Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Podniosła zaskoczona wzrok, gdy poczuła na swojej głowie szorstki język starszej kotki. Spojrzała na nią zamglonymi oczami, po chwili uśmiechając się lekko, bardziej szczerze. Wzrokiem dziękowała kotce za próbę pocieszenia.
- Tak, cieszę się, że mam chociaż ją - miauknęła. - Inaczej chyba bym się załamała.
Nadstawiła uszu, słysząc znajome dla niej imiona.
- O, poznałam ostatnio Zamglony Świt, jak jeszcze była terminatorką. - Uśmiechnęła się do siebie na wspomnienie tego spotkania. Obie wtedy próbowały wymyślić dla siebie wojownicze imiona. Kto by pomyślał, że Mglista dostanie na ceremonii imię, które obydwu się najbardziej podobało. A szczególnie Wiewiórce. Niestety, nie miała ona okazji pogratulować kotce i trochę tego żałowała. - Z Zachodzącą Łapą też się poznałam, to moja ciocia, również! A Rudzikowy Ogień... To mój tata właśnie - mruknęła, znów kładąc pyszczek na łapkach. Swoją drogą, ciekawe gdzie się podziewał.
Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Orientalna kotka uśmiechnęła się. To w takim razie oznaczało, że ona i Wiewiórcza łapa są w jakimś stopniu spokrewnione. To takie awww. Pomyślała a patrząc się na rudą terminatorkę.
- ale wiesz, to my musimy być w jakimś stopniu spokrewnione - mruknęła radośnie do Wiewiórki aby ją trochę pocieszyć.
- a teraz gdy zostałyśmy terminatorkami, to będziemy mogły spędzać ze sobą więcej czasu - dodała, a jej pazurki szczęśliwie się wysuwały i wsuwały. No bo one poniekąd były rodziną, szczerze mówiąc to Fiołek nigdy nie przypuszczała, że ona i Wiewiórcza łapa są jakoś ze sobą spokrewnione. Ale na to wskazywało, i to takie fajne.
- może byśmy się kawałek przeszły pozwiedzać? - spytała lekko wstając z pieńka i otrzepując się z kory
Whenweare sad and hardonthe soul, then thep i c t u r e emerges withdifficulties.
A good word,awarmsmilecanmove andgive usimpetusto acta g a i n.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- Z tego co się orientuję, to Zamglony Świt mi mówiła, że jesteśmy kuzynkami. W takim razie, skoro jesteś jej siostrą, to... - Uśmiechnęła się znacząco do czekoladowej. Kto by pomyślał, że obie kotki są ze sobą spokrewnione i są kuzynkami!
- Może jak się nauczymy już polować to pójdziemy na jakieś wspólnie? - miauknęła radośnie, wstając do siadu i się lekko wyciągając. Od tego leżenia zdążyła już trochę zdrętwieć. Dlatego na słowa Fiołkowej Łapy ożywiła się i zeskoczyła natychmiast z pieńka, zaliczając dość twarde lądowanie, ze względu na zastane mięśnie. Szybko się otrzepała i obejrzała na kotkę z niewinnym uśmiechem.
- W takim razie chodźmy! - krzyknęła i pobiegła przodem.
Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Fiołek postawiła swoje duże uchole. Ale świetnie, będę mieć taką entuzjastyczną, słodziaszną i fajną kuzynkę.
- taak! Jesteśmy kuzynkami, ale fajnie - mruknęła do rudej kotki. Sama Fiołkowa łapa wreszcie będzie miała do kogo otworzyć pyszczek i nikt nie będzie się na nią złościł.
- wspólne polowanie to doskonały pomysł, to będzie takie polowanie kuzynostwa. Tylko najpierw musimy się tego nauczyć - dodała a czekoladowa aż promieniała ze szczęścia. Po chwili gdy Wiewiórcza łapa zeskoczyła z pieńka, to Fiołek rozciągnęła się jeszcze i zeszła za kuzynką. Ta okolica naprawdę była ładna, mogłoby być trochę zieleniej, ale i tak nie można było narzekać na tak śliczną okolicę i pogodę.
- chodźmy może tam, kawałek bliżej granicy. Będziemy mogły się przyjrzeć czy są tam jakieś trzmiele - powiedziała z rozbawieniem i zaczęła truchtać w tamtym kierunku czekając na Wiewiórkę
Whenweare sad and hardonthe soul, then thep i c t u r e emerges withdifficulties.
A good word,awarmsmilecanmove andgive usimpetusto acta g a i n.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Kotka również się cieszyła, że poznała kolejną kuzynkę. Im większa rodzinka, tym weselej! A pewnie jeszcze sporo kotów do poznania w tej dziedzinie.
- W takim razie umówione. Jak nauczymy się polować i chociaż trochę bronić, coby nie było, to idziemy na polowanie! - miauknęła radośnie. Bo w końcu lepiej polować z kimś, niż samotnie, prawda? A i może przyniosą wtedy więcej zwierzyny do obozu.
W zasadzie to nieświadomie pobiegła w drugą stronę, więc gdy usłyszała o trzmielach zawróciła szybko i podbiegła do Fiołek, zrównując się z nią krokiem. Uśmiechnęła się do niej radośnie. Czas więc sprawdzić, czy na terenach Gromu faktycznie są trzmiele!
- Kto pierwszy? - spytała po chwili, klepnęła lekko kuzynkę łapką w bark i rzuciła się radośnie przed siebie, chcąc dotrzeć na granicę jako pierwsza.
Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Fiołek dreptała z zadowoleniem przed siebie rozglądając się dookoła. Jej kuzynka w stu procentach miała rację, zdecydowanie raźniej będzie się polować wraz z towarzyszem. Wąsy czekoladowej lekko zadrgały. Jednak Fiołek stwierdziła, że nie będą może się za bardzo zbliżać do granicy, więc zerknęła tylko okiem w tamtą stronę a następnie zauważyła, że zaczyna być już powoli ciemno.
- może zostawmy to zwiedzanie granic na następny raz, a teraz już wracajmy? Jest już trochę późno, a musimy wypocząć przed następnymi treningami - mruknęła pytająco zawracając a następnie idąc powoli w stronę legowiska terminatorów, oczywiście czekała też na Wiewiórczą łapę
//zt, również dziękuję za sesję :3
Whenweare sad and hardonthe soul, then thep i c t u r e emerges withdifficulties.
A good word,awarmsmilecanmove andgive usimpetusto acta g a i n.
Mistrz: Wysoka Fala Płeć: kotka Matka: Jastrzębi Szpon [KRz] Ojciec: Liściasta Łapa [KG] (Deszczowa Łapa) Partner: każdego ukocha
Wichura, zdecydowanie wydoroślała. Jej uczniowskie łapy wydłużyły się, tak samo jak jej ogon i całe ciało. Była teraz niemałą kotką, u której dało się zauważyć delikatny zarys mięśni, pod długowłosą sierścią, która zwisała po jej bokach, tworząc kaskady futerka, opadające ku dołowi. Spojrzenie jej złotych oczu znów nabrało barw, radości i nadziei, którą utraciły, gdy ta była jeszcze kocięciem. Na pyszczku wyraźnie odznaczały się pręgi, tworząc po bokach trzy wzory, a na czubku utworzyły charakterystyczne „M”. Jej ciało zdobi pręgowanie ticked. Wichura posiada jaśniejsze futerko bliżej samej linii ust a także nad oczami i w okolicy brwi, tworząc białe znaczenia. Podczas pobytu w mieście, podczas nauki walki i bójek z innymi miejskimi kotami, dorobiła się trzech blizn - z prawej strony pyska, na lewym policzku i na wewnętrznej stronie prawej przedniej łapy.
Każdego uważa za członka swojej rodziny, każdemu zawsze pomoże, wysłucha czy coś poradzi. Jest święcie przekonana, że każdy konflikt można rozwiązać słowną rozmową, bez użycia walki, którą ta będzie stosować tylko w ostateczności lub samoobronie. Nawet jeśli ktoś byłby źle do niej nastawiony, ona i tak będzie próbowała rozmawiać, przeprowadzić kłótnię pokojowo. Można by rzec, ze jest ona czymś w rodzaju negocjatora.
Wichura wierzy, że w każdym kocie jest coś dobrego, zawsze będzie starała się to odkryć, będzie próbowała znaleźć coś, czego innym się nie udało i go odtrącili, zamiast spróbować zrozumieć. Nie widzi sensu w wojnach między klanami, dla niej każdy jest jej rodziną, więc koty, które są w jej klanie, nie różnią się przecież od innych kotów, które są w klanie Cienia czy Wiatru. Mimo wszystko, jest lojalna swojemu klanowi. Wierzy w to, że kiedyś, wszystkie klany będą żyć ze sobą w zgodzie, bez względu na różnice, wszyscy będą pomagać sobie w godnym przeżyciu własnego życia.
Po siedzeniu wciąż w obozie, musiałam się ruszyć. Nie mogłam znaleźć nigdzie mojego miejsca – w legowisku terminatorów było za pusto, natomiast inne części obozu jakoś… niespecjalnie mnie interesowały. Przynajmniej teraz, bo być może, nie odkryłam jeszcze innych jego zakątków. Postanowiłam więc pójść na patrol, podłączyłam się akurat do Barwnego Nieba i Brudnego Kamienia, którzy akurat się na niego wybierali. Słuchałam przez chwilę ich rozmowy, gdy dostrzegłam ciekawe miejsce, kątem oka. Zaczęłam udawać, że nieco źle się czuję i przekazałam wojownikom, by ci kontynuowali patrol, a ja sama wrócę do obozu. Ci raczej mi uwierzyli, więc odwróciłam się i zaczęłam powoli iść w stronę obozowiska, przeczekując chwilę. Gdy tylko zniknęłam poza zasięg ich wzroku i słuchu, ruszyłam poprzednią drogą, lecz skręciłam tym razem w lewo, miast pójść śladem wojowników, w prawo.
Do moich uszu dotarł dźwięk wezbranej wody, która szumiała głośno, przelewając się i uderzając o skały. Wyszłam z niewielkiego lasu, strzygąc uszami i rozglądając się. Moim oczom ukazała się bobrza tama, którą szybko przeskoczyłam i znalazłam się na drugiej stronie rzeki. Uśmiechnęłam się lekko do siebie, po czym ruszyłam przed siebie, z chęcią odkrywania nowych terenów. Póki co, mniej więcej pamiętałam drogę powrotną.
Przeszłam szybko po kamienistym wybrzeżu, które łagodnie schodziło do rzeki. Przystanęłam tam jednak na sekundkę, podchodząc do wody. Wzięłam kilka orzeźwiających umysł i ciało łyków zimnej wody, otarłam łapą mokre wibrysy i ruszyłam dalej, chcąc jak najszybciej pozbyć się kamienistego podłoża, które co jakiś czas kuło moje łapy. Taki spacer pozwolił mi się skupić na tym co tu i teraz, a nie na rozpamiętywaniu wydarzeń ostatnich księżyców, kiedy to musiałam pożegnać swoich bliskich.
Dotarłam w końcu do ciekawie wyglądającego miejsca. Skały, które wyglądały niczym drzewa, które urosły w złą stronę – zamiast w górę, zaczęły piąć się w stronę rzeki. Jednak, z każdym kolejnym krokiem rozpoznawałam, że faktycznie są to pnie starych drzew, które opadły na ziemię, prawdopodobnie powalone wielką wichurą, która musiała przechodzić przez te tereny wiele księżyców temu.
Podchodząc do nich, stwierdziłam, że nie są one aż tak wielkie, jak wydawały się z daleka. Jednym szybkim susem wskoczyłam na jeden z nich. Złapałam się pazurami kory porośniętej mchem i uśmiechnęłam się lekko. Nauki wspinaczki od Ciemniejącego Nieba nie poszły na marne. Miałam stąd dobry widok na najbliższą okolicę.
Takie miejsce mogłoby być w naszym obozie. Zdecydowanie właśnie tutaj miałabym swoje legowisko. Spojrzałam na kilka kolejnych pni, które leżały obok siebie w miarę równych odstępach. Przygotowałam się do skoku, naprężając mięśnie tylnych łap i wybiłam się, lecąc w kierunku kolejnej kłody, by szybko znów złapać się pazurami kory. Mogłam to potraktować jako ciekawe ćwiczenie, na pewno przyda mi się to do polowania. A jak jeszcze opanuję to tak, by robić to bezszelestnie, będzie mi dużo lepiej szło łowienie zwierzyny!
Nie miałam pojęcia, że miejsce w którym jestem, leży dość blisko terenów klanu Gromu. W końcu – widzę rzekę, więc to raczej nasze tereny, prawda?
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Dzień był ciepły i słoneczny, czyli taki, jaki szkoda by było marnować na siedzenie w obozie. Trening z Lwim Zewem zaplanowany był na późne popołudnie, ocierające się o zmierzch, toteż miała mnóstwo czasu, który mogła spożytkować w pozytywny sposób. Opuściwszy obóz, skierowała się w stronę Rybiego Oka, które stanowiło jeden z jej ulubieńszych punktów wypoczynkowych. Dziś jednakże ominęła jeziorko, puszczając oczko do swojego odbicia w spokojnej tafli, by następnie skierować się w okolice Podmokłych Gniazd. Być może nie powinna za bardzo ingerować w to, co się dzieje z siedliskami ptaków, lecz gdzieś w trzewiach czuła, że nie powinna przechodzić obok tego miejsca obojętnie. Jeśli komuś nie spodoba się ratowanie jaj, wtedy będzie musiał żyć z argumentem, iż córka Kolorowego Wiatru po prostu ratuje przyszły obiad, pozwalając, by w lesie było go więcej. Przyczaiła się w krzakach i wypatrzyła okazję, gdy łabędzi nie było w pobliżu, po czym chwyciła w zęby zbitek gałązek i wyciągnęła na bardziej suchy brzeg, zabierając po chwili łapy za pas, by przypadkiem nie ryzykować starcia z żadnym z tych ptaków. Były za groźne, a ona zbyt niedoświadczona na takie harce.
