Może to przez leniwe zachowanie Tęczy albo kotka ogółem miała pecha, chyba tylko gwiezdni wiedzą, ale niestety tym razem Terminatora w powietrzu nie mogła wyczuć woni zwierzyny albo przeciwnika. Jedynie w oddali było słychać lekki szum drzew, dość spokojny i relaksujący. A tak to kotka nie mogła ujrzeć żadnego ruchu w krzakach, a nawet wokoło niej trwała pustka i cisza. Kto wie czy może zwierzyna nie pochowała się przez ten chwilowy hałas spowodowany przez akcję z Ślimaczek.
Zwiewnej udało się bezbłędnie podejść do zwierzyny, uważała na wszystko co jest potrzebne - od przeniesienie ciężaru na tylne łapy, po uważanie na to jak wiatr wieje. Dzięki temu szczur nie był świadomy tego co niedługo nastąpi, po prostu chodził sobie jakby nigdy nic, nie zwracając uwagi na otoczenie. Po paru uderzeniach serca Wojowniczka znalazła się dostatecznie blisko zwierzyny by wyskoczyć i przyszpilić je do ziemi, co też jej się udało. Szybkim ruchem złapała szkodnika, a potem również prędko zakończyła jego żywot. Nieświadomy gryzoń niestety nie miał czasu na reakcję, dlatego też zabicie go nie sprawiło kłopotu kotce.
Wysoka Łapa wyjątkowo miała dziś szczęście do tych samych rybek, a nawet ogółem do zwierzyny. Już spotkała dziś kolejną, oby przyszła ofiarę, a w oddali nawet nie było czuć woni przeciwnika, co oznaczało iż Terminatorka była bezpieczna. Powinna z tego powodu się cieszyć, ale w gruncie rzeczy - po niedługiej chwili w wodzie znów mogła ujrzeć jakiś dziwny cień, który po kilku uderzeniach serca przybrał kształt rybki, a dokładniej brzany. Zaciekawione zwierzę podpłynęło bliżej łapy kotki, ale niestety nie na tyle blisko by córka Paprociowego Kwiatu mogła złapać ją w swoje sidła. Brzana miała jeszcze lekkie wątpliwości czy może podpłynąć do tego czegoś bezpiecznie, ale kto wie może jednak nabierze się na tą sztuczkę jak inni jej kuzyni na brzegu.
Mistrz: Drżący Płomień Płeć: kotka Matka: Paprociowy Kwiat [*] Ojciec: Niegodny tego tytułu Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
...Sukces. Upolowanie gryzonia nie należało do czynności jakoś szczególnie trudnych. Dobrze, że ten szczur był akurat sam, bo nie miała najmniejszego zamiaru tłuc się z całą bandą, a na pewno nie wyszłaby z tego pojedynku cała i bez ran. Zakopała szkodnika w ziemi, kładąc na wierzchu jakiś charakterystyczny kamyczek, aby potem móc odnaleźć to miejsce ponownie. Co prawda miała dobrą pamięć, jednak wolała na wszelki wypadek się zabezpieczyć. Ruszyła następnie przed siebie, uginając łapy i wyostrzając zmysły. Wiatr wiał jej w pysk, ogon i głowę miała na równi z linią grzbietu. Poruszała się powoli i cicho, poszukując kolejnych ofiar.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
Nic nie znalazła? Cóż, trudno. Niezbyt w sumie obchodziło ją to, że nie napotkała żadnej zwierzyny a poprzednia, jedyna istota żyjąca, jaka się nawinęła, postanowiła uciec. Nieważne. W końcu przecież nie miała polować, a jedynie udawać, że stara się to robić. Jej trening nie istniał, a ona niezbyt kwapiła się do tego, aby w jakikolwiek sposób go wznowić. Było to po prostu... niepotrzebne. Mogła iść sobie przed siebie i szukać dalej, tak, jak wcześniej, nawet nie mając zamiaru czegokolwiek znajdować. Gdyby takowy miała... to pewnie dość mocno by się zawiodła rezultatami swoich poszukiwań. Póki co mogłaby poczuć jedynie okrytą gęstą mgłą lekką irytację spowodowaną tym, że nadal nie zdobyła żadnej rany, która umożliwiłaby jej bezczynną wegetację w lecznicy. Bo to, że jej treningi nie istniały nie zmieniało faktu, że co poniektórzy interesowali się tym, dlaczego nie patroluje, dlaczego nie poluje - choć to ostatnie akurat rzadziej, bo przecież znała jedynie teorię polowania - i tak dalej, i tak dalej, a ona naprawdę nie miała ochoty odpowiadać na to wszystko. A przecież... przecież musiała to robić. Tak mówiły zasady. Jej własne, które teorytycznie powinna móc obejść, ale których obejść nie mogła. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że taka możliwość istniała.
