Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Mrozik do dzisiaj pamięta, jak zgubił się w lesie, goniąc pięknego motylka. Pamięta strach, który mu towarzyszył. Dlatego zapamiętał, aby nigdy nie iść samotnie w nieznane mu miejsca, ponieważ może wpaść na niebezpieczeństwo zupełnie z własnej woli. Dlatego nie miał okazji odkryć tak pięknych miejsc, pełnych cudownych kwiatków. Wiewiórka była dla niego jak wybawienie, bo pokazywała mu rzeczy, których on nigdy by nie mógł zobaczyć przez swój strach poza obozem. Nie chciał dlatego pokazywać tego miejsca nikomu innemu, bo to ona mu to pokazała, to ona go tutaj zabrała, to ona podsunęła mu ten pomysł. On jedynie wspomniał, że chciałby z nią pozbierać kwiatki, ale nie mówił konkretnie gdzie. Miał na myśli raczej przejście się i wypatrywanie kwiatków, które napotkają na polankach czy gdzieś w lesie, ale ona wiedziała doskonale, gdzie powinni się udać. Chciałby tutaj zabrać Śliwkę czy mamę, ale jednak uznał, że najlepiej będzie, aby tylko ruda i Mrozik wiedzieli o tym miejscu. Ich sekretne miejsce, do którego możliwe, że będą często wracać, aby powspominać to, co kiedyś tak bardzo ich oboje zachwyciło. Jeśli chodziło o rodzeństwo, kocurek nie miał najlepszego kontaktu ze swoimi siostrami, jedynie ze Śliwką, ale ona była bardzo podobna do niego i go rozumiała. Nie wiedział, dlaczego tak bardzo unika się nawzajem z rodziną, ale najwidoczniej jego siostry nie lubią tego, że jest taką ciapą i jest taki aż zbyt delikatny jak na kocura. Ale on nie oceniał ich, nie chciał. I także nie chciał specjalnie się dla nich zmieniać.
- A to już będzie moja tajemnica - Zachichotał pod nosem. Nie ważne czy Wiewiórka była brudna czy też nie, on i tak bardzo chciał to zrobić i zobaczyć, jak kotka wydaje się być bardzo zaskoczona jego zachowaniem. Zawsze to robiła, gdy tylko łaciaty spróbował polizać ją w tą konkretną część ciała. Był to bardzo przyjemny gest. Zawsze lubił, jak ktoś bliski zachowywał się tak wobec niego. Zrozumiał, że nie robi się to byle komu, dlatego zawsze uważał z takim gestem, ale ruda była mu tak bliska, że mógł sobie na to pozwalać w każdej sytuacji, bo wiedział, że nawet jeśli wyda się bardzo zdziwiona, po chwili będzie bardzo szczęśliwa. Popatrzył się na nią, uśmiechając się szeroko, zupełnie jak mały kociak. Ale oni oboje mieli mnóstwo z kociaka, prawda?
Oczywiście dość na teraz tych trosk, bo trzeba przejść do kolejnego kwiatka! Wiewiórka na pewno nie mogła się doczekać aż Mrozik powie jej o kolejnym kwiatku, co naprawdę mu schlebiało, że jego najlepsza przyjaciółka dzieli jego zainteresowanie. Zaczął się rozglądać, aby znaleźć odpowiedni, a gdy go znalazł, wstał szybko i podskoczył do kwiatka, upadając na ziemię zupełnie jak wcześniej i wdychając jego zapach, odwracając się do rudej i robiąc maślane oczy, chcąc aby do niego jak najszybciej podeszła. Pomachał końcówką ogona zadowolony. Naprawdę, nigdy nie mógł nikomu się wygadać na ten temat.
- A to mak. Taki celwony kwiatek o baldzo dużych, ale delikatnych płatkach, dlatego można łatwo je polwać. Mają baldzo śmiesne nasiona, takie malutkie, jak zialna piasku. I te śmiesne plęciki, te calne, też są baldzo, ale to baldzo delikatne. Mają długie łodygi, plawda? - poinformował ją. Maki zawsze go zaskakiwały, może przez swój naprawdę intensywny kolor. Każdy kwiatek miał to coś w sobie, a to miał właśnie opisywany kwiat. Opowiadając jej to, pokazywał łapką na konkretne części, a po wszystkim popatrzył się znów na rudą, czekając na jej reakcję. Nie wiedział, jak wiele mogła z tego zapamiętać, ale chociaż go słuchała i chciała się czegoś dowiedzieć. Byłby dumny, gdyby chociaż połowę zapamiętała i przy kolejnym spotkaniu mogła o tym wspomnieć! Ucieszyłby się jak nigdy.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
O tak, mieli zdecydowanie dużo z kociaków. Aż za dużo, hah! Dlatego słysząc, że kocur nie chce jej powiedzieć czy ma brudny ten nos, czy nie, tylko jawnie sobie z niej kpi, uderzyła go delikatnie ogonem w bok, po czym wypchała policzki, wpatrując się w niego z oburzeniem. No ładnie. Skoro on jej nie chce powiedzieć, to ona się obraża, o! Co właściwie chwilę potem udowodniła obracając się do niego tyłem i zadzierając wysoko łeb, tylko na chwilę spoglądając w tył, za pomocą niemal maksymalnie odchylonego do tyłu łba, na ile mogła by się nie połamać, czy kocura jakkolwiek to przejęło, czy ma z niej jeszcze większą śmiechawę niż jeszcze chwilę temu. Oczywiście, ha, nie obraziła się tak na poważnie, bo właściwie nos bardzo łatwo było umyć, ale hej, jak było wcześniej wspomniane - obaj mają zdecydowanie za dużo z kociaków, i Wiewiórka teraz zachowywała się jak jeden z nich, którzy są oburzeni, bo właściwie tak i ten jeden tekst Mrozika zrujnował jej życie, światopogląd i plany na przyszłość, o.
