Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
To się dopiero nazywa przegryw - zostać okaleczonym i prawie zginąć przez jakiegoś kruka. Opierzoną kurę, której wystarczyło uszkodzić skrzydła, żeby była praktycznie bezradna, ale Tęcza na to nie wpadła. Ciemniejące Niebo wybierał się właśnie samotnie na patrol w celu skontrolowania granicy z Klanem Gromu, aż tu nagle natrafił na znajomy zapach Pręgowanej Łapy. Nic dziwnego, że ruszył jej tropem, który tak czy siak pokrywaj się z trasą, którą zamierzał obrać. Co terminatorka tu robiła? Cóż to za cud, że z własnej woli wstała i gdzieś poszła, marnując energię? Jak się okazało - zrobiła to po to, żeby oberwać i skończyć z uszkodzonym okiem. Wojownik bez większego zastanowienia rzucił się terminatorce na pomoc, przy okazji sycząc do niej, że ma się cofnąć, a najlepiej ukryć i nie narażać na kolejne rany.
Sam przypadł do ziemi i czekał aż drapieżnik obniży lot na tyle, by mógł go dosięgnąć. Gdy - jeśli - to nastąpiło wybił się z ziemi z zamiarem zahaczenia pazurami o skrzydła kruka i ściągnięcia go na ziemię, gdzie miał znacznie mniejsze szanse na przetrwanie.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
O. Miała ranę. Widziała co prawda, że kruk leci w jej stronę, ale jakoś tak... tego nie zarejestrowała. A potem przybliżył do niej swoje pazury, chcąc chyba jej coś zrobił, tyle tylko, że chyba mu się nie udało, nie licząc tego, że widziała trochę mniej. To akurat mogła być sprawka czegoś w rodzaju powielającego się kocięcia Czerwii. Kruk co prawda zerwał się do lotu ponownie... ale ona miała już tę ranę, po którą tu przyszła, więc niewiele ją obchodziło wszystko poza tym. Była ranna, albo tak się jej wydawało, bo coś ciepłego zaczęło spływać jej po oku, więc mogła się odwrócić, pójść sobie do lecznicy i mieć wolne przez co najmniej jeden księżyc. A nawet, jeśli nie, to spróbowała złapać kruka. W momencie, w którym tamten jednak zaczął wydziwiać, odrywając się od ziemi ( niby po co ) już się jej nie chciało.
Swoją drogą, ktoś coś chyba do niej mówił. To również musiała przez chwilę przetrawić. Musiała się schować. Ciemniejące Niebo nakazał jej schowanie się. Skoro zaś tak mówił, to... powinna się chyba schować. Odwróciła się i ruszyła w stronę oddalonego o kilka lisich długości pnia, żeby schować się za nim, a tak właściwie to położyć pod krzewem obok tego drzewa. Położy się, zamknie oczy i pójdzie spać, a baldachim z liści, pień i sam krzew osłoni ją z dwóch stron, przez co mistrz nie zauważy, że postanowiła uciąć sobie drzemkę. Ta co prawda nie dochodziła jeszcze do skutku, jednakże... było dość blisko.
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Widziała podpływająca rybkę, dlatego w pełni się na niej skupiła. Uważnie śledziła jej ruchy, dbając o to, aby nie rzucać cienia na taflę wody ani też utrzymywać łapę w nieruchomości do czasu, gdzie nie podpłynie bliżej. Wysoka była cierpliwa kotką, dlatego też nie miała zamiaru działać pospiesznie. Gdy tylko ofiarą znalazła się w jej zasięgu - próbowała w nią uderzyć zanurzona łapa z wyciągniętymi pazurami, aby zahaczyć o jej łuski i wyłowić jak najmniej boleśnie na brzeg.
Atak Kruka:
Atak udany! [100%] ▷ [17 + 12] - [15 + 7] = 7HP
Jak widać Tęcza nie umiała popisać się prędkością i chyba nikogo by nie zdziwiło jakby robiła to specjalnie, ale tak czy siak okazała się dużo wolniejsza od swojego przeciwnika. Kruk pełen determinacji poleciał za kotką i cóż, udało mu się ją dogonić i zaatakować. Tym razem trochę z mniejszą siłą, gdyż chyba trochę słabł, ale tak czy siak przejechał tylko pazurami po czubku głowy Terminatorki, zostawiając tam jakieś niewielkie ślady, łącznie z kilkoma kroplami krwi
Kruk już miał wbijać się do góry, ale właśnie do akcji wkroczył Ciemniejące Niebo z odsieczą i spróbował mu to uniemożliwić. Skoczył w stronę czarnego stworzenia, tylko niestety atak mu się nie udał jak planował. Możliwe iż kruk po prostu wbił się trochę za wysoko w powietrze, albo to po prostu Ciemny za nisko skoczył - tak czy siak udało mu się tylko zahaczyć pazurami o skrzydło, wyrywając tym samym z niego kilka pióra, a tak to zwierzę było praktycznie całe i zdrowe. Zaskrzeczało jeszcze donośnie i zaczęło szybować tuż nad głowami kotów, znów przygotowując się do ataku.
