W Klanie panował względny spokój. Na każdym kroku Łabędź natykał się na wspomnienia katastrofalnego zebrania z udziałem Paprociowej Łapy w roli głównej, niemniej Rzeka trzymała się w ryzach. Patrole odbywały się normalnie, stos zwierzyny był zawsze pełen, terminatorzy i ich mistrzowie widziani byli w drodze na i z Kocich Grzbietów, a koty niezmiennie zbierały się w różnych częściach Obozu, by dzielić się językami. Oczywiście nie brakowało tych, którym z trudem przychodziło przejście do porządku dziennego nad tym, co się stało — Błękitny Poranek poświęcała cały swój czas niedawno narodzonym kociętom a Brązowy Pysk pracował za kilku, lecz on wiedział, że to nie obowiązki tak odciągały ich od życia Klanu. Pochodna mroku, który wniosła ze sobą bezgwiezdna, nadal unosił się nad Podnóżem Skał. Dlatego zwlekał z przeprowadzeniem ceremonii. Ceremonie miały być pozytywnym wydarzeniem, a jak mogłyby być nim teraz, ze świeżą krwią Paprociowej Łapy spływającą z Mroźnej Skały?
Był przywódcą, choć wcale się nim nie czuł. Był przywódcą, ale to — Gwiezdnym niech będą dzięki — nie zwalniało go z wojowniczych obowiązków. Potrzebował chwili wytchnienia, zatem upewniwszy się, że na miejscu gra i buczy, a Klan poradzi sobie chwilę bez niego, wyruszył na samotny patrol. Nie spodziewał się natknąć na coś nadzwyczajnego. Z całą pewnością nie podejrzewał, że gdy zbliży się do okolic Kretowiska, zastanie śnieżnobiałą postać po drugiej stronie granicy.
Kojarzył Chmurną Łapę, oczywiście. Zwykle przemieszczali się innymi ścieżkami, ale przecież przez długi czas dzielili legowisko terminatorów, a później nawet mieli tego samego mistrza. Kotka zaginęła dłuższy czas temu i normalnie Łabędź poczułby przyjemne ciepło na myśl, że kolejnemu Rzeczniakowi udało się odnaleźć drogę powrotną — to zawsze pokrzepiało. Teraz jednak wezbrał w nim niepokój. Poczucie winy. Nieśmiała nadzieja? Jej powrót przysłuży się zbolałym rodzicom, ale co z samą Chmurną? Czy nie pożałuje swojej decyzji poznawszy prawdę na temat jej brata? Nie zawinie ogona i nie odejdzie?
— Chmurna Łapa! — wykrzyknął zaaferowany, truchtem zbliżając się do granicy. Czego nie miała przynieść przyszłość, należało przywitać Rzeczniaczkę z otwartością. Dla podkreślenia dobrych zamiarów, Łabędź uniósł wysoko puchatą kitę i posłał kotce łagodny uśmiech. — Udało ci się wrócić! Gdzie byłaś?
Księżyce: 151 Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar Płeć: kotka Matka: Błękitny Poranek Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
Chmurka zdecydowanie nie spodziewała się, że ktoś ją zastanie podczas jej przemyśleń. Ale może to i lepiej, w końcu od dawna nie pachniała Rzeką, nikt jej nie widział w obozie, mógłby ją ktoś wziąć za obcą i zaatakować. Gdy usłyszała swoje imię, którego nie słyszała przez tak długi czas, jej wzrok od razu przeniósł się z ziemi przed nią na truchtającego w jej stronę kocura. Znał ją! Czy rozmawiali kiedyś? A może był jednym z tych kotów, które po prostu kojarzyły wszystkich w klanie? Nie wiedziała. Nie pamiętała większości kotów, z którymi nie była blisko.