Tak więc ruszyła dalej, niechlujnie przybierając pozycję łowiecką i niezgrabnym krokiem ruszając przed siebie, od czasu do czasu rozglądając się albo węsząc, z ciężarem ciała przeniesionym na tylne łapy, z ogonem który w teorii znajdował się w tej samej płaszczyźnie, co ciało, a w praktyce próbował jakoś zbalansować nieskoordynowany krok krzywych kończyn, które nie lubiły być uginane, aby utrzymywać na sobie ciężar zniżonego ciała. Nie mówiąc już nawet o pamiętaniu, że trzeba było iść pod wiatr. Tym razem... na całe szczęście o tym nie zapomniała.
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Ponownie podpłynęła do niej ryba... Miała niewyobrażalne szczęście jeśli chodzi o zwierzynę. Cały czas coś do niej podpływało, a wodni drapieżnicy zupełnie się nią nie interesowali, zupełnie jakby wybrała sobie jakieś magiczne miejsce do siedzenia, w którym nikt nie może jej tknąć. Czekała cierpliwie, aż nieznana jej z gatunku ryba podpłynie bliżej, starając się pozostać nieruchoma i nie rzucać cienia na wodę, chociaż uważnie obserwowała ciemny kształt ryby, która podpłynęła na tyle blisko, aby ją mogła zauważyć. W skupieniu patrzyła na jej zgrabne ruchy wodnego stworzenia. Gdy znalazła się w zasięgu pazurów rudej kotki, która mogła ją obecnie bez problemu wyłowić, gwałtownie przesunęła łapą w wodzie, próbując zaczepić pazurami o łuski brzany, mrużąc przy tym oczy przed dostaniem się zagubionych kropli cieczy do oczu, gdy ryba wydostała się ponad taflę wody. Miała jedynie nadzieję, że jej nie wypuści z uścisku i będzie mogła dokończyć dzieło na lądzie. Z jej nikłymi umiejętnościami łowieckimi wszystko mogło się zdarzyć, od tego, że nie zdoła zaczepić pazurów o łuski po fakt, że zdobycz jej się wyślizgnie i popłynie gdzieś daleko. Czuła się już... Zmęczona. W końcu, złowiła sporo jak na siebie, prawda? Może to nie był jakiś rekord klanowy, ale... Zawsze to coś.
Za pierwszym razem nic nie znalazła, ale jak widać teraz teoretycznie poszczęściło się Tęczy. Po niedługiej chwili w powietrzu mogła wyczuć woń zwierzyny albo raczej przeciwnika, który to raczej do groźnych nie należał, ale zupełnie bezbronny on nie był. Kilka lisich długości od Terminatorki z boku wylądował czarny jak smoła ptak. Był on dość duży i jak widać nie przejął się towarzystwem kocicy. Spojrzał się tylko kątem oka na nią, ale z tym faktem nic nie zrobił. Pewnie stwierdził iż nie sprawi większego zagrożenia, dlatego zaczął sobie chodzić po tym terenie, szukając przy okazji pewnie czegoś do zjedzenia.
Tuż po udanym złowieniu szczura Zwiewna postanowiła dalej zapolować i o dziwo znów udało jej się w powietrzy wywęszyć zwierzynę. Po kilku uderzeniach serca także w krzakach obok mogła dostrzec jakiś ruch. Nie ciężko było wypatrzeć to coś - zwierze może było małe, ale z pewnością charakterystyczne. Trochę przypominające myszkę, choć nią nie było, prawie całe było pokryte rdzawobrunatnym umaszczeniem, na brzuchu tylko przybierało trochę jaśniejszą barwę. Raczej Zwiewna nie powinna mieć problemu z odgadnięciem cóż to jest, gdyż dokładnie po tym zwierzęciu była nazwana jej siostra, która także z nią polowała. Ale w gruncie rzeczy - mała badylarka chodziła sobie po tym skrawku terenu i póki co nie wypatrzyła Wojowniczki, na jej nieszczęście.
Pomimo iż Wysoka Łapa robiła wszystko tak jak należy; cień nie padał na wodę, trwała w bezruchu, to cóż...nie wszystko poszło zgodnie z planem Terminatorki. Rybka co prawda podpłynęła bliżej łapy córki Paprociowego Kwiatu, tylko na jej nieszczęście w ostatnim momencie, kiedy to Wysoka trochę zamachnęła się, brzana czym prędzej wycofała się i odpłynęła tam gdzie na pewno łapa kotki nie dosięgnie. Tak więc Wysoka po prostu zamachnęła się i trafiła łapą w nic, wywołując tylko lekkie chluśniecie mimo wszystko.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
Dla Tęczy wcale nie był to powód do radości. Będzie musiała się ruszyć, zacząć polować tak już mniej udawanie i... nie, nie miała się z czego w tym wypadku cieszyć. Naprawdę. Bo przyniesienie jakiejś tam zdobyczy nie uratuje jej przecież od dalszego polowania w ciągu kolejnych dni. A przecież chodziło o to, że... nie chciała polować. Chciała leżeć sobie w lecznicy z opatrunkami na połowie ciała i mieć spokój. Spokój absolutny. Przestać istnieć... też by w sumie mogła.
Ptak najwyraźniej nie zamierzał uciekać, więc... więc chyba nie musiała się zbytnio spieszyć. Nie, żeby kiedykolwiek w życiu się spieszyła. Nadal w pozycji łowieckiej, nisko na łapach, z ciężarem który w teorii próbowała przenieść na te tylne, z ogonem w tej samej płaszczyźnie co reszta ciała, ruszyła w kierunku kruka, mając zamiar skoczyć na niego, przygnieść go ciężarem swojego ciała, który powoli zaczynało przybierać nieco beczkowaty kształt, tak, aby łapami przycisnąć jego skrzydła do ziemi i spróbować skręcić mu kark zębami. A czy się uda? Cóż... obojętne. Miała pójść na polowanie, a nie coś upolować.
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
Mistrz: Drżący Płomień Płeć: kotka Matka: Paprociowy Kwiat [*] Ojciec: Niegodny tego tytułu Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
...Gryzoń. Dobrze. Dla Zwiewnej nie był to absolutnie żaden problem. Przylgnęła do ziemi natychmiastowo, jednak nie gwałtownie, aby nie spłoszyć stworzonka. Wyciszyła oddech, przenosząc ciężar ciała na tylne łapy, a następnie ruszyła naprzód. Oczywiście wiatr wiał jej w pyszczek. Ogon i głowa były na równi z linią grzbietu, każdy krok buro-biała starała się stawiać równo, uważając na wszelkie śmieci na swojej drodze. Szczególnie jakieś patyki lub suche, trzeszczące pod łapami liście. Spokojnie i bez nerwów, już nie raz przecież polowała na tego typu stworzenia. Kiedy dotarła na odpowiednią odległość, wybiła się w stronę badylarki, chcąc przyszpilić ją do ziemi i zabić szybkim ruchem szczęk.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Tym razem się nie udało... Nie rozumiała za bardzo, co zrobiła źle, że ryba się zorientowała o jej obecności. Przecież... Wyczekała odpowiedni moment, a przynajmniej tak jej się wydawało... Może za wcześnie starała się zaczepić pazurami o łuski ryby... Albo w ogóle za wcześnie nią ruszyła? Gdyby tylko był ktoś, kto wskazałby jej błędy... Albo kazał się nie martwić, bo czasami tak bywa, że zwierzyna jest czujniejsza od tych, które dają się wyciągnąć na brzeg i dobić. Chwilę trwała w bezruchu, z futrem mokrym od bryzgającej wody i całkowicie przemoczoną łapą, z której spływała strużka cieczy wprost do rzeki, gdy próbowała zapanować nad uczuciem smutku, że jej nie wyszło. W końcu... Ma powoli kształtujący się stosik obok siebie, prawda? Nie może złapać każdej napotkanej ryby... To by było zbyt wielkie szczęście dla córki Paprociowego Kwiatu. Ponownie zanurzyła łapę w wodzie, w wygodnej pozycji oczekując na przybycie nowej zwierzyny. Dbała o to, aby kończyna pozostawała nieruchoma, a cień nie był rzucany na taflę wody, aby nie spłoszyć ryb. Musiała bardzo na to uważać, bo o tym zapominała... A nie chciała, aby Omszały Kamyk ją zobaczyła, kiedy próbuje nieskutecznie łowić ryby. Cały czas była również czujna, sprawdzając kątem oka każdy podejrzany dla niej hałas.