Zatrzymała się dopiero przy Owocowej Gęstwinie i uspokoiwszy oddech położyła się nieopodal granicy w gęstej, pierzastej trawie. Pozwoliła promieniom słońca lizać swoje futro, pomagając rzecz jasna, własnym ozorem przesuwając leniwie po wystawionym do nieba boku. Do jej nozdrzy jednakże doleciał w końcu silny zapach, który swego czasu poznała. Klan Rzeki. No tak, granica. To musi być nieopodal, lecz nie sądziła, aby pozostawiony zapach był aż tak intensywny. Wychyliła łebek i rozejrzała się, wypatrując wrogiego patrolu.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Mistrz: Wysoka Fala Płeć: kotka Matka: Jastrzębi Szpon [KRz] Ojciec: Liściasta Łapa [KG] (Deszczowa Łapa) Partner: każdego ukocha
Wichura, zdecydowanie wydoroślała. Jej uczniowskie łapy wydłużyły się, tak samo jak jej ogon i całe ciało. Była teraz niemałą kotką, u której dało się zauważyć delikatny zarys mięśni, pod długowłosą sierścią, która zwisała po jej bokach, tworząc kaskady futerka, opadające ku dołowi. Spojrzenie jej złotych oczu znów nabrało barw, radości i nadziei, którą utraciły, gdy ta była jeszcze kocięciem. Na pyszczku wyraźnie odznaczały się pręgi, tworząc po bokach trzy wzory, a na czubku utworzyły charakterystyczne „M”. Jej ciało zdobi pręgowanie ticked. Wichura posiada jaśniejsze futerko bliżej samej linii ust a także nad oczami i w okolicy brwi, tworząc białe znaczenia. Podczas pobytu w mieście, podczas nauki walki i bójek z innymi miejskimi kotami, dorobiła się trzech blizn - z prawej strony pyska, na lewym policzku i na wewnętrznej stronie prawej przedniej łapy.
Każdego uważa za członka swojej rodziny, każdemu zawsze pomoże, wysłucha czy coś poradzi. Jest święcie przekonana, że każdy konflikt można rozwiązać słowną rozmową, bez użycia walki, którą ta będzie stosować tylko w ostateczności lub samoobronie. Nawet jeśli ktoś byłby źle do niej nastawiony, ona i tak będzie próbowała rozmawiać, przeprowadzić kłótnię pokojowo. Można by rzec, ze jest ona czymś w rodzaju negocjatora.
Wichura wierzy, że w każdym kocie jest coś dobrego, zawsze będzie starała się to odkryć, będzie próbowała znaleźć coś, czego innym się nie udało i go odtrącili, zamiast spróbować zrozumieć. Nie widzi sensu w wojnach między klanami, dla niej każdy jest jej rodziną, więc koty, które są w jej klanie, nie różnią się przecież od innych kotów, które są w klanie Cienia czy Wiatru. Mimo wszystko, jest lojalna swojemu klanowi. Wierzy w to, że kiedyś, wszystkie klany będą żyć ze sobą w zgodzie, bez względu na różnice, wszyscy będą pomagać sobie w godnym przeżyciu własnego życia.
Skoczyłam właśnie na ostatnią kłodę, jednak stare, powalone drzewo widocznie nie wytrzymało aż takich atrakcji jak skacząca po nim uczennica, gdy spod moich łap osunęła się kora.
- Łoo-ło-ah! - krzyknęłam, tracąc równowagę i lądując na ziemi z końcówką ogona leżącą na moim nosie. Dmuchnęłam lekko, chcąc się go pozbyć, jednak to tylko pogorszyło sprawę, łaskocząc mnie w nos i powodując kichnięcie.
Zamrugałam kilka razy, po czym szybko się podniosłam. Nie ma co, z takim podejściem prawdopodobnie wypłoszyłam całą zwierzynę z okolicy! Jeśli jakiś wojownik tu poluje, będę musiała się przygotować na kazanie od niego, od Wysokiej Fali i pewnie od Czerwonej Gwiazdy albo Ognistopręgiej. Już mnie uszy zabolały na samą myśl o tym.
Usłyszałam z dala syk łabędzi, także szybko podniosłam się z ziemi i wskoczyłam znów na powaloną kłodę, strosząc jednocześnie futro. Jednak mimo wszystko, nigdzie nie widziałam białych piór wściekle podążających w moją stronę, także przysiadłam powoli i zaczęłam przygładzać nastroszone włoski. Rozciągnęłam się po upadku, wyciągając mocno przednie łapy do tyłu i wyginając grzbiet.
Zastygłam jednak w bezruchu, gdy do mojego nosa dotarł inny zapach. Rozejrzałam się dookoła, uważnie obserwując teren. Klan Gromu był aż tak blisko? Nie, to niemożliwe. W mojej głowie od razu pojawił się wielki niczym ta kłoda wojownik klanu Gromu, który biegnie w moim kierunku, chcąc mnie poćwiartować swoimi ostrymi jak brzytwa pazurami. Położyłam uszy po sobie, szeroko otwierając oczy i podeszłam do końca drzewa.
