Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Zastrzygła niemrawo uchem na widok nory, do której wejście przedeptały już zapewne tłumy (i oczywiście nikt z Cienistych nie ruszył łaskawie swoich czterech liter, żeby zasilić medyczny składzik). I tak dosyć wątle tlący się płomyk nadziei teraz zagasł niemal definitywnie.
Ruszyła za Sianko na jej znak, przy czym źle wymierzyła wysokość i rąbnęła się głową w powałę norki. Zaklęła pod nosem tak, że mleko by skwaśniało, po czym zabrała się za przeszukiwanie przeciwległego zakamarka nory.
Ta kotka , która ma długie i miękkie futro. Jest szylkretem czarno-rudym i ma zielono-żółte oczy. Białe futro występuje na piersi, brzuchu, na palcach i stopach.
Z pozoru jest to złośliwa, dzielna kotka, lecz w serduszku jest milutka i troskliwa.
Oleandrowa Łapa, Słowicza Łapa [KRz]
Akurat zapach i wygląd nory wskazywał na to, że są tutaj same i nie muszą martwić się o nieproszonych gości. Albo, że same nimi zostaną. Sienna Łapa postanowiła iść przodem, a tuż za nią Pomurnik, która źle wymierzyła wysokość i jej głowa zderzyła się z powałą nory, przeklnęła dość... wyraźnie i razem podreptały dalej. Obie skończyły po dwóch przeciwległych stronach pomieszczenia, który skrywał różne skarby Krzywuchy.
Sianko, gdy tylko dotarła do swojego celu, rozejrzała się po ścianach i kątach, by coś zauważyć, lecz pomógł jej sam nos wyłapując magiczny, intrygujący zapach rośliny niedaleko niej. Pomaszerowała trochę w przód i schyliła się, a tuż przed nią znajdowała się grupka kocimiętki, która wyróżniała się swoją pociągającą, cytrusową wonią. Biały kolor zawładnął rośliną, a jej liście ładnie się prezentowały, a akurat one były gwiazdami programu. Łącznie zebrała ich sześć. Niezbyt duża suma, ale też nie było to nic, więc zawsze coś. Bura kotka trzymała znalezisko w zębach bardzo delikatnie, toteż medykament można bardzo łatwo uszkodzić, a ani terminatorka ani Ciernisty Kwiat nie chciały tego. Odłożyła gdzieś listki i mogła szukać dalej.
Pomurnik miała trochę szczęścia. Nawet sporo, ponieważ jej wzrok zahaczył o lekko żółtawy dom pszczół, których w tym momencie nie było. Najwyraźniej albo odeszły niedawno, albo przebywały gdzieś na łące, ale prawdopodobna była pierwsza wersja. Miód teraz był celem czarnej kotki. Obejrzała powoli ul, wręcz żółwim tempem, by upewnić się, czy może brać się do działania. Akurat sprawa tutaj była oczywista, trzeba zebrać leczniczy napój, a gdy Pomurnik zakończyła swój monitoring, to rozpoczęła "rytuał" zbierania miodu, z którym nie miała największego problemu. Mogła tam znaleźć dziewięć plastrów miodu, które na pewno przydadzą się klanowi, jak i samej medyczce i jej terminatorom. Odłożyła plastry po kolei, również powoli, by nic się nie zmarnowało. Co kolejnego znajdzie?
+ 24 medexp dla Siennej Łapy
+ 54 medexp dla Pochmurnej Łapy
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Krzywiąc się, przeniosła plastry na bok, w bezpieczne miejsce, nie chcąc ich zabrudzić. Wspaniale, miodu też im akurat brakowało w składziku, a znalezienie tego smakołyku bez zarobienia co najmniej paru użądleń na ogół graniczyło z cudem - ale, na litość kogucią, potrzebowała teraz jakiegoś remedium na zatrucia. No ale oczywiście, że życie nie pozwoli jej na takie ułatwienie, no bo po co. To w końcu tylko jakaś tam chorująca terminatorka medyka, za której życie druga z tych terminatorek byłaby gotowa iść do samego Ciemnego Lasu przez ściernisko.
