Obserwowałam ją, gdy dotykała tego znaleziska. Fakt, nie wyglądało groźnie, chyba nie powinno stać się nic złego, prawda? Ale… dlaczego ona to polizała?! Od razu podskoczyłam bliżej siostry, gdy zdałam sobie sprawę z tego, co zrobiła. Patrzyłam na nią przez kilka uderzeń serca, które teraz ciągnęły się jak czas między wschodem a zachodem słońca! Niemniej… nic się nie stało. Perkoz nie przewróciła się, nic się jej nie stało. Otarłam się swoim policzkiem o ten jej wzdychając z ulgą.
– Jak to smakowało? – zapytałam. Sama bałam się spróbować, ale byłam ciekawa. – Powinnyśmy to gdzieś zakopać – dodałam po chwili. Takich śmieci było pewnie więcej, dobrze byłoby zebrać je w jedną kupkę. Od razu zaczęłam się rozglądać za większą ilością skarbów.
Perkoz, choć nie można nazwać jej masywną, jest to kotka wyraźnie większa od większości swoich rówieśników. Jej długie łapy i proporcjonalne ciało nadają jej lekkości i wdzięku. Porusza się cicho, z pewną ostrożnością, jakby bała się nadepnąć na zbyt głośny liść. Jej sierść jest krótka, gładka i przylegająca, przez co dobrze widać jej smukłą sylwetkę.
Ma klasyczne umaszczenie typu colourpoint oraz krótkie futerko. Jej jasnokremowy tułów wyraźnie kontrastuje z ciemniejszymi końcówkami łap, ogona, uszu oraz pyska, które mają chłodny, niebieskoszary odcień. Brak u niej pręgowania czy białych znaczeń, a błękitne oczy, duże i uważne, przyciągają uwagę natychmiast – są pełne niepewności, ale też dziwnej czujności.
Na co dzień Perkoz stara się być taka jak inni – uważnie obserwuje i naśladuje zachowania akceptowane w klanie. Łatwo się przywiązuje, szczególnie do tych, którzy dają jej poczucie bezpieczeństwa. Jest nieco strachliwa w związku ze swoimi przeżyciami.
Zaśmiałam się cicho, kiedy Cyranka podskoczyła do mnie taka przerażona. To prawda, trochę mi odbiło, żeby tak lizać coś nieznanego, dopiero co znalezionego na ziemi. Ale nie mogłam się powstrzymać! Moja ciekawość łatwo zwyciężała. Wolałam jednak uspokoić jej nerwy, nie chciałam żeby się martwiła, kiedy nic złego się nie stało. Kulka wydawała się niegroźna.
— Nie, to nic strasznego — zapewniłam, unosząc łapę i kręcąc nią lekko, żeby pokazać, że już schnęło. — Smakuje po prostu... dosyć dziwnie. Totalnie inaczej niż zwierzyna. — Wzruszyłam ramionami. W końcu to było oczywiste, że żadna zwierzyna nie wyglądała jak taka pomarańczowa kulka. A przynajmniej Perkoz nigdy nie widziała takiej biegającej kulki. — Ale chyba wolę już tego nie próbować — dodałam, znowu chichocząc i mrużąc oczy z udawanym wstydem.
Nie chciałam, żeby Cyranka myślała, że kompletnie mi odbiło, więc od razu zmieniłam ton na bardziej poważny. – To dobry pomysł, lepiej żeby nikt inny tego już nie próbował — mruknęłam i zaczęłam rozglądać się dookoła. Ziemia w tym miejscu była twarda, pełna korzonków i kamyczków, ale kawałek dalej zauważyłam bardziej miękką glebę, lekko wilgotną po wczorajszym deszczu. Idealną do zakopywania dziwnych, wielkich znalezisk. — Dobra, to zakopmy to tam — wskazałam łapą — a potem idziemy szukać kolejnych dziwnych rzeczy!
Tym razem nie próbowałam smakować tego ponownie, więc do docelowego miejsca dokulałam to łapą. Zaczęłam wolno kopać, bo nie chciałam ubrudzić mojego całego futerka wilgotną ziemią.
– W ogóle jak tam na treningu? – zagaiłam, wbijając łapki w ziemię.
Totalnie inaczej niż zwierzyna? Ciekawe, czy przeżyłabym na tym. I czy to serio było jadalne! No bo niby mogłam polizać korę drzewa, ale czy to było mądre? …Hej, czemu ja właśnie polizałam korę drzewa?! Może Perkoz nie zauważyła. Mam nadzieję, że nie zauważyła.