Tęcza: lvl: 2 | S: 10 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 36 - 3 - 7 = 26/65 | W: 33 - 5 = 28/45 [Prz: 0/1]
■ Rana 2. stopnia ▷ Głębokie ślady pazurów wzdłuż lewego oka; uszkodzenia gałki ocznej (-2 do celności) [Krwawi; w pierwszej turze -3HP, w kolejnych po -2HP aż do końca walki]
■ Rana 1. stopnia ▷ lekkie ślady pazurów na czubku głowy [Krwawi; po -1HP aż do końca walki]
□ Od następnej tury statystyki obniżone o ¼!
□ Od następnej tury celność obniżona o 2! Ciemny: lvl: 4 | S: 14 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 55 - 3 = 52/55[Prz: 0/3] Kruk: S: 12 | Zr: 12 | Sz: 8 | HP: 21 - 7 = 14/40 | W: 25 - 5 = 20/35 [w locie]
■ Rana 1. stopnia ▷ mocne obicie podbrzusza.
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwane kilka piór z prawego skrzydła.
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwane kilka piór z lewego skrzydła.
■ Rana 0. stopnia ▷ kolejne wyrwane kilka piór z skrzydła.
□ Od następnej tury statystyki obniżone o ¼!
□ Od następnej tury celność obniżona o 2!
Tym razem rybka widocznie nabrała się na sztuczkę Terminatorki; podpłynęła zaciekawiona do kształtu w wodzie i niczego nie świadoma iż po drugiej stronie czeka na nią kotką, zaczęła trącać łapę, tak jakby sprawdzając co to jest. Niestety jak wiadomo czasami za ciekawość płaci się śmiercią i tak też było w tym przypadku. Wysoka szybkim ruchem złapała ciernika, zatapiając tym samym w nim pazury, a po chwili udało jej się wyrzucić go na brzeg.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
No więc... nie udało się jej odejść do drzewa, pod krzak, ani... ani właściwie zrobić cokolwiek innego i chyba znowu oberwała, bo poczuła jakieś szturchnięcie na głowie, jednakże było ono tak stłumione, że niemal niedostrzegalnie. Kiedy więc kruk postanowił wzbić się w powietrze... a, jednak nie. Ciemniejące Niebo pojawił się znikąd, zupełnie jak wiele wersji kociaka Czerwonego Maku, a potem zaatakował ptaka, wyrywając mu pióra. Aha.
W sumie to było to jej obojętne, skoro jednak chciał zużywać swoją energię na rzecz tej posiadanej przez nią samą, to mógł. Jej by się nie chciało.
Jeśli ptak postanowił zaatakować ją, to spróbowała zrobić unik, poruszając się w tył. Latanie było nienormalne, każdy powinien zdecydowanie trzymać się ziemi. Jak kot nie lata, to żaden kruk również nie powinien.
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Szlag. Nie wyszło tak kolorowo jakby chciał, ledwie zdołał musnąć ptaka, który wzbił się w powietrzne poza zasięg jego pazurów. Na domiar złego terminatorka znów oberwała, kolejna krwawiąca rana nie wróżyła niczego dobrego.
- KRYJ SIĘ! - Chyba po raz pierwszy w życiu huknął na kogoś tak głośno. To, że burej nie udało się za pierwszym razem wcale nie oznaczało, że miała sobie odpuścić i czekać aż oberwie po raz kolejny. Czy ona nie czuła bólu, strachu, matka natura zapomniała obdarować ją instynktem samozachowawczym? Na to wygląda.
