Biedny bawełniany szaliczek został porzucony, prawdopodobnie już nigdy nie znajdując swojego nowego właściciela. Dalej przeniesiony przez wiatr, lądując ostatecznie w jakimś błocie, z którego już się go nie wymyje. RIP. Senna Mara chciała jednak zwierzynę, a więc i takowa - jak za pomocą Gwiezdnego wściubiania nosa - nagle się pojawiła. Niedaleko na kawałku trawy chodził gołąb, wyglądał na zagubionego, ale nie na tyle by dać się podejść jak pisklę. Kotka musiała zapracować na zdobycie kąska.
Wojownik bezproblemowo dał radę podejść zwierzynę, wyczulone zmysły doprowadziły go do celu perfekcyjnie. Wiewiórka nie miała nawet szansy zareagować kiedy zęby Mętnej Wody wgryzły jej się w ciałko. Chwilę później kocur mógł poczuć jak stworzonko przestaje się ruszać, a więc pierwsza upolowana piszczka na stos zaliczona.
Sen zauważając gołębia, dopadła do ziemi. Zaczęła powoli zbliżać się do piszczki w pozycji łowieckiej i od czasu do czasu chowała się za drzewami oraz krzewami, by ten jej nie wypatrzył. Gdy była w odpowiedniej odległości, skoczyła w stronę gołębia chcąc od razu go złapać.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Szybko pochwyciłem wiewiórkę i… cóż. Złapałem ją. Zadowolony z siebie, schowałem ją pod jednym z drzew, uprzednio oznaczając je swoim zapachem, abym wiedział, gdzie ją znaleść.
Zaraz potem skierowałem się na dalsze poszukiwania zdobyczy, jednocześnie nasłuchując, czy przypadkiem nie wszedłem w drogę Sen. Nie chciałem jej przeszkadzać w polowaniu - liczyłem, że równie udanie rozpoczęła łowy. Zaraz potem skupiłem się na nasłuchiwaniu i tropieniu nowej zdobyczy.
Córka Grząskiego Bagna nie miała nawet wątpilowści co powinna robić, prawdziwa Wojowniczka z krwi i kości. Zagubiony gołąbek nie miał szans przeciwko niej. Zakradła się do niego bezszelestnie i równie bezszelestnie uśmierciła, jedynie pozostawiając parę kropelek krwi wokół piszczki.
Kocur liczył na to, że jego współklanowiczka również miała udane polowanie i jak najbardziej tak było, tylko czy to Gwiezdni czy los właśnie chcieli mu to przekazać? Dąb znalazł martwego gołębia, a raczej - miał możliwość się o niego potknąć, bo już tylko po paru krokach takowy piszczek pojawił się pod jego łapami. Nie śmierdział krwią, ani nawet chorobą, ciepły był już tylko odrobinę. Czy niezrozumiały przekaz miałby jednak szansę zostać rozszyfrowany przez cienistego? To już inna sprawa.
Kotka oblizała pysk z krwi, po czym zakopała gołębia, w miejscu, gdzie skapnęła krew. Teraz nie powinno jej być widać przez całą tą rozkopaną ziemię. Ruszyła dalej w poszukiwaniu zwierzyny.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Nie spodziewałem się potknąć. Gdybym zareagował chwilę później, a jedna z moich przednich łap nie wysunęła się bardziej do przodu, to wylądowałbym na pysku. Fuknąłem, mając nadzieję, że nikt mnie nie zobaczył.
Obwąchałem gołębia podejrzliwe, po czym po prostu go zakopałem. Nie zamierzałem zabierać do obozu nieznanej zwierzyny. Wystarczyło, iż moja matka otruła cały klan, ja nie zamierzałem tego robić. Po prostu ruszyłem dalej, szukając czegoś żyjącego, co mógłbym złapać samodzielnie.
Sen wyruszyła na poszukiwanie zwierzyny, a to wszystko inne znajdowało ją. Właśnie przed zielonymi oczami przeleciała jej jakaś foliówka. Kotka gdyby bardziej się przyjrzała w miejsce, z której wystrzeliło szeleszczące coś to zobaczyłaby dziwnie wyglądające… co w sumie? Z daleka wyglądało jak podłużny kamień, jednak zapach mógł wskazywać tylko na ludzki wybór, mało tego! Mogło pachnieć zbożem, a w dotyku było mięciusie… gdyby Sen się skusiła na spróbowanie obiektu… to poczułaby dziwny posmak - bezmięsny - oraz suchą teksturę. Zboże przerobione na zbitą masę?
Mętna Woda nie zamierzał iść w ślady matki, co raczej dobrze znaczyło o nim i jego wartościach. Gorzej, że może to Bezgwiezdni robili sobie z niego żarty, podrzucając mu pod pyszczek ponownie martwą zwierzynę. Ponownie bez żadnych śladów walki i choroby. Kaczka leżała sobie w krzakach, a zapach dochodził bardziej z lewej strony kocura, jednak nic nie wskazywało na to, by było z nią coś nie tak. Po prostu nie żyła. Może tym razem Wojownik zamierzał się skusić?
Wojowniczka powoli podeszła do kolejnej foliówki, z której wystawał jakiś dziwny kamulec. Bleh, pewnie jedzenie pieszczoszków, a może i dwunożnych? Ale kto to zostawił w lesie? Na pewno jakiś mysi móżdżek. Nie zamierzała w ogóle tego dotykać, ruszyła dalej, mając nadzieję, że niedługo natknie się na prawdziwą zwierzynę.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Westchnąłem ciężko, kiedy dotarł do mnie zapach martwej kaczki. Na litość Gwiezdnych, czemu dostawałem samą martwą zwierzynę?
Przez myśl mi przeszło, iż może jest to znak. Może matka właśnie zatruwa mi życie z miejsca, gdzie teraz siedziała. Śmiała się ze mnie i wzgardzała jeszcze bardziej, niż za życia. A teraz próbowała mnie jeszcze wciągnąć w trucie klanu. Może nie wyczuwałem że zwierzyny ziół i trucizn, ale nie było powiedziane, że nie mogła jej otruć. Skoro Gwiezdni potrafili zsyłać pioruny, to może Bezgwiezdni mogli zsyłać zatrutą zwierzynę?
Szybko zakopałem kaczkę i ruszyłem na dalsze poszukiwania, chcąc wyprzeć z głowy natrętne myśli o Bezgwiezdnych.
Jedni posiadali szczęście, drudzy nie tak bardzo. Senna Mara była z tych co posiadali takowe szczęście i już po chwili, jakieś niecałe dwa lisie ogony od niej mogła zauważyć bażanta. Sporej wielkości ptaszysko, właśnie dumnie kroczyło pomiędzy dziką roślinnością, kierując się w stronę Księżycowego Jeziora.
Mętna Woda zaś tego szczęścia nie posiadał. Natrętne myśli o Bezgwiezdnych miały opuścić jego głowę? Najwyraźniej nic na to nie chciało pozwolić, syn Rwącej Zawiei ponownie nie musiał daleko odchodzić od poprzedniej martwej piszczki, by napotkać następną. Pierwszym co mogło zdradzić, z której strony leży ciało, było piórko gawrona, które smyrnęło pyszczek Dębu, a wiatr wraz z lekką gilgotką przyniósł również zapach zwierzyny. Może dałoby to kocurowi na chwilę odrobinę nadziei, że w końcu coś żywego, jednak idąc w tamtą stronę szybko odkryłby, że ponownie jest to niespodzianka - może - od Bezgwiezdnej matki. Gawron leżał jeszcze ciepły i pachnąć, jak zwykle bez oznak walki i choroby.
Zielonooka zauważyła piszczkę, która kierowała się w stronę Księżycowego Jeziora. Ich jeziora. Nie ma mowy, że przepuści taką okazję i pozwoli mu odejść w to cudowne miejsce. Dopadła do ziemi, przybierając pozycję łowiecką i ruszyła w stronę ptaka. Raz po raz chowała się za krzewami i drzewami, by jej nie wypatrzył. Następnie, będąc blisko, rzuciła się na niego z zamiarem zabicia.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Poczułem smyrnięcie na pysku, a wiatr przyniósł mi również zapach zwierzyny. Ucieszyłem się - wreszcie się nade mną zlitowano! Ruszyłem w stronę zapachu… aby okazało się, że to ponownie martwa zwierzyna. Gawron. Wziąłem gwałtowniejszy wdech. Byłem niemalże pewny, iż wyczułem coś jeszcze. Niecodzienny zapach - a może to sobie wymyśliłem? Może za bardzo zafiksowałem się na tym, iż to matka próbuje mnie nakłonić do wybicia klanu? Musiałem to sobie wmówić… Nie chciałem czuć jej zapachu… Wymyśliłem go sobie. Musiałem.
Szybszy wdech.
- Zostaw mnie, zmoro, i wróć tam, skąd przyszłaś - warknąłem pod nosem, po czym ponownie zakopałem martwą zwierzynę i zmieniłem nieco kierunek. Może tym razem mi się uda. Błagałem Gwiezdnych, aby mi się udało…
Czy to Gwiezdni wysłuchali Mętną Wodę, czy może po prostu zmiana kierunku naprowadziła go na lepszą ścieżkę? Na to pytanie na pewno nie było jednej odpowiedzi, a wręcz przeciwnie mogło rozgałęziać się jak korony drzew. Co było za to ważne to dźwięk stworzenia - żywego - brzmiącego chrapliwie, a zapach dobiegał z miejsca, w które kierował się kocur. Gdyby Dąb wsłuchał się w otoczenie, dotarłoby też do niego, że mała orzesznica siedzi na gałązce jednego z krzewów, więc lekko utrudnione zadanie, ale nie awykonalne.
Udało jej się złapać bażanta. Może podejdzie do Spalonego i powie, że to jego daleki kuzyn? Wątpiła, że kocur przychylnie na nią spojrzy. Albo wywinie to w żart, jak te które musiała słuchać raz na jakiś czas, gdy kręcił się w obozie. Prychnęła tylko, po czym zakopała piszczkę, a po zakopaniu ruszyła dalej na poszukiwania.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Zmora poszła. Zostawiła mnie. Odetchnąłem z ulgą, kiedy do moich uszu doleciały odgłosy, a zaraz potem wyłapał zapach, sugerując orzesznice. Zacząłem zakładać się do niej w pozycji łowieckiej, przenosząc ciężar ciała na tyle łapy. Jednocześnie jednak coś nie dawało mi spokoju - i dopiero gdy zakradłem się bliżej, zdałem sobie sprawę, iż zwierzak nie jest na ziemi, a prawdopodobnie na jakiejś gałązce. Ryzykowne. Nie zamierzałem jednak się poddawać! I gdy byłem wystarczająco blisko, zamachnąłem się łapą w kierunku najintensywniejszego zapachu żyjątka, aby strzepnąć je z gałązki na ziemi i ogłuszyć - a zaraz potem dobić.