- Cz-czy ktoś tam jest…?! - zawołałam, wiedząc, że i tak nie ma co się stresować wypłoszoną zwierzyną, która już wcześniej na pewno zdążyła uciec. Spięłam mięśnie będąc gotowa do ucieczki, jeśli ktoś postanowi biec w moim kierunku z terytorium klanu Gromu. Bądź co bądź, nie przerabiałam jeszcze walki z Wysoką Falą...
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórczy Skok dalej nie mogła dojść do siebie po ostatnich wydarzeniach. W końcu... Właśnie została wojowniczką! Jej marzenie z czasów kocięcych właśnie się spełniło! Tylko czy czuła się z tym tak, jak zawsze myślała, że będzie się czuć?
Cóż, nie mogła zaprzeczyć, że była bardzo podekscytowana. Że niesamowicie się cieszyła, że jej trening dobiegł końca, a na ceremonii została wywołana do zmiany rangi i imienia. Nie mogła temu zaprzeczyć, naprawdę. Jednak... Gdzieś w głębi kotłował się w niech strach. Jeszcze większy, niż ten przy zostaniu terminatorem. Bo teraz nie musiała odbywać swojego treningu i uczyć się nowych rzeczy. Nie, teraz musiała zrobić coś o wiele straszniejszego, a przynajmniej dla niej - nauczyć tego, co wie, kolejnego kota. Albowiem na ceremonii dostała swojego pierwszego terminatora - Żądlącą Łapę. Która zdążyła jej już zadać milion pytań i wypowiedzieć tysiące słów na uderzenie serca. Było to jednak inne uczucie, niż to którego doświadczyła przy okazji prowadzenia nauk. Wtedy również niesamowicie się stresowała, kiedy miała wykładać takim kociakom podstawową wiedzę. Jednak, to było coś innego. Tutaj musiała się bardziej postarać; polowanie, łowienie, czy walka, to wszystko było bardzo ciężkie dla Wiewióry, do wyobrażenia sobie jak będzie tego uczyć. Samej sprawiało jej to problemy w czasie treningu, czy teraz będzie lepiej? Jak będzie tego uczyć?
Bała się, bała niesamowicie, ale jednak, mimo wszystko, była podekscytowana nowymi zadaniami, jakie przed nią stanęły. Dlatego właśnie, przemierzała tereny klanu całkowicie zamyślona, niepewna tego, co właściwie czuje. Po treningu z Żądlącą Łapą postanowiła nie wracać od razu do obozu. Musiała sobie to wszystko spokojnie przemyśleć. A czy jest jakiś lepszy moment do przemyślenia sobie wszystkiego, niż moment, gdy słońce już zachodzi i może sobie popatrzeć, jak to znika gdzieś za koronami drzew?
Zupełnie przypadkowo, doszła do miejsca, które już znała i dobrze kojarzyła. Zastrzygła uszami i rozejrzała się, sprawdzając czy jest tu sama, a upewniwszy się, że tak, wskoczyła na jeden z pni i usiadła się, pyszczkiem w stronę słońca, zwieszając bezwiednie ogon z pniaka i wracając do swoich przemyśleń.
Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Ja również nie mogłam w to do końca uwierzyć. W końcu niedawno zostałam wojowniczką! Co prawda nie dostałam na start terminatora, ale cóż. Może następnym razem ktoś mi się trafi, na pewno nie ma się co załamywać z tego powodu. Najważniejszy jest teraz Trutek... Który... Sama nie wiem jak zaakceptuje to iż zostałam wojowniczką. Po czekoladowym kocurku można było się spodziewać wszystkiego, więc ja nie byłam pewna,czy jak pojawię się tam z nowym imieniem, to temu się to spodoba. No nic, kiedyś i tak trzeba iść go odwiedzić, czy mu się to podoba czy nie, ja i tak jestem jego siostrą. Pomyślałam znówi i zaczęłam kierować się w kierunku Martwych pniów. Tam zawsze było bardzo cicho i spokojnie. Mogłam sobie posiedzieć, przemyśleć kilka rzeczy i wreszcie się ogarnąć. Truchtałam tak sobie nadal przed siebie i rozglądałam się wkoło czy przypadkiem jakiś groźny drapieżnik nie ma na mnie znów chrapki. Co to to nie. Nie chciałabym znów spotkać tych borsuków. Na samą myśl o nich moje futro automatycznie staje do góry, a pazury wysuwają na zewnątrz. Teraz przestraszyłam się trochę bardziej, ale i tak postanowiłam pójść przed siebie. W pewnym momencie zauważyłam pewną rudą, kocią kitkę. Nie przestraszyłam się, ponieważ od razu wiedziałam, że tą koteczką okazała się moja kuzynka. Wiewiórczy skok. Chciałyśmy być mianowanie na tej samej ceremonii, i tak się właśnie stało. Czym prędzej podeszłam bliżej córki Ognistopręgiej i na przywitanie liznęłam ją lekko w ucho.
- Cześć Wiewiórczy skoku! - wymruczałam radośnie witając się z Wiewiórką. Ciekawe jak Wiewiu czuje się jako wojownik. Ja jakoś tak jeszcze za bardzo do tego nie przywykłam, ale zaczynam się jakoś przyzwyczajać.
- Powiedz mi, jak tam podoba ci się życie jako wojownik? I jak tam ci idzie trening Żądlącej łapy? Poznałyście się już? - spytałam za jednym tchem po czym przycupnęłam sobie obok koteczki zerkając co jakiś czas w jej zielonkawe ślepka.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Cisza, spokój, piękny zachód słońca, czego chcieć więcej? Wiewióra przymknęła delikatnie oczy, rozmyślając o ostatnich wydarzeniach. O ceremonii, o treningu, o wszystkim, co miało miejsce, również o rzeczach które wydarzyły się wcześniej, gdy była terminatorem, czy nawet kociakiem. Ot, zebrało się jej na wspominki. Nie żeby była jakaś stara, czy coś, jednak skoro wskoczyła o kolejną rangę wyżej, to zebrało ją na wspominki.
Czując, jak rusza się wiatr, mruknęła z zadowoleniem. Ostatnimi dniami było dość duszno, dlatego taki delikatny wiaterek był dla niej jak zbawienie. Jak dobrze, że nie miała długiego futerka! Niewątpliwie w takiej sytuacji współczuła takim kotom. Bo niby takie futerko nieźle chroniło w porę nagich drzew, podczas gdy ona trzęsła się niemiłosiernie, ale utrudniało niesamowicie sprawę w porze zielonych liści. Która nadchodziła wielkimi krokami, przynosząc za sobą niesamowity gorąc.
Ruda siedziała tak sobie, z zamkniętymi oczami, rozkoszując się podmuchami wiatru, gdy nagle poczuła liźnięcie na uchu. Zerwała się szybko, odskoczyła do przodu jak tylko mogła i odwróciła się z prędkością światła, jeżąc się na całym ciele. Jak mogła nie wyczuć, że ktoś się zbliża?! Co prawda, wiatr wiał jej prosto w pyszczek, a siedziała tyłem do oponenta, ale mogła usłyszeć, albo coś w tym stylu! Powinna być bardziej uważna! Odetchnęła jednak z ulgą, widząc że to jej kuzynka, świeżo mianowana razem z nią, Fiołkowe Wzgórze. Mruknęła radośnie, czując jak zrobione z waty łapy powoli się uspokajają. Usiadła obok kuzynki, ocierając się o nią bokiem.
- Cześć Fiołkowa Łapo! - zamruczała, drocząc się z kotką. Oczywiście, nie zapomniała że czekoladowa jest już wojowniczką, nie, ale... Zdecydowała się właśnie podroczyć. Uśmiechnęła się złośliwie, mierząc starszą rozbawionym spojrzeniem. - Powiem ci szczerze, że dalej nie chce mi się w to uwierzyć... Że udało mi się przejść trening! I to tak szybko! Ale dalej próbuje to do mnie dojść i jakoś nie może... A ty, jak się czujesz jako Fiołkowe Wzgórze? - rzuciła, znów się wyszczerzając. - Co zaś do Żądlącej Łapy... Póki co nie mogę się niestety na ten temat wypowiedzieć, ale mam wrażenie, że może być ciężko. Ale to jeszcze zobaczymy! Za nami dopiero jeden trening! - mruknęła, przypominając sobie dzisiejszy trening z kremową koteczką. Ciekawiło ją, jak będą się dogadywać w późniejszych dniach.
Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Uniosłam jedną brew gdy Wiewiórczy skok przekręciła moje imię. Oczywiście wiedziałam,iż to tylko dla żartów,więc również lekko się zaśmiałam. Ruda koteczka prawie wcale się nie zmieniła. To była moja kochana kuzynka. Stara,dawna Wiewiu. Miałam wiele tematów do omówienia,toteż postanowiłam zacząć od tych bardziej przyjemnych,czyli ceremonia,mianowanie na wojownika,terminatorzy i tym podobne temaciki.
-Wiesz Wiewiu...widziałam,że Żądląca łapa jest bardzo ale to bardzo energiczna,więc faktycznie może być ci trochę trudno. Założę się,że dostajesz z pięćdziesiąt pytań na jedno uderzenie serca - zaśmiałam się i lekko szturchnęłam rudą w bark. Hmm...ciekawe jaki będzie mój terminator. Mi raczej taka wybuchliwa kulka energii by nie przeszkadzała,chociaż pewnie nie wyrabiałabym z tymi wszystkimi zadawanymi mi pytaniami i odpowiedziami na nie.
-Ciekawe czy ja dostanę jakiegoś terminatora na następnej ceremonii. Chciałabym trenować jakiegoś dzieciaka. To może być całkiem ciekawe doświadczenie...chociaż na pewno też nie łatwe - wydumałam po chwili i znów spojrzałam na rudą,lekko rozczochraną sierść córeczki Ognistopręgiej. Hmm...w sumie to nie wiem jak mam się czuć jako Fiołkowe wzgórze. Raczej myślę,że zwyczajnie...co prawda jest więcej rzeczy do roboty,no bo patrole,polowania i takie tam,ale tak to to raczej za dużo się nie zmieniło. Nadal chodzę odwiedzać Liliową sadzawkę,tak samo jak to robiłam kiedy byłam terminatorką...całkiem polubiłam te pogawędki ze starszymi. No! Nie czuję się jakoś bardzo dziwnie w każdym razie.
-Na początku byłam lekko zdziwiona i nie odnajdywałam się wśród reszty wojowników...no bo wiesz. Nowe legowisko,nowi współlokatorzy i wszystko takie inne. Ale z czasem się przyzwyczaiłam i żyję sobie tak. Tak po prostu - Powiedziałam tak jak było... Na początku byłam bardzo zdziwiona i zagubiona,ale po kilku zachodach słońca przyzwyczaiłam się do kompletnie innego,wojowniczego życia. Teraz trzeba było poruszyć też jeden z tych nie przyjemnych tematów,bowiem musiałam powiedzieć Wiewiórce o Trutku...i ostatnim polowaniu. Przełknęłam więc ślinę i przystąpiłam do opowiadania.
-Muszę ci coś powiedzieć. Bo wiesz...Trutek jest w lecznicy...i jest dość ciężko ranny - oznajmiłam i lekko spuściłam głowę. Wtedy też zerwał się lekki wietrzyk i zaczął rozwiewać moje króciutkie futerko. Sądziłam,iż kuzynka ma prawo to wiedzieć. W końcu znają się z Trutkiem...i głupio by było gdybym jej o tym nie wspomniała.
-Byliśmy na polowaniu i zaatakowały nas borsuki. Zamglonemu świtu nic nie jest,ale Trutek bardzo ucierpiał. Nasz medyk - Łososiowa łuska zresztą też. Stracił nadgarstek w bitwie i gdyby nie on,to pewnie byśmy już nie żyli - Ja wiem,że jej w ten sposób nie pocieszyłam,ale musiałam to wszystko wyjaśnić. Spojrzałam jeszcze ze spuszczoną głową na Wiewiu i wzruszyłam ramionami.
-Wybacz...nie chciałam zepsuć ci humoru,ale stwierdziłam,iż lepiej będzie jak będziesz to wiedziała - Chyba lepiej. Ja na przykład wolałabym wiedzieć gdyby ktoś z mojej rodziny był ranny. Tak po prostu jest i nic nie da się z tym zrobić. I trzeba wierzyć w Księżycowy pył aby jak najlepiej go wyleczyła.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- Och, nawet nie wiesz jak bardzo - rzuciła, słysząc o energiczności jej terminatorki. Niewątpliwie, była to jedna z aktywniejszych kotek, która cały czas chciała coś robić, zamiast słuchać o rangach i kodeksie. Ale mogła jej to wybaczyć, widocznie była bardzo podekscytowana perspektywą tego treningu. Sama jak została terminatorką nie mogła usiedzieć w miejscu, co nie znaczy, że nie stosowała się do poleceń Wydmowego Wiatru i marudziła na teorię. No i, nigdy nie przezwała swojej mistrzyni od nudziar. Może nie było to specjalnie obraźliwe, ale Wiewióra wzięła to do siebie. Bo ona bardzo dużo brała do siebie. I to była jedna z tych rzeczy.
- A, faktycznie, ty teraz żadnego nie dostałaś, prawda? - miauknęła powoli, zerkając na czekoladową. Nie przypominała sobie, żeby usłyszała jej imię na ceremonii przy imieniu jakiegokolwiek kociaka. - W takim razie na pewno dostaniesz jakiegoś terminatora na następnej! I na pewno trafi ci się ktoś super! - dodała, uśmiechając się szeroko. Niewątpliwie, Czerwona Gwiazda po prostu czekała na odpowiedniego terminatora dla Fiołek, nie było innej możliwości!
Kiwnęła głową na jej słowa. U niej było podobnie - nie mogła się przyzwyczaić, że nie śpi już w Zrośniętych Drzewach, tylko w legowisku wojowników. Że widzi zupełnie inne pyszczki, niż w poprzednim legowisku... Dziwne uczucie. No i dalej miała ochotę mówić o sobie Wiewiórcza Łapa, nie mogąc się przyzwyczaić do tego, że dostała nowe imię. Podobno dziwne.
Nagle czekoladowa kuzynka spochmurniała, dlatego pręgowana rzuciła jej zaniepokojone spojrzenie. Co się mogło stać, że tak nagle wyczuła od niej, że ta posmutniała? Właściwie, nie rozmawiały na żadne takie tematy żeby Fiołkowemu Wzgórzu zrobiło się smutno. Więc... O co chodziło? Uniosła pytająco brew czekając na wyjaśnienia. A to, co usłyszało, zmroziło jej krew w żyłach, a serce na moment przestało bić, gdy Wiewióra spojrzała na kuzynkę z niedowierzaniem. Jej oczy znacząco się powiększyły, a pyszczek otworzył szeroko w niemym "o".
- Jak... Jak to zaatakował was borsuk? - jęknęła, czując jak świat wiruje jej przed oczami. Moment, skąd tu nagle dwie Fiołki? Była jedna? Powoli ugięła łapki, żeby się położyć, czując że jak będzie dalej uparcie stać, to po prostu się przewróci. A balansowanie na pniu nie należało do najmądrzejszych, bo zawsze mogła się sturlać. Spojrzała pusto przed siebie. Jej kuzynostwo; Fiołkowe Wzgórze, Trująca Łapa i Zamglony Świt... Zostali napadnięci przez borsuka?! - Co... Co z nim...? I co z Łososiową Łuską?! - dodała, przypominając sobie, że w tym wszystkim brał jeszcze udział medyk. Spojrzała z przerażeniem na kotkę. Ale oboje z tego wyjdą, prawda?
Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Pokiwałam tylko przecząco głową i pustym wzrokiem popatrzyłam się w dal. W dal,kierując go w stronę Ziem niczyich i zachodnich Piaszczystych mielizn. Potem wbiłam pazury w ziemię i postanowiłam opowiedzieć Wiewiu wszystko od początku. -To było tak,że pewnego dnia ja i Trująca łapa rozmawialiśmy z Zamglonym świtem. Było jej trochę smutno i ona chciała iść na polowanie...więc postanowiliśmy wybrać się w trójkę. Postanowiliśmy też wyruszyć na polowanie gdzieś koło Zachodnich,piaszczystych mielizn...i tutaj był błąd. Każde poszło w inną stronę i próbowało coś upolować,kiedy to po terenie grasowały borsuki. Za pierwszym podejściem jeden prawie dorwał Zamglony świt,jednak tej udało się uciec - odparłam szybko i postanowiłam zrobić sobię chwilkę przerwy aby wziąć kolejne dwa wdechy powietrza.
-I tak. Mgle udało się uciec na drzewo,lecz potem znowu przystąpiliśmy do polowania. Ja oddaliłam się dość spory kawałek od Trutka oraz Mgły i w pełni chciałam skupić się na tropieniu zwierzyny...aż w końcu udało mi się wypatrzeć zaskrońca. Niestety brat nie miał tylu szczęścia,bowiem zaatakował go borsuk. Duży i silny...a jego szczęki? Jego szczęki były ogromne a w ich wnętrzu widniały mleczno-żółte ogromne zębiska. Gdy tylko wyczułam zwierze,Trutka i zapach krwii,to pognałam w ich kierunku...jednak okazało się,iż nie przybyłam na czas... Drapieżnik zdążył przegryźć Trutkowi gardło...i nie wiem co z tym będzie. Nie wiem też kiedy się pozbiera z tego wszystkiego - odparłam lekko załamanym głosem i postarałam się zmotywować do dalszej odpowiedzi.
-Wtedy też przybyli Łososiowa łuska wraz z Wysoką falą,a potem dołączyli do nas również Czarny bez i Ognistopręga. Twoja mama. Razem udało im się zabić borsuka,jednakże medyk stracił nadgarstek,a Trująca łapa odniósł poważne rany. Innym chyba nic się nie stało - Wreszcie udało mi się opowiedzieć wszystko. Wszystko i już nie miałam zamiar więcej poruszać tego tematu. Po prostu chciałam aby Wiewiórczy skok to wiedziała. Żeby wiedziała że mój brat a jej kuzyn leży w lecznicy i walczy o zdrowie? Wiem,że jest ze mnie po prostu świetna kuzynka i zepsułam tym rudej cały dobry humor...ale tak chyba było lepiej. Takie rozwiązanie było lepsze niż trzymanie córki Rudzikowego ognia w niewiedzy.
-My nic nie zrobimy...i miejmy nadzieję,że brat i Łososiowa łuska z tego wyjdą... - wypowiedziałam jeszcze te słowa a potem lekko przytuliłam się do rudego futerka wojowniczki. I co teraz? Trzeba być tylko dobrej myśli. Nic innego nam w tej sytuacji nie pomoże.