– Tak, lepiej nie próbujmy już niczego – zgodziłam się z siostrą, szybko zauważając, że rozglądała się dookoła. Ja też zaczęłam, zrównując z nią krok. Kiedy pokazała mi wilgotną glebę, pokiwałam twierdząco głową. To dobre miejsce. Zaczęłyśmy obie kopać, wolno i ostrożnie. Wiedziałam, że Perkoz nie przepadała za wszystkim, co związane z wodą, więc moje ruchy były powolne i precyzyjne, żebym przypadkiem jej nie pochlapała. Skierowałam jedno ucho w jej kierunku, słysząc pytanie.
– Powoli… – przyznałam ze skruchą. Tylko Perkoz mogła o tym wiedzieć, wszyscy inni byli zapewniani, że mój trening szedł dobrze. Cóż, mnie nie przeszkadzało jego tempo, ale podejrzewałam, że mogło to nie wyglądać zbyt pozytywnie dla innych. – Topola jest bardzo miła, uwielbiam spędzać z nią czas, ale niewiele robimy. To znaczy mnie to nie przeszkadza, ale… ech- myślisz, że ktoś będzie na mnie zły, jeśli długo będę terminatorką? Bo ty na pewno nie, prawda…? – Nawet nie wiem kiedy zaczęłam kopać szybciej, ze stresu. Zerknęłam pusto w wyrytą przez nas wnękę.
Perkoz, choć nie można nazwać jej masywną, jest to kotka wyraźnie większa od większości swoich rówieśników. Jej długie łapy i proporcjonalne ciało nadają jej lekkości i wdzięku. Porusza się cicho, z pewną ostrożnością, jakby bała się nadepnąć na zbyt głośny liść. Jej sierść jest krótka, gładka i przylegająca, przez co dobrze widać jej smukłą sylwetkę.
Ma klasyczne umaszczenie typu colourpoint oraz krótkie futerko. Jej jasnokremowy tułów wyraźnie kontrastuje z ciemniejszymi końcówkami łap, ogona, uszu oraz pyska, które mają chłodny, niebieskoszary odcień. Brak u niej pręgowania czy białych znaczeń, a błękitne oczy, duże i uważne, przyciągają uwagę natychmiast – są pełne niepewności, ale też dziwnej czujności.
Na co dzień Perkoz stara się być taka jak inni – uważnie obserwuje i naśladuje zachowania akceptowane w klanie. Łatwo się przywiązuje, szczególnie do tych, którzy dają jej poczucie bezpieczeństwa. Jest nieco strachliwa w związku ze swoimi przeżyciami.
Wróciłam spojrzeniem na Cyrankę, kiedy się odezwała i mocno się uśmiechnęłam. Taaak, ja już niczego dzisiaj nie będę próbować.
Kopanie z nią dołku, to była czysta przyjemność. Nie tylko szło to o wiele szybciej, bo było nas dwa razy więcej, ale też mogłyśmy porozmawiać bez martwienia, że ktokolwiek nas usłyszy! Chociaż nie wiem czemu się o to obawiałam. Chyba po prostu ostatnio zbyt dużo tego miałam i wszystko się ze sobą zaczęło łączyć.
— Jaa? — powiedziałam ze szczerym zdziwieniem, przez co może nawet podniosłam głos. Przerwałam kopanie i spojrzałam na nią. Miałam nadzieję, że Cyranka się niczego nie obawia, takiego, że nie chce mi mówić, bo się boi, że ja się będę bać — Oczywiście, że nie... — mruknęłam łagodniej i pochyliłam głowę w jej stronę, by musnąć ją policzkiem. — Mój trening z Modliszkowym Gajem też wcale nie szedł zbyt szybko... Nawet nie zaczęłam polowania, a wiesz jak mi na tym zależało! Teraz przynajmniej, jak się spotykam z Przepiórczą Pieśnią to robię coś każdego dnia, ale no wiesz... wciąż wydaje mi się, że jest inaczej niż dla innych terminatorów. — Pochyliłam głowę i zmrużyłam oczy. Mój trening był daleko od tego co mi się marzyło, ale bałam się o tym komukolwiek powiedzieć, bo może tak powinno być. — Szczerze mówiąc boję się, że jestem — poprawiłam się: — jesteśmy traktowane inaczej, bo no wiesz... nie urodziłyśmy się tutaj.