Atak Tęczy:
Atak krytyczny! [150%] Unik Kruka:
Unik nieudany! [0%] Ostateczny atak Tęczy:
150% - 0% = Atak Krytyczny! [150%] ▷ [ 16 + 10 ] - [ 10 + 8 ] = 8*1,5 = 12HP
Albo kruk był trochę głupi, albo to Tęcza miała dużo szczęścia, tylko Gwiezdni wiedzą. Teoretycznie wszystko poszło zgodnie z planem Terminatorki, skoczyła i swoim ciałem przygniotła czarne stworzenie do ziemi, które to po zobaczeniu atakującego kota próbowało wbić się w powietrze, tylko na jego nieszczęście za późno zareagował i ten manewr nie udał mu się. Może to przez to iż nie zwracał najmniejszej uwagi na kotę, kto wie. Tak czy siak teraz przez to mocno obił sobie podbrzusze i na tą chwilę był uwięziony pod ciałem Pręgowanej Łapy. Oczywiście kruk był dość duży i masywny, dlatego utrzymanie takiego szarpiącego się stworzenia będzie dość ciężkie i praktycznie niewykonalne.
Zwiewna bez problemu podkradła się do gryzonia, pewnie dzięki temu iż uważała na wszystkie zasady podczas polowania. Badylarka nadal nieświadoma zagorzenia czyhającego tuż za rogiem, skakała sobie po tym małym skrawku terenu. Dopiero kiedy Wojowniczka skoczyła i szybkim ruchem szczęk ugryzła stworzenie, to gryzoń zorientowało się iż nie był tu sam. Niestety na ucieczkę było już za późno, Zwiewny Listek szybko pozbawiła go życia.
Terminatorka niepotrzebnie martwiła się, jeszcze wiele ryb jest w wodzie, a właśnie jedna taka podpłynęła. Tej jeszcze nie spotkała, była rybką o średniej wielkości ciała, posiadała ciemnozielony grzbiet, zaś boki jasnozielone. Jeśli Wysoka Łapa znałaby się na gatunkach ryb, to od razu zgadłaby iż jest to okoń, który po partu uderzeniach serca podpłynął zaciekawiony do łapy córki Paprociowego Kwiatu. Oczywiście zachowywał jeszcze jakąś bezpieczną odległość, gdyż nie był pewny czy to coś jest bezpieczne.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Niestety nie bardzo się znała na gatunkach ryb… Prawdopodobnie żaden z rzeczniaków nie znał ich wszystkich… Chociaż… Przecież byliśmy podobno wyspecjalizowani w łowieniu wodnych stworzeń, powinniśmy wiedzieć, co jest czym. Widziała, jak kolejna ryba, tym razem taka dosyć zielona podpływa do jej łapy, chociaż zachowywała bezpieczną odległość, także dbała obecnie jedynie o to, aby nie rzucać cienia na taflę wody oraz nieruchomo trzymać łapę, aby nie wystraszyć potencjalnej ofiary. Czekała cierpliwie, nie tracąc czujności, aż okoń podpłynie bliżej… Na tyle, aby znalazł się w zasięgu jej łapy, a nawet zaczął podskubywać jej opuszki palców. Wtedy by starała się uderzyć ofiarę w taki sposób, aby pazury mogły zaczepić się o łuski na boku biednego stworzenia, żeby wyrzucić go na ląd, by mieć większe szansę w pojedynku z nim.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
// Przepraszam, byłam pewna że to kruk jako zdobycz jakaś, a nie jako przeciwnik i go chciałam upolować xD
Kruk swoje, a ona swoje. Przygniotła zwierzę do ziemi, a ono szamotało się w jej łapach, tuż pod tymi wszystkimi zwałami Pręgowanego tłuszczu, który jednak trochę ważył. Dość sporo, jeśli by sprecyzować. Ale nie mogła jedynie wgniatać kruka w ziemię, bo w końcu mógłby sobie uciec. Nie, żeby jakkolwiek przejęłaby się czymś takim, skoro jednak już trzymała go w łapach, to równie dobrze mogła go dobić i uniknąć trucia jej głowy i zagadywania jej na temat tego, że NIGDY nie przynosi niczego z polowań. Skoro zaś trzymała zwierzę… spróbowała złapać zębami za jego prawe skrzydło, chcąc je złamać, żeby uniknąć możliwości jego ucieczki – przynajmniej tej prędkiej. Bo przecież nie chciałoby się jej go gonić. Z całą pewnością. W ogóle.
İ nikt już nie będzie twierdzić, że nigdy nic nie przyniosła.
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
Tęcza może była dość hm...masywna, ale kruk nadal nie podawał się. Szamotał się, wyrywał i powoli bo powoli wyślizgiwał się. Było to dość duże zwierzę, więc nawet Terminatorce będzie sprawiało problem utrzymanie takiego ptaszyska, szczególnie kiedy trzepotało się. Ale widać Pręgowana Łapa chciała szybko przejść do czynów nim będzie za późno; wyszczerzyła zęby, już była bliska chapnięciu skrzydła, ale tu nagle nastaje nieoczekiwany zwrot akcji. Kruk tak szamotał się, że aż udało mu się uwolnić w prawie ostatniej chwili. No właśnie prawie, Tęcza tuż przed tym zahaczyła zębami o prawe skrzydło, w wyniku czego wyrwała tylko z niego kilka piór. Zwierzę uniosło się w powietrze, zaskrzeczało i zaczęło krążyć wokoło Terminatorki, ewidentnie szykowało się do ataku.
Wcześnie Wysokiej Łapie szło bardzo dobrze, praktycznie każda rybka była jej. I tym razem zapowiadało się dobrze, okoń podpłynął, chciał nawet ugryźć łapę kotki, lecz...cóż, jednak coś poszło nie tak. W ostatnim momencie rybka zawahała się, oddaliła się kawałek, myślała chwilę i ostatecznie jednak odpłynęła od przynęty Terminatorki. Tak jakby czegoś wystraszyła się, mimo iż nie miała czego. Może to był po prostu zbieg okoliczności. Tak czy siak zwierzę odpłynęło siną w dal, a raczej w głębie wody.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
Kruk szykował się do ataku? Tym lepiej, nie będzie musiała za nim ganiać tylko i wyłącznie po to, żeby urwać mu kolejne trzy pióra, jednocześnie marnując na to swoją bezcenną energię, która przecież była dla niej znacznie ważniejsza od życia. Gdyby okazało się, że musiała dokonać wyboru między bieganiem albo zostaniem zabitą, zapewne wybrałaby to drugie, zwłaszcza, że nie odczuwała bólu w natężeniu, które mogłoby jej w czymkolwiek przeszkodzić. Tak więc jeśli ptaszysko postanowiło się do niej zbliżyć, to ona uznała, że z wysuniętymi pazurami przywali w kruka tak, aby zostawić na nim krwawe ślady. Kto wie, może tamten postanowi dokonać odwetu? Nie przeszkadzałoby jej to z pewnością, w końcu w tym „polowaniu” chodziło jej głównie o to, żeby jakieś rany zdobyć. Całkiem prawdopodobne, że sama podstawiłaby się pod dziób zwierzęcia, byleby tylko oberwać, prawda była jednak taka, że oprócz ran powinna przynieść coś jeszcze, żeby mieć spokój na najbliższy księżyc czy dwa w kwestii „hurr durr, nic nie przynosisz z polowań, pewnie nawet nie próbujesz” i tak dalej. Bo fakt, nie starała się zbytnio w trakcie takich eskapad, ale… wybierała się na nie. A to, jak na Tęczę, oznaczało już naprawdę bardzo dużo.
