Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Gradowy Podmuch znał już Leśne Ostępy tak dobrze, że mógłby poruszać się po nich z zamkniętymi oczami. Część lasu w okolicach terenów Klanu Wichru i Cienia stała się jego domem. Czy na zawsze? Tego nie wiedział. Planował zostać tam do końca Pory Nagich Drzew, bo wyprawa w nieznane podczas najtrudniejszego dla dzikich kotów okresu była bardzo ryzykowna, żeby nie powiedzieć, że po prostu głupia. Tutaj przynajmniej mógł polować, bo zwierzyny nie brakowało, a wieczorami ukrywać się w Norze, gdzie nocami mógł wtulić się w czarne futerko i ogrzać o ciepłe ciało partnera.
Były Zastępca Klanu Wichru przywykł do dużej ilości obowiązków. Teraz, gdy jedynym jego zajęciem było polowanie i sprawdzanie niewielkiego terenu - często doskwierała mu nuda. Siedzenie bezczynnie w Norze wcale mu nie pomagało. Był kotem stworzonym typowo do działania, nie do myślenia - gdy nie skupiał się na żadnym zajęciu i nie był na tyle zmęczony, by zasnąć, to nadmiar wolnego czasu sprawiał, że jego myśli zaczynały rozchodzić się w niekoniecznie preferowanych kierunkach. Dlatego często wybierał się na dłuższe eskapady, podczas których musiał zachować całkowitą czujność. Poznawał też podczas nich dalsze tereny - a to mogło się przydać gdyby jednak zechcieli zmienić miejscówkę.
Nauczył się już wiele o Grzmiącej Ścieżce, w końcu nie był tu pierwszy raz. Po pokonaniu tej niebezpiecznej przeszkody ruszył dalej. Dotarł do Wrzosowiska, które zapewne jeszcze kilka księżyców temu wyglądało przepięknie - teraz jednak wszelka roślinność miała podobny, szarawy kolor. Grad nie skupiał się jednak na okolicznościach przyrody, bo do jego nozdrzy dotarła woń kota. Jeśli się nie mylił, to nie był to ktoś z jednego z Czterech Klanów. Poszedł tropem nieznajomego i po kilku chwilach natrafił na czarno-białą kotkę.
- Kim jesteś? - krzyknął do niej z odległości. Jego głos zabrzmiał głośno i stanowczo. Zielone oczy przenikliwie obserwowały nieznajomą. Mięśnie kocura były lekko napięte - był gotowy do działania, gdyby z jakiegoś powodu spotkanie nie należało do tych pokojowych. W końcu nie miał pojęcia, z kim ma do czynienia.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Lodowa Trzcinka znała Grzmiącą Ścieżkę już wcześniej, ta bowiem przebiegała przez dawne tereny Klanu Cienia. Jednak wiedziała dobrze, że była ona zdradliwa bez względu na to ile razy się je przekraczało. Z tego powodu, przeszła raz na drugą stronę i chwilowo trzymała się jej, nie chcąc póki co za daleko oddalać się od ojczystych ziem, jednocześnie nie zostając zbyt blisko nich. Nie sądziła co prawda, by ktokolwiek z Klanu Cienia chciał ich ścigać. W końcu nie byli ze Szronem zbyt ważni, a odchodząc nawet nie zabrali zwierzyny ze stosu. Sądziła, że pamięć o nich zaginie w Klanie równie szybko co ślady ich łap. Ciążyło jej to na sercu, ale jedyną winę za ten stan rzeczy ponosiła ona. Mogła wiele rzeczy zrobić inaczej, jednak teraz nie dało się cofnąć czasu, a szansa na poprawę pewnie nie pojawi się nigdy. Musiała teraz żyć tym co przed nią lub od razu rzucić się pod koła Potwora. Na razie nawet myśl o tak desperackim czynie nie mignęła w głowie Ślizgawki, skupionej na swej misji ratowania bliskich. Nadzieja, którą się kierowała, była raczej ślepa i beznadziejna, ale póki się tliła, kotka dążył do przodu.
Wkoło Wrzosowiska, w okolicy którego się akurat kręciła, zauważyła kilka śladów bytności innych włóczęg, którzy najprawdopodobniej mieli tutaj swoje rewiry. Jednak póki co, unikała bezpośredniego kontaktu, zwłaszcza jak Szrona nie było w pobliżu. Dotychczas uważała samotników za zagrożenie, a teraz sama była jednym z nich... Zdecydowanie wolałaby odbyć pierwsze spotkania z bratem u boku, jednak los zadecydował za nią. Natknęła się na dobrze zbudowanego, burego kocura. Serce Śliskiej przyspieszyło, gdy zdała sobie sprawę, że ją zauważył, ułamek sekundy przed tym jak zdecydował się odezwać. Ugięła łapy w gotowości do ucieczki, rozedrganym ogonem majtając na boki i przez dłuższą chwilę spoglądała na nieznajomego w milczeniu. Była przyzwyczajona do mówienia prawdy i tylko taka odpowiedź nasuwała się jej na język, jednak czy rzeczywiście powinna przedstawiać się pełnym imieniem, zdradzając swoje spowinowacenie z Klanami? - Ślizg. - Odmiauknęła w końcu, cichszym aniżeli kocur głosem, ale uniosła wyżej łeb. - Nie mam złych zamiarów. Kim ty jesteś?
Zganiła się w myślach. Na Gwiezdny Klan, jeżeli chciała przeżyć poza Klanem, musiała przestać się zachowywać jak spłoszony królik.
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Syna Stokrotkowej Łąki nigdy nie interesowało za bardzo życie innych klanów. Oczywiście gdy był członkiem Wichru to znał imiona najważniejszych kotów w innych klanach - ale nic więcej. W większości przypadków nie wiedział nawet, jak wyglądali inni Przywódcy. Z tego powodu (i pewnie wielu innych) nie miał w jaki sposób usłyszeć o Śliskim Brzegu, a tym bardziej o Ślizg. Jej imię absolutnie nic mu nie powiedziało i dalej nie miał pojęcia z kim rozmawia.
- Gradowy Podmuch - buropręgowany również nie miał w zwyczaju kłamać. Bardzo sobie cenił prawdomówność. Zdarzało mu się co najwyżej zatajać pewne informacje, jeśli sądził, że nie powinny one dostać się do nieodpowiednich uszu. Nie widział jednak sensu w ukrywaniu swojego imienia. Przez chwilę patrzył na kotkę oczekując jej reakcji. Jeśli była wcześniej wojowniczką, powinna skojarzyć jego imię.
- Zamieszkujesz te ziemie? - zapytał po chwili, tym razem nieco łagodniejszym tonem. Zrobił też w międzyczasie parę kroków w kierunku czarno-białej, dalej jednak zachowując bezpieczną odległość.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Śliski Brzeg nie mogła tego samego powiedzieć o Gradowym Podmuchu. Oczywiście w Klanach bywali ignoranci, którzy uważali znajomość wyższych rangą kotów z innych Klanów za zbytek, ale ona nigdy do nich nie należała. I chociaż nie szło to w parze z głębokim zainteresowaniem polityką bliższych i dalszych sąsiadów, imię byłego zastępcy musiało się zapisać się w jej pamięci.
- Gradowy Podmuch. - Powtórzyła ochryple, patrząc na kocura z większym zainteresowaniem. Przez chwilę wahała się, czy zadać pytanie cisnące się jej na język, czy może wywoła w pręgowanym wściekłość. - Miło mi cię poznać. - Westchnęła w końcu. Nie chciała ryzykować przesadnie napiętej atmosfery, czy rozdrapywać starych ran. Nie wiedziała jakie Gradowy Podmuch żywi obecnie emocje wobec Klanu Wichru oraz przeszłych zdarzeń, które doprowadziły do jego życia na wygnaniu, czy pozostały jedynie blizny na sercu, czy wciąż jątrzył się gniew i żal. Bo nie sądziła, by był po prostu obojętny. - Nie. Szukam kogoś. - - Przyznała, a bursztynowy wzrok nabrał w końcu stanowczości, którą zwykł wyrażać. - Dobrze znasz to miejsce i koty stąd? - Zapytała, pośpiesznie przeliczając w myśli, ile ex- zastępca musiał żyć poza ziemiami swojego Klanu. Dość, by trochę się zorientować w okolicy.
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Nie skomentowała jego imienia i nie zapytała o nie. Zareagowała właściwie jedynie spojrzeniem i uprzejmymi słowami, jednak zainteresowanie widoczne na jej pysku gdy usłyszała, z kim ma do czynienia prawdopodobnie oznaczało, że pochodziła z któregoś z Czterech Klanów. Grad nie miałby problemu, aby porozmawiać o Wichrze - to wszystko było już przeszłością. Przez to, jak diametralnie zmieniło się jego życie od tamtego momentu, wydarzenia te wydawały się jeszcze bardziej odległe. Nie pogodził się ze swoim losem - nie tak do końca. Uczucie żalu pozostanie w nim zapewne do końca życia, jednak nabrał już tyle dystansu, że mógł swobodnie rozmawiać o swojej przeszłości.
Ślizg nie wydawała się jednak być zainteresowana tym tematem. - Tu konkretnie? Niekoniecznie. Zwykle przebywam... w trochę innym rejonie - nie sądził, żeby biało-czarna miała jakieś złe zamiary wobec niego, ale mimo wszystko był ostrożny. Doszedł do wniosku, że zdradzanie swojego miejsca pobytu kotce, którą zna od kilku chwil byłoby niezbyt rozsądne. - Trafiłem parę razy na inne koty, choć zdarzało się to raczej rzadko. Jeśli mi opiszesz wygląd kota, którego szukasz, będę w stanie określić, czy na niego nie natrafiłem - w zasadzie nie wiedział, czemu oferuje jej pomoc, ale w sumie... to były tylko słowa. Ślizg opisze swojego znajomego czy znajomą a on tylko odpowie, czy widział takiego kota - i ewentualnie coś więcej. Taka "przysługa" nic go nie będzie kosztować, a kotce może pomóc, a Grad... cóż, dawno nikomu nie pomagał. Żyjąc w klanie często z kimś patrolował, z kimś polował, czuł się bardziej... przydatny. Teraz mógł robić rzeczy jedynie dla Gawrona, i chociaż był bardzo wdzięczny za jego towarzystwo, to chyba było to trochę za mało w porównaniu do tego, jak wyglądało jego dawne życie.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Śliski Brzeg z dużym zainteresowaniem wysłuchałaby opowieści o Wichrze oraz wydarzeniach, które sprawiły, że Krucza Gwiazda przestał być przywódcą, a jego miejsce zajęła Malinowa Gwiazda, pomijając w tym rachunku dotychczasowego zastępcę, czyli stojącego przed nią Gradowego Podmucha. Jednak Lodowa Trzcinka unikała trudnych tematów, nie chcąc sprawiać przykrości swoim rozmówcom. Nie wiedziała na ile przeszłość tkwi drzazgą w sercu byłego Wichrzaka. Nie znała go, także wolała nie rozdrapywać starych ran.
Skinęła krótko głową. Zauważyła rezerwę kocura, ale nie zamierzała ciągnąć go za język. Nie zdradzanie się z docelowym miejscem pobytu wydawało się jej nawet rozsądne. Nawet pomiędzy Klanami koty zachowywały pewną nieufność, nic dziwnego, że w świecie samotników i wygnańców ten stan się zwielokrotniał.