Wróciłam wzrokiem na nasz dołek i zauważyłam, że w międzyczasie udało nam się zrobić całkiem pokaźny jego rozmiar. Kulnęłam łapą tę pomarańczową kulkę i zaśmiałam się cicho. Tak, rozmowa z Cyranką naprawdę wszystko ułatwia!
Wysłuchałam jej słów, dopiero na ostatnie zdanie wydobyte z jej pyszczka odwracając w jej kierunku głowę. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że wrzuciła do środka nasze… znalezisko, zbyt skupiona na sensie jej słów. Analizowałam je, a w brzuchu poczułam nieprzyjemny, ale dobrze mi znany ból i rozprzestrzeniające się ciepło.
– D-dlaczego tak my-myślisz…? – spytałam, a głos zadrżał mi kilkakrotnie. Nigdy nie odczułam – cóż, poprawka, prawie nigdy – żeby ktoś traktował mnie inaczej, gorzej, z racji naszego pochodzenia, ale nie zamierzałam kwestionować zdania mojej siostry. Ona musiała widzieć coś, czego nie widziałam ja. Musiała wiedzieć więcej. A ja, po raz pierwszy od dawna, zaczęłam się obawiać tego samego, czego obawiałam się, gdy nasze łapy po raz pierwszy dotknęły grząskiej ziemi w obozie Rzeki. Odrzucenia.
Wstałam i rozejrzałam się dookoła. Musiałyśmy pokazać, że byłyśmy godnymi członkiniami Klanu Rzeki. Choćbym miała spędzić całe dnie na szukaniu śmieci, których należało pozbyć się z terenów, zrobię to. Udowodnię, że ja i moja najdroższa siostra należymy do klanu.
– Dlaczego właściwie tak bardzo lubisz polowanie? – zapytałam po chwili, wracając do poprzedniego tematu, próbując nie martwić się tak bardzo tym, że… cóż, mogłyśmy być traktowane inaczej. Ja zapierałam się łapami przed polowaniem i walką. Bałam się tego okrutnie.
W moje oczy rzucił się nagle jakiś przedmiot, dlatego spojrzałam na Perkoz porozumiewawczo i wypuściłam się w jego kierunku.
Perkoz, choć nie można nazwać jej masywną, jest to kotka wyraźnie większa od większości swoich rówieśników. Jej długie łapy i proporcjonalne ciało nadają jej lekkości i wdzięku. Porusza się cicho, z pewną ostrożnością, jakby bała się nadepnąć na zbyt głośny liść. Jej sierść jest krótka, gładka i przylegająca, przez co dobrze widać jej smukłą sylwetkę.
Ma klasyczne umaszczenie typu colourpoint oraz krótkie futerko. Jej jasnokremowy tułów wyraźnie kontrastuje z ciemniejszymi końcówkami łap, ogona, uszu oraz pyska, które mają chłodny, niebieskoszary odcień. Brak u niej pręgowania czy białych znaczeń, a błękitne oczy, duże i uważne, przyciągają uwagę natychmiast – są pełne niepewności, ale też dziwnej czujności.
Na co dzień Perkoz stara się być taka jak inni – uważnie obserwuje i naśladuje zachowania akceptowane w klanie. Łatwo się przywiązuje, szczególnie do tych, którzy dają jej poczucie bezpieczeństwa. Jest nieco strachliwa w związku ze swoimi przeżyciami.
Zastanawiałam się przez chwilę, jak odpowiedzieć. W końcu... nie wiedziałam dlaczego byłam taka zazdrosna. W klanie było wiele kotów, które mi naprawdę imponowały. Łabędzia Gwiazda, Przepiórcza Pieśń, Kałużowa Dolina... Wszyscy dobrze mnie traktowali. To czemu czułam się tak... gorzej. Przełknęłam ślinę.
— Inni już chyba normalnie polują — trzepnęłam uchem, gdy zauważyłam, że Cyranka zająknęła się parokrotnie zadając to pytanie. Ugh, nie chciałam zepsuć jej spojrzenia na cały klan. Miałam nadzieję, że mój bez powodu też nie był. — Ech... nie wiem... sorka, chyba totalnie zmyślam, bo nawet nie wiem kto by nas mógł gorzej traktować...
Zaczęłam myśleć o wszystkich kotach które spotkałam. Naprawdę nawet wśród młodszych wszyscy byli dla nas ultra mili.