- Hej! - odpowiedziała przyjaźnie. Nie znała jego imienia, więc nie mogła go nim powitać. - Uhh... nie wiem? Trochę się zgubiłam i nie umiałam wrócić. - w jej głosie było słychać wstyd. Zgubić się na kilka dni jako młody terminator to jedno, ale zniknąć na kilka księżyców jako ktoś, kto za sobą ma ponad dwa obiegi pór było nieco... żałosne. Nie powinna w tym wieku już być dojrzała i wiedzieć, gdzie kończą się tereny jej klanu. I może być w stanie odnaleźć drogę powrotną, choćby po zapachu. Ale Chmurka była wiecznym dzieckiem, trochę głupiutkim, roztrzepanym i naiwnym. Tak więc myślenie nie było jej mocną stroną, szczególnie o czymkolwiek praktycznym. Ale cóż, udało jej się w końcu odnaleźć, może nie będzie tak źle. - Jak się mają Błękitny Poranek i Brązowy Pysk? - spytała, używając konkretnych imion. W końcu nie miała pewności, czy kocur by wiedział, o kogo chodzi jakby spytała o "rodziców". A to były jedne z niewielu imion, które pamiętała w swoim życiu. No i oczywiście zależało jej, żeby wiedzieć, czy wszystko u nich w porządku.
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Tłumaczenia Chmurnej Łapy brzmiały szczerze, chociaż Łabędzia odrobinę zdziwiły. Przywykł do porwań przez dwunożnych, czasami zdarzały się wypadki, gdzie na drodze stanął drapieżnik, ale takie najzwyczajniejsze w świecie zabłądzenie chyba nie zdarzało się często. Tak mu się wydawało, na co dzień przecież nie szukał na granicach cudownie odnalezionych Rzeczniaków. Bez względu na okoliczności, mógł zaoferować kotce trochę ciepła. I zwyczajnej radości z jej powrotu. Nie chciał, by musiała się wstydzić.
— Dobrze że udało ci się bezpiecznie wrócić — powiedział przyjaźnie. — To najważniejsze. O ile oczywiście planujesz wrócić do życia w Klanie?
Mogła przecież doskonale odnaleźć się poza Klanem, a trafić tu przypadkowo.
Mogła też nie chcieć postawić łapy na rzecznych ziemiach jak już dowie się, co ją ominęło.
Udzielenie odpowiedzi na pytanie o rodziców nie było łatwe. Oczywiste, że samo pytanie musiało paść, kto nie spytałby o swoich bliskich? Mimo to Łabędź wolałby, żeby to kto inny stał na jego miejscu i kto inny wcielił się w rolę mrocznego posłańca.
— Zdrowie im dopisuje. Doczekali się nawet drugiego miotu — mówił uśmiechając się mimowolnie. Postanowił zacząć od dobrych wieści, bo przecież tych, wbrew temu, co mogło się wydawać, nie brakowało. Błękitny Poranek i Brązowy Pysk byli parą starszych kotów. Ich końskie zdrowie było godne podziwu, a fakt, że właśnie odchowywali miot, wydawał się cudem. Szkoda tylko, że los bywał tak okrutnie przewrotny i splamił ich szczęście krwawą śmiercią syna z pierwszego miotu. — Czwórka jednoksiężycowych kociąt, wszystkie śliczne i silne. Rosną jak na drożdżach.
Na tym pozytywy się kończyły. Błękitny Poranek od kilku wschodów słońca niechętnie dopuszczała do swoich dzieci inne koty, jakby bała się, że Rzeczniacy zobaczą w nich Paprociową Łapę, kota nielojalnego oraz niebezpiecznego. Łabędziowi pozostawało liczyć, że z czasem kotka odpuści; że poczuje się bezpieczniej. Kto wie, czy powrót córki nie przyczyni się do załagodzenia jej obaw? I przede wszystkim wyjawienia ich komuś, wszak opiekunka raczej nie opowiadała na lewo i prawo o tym, co ją dręczyło.