Dlatego była trochę zaskoczona, chociaż raczej pozytywnie, dobrymi intencjami pręgowanego i propozycją "przysługi". Co prawda, nie kosztowała ona nic, tylko wymagała wysłuchania rysopisów i przejrzenie pamięci, ale i tak była całkiem miła. Ślizg, wychowywana w ogólnej znieczulicy i braku empatii, zawsze doceniała takie drobne gesty. Zaszurała w zażenowaniu łapkami. - Szukam więcej niż jednego. - Odpowiedziała cicho, unosząc kąciki pyszczka w gorzkim uśmiechu. Zastanowiła się przez chwilę, jak najlepiej przedstawić cechy charakterystyczne swoich przyjaciół i od kogo najlepiej zacząć. - Błękitnookiej kotki o bardzo sterczącym, jasnorudym futerku. Szarej, krótkowłosej z jednym okiem zielonym, a drugim niebieskim. Srebrzystego, błękitnookiego kocurka. I drugiego burego, sporych gabarytów. - Nie potrafiła zbyt gładko operować słowami i kiedy tylko wymieniła wszystkich poszukiwanych, zdała sobie sprawę, że te opisy niewiele pomogą. Tak naprawdę jedynie Kurzyk z dwukolorowymi ślepiami oraz Lefka z nieokiełznanym futrem się wyróżniały. Natomiast Wilczek i Tygrys... Jakby się zastanowić, pod opis Tygryska można było podciągnąć samego Gradowego Podmucha...
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Opisy przedstawione przez Ślizg były... niedokładne, delikatnie mówiąc. Rudą kotkę z niebieskimi ślepami czy też kotkę z heterochromią raczej by zapamiętał, ale gdy próbował sobie wyobrazić pozostałą dwójkę, przed jego oczami stawał obraz bardzo przeciętnych kotów. Niemniej jednak spróbował odtworzyć w pamięci wszystkie spotkania, jakie odbył po odejściu z Wichru. - Nie pamiętam nikogo takiego niestety - dodał po chwili zastanowienia. Niepokoił go jednak fakt, że biało-czarna wymieniła aż cztery koty. Czyżby miały chodzić razem? Były rodziną? Może tworzyły jakieś plemię lub inny wymysł? - Czy te cztery koty przebywają razem? - zapytał kotki zaintrygowany tematem. Jeśli była to jakaś zorganizowana grupa to być może on i Gawron będą musieli być jeszcze bardziej ostrożni, albo... może nawet będą musieli wynieść się z tych terenów szybciej, niż planowali.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Takiej odpowiedzi się spodziewała. Nawet drobna iskierka nadziei nie tliła się w Śliskim Brzegu, gdy Gradowy Podmuch wysilał pamięć, by znaleźć w niej kota odpowiadającemu rysopisowi. Lodowa Trzcinka westchnęła tylko krótko, lekko opuszczając łeb. Którym zaraz niemrawo pokręciła. - Nie wiem. Nie sądzę. - Nie mogła być pewna i miała mieszane uczucia co do takiej ewentualności. Jeżeli rzeczywiście przebywali razem przynajmniej byli bezpieczni. Jednak skoro tak, dlaczego nie dali żadnego znaku życia? W bardzo rzadkich chwilach wątpliwości, w Ślizgawce odzywał się egoistyczny żal. O to, że została porzucona sama w Klanie Cienia, bez wytłumaczenia i pożegnania. Został jej Szron, to prawda, ale brat nie wypełniał tej pustki, która została po przyjaciołach i nie potrafił uspokoić niepokoju o ich dalsze losy. Tego typu myśli opanowały głowę Ślizg, a bursztynowe oczy wojowniczki utkwiły martwo w pyszczku Grada. Zawieszona, zapomniała o tym, że wypadałoby jakoś kontynuować konwersację z obcym kocurem.