Wziąwszy głęboki wdech, zanurkowała z powrotem w norkę Krzywuchy. Nie miała pojęcia, co może tu znaleźć, ale po raz pierwszy od dawna - modliła się do wszystkich bogów, o których słyszała (żaden z nich nie musiał być realny, ale wsparcie na wszelki wypadek mogłoby się przydać) o znalezienie czegoś, co pomoże Bladej Łapie.
Przeciętnej urody i wzrostu, krótkowłosa, cętkowana, w połowie biała, w połowie bura kotka. Jej charakterystyczną cechą jest w większości biała głowa, zdobiona jedynie największą burą plamą na prawej powiece, biegnącej do czoła, i kilkoma mniejszymi na samym czubku głowy, a także przy uszach. Na grzbiecie spora łata, przelewająca się bardziej na lewy bok, zajmująca też cały ogon. Kilka mniejszych na łapach. Ma łaciate poduszki i różowy nos. Na świat patrzy oliwkowymi ślepiami. Kiedy mówi, słychać w jej głosie charakterystyczną chrypę, pozostałość po przebytych chorobach.
Kotka zdaje się być bardzo oficjalną w kontaktach z innymi; zwraca się pełnymi zdaniami, imionami. Pozbawiona dzieciństwa szybko wydoroślała, czy zwyczajnie starała się stać dorosłą. Jednocześnie będąc w tym wszystkim do bólu wręcz uprzejmą. Nie sposób doświadczyć z jej strony docinek, złośliwości. Kontroluje to, co mówi, a emocje nie wzburzają jej zachowania, choć... Może to jedynie kwestia braku dostatecznie mocnych bodźców. Lub może wcale nie po drodze jej z emocjami. Nie jest empatyczna, nie potrafi wczuć się w czyjeś przeżycia, doświadczać ich razem z drugą osobą. Jednocześnie wykształciła w sobie ogromne poczucie obowiązku względem innych, przez co mimo, że nie wczuwa się w ich uczucia, to w razie potrzeby reaguje, mniej lub bardziej odpowiednio, nie potrafiąc zostawić potrzebującego. Trochę sztywna towarzysko, ciężko wyłapać jej sarkazm, a i z żartami miewa problemy. Dużo myśli, analizuje i obserwuje.
Nie wyglądała, jakby wyjątkowo... Soczyste przekleństwo wpłynęło na nią jakoś szczególnie. Obejrzała się jedynie, sprawdzając czy wszystko było w porządku, a kiedy okazało się, że tak - powróciła do dalszych poszukiwań. Szczęśliwie były tutaj same, więc mogły wrócić do plądrowania legowiska zmarłej. Było to raczej wątpliwe moralnie, ale i tym terminatorka medyka zdawała się nie przejmować. Samotniczka już nie potrzebowała tych rzeczy, a klan Cienia mógł na tym zyskać, pomagając dalszym istnieniom.
Buszowały, aż w końcu natknęły się na coś. Kocimiętka. Miała specyficzną woń, charakterystyczną i z pewnością taką, której nie dało się ominąć. Jedno z prostszych, miała wrażenie, ziół do rozpoznania, chociaż sama Sienna Łapa nie miała jeszcze pojęcia do czego można było je wykorzystać. Jedno było pewne - składzik Cienia nie miał zbyt wiele liści kociego ziela, przynajmniej tak to zapamiętała. Nie zebrała ich dużo, ale to zawsze było te sześć sztuk do przodu.
