Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica zatrzymała się, gdy do jej nosa doleciał zapach zwierzyny. Zmarszczyła przy okazji nos, rozpoznając, jakie zwierzę niesie za sobą te zapach. Dosyć szybko spostrzegła też ruch w trawie, który spowodował szary wąż. Zachodzące Światło zwierzyną nie gardziła, jednak węże jadało raczej mało Rzecznych kotów. Przynajmniej z tego, co zaobserwowała. To Klan Cienia był raczej znany z tego, że wolał jeść gady i żaby - nie wiedzieli, co tracili, nie kosztując ryb.
Czekoladowa poprawiła ułożenie swojego ciała - jej łapy pozostawały ugięte, jednak brzuch nie dotykał ziemi. Głowa, grzbiet i ogon pozostały w równej linii, gdy ona przenosiła ciężar ciała na tylne kończyny. Dalej skradała się pod wiatr, przy okazji zerkając pod łapy, aby czegoś nie nadepnąć. Ściszyła oddech do minimum, zakradając się do gada. Gdy uznała, że jest wystarczająco blisko, skoczyła na zaskrońca, chcąc złapać go łapami i zębami w celu szybkiego uśmiercenia.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Niestety. Kocica robiła wszystko dobrze, ale wiatr niespodziewanie zmienił swój kierunek, alarmując węża. Zaskroniec nagle przyspieszył i nawet nie wiadomo kiedy – uciekł, znikając w zaroślach. Czysty pech.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Wiatr. Wiatr nagle zmienił kierunek i nim zdążyła na to sama zareagować, również zmienić nieco swoje położenie, zaskroniec przyśpieszył. Czekoladowa ruszyła rzuciła się więc w jego stronę, licząc, że uda jej się go złapać. Nic jednak z tego, wąż uciekł w zarośla, zostawiając za sobą tylko posmak porażki. Z drugiej strony może to był znak, że Klan Rzeki powinien pozostać przy rybach i normalnej zwierzynie, a Klan Cienia powinien sobie żreć żmije.
Kocica ponownie ustawiła się w pozycji łowieckiej, biorąc głębszy wdech. Ściszyła swój oddech, kiedy ponownie ustawiała się pod wiatr, aby móc lepiej wyczuć inne stworzenia. Nastawiła uszu i rozglądała się dookoła licząc, że szybko uda jej się coś znaleźć.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kolejna szansa. I to dość atrakcyjna, można rzec. Tłusty gołąb nadleciał i z charakterystycznym odgłosem wylądował na drzewie. Na… drzewie. To mógł być jedyny problem, chociaż? Dla tak doświadczonej wojowniczki, jak Zachodzące Światło, nie powinien być to problem. A ptaszek był rzeczywiście kuszący.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Czekoladowa kocica zestrzygła uszami, gdy doleciał do nich charakterystyczny dźwięk lądowania na drzewie przez ptaka. Zielone ślepia wojowniczki szybko zlokalizowały gołębia, który to jak gdyby nigdy nic usiadł sobie na pobliskim drzewie. Mniej doświadczony kot zapewne by stchórzył, bądź zrezygnował, jednak Zachód nie była w stanie sobie na to pozwolić.
Kocica powoli poprawiła swoją pozycję łowiecką, pilnując, aby nadal nie dotykać brzuchem ziemi, gdy jej łapy były ugięte. Głowa, grzbiet i ogon nadal tworzyły jedną, wspólną linię, gdy ona spoglądała co jakiś czas pod łapy, aby na nic nie nadepnąć. Poruszała się po wiatr, powoli przesuwając się w stronę drzewa. Ciężar ciała spoczywał na jej tylnych łapach, gdy powoli przesuwała się w stronę konaru. Starała się zajść od strony, z której gołąb nie mógł jej zobaczyć. Co jakiś czas zamierała też w bezruchu, aby nie przestraszyć ptaszyska.
Zachód nie lubiła wchodzić na drzewa - pewniej czuła się w wodzie - jednak nie zamierzała rezygnować z tak tłustej zwierzyny. Jak najciszej potrafiła wdrapała się sprawnie na drzewo z przeciwnej strony pnia - aby ptak nie mógł jej zobaczyć. Gdy dotarła na odpowiednią wysokość gałęzi, na której siedział, szybko na nią wskoczyła, a następnie rzuciła się w stronę gołębia, chcąc złapać go pazurami bądź zębami za przynajmniej jedno skrzydło. Ptak bez sprawnego skrzydła byłby już wtedy niemalże martwy. I jeśli jej plan by się powiódł, zamierzała wbić zęby w jego szyję, aby szybko go unieruchomić.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Niestety vol. 2. Tym razem nie zawinił wiatr, a aż zbytnia ostrożność ptaka, który nagle odwrócił głowę i spostrzegł Zachodzące Światło, nim ta zdążyła w ogóle wspiąć się na odpowiednią gałąź. To chyba nie był jej dzień. Zamiast przyjemnego posmaku gołębia dostała jedynie widok odlatującej ofiary, która przy okazji zaskrzeczała, jakby śmiejąc się z wojowniczki. Szkoda.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica syknęła, kiedy ptak wzbił się w powietrze. Zmrużyła zielone ślepia, słysząc skrzek ptaszyska, które najwyraźniej z niej szydziło. Wypuściła powietrze przez nozdrza, przewracając oczami. Najwyraźniej dzisiejszy dzień nie należał do jej najlepszych, chociaż miała nadzieję, że to się odwróci.
Czekoladowa wojowniczka przybrała pozycję łowiecką, uginając łapy, ale aby nie dotykać brzuchem ziemi. Ciało miała ustawione w prostej linii. Otworzyła delikatnie pyszczek, aby lepiej odczuwać zapachy, które niosły się z wiatrem. Rozglądała się dookoła zielonymi ślepiami, szukając ponownie jakiejś zwierzyny. Miała nadzieję, że jeśli teraz coś znajdzie, to uda jej się to złapać.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
To, na co natrafiła tym razem Zachodzące Światło, niestety zwierzyną nie było. Kępka kwiatów, zapewne dla niej niezbyt atrakcyjna, choć medykom mogłaby się spodobać. Kwiaty były białe, ustawione wierzchołkowo, a łodygi bardzo długie. Cóż, może to nie było to, czego szukała wojowniczka, ale roślina przynajmniej nie ucieknie.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Roślina.
Ze wszystkich możliwych gatunków, jakie mogła tutaj spotkać i zapolować nie pojawił się ani jeden, ale za to na jej drodze pojawiła się roślina. Nie była medykiem, nie wiedziała co to jest. Jak pachniało? Też niezbyt wiedziała, jak to opisać - po prostu jakoś pachniała i tyle.
Zachód przewróciła oczami, po czym rozejrzała się dookoła, aby sprawdzić, czy nikogo nie ma w pobliżu. Następnie podeszła do kwiecia, przyglądając mu się chwilę. Czy to naprawdę było aż tak trudne, aby to po prostu zerwać? Zamierzała to sprawdzić. Nachyliła więc się z zamiarem odgryzienia łodygi przy samym dole. Nie zamierzała jej wyrywać z korzeniami - przecież nawet rybi móżdżek wiedział, że korzeni nie powinno się zrywać. Potem może zaniesie to Cisowi, aby schował w Królikarni.
Medykowanie było obrzydliwe.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kocica postanowiła zerwać całą roślinę, mając nadzieję, że przyda się jej synowi. Choć nie miała doświadczenia, można śmiało powiedzieć, że zbiory były całkiem zadowalające. Udało jej się zebrać siedem zdatnych do użytku części rośliny, co z pewnością dobrze wpłynie na rzeczny składzik. No, pierwsza „zdobycz” tego dnia upolowana, ale może warto pomyśleć o zwierzynie?
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
***
Daleko jej było do regularnego chodzenia na polowania. Z jednej strony dlatego, że nie była w tym szczególnie dobra, a z drugiej - zwyczajnie zazwyczaj jej się nie chciało. Zazwyczaj po prostu wychodziła z obozu, udając, że idzie na samotny patrol czy polowanie, a później jak gdyby nigdy nic wracała po jakimś czasie, zazwyczaj spędzonym po prostu na leżeniu w innym miejscu niż Zrośnięte Drzewa. Dziś jednak, po całym dniu obijania się w legowiskach - nawet nie z jej winy, bo po prostu jakoś nie mogła znaleźć Zboża, w zupełnie inny sposób niż kiedyś "nie mogła znaleźć" Bawełnianej przez całe księżyce - postanowiła wyjść na wieczorny spacer. Nie szła w żadnym konkretnym kierunku, zamierzając po prostu rozprostować nogi, ale gdy doszła do Łęgów stwierdziła, że potrzebuje trochę rozrywki. Stanęła w miejscu, próbując się zorientować, czy przypadkiem w okolicę nie zaplątał się jakiś piszczek.
//mg
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
To był taki całkiem ładny wieczór. Trochę zaczynało się robić mroźno, ale nie na tyle by długie futro Tojad było niewystarczające. Ale to był ładny wieczór, taki spokojny, taki cichy... Taki bez śladów piszczków. Okolica w której Tojad się zatrzymała nosiła rzecz jasne ślady życia, ale większość z tych śladów wskazywała, że to życie sobie poszło dalej. Jeśli Tojad chciała coś z tego znaleźć musiała ruszyć dalej.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Mógł sobie być ładny i cichy kiedy indziej. Na przykład jutro. Albo po prostu później. Nie teraz, kiedy Tojad w końcu zdecydowała się coś zrobić z wiedzą, jaką swego czasu obdarował ją Szafirek na jej własną prośbę. Wiecznie piach w oczy, kłody pod nogi... Zaklęła pod nosem, cicho, jak najciszej, żeby akurat nic jej potencjalnie nie usłyszało i ruszyła - również cicho - dalej, poświęcając odrobinę uwagi patrzeniu pod łapy, ale w dużej mierze skupiając się na szukaniu, no, czegokolwiek. Nie szła w żadnym mocno konkretnym kierunku, dochodząc do wniosku, że to niezbyt istotne. Czy naprawdę była jedyną żyjącą istotą w okolicy?
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Chwilę później to szukanie w końcu zaobfitowało wątłym zapachem wskazującym że tuż obok, niedaleko, coś się przemieszczało. Gdy Tojad podążyła tym tropem zapach stał się silniejszy i w końcu mogło do niej dotrzeć czego szuka - królika. Sekundę później wyłapała ruch w trawie i w końcu też dostrzegła swoją potencjalną zdobycz, gdy ta wcinała resztki wciąż zielonej trawy. Teraz pozostawało go złapać.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
No, i to było coś. Co prawda nie do końca taka mała, łatwa myszka, na jaką Tojad liczyła, ale na pewno nie zamierzała teraz wybrzydzać. Przystanęła w miejscu, gdy tylko zauważyła królika, żeby on nie zobaczył jej. Chyba jeszcze tego nie zrobił, skoro nie rzucił się do ucieczki, więc miała jakąś szansę. Obniżyła się powolutku na łapach, przyjmując pozycję łowiecką, a jednocześnie sprawdzając, czy aby na pewno jest ustawiona pyskiem w stronę, z której wiał wiatr. Ostatnie, czego chciała, to ganiania za tym uszatym zwierzem przez pół terenów. Wyrównała oddech, aby był jak najcichszy, i ruszyła w stronę ofiary, pamiętając, aby nie wleźć w jakieś dziadostwo, które mogłoby wydać głośniejszy dźwięk. Dopiero w momencie, w którym była absolutnie pewna, że uda jej się doskoczyć do królika - wybiła się z miejsca, celując pazurami w jego szyję. Miało być szybko.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE