Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
xxx - Czasem terminatorzy znikają albo chorują, niestety. Mam wrażenie, że żyjąc w lesie, nawet, jeśli bardzo się staramy, to całkowite ograniczenie umierania lub znikania członków Klanu jest niemożliwe. Zawsze ktoś się znajdzie - powiedział nieco gorzkim tonem. Jemu również trudno się było z tym pogodzić, ale, najwyraźniej, tak to już było. On w miarę swoich możliwości starał się dbać o bliskich i o swoją terminatorkę i wbić jej do łba odpowiednią ostrożność, by się niepotrzebnie nie narażała. Ale, przecież, choroby też się zdarzały, i to często zupełnie niezależnie od nich samych. xxx - Co słyszałem? - zainteresował się, strzygąc uszami. Jeśli coś dotyczyło jego siostry, to jego ciekawość znacząco wzrosła. Zwłaszcza, że nie miał pomysłu, o co mogło chodzić.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— To prawda. Tylko najsilniejsi i najbardziej odporni przetrwają — przyznał bratu rację. Niestety, życie w lesie było bezwzględne i choć brzmiało to brutalnie, tylko najsilniejsi mieli szansę na przeżycie. Musieli dla siebie polować, zmagać się z ciężkimi warunkami do życia, walczyć o przetrwanie. Jednostki słabe, czy chorowite nie dadzą sobie po prostu rady i, cóż, zginą, tak jak nakazała matka natura i Gwiezdny Klan, który był przecież nieomylny.
— O jej wybryku ze Świetlikowym Zagajnikiem. Jej trening został wstrzymany, nie trenuje od wielu, wielu księżyców. Próbowałem jej pomóc, miała się pogodzić ze swoją mistrzynią, ale nigdy do niej nie przyszła — powiedział, nie mówiąc dokładnie o co chodzi, bo może Płonące Niebo słyszał o tej sytuacji, tylko nie otrzymał on informacji, iż chodziło o Gorzką Łapę.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
xxx - Dlatego też staram się wbić możliwie Tafli do łba, że nie warto się niepotrzebnie narażać i że zawsze warto uważać i w pierwszej kolejności chłodno ocenić zagrożenie. Na szczęście jest bystra i nie ma głupich pomysłów - dodał. Jeśli chodzi o jego terminatorkę, i, najpewniej, wszystkich terminatorów jakich miałby mieć w przyszłości, było to dla niego priorytetowe. Upewnić się, że zawsze najpierw pomyślą o swoim życiu. xxx - Ach, cośtam słyszałem. Ale, niestety, bez konkretów - westchnął -Gorycz jest mądra, ale, musisz przyznać, że była strasznie antypatyczna. Sądzę, że Świetlikowy Zagajnik nie jest jedynym wojownikiem, z którym by się nie dogadała. - Lubił siostrę i bardzo doceniał to, jak staje okoniem i że ona również nie szanuje zasad panujących Klanie, ale, w przeciwieństwie do niego, nie potrafiła za bardzo kontrolować samej siebie. Jakby nauczyła się płynnie kłamać oraz lepiej kontrolowała swoją mimikę, słowa i zachowanie, to mogłaby uzyskać dużo więcej. xxx- Jak myślisz, co dalej? Wiecznie nie uda jej się nie trenować. Nie w Klanie Rzeki, Czerwona Gwiazda ją w końcu wyhaczy - mruknął, chcąc poznać zdanie Skry na ten temat i ogólnie jego punkt widzenia w tej kwestii.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Słusznie. Ja jeszcze nie zdążyłem do tego dotrzeć ze Żwirową Łapą — odpowiedział. O reszcie swoich terminatorów wolał nawet nie wspominać. Wzburzona Łapa praktycznie od razu zachorował, a Kleszczowa Łapa był osobnikiem nie nadającym się do życia w klanie i dziwne było, że w dalszym ciągu w nim tkwił. Nie stawiał się na treningi, na ceremoniach jak już był, to robił burdy. Klan Rzeki nie potrzebował kogoś takiego, zdecydowanie nie. Czerwona Gwiazda jednak sama wiedziała co najlepsze i pewnie zrobi z tym delikwentem porządek prędzej czy później.
— W dalszym ciągu jest. Ja... my patrzymy na nią inaczej, bo jest naszą siostrą. Wydaje mi się, że rozumiem ją nieco lepiej, niż inni, bo się staram i chcę. Inni się po prostu poddają, bo wydaje się niemiła i nieprzyjemna. Próbowałem jej to jakoś wytłumaczyć, ale tylko się na mnie obraziła — westchnął. Faktem było, że Gorzka Łapa do najprzyjemniejszych kotów nie należała i trzeba było się nieźle nagimnastykować, żeby ją poznać. Skrzące Słowo absolutnie nie dziwiło to, w jaki sposób była odbierana przez inne koty, w tym i jej własną mistrzynię, ale wiedział też, że chochliczka nie jest wcale takie zła. Była po prostu... trudna.
— Nie wiem. Mam nadzieję, że po prostu zmieni jej mistrza na kogoś, kto sobie z nią poradzi. Ćmi Zmierzch już wie o całym zajściu, na pewno się tym zajmie — westchnął. Nie chciałby, żeby Gorzkiej Łapie groziło to, co niegdyś Gęsiopióremu - opuszczenie klanu.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
xxx - Cóż, nie wszystko można tłumaczyć tym, że "w głębi serca jest taka i taka" albo "tak naprawdę jest inna, trzeba ją lepiej poznać" i tak dalej... Mam na myśli to, że inne koty nie mają żadnego obowiązku chcieć ją lepiej poznać, ją zrozumieć, polubić ją. Tak naprawdę, to w dużej mierze w naszej gestii leży to, jak inni nas odbierają i jak wygodnie w życiu dzięki temu mamy. - powiedział z przekąsem - Gorycz... no, jest kotem co do którego nie wydaje mi się, by chciała się zmieniać i by chciała chodzić na kompromisy, i to w porządku, ale może jej przysporzyć problemów które... będą, tak po prawdzie, wynikiem tylko i wyłącznie jej zachowania. Gorzej, że, to tylko moje wrażenie, ale wydaje mi się, że ona chyba miewa lekkie problemy z przyjmowaniem z uniesioną głową konsekwencji swoich własnych działań - wytłumaczył swój punkt widzenia i jak postrzegał swoją siostrę. Nie wiedział, czy Skra się z nim zgodzi, ale z obserwacji Goryczy oraz innych kotów w Klanie wywnioskował właśnie taką opinię. Gorycz była uparta i nieco miała klapki na oczach w pewnych kwestiach. I w tym nie było nic złego! Pożar uważał, że siostra jest dobra taka, jaka jest, kochał ją i doceniał jej "bunt", ale wiedział też, że wolność, na której JEMU zależało wiązała się z przyjmowaniem na siebie konsekwencji jego wyborów. Mógł robić, co tylko chciał - ale wszystko niosło ze sobą konsekwencje i czasem wydawało mu się, że Gorycz nie akceptuje tego w zbyt dużym stopniu. I o ile zrozumienie kotki i praca z nią oraz próba przebicia się przez jej pancerzyk były godne pochwały i podziwu, ale... chodziło o to, że nikt nie musiał tego robić. Pożar wiedział o tym. Wiedział jak zbudowany był Klan, i jak bardzo by tego nie znosił i się z tym nie zgadzał i jak bardzo on sam by nie chciał mieć zupełnie innej relacji ze swoimi terminatorami to rzeczywistość była jaka była. Gorycz była terminatorem Klanu Rzeki i od niej przede wszystkim wymagano. Dla Klanu była zastępowalna. Zacisnął gniewnie zęby. xxx - Oby. Ćmi Zmierzch wydaje się być bystra, możliwe, że również dostrzeże gdzie leży problem - westchnął. Nie bardzo mu się uśmiechało przymusowo żegnać z Goryczą, zwłaszcza, że on sam również był gotowy zrobić adios amigos gdyby sprawy zaszły za daleko i Klan odwalił w jego mniemaniu zbyt dużo. Ale o tym nie zamierzał mówić Skrze w żadnym wypadku.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Wiem. Doskonale o tym wiem. Masz rację. Dlatego się o nią martwię. Kochamy ją i staramy się zrozumieć, bo jest naszą siostrą, bo się z nią wychowamy, ale to tylko my. A w klanie jest mnóstwo innych kotów. I wszystkich od siebie odpycha, a jakakolwiek rozmowa z nią na ten temat, przynajmniej w moim wykonaniu, kończy się fochem. Ona w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi źle — przyznał, zgadzając się oczywiście z Płonącym Niebem. Gorzka Łapa była... bardzo specyficzna i nie dawała obcym kotom żadnych powodów do lubienia jej. A i swojej rodzinie tak w zasadzie też dawała ich stosunkowo niewiele. Na szczęście, mimo wszystko, cała pozostała w klanie trójka braci ją kochała i zależało im na niej. Gorzej by było, gdyby tak też nie było. Wówczas kocica prawdopodobnie zostałaby sama, albo i nawet została wyrzucona z klanu, bo kto byłby się w stanie za nią wstawić?
— Tak, jest bardzo mądra. Jestem pewien, że coś wymyśli — odparł. I tak bracia porozmawiali jeszcze chwilkę, spacerując by w końcu powrócić do obozu i zająć się swoimi sprawami.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Najgorsze było to, że Pożar miał Gorycz za kotkę bystrą. Była całkiem inteligentna, ale brakowało jej pewnego... instynktu samozachowawczego, umiejętności czytania sytuacji, umiejętności odpowiedniej kontroli samej siebie. Nikt nas nie będzie lubił ani szanował za samo to, że istniejemy, zwłaszcza, jak zachowujemy się jak rozkapryszony dupek. Gorycz miała pod górę, ale tylko i wyłącznie z własnej winy, i o ile jej bury brat bardzo chciałby jej w jakiś sposób pomóc, tak widział to mocno jak syzyfową pracę. Może ją kryć, może chodzić z nią szukać ziół, może z nią rozmawiać, ale nie będzie w stanie naprawiać tego, co ona sama zrypie w kontaktach z innymi kotami i w jej własnej pozycji w Klanie Rzeki.
Pokiwał głową ze zrezygnowaniem i porozmawiał jeszcze chwilę ze Skrą, by następnie rozejść się w swoje strony.
//zt
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Jeszcze przez dłuższy moment była w szoku. Siedziała na ceremonii, dokładnie wysłuchała słów Ćmy i gdy skończyła się oficjalna część, gdy kuzynka... gdy przywódczyni zniknęła w Słonej Grocie, Kos miała ochotę od razu tam iść, ale na szczęście tego nie zrobiła. Czuła jak zaczynają napadać ją myśli, jak końcówka ogona drga, jak w pysku robi się sucho. Przeprosiła Płonącą i podeszła do Mętnej Łapy, jak do dryfującej gałęzi, gdy brakuje sił na dopłynięcie do brzegu. Pamiętała gratulacje złożone Łabędziowi, pamiętała jeszcze kilka kiwnięć łebkiem i pamiętała, oderwane od jej tonięcia:
- Mam nadzieję, że dalej nie masz nic przeciwko rozmowie - rzucone w stronę rudej. Ruszyła wtedy poza obóz, starając się mieć na sobie jak najmniej spojrzeń i bez słowa poprowadziła towarzyszkę nad wodę, niedaleko obozu. Znalazła w miarę czyste i relatywnie suche miejsce, przy kamieniach, napiła się, po czym odsunęła od brzegu. Para kaczek, leniwie płynąca po tafli wody, na widok dwóch kocic popłynęła na drugą stronę. Zastępczyni popatrzyła za nimi tęsknie.
- Przepraszam, że cię wyciągnęłam, nie powinnam - zaczęła - ale wiem, że ty nie pozwolisz mi nasiąknąć, słoneczko - powiedziała, nie patrząc jeszcze w stronę terminatorki. Poczuła się źle wykorzystując wcześniejszą propozycję Mętlik do tego, by uspokoić swoje emocje po niespodziewanym dla niej awansie. Z drugiej strony, wiedziała, że rudzielec jej pomoże. Że po takiej rozmowie, znów poczuje się lepiej i nie będzie tonąć, nie zniknie, nie będzie łamać żadnej obietnicy. Dopiero po chwili podniosła wzrok na córkę Barwnego Nieba, patrząc na nią, szukając choćby najmniejszej oznaki, że jest w porządku.
Czuła nadbiegające myśli, czuła jak opóźniły się przez wyjście z obozu i powiew wiatru, czuła że ją doganiają. Zadrżała, starała się uspokoić oddech, ale ogon drgał, a lewe ucho szybkim ruchem odganiało co chwilę niewidzialne muchy. Świetny początek bycia wsparciem dla Ćmy, Kos. Pogratulować
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Nie miała nic przeciwko. Co prawda podniosła się już ze swojego miejsca przy Łabędziej Szyi, bezpośrednio po krótkiej rozmowie z Karasiową Łapą i miała zamiar wracać do legowiska, ale to nie było istotne. W sumie nie podejrzewała, że tak szybko po raz kolejny przyjdzie im rozmawiać, a może bardziej dziwił ją fakt, że Kosowa Pieśń na towarzystwo wybrała właśnie ją? Mętna Łapa zarejestrowała, że na pierwszą audiencję u Ćmiej Gwiazdy zgłosił się Pożar. Chyba... nowa zastępczyni potrzebowała chwili dla siebie, przed spotkaniem w cztery oczy z kuzynką.
Pokiwała przecząco łbem w odpowiedzi na pytanie-nie-pytanie zadane przez czarną, tym samym zgadzając się na spacer. Otrzepała się i ruszyła śladem Kosowej Pieśni. Pomijając patrole, Zgromadzenie i treningi z Gęsiopiórym, jeszcze nigdy nie opuściła Obozu. A bez konkretnego celu-zadania, istotnego dla Klanu, nie opuszczała go wcale. Obiecała mistrzowi, że sama nie urządzi sobie wycieczki, a z członkami Klanu lubiła rozmawiać w Obozie. W wybranych miejscach było prywatniej i mniej gwarno. No, a teraz dochodziły te roztopy i ptaki, przed którymi ostrzegała Ćmia Gwiazda. Kolejne powody, by nie wysuwać nosa z Ciemnego Szlaku. Ale z siostrzenicą Czerwonej Gwiazdy czuła się bezpiecznie. Mętlik poruszała się żywo, atmosfera ekscytacji panująca na ceremonii, ewidentnie się jej udzieliła. Cieszyła się, że idą nad wodę, dobrze znała tą okolicę z treningów. Przysiadła na jednym z większych kamieni, obserwując wojowniczkę od tyłu. Odprowadziła wzrokiem oddalające się kaczki.
– Cieszę się, że uznałaś, że może... jakoś pomogę? – zaczęła, odchrząkując i lekko zmrużyła oczy, spoglądając w dal. – Nie jestem pewna jak i w czym, bo zupełnie nie mogę sobie wyobrazić, co dzieje się teraz w Twojej głowie. Spodziewałaś się? Czujesz się... nie na miejscu?
Ostatnie zdania dodała, patrząc już na czarną, po tym jak ta odwróciła się do niej przodem. Jej szmaragdowy wzrok był niepewny, jakby zlękniony. Ruda wiedziała, że Kosowa Pieśń nie nasiąknie tak szybko. Tyle księżyców utrzymuje się na powierzchni. A ją poznała dopiero tą Porą Nagich Drzew!
Wskazała nosem miejsce obok siebie, licząc, że gdy kocica się ruszy, przynajmniej częściowo i na chwilę ustąpią tiki nerwowe, kontrolujące ciało zastępczyni.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Głos córki Leśnej Jagody był punktem trzymającym czarną kotkę w rzeczywistości. Jeszcze przez moment trzymała nos nad metaforyczną powierzchnią wody, jeszcze zdołała powiedzieć kilka składnych zdań.
- Nie miałam pojęcia. Zawsze było mi dobrze w roli wojownika i nigdy nie chciałam być bliżej Mroźnej Skały. Nawet nie wiem, czy w jakikolwiek sposób się nadaję. Zdanie Ćmy... iej Gwiazdy to jedno, chciałabym być takim kotem, jakiego ona we mnie widzi. Ale jest jeszcze klan. Nie było mnie tak długo. Nie znam każdej jednej mordki, wiem, że nie wszyscy mają o mnie najlepsze zdanie. Co jeśli kogoś obrażę, co jeśli ktoś mnie nie posłucha, co jeśli komuś stanie się przeze mnie krzywda? - oddychała coraz szybciej i płycej. Zbliżyła się do Mętlik i znów oparła o jej futro. Tiki uciekły, postawa po prostu zesztywniała i tylko galopujące boki już nie zwykłej wojowniczki dawały znać, że żyje, ale jest na krawędzi paniki. Wróciła myślami do pierwszych słów kotki... ale nie znalazła na nie dobrej odpowiedzi. Wiedziała, że już raz rozsypała się przy rudej, że jej wsparcie działa, że nie pozwoli jej na zrobienie sobie krzywdy. Rosnący w głowie szum tworzył szepty, pazury prawej łapy zahaczyły o podłoże. Przód lewej łapy zaswędział podejrzanie. Wiedziała, jak łatwa była ucieczka. Dlatego nie wyszła z obozu sama. Że nie mogła teraz uciekać. Schowała pazury, zamknęła oczy i oparła się mocniej o Mętną Łapę. Oddech nadal nie chciał się uspokoić.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Mętna Łapa coraz częściej przekonywała się, że dotyk niesie ukojenie. Naprawdę miał właściwości lecznicze i w swoim krótkim życiu zdążyła już poznać przynajmniej klika rodzajów terapii. Zaskakującą i... nagłą bliskość dzieloną z Szerszeniem, wsparcie, którego udzielał jej mistrz albo, którego ona udzieliła raz jemu, kiedy ich trening przypominał przez moment rozmowę bliskich sobie, w jakimś sensie kruchych kotów, a nie jakiekolwiek szkolenie. Lubiła, gdy do jej futerka dociskała się Zboże, pamiętała ten moment, gdy Traszkowa Łapa dotknął ją swą małą łapką.
Zaczęła zdawać sobie sprawę z różnorodności tych wszystkich dotyków chyba od czasu ostatniej rozmowy z Kosową Pieśnią. To wtedy uświadomiła sobie, że czegoś takiego: bliskości, czymś wypełnionej brakowało jej, gdy była bardzo mała. Miała wrażenie, że... teraz naprawdę nadrabia. Zasypiając przy ciepłym boku Łabędzia, bawiąc się czułym uchem Szerszenia. Wtedy, za legowiskiem wojowników, przekroczyła jakąś kolejną, niewidzialną granicę, wyciszając się przy czarnej kocicy, opierając swoją bródkę o jej smukły łeb. Miała również świadomość, że coś odmieniło się wtedy w Kosowej Pieśni, że tamten dzień był cenny też dla ówczesnej wojowniczki. Młoda poznawała coś na wzór matczynego ciepła, a starsza... też coś odkrywała.
Teraz, znacznie od niej drobniejsza zastępczyni ewidentnie szukała przy niej schronienia. Mętna Łapa czuła na swoim ciele pulsujące nerwowo boki oraz sztywność mięśni. Wyczuwała, nawet bez słów, że kocica jest bardzo zestresowana, że jej myśli pędzą. Sama zaczęła przez to szybciej oddychać. Nagle... coś ją olśniło. Skoro ona zaraziła się trochę od Kosowej Pieśni, to może zadziała to też w drugą stronę? Kontrolując ruchy klatki piersiowej, spowolniła oddech, nieco nienaturalnie biorąc każdy jeden wdech i wydech. Ogon zarzuciła tak, by czarna przypadkiem nie zsunęła się z kamienia i nie spadła od drugiej strony.
– Ja... przeczuwałam, że to może się wydarzyć. Od momentu gdy usłyszałam, że Obóz zostaje pod Twoją opieką. Chyba wtedy... dotarło do mnie, że Ćmia Gwiazda bardzo na Tobie polega. Że nie tylko ja uznałam Ciebie za kogoś bardzo wyjątkowego i godnego zaufania. – nikt, przed jej pierwszą rozmową z Kosową Pieśnią, nigdy nic jej nie mówił na jej temat, więc od samego początku wyrabiała sobie własną opinię, nawet nie musiała starać się i unikać... sugerowania. – Wróciłaś. Chyba się powtarzam, ale trudno. Myślę, że Ci, którzy decydują się na powrót do Klanu Rzeki, każdego innego, swojego domu, udowadniają lojalność. Zresztą nie jesteś jedyną z podobną przeszłością. Ten Klan Cię rozumie i mam wrażenie, że ty rozumiesz ten Klan. Nie jest tak... że musisz się go uczyć zupełnie na nowo. Wiesz o nim więcej niż ja, a ja jestem tu cały czas, od urodzenia. Poza tym mam wrażenie, że wiesz więcej o tych kotach, niż niektórzy z tych, co są tu... bez przerw. To nie ma znaczenia. I. Nie jesteś jedynym zwierzchnikiem, od którego zależy bezpieczeństwo wszystkich. Dbamy o siebie. To nie tak, że wszystko obciąża tylko Twoje wąsy, choć czuję, że masz skłonność do takiego myślenia...
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Zarażała się. Ciepło i spokój płynące od Mętlik wpływały na wojowniczkę, wpadała powoli w otępienie, w sztuczny spokój "postpaniczny". Przynajmniej przestała się trząść i nie groziła jej hiperwentylacja. Szum w głowie nadal pozostał, na samym szczycie czaszki coś bolało, jakby zbyt duża ilość myśli dosłownie rozpychała się w głowie.
Miała mnóstwo kontrargumentów. Albo i nie - po prostu ciągłe "nie nadaję się, nie powinnam to być ja", ubierało się w różne słowa i udawało, że tych myśli jest więcej i na pewno mają sens. Wiedziała jednak, że gdyby otworzyła w tym momencie pysk, to jedyne co by z niego uciekło, to niepewny bełkot. Dlatego tylko słuchała. Walczyło w niej wiele głosów. Głupi upór chciał krzyczeć, fuknąć, że córka Leśnego się myli, że Kos się po prostu nie nadaje, że to wszystko pomyłka. Wrodzona skromność odrzucała wszystkie pozytywy, sprawiała, że Kos chciała się zgodzić, by nie musieć słuchać nawet jednej dodatkowej dobrej rzeczy o sobie. Coś innego, też chciało się zgodzić, przeprosić i zaproponować spacer, dla odpoczynku. Może to był ten cały zdrowy rozsądek? Była też panika, czająca się z tyłu głowy z groźnym, rytmicznym bełkotem.
Skuliła się po prostu, najbardziej jak mogła i zakopała się bokiem w futrze Mętnej Łapy. Musiała zacząć kontrolować swoje myśli, musiała kontrolować siebie, bo znów pozwoliła sobie na bezsensowne odgalopowanie myślami do lepkiej ciemności problemów. Musiała zacząć myśleć nad swoimi zadaniami. Powinna się skupić, powinna zacząć robić rzeczy, powinna zaplanować sobie dzień, powinna wrócić do klanu i pilnować w nim porządku i ciepła, na który każdy zasługiwał. Czemu znów skupiła się na sobie w taki zły sposób?
— Przepraszam — szepnęła na granicy słyszalności, po czym oparła się czołem o bark Mętki.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
I nagle ją oświeciło. Kosowa Pieśń powinna, ale... zacząć mówić. Zielonkawo-złote ślepia młodszej z kotek rozwarły się prawie do granic możliwości pod wpływem tej jednej myśli. Ekscytacja. To był przebłysk, ale może się uda. W końcu pomysł z zarażaniem, z oddechem, też nie był przemyślany, a chyba coś dał? Liczyły się impulsy, nie było co się zastanawiać, deliberować. Musiała zaryzykować, może nawet trochę podpuścić, może rzucić słowo na wiatr.
– Kto byłby lepszy od Ciebie? Myślałaś o kimś? Przychodził Ci ktoś, do głowy, gdy siedziałaś tam chwilę temu, pod tą skałą i... nagle poczułaś, że coś zablokowało Ci kontakt z rzeczywistością? Jakie były Twoje ostatnie jasne myśli? Przed tym otępiałym stanem? – musiała przestać patrzeć na nią jak na zastępczynię, a niestety już powoli zaczynała, musiała... zainspirować się swoim przeżyciem, chyba pierwszym, które pamiętała. Stanem, który ją przyblokował, a wywołał go, jak na ironię, pogrzeb Niedźwiedziego Kła, córki czarnej kocicy. Czy matka w ogóle widziała wtedy to ciało? Czy już wtedy Kosowa Pieśń była poza Obozem? Mętna Łapa nie miała prawa wiedzieć, była wtedy iście zmącona. Mała, nie na miejscu. Przed dotarciem pod Mroźną Skałę wszystko było jasne, jak na umysł świetnie rozwijającego się, kilkuksiężycowego kociaka. I nagle cały pejzaż zamarł. Najpierw rama, potem elementy po bokach, następnie te, które schodziły się w głębi. W końcu centrum. Ledwie zdawała sobie sprawę z obecności czarnego, tak jak to Kosowej Pieśni, nieruchomego ciała, które było opłakiwane. Już wtedy Mętna Łapa, gdzieś na granicy świadomości, wyczuwała, że opłakiwane było szczerze. Ale, w pewnym momencie zostały same słowa. Niedźwiedź, Chaber, Kieł.
Pierwsza zagadka w życiu rudej, której nie mogła rozwikłać. Coś, co wisiało między małą kotką, a Czereśniową Gałązką, gdy ta druga wspomniała bezosobowo o mistrzu i treningu. Rozwikłała się niespodziewanie, zupełnie o to nieproszona, przez Pożara. Elementy się poskładały. Chyba dopiero wtedy, gdy mała Mętlik była już całkiem wyrośniętą terminatorką, na dobre rozjaśnił się, ożył i wyparował ów pogrzebowy, zamarły pejzaż. I te trzy słowa. Z jej głowy.
Co Kosowa Pieśń czuła na uderzenie serca przed słowami Ćmiej Gwiazdy? Przed tą całą przemową, która mogła, ale też nie musiała odsyłać do siostrzenicy poprzedniej Gwiazdy? Kiedy ten Kosowy pejzaż zamarł? Ruda zacisnęła szczęki. Chciałaby móc go rozbić raz, dwa, by oswobodzić wojowniczkę, bo mimo bycia zastępcą, czarna pozostanie nią na zawsze. Wojowniczką.
– Komu byś oddała odpowiedzialność.... albo nie. Kogo byś nią obarczyła, Kosowa Pieśni? Kto byłby Twoim zastępcą? Gdybyś powiedziała nie.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Została zasypana pytaniami. Dosłownie. Słowa uderzały w nią jak kuleczki gradu, odbijały się boleśnie i kazały jej myśleć.
— Co — najpierw jedno głuche słowo uciekło z jej pyska, a potem cichy szum, jej własny szum, inny od głosów trzcin i plusku wody, znów zaatakował jej głowę. Scaliła sobie te pytania. Zamknęła oczy, znów widząc obraz Zachód i jej aury samozadowolenia.
— Zachodzące Światło. Myślałam o Zachód. Widziałam jak się podnosi, wiedziałam, że była blisko z Ćmą, też kiedyś zniknęła z Klanu — zaczęła powoli — ale nie myślałam o niej jako o dobrym wyborze. Jest... problematyczna. Niemiła. Arogancka. W przeszłości jawnie pokazywała niechęć wobec Czerwonej Gwiazdy, wobec władzy w klanie, wobec... idei rodzinności, zrozumienia. Rzeka miała gorszy czas, a ona wykorzystała to do posadzenia swojego terminatorskiego ogona na Mroźnej Skale. Chciała choć przez chwilę być na górze. Podczas pogrzebu — nie wiedziała, czemu to wspomnienie rzuciło jej się do głowy. Martwe ciało Ulewnej Łapy, krzyki, kłótnie. Jąkający głos Czernego Bzu, jad sączony przez Zachód i podsycany przez Pustułkę. Śliweczka i Mrozik, przerażeni tym wszystkim, chroniący się przy dorosłych kotach, którym ufali. Chaberka dająca się nieść obietnicy siły i wielkości, w swoim umyśle nie rozróżniająca jeszcze do końca odcieni szarości na skali dobra i zła. Skrzeczący głos ciotki, która sprowadziła wszystkich na ziemię. Przywódczyni postawiona przed faktem, że ma w klanie koty, które jawnie jej nie cierpią i nie szanują. Westchnęła na to wspomnienie. Zacisnęła szczęki, tylko po to, by rozluźnić je, na czas udzielania odpowiedzi.
— Że Ćma mnie przecenia — odpowiedziała — że zapomniała o tym, jak jestem słaba. Jak łatwo daję sobie wejść na głowę, jak łatwo zatracam się w niepowodzeniach. A przede wszystkim zakazałam sobie myślenia o czymkolwiek. Musiałam się pilnować, pokazać sobą, że mimo wszystko jej nie zawiodę — powiedziała powoli. Może dlatego zwykle zastępcami były koty młodsze od przywódców. Koty, które ktoś znał od maleńkości. Ćma, nawet będąc blisko Kos nie wiedziała wszystkiego. Nie znała jej zmian, nie znała jej problemów, jej zniknięć, wycofań, jej rozwoju i zatrzymań w nim. Poznała Kos praktycznie dopiero wtedy, gdy ta dokańczała jej trening. Poznała ją już jako wojowniczkę. Jako przyszłą matkę. Poznała szczęśliwą Kos. Taki obraz bardzo długo musiał utrzymać się w jej głowie. Poznała Kos, która po śmierci Nurt chciała iść zamordować winnego. A potem Kos się pogorszyło i wszyscy o niej zapomnieli. A gdy w końcu wróciła do siebie... tak jakby zapomnieli o jej pogorszeniu. Chcieli widzieć w niej więcej, niż jej było. Ćma widziała w Kos więcej, niż Kos miała do zaoferowania.
Co nie oznaczało, że miała do tego obrazu nie dążyć. Co nie oznaczało, że miała kogoś wpędzać w te same wątpliwości, które ona przeżywała. Kolejne westchnięcie.
— Nie wiem. Gdyby najpierw mianowano wojowników, mógłby być to Kornik. Jest miłym kotem, jest dobrym kotem, dorósłby do nowej roli. Są rodzeństwem i dobrze się dogadują, więc obydwojgu byłoby łatwo — jesteście kuzynkami, dobrze się dogadujecie i nie będziecie sobie nic utrudniać — Oh, Mętlik, nie wiem. Widziałam przyszłość Ćmy jako przywódczyni i wiedziałam, że wyniknie z tego dużo dobrego. Była wspaniałym zastępcą. Ale nie widziałam nikogo, kto byłby idealnym kandydatem do siedzenia przy jej boku. Do bycia przyszłością Klanu Rzeki. Ja jestem historiami. Opowieściami. Zadaniami. Nie jestem silna jak Czerwona Gwiazda, nie mam mądrości Świetlikowej Gwiazdy, nie umiem rozmawiać z kotami tak jak Ćma. Jestem tłem, jestem wojowniczką i miałam nią być do końca życia, na starość przenosząc się do Śpiącego Pnia i opowiadać kociętom bajki. Nie miałam nigdy zastanawiać się nad takimi rzeczami — wyrzuciła z siebie i wbiła spojrzenie w wodę. Na tafli pojawiły się duże zmarszczki, skutek powiewu chłodnego wiatru.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Na początku było głuche „co”, które momentalnie sprawiło, że oczy Mętnej Łapy powróciły do stanu sprzed olśnienia, nawet jakby pociemniały i zapadły się wgłąb rudej, nieco spłaszczonej mordki. Może jednak nie tędy droga, a ona przekroczyła pytaniami jakieś granice?
Kosowa Pieśń nie patrzyła bezpośrednio na nią, ba, prawie wcale, bo uniemożliwiała to pozycja czarnej kocicy. Opierała się czołem o jej kosmaty bark, a wzrok miała wbity przed siebie, jak zaobserwowała Mętlik, zerkając na rozmówczynię. Musiała patrzeć w dół i kątem oka. Wyglądało na to, że... zastępczyni przetwarza, więc prawdopodobnie zbiera się do odpowiedzi. Dobrze. Córka Barwnego Nieba rozcapierzyła na chwilę palce w przednich łapskach, szykując się na zamienienie w słuch i jeszcze większe skupienie. W końcu potem będzie odpowiadać. Wysłuchała monologu, który mimo przerw i wcześniejszej nerwowości, okazał się bardzo spójny i przynajmniej częściowo, już doprowadził do czegoś, na co liczyła Mętna Łapa. Ewidentnie zajął myśli towarzyszki, zmusił ją do powrotu do obrazów, odtworzenia pourywanych skrawków. W końcu, ruda, podobnie jak czarna, zapatrzyła się w wodne zmarszczki, uzmysławiając sobie, że pewnie podobnych nie brakuje teraz na pysku starszej. I w jej myślach.
– Zauważyłam... reakcję Cisowej Jagody zaraz po ogłoszeniu Twojego imienia. To właśnie ona dała mi do myślenia, że koty, które znają Zachodzące Światło lepiej ode mnie, mogły nieco opacznie zrozumieć cały ten wstęp, o którym wspominasz. Ja nie wiedziałam, że siostra Cisowej Jagody również przebywała poza Klanem, ale nietrudno było się zorientować, złożyć wszystko do kupy, widząc jeszcze buzujące pod jej skórą emocje. – nie była pewna, na ile czarna w ogóle skupiała się na aurze czekoladowej już po fakcie, po usłyszeniu swego imienia, więc ostatnie słowa wypowiedziała z małym wahaniem. – Nie tak dawno, chwilę przed powrotem Ćmiej Gwiazdy, rozmawiałam z Cisową Jagodą i pytałam o Zachodzące Światło, bo w sumie wiedziałam o niej tylko tyle, że była mistrzynią Pożara. Ale... opowiedziała mi o cechach charakteru. Ten pogrzeb. Czy... wykorzystała wtedy sytuację, by poczuć namiastkę władzy? Podczas pogrzebu?
Dopiero konkretne sytuacje i konkretne zachowania danych kotów, wrzuconych w ich wir, coś o nich mówiły. To stwarzało pole do dyskusji i mogło, musiało rzucić nowe światło. Takie wspomnienia interesowały Mętną Łapę bardziej niż katalogi cech, wymienianych po przecinku.
– Opowiem Ci o czymś. Jakiś czas temu, na długo przed naszą pierwszą rozmową, gdy na moim treningu zeszliśmy z Gęsiopiórym na temat przekazywania władzy, to chyba on spytał się mnie pierwszy, jak myślę, kto zostanie kolejnym zastępcą, po Ćmim Zmierzchu, gdy ta otrzyma imię Gwiazdy po swojej matce. – kosmata przerwała na moment, zaciskając ciaśniej ogon wokół łap i zadka Kosowej Pieśni. – Wcześniej wspominał o Ognistopręgiej, o jej odwadze i lojalności, o tym, że zmarła ze starości, do końca służąc Klanowi. Nie znałam wtedy wielu wojowników, ale swoją odpowiedź oparłam na pewnej logice, zasugerowanej zresztą wzmianką o Ognistopręgiej. Takiej, że strategie, oczywiście upraszczając, są dwie: postawienie na kota dojrzałego, doświadczonego, prawdopodobnie starszego od niej samej lub w mniej więcej tym samym wieku albo młodszego, takiego który rozwijałby się u jej boku. Gęsiopióry uznał, że Ćmi Zmierzch to kotka, która bardzo polega na własnym osądzie i niekoniecznie postawi doświadczenie czy radę starszego zastępcy ponad... aspektem wizerunkowym takowego. Że raczej wybierze właśnie silnego Kornikowego Konara, który zapewni fizyczne wsparcie, podczas gdy ona sama będzie mówić. Ja... podejrzewałam, że to nie będzie nikt młodszy, na przykład Skrzące Słowo, ale wydawało mi się, że Ćmi Zmierzch jednak dobierze doradcę, kogoś kto wiele przeżył, być może myśli nieco inaczej. Jeśli dobrze pamiętam, nie było Cię jeszcze wtedy w Klanie. Gdybyś była, prawdopodobnie podałabym mistrzowi Twoje imię. Koniec końców wydukałam imię Bursztynowego Wschodu, a raczej opis jego wyglądu, bo wydawało mi się, że wytrenował wielu terminatorów, a i nikt straszy... nie przychodził mi zwyczajnie na myśl... Powiedz mi, jaka była Ognistopręga? Dla mnie, w moim wyobrażeniu tego wszystkiego, jesteś jej następczynią. Kimś porządnym, kimś lojalnym i dobrym.
Wypuściła spokojnie powietrze, przez nie do końca złączone wargi, nie patrząc na razie na Kosową Pieśń.