Obejrzała się na Pomurnik. Ona znalazła miód. Sianko uśmiechnęła się pod nosem, zadowolona z takiego obrotu zdarzeń. Nie zdawała sobie sprawy z niezadowolenia towarzyszki i tego, jak bardzo skupiała się na znalezieniu lekarstwa dla Bladej Łapy. Powróciła do własnych poszukiwań, odkładając najpierw kocimiętkę w bezpieczne miejsce, by móc później ją bez problemu zabrać do obozu. Ponownie zaczęła rozglądać się po norze Krzywuchy, wyostrzając wszystkie swoje zmysły. Stąpała powoli, próbowała wyłapać zioła nie tylko swoim spojrzeniem, ale i nosem.
trzymetryponadziemiąpłynie dzień nie mierzyczasu,nie odliczaran ja whibernacjiprzekoczuję czas l• ✦poczekamtunaciebiekilka lat✦ •
Ta kotka , która ma długie i miękkie futro. Jest szylkretem czarno-rudym i ma zielono-żółte oczy. Białe futro występuje na piersi, brzuchu, na palcach i stopach.
Z pozoru jest to złośliwa, dzielna kotka, lecz w serduszku jest milutka i troskliwa.
Oleandrowa Łapa, Słowicza Łapa [KRz]
Sianko, której towarzyszyło niemałe zadowolenie ze swojego i Pomurnik znaleziska, powróciła do poszukiwań w pełnej gotowości. Po małym spacerku po norze nie zauważyła niczego ważniejszego, jednak zrobiła jeszcze jedną rundkę i skupiła swój wzrok na samym rogu pomieszczenia. Ponownie poczuła charakterystyczny zapach towarzyszący jej już wcześniej, lecz nie była pewna, skąd on pochodził. Zawróciła się, idąc w stronę wejścia, przy którym znajdowało się mniejsze wgłębienie. To tutaj pojawiła się kolejna kępa kocimiętki, tym razem jeszcze bardziej obfita. Schyliła białą głowę, chwytając delikatnie zębami liście medykamentu i starała się pozbierać je wszystkie, a ich łączna liczba... to dziewięć! Najwyraźniej jedna z terminatorek Ciernistego Kwiatu miała wielkie szczęście co do tego ziela, które miało wielkie znaczenie, ucieszą się z takiego przypływu kocimiętki. Oby tylko nikt nie użył jej w dość specyficznych celach. Tak czy siak, Sianko powędrowała do wcześniejszych znalezisk i odłożyła starannie listki, a kupka ziół już wyglądała dość zacnie. Możliwe, że coś jeszcze na nią czekało w norze Krzywuchy.
Pomurnik tym razem miała trochę mniej szczęścia, znalazła kolejny medykament, też dość ważny, ale schowany za grupą cierni w ścianie. Najwyraźniej pajączek stwierdził, że było to idealne miejsce na zaczepienie swojej pajęczyny, a ten fakt na pewno nie spodobał się ciemnofutrej, której cel raczej odbiegał od pajęczyny. Los dał jej medykament, ale nie taki, który mógłby pomóc Bladej Łapie. Z trójkątnego pyszczka wydobyło się ciche westchnięcie, jednak lepiej, by nie marnować okazji zebrania pajęczyny, zawsze mogło jej zabraknąć. Wyciągnęła długą łapę do góry i poczuła, jak ciernie nieprzyjemnie dotykają jej jednolitego futra. Obeszło się bez zadrapań, jednak raz czuła, jak jeden z kolców bardziej naciska na jej skórę. Zebrała łącznie trzy motki pajęczyny. Dość skromnie.
+ 63 medexp dla Siennej Łapy
+ 12 medexp dla Pochmurnej Łapy
Przeciętnej urody i wzrostu, krótkowłosa, cętkowana, w połowie biała, w połowie bura kotka. Jej charakterystyczną cechą jest w większości biała głowa, zdobiona jedynie największą burą plamą na prawej powiece, biegnącej do czoła, i kilkoma mniejszymi na samym czubku głowy, a także przy uszach. Na grzbiecie spora łata, przelewająca się bardziej na lewy bok, zajmująca też cały ogon. Kilka mniejszych na łapach. Ma łaciate poduszki i różowy nos. Na świat patrzy oliwkowymi ślepiami. Kiedy mówi, słychać w jej głosie charakterystyczną chrypę, pozostałość po przebytych chorobach.
Kotka zdaje się być bardzo oficjalną w kontaktach z innymi; zwraca się pełnymi zdaniami, imionami. Pozbawiona dzieciństwa szybko wydoroślała, czy zwyczajnie starała się stać dorosłą. Jednocześnie będąc w tym wszystkim do bólu wręcz uprzejmą. Nie sposób doświadczyć z jej strony docinek, złośliwości. Kontroluje to, co mówi, a emocje nie wzburzają jej zachowania, choć... Może to jedynie kwestia braku dostatecznie mocnych bodźców. Lub może wcale nie po drodze jej z emocjami. Nie jest empatyczna, nie potrafi wczuć się w czyjeś przeżycia, doświadczać ich razem z drugą osobą. Jednocześnie wykształciła w sobie ogromne poczucie obowiązku względem innych, przez co mimo, że nie wczuwa się w ich uczucia, to w razie potrzeby reaguje, mniej lub bardziej odpowiednio, nie potrafiąc zostawić potrzebującego. Trochę sztywna towarzysko, ciężko wyłapać jej sarkazm, a i z żartami miewa problemy. Dużo myśli, analizuje i obserwuje.
Zmarszczyła odrobinę brwi, kiedy do jej nozdrzy dotarł ponownie ten sam, charakterystyczny zapach. Nie spodziewała się znaleźć ponownie kocimiętki, ale absolutnie nie miała zamiaru narzekać, wręcz przeciwnie. To była bardzo dobra sytuacja, ponieważ z kilku listków kociego ziela w składziku nagle zrobiło się ich prawie dwadzieścia - a to było już bardzo dużo. Zadowolona zebrała listki i odłożyła je do wcześniej znalezionych. Pomurnik, jak spostrzegła, znalazła pajęczynę; to też bardzo dobre znalezisko, nawet jeśli nie było jej dużo.
Kontynuowała poszukiwania, mając nadzieję znaleźć jeszcze coś, nawet jakby miały być to tylko dwa listki lub kwiaty jakiegoś zioła. Weszła głębiej do groty. Jej spojrzenie zaczęło lustrować powoli miejsce, patrząc po ścianach, wgłębieniach, po ziemi, próbując znaleźć cokolwiek przydatnego. Wciąż nasłuchiwała czy aby na pewno były ciągle same. Do tego wszystkiego wciągała powietrze nosem, analizując otaczające ją zapachy, próbując wyłapać coś znajomego, odcinającego się od powietrza wypełniającego legowisko.
trzymetryponadziemiąpłynie dzień nie mierzyczasu,nie odliczaran ja whibernacjiprzekoczuję czas l• ✦poczekamtunaciebiekilka lat✦ •
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Być może modliła się do jakiś kiepskich bogów - ewentualnie ci mało sobie robili z prośby Ołżyśmierci, lub też, co najbardziej prawdopodobne, zwyczajnie nie istnieli i ponownie wymagali od terminatorki, by ta radziła sobie ze wszystkim własnymi łapami. Cicho westchnęła, powstrzymując się przed powiedzeniem kilku wulgarnych słów, i zebrała pajęczą sieć, by umieścić ją w pobliżu znalezionego przedtem miodu. Po tym, jak to zrobiła, rzuciła się do dalszych poszukiwań. Krzywucha byłaby doprawdy fatalna w swoim fachu, gdyby nie trzymała u siebie nic na zatrucia.
Ta kotka , która ma długie i miękkie futro. Jest szylkretem czarno-rudym i ma zielono-żółte oczy. Białe futro występuje na piersi, brzuchu, na palcach i stopach.
Z pozoru jest to złośliwa, dzielna kotka, lecz w serduszku jest milutka i troskliwa.
Oleandrowa Łapa, Słowicza Łapa [KRz]
Biało-bura kotka rozpoczęła swój staranny monitoring, łącząc siły swoich zmysłów. Wzięła głęboki wdech, pomaszerowała po glebie w norze, skupiając się również na wgłębieniach. Jej wzrok przykuła... ciekawa roślina. Zielona, posiadająca fioletowe kwiaty oraz ostro zakończone liście, miała też specyficzny zapach, który dopiero uderzył nos Sianko, gdy ta podeszła do znaleziska. Patrzyła się na roślinę z lekkim zdziwieniem, ale do myśli kotki wpadło to, że został im ostatni korzeń żywokostu, lecz dalej nie była pewna. Schyliła mocno głowę, spoglądając na sam dół rośliny i odgarnęła ziemię, która okrywała jej część. Wyciągnęła powoli żywokost, a następnie skupiła się na jego korzeniu. Chwyciła go i ponowiła to z resztą. Wszystkich znalezisk wyliczyła dokładnie trzy. Również skromnie, ale się przyda.
Tym razem przez myśl Pomurnik przemknęło kilka bogów i oni akurat podarowali jej szczęście, mimo że wcześniej ignorowali jej prośby. Może istnieli, może nie, kto wie. Przy jednej ze ścian zauważyła grupę pokrzywy, którą od razu poznała, bo była to roślina dość znana. Strzepnęła ogonem i podeszła do medykamentów, po czym zaczęła chwytać zębami ich liście, a następnie ziarna, które przykuły jej uwagę. Akurat ich właściwości były odwrotne od tych, których oczekiwała cienista terminatorka, ale niestety trujących rzeczy tutaj nie było. Łącznie pozbierała sześć liści i taką samą liczbę ziaren, które zwinęła razem i wyniosła do swoich znalezisk.
Obie ponownie przeszukały starannie norę Krzywuchy, która nie kryła nic więcej, więc kotki spisały się, jak tylko mogły. Opuściły pomieszczenie i zabrały ze sobą zioła, kierując się w stronę obozu.
+ 12 medexp dla Siennej Łapy
+ 42 medexp dla Pochmurnej Łapy
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
###
Ledwo co wyszedł z domu i już, zaczął wędrować byle gdzie to go łapy poniosą. Pierwszą wizytę zupełnie nieświadomie złożył Gromiaką, a drugą... niespecjalnie się nastawiał, by iść w kolejne epicentrum smrodu. Nie, żeby bał się Klanowych kotów! Na dobrą sprawę, wielkiemu paniczowi mogliby naskoczyć. Ale, wiadomo, jak już wyszedł się przejść, wolał chodzić w różne miejsca, nie tylko tam gdzie spotka go brzydki zapach. Tereny ogólnie były cudowne w porównaniu z miastem, w którym najciekawszą atrakcją były pomalowane kamienice. Wszędzie były miłe, delikatne dźwięku, śliczne zapachy i widoki, jakich niemal żaden pieszczoch nie miał szans nigdy zobaczyć. Wszystkie wysokie trawy, rzeczki, strumyczki, ogromne drzewa, przewrócone kłody... przyprawiały go o najprzyjemniejszy dreszcz, jakiego mógł kiedykolwiek doświadczyć. A co ważniejsze, tu były owady, na które mógł sobie polować kiedy to się mu tylko podobało. Najpewniej to go też wyniosło aż tak daleko. Do drogi doprowadził go jakiś motyl, a po przejściu - gdy był już w wysokiej trawie - z pewną dozą nieśmiałości zaczął polować na koniki polne. Jak wiadomo, dla pieszczocha, co jedynie polował na piórka zawieszone na patyku i myszy z kocimiętką, łapanie koników było nie lada wyzwaniem. Choć skradał się nienagannie, nie potrafił w porę wyskoczyć i zachować absolutnej ciszy. Niemniej, nie zdawało się aby tym się przejmował w jakimkolwiek stopniu. Każdą porażkę ignorował, szukając szybko nowego celu... Aż w końcu znalazł, tyle że nie konika, a kota. Zdziwił się potwornie, że w niesmrodliwym miejscu jest jakiś kot, ale nie poświęcił zbyt wiele czasu na myślenie o tym skąd szylkretka się tu wzięła. Po prostu się uśmiechnął i skocznym krokiem zaczął się zbliżać, by w końcu zatrzymać się na odległość zajęczego skoku od niej. - Bonjour! - wymruczał delikatnie w ramach powitania się, jedną łapę unosząc zaraz do góry. Jego właściciele czasem tak robili, więc sam uznał, że uniesienie łapki będzie miłą oznaką pokazania, że to on mówi. Teraz moment milczał. Nie miał nic innego do skomentowania, ani też nie wiedział jak kotka zareaguje na niego. Może nawet zaraz zwieje jak zobaczy tego strasznego pieszczocha przed sobą?
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Polowała.
Po ostatnim feralnym dniu, jej ostatniej, pierwszej i na jakiś czas jedynej próbie polowania, na Tsunami pozostały blizny. Niewielkie; te na łapach się zagoiły, ale na barkach, pysku... pozostały. Przypominały jej o porażce którą poniosła w starciu ze stadem srok i chciała to nadrobić, udowodnić swoją wartość. Upolować coś, tym razem nie dać się tak pokaleczyć. Bo jak to, wyjść z walki z jakimiś byle ptakami z taką stertą blizn na całym ciele?
Żałosne. Była żałosna. Nie obchodziła jej opinia Nowoświtowców, tak sobie wmawiała, a jednak w wolnych chwilach, po tym dniu, Tsunami desperacko... albo szukała Barana, albo próbowała coś złowić i udowodnić swoją wartość.
Była tak skupiona na skradaniu się do wróbla między trawami, że nie wyczuła obecności obcego kota, dopóki ten nie znalazł się tuż przed nią, swoimi skokami i dziwnym głosem płosząc ptaka. Szylkretka uderzyła ogonem po piętach, nawet nie będąc w stanie wystarczająco szybko zareagować i uniosła się znad traw, aby spiorunować obcego kota wzrokiem. Jego słowa dotarły do niej z opóźnieniem; nie brzmiały jak jakikolwiek znany jej wyraz.
Tsunami zmarszczyła nos, cofając się pół kroku gdy chudy kocur, przypominający z budowy Dettlafa i Fairy'ego, uniósł łapę. - Hę - spytała tępo, przekrzywiając łeb, zupełnie nie wiedząc, jak zareagować na jego słowa.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Ach, odpowiedziała! Niespecjalnie wiedział co to "hę" mogło oznaczać, więc - najnormalniej w świecie - odebrał to jako skromne, delikatne powitanie. Być może było to tym samym co mogło być "hej" czy "salut", ale w tutejszym języku brzmiało nieco inaczej? Nie mógł też podebrać aluzji, że się nie zrozumieli, bowiem nie powiedział za wiele i, dość głupio, uznał że takie powitanie rozumieć może każdy. - Tu veux jouer avec moi? - pisnął wesoło w jej stronę, na "moi" dotykając się łapą delikatnie w pierś. Nim to jednak zrobił, dość nieśmiało pokręcił łapką po ziemi. Sam był dość... stary, ale co innego miał robić tak daleko od domu? Bawienie się, w jakikolwiek sposób, było jedynym możliwym umilaczem czasu na spacerach. A polowanie na koniki wspólnie byłoby o wiele ciekawsze, niżeli jakby miał skakać sam. - Vous avez des cicatrices sur le visage.
Dorzucił po chwili, przechylając głowę na bok. Teraz, gdy dokładnie mógł się jej przyjrzeć, widział blizny na jej pysku. I oczywiście, nie byłby sobą gdyby nie powiedział, że je widzi. Nie zmieniało to zbyt wiele, bo to tak samo jakby ona wypomniała jemu, że ma pręgi czy wielkie uszy - stwierdziłaby fakt. Niemniej po jego głosie dało się poznać, że cokolwiek tam sobie mówi, jest tym zachwycony. W domostwach koty zwykle są nieskazitelne, tak jak on. A tu? Pierwszy raz widzi kogoś takiego!
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
A ona głupia myślała, że Deszczowa Pogoda dziwnie mówi. Ten tutaj posługiwał się słowami nieznanymi chyba nikomu w całym wielkim lesie. Może najwyżej ludzie znali ten przedziwny język, ale... nie koty. Przynajmniej nie normalne koty.
Chwilę temu Tsunami była gotowa potencjalnie wypędzić intruza, albo odwrócić się na pięcie i odejść, ale dziwna mowa obcego, w pewnym sensie, ją zaintrygowała. Tak samo jak dziwna mowa Kropli, ale to było jeszcze dziwniejsze. Słowa dziwne, sam sposób w jaki je wypowiadał był dziwny i w dodatku chyba oczekiwał, że go zrozumie. Nie bała się go, bo była blisko swoich ziem i czuła, że mogłaby mu uciec, w razie czego. W dodatku nie wyglądał na wiele starszego od niej.
Ani mądrzejszego.
Jedyne, co sądziła, że rozumie, to to dziwne moi które wypowiedział i przyłożył sobie łapę do piersi. Że... to jego imię? Pytał czy coś z Nim zrobi? Tsunami mrugnęła kilka razy, przekręcając łeb w drugą stronę, świdrując wielkouchego kocura zielonozłotymi ślepiami. Dezorientacja malowała jej się na pysku gołym okiem.
Podeszła kilka kroków bliżej, potem znowu, bliżej, finalnie zamykając między nimi odległość i zaczęła mu się przyglądać.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Brak jakiejkolwiek odpowiedzi był powodem do niemałego zawodu. Była zdziwiona, nie wiedziała co się dzieje i Jean-Luc sam nie wiedział co na to specjalnie zaradzić. Na moment odwrócił wzrok w dół, szukając jakichś lepszego doboru słów w głowie. Może bezpośrednie zaproszenie do zabawy z nim było zbyt niegrzeczne? Może nie chciała mu odpowiadać, bo to tak jakby napluł jej w twarz? - Est-ce qu'on ensemble? - dodał po krótkiej chwili, teraz nie wskazując tylko na siebie, ale też i na nią. Nie liczył nawet na żadną odpowiedź w tej chwili, skoro już wcześniej ją zamurował swoim bezczelnym pytaniem. To teraz niewiele się różniło, jedynie tyle że zaproponował zabawę "razem", a nie "z nim". Może to będzie miało jakiś większy efekt?
Nie wiedział, co prawda, czy miało, czy wręcz przeciwnie, ale w końcu miał jakiś inny efekt niż jak z początku. Choć bez żadnego słowa, kotka zbliżyła się do niego na tyle, że byli tuż obok siebie. Francuz nie przejął się ni trochę, widząc tę reakcję uśmiechnął się szerzej, a w oczach aż mu błysnęło. Może jednak zrozumiała? Nie był tylko pewien czy poprzez samo patrzenie się na niego wykombinuje jakąś zabawę, więc zaraz ostrożnie szturchnął jeden kamień, tak, by ten tknął łapy szylkretki. - On peut essayer de chasser des grillons! Ou peut-être aller nager? J'ai vu une grande rivière non loin de là. Cela ne semblait pas si dangereux, alors peut-être qu'on peut essayer de nager, aha, aha? - uśmiechnął się ciut szerzej, strosząc uszyska do góry. Nie mógł być pewnym czy zrozumie aluzję propozycji zabaw, ale próbować warto, prawda? Sam w sobie teraz był chyba zabawką dla niej. Gapiła się na niego jak na... nawet nie wiedział co. Nie ubliżało mu to jednak. Niech sobie patrzy, póki gwiazdor tu jest. Cholera wie, może za miesiąc właściciele wezmą go pod pachę i wróci do domu.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Uśmiech goszczący na pysku dziwnego kocura był czymś... zaskakującym. Mówił dziwnie ale brzmiał na dziwnie rozweselonego, swawolnego i nieprzejętego niczym. Jakby żył kompletnie bez zmartwień i w innym świecie, niż szylkretka. Z głową w chmurach. Spokojny i nie bojąc się o swoje życie. Podszedł do niej, przywitał się z nią i nawet nie zawahał. Nie bał się.