— Niestety... Ostatnio dużo się wycierpieli. I myślę że jeszcze długi czas będą potrzebować każdego możliwego wsparcia — dodał z powagą, niespokojnie kołysząc ogonem na boki. Spuścił wzrok i położył po sobie uszy. Nie potrafił spojrzeć kotce w oczy, czuł się winny. — Paprociowa Łapa zniknął z Klanu na jakiś czas, a kiedy wrócił, był... odmieniony. Wskoczył na Mroźną Skałę i zaczął wykrzykiwać, że nosi miano Spalającej Gwiazdy, dostał dary od Gwiezdnych i jego przeznaczeniem jest połączyć wszystkie Klany w... Klan Ognia? — Nie był pewien, absurdy wygadywane przez cynamonowego zapadły mu w pamięć mniej od... całej reszty. — Co nie było prawdą. Kosowa Gwiazda zniknęła bez śladu, owszem, jednak to ja zostałem wybrany na jej następcę. Odbyłem ceremonię przy Szepczącej Sadzawce, właśnie z niej wróciłem, gdy zastałem walczący Klan. Próbowali zrzucić Paprociową Łapę ze skały, podczas gdy on się odgrażał i, cóż, krótko mówiąc, stanowił zagrożenie dla Klanu. Żądał zabicia swojego mistrza, Skrzącego Słowa. Nikt go nie posłuchał, więc chciał walczyć z nim osobiście.
Tutaj urwał, niepewny, czy nie próbuje wyrzucić z siebie całej historii zbyt prędko. To było przytłaczające dla naocznych świadków, co dopiero dla kogoś, kto dowiadywał się z drugiej łapy o przebiegu szokującego zebrania. Tym bardziej oszołomiona musiała być Chmurna Łapa; mówił o nikim innym, jak jej bracie. Och, jak ona to przyjmie?
Księżyce: 151 Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar Płeć: kotka Matka: Błękitny Poranek Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
- Chciałabym, jeśli mogę... - odpowiedziała, przestępując z łapy na łapę. Może klan nie przyjmie kota, który ot tak sobie poszedł? Schwytanie przez dwunożnych to faktyczna wymówka. Nie ma się nad tym kontroli. A zgubienie się? Jak głupim trzeba być?
- Mam młodsze rodzeństwo? - momentalnie się rozchmurzyła. Nie spodziewała się tego. Przez tak długi czas jej rodzice nie zbierali się do kolejnego miotu, a tu w końcu gdy jej nie było postanowili mieć więcej kociąt. Chmurka miała w końcu więcej rodzeństwa! Przez długi czas była tylko ona i Paproć, cała reszta jej miotu rozpłynęła się w powietrzu, więc wiadomość o młodszych członkach rodziny bardzo ją ucieszyła. Szczególnie, że mentalnie była bardziej podobna do kociąt, niż dorosłych, poważnych kotów.
I wtedy ton kocura zmienił się, a szylkretka poczuła, że coś jest nie tak. Rodzice się wycierpieli? Słuchała, zmartwiona. Paproć zawsze mówił o jakiś dziwnych rzeczach, że był kimś wielkim, że zostanie przywódcą. To było chyba normalne, nie? Jednak z każdym kolejnym słowem niebieskooka była coraz bardziej przerażona. Położyła uszy po sobie, słuchając coraz poważniejszych zarzutów. To już nie były zwykłe głupotki, którymi zajmował się jej brat. Chmurka nie miała pojęcia, co mogło się stać, żeby cynamonowy aż tak zatopił się w swojej bajce.
- Oh. - tak to przyjęła. To jedyne, co z siebie wyrzuciła. Nie wiedziała, jakie pytanie zadać. Nie wiedziała, czy Rzeczny przywódca będzie kontynuował opowieść. Tak więc jedynie patrzyła się w ziemię pod jego łapami, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Co się stało, braciszku?
— Oczywiście, że możesz — odparował naprędce, nim w ogóle zdążył pomyśleć dwa razy.
Czy było nad czym się zastanawiać? Stracenie z oczu znajomych ziem mogło przydarzyć się każdemu i nie czyniło z nikogo zdrajcy. O ile Chmurna Łapa nie kłamała — a jej niewinne zachowanie, wygląd i sposób mówienia skutecznie odwodziły Łabędzia od paranoi, że mogłaby — to jedynym oskarżeniem wycelowanym w jej stronę mogłoby być, że opuściła terytorium Klanu nie pytając nikogo o zgodę, aczkolwiek to nie był powód, by karać ją tak surowo. Tutaj był jej dom... Był nim dłużej dla niej, niż dla niego. I jeśli czuła się z nim związana, to w zasadzie co on miał tu do decydowania?
