obiekt, a zwierzę. Na szczęście szybko po zapachu rozpoznałam bobra, dlatego jedynie ominęłam go szerokim łukiem i kontynuowałam poszukiwania medykamentów.
Wraz z nadchodzacym wschodem słońca, rosa skrzyła się coraz wyraźniej na okolicznej roślinności. Jedną z owych roślin był bardzo charakterystyczny, zielony pęd przypominający miniaturowe drzewko iglaste. Niewysoki, okółkowo rozgałęziony.
Puszysta sierść na łapach nasiąkała jej świeżą rosą. Słońce wstawało coraz wyżej, co oznaczało, że za niedługo Słona Łapa będzie musiała wracać. Zerknęła w stronę w której ostatnio widziała klanowiczkę po czym ruszyła dalej. Nie minęło dużo czasu, jak na jej drodze pojawiła się roślina, której nazwy nie znała, ale której wygląd kojarzyła ze składziku. Niewysokie zielone kępki, rozgałęzione na kształt drzewka. Wierzb odłożyła zebrane zioła i schyliła się, po czym ostrożnie zaczęła zrywać całe pędy rośliny, modląc się by udało jej się zebrać choć garść.
Biała kotka zignorowała bobra, i ruszyła dalej nie niepokojona przez zwierzę. Tym razem po kawałku bezowocnego chodzenia przed jej oczyma wreszcie pojawiła się roślina znana z właściwości medycznych, i to w dodatku doskonale jej znana. Spośród wysokich źdźbeł wyrastały kępki pokrzyw.
Słona Łapa- lvl: 3 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 10 | HP: 70 | W: 46/50 Zebrane MEDEXP: +28 - siedem motków pajęczyny , +16 - cztery liście jeżyny, +10- trzy owoce maliny, +7 - trzy liście maliny, +7 - trzy kawałki kory wiązu
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Odetchnęłam na widok znanych mi medykamentów. Co prawda tych nie brakowało, ale zawsze miło było zebrać coś, co wiedziałam jak stosować i jak się z tym obchodzić. Położyłam pakunek na bok i skrupulatnie zaczęłam zbierać liście i nasiona pokrzywy, godząc się z konsekwencjami; mimo to i tak starałam się unikać najbardziej parzących fragmentów rośliny.
Zbieranie skrzypu było łatwe, jako że cała roślina była lecznicza i nie było szczególnego podziału na elementy typu liście, łodyga, korzeń. Po dłuższej chwili i lekkim napoceniu się nad rośliną–nie była najłatwiejsza do wyrwania–kotka skończyła z sześcioma zdatnymi do użytku fragmentami.
Tym razem poszczęściło jej się nieco bardziej, i koniec końców w jej pysku wylądowało sześć pędów. Trochę musiała się z nimi natrudzić, wyrwanie ich nie było proste, ale ważne że były. Chwyciła resztę ziół i spojrzała w niebo. Słońce już praktycznie wzeszło, a więc chyba powinny wracać. Zawróciła więc i poszła poszukać Soli.
Albinoska zręcznie zebrała medykamenty, i nawet udało jej się zbytnio nie poparzyć złowrogimi liśćmi. Gdy skończyła, u jej łap znalazło się cztery listki, i sześć nasion pokrzywy.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Odetchnęłam cicho i ostrożnie położyłam medykamenty razem z resztą. Nim zdążyłam chwycić pakunek w zęby, usłyszałam ciche, kocie kroki. Zastrzygłam uchem i wzrok przesunęłam po otoczeniu; od światła moje oczy zaszły wilgocią i musiałam je mocno zmrużyć, ale udało mi się zlokalizować nadchodzącą kotkę. Postanowiłam poczekać aż będzie bliżej, choć nic nie wskazywało na to, by działo się coś złego... przynajmniej taką miałam nadzieję.
— W- wszystko w porządku? — zapytałam, gdy Wierzbownicowa Łapa znalazła się w zasięgu głosu.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
W końcu w zasięgu jej wzroku pojawiło się znajome białe futro. Skinęła głową. - W porządku. A u ciebie? Słońce już wstaje, chyba powinnyśmy wracać do obozu. - zasugerowała. Już widziała załzawione oczy Soli i wyglądało na to, że czas najwyższy na powrót. Zdołała dojrzeć, że albinosce też udało się zebrać jakieś zioła, więc poszło im nie najgorzej.
Jeżeli Słona Łapa zgodziła się na powrót, zawróciły z powrotem do obozu Klanu Rzeki.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Zawahałam się na moment na sugestię kotki, ale starałam się pilnować moich limitów. W tym momencie... już trochę je naciągnęłam. Nie drastycznie, ale zatrzymawszy się na parę uderzeń serca zdałam sobie sprawę z zaczątków dyskomfortu, który mógł ewoluować w ból głowy. Ostatecznie kiwnęłam twierdząco.
— Masz- masz rację — odparłam.
Chwyciłam pakunek i wróciłam do Obozu za Wierzbownicową Łapą.
zt.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
niezgrabny, pulchny, przeciętnej wielkości, cynamonowy srebrny klasycznie pręgowany z bielą (nos, policzki, broda, pierś, końcówki palców przedniej lewej łapy, przednia prawa łapa poniżej nadgarstka, obie tylne stopy (do połowy długości do stawu skokowego), końcówka ogona, brzuch), o długiej sierści i błękitnych oczach, na zeza rozbieżnego w lewym oku
Łagodny, wesoły, naiwny. Przyjaciel wszystkich, nieświadomy większości zagrożeń i okrucieństw świata. Przez większość czasu aniołek, któremu czasami zdarza się jednak wybuchnąć, kiedy nie może zapanować nad co silniejszymi, lub nowymi emocjami. Ma nienajlepszą pamięć, a może po prostu nie zawsze ma dość skupienia, by postarać się zapamiętać to, co się do niego mówi. Właśnie dlatego Puchatkowi zdarza się złamać zasady czy dane obietnice. Zazwyczaj nie ze złości, a z nieuwagi i nieroztropności.
Niegroźne, głupiutkie stworzenie, które bez wątpienia będzie potrzebowało pomocy, by nie doprowadzić się do własnej zguby.
Różowa Łapa (Wicher), Helena (Pieszczochy)
Nie prowadził jej daleko, ani też nie kazał zakrywać oczu. Za to przez całą drogę odmawiał, jeżeli go pytała, co chce jej pokazać, ani czy daleko jeszcze. Po prostu truchtem prowadził ją przez Łęgi. Miał nadzieję, że nikt tam akurat nie polował, bo ich niedyskretny bieg był w stanie przepłoszyć połowę żyjących tam piszczek.
Do Kwiecistej Łąki dotarli jeszcze szybciej, niż Puchata Łapa się spodziewał. Zatrzymał się na jej skraju, nie chcąc bardziej zbliżać się do granicy, która znajdowała się na skraju Łąki.
Susza wyraźnie dała się łące we znaki; część ziół i kwiatów zwisła smutno na łodyżkach, nie pozwalając zapomnieć o tym, z czym zmagały się klany. Wciąż jednak była imponująca, latało nad nią mnóstwo owadów, a kiedy się zatrzymali, bzyczenie małych skrzydełek dało się słyszeć bez szczególnego wytężania słuchu.
Jeszcze nic nie mówił, czekając na jej reakcję i bardzo jej ciekaw. Sama Kwiecista Łąka nie była tym, co chciał jej pokazać, ale chciał sprawdzić, co powie Rzeczna Łapa. Założy, że był na tyle odklejony od rzeczywistości, by założyć, że nie wiedziała, jak wygląda ta część terytorium klanu? Czy może zwyczajnie jeszcze raz go pogoni? Czekał, tylko udając, że musi złapać oddech.
Odmawiał jej wielokrotnie a przodkowie, wiedzcie że pytała wiele razy gdzie dokładnie ją zabiera. Nie to, że nie lubiła niespodzianek, bo wręcz przeciwnie! Po prostu bardzo łatwo się ekscytowała i bardzo, ale to bardzo nie mogła się doczekać. Poza tym, było jej zwyczajnie miło, że Puchatek znalazł jakieś miejsce i pomyślał o tym, żeby jej pokazać. To miłe! I słodkie, przy okazji.
Dreptała za nim, próbując się pilnować, aby przez przypadek go nie wyprzedzić. Przecież nie wiedziała nawet gdzie iść. Zgubiło ją to, bo gdy Puchatek się zatrzymał, nieświadoma niczego przeszła jeszcze kilka kroków, dopiero po chwili orientując się, że już dotarli. Od razu zawróciła do przyjaciela i rozejrzała się dokoła. Jej reakcja była ciężka do opisania, bo w jednej chwili przeszło przez nią wiele, wiele emocji! Co jednak najbardziej rzucało się w oczy to błysk w jej oczach. Łatwo było go wywołać, był to bowiem błysk ekscytacji, w tym jednak momencie był na tyle widoczny, że mogłaby rozświetlić drogą w mroczną, bezksiężycową noc.
Nie zwróciła uwagi na to, że niektóre kwiatuszki uschły. Widziała tylko te żywe. I pszczółki! Tyle było tutaj wesoło bzyczących pszczółek! Kochała kwiatki, i pszczółki, i ładne miejsca, więc Puchatek trafił idealnie.
- Jak tutaj pięknie! - powiedziała podekscytowana, starając się być na tyle cicho, żeby nie spłoszyć żadnego robaczka. Miała ochotę wyściskać Puchatka, ale się powstrzymała. - Jak znalazłeś to miejsce? Pewnie jakąś pannę zabrałeś na randkę, co? - zażartowała, choć po zadaniu pytania doszła do wniosku, że chyba nie chciała znać odpowiedzi. Gdyby Puchatek się z kimś spotykał, prawdopodobnie musieliby przestać się przyjaźnić. Rzeka nie chciała, żeby na przykład ta druga kotka, czy kocur, czuli się źle.
niezgrabny, pulchny, przeciętnej wielkości, cynamonowy srebrny klasycznie pręgowany z bielą (nos, policzki, broda, pierś, końcówki palców przedniej lewej łapy, przednia prawa łapa poniżej nadgarstka, obie tylne stopy (do połowy długości do stawu skokowego), końcówka ogona, brzuch), o długiej sierści i błękitnych oczach, na zeza rozbieżnego w lewym oku
Łagodny, wesoły, naiwny. Przyjaciel wszystkich, nieświadomy większości zagrożeń i okrucieństw świata. Przez większość czasu aniołek, któremu czasami zdarza się jednak wybuchnąć, kiedy nie może zapanować nad co silniejszymi, lub nowymi emocjami. Ma nienajlepszą pamięć, a może po prostu nie zawsze ma dość skupienia, by postarać się zapamiętać to, co się do niego mówi. Właśnie dlatego Puchatkowi zdarza się złamać zasady czy dane obietnice. Zazwyczaj nie ze złości, a z nieuwagi i nieroztropności.
Niegroźne, głupiutkie stworzenie, które bez wątpienia będzie potrzebowało pomocy, by nie doprowadzić się do własnej zguby.
Różowa Łapa (Wicher), Helena (Pieszczochy)
Na widok jej ogromnego zachwytu, Puchata Łapa poczuł coś na kształt zawstydzenia. Nie do końca wiedział, dlaczego, uczucia czasami po prostu były. Może dlatego, że nie powiedzenie jej od razu, co było celem ich wycieczki miało być formą żartu? A Rzeczka okazała się zachwycić samą Kwiecistą Łąką, co było tak samo urocze, jak i zaskakujące.
- C-co? - zapytał, jeszcze bardziej zbity z tropu jej pytaniem, niż reakcją. - Skąd, poznałem to miejsce podczas treningu. - odpowiedział, zachodząc w głowę, czy jego srebrna koleżanka chciałaby dowiedzieć się, czy z kimś się spotyka, czy nie. Dlatego tak powiedziała? Czy to było ukryte pytanie? Jeżeli chciała wiedzieć, to dlaczego go po prostu nie zapytała? Czy to, co się właśnie wydarzyło, było czymś więcej, niż wydawało się na pierwszy rzut oka?
- Pomyślałem, że może chciałabyś ze mną zagrać w “Znajdź największego trzmiela” - powiedział niemrawo, wciąż lekko zbity z tropu. Patrzył na nią, a brwi miał nieznacznie zmarszczone. - Wygrywa ten, kto znajdzie największego trzmiela - dodał niepotrzebnie, uśmiechając się lekko. Miał nadzieję poprawić tym nieco atmosferę, którą najprawdopodobniej sam zresztą zepsuł.
To miał być głupi żart. Ot, zwykła nieprzemyślana odpowiedź. Nie wiedziała że Puchatek może aż tak zareagować. Poczuła się głupio i zalała ją fala wstydu ale próbowała nie dać tego po sobie poznać. Gdy Puchatek zaproponował zabawę, miała nadzieję że to kończy temat rozpoczęty jej niezręcznym pytaniem, ale nie potrafiła zignorować jego zmarszczonych brwi, choć bardzo tego pragnęła.
— Tak, pewnie! — odpowiedziała najpierw z uśmiechem na pyszczku, zaraz jednak podeszła bliżej. — Tylko, um, czy powiedziałam coś nie tak? Ja, hm, Emm… to miał być głupi żart, wiesz? Nie musisz mi mówić czy się z kimś spotykasz i gdzie, to nie moja prawa. Chciałam tylko, no, wiesz… powygłupiać się i cię pozaczepiać, przepraszam. — powiedziała, starając się patrzeć mu w oczy. Łapka jednak nerwowo zaczęła grzebać w ziemi. Może tak zareagował właśnie dlatego, że z kimś się spotyka i nie chciał jej o tym mówić? Chciała dla niego dobrze i życzyła mu szczęścia! Ale był też jej najbliższym przyjacielem i nie chciała go stracić, a wiedziała że gdyby kogoś miał, to pewnie nie potrafiłaby dłużej tego robić z szacunku do tego drugiego kota. Bo bardzo łatwo o nieporozumienie, prawda? Tutaj bardziej problemem były relacje z kotkami, rzecz jasna. Jeśli Puchatek wołał kocurów, to raczej oczywiste że jego partner nie martwiłby się w żaden sposób o nią. Ugh, skomplikowane to wszystko.
niezgrabny, pulchny, przeciętnej wielkości, cynamonowy srebrny klasycznie pręgowany z bielą (nos, policzki, broda, pierś, końcówki palców przedniej lewej łapy, przednia prawa łapa poniżej nadgarstka, obie tylne stopy (do połowy długości do stawu skokowego), końcówka ogona, brzuch), o długiej sierści i błękitnych oczach, na zeza rozbieżnego w lewym oku
Łagodny, wesoły, naiwny. Przyjaciel wszystkich, nieświadomy większości zagrożeń i okrucieństw świata. Przez większość czasu aniołek, któremu czasami zdarza się jednak wybuchnąć, kiedy nie może zapanować nad co silniejszymi, lub nowymi emocjami. Ma nienajlepszą pamięć, a może po prostu nie zawsze ma dość skupienia, by postarać się zapamiętać to, co się do niego mówi. Właśnie dlatego Puchatkowi zdarza się złamać zasady czy dane obietnice. Zazwyczaj nie ze złości, a z nieuwagi i nieroztropności.
Niegroźne, głupiutkie stworzenie, które bez wątpienia będzie potrzebowało pomocy, by nie doprowadzić się do własnej zguby.
Różowa Łapa (Wicher), Helena (Pieszczochy)
Jeszcze jedno pełne napięcia trzepnięcie ogonem. Nie miała go za co przepraszać, nie powiedziała niczego złego. Puchata Łapa bardzo chciał w tamtej chwili, żeby cofanie czasu było możliwe. Chociaż, po chwili namysłu uznał, że i tak sam nie byłby w stanie niczego zmienić, może oprócz swojej własnej reakcji, która to zmieniła radosną atmosferę w gęstą niczym błotniste bajoro. Tak, to mogłoby naprawić sytuację. Narzędziem do cofania czasu jednak nie dysponował i musiał zmierzyć się z konsekwencjami tego, jak bardzo widoczne na jego pysku były jego emocje.
- Niby nie twoja sprawa, ale powiedziałbym ci. - powiedział, nieco zaskoczony, bo ten fakt był dla niego oczywisty. Nie miał w klanie poza najbliższą rodziną, nikogo bliższego niż Rzeczna Łapa i był przekonany, że byłaby jednym z pierwszych kotów, którego by poinformował, gdyby zaczął kogoś uważać za swojego partnera. - Gdyby była jakaś panna albo pan. Przyjaźnimy się. - dodał, starając się w tamtej chwili uśmiechnąć szczerze. Może już za chwilę wszystko będzie dobrze? Może ustalą tę kwestię między sobą i będą mogli przejść do zabawy, która była dużo prostsza niż rozmawianie o związkach, randkach i ich braku. On chciał po prostu bawić się w szukanie największych trzmieli, to wszystko.