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Spięła mięśnie, kiedy widziała, że ryba szybko odpłynęła, zaciskając mordkę i analizując wszystkie błędy, jakie mogła popełnić. Starała się zachować wszystkie zasady... Może jednak łapa była zbyt niestabilna? Musiała nad tym popracować, dlatego zdecydowała się kontynuować łowienie, rozluźniając mięśnie i pozostawiając jedynie pazury wyciągnięte z palców. Korzystając z okazji ułożyła się nieco wygodniej, przypilnowała przy tym, aby nie rzucała cienia na taflę wody, a kończyna zwisała nieruchomo, praktycznie bezwładnie w wodzie, a nawet pozwoliła, aby lekkie fale delikatnie nią poruszały, udając przepyszną wodą roślinę... Ciekawe, co ryby jedzą. Chyba te zielone w wodzie, prawda?
Kruk ewidentnie był bardzo zły na kotkę która go zaatakowała, dlatego też tak łatwo odpuścić nie miał zamiaru. Tylko kilka uderzeń serca krążył nad głową Terminatorki, a po tym postanowił nie zwlekać z tym wszystkim i zaatakować. Zniżył swój lot kierując swoje szpony prosto na pysk Tęczy - a dokładniej na oczy. Musiał lecieć z wielką prędkością, albo po porostu był masywny, tak czy siak praktycznie bez problemu udało mu się wcelować w to miejsce co chciał. Swoimi szponami przejechał wzdłuż lewego oka, zostawiając tam dość bolesne i głębokie ślady, a także co gorsza zahaczył o właśnie to oko, przez co...cóż, prawdopodobnie je trochę uszkodził. Pewnie przez to także kotka zamachnęła się tak łapą, że zdołała tylko kilka piór wyrwać z lewego skrzydła, czyli niewiele. Czarne stworzenie tuż po tym manewrze odleciało kawałek w górę, lecz widać było iż szykuje się do kolejnego ataku.
Tęcza: lvl: 2 | S: 10 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 65 - 29 = 36/65 | W: 35 - 2 = 33/45 [Prz: 0/1]
■ Rana 2. stopnia ▷ Głębokie ślady pazurów wzdłuż lewego oka; uszkodzenia gałki ocznej (-2 do celności) [Krwawi; w pierwszej turze -3HP, w kolejnych po -2HP aż do końca walki]
□ Na tą turę celność obniżona o 2 z powodu nieprecyzyjnego ataku! //Ps, nie dodałaś gdzie dokładnie chcesz wcelować >D Np. w skrzydło czy coś takiego. Kruk: S: 12 | Zr: 12 | Sz: 8 | HP: 24 - 3 = 21/40 | W: 30 - 5 = 25/35 [w locie]
■ Rana 1. stopnia ▷ mocne obicie podbrzusza.
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwane kilka piór z prawego skrzydła.
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwane kilka piór z lewego skrzydła.
A Wysokiej w między czasie udało się znaleźć kolejną rybkę. Tuż po kilku uderzeniach serca w wodzie pojawił się kolejny cień, który oczywiście oznajmiał iż nadciąga jakaś zwierzyna do złowienia. Chwilę to zajęło nim owy cień przekształcił się w coś co Terminatorka mogła znać. Ciernik. Dokładnie taka rybka podpłynęła do Wysokiej Łapy, zaciekawiona kształtem w wodzie. Oczywiście zachowywała jeszcze jakąś bezpieczną odległość, ale było bardzo duże prawdopodobieństwo iż nabierze się na tą sztuczkę.