Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
No cóż. Takiego obrotu spraw mógł się spodziewać. Można było wyczytać z zachowania i pyszczka nieznajomego samotnika, że bardzo lubił on drażnić się i prowokować innych. Kwitnące Wzgórze westchnął ze zrezygnowaniem i popatrzył się przez chwilę na miejsce, w którym stał cynamonowy point, żeby ocenić jak tak naprawdę głęboka jest woda. Dopiero kiedy uznał, że wejście do wody raczej nie powinno skończyć się tragicznie to niechętnie przekroczył granicę z Ziemiami Niczyimi i wszedł do wody. Musiał przyznać -przynajmniej przed samym sobą- że było to jakieś orzeźwienie w ten upalny dzień... ale nie zamierzał mówić tego na głos. Nie chciał przyznawać temu butnemu samotnikowi jakiejkolwiek racji. Potem srebrny kocur znowu spojrzał na cynamona i zmierzył go wzrokiem jednego oka od góry do dołu. Wiedział, że typek znów zacznie coś gadać, więc on sam nawet nie zaczynał.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Trochę go bawiło zachowanie kocura. Zupełnie jakby rzeczywiście spodziewał się możliwości utopienia w wodzie, która nie sięgała orientalowi nawet do brzucha. Jednak jakkolwiek nadmiar ostrożności w tej sytuacji nie byłby komiczny, tak na smukłym pysku pojawił się uśmiech satysfakcji (z bardzo wątłym widmem uznania), gdy srebrny wreszcie odważył się opuścić klanowe ziemie i wejść do wody. I gdy już zamoczył łapy i znalazł się w rozsądnej odległości, jeden wniosek nasuwał się sam.
Wojownik był całkiem niebrzydki, ładny wręcz.
To zmieniało postać rzeczy.
Wbrew oczekiwaniom nie otworzył od razu pyska, by uraczyć Rzeczniaka jakimś kąśliwym komentarzem. Zamiast tego przyglądał mu się przez moment w ciszy, z iskierką zaciekawienia w błękitnych oczach. Nie próbował nawet się z tym ukrywać, wychodząc z założenia, że nie robi nic nielegalnego, więc jak typ będzie miał z tym jakiś problem to cóż. Jego problem. Orion nie zamierzał sobie z tego powodu odmawiać oględzin pokiereszowanego pyska i całej, wystającej nad taflą wody, reszty.
– Ciekawe. – rzucił jedynie, nie skupiając już spojrzenia na niczym konkretnym i nie racząc wyjaśnić co miał na myśli. Na moment zapomniał o domniemanych klątwach i tamtej części konwersacji.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnące Wzgórze nie mógł powstrzymać się od uniesienia brwi najpierw na podejrzanie cichą postawę cynamonowego pointa, który jeszcze przed chwilą był przecież tak wygadany, a potem jeszcze bardziej w odpowiedzi na wypowiedziane przez niego słowa. Srebrny kocur nie miał pojęcia co tak samotnika nagle zaciekawiło. W dodatku nieznajomy zaczął go oglądać jakby syn Ślimaczej Muszli był jakimś niecodziennym zjawiskiem -gdyby Kwiatek wiedział co to muzeum i eksponat to pewnie te dwa by były trafniejszym porównaniem do tego co się właśnie działo przed nim.
-Co jest takie ciekawe? -zapytał z lekką dezorientacją słyszalną w głosie.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Spojrzał na srebrnego w ten sposób, w jaki się patrzy na kogoś, gdy się nie dosłyszy pytania i potrzebuje powtórzenia. Jednak nim ten miałby okazję ponownie się odezwać, Orion wyprostował się nieznacznie.
– Jak to co? – przecież to było oczywiste. – To że jeszcze nie zabiła mnie żadna klątwa. Myślę, że to fascynujące. – wrócił do poprzedniego tematu, a jakże. Chociaż mógłby założyć się o dwa bażanty, że każdy użytkownik przynajmniej dwóch szarych komórek połączyłby kropki i wywnioskował, że parę sekund temu żadna myśl o klątwach nie zaprzątała tej pięknej głowy. Orientalowi nie przeszkadzało to w udawaniu głupiego, który z uprzejmym zainteresowanien dopytał. – Bo cóż by innego?
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Nie mógł powstrzymać się od westchnięcia. To udawanie idioty przez cynamonowego pointa już zdążył poznać, więc nie ciężko było zauważyć, że wrócił do takiego zachowania po raz kolejny. Nie ciężko było też dojść do wniosku, że gdyby faktycznie zastanawiał się nad tą klątwą przez cały ten czas to kąśliwy komentarz rzuciłby już na pewno wcześniej. Samotnik wyglądał na takiego -i z tego co syn Ślimaczej Muszli zauważył do tej pory- co nie trzyma języka za zębami praktycznie nigdy. Kwitnącemu Wzgórzu coraz bardziej i bardziej nie chciało się tutaj być. Może jednak powinien wrócić do swoich obowiązków i tyle?
-No to w takim razie nic tylko się cieszyć, co? -bąknął sarkastycznie, pokazując tym że nie wierzy iż samotnik jest taki głupi na jakiego teraz się kreuje. Ciekawe to było na jaki grzyb mu było udawanie idioty- [b]Jeszcze zachowasz życie i będziesz mógł denerwować inne koty.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Ach, na to by wychodziło. Tak, tak, to by było rozsądne, jednak ciężko powstrzymać lekkie rozczarowanie, wiesz? To lato przebiega tak leniwie, że nawet opcja utopienia wydawała się atrakcją. – wyżalił się, głuchy na sarkazm. – Ale fakt, denerwowanie innych kotów jest jakąś rozrywką. – uśmiechnął się promiennie, po czym zrobił kilka leniwych kroków w stronę kocura. Bo wbrew zdaniu nieznajomego, nie był doszczętnie pozbawiony rozsądku i nie chciał się wpakować w jakiś nieprzyjazny nurt. Słońce wciąż nieprzyjemnie prażyło grzbiet, więc miał ochotę zanurzyć się po szyję, jednak wyglądanie jak przemoknięty wypłosz było raczej ostatnim w co teraz celował.
– Ach, ale właśnie. Gdzie moje maniery. Tak sobie przecież miło rozmawiamy już dłuższą chwilę, a nie przedstawiliśmy się sobie. – pokręcił łbem z dezaprobatą. No niedopuszczalne. – Jestem Orion, a ty?
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Zamrugał kilka razy kiedy usłyszał pierwsze słowa drugiego kocura. On był albo niespełna rozumu, albo się po prostu nieudolnie drażnił czy tam żartował... cokolwiek pozwalało mu spać w nocy. Musiał powstrzymać się, żeby odruchowo nie cofnąć się o krok kiedy cynamon podszedł kilka kroków w jego stronę. Jakoś specjalnie blisko nie chciał wcale być. Nigdy nie wiadomo co tym samotnikom siedzi w głowach... w ogóle co kotom siedzi w głowach. Kwiatek był świadkiem już za dużej ilości takich dziwacznych przypadków walniętych kotów. Nawet jeśli tylko dwa to o dwa za dużo.
-Kwitnące Wzgórze -odparł, wypinając dumnie pierś na sam dźwięk swojego nowego imienia. Zapracował sobie na nie, zasłużył, więc mógł się nim trochę pochwalić, nie? Tak jakoś poczuć się lepiej z samym sobą- wojownik Klanu Rzeki -dodał jeszcze, bo nie wiedział jaką dokładnie styczność Orion miał z Klanami.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Kwitnące Wzgórze. W sumie imię pasowało do Klanu Rzeki. Przynajmniej do tej części przedstawionej przez liliowego orientala, pełnej imion takich jak Księżycowe Jezioro, Potężny Strumień czy Skrzące Słowo. Wojownik był jednak z niego wyraźnie dumny. A może nie z samego faktu bycia Kwitnącym Wzgórzem, a z tego że ukończył paskudny trening, po którym nie czekał go już prawdopodobnie żaden zaszczyt jak większość mróweczek w tym lesie. Fascynująca sprawa, że praktycznie obieg pór później, a w klanach wciąż żyło się tak samo. Że jakiś samotnik z zewnątrz zdołał pozbierać sobie wystarczająco informacji by wyrobić własną opinię, a klanowe dzikusy, które doświadczały na własnej skórze tego systemu wciąż były zachwycone wizją zostania wojownikami.
– Widzisz, a dałbym się oszukać, że Wichrowym przez to imię. To raczej ich tereny kojarzą się ze wzgórzami i kwiatkami. – asymetryczny uśmiech zarysował się na długim pysku.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
No i czar prysł. Wystarczyło kilka słów cynamonowego pointa, żeby Kwitnące Wzgórze został brutalnie ściągnięty na ziemię i uderzył w nią niczym ciężki kamień. Oczywiście, powinien się spodziewać, że samotnik -zwłaszcza ten- będzie mieć to wszystko gdzieś... ale jakimś cudem dalej się zawiódł. Jakaś jego część, nawet jeśli niewielka, oczekiwała może jakiegoś słowa uznania, a nie sarkastycznego wręcz wyśmiania się z jego imienia i porównania go do Klanu Wichru. Dumny uśmiech spełzł z pyszczka srebrnego kocura i zniknął.
Zamilkł, nie wiedząc co mógłby na to odpowiedzieć. Kwiatek odwrócił wzrok od pointa, myśląc. Czy było warto się kłócić z jakimś przybłędą?
-Czyżbyś próbował mnie obrazić? -zapytał, powracając wzrokiem do Oriona. Jedno złe słowo i już go tutaj nie ma, wraca na tereny Rzeki.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Spodziewał się wielu reakcji, ale z pewnością ta którą został uraczony znajdowała się na samym dole listy. Gratulacje, Kwitnące Wzgórze udowodnił, że nie tylko brakuje mu oka, ale również mózgu. Ewentualnie, że kocięta w klanie Rzeki nie były prawidłowo socjalizowane i nie wiedziały jak się poruszać w towarzystwie. Dlatego gdy padło pytanie kocura, brwi orientala powędrowały w górę w szczerym zdziwieniu.
– Że co. – czy naprawdę te słowa zostały odebrane jako próba obrażenia? Tragiczne, gdyby taki był zamysł Oriona to z pewnością użyłby takich słów, by nie było najmniejszych wątpliwości co do jego intencji. – Jeśli tak to chcesz interpretować to proszę bardzo, droga wolna, mi to rybka. Ale specjalnie dla ciebie rozłożę to na czynniki pierwsze, dobrze? – nie czekał na zgodę. – Widzisz. Wyszedłeś prosto z terenów klanu Rzeki, a i tak uznałeś za stosowne poinformować mnie o swojej przynależności, gdy się przedstawiałeś. Więc zamiast zaburzać rytm rozmowy i wyjaśniać, że to nie pierwsze moje spotkanie z tym czy innym klanem, bo dość regularnie spotykam waszego terminatora medyka i kojarzę parę innych kotów, to pomyślałem, że zdam się na twoją inteligencję. – a tu proszę, co za rozczarowanie. – Widzisz, wspomnienie o klanie Wichru miało pokryć część o znajomości klanów, a wspomnienie jego topografii zapewnić, że znam okoliczne tereny wystarczająco, żeby wiedzieć, że jak ktoś się kręci przy Bobrowej Tamie to albo jest trochę zbłądzonym Gromiakiem, albo, co bardziej prawdopodobne, pochodzi z klanu Rzeki. Czy teraz jest wszystko jasne? – uśmiechnął się uprzejmie, w ten sposób wyćwiczony przez sprzedawców i inne osoby, które nie miały wyboru jak codziennie użerać się z różnymi sortami ludzi za minimum krajowe. Ale nie oszukujmy się, Orion by wyleciał po tygodniu. Teraz jednak czekał na reakcję. Najbardziej prawdopodobną był ostateczny foszek wojownika i gniewne odtuptanie na tereny klanowe. Najmniej prawdopodobne było przejrzenie na oczy i wyjęcie tego kijka spod ogona.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Ta rozmowa z Orionem coraz bardziej go męczyła. Stawała się coraz bardziej i bardziej nieznośna, a teraz to jego przemądrzałe gadanie tylko srebrnego dobijało. Nie chciał tutaj już więcej być. Po co on się w ogóle wpieprzał w kwestię życia jakiegoś samotnika? Mógł po prostu zostawić to wszystko w spokoju i wrócić do patrolowania granic. Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale, postanowił to właśnie zrobić. Srebrny kocur zwyczajnie wyczłapał się z wody bez słowa i nawet nie odwracając się do cynamonowego pointa poszedł w stronę Klanu Rzeki, wracając do sprawdzania granicy z Terenami Niczyimi a później wracając do obozu.
//zt
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion miał rację. Jak zwykle zresztą, więc nawet nie udawał zdziwionego tym najbardziej prawdopodobnym zakończeniem rozmowy z Kwitnącym Wzgórzem. Z rozbawionym uśmiechem obserwował ten ostateczny foch i odejście bez słowa. Śmieszny typ, najpierw pytał o wyjaśnienia, a następnie, spotkawszy się z nimi, uciekał z powrotem na tereny klanowe. Chociaż trzeba było przyznać, że to strata. Znaczy się fakt, że kot o całkiem ciekawej aparycji miał całkiem nieciekawe wnętrze. Nieco szkoda, że oriental nie zdążył spytać o brakujące oko, jednak tak czy siak nie spodziewał się porywającej odpowiedzi, więc płakać po nocach z tego powodu nie będzie.
Zanurzył się jeszcze raz cały, a następnie ruszył na brzeg. Otrzepał dwukrotnie nagromadzoną wodę i skierował się w stronę swojego legowiska by tam na spokojnie doprowadzić sierść do porządku po tej kąpieli.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Ziewnął przeciągle, kiedy zjawili się nad Bobrową Tamą. Nie mógł narzekać, bo to on sam z samego rana wyciągnął Barwną Wodę na szukanie ziół, choć tak naprawdę bardziej chodziło mu o zwykły spacer, żeby sobie pogadać, zioła miały być tylko tłem. Mimo wszystko musieli się na nie wybrać, mistrz wspominał, że brakuje mu czegoś do wyleczenia samego siebie, nie wspomniał jednak dokładnie o co chodzi. On miał też w głowie, że brakuje im ślazu, więc na tym zamierzał się skupić w pierwszej kolejności. - Barrrwna Wodo? Chciałem spytać, co... co u ciebie? - zapytał, posyłając mu lekki uśmiech. Tak jakoś czuł, że rzadko zadawał mu to pytanie. Ostatnie księżyce to była jedynie ciężka praca nad treningiem, absolutnie nic innego, Cis sam się w tym w pewnym momencie zatracił. Gdzieś w między czasie najstarszy medyk dorobił się kociąt, gdzieś zmarł mu jego partner, a on w zasadzie czuł, jakby go to ominęło. Nie pytał też jakoś konkretnie o to, jak ten w ogóle się czuł, przez co czuł się trochę winny. Chciał to nadrobić, jednocześnie rozglądając się już za zielskiem. Ślaz. Dajcie mu ślaz.
Poruszał się powoli, sztywno, niemal mechanicznie i tak, jakby chciał ale nie mógł. Albo jakby w ogóle nie chciał. Był jednak ranny, doskwierało mu to i chciał się tych ran pozbyć jak najszybciej, a niestety nie miał czym. Składzik świecił pustkami a Barwna Woda, wycieńczony fizycznie i psychicznie nie miał nawet siły i przyzwoitości się o to martwić, ten raz w życiu. A mimo to wyszedł z Cisową Gałązką zbierać zioła, choć absolutnie nie czuł się na siłach.
Czy on kiedykolwiek znowu poczuje się na siłach do czegokolwiek? Och, raczej nie. Ale obowiązki to obowiązki. Emerytury nie planował, a może powinien.
Poruszył uszami z jakby opóźnieniem, bo, owszem, słowa Cisa dotarły do niego w pełni z opóźnieniem kilkunastu uderzeń serca. Zerknął smętnym, pustym wzrokiem na długouchego kocura, nawet nie siląc się na udawanie, że wszystko w porządku. - ... nic, tak właściwie - to była prawda. U niego nie było nic.
- Szukamy... jeżyn - Barwinek szybko zmienił temat, skupiając się na tym, po co tu przyszli. - Rozpoznasz. Ma ciemne owoce, krzewy są rozległe, gęste. Ale... zbieraj wszystko, co znajdziesz.
Sam zaraz skupił się na rozglądaniu się za jeżynami.
Cisowa Gałązka krążąc ze swoim mistrzem wokół Bobrowej Tamy... nic nie znalazł, niestety.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Wbił nerwowo pazury w ziemię, gdy widział jaki był Barwinek. Jednocześnie, paradoksalnie, cieszył się, że widział go właśnie takiego. Że nie udawał, choć i tak właśnie to robił większość czasu I Cis o tym wiedział, ba, to srebrny medyk nauczył go poniekąd rozpoznawania emocji i uczuć od strony drugiego kota, więc podświadomie wykorzystywał tę umiejętność również w przypadku mistrza. - Jak to nic. Musi coś być, zawsze musi. Pogadaj ze mną, prrrzecież od tego właśnie jestem, nie? Od tego jest medyk. To ty mówiłeś, że jakbym czuł się gorrrzej, i to nie tylko fizycznie, mam prrrzyjść do lecznicy. Mówiłeś mi tak od dziecka. Więc posłuchaj się swojej rady i. I co. Co u ciebie - spróbował jeszcze raz, choć jego głos był ciepły, miękki, w żadnym stopniu na niego nie naciskał, a jeżeli Barwna Woda posłuży się wymijającą odpowiedzią po raz kolejny, odpuści. Nie zamierzał go do niczego zmuszać. Jednocześnie wraz z Rybołów martwili się o niego. I chcieli z nim pogadać, oboje, choć nigdy nie mieli kiedy. Nie mieli jak.
Kiwnął głową na wzmiankę o jeżynach i to właśnie nich zaczął szukać, choć jak na razie miał... miał nic.
Barwna Woda, w przeciwieństwie do tego jak się czuł, rzeczywiście znalazł coś, niż napotkać znów tego nica. Nie była to jednak jeżyna, której potrzebował, a wyrosło przed nim wielkie drzewo, wiąz, którego części mogły się przydać, jeżeli tylko kocur zmierzal wziąć je ze sobą.
barwinek lvl: 5, medlvl: 9| S: 5 (7) | Zr: 10 (14) | Sz: 9 (12) | Zm: 16 (22) | HP: 80 | W: 60
• przerzuty: 2/36
× OBNIZONE STATYSTYKI O 1/4 PRZEZ RANY
• rana 1. stopnia: użądlenie na jednej łapie
• rana 1. stopnia: użądlenie na jednej łapie v2
• rana 1. stopnia: użądlenie na karku
• rana 1. stopnia: użądlenie na drugiej łapie