Tsunami podziwiała takie koty. Które potrafiły ot tak wejść w interakcje z obcym, bez chwili zawahania, niepewności. Które... się nie bały i były tak wesołe, wiecznie uśmiechnięte i... spokojne.
Pysk na którym zazwyczaj widniał grymas irytacji momentalnie przybrał inny wyraz. Dziwnie łagodny. Tsunami wciąż wyglądała na mocno zdezorientowaną, ale nie marszczyła już nosa ani brwi w dziwnej frustracji lub złości, która ciężko stwierdzić, czym była spowodowana.
- ... nie rozumiem - odpowiedziała cicho, lustrując kocura od stóp do głów, finalnie napotykając na kilka uderzeń serca jego oczy. Ale on jej chyba też nie rozumiał?
Nowoświtezianka usiadła na trawie, wskazując łapą najpierw na niego, poruszając kilka razy pyskiem tak, jakby coś mówiła, potem wskazała tą samą łapą na siebie... pokręciła łbem i wzruszyła ramionami, jakby w ten sposób chcąc zakomunikować kocurowi, że kompletnie nie dociera do niej ani jedno jego słowo. A szkoda.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Czarny, cętkowany lynx point z bielą, o krótkim, miękkim futrze. Oczy ma błękitne. Jest orientalnej budowy. Nie wyróżnia się wzrostem, jest przeciętnej wielkości. Ma niewielkie, ledwo co zarysowane mięśnie.
Lekkoduch i głupek.
Wężowy Błysk, Kamień [KG], Dettlaff [NŚ]
Na same jej słowa nie zareagował specjalnie, bo zupełnie jak ona, nie rozumiał nic. On jednak się tym nie przejmował w ogóle, bo przecież to nic takiego. Mogli do siebie mówić i się nie rozumieć, a to im nie powinno niszczyć wspólnie spędzonych razem chwil. Gdyby język był jedyną formą rozmowy z innymi, świata dawno by już nie było. Szylkretka jednak oszczędziła sobie kolejnego natłoku słów z ust orientala, łasząc się o pokazanie mu tego co mówiła. Teraz, chociaż potrzebował paru krótkich chwil, zrozumiał co miała na myśli. Nie zraził się i tak! Nadal się uśmiechał szeroko, ale teraz na jego pysku dało się dostrzec cień zamyślenia. Trwało to ledwo parę sekund, by zaraz znalazł kolejny kamyk. - Un grillon - powiedział spokojnie, wskazując na znalezisko. Zaraz odsunął się od niego o parę kroków, by następnie przejść do pozycji łowieckiej i na raz wskoczyć nań, jakby ten był żywą istotą, która miałaby mu zaraz uciec. Nawet w tej chwili było to dalekie od perfekcji, bo lądując stracił balans i capnął na swój lewy bok. Nieprzejęty porażką, w tej pozycji złapał kamień w łapę i po dźwignięciu się z ziemi wziął go w pysk, żeby puścić go znów na ziemię kawałek przed kotką. - Je l'ai attrapé. Je... euh...
Tu się na moment zaciął. Nie rozumie go. Nawet jeśli powie jej, że go złapał - może nie zrozumieć sensu jego słów. Znów poświęcił moment na zastanawianie się. W końcu przyłożył łapę do piersi, mówiąc znów "je", a następnie skoczył tak, by łapami przykryć "zdobycz", tuż po tym mówiąc "l'ai attrapé". To powinno być jaśniejsze. - Nous pouvons attraper plus ensemble - tutaj - licząc na to, że wyłapie jedno słówko, które wyjaśnił - wskazał kolejno na nią i na siebie. Teraz, kiedy niemal w ogóle się nie rozumieli, nie mieli chyba nic wiele ambitniejszego do roboty od zabawy, co nie? Chyba, że jakimś cudem się dogadają i wspólnie wymyślą coś lepszego od niewinnego gonienia się za konikami po trawie!