Ciemniejące Niebo nie tracił jednak więcej czasu, tylko po raz drugi spróbował dopaść zagrożenie, a jeśli się uda to powstrzymać go przed zadaniem kolejnej rany córce Paprociowego Kwiatu. Odczekał aż ptak obniży lot i znajdzie się w jego zasięgu, by ponownie odbić się od ziemi i zamierzyć się pazurami na jego skrzydła.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Miała już powrócić do polowania na rybki, gdy nagle... Usłyszała krzyk. I to nie był wcale podobny do głosu Tęczy (nie żeby kiedykolwiek krzyczała), jednak dochodził z bliska. Poderwała się na równe łapy, próbując zlokalizować, z której strony on dochodził, po czym zerwała się do biegu w tamtym kierunku. Starała się dotrzeć na miejsce jak najszybciej, bo liczyły się cenne sekundy, w których życie jej siostry mogło być zagrożone. Zacisnęła zęby, starając się ignorować ból mięśni, po czym zrobiła szybkie rozeznanie w terenie... I zobaczyła kruka. Który atakował jej siostrę. Zaorał pazurami czubek głowy burej kotki, której ciemna krew płynęła również z oka... I widziała, jak niebieski kocur znajomy z widzenia jedynie atakuje ptaka, jednak niezbyt celnie... Dlatego wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę kocicy, która próbowała oddalić się z pola walki, ale była za wolna. Starała się przybyć na czas, aby móc zasłonić drugą z córek Paprociowego Kwiatu swoim własnym ciałem, chociaż strach ściskał niemiłosiernie jej klatkę piersiową, każąc uciekać. Nie mogła tak zostawić terminatorki... Nie mogła. Musiała coś zrobić... A to było jedyne, na co było ją stać w obecnym stanie fizycznym. Próbować przyjąć na siebie czyjeś ciosy, aby ktoś inny miał szansę na przeżycie.
Kruk w sumie nie wiedział kogo pierwszego zaatakować, ale miał świadomość że do tego powinien zniżyć lot, dlatego tak też uczynił. Tylko niestety gdy już chciał zaatakować kogoś, prawdopodobnie Tęcze, to do akcji znów wkroczył Ciemniejące Niebo. Kocur skoczył i łapą udało mu się przejechać po skrzydle czarnego stworzenia, przez co pojawiła się tam krew, a zwierzę nie mogło już za bardzo wbić się w powietrze. Padło na ziemie zmęczone, tylko niestety przy "lądowaniu" uderzył głową w kamień, przez co praktycznie od razu stracił przytomność. Zamknął oczy i leżał nieruchomy, tylko jeszcze jego klatka piersiowa poruszała się na znak iż oddycha. Co tyczy się kotki - to ta mimo przygotowania do uniku, nie musiała wcale go robić. Szczęście dla niej.
Przybycie Wysokiej: Czy uda się zasłonić przed atakiem kruka:1k6
Parzyste ▷ Uda; obrażenia przechodzą na Wysoką
Nieparzyste ▷ Nie uda Wypada ▷ Kto wie.
A Wysoka w sumie przybyła trochę za późno, fakt mogła zauważyć poprzedni atak, lecz jak już chciała wkroczyć do akcji to było po ptakach. Niebieski Wojownik załatwił całą sprawę za nią i w sumie nie musiała nic robić.
Tęcza: lvl: 2 | S: 7 (10) | Zr: 5 (7) | Sz: 3 (5) | Zm: 3 (4) | HP: 26 - 2 - 1 = 23/65 | W: 28 - 1 = 27/45 [Prz: 1/1]
■ Rana 2. stopnia ▷ Głębokie ślady pazurów wzdłuż lewego oka; uszkodzenia gałki ocznej (-2 do celności) [Krwawi; w pierwszej turze -3HP, w kolejnych po -2HP aż do końca walki]
■ Rana 1. stopnia ▷ lekkie ślady pazurów na czubku głowy [Krwawi; po -1HP aż do końca walki]
□ Statystyki obniżone o ¼!
□ Celność obniżona o 2! Ciemny: lvl: 4 | S: 14 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 52 - 3 = 49/55 [Prz: 0/3] Wysoka: lvl: 2 | S: 3 | Zr: 7 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 37 - 1 = 36/50 [Prz: 0/1] Kruk: S: 9 (12) | Zr: 7 (12) | Sz: 4 (8) | HP: 14 - 11 = 3/40 | W: 20/35 [w locie]
■ Rana 1. stopnia ▷ mocne obicie podbrzusza.
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwane kilka piór z prawego skrzydła.
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwane kilka piór z lewego skrzydła.
■ Rana 0. stopnia ▷ kolejne wyrwane kilka piór z skrzydła.
■ Rana 1. stopnia ▷ Dość długie ślady pazurów na lewym skrzydle [Krwawi; po -1HP aż do końca walki]
□ Statystyki obniżone o ¼!
□ Celność obniżona o 2!
□ Szybkość i Zręczność obniżona z powodu walki 2:1!