— Nie wiem... poznałam Chabra, Wiesiołka, pewnie sama ich poznałaś i wiesz, że są okej. Od każdego z nich nauczyłam się naprawdę dużo. Kałużowa Dolina, zawsze był dla nas dobrym opiekunem. Przepiórcza Pieśń, tak samo, już nie mówiąc, że sama nas uratowała! Jesionowy Las prowadził mi nauki i nauczył mnie naprawdę dużo, nie czułam, żeby coś ukrywał. Też nie widziałam zbyt dużo twojej mistrzyni, ale ona też jest siostrą Księżycowej Doliny, więc też pewnie jest super... Łabędzia Gwiazda też... mówił, że możemy przychodzić do niego z każdym naszym problemem i pytaniem i w ogóle to powiedział mi dużo o wszystkim. To dlaczego... dlaczego mam wrażenie, że coś jest nie tak? — jęknęłam, nieporadzona i pochyliłam głowę na dół. Naprawdę nie potrafiłam wytłumaczyć tego, co odczuwałam.
A dlaczego lubiłam polowanie?
— Nie wiem czy lubię, ale chcę się nauczyć... bardzo. W końcu w kodeksie jest to, że terminatorzy nie mogą jeść jeśli nie polowali... Mam wrażenie, że jeśli się nie uczę to trochę naciągam te wszystkie zasady, nie? Wolałabym nie robić czegoś z czego inni mogą się naśmiewać — czy inni mogli z tego się w ogóle naśmiewać? Zapytałam o to w głowie. — I do tego... nie chciałabym być bezbronna, w razie czego.
Skończyłam mówić i zauważyłam, że Cyranka już znalazła coś kolejnego. Kurcze, może jednak nie byłam aż taka spostrzegawcza by w ogóle zacząć polować! Wszystko znaduje Cyranka, heh. Byłam z niej dumna! Podbiegłam w kierunku, który wskazała Cyranka, i wtedy zobaczyłam to dziwactwo. Leżało na ziemi jak taka dziwna pajęczyna, ale trochę grubsza i całkowicie przezroczysta. Wystawało w tym pełno dziurek, do których można było włożyć łapkę.
Nachyliłam się, żeby zobaczyć to z bliska i spróbowałam zaczepić pazurkiem o jeden z otworków. Wtedy całość podniosła się trochę i zadrżała, jakby to żyło. Zapiszczałam krótko i odskoczyłam. Miałam wrażenie, że skądś pamiętałam ten dźwięk.
— Cyranka! To coś się rusza!
Tak, poznałam Chabra i Wiesiołka, obydwoje wydawali się być w porządku, no może poza tym, że Chaber był strasznie… roztrzepany? Uch, nie wiem nawet jak to określić, był taki energiczny, ach, przecież to nie było nic złego! A mimo to trochę przytłoczył mnie swoją paplaniną. Wiesiołek za to był bardzo miły i wyjaśnił mi wiele rzeczy, choć nie do końca potrafiłam mu uwierzyć w tę gadkę o Gwiezdnych. Ale szanowałam to, mimo wszystko, dla tych wszystkich kotów to było coś oczywistego, kultura, którą nie mnie było oceniać. A przynajmniej nie otwarcie. Kałużowa Dolina, oczywiście, był świetny. Przepiórcza Pieśń też. Jesionowego Lasu nie znałam za dobrze, ale to samo mogłam powiedzieć o Topolowym Borze, mojej mistrzyni, była wyrozumiała i ciepła, nie ukrywała przede mną rzeczy, a przynajmniej tak mi się zdawało.
– Ja… – nie wiem. Zawahałam się, a więcej słów nie wyszło z mojego pyszczka. Po prostu podeszłam do siostry i wtuliłam pyszczek w jej klatkę piersiową, szukając ochrony przed całym złem tego świata. Nie wiedziałam, czy inni traktowali nas odpowiednio, czy nie, ale najważniejsze, że miałyśmy siebie nawzajem. I siebie nie będziemy oceniać, nigdy. Zawsze będę Perkoz traktować z największą czułością i miłością.
Westchnęłam na wzmiankę o kodeksie.
– Nie wiedziałam o tym – przyznałam. Na tak żałośnym poziomie była moja wiedza. Nie wiedziałam, że nie mogłam jeść. A to było straszne, że nie mogłam. Od razu rozbolał mnie brzuch na tę myśl. Czyli zawsze jadłam, choć to było zabronione? Co miałam niby zrobić? Polować? Nie chciałam! Czułam się tak niekomfortowo na samą tę myśl. Żałowałam, że Perkoz mi o tym teraz powiedziała. Niewiedza była wygodna.
Na szczęście znalazłyśmy jakiś przedmiot, a ja mogłam choć na chwilę zająć swoje myśli. Było to dziwne, na pewno. Szeleściło trochę, jak kotka tego dotknęła. Zamrugałam kilka razy, bo coś mi to przypominało, choć nie wiedziałam do końca co. Tak jakbym już to widziała, dotknęła tego. Jakbym miała z tym jakieś wspomnienia… wspomnienia ukryte za mgłą. Potrząsnęłam głową.
– Myślisz, że to bezpieczne?
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Dni wciąż były krótkie, a mój dzisiejszy wieczór wolny, więc gdy tylko zaczęło się ściemniać, postanowiłam udać się na polowanie. Niezbyt daleko od Obozu, ale też nie przesadnie blisko. Wschodnie Łęgi wydawały się być miejscem dobrym jak niemal każde. Zwolniłam kroki i zaczęłam stąpać dużo ostrożniej. Moje oczy może i nie radziły sobie najlepiej, ale nie byłam ślepa; ponadto, nadrabiałam węchem i słuchem. Szukałam śladów obecności zwierzyny, przy okazji uważając na potencjalne zagrożenia.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
Ciemna, mroźna noc spowiła białą Terminatorkę. Na Łęgach było niemal kompletnie czarno. Jedynie księżyc co jakiś czas wynurzał się spomiędzy chmur, oblewając pokryty białym puchem teren swoim bladym światłem, żeby za chwilę znowu zgasnąć za kolejną czarną chmurą. Przez moment śnieg skrzył się jak Srebrna Skórka. Zawiał wiatr; ale do nosa ani uszu Słonej Łapy jak na razie nie dotarły żadne tropy zwierzyny.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Nie przeszkadzało mi wolne tempo polowania, dlatego brak tropów daleki był od zniechęcenia mnie. Kontynuowałam poszukiwania, nasłuchując uważnie i badając otaczające mnie zapachy. Przez rozmazany krajobraz starałam się dostrzec wszelkie poruszenia. Byłam niezmiennie czujna i poruszałam się ostrożnie, by śnieg nie skrzypiał pod moimi łapami.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
Zapachów w okolicy było sporo; wiejący wiatr przynosił ze soba zapach rzeki, mokrej ziemi i drzew, ale powietrze było kompletnie pozbawione jakichkolwiek tropów zwierzyny. Być może wszystkie drobne zwierzęta pochowały się w swoich norkach i poszły spać, żeby nie ryzykować spotkania z drapieżnikiem w ciemności?
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Nie było nic zaskakującego w przedłużającym się braku zwierzyny; zima, późna pora, nawet względna bliskość obozu mogły się do tego przyczyniać. Nie brakło mi jednak cierpliwości, dlatego szłam ostrożnie przed siebie, próbując znaleźć coś do upolowania.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
Cierpliwość popłaciła. Wiatr w końcu zmienił kierunek, a z lewej strony terminatorki dobiegł ją wątły zapach kuropatwy. Jeśli obróciła głowę w tamtą stronę, w nikłym świetle i nawet pomimo wady wzroku mogłaby dostrzec sporej wielkości, kulisty kształt wyraźnie odcinający się na jasnym tle. Ptak przedzierał się przez śnieg. To byłby dobry łup, gdyby tylko udało jej się go złapać...
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Kuropatwa była łatwa do dostrzeżenia, nawet w tych warunkach. Nie kusząc losu natychmiast przybrałam pozycję łowiecką, oceniając przy tym kierunek wiatru oraz gdzie kuropatwa patrzyła–to drugie było trudniejsze, ale nie niemożliwe. Skradałam się ostrożnie, uważając pod łapy. Wykorzystywałam otoczenie, by zwiększyć szanse na pozostanie poza polem widzenia ptaka, przystając za pniami drzew i krzewami. Gdy znalazłam się dostatecznie blisko, musiałam się szczególnie skupić, by nie spudłować; skoczyłam wreszcie ku zwierzynie, mając nadzieję przygnieść ją do ziemi i zębami szybko pochwycić jej szyję, by ją zabić.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
W odróżnieniu od terminatorki, zapadająca wokół ciemność nie sprzyjała kuropatwie. W niknącym świetle dnia nie widziała wyraźnie, a biały kot na białym śniegu bez problemu wtopił się tło. Aż do momentu w którym Słona Łapa chwyciła ją za szyję, piszczka nie zorientowała się, że ktokolwiek czyha na jej życie. A potem było już za późno. Przynajmniej dwa koty z klanu Rzeki pójdą dzisiaj spać z pełnym brzuchem.