W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Nic sie nie dzieje. Jest Pora Nagich Drzew, zwierzyny zazwyczaj jest mniej przy takim mrozie, większość woli się chować w swoich legowiskach. Wysoka Fala doskonale zdawała sobie sprawę, że w taką pogodę może być ciężko, jednak nie zamierzała poprzestawać. Jak niczego nie znajdzie... To cóż, trudno. Wróci do obozu z jednym zającem, a niektórzy przecież wracają w ogóle bez. Jej też się czasem zdarza. Tak skupiła się na śledzeniu terenu i próbach wyczucia zwierzyny, że przestała zwracać uwagę na to, co ma pod łapami, przez co jedna z jej kończyn zamiast na normalnym poziomie, zapadła się nie łapiąc przewidywanego kontaktu z ziemią, przez co wytrzeszczyła w przerażeniu ślepia i poczuła, jak strach łapie ją gwałtownie jedną łapą za serce, drugą za szyję. Parę uderzeń serca musiało minąć nim pozbierała się do kupy po wdepnięciu w niewidziane zagłębienie, chwilę również obserwowała tamto miejsce, zanim wyjęła łapę i ostrożnie położyła ją obok. Wzięła głębszy, drżący oddech, wypuszczając powoli powietrze, po czym kontynuowała tropienie ofiary, tym razem patrząc również pod łapy. Wyostrzyła zmysły, próbując rozróżnić świeży trop zwierzyny pomiędzy zapachami zimowego lasu przy lekkich podmuchach wiatru, które owiewały jej pyszczek, a także rozglądała się po terenie i nasłuchiwała szelestów nieostrożnej zwierzyny. Poruszała się na ugiętych łapach i ze zdwojoną ostrożnością, jednak w pewnym momencie wyprostowała się i skierowała kroki w kierunku Zroszonej Łapy. Powiadomiła ją, że wraca do obozu pytając, czy chce iść z nią, po czym ruszyła w kierunku celu.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Ostrężyna czekała. Perłową Muszla zniknęła, prawdopodobnie dlatego, że jej córka zrobiła to samo. Nie miała komu przekazać, że musiała odejść. Żądełko i Żywica nie miałyby co jeść, a kotka nie mogła iść na polowanie. Nie mogła ich zostawić.
Zdecydowała się z rana obudzić obie kotki. Oznajmiła, że nie mogą czekać na mamę jeden, bo nie mają już jedzenia. Wzięła Żądełko do pyska, a Żywicę na plecy i wyszła z jej nory. Zamierzała w stronę terytorium klanów. Łapy same ją poniosły w stronę rodzinnego Klanu. Nie zauważyła, kiedy przekroczyła granicę Klanu Rzeki. Była już na kretowisku, szukając jakiegoś Rzecznego patrolu.
Nie zdawała sobie sprawy, jak długo już jej tu nie było.
//ktoś? No i Żądełko i Żywica ofc
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Razem z Leśną Łapą i jego partnerką, Barwnym Niebem wybrała się na patrol. Kocica była zmęczona przebywaniem cały czas w kociarni, dlatego razem z bratem postanowili ja wyciągnąć spod ciężaru kociąt, zostawiając je pod opieką innych matek. No i by już naprawdę duże, żeby zrozumieć, dlaczego nie wychodzi się z obozu. Pech chciał, aby na swojej drodze spotkali... Samotniczke. I to nie sama, bo z kociakami. Wyglądała ona dla rudej wojowniczki dziwnie znajomo, a nawet pomimo obecności dzieci przy niej, nie mogła nie poczuć, jak w środku się jej wszystko skręca ze strachu. Stanęła blisko niej, marszcząc przy tym pysk i strosząc długa sierść. Nie mogła nie wygonić kogoś, kto do klanu Rzeki nie należał z ich terenów. Musiała zebrać w sobie jak najwięcej odwagi, aby najpierw porozmawiać z bura, a potem... Odprowadzić ja. Przynajmniej taka miała nadzieję.
- J-Jestes na terenach klanu Rzeki. O-Opusc te ziemie, inaczej będę musiała użyć siły - powiedziała standardowa regułkę, starając się, aby jej głos był silny i donośny, aby samotniczka najlepiej się przestraszyła i uciekła. Otuchy dodawał rudej jej brat, który stanął obok, a także Barwne Niebo, która była w okolicy.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
W końcu po dłuższej chwili zauważyła patrol złożony z trzech kotów. W końcu. Upuściła kocięta na ziemię. Prowadząca patrol, którą kojarzyła, zaczęła formułę, którą córką Ciemniejącego Nieba znała, jednak nigdy sama jej nie wypowiedziała.
Wzięła głęboki wdech. Pora to w końcu powiedzieć.
- D-daj mi chwilę. Jestem Ostrężyna... Ostrężynowa Łapa, córka Ciemniejącego Nieba i Klonowej Łapy. Chciałabym wrócić do Klanu Rzeki. - strzóżyła. Miała powiedzieć dlaczego. Nie zrobiła tego. Ale... Miała nadzieję, że to wystarczy. I miała nadzieję, że dzięki temu wojowniczka postanowi pójść do Świetlikowej Gwiazdy i spytać się, czy będzie mogła wrócić. - Czy... Możesz pójść do Świetlikowej Gwiazdy...?
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Nabita, krępa, bardzo brzydka kocica o czarnej, szylkretowej sierści z bielą i wyłupiastych, pomarańczowych oczach.
Cicha, ponura, zamknięta w sobie kotka, której jedyną radością jest doskonalenie siebie i gapienie się na innych z ukrycia.
Dzwonek, Szuwar, Sianko, Niebo (nieaktywni)
Żywica... była naprawdę niezadowolona z faktu, że muszą odejść od mamy. Wiedziała jednak, że mama dwa, to znaczy Ostrężyna wie, co robi, ufała jej. Ufała, bo właściwie nie mogła zrobić nic innego. Trzymała się jej grzbietu, by nie spać, wtulając się w jej bure, długie, mięciutkie futerko. Mruczała, dodając otuchy dzielnej Ostrężynie! W końcu ona by się nie odważyła tak pewnie iść przed siebie.
Można wręcz powiedzieć, że Żywicy trochę się przysnęło nie grzbiecie swojej opiekunki. Była tak zestresowana całą sytuacją, że wręcz zmęczyła się samym leżeniem. W końcu szli do jakiegoś... Klanu Rzeki? Nawet nie było czasu dopytać się, o co dokładniej chodziło! Mama co prawda wspominała kilka razy o czymś takim, ale płaska mordka nigdy nie dowiedziała się o żadnych konkretach.
Ze snu wyrwał ją głos obcego kota. Bardzo obcego. Otworzyła swoje brązowe oczęta. Zobaczyła, że przed Ostrężyną stał kot. Kot o futrze długim jak Ostrężyny i kolorach podobnych do kolorów sióstr. Tylko że... Bardziej jaskrawym! Jednak rudo-biała kotka wydawała się mało przyjaźnie nastawiona. Przekonamy ją do nas, prawda? Z rozmowy dorosłych kotek zrozumiała jedynie Klan Rzeki i.. i w sumie tyle, bo wcześniej wszelkie inne nazwy były dla niej obce. Zeskoczyła z grzbietu burej samotniczki, lądując niezgrabnie na swoich okrągłych łapkach.
- Klan Szeki! Jestsmy na miejszczu? - spojrzała na Ostrężynę pytająco. Po chwili jednak przypomniała sobie o istnieniu rudej wojowniczki.
- Cze..cześć! Jestem Szyfica! - przedstawiła się wesoło rudej pani.
Nie wiedziała, czym jest Świetlikowa Gwiazda, ale czuła, że musi poprzeć burą mamę.
- Tak! Chcemy do Sfetlikowej Gla...zy! Prafda? - znowu spojrzała na Ostrężynę nie pewnie.
Kremowa, niska kotka o długim, puszystym futrze w ledwo widoczne tygrysie pręgi. W świetle dnia końcówki sierści stają się niemalże białe, przez co odnosi się wrażenie, że sylwetka gotowa się ugiąć przy najdelikatniejszym choćby dotyku. Postura koteczki jest solidna, ale nie gruba czy przysadzista... szczupła właściwie też nie. Taka w sam raz. Dumny, podłużny pyszczek ozdabiają piękne, niemalże idealnie okrągłe ślepka koloru bladobłękitnego. Krok postaci jest śmiały, sprężysty, i rzadko kiedy spokojny czy pełen gracji, jak to się z reguły oczekuje od młodej damy.
Mała złośnica, choć z pewnym wdziękiem... powiedzmy. Samolubna i kapryśna: jej decyzje determinuje nieustanna chęć urozmaicenia swojego dnia jakąś rozrywką, co nierzadko dla jej rozmówcy może się skończyć w sposób przykry. Generalnie Żądełko to ten typ kociaka, którego się albo unika, albo uderza w pysk, żeby się uspokoiło.
Poranny Szron, Migocząca Łapa, Iskrzący Śnieg
Ktoś kiedyś powiedział, że nie można zmusić samego siebie do obdarzenia drugiego kota zaufaniem. Że wystarczy po prostu odłożyć na bok dręczące nas wątpliwości i starać się zapomnieć gdzie się je odłożyło. Jej problem polegał na tym, że wciąż spoglądała w tamtą stronę. Żądełko wierzyła, że nieznane jej koty posiadają wielki talent siania niezgody i wrogości. Można im przeciwstawić tylko równie silne więzy przyjaźni i zaufania. Niczym byłyby różnice w zwyczajach i przynależności, gdyby miało się takie same cele i otwierało przed sobą serca.
Zresztą, niby dlaczego Żądełko miała zadręczać się obecnością innego kota? Mdliło ją na samą myśl, że musi z kimś rozmawiać. Całą podróż spędziła na wiszeniu w pyszczku kotki, którą mogła już z siostrą nazywać drugą mamą.
Wygodnie, prawda? Jak kroku zrobić nie trzeba, to i na pyszczku zaciesz.
Żądełko miała mimo wszystko takie dni, że nie wiedziała, co zrobić, żeby ten motorek wewnętrzny przestał ją dręczyć. Okropny stan - ogólna trzęsiączka, niepokój, obrzydliwa gotowość do odwrócenia się od świata i niecierpliwość. Od początku sądziła, że plan pod każdym względem doskonały… nie. Inaczej. Plan nie mający szans na realizację - dołączenie do któregoś klanu, chociaż od urodzenia żadna z nich nie miała styczności z dużą ilością obcych kotów - jest tylko niewielkim powodem do niezadowolenia, który uchroni ją przed całkowitym zawodem.
Kiedy Ostrężyna wypuściła ją z pyska, koteczka momentalnie nastroszyła futerko, wyszczerzyła ząbki i spiorunowała przybyły patrol takim spojrzeniem, że nawet parmezan by się roztopił. Żądełko nie lubiła zmian, toteż - w porównaniu do Żywicy - nie odezwała się ani słowem.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Przez moment milczała, wpatrując się w nieznajomą. Leśna Łapa lekko się zaniepokoił, jednak Barwne Niebo nie odpuszczała i cały czas śledziła wzrokiem potencjalnych przeciwników, jak i również jej potomstwo.
- T-Tak... P-Pamiętam cię... - odpowiedziała na słowa samotniczki, rozpoznając w burej osobę, która ją kiedyś, dawno temu, odwiedziła w norce wojowniczki. Nie trwało to jednak długo, bo obie musiały iść do swoich obowiązków, a wkrótce potem Ostrężynowa Łapa odeszła z klanu. Nie znała jej powodów, ale mogły być różne. Szczególnie, że wróciła z... Kociętami tak dziwnie wyglądającymi. Miała romans z jakimś pieszczochem dwunogów? Potrząsnęła głową, podchodząc bliżej byłej terminatorki.
- N-Nie możesz t-tu zostać... M-Musisz iść na granicę. Ś-Świetlikowa G-Gwiazda zmarł, t-teraz rządzi Cz-Czerwona Gwiazda... Ch-Chodź, o-odprowadzę was... - powiedziała, starając sie brzmieć stanowczo, po czym postapiła parę kroków w kierunku granicy z terenami niczyimi. Jakby się przywódczyni dowiedziała, że nic nie zrobiła, gdy samotnicy weszli na ich ziemię, nawet jeśli jedną z nich była była rzeczniaczka... Rozszarpałaby najpierw ich, a potem rudą. Przełknęła ciężko ślinę, rozglądając się kontrolnie i obserwując, czy nikt z patrolu nie wyrwał się z wiadomością do siostry zmarłego przywódcy.
- Sz-Szybko... - dodała po dłuższej chwili do poprzedniej wypowiedzi, patrząc się z nadzieją na córkę Klonowej Łapy, Nie chciała z nią walczyć, pomimo że w ostateczności musiałaby. Jeśli dałoby się uniknąć starcia... To Wysoka jak najbardziej chciałaby tak zrobić.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Kotka ją kojarzyła. Czy to oznacza... że jej pomoże?
Nie, nie miała. Tylko ich matka... zaginęła szukając jednego z kociąt. A Ostrężyna nie miała możliwości zapolowania, bo nie mogła kotek zostawić samych. A Pajęczyna pewnie już zaczął iść dalej na poszukiwania. Zmarłyby z głodu. Musiała im pomóc.
- Z-zmarł? J-ja nie mogę! Proszę, błagam, niech ktoś po nią pójdzie. Możemy wrócić na granice... ale pójdźcie po nią. Błagam. Nie umiem zapolować dla samej siebie, a dla dwóch kociąt? Nie mogę nawet wyjść bez nich. Pomóż mi... - z jej oczu zaczęły płynąć pojedyncze łzy. Nie mogła ich tu zostawić... ona musi im pomóc...
Wzięła Żądełko i Żywicę na plecy, po czym podążyła za wojowniczką. Przecież ich nie wyrzucą i zostawią na śmierć?
Usiadła po stronie terenów niczyich, patrzała smutnymi oczami na rudą kotkę z Klanu Rzeki.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Nabita, krępa, bardzo brzydka kocica o czarnej, szylkretowej sierści z bielą i wyłupiastych, pomarańczowych oczach.
Cicha, ponura, zamknięta w sobie kotka, której jedyną radością jest doskonalenie siebie i gapienie się na innych z ukrycia.
Dzwonek, Szuwar, Sianko, Niebo (nieaktywni)
Pani ruda kotka i pozostałe obce koty ją zignorowały. Niech to pech! No trudno, Ostrężyna musi poradzić sobie bez niej, ale da radę prawda? Ostrężyna?
Oh. Świetlikowa Gwiazda zmarł? Czy to znaczy, że nie przyjdzie?
Widząc reakcję Ostrężyny, najwidoczniej tak właśnie było. Jest źle, bardzo źle. Spojrzała na obce koty niepewnie. Czemu są niechętni do pomocy? Dlaczego każdy ignoruje ją i Żądełko! Przecież to jest tak ważne dla.. Wszystkich. Posłusznie wdrapała się na plecki burej długowłosej kotki. Podniosła łepek niepewnie. Musi jakoś pomóc! Może tym razem jej głos nie zostanie zignorowany.
- Po...Plose! Od..Od kiedy nasa mama zniklela O..ostrze..szyna poczebuje pomocy! Na..naplafde! Prafda Zlodelko? - spojrzała na kremową siostrzyczkę leżącą tóż obok niej. Może jej głos coś tu wniesie. Złapała się delikatnie pazurkami grzbietu Ostrężyny, której wymowa imienia wciąż była wielką zagadką i trudnością; oczywiście nie wbiła pazurki w jej futerko, a jedynie chciała nie spaść. Miała mimo wszystko nadzieje, że plan Ostrężyny się uda i znajdą się w Klanie Rzeki.
Kremowa, niska kotka o długim, puszystym futrze w ledwo widoczne tygrysie pręgi. W świetle dnia końcówki sierści stają się niemalże białe, przez co odnosi się wrażenie, że sylwetka gotowa się ugiąć przy najdelikatniejszym choćby dotyku. Postura koteczki jest solidna, ale nie gruba czy przysadzista... szczupła właściwie też nie. Taka w sam raz. Dumny, podłużny pyszczek ozdabiają piękne, niemalże idealnie okrągłe ślepka koloru bladobłękitnego. Krok postaci jest śmiały, sprężysty, i rzadko kiedy spokojny czy pełen gracji, jak to się z reguły oczekuje od młodej damy.
Mała złośnica, choć z pewnym wdziękiem... powiedzmy. Samolubna i kapryśna: jej decyzje determinuje nieustanna chęć urozmaicenia swojego dnia jakąś rozrywką, co nierzadko dla jej rozmówcy może się skończyć w sposób przykry. Generalnie Żądełko to ten typ kociaka, którego się albo unika, albo uderza w pysk, żeby się uspokoiło.
Poranny Szron, Migocząca Łapa, Iskrzący Śnieg
Żądełko skinęła łebkiem.
- Uh-huh, Ostrzensina potsebuje wspalcia! Ale jeśli nie chcecie pomóc, tio się do naś nawet nie zblizajcie. - Stwierdziła, nie spuszczając z patrolujących nieprzychylnego spojrzenia. To, że Ostrężyna potrzebowała pomocy, żeby poradzić sobie z problemami, nie czyniło ją słabszą. Nawet Żądełko - a nie da się ukryć, że kotka nie lubiła takiej postawy - musiała to przyznać. Naprawdę słabi byli ci, którzy nie potrafili przyznać, że potrzebują pomocy.
Koty, które nie potrafią przyznać, że nie poradzą sobie same. To takie są słabe.
Taryfa ulgowa przystępuje tylko wtedy, kiedy jesteś dopiero kociakiem i nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji.
Prosząc o pomoc i przyjmując ją, prawie-oficjalna-druga-mama przyznała się do swojej słabości, a przez to pokazała, jaka jest silna. Koty słabe myślą, że pozjadały wszystkie rozumy, i afiszują się ze swoją mądrością. Kiedy Żądełko usadowiła się już wygodnie na plecach starszej kotki, wyszczerzyła ząbki w stronę kotów z klanu rzeki. W końcu kot bez temperamentu nie zajdzie daleko! Wielkie osobowości mają pasję. A pasja często idzie łapa w łapę z dumą, wrogością i gniewem. A przynajmniej według teorii Żądełko. Bo skoro ma kły i pazury, to jest wielka, groźna i niepokonana.
- Źmieniłam zdanie! Nidzie się śtąd nie rusię! Chciemy pogadać z… ee… z tą gfiazdą! - Uniosła dumnie pyszczek, wychylając się zza Ostrężyny.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Podczas, gdy wysłuchała słów samotniczki, zaczęły mówić jeszcze jej kocięta. A przynajmniej... Jej przybrane kocięta, którymi zaopiekowała się po zniknięciu ich matki. Biedactwa. Przełknęła ciężko ślinę czując, jak gula zbiera się w gardle po tym, co usłyszała od maluchów. Ledwo co potrafiły mówić, jeszcze sepleniły. A już tyle przeżyły...
- D-Dobrze, z-zawołam ją... T-Tylko chodźcie z-ze mną na granicę najpierw... - powiedziała, po czym spojrzała na kociaka, który zdecydował się zostać w miejscu. Zabrało jej nagle argumentów, których mogłaby użyć przy rozmowie z nim. Nie mogła przecież nastraszyć kotki przywódczynią, która by ją rozszarpała, gdyby zobaczyła że kręcą się na terenach jej klanu jakieś przybłędy. Westchnęła drżącym oddechem, patrząc błagalnie na znajomą kocicę, chcąc aby chociażby siłą zaniosła je wszystkie na granice. Wysoka nie chciała, aby maluchom się coś stało. Ani też Ostrężynie, która chciała wrócić... Bała się jednak, że gdy Czerwona Gwiazda odkryje, że weszły na ziemie należące do Klanu Rzeki to nie będzie tak kolorowo... Liczyła na to, że uda sie im nawiązać jakąś współpracę, która swoim wynikiem nie będzie szkodzić ani rudej wojowniczce, ani trójce samotników. Gdy już wszyscy znaleźli się za granicą, poleciła Barwnemu Niebu, aby pobiegła po Czerwoną Gwiazdę i aby pokrótce wyjaśniła jej, że chodzi o byłą członkinię klanu Rzeki oraz dwójkę kociąt. Jedna z nich chciała wrócić, a ta dwójka razem z nią.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Ktoś miał bardzo dziwne wyobrażenia na jej temat, jeśli myślał, że Czerwona Gwiazda rozszarpie na strzępy kociaka. Przywódczyni nigdy w swoim życiu nie złamała Kodeksu Wojownika i bardzo tego pilnowała, a krzywdzenie kociaka raczej wpisywało się w łamanie Kodeksu.
Gdy Barwne Niebo poinformowała ją o tym, co zaszło, kocica tylko uniosła wysoko brwi i od razu się podniosła, pędząc we wskazane przez wojowniczkę miejsce. Barwne Niebo przekazała jej tylko, że była członkini Klanu chce wrócić i są z nią dwa kociaki, nie usłyszała już, kto, dlatego podczas biegu zaczęła się zastanawiać, co to za kotka. Gdzieś majaczyła jej nadzieja, że to mogła być Jastrzębi Szpon, ale to było... mało prawdopodobne. Kolejny kot o którym pomyślała, to Perłowa Muszla, której wyraźnie powiedziała, że ma brać dupę w troki i więcej nie pokazywać jej się na oczy.
Dotarła na miejsce, gdzie zastała Wysoką Falę... oraz byłą terminatorkę Klanu, która w pewnym momencie rozpłynęła się w powietrzu.
- Ost'ęzynowa Łapa - powiedziała, stając przed kotką i mierząc ją uważnie wzrokiem. A to ci niespodzianka. Jej się akurat nie spodziewała. Zaczęła mierzyć samotniczkę uważnym spojrzeniem, by następnie jej srogi, zimny wzrok spadł na towarzyszące jej kocięta - To twoje kociaki? - zapytała bezpardonowo, zastanawiając się, czy kotka zrobiła sobie szczyle i teraz przyszła błagać Klan Rzeki o przygarnięcie bo sama nie potrafi sobie poradzić. Na pysk Czerwonej Gwiazdy wpełzł niewielki, krzywy uśmiech. Ale głupia ta dzisiejsza młodzież. - Zatem słucham. Co masz mi do powiedzenia? - powiedziała, w dalszym ciągu stojąc i trzymając wysoko uniesioną głowę. Była ciekawa słów Ostrężynowej Łapy, bo to od tego głównie zależała cała ich przyszłość. Biczowaty ogon przywódczyni majtnął na boki, a jej długie pazury wbiły się w ziemię.
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Patrzyła w oczy wojowniczki. Jedna kotka odeszła, po przywódczynię. Czerwona Gwiazda. Nie znała jej zbyt dobrze. Miała nadzieję, że się zlituje nad nią. Albo przynajmniej nad kociętami.
Kątem oka zauważyła popielatą sylwetkę. Przełknęła ślinę. Bała się, że historia, którą zaraz opowie nie przekona siostry dawnego przywódcy. Nie wiedziała jak zmarł. Perłowa Muszla może też o tym nie wiedziała?
- Czerwona... Gwiazdo. - spojrzała na ułamek sekundy na pomarańczowe oczy. Szybko jednak odwróciła wzrok, patrząc to na Żądełko, to na Żywicę.
- N-nie. Mieszkałam w pobliżu. Czasem mnie odwiedzały, jednak potem ich matka zaginęła. Zaraz po tym, jak jedno z kociąt zniknęło. - odpowiedziała szczerze. Nie wspominała imienia byłej wojowniczki, bo nie chciała jej jeszcze w to mieszać.
- Mój trening nie szedł dobrze. Nie wiem, czy widziałaś, ale zaraz po mianowaniu zachorowałam, to też przeciągnęło mój trening. Czułam się... bezużyteczna. Chyba nawet taka była. Jedyne co robiłam, to sporadyczne treningi i patrole, jedzenie i spanie. Nie czułam się dobrze. Po-postanowiłam spróbować polowania sama. Nie wychodziło mi. Jednak wiedziałam... przynajmniej trochę, jak polować. Postanowiłam nie obciążać Klanu Rzeki. Odeszłam po jakimś czasie. Skierowałam się w stronę Siedliska Koni, w sumie to nie wiedziałam, gdzie idę. Chciałam po jakimś czasie wrócić do Klanu... jednak nie wiedziałam, w którą stronę iść. Samotnicy wygonili mnie z mojej nory i musiałam iść. Nie wiedziałam gdzie idę. Szukałam zapachu Klanu Rzeki, ale go nie znalazłam. W pobliżu Drogi Grzmotu spotkałam.. matkę tych kociąt. Właśnie rodziła. Postanowiłam... pomóc. Na coś przynajmniej się przydam. Przed zniknięciem powiedziała mi w którą stronę pójść, by dojść do terenów Klanu Rzeki. Czerwona Gwiazdo, ledwo umiem zapolować dla siebie, nie starcza mi zwierzyny na to, by wykarmić Żywicę i Żądełko. Proszę... czy mogę wrócić do Klanu Rzeki? - opowieść zajęła jej dość trochę, miała nadzieję, że przekona przywódczynię. Spojrzała na nią błagalnie.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Nabita, krępa, bardzo brzydka kocica o czarnej, szylkretowej sierści z bielą i wyłupiastych, pomarańczowych oczach.
Cicha, ponura, zamknięta w sobie kotka, której jedyną radością jest doskonalenie siebie i gapienie się na innych z ukrycia.
Dzwonek, Szuwar, Sianko, Niebo (nieaktywni)
Żywica była dosyć... zdezorientowana. Była jeszcze małą kuleczką, która ledwo co potrafiła ogarnąć, co się z nią właściwie dzieje. Przyszła jakaś ciemna pani. To chyba o kotkę cały czas chodziło. Poczuła, jak przez Ostrężynę przechodzi strach. Postanowiła ją wesprzeć, wtulając się w nią, pomrukując przy tym. Wysłuchała historii Ostrężyny, przy okazji dowiedziała się o niej co nieco. Co prawda nie rozumiała połowy tego, co mówiła, jednak czuła, iż teraz to nie najlepszy moment na dopytywanie się o takie szczegóły. Ogólny sens zrozumiała! Ostrężyna trenowała, cokolwiek to znaczy, ale potem poczuła się smutno i poszła sobie, a teraz chce wrócić! Płaska mordka na miejscu ciemnej pani poczułaby się przekonana. Teraz dołączenie do Klanu Rzeki pójdzie jak sałatka!
Chciała w jakiś sposób wesprzeć burą mamę, już otwierała pyszczek, by powiedzieć jakieś słowa na jej poparcie, ale uświadomiła sobie, że nie ma nic do powiedzenia, więc tylko kiwnęła delikatnie główką.
Kremowa, niska kotka o długim, puszystym futrze w ledwo widoczne tygrysie pręgi. W świetle dnia końcówki sierści stają się niemalże białe, przez co odnosi się wrażenie, że sylwetka gotowa się ugiąć przy najdelikatniejszym choćby dotyku. Postura koteczki jest solidna, ale nie gruba czy przysadzista... szczupła właściwie też nie. Taka w sam raz. Dumny, podłużny pyszczek ozdabiają piękne, niemalże idealnie okrągłe ślepka koloru bladobłękitnego. Krok postaci jest śmiały, sprężysty, i rzadko kiedy spokojny czy pełen gracji, jak to się z reguły oczekuje od młodej damy.
Mała złośnica, choć z pewnym wdziękiem... powiedzmy. Samolubna i kapryśna: jej decyzje determinuje nieustanna chęć urozmaicenia swojego dnia jakąś rozrywką, co nierzadko dla jej rozmówcy może się skończyć w sposób przykry. Generalnie Żądełko to ten typ kociaka, którego się albo unika, albo uderza w pysk, żeby się uspokoiło.
Poranny Szron, Migocząca Łapa, Iskrzący Śnieg
Po pojawieniu się przywódczyni, Żądełko stwierdziła, że większość kotów dorosłych nie odkrywa już świata. Wydaje im się, że go znają i prześlizgują się po jego powierzchni. A powierzchnię tę nietrudno jest wyczerpać. I stąd ta plaga dzisiejszych społeczeństw - nuda. Kociaki natomiast żyją w nieustannym zdziwieniu.
Dlatego Żądełko tak bardzo nie chciała zadawać się z dorosłymi. Nie łączyła jej z nimi ta wewnętrzna ciekawość świata. Ale wszystkiemu się dziwić jest oczywiście głupotą, niczemu się zaś nie dziwić jest znacznie ładniej i nie wiadomo czemu uważa się to za dobry ton. Różniły się zupełnie z Żywicą. Kiedy jej siostra wtuliła się w Ostrężynę, Żądełko cofnęła się do tyłu, wyszczerzyła ząbki i nastroszyła futerko.
- Ostrenszyna chcie wrócić do Klanu Sieki, więc my tieś! I prosię nas zabrać... ee... ziabrać ze sobą! - Chyba wewnętrznie pragnęła prawa do bycia sobą. Mówienia, co myśli, i robienia, na co przyjdzie ochota. Bez konieczności ustawicznego spełniania czyichkolwiek oczekiwań. Ale nie dało się ukryć, że Żądełko również zupełnie nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. To wszystko było nowe i to wszystko było dziwne, zupełnie przeinaczone. Nie tak wyobrażała sobie świat zewnętrzny - nawet, jeśli od samego początku wolała się raczej do niego nie zbliżać. A zaniepokojony umysł nie może istnieć w zrelaksowanym ciele.
Dopiero po krótkiej chwili Żądełko zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo postawna i jak bardzo groźna wydaje się Czerwona Gwiazda. Nie była byle kotem. Młodsza kotka spuściła wzrok, wyraźnie zmieszana i spojrzała na Ostrężynę, czekając na ostateczny wyrok. Strach zdecydowanie nie był jak choroba zakaźna. I nie przychodził znikąd. Żądełko sama musiała go stworzyć.