— Zgadza się — potwierdził, gdy dopytała o rodzeństwo, wyraźnie zaskoczona tą nowiną. Nie ona jedna, w Obozie nie brakowało zdziwionych mordek po oznajmieniu Błękitnego Poranka, że jest w ciąży. — I na pewno chętnie poznają starszą siostrę.
Potem niestety przestało być tak przyjemnie. Zaczął snuć opowieść o bracie terminatorki i kiedy wreszcie uniósł wzrok, obdarzył ją smutnym, współczującym spojrzeniem. Nie chciał psuć wesołego nastroju. Nie chciał psuć jej radości ze znalezienia się z powrotem w domu. Ale nie miał innego wyjścia, racja? Nie mógł zatuszować prawdy. Odetchnął.
— Wiele się działo. I nie mówię tego na wyrost. Klan próbował rozmów, ja też, ale on nie dał sobie szansy, nie przestał upierać się przy swoim. Nie mogłem ryzykować dobrem zaatakowanych terminatorów, płaczących kociąt, Rzeki. Zostałem zmuszony go wygnać. Niestety nawet wtedy Paprociowa Łapa nie chciał odejść po dobroci. Wówczas pojawił się Gwiezdny, dawny medyk, jednak i jemu nie udało się odwieść go od pomysłu zaatakowania. Paprociowa Łapa skoczył ze szczytu Mroźnej Skały. Celował we mnie. — Zamilkł. Było w tej historii wiele nieprzyjemnych szczegółów, którymi mógł uraczyć Chmurną Łapę, aby zrozumiała, że nikt nie skrzywdził jej brata przez kilka głupich słów czy garść niedorzecznych pomysłów. Nie zamierzał specjalnie antagonizować cynamonowego, całkowicie zmienić jej postrzegania go. Wolał uniknąć drastyczniejszych detali — nieprzytomnego terminatora pod Mroźną Skałą, zranionej w ucho Tojad, wreszcie samego samozwańczego przywódcy leżącego w kałuży własnej krwi. — Ten skok był jego ostatnim. Przykro mi i przepraszam, że jestem tym, który ci to mówi, Chmurna Łapo, ale... Paprociowa Łapa nie żyje. Nikt nie chciał jego śmierci a ja wciąż zastanawiam się, czy dało się zrobić coś inaczej. I... nie wiem. Twój brat znalazł sojuszników wśród bezgwiezdnych. Zaufał im. Wydaje mi się, że było już dla niego za późno na ratunek. On nie chciał pomocy.
Księżyce: 151 Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar Płeć: kotka Matka: Błękitny Poranek Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
Kotka uśmiechnęła się radośnie, słysząc odpowiedź. Mogła wrócić do domu! W końcu znowu zobaczy rodziców, wróci do rutyny, będzie polować kilka razy dziennie, bo zapomni, czy już przyniosła zwierzynę na stos, więc stwierdzi, że lepiej pójść dwa razy, niż wcale. Czuła się o wiele lżej, jakby ciężar, którego wcześniej nie zauważyła został zdjęty z jej barków.
- Ja też chętnie je poznam. - powiedziała. Nie dość, że tęskniła za rodzicami, teraz miała też młodsze rodzeństwo. Tyle rodziny do kochania. Brakowało jej tego. Brakowało jej również przyjaciół, ale rodzina była takim... pewnikiem. Zawsze mogła do nich pójść i spędzić czas. Inne koty nie były jej tak bliskie. No i miały innych przyjaciół, dla których też musiały zorganizować czas. Ale dla rodziny zazwyczaj łatwiej było znaleźć czas.
Dalej nie było już wesoło. Paproć był uparty, ale żeby aż do tego stopnia? Nie żeby nie wierzyła Łabędziowi, absolutnie mu wierzyła, po prostu... ciężko jej było zrozumieć, co się stało. Jej brat... chciał kogoś skrzywdzić? I... umarł. Nie zobaczy go nigdy więcej. Bo uwierzył... bezgwiezdnym? Zaufał złym kotom i sprowadziły go one na złą drogę... a może jedynie pomogły mu kompletnie upaść. Nie wiedziała. Nie mogła wiedzieć. Nie znała się na tym.
- ...oh... - powtórzyła, smutniej. Mimo wszystko, Paproć to nadal jej brat. Kochała go. I to, że już nigdy go nie zobaczy, że odszedł z tego świata... bolało. Oczy jej się zaszkliły i może spłynęło po jej policzkach kilka łez, ale szybko otarła je łapą. - ...a-ale nikomu i-innemu nic się nie s-stało... p-prawda? - spytała, nieco drżącym głosem. Nic dobrego nie przyjdzie jej z rozklejania się na granicy, popłacze sobie nad jego... grobem... Mimo tego martwiła się jeszcze o pozostałych członków klanu. Jej brat nie brzmiał na stabilnego, może oprócz Łabędzia chciał skrzywdzić kogoś jeszcze? Albo... może mu się udało.
Oglądanie kotki, która odnalazła drogę do domu i która cieszyła się myślą o zobaczeniu się z rodzicami oraz poznaniu młodszego rodzeństwa, wszystko tylko po to, by na wstępie dowiedzieć się o śmierci brata, rozrywało serce Łabędzia na pół. Próbował pocieszyć się faktem, że wciąż miała rodziców, czekała na nią rodzina większa, niż w momencie jej odejścia, ale świetnie zdawał sobie sprawę, jak żałosna to była pociecha. Żadna liczba krewnych nie zwróci brata, nic nie ukoi bólu po tym, co mu się stało. Może jedyne, co było prawdziwie pozytywne, to że Chmurną Łapę ominęło oglądanie ostatnich chwil Paprociowej Łapy. Wystarczyłoby, gdyby wróciła kilka wschodów słońca wcześniej, i doświadczyłaby całego dramatu, łącznie z objawieniem się bezgwiezdnej.
— Nic poważnego — potwierdził łagodnie. Ruszył się z miejsca i stanął u boku kotki. O ile nie dała mu w żaden sposób odczuć, że nie jest to mile widziane, położył ogon na jej grzbiecie. Patrzył łagodnie w błyszczące od łez oczy. — Chodźmy do Obozu, co ty na to?
Księżyce: 151 Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar Płeć: kotka Matka: Błękitny Poranek Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
Mimo, że Paproć zawsze był nieco... inny, to jednak nadal był jej bratem. I jego strata bolała. Jednak stanie na terenach i płakanie nic nie pomagało. Dlatego też Chmurka musiała się zebrać i ze wsparciem ze strony Łabędzia, którego oczywiście nie odrzuciła, udało jej się w uspokoić.
- To dobrze. - odpowiedziała, a jej głos wciąż trochę drżał. Szkoda, że w ogóle cokolwiek się komuś stało, ale skoro to nic poważnego, to czuła się trochę lepiej. Może i była trochę winna, kto wie, czy jej brat posunąłby się do czegoś tak drastycznego, gdyby była w klanie? Gdyby rozmawiała z nim regularnie, gdyby była przy nim... ale teraz nie mogła zrobić nic. Oprócz pożegnania się. - Okej. - skinęła głową i, jeśli przywódca zaczął prowadzić ją do obozu, podążyła za nim. Miała dużo do nadrobienia. Czy w klanie był jeszcze jej mistrz? Czy dostanie nowego? Musiała się zobaczyć z rodzicami i swoim rodzeństwem. Musiała zająć się tym, co obecne, a nie przeszłością.
/zt?
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Poniekąd dzielili myśli. Łabędź też zastanawiał się, czy mogli coś zrobić jako Klan, czy on mógł zrobić coś jako Klanowicz, by zapobiec tej tragedii. Paprociowa Łapa nie mógł zwrócić się ku bezgwiezdnym bez żadnego powodu, ot tak, bo tak miało być, prawda? Nikt nie rodzi się z takim przeznaczeniem, odmawiał wiary w coś tak okrutnego.
Na szczęście Chmurna Łapa uspokoiła się nieco i zgodziła się na powrót do domu, zatem bez zbędnego przedłużania zaczął prowadzić ich w stronę Obozu, dbając o utrzymanie relatywnie lekkiej atmosfery. Czy może jedynie atrapy lekkiej atmosfery. Tak czy inaczej starał się zwrócić uwagę terminatorki ku przyjemniejszym sprawom — ominęło ją wiele złego, ale także równie wiele, o ile nie więcej pozytywnych zdarzeń. Na miejscu, gdy spotka się z rodzicami, zapewne znów będzie ciężko, tym bardziej zależało mu na ofiarowaniu jej chociaż chwilowego wytchnienia.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
***
Według Kostka istnienie dwunogów było całkiem pożądanym zjawiskiem, bo chociaż ubarwiali nudne, zielone otoczenie swoimi przedziwnymi przedmiotami. Tęczowy jednorożec - o którym nie wiedział, że tak się zwie, ale to nieistotne - cały czas zajmował honorowe miejsce przy jego legowisku. Pudełko chusteczek niestety się zużyło, więc na jego miejsce trzeba było znaleźć coś nowego.
Tym razem ofiarą na Kostkowego towarzysza został Minóg. Oriental srogo się zdziwił widząc samotnika, któremu nawciskał bujd o kanibalach, w samym środku obozu Klanu Rzeki, ale do tej pory nie było zbyt dobrej okazji by wejść w interakcje. Kostek umiarkowanie miał ochotę wyjaśniać swoje żarciki, ale nie powstrzymało to by uśmiechnąć się do Minoga czarująco, oznajmić, że idą poszukać śmieci i wyciągnąć poza obóz. Rzeczy pozostawione przez dwunogi przynajmniej nie były jak zwierzyna i raczej nie miały przed nimi uciekać. Przynajmniej tak myślał, rozglądając się z leniwym zainteresowaniem.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Tylko frajer by nie skorzystał z oferty szukania śmieci. Znaczy ta oferta brzmi bardziej jak Zadanie Bojowe, którego odrzucić nie można, ale nie wnikam w szczegóły i chętnie wyruszam na wycieczkę poza obóz z nowym ziomeczkiem. Tak samo jak nie zastanawiam się nadmiernie nad tym dlaczego to właśnie mi przypadł ten zaszczyt. Zakładam, że akurat byłem pod łapą i bez zajęcia, ale nie przeszkadza mi to. W radosnych podskokach daję się prowadzić przez tereny klanowe.
– Myślisz, że dużo trzeba będzie chodzić nim coś znajdziemy?? Bo mówię ci, jeszcze z trzy wschody słońca temu to nic nie widziałem poza obozem. I w sumie całą drogę tutaj też pustka. – zaczynam myśleć na głos, bo kto to widział tak maszerować w ciszy. – Może ktoś ci jakiś głupot nagadał i wcale żadnych śmieci tu nie wysypało, co??
To brzmi jak prawdopodobny scenariusz z tego faktu, że nic nie śmierdzi. A powinno. Niemniej wypatruję wszystkich nietypowych przedmiotów, które nie należą do dzikiego krajobrazu.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Tak więc dwójka rzecznych kocurów wyruszyła na swoje poszukiwania śmieci. Jeden bardziej szczęśliwy, drugi trochę mniej. Dlaczego? Ponieważ tylko Kościstemu Wybrzeżu jak na razie udało się cokolwiek znaleźć. Szarobeżowy oriental wypatrzył swoim leniwym wzrokiem jakiś przedmiot, który na rzeczne tereny najprawdopodobniej przywiał wiatr. Było to kartonowe pudełko w kolorze głębokiej zieleni z jakimiś białymi kropeczkami i krawędziami. Co prawda było otwarte i puste, ale nie było co się martwić, pokrywka leżała zaraz obok. Także zielona z białymi kropkami, ale dodatkowo miała na górze czerwoną kokardkę. Minogowa Łapa niestety nic jeszcze nie znalazł.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Gość nie poruszał tematu kanibali. Może było mu głupio, że tak frajersko uwierzył w głupoty, które Kostek paplał bez żadnego zastanowienia i dlatego postanowił udawać, że nic takiego nie miało miejsca. Orientalowi to pasowało - jeżeli ktoś naiwnie dawał sobie wciskać bzdury, to był to jego problem i nie widział powodu, by się tłumaczyć z ich wygadywania.