Ale faktycznie dość szybko zapomniała o tym, żeby się obrazić tak na zawsze, tak żeby kocur musiał się jakkolwiek postarać, żeby mu wybaczyła, bowiem po chwili doskoczył do kolejnego kwiatka, tym razem nieco bardziej znanego Wiewiórce, bo nawet orientowała się w tym, jak się nazywa, ale niewątpliwie nie wiedziała o nim nic ponadto, więc po chwili doczłapała do Mrozika i czerwonego kwiatka by się nad nim pochylić i dokładnie mu przyjrzeć. Faktycznie bardzo ją to interesowało. Zawsze miała gdzieś w tle zakodowane, że kwiatki są śliczne i warte oglądania, czy przyozdobienia sobie nimi legowisko, ale nigdy nie wiedziała o nich chociaż w połowie tyle, ile wiedział o nich syn Kosowej Pieśni. Ona ograniczała się tylko do tego, że wiedziała że te są żółte, te niebieskie, a inne czerwone, ale większości albo nie znała nazw, albo nie wiedziała o nich takich rzeczy, że chociażby zmieniają się w dmuchawce, bo była przekonana, że dmuchawce takie już powstają, a nie zmieniają się z mleczy, czy że mogą pobrudzić nos na żółto! Albo że chabrowy pąk jest taki chropowaty! Ale jaki śmieszny w dotyku!
- Aha - przytaknęła wesoło, wpatrując się w długą łodygę, którą łapą wskazywał zielonooki. Sama nie wiedziała, ile z tych informacji przyswoi sobie na tyle, żeby od razu nimi dysponować, bo miała talent do zapominania wielu rzeczy i do dzisiaj nie wiedziała jak nazywa się większość wojowników, z którymi dzieliła legowisko, ale hej, to wcale nie tak, że musiała wszystko zapamiętać od razu, nie? Mrozik wiedział, kogo sobie bierze za ucznia, ha!
Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Cóż, Mrozik nie chciał, aby Wiewiórce było przykro, że nie chce jej wyjawić czy jej nos był brudny, czy niekoniecznie. Po prostu uznał, że taka niewiedza jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A jakby się pytała, dlaczego łaciaty ją liznął, skoro nie miała brudnego noska? Co on mógłby jej odpowiedzieć? Znowu zaczęłaby się rumienić i kocurek zacząłby się śmiać z tego, jak ona reaguje! Mieli zdecydowanie za dużo z kociaków, bo potrafili obrażać się przez tak błahe powody, ale zaraz później wracali z ciekawością do tematu, nie chcąc niczego przegapić, szczególnie, jeśli bardzo nas to interesowało. Łaciatek niezbyt zauważył, że jego przyjaciółka próbowała pokazać, że nie spodobało jej się, że zataił przed nią tę informację, ponieważ gdy zobaczył kolejnego kwiatka, całą swoją uwagę zwrócił jedynie jemu, chcąc rudej wojowniczce opowiedzieć jak najwięcej o nim. A jeśli chodziło o to, że Mrozik wiedział o kwiatkach takie szczegóły, na które nigdy by żaden kot nie wpadł to po prostu jest to kwestia długich księżyców obserwacji i zapamiętywania wielu rzeczy na temat jego ulubionych roślin. Dzięki niemu, wojowniczka mogła dowiedzieć się czegoś, czego zapewne by się nie dowiedziała w pojedynkę. A skoro sama lubi tak kwiatki jak on to powinna być zadowolona, że ma przy sobie kocurka, który z wielką chęcią o wszystkim jej powie! Co prawda nie wiedział, do czego może kotce przydać się informacja, że mak ma długą łodygę albo że mniszek zamienia się w dmuchawca, ale jak się coś lubi to nie trzeba koniecznie odnaleźć zastosowania! Przynajmniej może kogoś zaskoczyć taką wiedzą!
Popatrzył się na swoją przyjaciółkę, mając nadzieję, że cokolwiek zapamiętała z jego wywodu na temat maka, uśmiechając się do niej ciepło i wesoło. Naprawdę cieszyło go to, że go słuchała, że mu nie przerywała, że z ciekawością i ekscytacją czekała na kolejne opowieści na temat kwiatków. Jego zainteresowanie nie było aż tak ciekawe, patrząc na to, co robiły inne koty w obozie, jednak najwidoczniej nie mówi być takie wcale, wystarczy znać kota, który będzie podzielał z tobą to szczęście z lubienia czegoś i wszystko staje się lepsze. Wiewiórka była tą wyjątkową kotką, dzięki której łaciaty mógł być codziennie radosny. Wiedział, że w przyszłości będaą przychodzić tutaj bardzo często i nie mógł się tego doczekać. Każde spotkanie z nią było dla niego bardzo ważne.
- A to fiołek! Jak widzis, te kwiatuski losną baldzo blisko ziemi, ale zobac na ich płatki! Tak zawijają się do dołu i losną też do góly! Jest mało takich kwiatków, zwykle wsystkie mają takie na boki, a tu plose! Zwykle sa fioletowe, ale casem mają jaśniejse, a casem ciemniejse kololy, a casem mają takie białe ślodki! - powiedział głośniej, kierując łeb w stronę kolejnego kwiatka, którego zobaczył. Tego może było trudniej zobaczyć, ponieważ miał krótsze łodygi, więc wyższe kwiatki nieco go zakrywały, jednak czujne oko Mrozika zawsze zauważało tego typu rośliny. Każdą trzeba doceniać! Wziął głęboki oddech, aby przypomnieć sobie jego zapach. Tak dawno go nie widział! Tak bardzo tęsknił za swoimi kwiatkami, dlatego oczy mu błyszczały, gdy przypominał sobie o nich wszystkich. Cud, że przez okres zimy nie zapomniał o tych wszystkich kwiatkach! Machnął koniuszkiem ogona, zachęcając rudą do przyjrzenia się jego znalezisku.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Również nie wiedziała do czego jej są tak konkretne informacje, jak to, że choćby chaber jest chropowaty jak kora, ale hej, jeśli dzięki temu mogła teraz posiedzieć na tej łączce w towarzystwie kocura i posłuchać o tym, jak on z taką lekkością i zadowoleniem opowiada jej o kwiatkach, to mógł jej nawet naopowiadać o wiele więcej szczegółów, których ona nawet nigdy nie zapamięta i nie wyrecytuje ich nigdy, nawet choćby jej to kiedyś powtórzył, a ona i tak byłaby teraz szczęśliwa i wpatrzona w niego i jego wiedzę, którą mógł się pochwalić chyba tylko on sam na wszystkie cztery klany. No bo który inny kot wiedziałby choć w połowie tyle, ile on? Owszem, widziała wiele kotów, które znoszą sobie do legowisk jakieś kwiatki, kamyczki, czy inne ozdoby, ale który z nich potrafiłby ze stu procentową pewnością opowiedzieć cokolwiek o tym kwiatku oprócz, uznajmy, że jest niebieski? Który kot bez zająknięcia wymieniłby jego nazwę, cechy charakterystyczne, miejsce występowania, czy jakie są jego liście, jeśli akurat zerwałby łodygę bez nich? Który kot opowiadałby o tym z taką pasją w głosie i spojrzeniu, który kot byłby tak zafascynowany tym tematem, który kot zwyczajnie siedziałby teraz wśród tych wszystkich kwiatków rozglądając się z taką ciekawością i zauroczeniem w tych pięknych tworach tłumacząc drugiemu czym charakteryzują się takie kwiaty z tak olbrzymią dokładnością, że aż mogłaby rozboleć od tego głowa? Bo taka Wiewiórka, choćby, bardzo lubiła kwiatki. Nie chodziła co prawda ich zbierać, przynosić do swojego legowiska w Jałowcowym Gąszczu, nie wkładała ich sobie za uszko, jak to widziała u niektórych kotek, które tak robiły od czasu do czasu, ale przechadzając się po lesie lubiła się czasami zatrzymać, poobserwować, powąchać jakiegoś ładniej pachnącego kwiatka, a mimo to nawet nie interesowała się tym jak one właściwie się nazywają, jakie są tak naprawdę, czy ich pąki rosną w dół, czy w górę, czy mają chropowaty pąk czy nie, czy brudzą nosy czy nie, jakie mają nasionka i jakie wariacje kolorystyczne u nich występują. A Mrozik? Wiedział to wszystko dokładnie. To i nawet pewnie o wiele więcej! Dlatego Wiewiórce tak miło się tego słuchało i nawet jeśli przestała już zapamiętywać wszystkie szczegóły i zapytana o opis mlecza wydukałaby pewnie tylko "no, jest żółty i zmienia się w dmuchawca, a jak się go dotknie, to może pobrudzić", to mimo wszystko... Bawiła się świetnie!
Wtedy też czarno-biały wyraźnie ignorując jej focha, prychnęła cicho, choć z lekkim rozbawieniem i sama po chwili skupiła się na opisywanym przez kocura fiołku do którego się zbliżyła i wciągnęła jego zapach w nozdrza. Faktycznie był nieco schowany, ale nie przeszkadzało to różowemu noskowi Wiewiórki przedrzeć się do niego przez te wszystkie inne, wyższe kwiatki. Trochę się z nim utożsamiała, sama ginęła w ten sposób w tłumie kotów, więc, hah, już się jej spodobał. Następnie uniosła się delikatnie i spojrzała wesoło na przyjaciela.
- Jak myślisz, pasuje mi do futerka? - zagadnęła radośnie. Stwierdziła bowiem, że może choć na chwilę stać się z nim jednością i skorzysta z patentów, które miały inne kotki. Co prawda, jej futro nie było specjalnie długie i taki kwiatek pewnie zaraz by się zsunął zza jej ucha, ale czemu nie. Następnie, nie czekając na odpowiedź wyrwała delikatnie jeden kwiatuszek z zamiarem wsadzenia sobie go za ucho. Jednak, jakby nie patrzeć, nie była w stanie tego zrobić za pomocą pyszczka, a bała się nieco skrzywdzić biedne, fioletowe płatki, więc spojrzała błagalnie na Mrozika oczekując na jego pomoc.
Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Sam fakt, że to kocur posiadał taką wiedzę, a nie kotka był naprawdę imponujący. Tak naprawdę takim czymś Mrozik łamał stereotypy o kocurach. Nie każdy musiał walczyć i być mega odważnym, gotowym do oddania życia za swój klan. Nie każdy musiał budzić grozę i mieć silną sylwetkę, dzięki której był gotowy na rozlew krwi i długie godziny biegu. Nie każdy kocur taki był i on był doskonałym tego przykładem. Chciał pokazać, że każdy może być taki, jaki chce i nic nikomu do tego. Da się być szczęśliwym, da się mieć zupełnie gdzieś opinię innych kotów i da się z tym normalnie żyć. Posiadał ogromną, wyjątkową wiedzę na temat kwiatków i był z tego dumny, że najprawdopodobniej nie spotkałby drugiego tak samo doinformowanego kota na temat tych wspaniałych roślin. Poniekąd chciałby z kimś takim pogadać, kto zna się na rzeczy, ale jednak świadomość, że jest jedyny, jakoś bardziej mu się podobała, bo mógł zaskakiwać innych z każdym dniem oferując im nową dawkę ciekawostek. A kwiatów było tak dużo, że na pewno mógłby coś innego każdemu opowiedzieć.
Wtedy Wiewiórka postanowiła zerwać jednego kwiatka, na co Mrozik popatrzył się zaskoczony, starając się wyjaśnić, co dokładnie chciała zrobić, ale po chwili wszystko stało się jasne - chciała go po prostu przymierzyć, jak te kotki, które często chodziły po obozie z kwiatkami za uchem. Łaciaty zauważył, że ruda wojowniczka ma problemy z włożeniem sobie na głowę zerwanego kwiatka, a chciał, aby poczuła się szczęśliwa, bo na pewno bardzo jej na tym zależało. Dlatego czym prędzej zbliżył się do niej, delikatnie, aby nie uszkodzić kwiatuszka wziął go w zęby, a potem wysunął szyję, aby założyć go za ucho rudej wojowniczki. Ostrożnie, uważając, aby nie spadł, szukając odpowiedniego miejsca, aby kotka wyglądała z nim bardzo ładnie. W jakiś sposób czuł się podekscytowany, że kotka wpadła na taki pomysł. Sam zapewne by jej tego nie zaproponował, ponieważ raczej skupiłby się na opowiadaniu jej o kwiatkach, ale skoro chciała to czarno-biały uznał, że naprawdę chciałby to kiedyś zobaczyć, jak nosi kwiatka na głowie, a teraz miał ku temu okazję.
- Baldzo - wymruczał, robiąc krok w tył, aby przyjrzeć się swojej przyjaciółce w całej okazałości, patrząc, jak fioletowy kwiatek idealnie pasuje do jej rudego futerka. Uśmiechnął się do niej, a potem klapnął zadem - może z wrażenia, a może po prostu go nogi rozbolały - patrząc się na nią intensywnie z niezwykłym błyskiem w zielonych oczach. Widział, jak czasem jego siostra chodziła po obozie z takim kwiatkiem za uchem i wyglądała naprawdę ładnie. Sam nie czuł potrzeby tak chodzić, nie dlatego, że koty mogłyby się śmiać z tego, że kocur robi takie rzeczy, a po prostu dlatego, że wolał w nich spać niż się w nie ubierać. Jednak kotce to bardzo pasowało i wyglądała naprawdę ładnie. Serduszko mocniej zabiło kocurkowi. Chciał, aby Wiewiórka już na zawsze była taką ciepłą i fantastyczną kotką, która będzie przychodziła z nim w takie miejsca, aby razem mogli sobie podziwiać kwiatki. Nie wyobrażał sobie swojego życia bez niej. Wątpił, że jego szczęśliwy, niewinny świat mógłby być taki sam, gdyby nie było w nim rudej wojowniczki. - Wyglądas jak plawdziwy kwiatek.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Na szczęście Mrozik pospieszył jej z pomocą i przejął od niej fiołka, którego chwilę potem ostrożnie wsadził jej za uszko. Wiewiórka czekała bez ruchu, tylko zerkając kątem oka na jego poczynania, coby za mocno nie ruszyć łbem i nie przeszkodzić w tym akcie, nie sprawić, by biedna roślinka dosłownie uderzenie serca po tym, jak znalazła jakiekolwiek zaczepienie w jej futrze miała od razu opaść na ziemię. Jak już uznała, że chce mieć fiołka za uchem, to chciała go mieć trochę dłużej, a nie tylko chwilę, bo zacznie jak szalona machać głową na prawo i lewo, o! Często widziała kotki, które chodziły z takim kwiatuszkiem, albo inną ozdobą, ot choćby piórkiem, ale sama raczej nie widziała siebie w takich rzeczach. Wolała kwiatki podziwiać, niż je zrywać i męczyć się z tym coby je sobie wsadzić w sierść, szczególnie że jej sierść imponująca nie była, albowiem nie grzeszyła ona długością, ba, należała do tych krótkowłosych szczęśliwców, którym ciężko cokolwiek zaplątywało się w sierść, więc wątpiła, by taki kwiatek utrzymał się tam szczególnie długo, szczególnie że miała tendencję do trzepania łbem na boki. Teraz więc, gdy już czarno-biały uporał się z wsunięciem krótkiej łodygi w jej futerko, zdecydowanie zamarła, łypiąc tylko kątem oka i starając się dopatrzyć roślinkę.
Uśmiechnęła się ciepło do kocura, czując delikatny gorąc na policzkach, gdy pochwalił ten widok. Jaka szkoda że sama nie mogła się zobaczyć, bo nie widziała kątem oka fiołka, a zresztą, nawet widząc go kątem oka nie widziała jak konkretnie wygląda! A w pobliżu nie było żadnej kałuży w której mogłaby się przejrzeć, więc cóż, może w drodze powrotnej do obozu, o ile do tego czasu roślinka się nie zsunie, samej będzie dane jej to zobaczyć? Nerwowo pogłaskała ziemię łapą, rozglądając się niewinnie, starając się jak najmniej ruszać głową, po czym zawiesiła wzrok na kocurze przed nią uśmiechając się wesoło i tylko siłą woli nie przekrzywiła zaczepnie łebka nieco w bok.
- A może ty też chcesz jednego, co? - zażartowała zaczepnie, uśmiechając się szeroko i przy okazji ukazując wszystkie swoje ząbki.
Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Szkoda, że ruda nie mogła zobaczyć, jak fiolet kwiatka idealnie pasował do jej sierści. Gdyby była tutaj kałuża, zapewne mogłaby się przejrzeć, ale otaczała ich tylko polanka z kwiatkami, a zapewne gdyby kotka chciała się ruszyć, kwiatek by spadł, a na pewno zależało jej na tym, żeby utrzymał się na miejscu, co łaciaty zrozumiał po tym, jak przestała się ruszać, gdy położył jej kwiatka na głowie, ustawiając go w tak dobrym miejscu, że żal byłoby go teraz zrzucać.
- Ja? Z kwiatkiem na głowie? Myślę, że nie będę wyglądał tak ładnie jak ty! - Zachichotał, zamykając na chwilę oczka. Zdecydowanie jego sierść była na tyle puchata i gęsta, że kwiatek mógłby przyczepić się tam na zawsze, a tego starał się uniknąć. Nie lubił zbytnio brudu na swojej sierści i musiał często odczepiać wszelakie liście czy gałązki, które postanowiły na nim zostać. Kiedy się nudził, dawało mu to zajęcie, ale nie mógł powiedzieć, że to w jakimś stopniu lubił. Ot, robił to dla własnej wygody i preferencji, jednak jeśli nie czułby się aż tak źle z tym, że coś się do niego przyczepiło, zapewne nie czyściłby tego. Nie wiedział więc, jak czuły się koty z tak krótkim futerkiem jak Wiewiórka. Zapewne musiała krócej się czyścić i wszystko ciężej się przyczepiało, ale na pewno w zimę musiało być jej zimno. Jednak z drugiej strony, teraz łaciaty umierał z gorąca, a ruda wojowniczka mogła się czuć ochłodą w tak gorące dni. Jednak poniekąd cieszył się, że kiedy wyjdzie z nią na jakiś spacer, aby pochlapać się wodą, będzie mógł wykorzystać to, że jest mu bardzo gorąco i przekonać kotkę, aby została z nim dłużej. Czuł się dobrze w jej obecności, szczególnie na osobności. Żadne koty nie przeszkadzały w ich konwersacji czy nie przysłuchiwały się. Mogli rozmawiać o czym chcieli, mogli topić się w kwiatkach i śmiać się jak małe kociaki. I nikt, ale to nikt nie mógł o tym wiedzieć, co go bardzo cieszyło. Nie żeby się wstydził, ale jakoś na sercu było mu lepiej, kiedy ruda wojowniczka poświęcała mu sto procent uwagi, nie przejmując się terminatorami czy smutkami.
Popatrzył się na rudą, machając koniuszkiem ogona zadowolony. Wyglądała naprawdę ładnie i miał nadzieję, że będzie chodziła tak częściej - on na pewno za każdym razem pomoże jej położyć takiego kwiatka na jej głowie, w końcu od czego są przyjaciele, prawda? Był gotów pomóc jej w każdej sytuacji. Serce biło mu mocno w piersi, a jego policzki zrobiły się cieplejsze, ale kompletnie się tym nie przejął tylko delektował się uśmiechem swojej przyjaciółki, ciesząc się, że tak bardzo jej się podoba to, że może mieć kwiatka na głowie.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Delikatnie, prawie niezauważalnie przekrzywiła głowę, uważając by nie zrzucić z siebie kwiatka, po czym uniosła delikatnie brwi na jego słowa. Oczywiście, że było jej miło, i gdyby była człowiekiem to teraz intensywnie by się zarumieniła, bo komplementy nadal działały na nią nieco onieśmielająco, ale teraz w jej głowie kiełkował już inny pomysł. Co prawda, do wykonania go musiałaby pewnie poświęcić fiołka, który ledwo trzymał się w jej sierści, ale hej, zawsze można go potem poprawić, nie? Miała bowiem dzisiaj iście figlarski humor, więc nie mogła sobie odmówić i tego. Oj, dzisiaj Mrozik będzie miał z nią ciężki dzień; najpierw dzika pogoń przez rzeczne tereny a teraz...
Schyliła się by zanurzyć pysk w morzu kwiatów, tak nagle, że fiołek na jej głowie gwałtownie poderwał się do góry i wylądował dosłownie na jego czubku, a gdy wynurzyła pysk z roślinek w pysku trzymała chabra. Jak miło, że znalazł się jeden w pobliżu. Będzie szczególnie pasował, skoro kocur tak się nim zachwycał, no i jego siostra miała tak niegdyś na imię, nim nie zostało ono zmienione przez przywódczynię. A następnie wychyliła się do przodu, wspinając na tylne łapy, żeby wsadzić długą łodygę w przydługą sierść kocura, zaraz za uchem. Następnie odsunęła się obserwując uważnie swoje dzieło z szerokim uśmiechem na pyszczku.
- No - mruknęła z zadowoleniem, poruszając zabawnie ogonem na boki. - Teraz wyglądasz cudownie, nie odpędzisz się od kotek - dodała z rozbawieniem, choć gdy tylko to zdanie wyszło z jej pyszczka, to poczuła delikatne ukłucie w sercu, przez co dosłownie na uderzenie serca z jej oczu zniknął ten błysk zadowolenia, który widoczny był cały czas wcześniej, ale po chwili pojawił się ponownie.
A następnie strzepnęła delikatnie łbem, coby mały kwiatek spadł z jej głowy całkowicie, bowiem wiedziała, że nie utrzymał się on w miejscu, w którym powinien, a radośnie spoczął na czubku jej głowy, by potem nieco sturlać się na szyję, podczas jej niecnej intrygi. No cóż, będzie go trzeba potem poprawić, czy coś.
Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Mrozik spodziewałby się wszystkiego, tylko nie tego. Komplementował swoją przyjaciółkę, bo z kwiatkiem wyglądała naprawdę ładnie i nie miał co tego ukrywać, bo łaciaty często mówił rzeczy prosto z serca i nie myślał nad tym czy powinien akurat to mówić. Pomógł jej nałożyć kwiatka, ponieważ wiedział, jakie było to dla niej ważne. Tłumaczył jej o kwiatkach, ponieważ naprawdę tego chciała i cieszyła się tym tak bardzo mocno jak on, jednak nie spodziewał się tego, że mimo iż powiedział jej, że nie będzie mu ładnie z kwiatkiem na głowie, który przyczepi się do niego tak, że trudno będzie go potem zdjąć, ona postanowi mimo wszystko go włożyć, sprawiając, że jej fiołek nieco się przekrzywił. Mrozik zamrugał kilka razy nie ruszając się starając się zrozumieć, co dokładnie się stało i jaki cel w tym miała ruda wojowniczka. A potem wybuchł śmiechem, zamykając na chwilę oczka. Przecież nie mógł być zły. Kocurek nigdy się nie denerwował, a na pewno nigdy by się nie zdenerwował na swoją przyjaciółkę. Zrobiła co chciała i on nie chciał jej winić. Może naprawdę jej na tym zależało? I akurat wybrała jednego z kwiatków, które najbardziej mu się podobały. Lecz kiedy usłyszał komentarz o kotkach, popatrzył się poważnie na kotkę, na chwilę pozbywając się radosnego uśmiechu, starając się zrozumieć, dlaczego to powiedziała. Zauważył, że zareagowała w podobny sposób.
- K-kotek? Ale... ale ja nie chcę by mnie otacały! - Troszeczkę go zamurowało, ale potrząsnął głową i pomyślał nieco o tym. Nigdy nie myślał, żeby kotki mogłyby go kiedykolwiek otaczać. Raczej leciały na kocury, które były silne i odważne, a nie na zwykłego matka. Dodatkowo, kocurek kompletnie nie rozumiał miłości, dlatego to był dla niego naprawdę trudny i skomplikowany temat, którego nikt mu nie wytłumaczył, a on sam nie potrafił na to wpaść. Nie czuł potrzeby podobania się komukolwiek, bo najważniejsze, aby czuł się dobrze sam ze sobą. I jego praca z kociakami tak bardzo zabierała mu czas, że nawet nie miał kiedy o tym wszystkim myśleć. A poza tym, on nie mógłby tego zrobić Wiewiórce. Wolał jej towarzystwo bardziej niż wszystkich innych kotek i kotów razem wziętych. Wiedział, że mogłoby być jej smutno, gdyby tak nagle wymieniłby ją na kogoś innego. Popatrzył się gdzieś w dół. Przecież on nie chciał nikogo ranić! Ale kotka na pewno nie chciała czegoś takiego powiedzieć i sama zauważyła swój błąd. On żadnej innej kotki nie chce, bo te inne kotki mogą nie zrozumieć tego, kim był i nawet się z niego śmiać.
Zapominając o temacie, zanurkował również wśród kwiatków, aby odnaleźć takiego samego chabra, którego ona położyła mu na głowie, a potem podszedł do koteczki, położył go na chwilę na ziemi, wziął w zęby fiołka i poprawił go, ponieważ zmienił swoje położenie i nie wyglądał tak dobrze jak wcześniej, a gdy już to zrobił, wziął chabra i położył obok fiołka. Coś mu mówiło w środku, że chciałby to naprawdę zrobić, bo w kwiatkach było jej najładniej na świecie, a teraz przynajmniej będą mieć tego samego kwiatka na głowie. A jeśli chodziło o niego, miał tak gęste futerko, że nawet jego gwałtowne ruchy nie zrzuciły z głowy jego roślinki. Nie odsuwając się popatrzył się na głowę rudej, uśmiechając się szeroko, a potem popatrzył się jej na pyszczek, dumny z siebie.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka zawsze miała problemy z komplementami, nie ważne z kogo pyska one wyleciały. Nieco ją onieśmielały i zawstydzały, bo sama nie uważała, żeby było w niej coś, co byłoby w ogóle godne skomplementowania, no i nigdy nie wiedziała co odpowiedzieć na takie słowa. "Ty też"? Więc po prostu było jej trochę głupio i... Zwyczajnie odwracała wzrok i zmieniała temat na jakiś zupełnie inny, neutralny, chyba że w jej głowie akurat było pusto jeśli chodzi o jakiś godny temat, na który można by było porozmawiać, bo miała z tym lekkie problemy czasami - nie była zbyt rozmowna i jeśli ktoś nie ciągnął rozmowy, a ona mogła się ograniczyć do opowiadania krótkimi zdaniami bądź zadawaniem pytań na interesujący ją temat to... Zazwyczaj nie potrafiła wymyślić tematu, który można by rozwinąć - oprócz "ładna dziś pogoda, nie", albo "jak tam treningi" ułożone zależnie od tego czy miała do czynienia z terminatorem czy z wojownikiem, czy z kim właściwie.
A, że miała dobry humor, dość figlarny dzisiaj, to właśnie zdecydowała się na "podokuczanie" nieco kocurowi, zresztą, co on ma być gorszy i nie mieć żadnego kwiatka za uchem? A dlaczego? Co prawda faktycznie przypłaciła to swoim kwiatkiem, ale hej, zaraz można było go poprawić, prawda? Sama delikatnie się uśmiechnęła, gdy zaczął się śmiać, choć nie już tak szeroko jak jeszcze chwilę temu, dodatkowo cofając nieco uszka, szczególnie gdy kocur wbił w nią zdziwione spojrzenie, by po chwili się odezwać. Jego słowa nieco ją pocieszyły, mimo to. Sama nie do końca ogarniała o co chodzi w romantycznym zainteresowaniu się między kotami. Raczej nie patrzyła na koty w takim stylu, ba, nie była w stanie poczuć do nikogo niczego gdy nie była z nim dostatecznie blisko. Mimo tego iż mama powiedziała jej kiedyś, że mogłaby już mieć kocięta, to Wiewiórkę na samą myśl o tym przeszedł dreszcz - to by znaczyło że... Powinna mieć partnera, nie? A... Naprawdę nie znała kocura do którego poczułaby coś więcej. I nawet, gdy na widok Mrozika niezmiernie zaczynała się cieszyć i czasami w jego towarzystwie robiło jej się niezwykle gorąco to... Nie wzięłaby to za znak ani przez chwilę, bo była głupia.
Zamilkła więc, delikatnie przygryzając swoją wargę, zerkając niepewnie na Mrozika, który, nagle, ni z tego, ni z owego, zanurkował ponownie w kwiatach. Wiewiórce nadal było głupio, więc ograniczyła się do mocniejszego ściśnięcia przednich łap ogonem i przestąpienie z łapki na łapkę i po prostu obserwowała czarno-białego pytającym spojrzeniem. I nawet nie zdążyła zareagować, gdy ten zarzucił jej na głowę najpierw fiołkiem a potem chabrem. Zamrugała z zaskoczeniem dopiero po chwili ogarniając co miało miejsce, po czym rzuciła szybkie spojrzenie czarno-białemu i... Zaczęła się zwyczajnie śmiać. By rozładować to całe napięcie, które czuła jeszcze przed chwilą i przy okazji zareagować na to co kocur zrobił.
Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Mrozik zwykle nie otrzymywał komplementów. Jeśli już to nie przejmował się nimi, zwyczajnie się uśmiechał i było mu miło, że jakiś kot tak uważał, ale zazwyczaj mówiły mu to kocięta, które wręcz uwielbiały jego delikatność, cierpliwość i wielkie serce czy bliskie mu koty, więc zapewne przyzwyczaił się do tego wszystkiego. Nie potrzebował ich również dostawać, ponieważ tak czy siak był dumny ze swojej pracy i chciał ją kontynuować. Czasem potrzebował jedynie potwierdzenia, że tak, to co robi jest dobre i nie może tego kończyć, bo jakieś koty mogą się z tego śmiać. Robiło mu się ciepło na sercu, ale nie w sposób, jak Wiewiórce, on nie chciał zmieniać tematu, zazwyczaj sam po chwili mówił jakiś komplement, uśmiechał się szczerze i wyglądał na niesamowicie zadowolonego. Nie było to dla niego coś niekomfortowego, dlatego uważał, że wszystkie koty reagują tak samo, jednak widoczniej mylił się, bo ruda wojowniczka niemal się spaliła z zawstydzenia.
Łaciaty tym bardziej nie rozumiał, o co chodziło w tych całych związkach. Owszem, widział zakochane koty, widział rodziców, bawiących się z kociętami, ale nie rozumiał, czym dokładnie jest miłość i jak ją opisać, jak zrozumieć, że się kogoś kocha. Nikt nigdy mu tego nie wytłumaczył, a niewinny móżdżek czarno-białego nie był w stanie tego pojąć. Gdy zapytał mamę o to, jak dokładnie robi się kociaki, nie odpowiedziała mu, jakby to był największy skandal wśród kotów, dlatego nawet tego nie wiedział. Gdy ktoś mu mówił, że koty się kochają lub muszą się kochać, aby coś się stało, uważał, że to nie była satysfakcjonująca odpowiedź, bo on nie wiedział, kiedy to się dzieje, kiedy koty się kochają, nie wiedział czy kiedykolwiek kogoś kochał czy nie, nie rozumiał tej emocji po prostu. Przy różnych kotach czuł przeróżne emocje, ale odgadnięcie, która z nich to miłość? Przecież to niemożliwe! Skąd miał wiedzieć co oznacza to ciepłe uczucie, które czuł w środku podczas każdego spotkania z rudą wojowniczką? Chciałby kiedyś kogoś o to zapytać, ale nie wiedział czy ten ktoś go nie wyśmieje. W końcu jest dorosłym kotem, który teoretycznie powinien już takie rzeczy wiedzieć i znać, jednak skoro jemu nikt tego nie wytłumaczył, nie był tego świadomy. Sam również wychowywał się bez widywania jakiejś większej miłości pomiędzy matką, a ojcem, dlatego nie mógł ich obserwować.
Widząc, że Wiewiórka się śmieje, sam wybuchnął jeszcze większym śmiechem. Skoro chciała rozładować atmosferę to proszę bardzo, łaciaty od razu to kupił i przyłączył się do niej. Czuł potrzebę wrzucenia jej tego drugiego kwiatka na głowę, aby byli w czymś jeszcze bardziej podobni - mieli wiele cech wspólnych, ale teraz oboje mieli na głowie chabra. Kocurek, niezwykle zadowolony z tego, co zrobił, zapominając kompletnie o wcześniejszym temacie, zaczął się głupkowato uśmiechać szczerym uśmiechem, patrząc się na pyszczek wojowniczki, machając wesoło koniuszkiem ogonka. Skoro nie chcieli się odzywać to niech po prostu razem się pośmieją, a co im zależy!
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka za to nie dostawała komplementów specjalnie często, no i nawet nie wierzyła, że powinna jakiekolwiek dostawać. Była wszak najzwyklejszą na świecie wojowniczką, która absolutnie nie wyróżniała się w tłumie, miała futerko jak każde inne, a wśród jej rodzeństwa szczególnie nie było ono jakieś wybitne, bowiem taki Kałuża, Wrzos, czy Jarzębina, mieli takie samo - tylko ta ostatnia nieco dłuższe. Ba, uważała się za nieco pokraczną - nie uważała się za ładną, zdolną, no, po prostu za kota, którego można by za cokolwiek chwalić, szczególnie że ostatnimi czasy nie pokazała się z tej najlepszej strony, z której mogła się pokazać, no nie? Ba, pokazała się z najgorszej, kiedy to na ceremonii omal nie zapadła się pod siebie, ledwo zdołała coś z siebie wykrztusić, a jeszcze został jej odebrany terminator. Żyć nie umierać. Więc... Cóż, może nie było to dla niej specjalnie niekomfortowe, że ktoś ją chwalił ale niecodzienne i, według niej, niezasłużone.
Och, ona też wiedziała tylko tyle, że koty muszą się kochać. Ale co to właściwie znaczyło bo... Ona wiedziała oczywiście, czym jest miłość do rodziny. Do rodzeństwa, do rodziców, do ciotek, ale nie rozumiała pojęcia miłości romantycznej. To, co zawsze odczuwała w towarzystwie kocura odczuwała po prostu jako silną przyjaźń, nic innego. Mogła się faktycznie o to kogoś zapytać, ale... Nie miała nigdy okazji? Nie uważała tego tematu za komfortowy, szczerze mówiąc, ba, rozmawiając kiedyś z mamą o kociętach o mało nie umarła, gdy zakrztusiła się jedzeniem. Było to dla niej dość zawstydzające, w zasadzie nawet nie wiedziała czemu. Za to rozmowa o tym z rodzeństwem...? Uch, brzmiało jeszcze bardziej zawstydzająco. A... Innych przyjaciół już nie miała, żeby o tym z nimi porozmawiać, huh. Kiedyś rozmawiała o zauroczeniu z Szkarłatką, ale... Wtedy to ona doradzała przyjaciółce. Znaczy, starała się, bo przez chwilę myślała, że to, o czym ona mówi to CHOROBA. Wow. Ale dobrze, może kiedyś uda jej się samej domyślić, może przypomni sobie tę rozmowę, kto wie, kto wie.
W końcu przestała się śmiać i radośnie poruszyła ogonkiem, uśmiechając się szeroko, wręcz wyszczerzając swoje ząbki. Takie wspólne pośmianie się naprawdę dodawało energii i gdyby nie to, że miała na głowie DWA kwiatki, to pewnie radośnie zaczęłaby skakać wśród całej reszty łąkowych kwiatków. Niestety, aktualnie musiała nieco bardziej uważać i ograniczać ruchy łbem, bowiem, cóż, nie chciała drugi raz stracić fiołka, a przy okazji, tym razem również chabra, którego włożył jej na głowę Mrozik. O nie, tym razem tego nie zrobi, nawet pot pretekstem zabawy.
- Too... Co powiesz na to, żeby pozbierać trochę kwiatków do twojej norki? - zaproponowała wesoło. Oczywiście, będzie to robiła ostrożnie! - Bo myślę, że niedługo będzie trzeba wracać, pewnie kociaki zaczną się budzić czy coś - zażartowała, choć była to w całości prawda. Trochę zajęło dojście tutaj, chwilę już tu siedzieli no i niedługo będzie trzeba wracać, niestety. Mimo wszystko nie byli już terminatorami, tylko ona wojownikiem a on matkiem i mieli trochę obowiązków, ale hej, będą mieli jeszcze wiele księżyców przed sobą, żeby tu przyjść i posiedzieć, tudzież poskakać wśród płatków, nie?
Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Łaciaty naprawdę nie chciał wracać, jednak wiedział, że kociaki i obowiązki na niego czekały. Nie chciałby, aby któryś z jego podopiecznych czuł się zaniedbany przez to, że tak długo był nieobecny. Chciałby tam wrócić i upewnić się, że wszystko jest w porządku, pobawić się z nimi, a później jeszcze może wysłuchać jakiś kocięcych zażaleń czy opowiedzieć jakąś fascynującą historię jednemu z nich. Brzmiało kusząco, bo kociaki zawsze niezmiernie cieszyły się z tego wszystkiego, co im opowiadał. Jednak bardzo dobrze się tutaj czuł ze swoją przyjaciółką. Nie chciał tak szybko opuszczać tego miejsca, które tak bardzo mu się spodobało, ale niedługo przecież wyruszą na kolejne spotkanie i na pewno będą znowu się tak świetnie bawić! Przecież zawsze w ciągu dnia jest jakaś chwila na wzięcie oddechu. A może któregoś dnia Mrozik przełamie swój strach, właśnie dzięki takim wypadom poza obóz? Kto wie, kto wie. To było zabawne, jak bardzo oni mieli odmienne obowiązki, a wciąż udawało im się znaleźć czas dla siebie. Ona uczyła terminatorów, polowała i chodziła na patrole, a on w tym czasie bawił się z najmłodszymi i przeszukiwał Chruśniaka czy nie ma tam żadnych dziur, przez które kociaki mogłyby zrobić sobie krzywdę.
- Tak baldzo chcę już pójść w nich spać! - powiedział to z ogromnym uśmiechem, wpatrując się w przyjaciółkę. Oczywiście cieszył się, że go tutaj zabrała i mógł jej poopowiadać o kwiatkach, jednak bardzo też chciał pozrywać niektóre z nich, aby nazbierać do swojej norki. Mógł tam znaleźć ukojenie i spokój, wdychając przed snem delikatny zapach swoich ulubionych roślinek. Podczas pory nagich liści nie miał okazji, aby to zrobić. Spał w swojej norce samotnie, czując zimno i dyskomfort, jednak cierpliwie czekał na zmianę pory, aby znowu wrócić do swojego ulubionego klimatu. Odskoczył od Wiewiórki wesołym ruchem, spoglądając na kwiatki dookoła, zastanawiając się którego najpierw wziąć. Było ich tak dużo, że już naprawdę nie wiedział co powinien wziąć na sam początek!
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórce również nie spieszyło się do powrotu, jednak, no cóż, nie mogli sobie pozwolić na specjalnie długie wyjście, szczególnie że aktualnie kociarnia pękała w szwach i było tam sporo kociaków, bowiem aż trzy mioty! Co prawda, jeden z nich nie był specjalnie duży, ale dwa pozostałe nadrabiały straty, więc dla takiego Mrozika było to pewnie dużo obowiązków i w ogóle. Ona sama w sumie miała dzisiaj zaplanowany tylko patrol, ale to dopiero po górowaniu słońca, a i musiała potem w międzyczasie gdzieś zapolować, jednak żadnego treningu nie miała. Czy to dobrze czy źle, to już kwestia sporna, ruda nadal nie mogła się zdecydować, ale nie mogła narzekać na brak obowiązków, bo trochę ich na siebie ściągnęła, by nie myśleć o tym, że ma na głowie tylko jednego terminatora, który średnio właściwie przychodzi na treningi, no cóż.
Mimo wszystko, niedługo znów mogli sobie zaplanować taki wypad, potem następny i następny, przecież to że mieli swoje obowiązki nie znaczyły, że nie mogli od czasu do czasu wyjść z obozu, przejść się, pozbierać kwiatki i w ogóle, prawda? Może nie mogli wychodzić na większość dnia, bo jednak mieli swoje obowiązki, ale nikt nie zabraniał im, przykładowo, wyjść z rana aż do momentu, gdy słońce będzie się zbliżać do swojego najwyższego punktu na niebie, prawda? Kociaki często długo spały, a przynajmniej tak myślała pręgowana, no a największą aktywność chyba miały w ciągu dnia? No, cóż, nie znała się na kociakach, więc mogła tylko mieć nadzieję, że jakoś tak to działa, i że nie wyrwała właśnie Mrozika z Chruśniaka gdy panował w nim największy zgiełk. Owszem, były tam też inne matki, ale domyślała się, że w obliczu biegających dookoła kociaków każda para łap się przyda.
- No to musimy się pospieszyć, żeby zebrać ich jak najwięcej i żebyś po powrocie do obozu mógł iść już spać - miauknęła żartobliwie, poruszając delikatnie ogonem i wąsikami z rozbawieniem. Tak, gdyby jeszcze mógł tak po prostu iść się przespać, gdy pół ranka spędził poza obozem, a matki pewnie wyrywały już sobie sierść na bokach od kociąt, które nie dawały się absolutnie ogarnąć, ha.
Następnie pochyliła się delikatnie nad kwiatkami, żeby pozrywać co ładniejsze sztuki, coby norka Mrozika prezentowała się fantastycznie, gdy już skończą je zrywać i ją ozdabiać, o. Co prawda, nie wiedziała jakie konkretnie ma zbierać i które najbardziej podobały się kocurkowi, ale skupiła się na zbieraniu choćby chabrów i fiołków, bo te właśnie oboje mieli na głowach. - Chcesz jakieś, hm, specyficzne? - spytała jednak po chwili dla pewności, bo przykładowo nie zerwała jeszcze ani jednego mlecza, a kto wie, może czarno-biały właśnie na nie liczył?
Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Gdyby Mrozikowi tak bardzo nie zależało na pracy matka, zapewne mógłby sobie odpuścić, ale Czerwona Gwiazda wiedziała, co robi. Wybrała na tę profesję kota, który jako ostatni zapewne by odpuścił. Zawsze wszystko chciał zrobić tak dobrze, aby inni byli z niego bardzo dumni. Nie chciał nikogo zawieść i chciał wszystkich uszczęśliwić swoją bezproblemową pracą. Szczególnie, że robił to co kochał i nie musiał się obawiać, że zaraz mu wyskoczy jakiś lis czy borsuk, których tak bardzo się obawiał, gdy był terminatorem i wojownikiem. Teraz jedynym jego zmartwieniem było to, że jakiś kociak może wejść w złe miejsce i zrobić sobie krzywdę albo dwa kociaki próbują się pobić. Jednak kocur miał tyle cierpliwości i miał tak bystre oko, że do tego czasu skutecznie unikał takich sytuacji i wszystkie kociaki dotychczas były bezpieczne. Dlatego musiał wracać, aby się nimi opiekować. Kociaki zwykle lubiły spędzać z nim czas i przybiegały do niego, chcąc o czymś porozmawiać, pobawić się czy po prostu żeby poopowiadał im jakieś historie. Nie przeszkadzało mu to, cieszyło go to bardzo. Dlatego wiedział, że tak czy siak kiedyś będą musieli obydwoje wrócić do swoich obowiązków i zwykłego, klanowego życia.
Łaciaty bardzo chciał spędzić z nią jak najwięcej swojego wolnego czasu. Jako wojowniczka, na pewno znała wiele miejsc, o których kocurek nawet nie śnił. Wychodziła w końcu na patrole czy polowania, więc zapewne będzie mogła mu coś pokazać. Coś, co będzie go tak bardzo cieszyło, jak to obecne spotkanie! Mieli swoje obowiązki, ale w pewnym momencie nie mieli ich wcale, bo wojowniczka skończyła trenować terminatorów i polować, a czarno-biały upewnił się, że wszystkie kociaki albo śpią, albo są pod bacznym okiem kotek czy jakiś innych kotów, które czasem wpadały do Chruśniaka, aby pobawić się z najmłodszymi. Cieszył się z tego bardzo mocno, bo każda chwila z rudą wojowniczką była bardzo cenna, a ich przyjaźń sprawiała mu radość, która nawet jest jeszcze większa niż z kociakami.
- Nie. Po plostu zbielaj któle zobacys - odpowiedział kocurek, zerkając na wojowniczkę. Nie zależało mu na żadnym konkretnym kwiatku, po prostu uwielbiał je mieć w swojej norce. Nie ważne jakie, z każdych się cieszył, bo jak wiadomo, czarno-biały nie uznawał żadnego kwiatka lepszego czy gorszego. Kochał je wszystkie. Poczuł ciepło na sercu, gdy zobaczył z jaką wielką ochotą Wiewiórka zbiera kwiatki, aby napełnić jego norkę. To było takie cudowne uczucie, że twoja najlepsza przyjaciółka nie ocenia cię, a sama wychodzi z inicjatywą pozbierania czegoś, co sprawia ci taką przyjemność. Potem łaciaty rozejrzał się i zaczął zrywać kwiatki, które zobaczył, bardzo delikatnie gryząc je niemal przy samym dole, aby łodyga była jak najdłuższa. Czy to fiołki, czy to chabry, czy to mlecze - zrywał wszystko, a potem odkładał na kupkę obok, aby łatwiej było mu zbierać kolejne.