□ OMDLENIE!
Ciemny ▷ 10 Exp
Tęcza ▷ 30 Exp
♢xx ♦xx ♢ butthiswasmydeathbed Ixxd i e dxxt h e r exxa l o n e whenIclosedmyeyestonight
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Z satysfakcją poczuł, jak jego pazury trafiają w cel i zostawiają za sobą krwawe rany. Kruk był już poturbowany przez Pręgowaną Łapę i zranienie w skrzydło oraz spektakularne lądowanie zakończone rąbnięciem łbem w skałę załatwiło sprawę. Ciemniejące Niebo zerknął krótko na Wysoką Łapę, która najwyraźniej usłyszała jego krzyk i przybiegła sprawdzić co się stało, po czym podszedł do dogorywającego ptaka. Był zdziwiony, że ten jeszcze dychał, acz wystarczyło jedno porządne ugryzienie w szyję, żeby zmienić ten stan rzeczy.
- Wracamy do obozu. Musisz jak najszybciej udać się do Łososiowej Łuski - rzekł chłodno i chwycił martwe zwierzę w szczęki. Zamierzał odprowadzić burą do obozu i w razie czego pomóc jej, gdyby ugięły się pod nią koślawe łapy oraz upewnić się, że ta faktycznie pójdzie prosto do Królikarni, a nie na przykład zaśnie gdzieś na obrzeżach bądź środku obozu z czystego lenistwa i potrzeby drzemki. Nie to, żeby nie ufał w tej kwestii Wysokiej Łapie, która - jeśli miała choć odrobinę rozsądku - również dopilnowałaby siostry, lecz chciał sam się przekonać jak poważny jest stan burej. Rana na jej oku wyglądała paskudnie, tego tylko brakowało, żeby została w połowie ślepa. To może nie skreśliłoby jej jako wojowniczki, ale na pewno znacznie zmniejszyło jej szanse.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
Wracamy do obozu. Natychmiast. Ale że... ona też wraca? Czuła, że w sumie chyba nie ma na to siły i... że się jej nie chce. Czuła gorąc i pulsowanio-mrowienie rozchodzące się w okolicy jej oka, czuła, że częściowo na nie nie widzi i że dziwnie ono drży, jednakże nie była w stanie określić dlaczego. Że coś jest nie tak... zorientowała się dopiero po naprawdę dłuższej chwili, a i wtedy... w sumie to się nie przejęła zbytnio tym faktem, bo... coś jest nie tak? To akurat obojętne, ale... jak niby jest nie tak? Bo w sumie to czuła się całkiem dobrze, tylko że... chciało się jej położyć bardziej, niż zazwyczaj.
Ale Ciemniejący nakazał jej ruszyć za sobą.
Wiec ruszyła, na krzywych łapach, ze zwieszoną głową, powoli, ślamazarnie, czasem nawet szurając kończynami o ziemię, ba, nawet jej ogon ciągnął się po niej od czasu do czasu w momencie, w którym akurat idąc zaczynała zasypiać. Tak po prostu.
z/t
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka spojrzała na martw ciało ptaka, oddychając ciężko i spoglądając po chwili na Pręgowaną Łapę, oddychając ciężko.
- D.... D-Dasz r-radę? - zapytała się cicho siostry, ale kiedy zobaczyła, że Ciemniejące Niebo zdecydował się ją odprowadzić, opuściła głowę i wycofała się nieco... Nagle przestając czuć się bezpiecznie. Czas brać swoje manatki i wychodzić. Podbiegła go wody, przy której łowiła ryby, po czym próbowała przenieść jak największą ilość za jednym zamachem do obozu, aby nie musieć dużo razy z nimi lecieć. Za pierwszym razem dołączyła do parki, która powoli turlała się w kierunku lecznicy, idąc obok drugiego boku siostry, aby być w razie czego jakąś asekuracją. Albo miękkim lądowaniem, bo nie sądziła, że udałoby się jej przeważyć ciężar drugiej z córek Paprociowego Kwiatu, biorąc pod uwagę jej... E... Niemal idealny kształt.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Emocje zaczynały powoli opadać. Jednak Czarnego wciąż dręczyły wątpliwości. Czy dobrze wytrenował – wtedy jeszcze – Winogronową Łapę? Nie wątpił w jej umiejętności, jak już to wątpił w swoje. Próbował jednak zmusić się do optymistycznego myślenia. Skoro został wojownikiem, to chyba coś znaczy, tak? Od razu po ceremonii udał się z wojowniczką, na wcześniej mówiony patrol. Będzie musiał na nowo przyzwyczaić się, iż kotka nie jest już Winogronem, a o wiele drapieżniejszą Sowią Przełęczą. - Świetlikowa Gwiazda, ma d-da-dar do wymyślania imion - podjął się próby rozpoczęcia rozmowy. Zupełnie nie zdawał sobie jednak sprawy, iż tę propozycję złożyła sama ruda wojowniczka, a przywódca z niej skorzystał. Znaleźli się przy Bobrowej Tamie. Wilgotne drewno było widoczne już z daleka. Złote oczy paskudy, cały czas błądziły po otoczeniu, cały czas się czuł jakby ją zawiódł... Nawet nie wiedział dokładnie czemu dręczy go owe uczucie i nie wiadomo jak bardzo chciałby się go pozbyć, nie potrafił.
/Sówka ;D
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Ruda wraz z Czarnym Bzem udała się na patrol, który kocur sam zaproponował, co nieco zaskoczyło Sowę, ale również sprawiło jej radość. W końcu Czarny staje się odważniejszy! Sowa do końca nie wiedziała gdzie udadzą się na patrol, ale było jej to obojętne, w końcu z Czarnym Bzem zawsze i wszędzie.
- Wiesz, moje i siostry było na nasze życzenie. Chciałam swoje całkowicie zmienić i odciąć się od matki. To ona wymyśliła Winogrono. - Odparła chcąc poprawić kocura. To jej należy się chwalić za dar wymyślania imion, a nie przywódcy!
- Czarny Bzie... Dziękuje, że mnie nauczyłeś wszystkiego. Gdyby nie ty, to pewnie dalej bym się kisiła z tym imieniem terminatorskim. - Zauważyła, że ten jak zawsze był czymś przejęty więc postanowiła podziękować mu chcąc poprawić jego nastrój, jak i szczerze wyznać, że nieważne co on myśli Sówka będzie go spostrzegać jako kogoś chwalebnego.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
- O - a to ci zaskoczenie. Odwrócił głowę w bok, decydując się spojrzeć na rudą kotkę i zdecydował się, posłać w jej stronę tak charakterystyczny dla niego nieśmiały oraz krzywy uśmiech. Dzięki Gwiezdnym, że wojowniczka szła po jego prawej stronie, czuł się odrobinkę – o tak ciut, ciut – pewniej, że nie skazuje jej na patrzenie na ten zwisający jęzor. - Będę m-mu-mu-musiał się przyzwyczaić... - choć w jego głosie wciąż tliła się tak dobrze znana każdemu, nieśmiałość. Rozbrzmiało i w nim rozbawienie, w końcu dzień jest szczęśliwy – dla większości. A zresztą, obiecał przecież, że będzie odważniejszy, znaczy... że będzie się starał taki być, o - ...już nie będę cię mógł nazywać W-w-w-winkiem... - dodał, nieco ciszej i znów ciut zawstydzonym głosem. A takie malutkie zdrobnienie. - Och... sama wiele p-p-p-potrafiłaś... - znów podziękowania, wdzięczność. Gdyby tylko potrafił reagować na owe zagrania w jego stronę. A jak na razie, znów uciekł wzrokiem gdzieś na bok. Powoli doszli do drewnianej konstrukcji. To chyba idealny moment by zrobić sobie przerwę. - ...ja tylko r-ro-roz-rozszerzyłem nieco tę wiedzę. - którą wcześniej przekazał mu nie kto inny a ojciec Sowiej Przełęczy.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Odwzajemniła uśmiech czarnemu kocurowi. Z jakiegoś powodu lubiła patrzeć na jego uśmiech, jakby miała wrażenie, że Czarny Bez za często tego nie robi, więc ma z tego małą radość.
- Chyba najgorszy etap nie? - Zaśmiała się lekko. A co ona ma powiedzieć kiedy całe życie zna się siostrę jako Czereśnia, a nie Jastrząb? -Cóż... nie będę się gniewać bardzo jak przypadkiem tak mnie nazwiesz. -Mruknęła do wojownika rozbawiona. "Winko" brzmi... nieco uroczo? A w jego wykonaniu jeszcze bardziej, to jeszcze bardziej Sowa miała z tego małą zabawę.
-Ale tylko ty tak dobrze to zrobiłeś - Odparła mu tym razem nieco bardziej poważniejszym głosem. Dla rudej Czarny Bez jest kimś więcej niż tylko dobrym mistrzem, ale też pierwszym przyjacielem jakiego posiadła i pewnie jedynego, którego tak darzy sympatią