- Jak się boisz, że cię łapy rozbolą, to trzeba było nie iść. - Odmruknął szylkretowi bez zbędnych emocji, a zaraz potem parsknął cicho, kiedy ten zasugerował, że ktoś mu nagadał głupot. Ze wszystkich kotów, taki zarzut od Minoga był absurdalny, ale i nawet zabawny. Kość obrócił się przez ramię, by rzucić mu rozbawione spojrzenie spod wygiętej w idealny łuczek brwi.
- Nie każdy wierzy we wszytko co mu się mówi, wiesz? Niektórzy weryfikują informacje. - Wywrócił jeszcze oczami, po czym bez słowa wrócił do marszu, przeczesując spojrzeniem okolicę.
No i proszę, jak na potwierdzenie jego słów wkrótce oboje natknęli się na zieloną Rzecz. Było to podobne do tego co Kostek znalazł poprzednim razem, ale nieco większe i miało osobne przykrycie.
Obejrzał to z ostentacyjną satysfakcją wymalowaną na pysku, a potem wyszczerzył zęby do Minoga.
- Sprawdzimy, czy się zmieścisz? - Parsknął.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Jeju no typie, nawet na głos pomyśleć nie można. Tylko się zastanawiam!! Założę się, że ciebie pierwszego trzeba będzie nieść przez boliłapki. I na mnie nie licz. – od razu zastrzegam, że nie ma najmniejszych szans na to bym zaniósł koleżkę do obozu. Tak na wszelki wypadek, gdybym miał jednak rację, że to on pierwszy odpadnie.
– No super, fajnie, ale czy ty weryfikujesz, hę? – dopytuję, bo ktoś tutaj unika odpowiedzi wprost. Znaczy coś czuję, że gościu pije do czegoś konkretnego, ale brakuje mi kontekstu, więc skupiam się na tym co zrozumiałe.
Dalsze poszukiwania nie przynoszą jakiś wybitnych efektów, kręcę się po okolicy, ale jakoś nic super mi nie wpada pod łapy. Mega rozczarowujące, więc gdy to Kostek jako pierwszy natrafia na śmiecia towarzyszy mi bardzo uzasadniona zazdrość, która zaraz odnajduje odbicie w mojej mimice. Skubany, oszukuje pewnie jakoś.
– Aha, jasne. Żebyś mnie w tym zamknął i znalazł kolejnego śmiecia przede mną. Guzik, nie ze mną takie numery. – wystawiam język i zaraz robię parę skoków do przodu by mieć lekką przewagę czasową w rozglądaniu się po okolicy. Taś taś, śmieci...
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
- Jakbym kiedykolwiek pozwolił by dotknął mnie ktoś śmierdzący jak stos ziół gnijących na grzmiącej ścieżce. - Prychnął bez żadnych zahamowań, obojętny na ewentualność zranienia Minogowych uczuć. Niemniej szylkret miał trochę racji co do tego, że łapy Kostka wcale nie wytrzymywały zbyt wiele spacerów i gdyby jego towarzyszem był ktoś inny, chętnie spróbowałby mu się władować na grzbiet. W tym czy innym celu. Jednakże przed tym konkretnym kotem nie zamierzał ani odgrywać, ani przyznawać się do słabości, więc patyczakowate kończyny musiały wytrzymać - najwyżej czekało go leżenie następnego dnia.
Nie odpowiedział na dopytywanie się, bo znaleziony kartonik mówił według niego sam za siebie. Uśmiechnął się tylko triumfalnie, zwłaszcza, że pysk Minoga wyraźnie zdradzał zazdrość. I bardzo dobrze, może odrobina konkurencji ożywi tę wspólną wyprawę.
- Jeszcze przed chwilą nie wierzyłeś, że są tu jakiekolwiek. - Mruknął za nim, niespiesznie układając znalezisko we względnie suchym i bezpiecznym miejscu. Nie będzie przecież z nim biegał, ale chyba całkiem nieźle się nada by załadować tam kolejne fanty... Co do nich, Kostek zaczął się intensywnie rozglądać wkoło, by ubiec ziomka i znaleźć przed nim coś wystrzałowego. A może nawet zgarnąć mu coś sprzed nosa...
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise