Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Pajęczyna, co? Nareszcie jakaś odmiana po setkach trybul i ich korzeniach. Roślin było naprawdę mnóstwo, a ona, jak dotąd, napotykała się na tylko jedną, chociaż trudno zaliczyć pajęczynę do ziół leczniczych. Może klątwa wciąż trwa, kto wie. To się pewnie okaże. Ćma wzruszyła w końcu barkami, porzucając niepotrzebne rozmyślania, by rozejrzeć się za jakimiś gałązkami i patyczkami. Znalezienie czegoś takiego w lesie nie było szczególnie trudne. Córka Żmijowego Ogona podniosła upatrzone patyczki i ostrożnie, po kolei, zaczęła nawijać na każdym znalezioną pajęczynę, a gdy stwierdziła, że tyle wystarczy, odkładała kijek i brała drugi, by powtórzyć czynność. Zamierzała zebrać tyle srebrnych niteczek ile tylko mogła, jako że był to jeden z najbardziej potrzebnych medykamentów.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Rozpoznanie rośliny zajęło jej dłużej, niż zwykle - stała przed nią przez ponad minutę, intensywnie się jej przyglądając i przechodząc przez mentalne notatki. Definitywnie nie było to coś, co mieli w składziku. Drogą eliminacji doszła do medykamentów, o których opowiadała im Krzywucha i z pośród czterech rodzai szybko wytypowała ślaz. Doskonale, chętnie przygarnie wreszcie jeden z nowych medykamentów do ich zbiorów. Liście były użyteczne i właśnie za ich zbieranie się wzięła - ostrożnie zaczęła "odcinać" je pazurem u nasady, nie chcąc ich zniszczyć.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zbieranie liści było czymś, w czym Ciernisty Kwiat miała doświadczenie, ale część z nich po prostu się nie nadawała do użytku, dlatego koniec końców medyczka zebrała 6 liści ślazu. Lepszy taki zbiór, niż żaden, czyż nie?
Cóż, czy klątwa wciąż trwa, to terminatorka medyka będzie musiała jeszcze się przekonać i sprawdzić. Na razie Ćmia Łapa nawinęła na patyczki 6 motków pajęczyny. Były one w bardzo dobrym stanie dzięki temu, że zachowała ostrożność. Pierwsze znalezisko dnia zaliczone.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
No i gicio, co by nie się wydarzyło, to nie wróci z niczym. Sześć motków pajęczyny to jeszcze nie bogactwo, aczkolwiek lepsze to niż nic. Ćma skryła swoje znalezisko wśród paproci i nadszarpnęła pazurami liście tych znajdujących pobliżu, aby wiedzieć gdzie szukać pajęczyny, gdy Ciernisty Kwiat zdecyduje, iż czas już wracać do obozu. Machnęła ogonem i odwróciła się, przeczesując okolicę czujnym spojrzeniem bladozielonych oczu. Kroczyła powoli, z czystego przyzwyczajenia zachowując ciszę, bo po co niepotrzebnie hałasować? Co jakiś czas zatrzymywała się i przyglądała się co ciekawiej wyglądającym rośliną, by w końcu ruszyć dalej. Miała nadzieję, iż trafi na coś przydatnego, coś czego nie było zbyt wiele w składziku w Korzennej Jamie. Cip cip kwiatuszki, taś taś ziółka.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Sześć liści było jednak lepsze, niż żadne, więc dziwnooka nie miała zamiaru narzekać na swoje zbiory. Po prostu po zebraniu znalazła dla nich odpowiednie miejsce, gdzieś w korzeniach drzewa i dobrze je zapamiętała, aby zaraz potem ponownie ruszyć w stronę wody i szukać w tamtej okolicy ziół. Na razie interesowały ją tylko te rosnące nad wodą, szczególnie żywokost i jemu podobne, które nadawały się na złamania. Uznała, że było ich zbyt mało w składziku, co mogło się dla nich skończyć nie najlepiej, toteż planowała uzupełnić zapasy. Nie pogardziłaby jednak niczym innym.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce Płeć: kocur Matka: Nie pamiętam Ojciec: Nie pamiętam Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Ćma: lvl: 3 | S: 11 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 45
Terminatorka miała znowu szczęście, bo gdy tak się rozglądała, otarła się niemalże o wysoką roślinę, która znacznie ją przewyższała. Kwiatów już właściwie w ogóle nie było na niej widać, łodygi zdawały się być już podniszczone, a jedna z nich była nawet ułamana. Sączył się z niej pomarańczowy, mleczny sok, który uderzył w grzbiet Ćmy.
Cierń: lvl: 4 | S: 8 | Zr: 12 | Sz: 9 | Zm: 17 | HP: 65 | W: 65
Również medyczka trafiła na nową roślinę, która być może miała przydać się jej w lecznicy. Wydzielała ona niesamowicie intensywny, ale bardzo przyjemny zapach, który niemalże ściągał do siebie kocicę. Roślina ta również była już nieco zmarniała, ale wciąż jeszcze mamiła swoją cudną wonią.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Wszem i wobec można ogłosić, że klątwa trybuli została przełamana, bo oto natrafiła na coś innego i znacznie bardziej interesującego. Przez moment wpatrywała się w roślinę, przelatując w myślach listę ziół, które już poznała, a ta tutaj, ku jej zadowoleniu, się do tego kwalifikowała. Na początku zmylił ją brak kwiatów, które najzwyczajniej w świecie zdążyły już zwiędnąć i zniknąć, ale wysokość i co najważniejsze ten mleczny sok się zgadzały i pasowały do jaskółczego ziela. Szkoda tylko, że znalezisko było marnej jakości, wyraźnie nocne chłody mu nie służyły. Być może to ostatnia szansa na zebranie tego medykamentu przed nastaniem pory nagich drzew.
Ćma stanęła przed roślinką i ostrożnie starała się zerwać te listki, które wyglądały na całe i jeszcze przydatne. Te brązowe i wyschnięte w miarę możliwości omijała, gdyż nie nadawały się do niczego, skupiała się na tych, które były jeszcze zielone i całe. Stawiała na precyzje i ostrożność, nie na szybkość, gdyż zależało jej na zebraniu jak największej ilości czego przydatnego.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Mięta. Nie był to medykament zbyt często potrzebny przy leczeniu. Zastanowiła się przez kilka uderzeń serca, a następnie odwróciła od roślinki i poszła szukać dalej, może trafi na coś innego, czego akurat w składziku są braki. Planowała dalej szukać w okolicy wody, lecz raczej nie będzie zwracać uwagi na miętę. Zostawi ją teraz. Może na Porę Nowych Liści odżyje i wtedy będzie potrzebna. Aktualnie nie ma, co jej niszczyć.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce Płeć: kocur Matka: Nie pamiętam Ojciec: Nie pamiętam Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Klątwa się odwróciła i wszystko wskazywało również na to, że dobrze rozpoznane jaskółcze ziele wcale nie jest w tak złym stanie, jak kocica mogła podejrzewać, bo mimo wszystko udało jej się zebrać aż cztery użyteczne liście. Biorąc pod uwagę, że panowała właśnie późna Pora Opadających Liści nie było wcale tak źle, czyż nie?
Mięta, dokładnie tak! Trudno jednak powiedzieć dlaczego ostatecznie Ciernista uznała, że roślina ta jej się nie przyda, było to posunięcie nieco ryzykowne, ale skoro wychodziła z takiego założenia to... Przyszło jej stanąć niemalże oko w oko z wydrą. Tak naprawdę nie było tak źle, ale zwierzę znajdowało się nie tak znowu daleko od Ciernistej. Zajęte było chyba swoimi własnymi sprawami, może czegoś tutaj szukało, może jedynie przemierzało ziemie Klanu Cienia, ale było. Dość blisko.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Cztery. To niedokładnie taka liczba, na którą liczyła Ćmia Łapa, jednakże było to lepsze od niczego albo od kolejnych trybul, których w składzików było już aż nadto. Zgarnęła delikatnie łapą swoje znaleziska i wróciła się na moment po swoich śladach, by położyć je i ukryć w tym samym momencie, co pajęczynę. Dzięki temu nie będzie musiała później ganiać w dziesięć różnych miejsc w celu mozolnego pozbierania wszystkiego, co uda jej się dziś znaleźć.
Kotka ruszyła ponownie przed siebie, szybko zostawiając za sobą na pół uschnięty krzaczek jaskółczego ziela. Szukała dalej czegoś najlepiej rzadkiego, czego im brakowało, jak żywokostu, albo było przydatne i szybko znikało ze składzika, jak łopian bądź nagietek. Mysią żół... nie, prawda jest taka, że Ćma nie pogardziłaby żadnym ziółkiem. Oby Gwiezdni jej sprzyjali.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...Polowanie. I to jeszcze z Wiewiórczym Ogonem, czyli wystawienie Drżącej Łapy na ciężką próbę. Z jednej strony cieszył się, że to właśnie z ojcem ma się udać na te łowy, jednak z drugiej strony...obawiał się porażki. Co jeśli rudy nałapie tyle zwierzyny, że nie będzie mógł jej za pierwszym razem zanieść do obozu, a czekoladowy nie zdoła złapać nic? Cóż, przynajmniej posłuży za wieszaczek na piszczki. Tak czy inaczej, wyruszyli z okolice Paprociowego Pła o południu. Strategia przemyślana, bo wtedy nie będzie problemów ze słońcem świecącym w oczy i z cieniem rzucanym podczas podchodów do potencjalnej zdobyczy. Kiedy dotarli na miejsce, młodszy rzucił swojemu ojcu krótkie "powodzenia" i ruszył w swoją stronę, z wiatrem wiejącym mu w pysk, na ugiętych łapach i ogonie ustawionym na równi z grzbietem i głową. Kroki stawiał ciche i ostrożne, uważając, aby śnieg pod jego łapami nie skrzypiał za bardzo. Był lekkim kotem, więc miał nieco ułatwioną sprawę, nie to co rudy.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiórczy Ogon obiecał synowi już jakiś czas temu, że zabierze go na polowanie. W międzyczasie niestety został zastępcą i musiał całkowicie zmienić swój plan dnia, przez co ciężko było mu umówić się z synem. Trwało to przez parę wschodów słońca, aż w końcu rudzielec miał wszystko zaplanowane i mógł udać się na łowy. Również życzył czekoladowo-białemu powodzenia i ruszył pod wiatr na ugiętych łapach w poszukiwaniu zwierzyny. Pogoda była wręcz idealna. Słońce było delikatnie widoczne zza chmur, przez co nie było bardzo ciemno i okolica była doskonale widoczna. Nic nie umknie żółtym ślepiom wojownika. Nie dziś.
Niestety, Drżąca Łapa nie miał szczęścia z początku. Nic nie widział, nie słyszał. Pustka. Może zwierzyna po prostu jeszcze spała, albo tymczasowo skryła się przed zimnem? Oby.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...No cóż. Zdarza się. Pora Nagich Drzew powodowała, że trudniej było znaleźć pożywienie, więc nie mógł od razu się że zniechęcać. Szedł dalej, pozostając cały czas w tej samej pozycji, pod wiatr, ze ściszonym, uspokojonym oddechem i skupionymi zmysłami. No, coś tu musiało być.
Cóż, polowanie zaczęte, najpewniej Wiewiórczy Ogon chciałby od razu dostać na przystawkę piszczka...a tu figa! Szedł uważnie, aż w pewnym sensie dojrzał na śniegu ślady. Dwa zagłębienia, niezbyt głębokie. Zwierzę na pewno miało cztery kończyny i poruszało się powoli. Kierunkiem, w jakim się udało był Czarny Ogon. Rudy wojownik miał swobodny wybór, podążać za tropami i być może namierzyć tego, kto je zostawił, albo dać temu spokój i skupić się na poszukiwaniach zwierzyny.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiórczy Ogon szedł i szedł, aż natknął się na ślady. Na pewno były to ślady zwierzęcia, jednak ciężko na podstawie odcisków łap stwierdzić jakiego. Baz zastanowienia ruszył ich tropem, uważając przy okazji, czy coś się na niego nie czai. Gdyby tak było, zapewne nie miałby i tak czasu na wykonanie unik, ale warto chociażby spróbować odskoczyć w bok, prawda? Ciekaw był, dokąd go to zaprowadzi.
Niestety, ale w dalszym ciągu Drżąca Łapa nie był w stanie zlokalizować niczego. Otaczała go jedynie głucha cisza, przerywana pojedynczym skrzypieniem śniegu pod jego łapami. Poza tym nim, jakby wszystko umarło.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...Nie od razu Rzym zbudowano, a więc i nie od razu znajdzie coś, co nada się do rzucenia na stos świeżej zwierzyny. Parł więc dalej naprzód, pod wiatr, który mierzwił jego blade ślepia. Oddech cichy i spokojny, zmysły skupione i wyczulone na najmniejsze bodźce.
Wiewiórczy Ogon postanowił ruszyć tropem tajemniczego stworzenia, które pozostawiło owe ślady. Były widoczne na tle białej pokrywy, być może wojownik już kiedyś je widział. Podczas poszukiwań jego żółtym oczom ukazało się kilka naderwanych kawałków kory zwisającej z pni drzew, a także rozorane zaspy. Nie minęło wiele czasu, a usłyszał kroki, delikatne, zwiewne i eleganckie. Po chwili zza pobliskich gołych krzewów wychyliła się sarnia głowa umieszczona na długiej szyi. Rozglądała się dookoła, przeżuwając najpewniej jakieś porosty. W pewnym momencie zaprzestała tej czynności, a jej wzrok utkwił na Cienistym wojowniku. Jej ciało zastygło, tylko lewe ucho co kilka sekund poruszyło się niemrawo. Co zrobi Wiewiór?