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Biało-czarna sprawiała wrażenie przygnębionej, a przynajmniej bardzo przejętej losem opisanych przez nią kotów. Gradowi zrobiło się nawet trochę szkoda kotki i żałował, że nie może jej pomóc w poszukiwaniach. - To twoja rodzina? - zapytał spokojnie i niezbyt głośno. Chciał jakoś przerwać niezręczną ciszę, która zawisła między nimi, a przy okazji... może dowiedzieć się czegoś więcej o Ślizg. Patrzył łagodnym wzrokiem na kotkę, choć mimo wszystko był czujny. Zachowanie kotki nie wskazywało na to, by miało dojść tu do jakiegoś fizycznego spięcia, ale zielonooki z natury nie był zbyt ufny.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń wracał właśnie do domu. Wybrał się na polowanie, by zapełnić brzuch, a teraz po prostu zamierzał nieco wypocząć. Pogoda nie była niestety nazbyt piękna i chociaż zrobiło się już ciepło, to tego dnia było dość wietrznie, a on odnosił wrażenie, że zanosi się na deszcz. Czasem, gdy faktycznie zbliżała się ulewa, to tam, gdzie znajdowała się jakaś szczątkowa resztka jego ogona, czuł coś na kształt rwania. Dzisiaj było podobnie, postanowił więc, że zrezygnuje z jakiegoś spaceru na rzecz bezpiecznego schronienia, jakim była jego spora nora pełna ciepłego mchu, piór i wszystkiego, co mogło zapewnić mu komfort, ciepło i wypoczynek. Nie potrzebował nazbyt wiele, ale i tak uważał, że jego dom oferuje mu naprawdę wiele. Bezpieczeństwo, wygodę, osłonę przed słotą i gorącem, miał tam wszystko, łącznie z pięknymi widokami, których naprawdę nie musiał zamieniać na nic innego. Odetchnął nieco głębiej wsuwając się pomiędzy krzaczki wrzosów, które o tej porze roku nie były jeszcze tak piękne, ale i tak niosły w sobie obietnicę czegoś niesamowitego, co niesamowicie wręcz cieszyło kocura.
Zwolnił nieco kroku, gdy do jego nosa doleciał zapach innego kota. Rozejrzał się w poszukiwaniu intruza, który znajdował się właściwie na jego ziemiach, ale na pewno nie chciał go atakować. Wolał się najpierw przekonać z kim właściwie ma do czynienia, a dopiero później podejmować jakieś zachowania, jakieś reakcje. Nie lubił się bić, liczył więc na to, że jednostka, z którą przyszło mu się spotkać, zalicza się raczej do tych spokojnych i łagodnych. Na razie jeszcze nie dostrzegł kota, toteż zaczął nieco uważniej węszyć próbując się przekonać, gdzie znajduje się jego nie do końca proszony gość.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Będąc niesprzysiężonym wolnym kotem, mógł pozwolić sobie na cokolwiek chciał. Wszystko było po prostu w zakresie jego zachcianki. Tak więc nie rzadko badał tereny, poznając świat wokół niego. Jakby nie było, tak naprawdę życie samotnika nie było zbyt trudne, jeżeli się miało bezpieczny kawałek terenu w posiadaniu i umiejętność polowania. Powiedziałby nawet że łatwiejsze, niż w klanie, gdy nie musisz się do nikogo przystosowywać lub liczyć z niczyim zdaniem. Dzięki temu Dynia mógł się skupić i z biegiem księżycy chyba zrozumiał miej-więcej, czego właściwie chciał. Bo przez długi czas tylko miotał się między klanem, a samotnym życiem.
Zbierające się ciemne chmury nie były najlepszym znakiem. Biorąc pod uwagę jak chłodno było tego dnia, wolałby nie zostać zaskoczony przez ulewę, po środku niczego. Tak więc więcej niż jeden kot szukał schronienia w tej okolicy. Zdecydował się odpocząć trochę między krzewami bzu, które dawały kępki fioletowych kwiatków. Ta sama roślina, która rosła na jego "posesji". Nie myślał o tym zbyt wiele, jednak był to jego ulubiony kwiat, jaki widział do tej pory. Pewnie dlatego że po prostu lubił ten liliowy kolor, którego nie widział praktycznie nigdzie indziej.
Jednak na niedługo miał okazję rozkoszować się zapachem wilgotnego powietrza i kolorem lekko wilgotnych płatków, nim poczuł coś innego. Zdecydowanie obcego, co od razu zaalarmowało jego zmysły. Nie był sam. Naprężył się, gotowy do walki, gdyby drugi kot chciał mu zrobić krzywdę. W końcu dostrzegł zbliżającego się innego samotnika. - Kim jesteś? - Zapytał, machając trochę nerwowo ogonem. Trzymał ostrożną postawę, jednak w jego głosie nie było złości, groźby, czy strachu. Może bardziej ciekawość. Jeżeli nieznajomy będzie chciał się bić, to może mu trochę walnąć po pysku. Tylko właśnie pytanie było, czy ten w ogóle chciał walczyć. Dynia nie wykluczał że to po prostu inny kot, szukający schronienia przed potencjalnym deszczem.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń nie był wrogo nastawiony, ale postawa kocura, którego w końcu dostrzegł, momentalnie spowodowała, że jego kryza nieznacznie się uniosła w geście wskazującym, że w razie czego gotów jest jednak do walki. Nie zamierzał co prawda dawać sobie po pysku z nieznajomym, musiał się jednak liczyć z tym, że kocur za chwilę po prostu przypuści na niego szarżę, w końcu każdy samotnik był inny i były wojownik Klanu Rzeki nigdy nie wiedział, co może go za chwilę spotkać. Wolał być mimo wszystko ostrożny, nie chciał skończyć wykrwawiając się nie wiadomo gdzie, zapomniany przez wszystkich, dla których kiedykolwiek cokolwiek znaczył. Nastawił teraz czujnie uszy w stronę intruza zastanawiając się, czy ten nie czuje jego zapachu rozchodzącego się po okolicy, wszakże jego nora nie była zbyt daleko stąd.
- Toń - odparł krótko. - A ty, jakkolwiek się nazywasz, jesteś u mnie - dodał jeszcze spokojnie, bo w jego głosie na próżno byłoby szukać jakiejkolwiek agresji. Nie próbował do niczego prowokować, bo nigdy taki nie był, ale wolał uświadomić kocura, że ten błąka się po ziemiach zajętych przez kogoś innego. Nie miał nic przeciwko gościom, ale wolał ich przyjmować w sposób pokojowy, nie zaś szarpiąc się z nimi na fraki. Przyglądał się zatem uważnie kocurowi, starając się jednocześnie ocenić, czy ten faktycznie ostatecznie przystąpi do ataku, czy da sobie z tym spokój, licząc na to, że będą mogli pomówić na spokojnie, a nie we wrogiej atmosferze.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Szlag by trafił tych zasmarkanych Rzeczniaków.
Było jeszcze za wcześnie, by to miejsce rozkwitło tysiącami fioletowych kwiatów, acz wątpliwe, czy Żurawinie ich obecność lub nieobecność robiła jakąkolwiek różnicę. Ba, prawdopodobnie nie zauważyłaby nawet, gdyby tutaj, w tym momencie, objawił się przed nią zastęp Gwiezdnych w świetlnej aureoli i przekazał jej dziewięć odebranych Czerwonej Gwieździe żyć.
Przyszła tu, tak jak miała w zwyczaju, kiedy poczuła, że jej cierpliwość gwałtownie się wyczerpuje. A miało to miejsce ostatnimi czasy dosyć często. Wszystkie te pogrzeby, przeżuwanie swej nędznej egzystencji przesiąkniętej rzecznym odorem, niekończące się klanowe dysputy na temat tego, czy Klan Rzeki jest potęgą, czy nie. Dla kocicy odpowiedź była raczej oczywista. Nie, nie jest potęgą, a żywym - choć może nie jest to szczęśliwym określeniem w tym przypadku - dowodem na to jest liczba pogrzebów. Nieistotne, czy do śmierci kotów doprowadzają czynniki natury, czy ich własna głupota. Wojownicy marli jak muchy. No, a przywódczyni z każdym dniem zdawała się być bardziej przytłoczona przez życie. Żurawina skrycie zaczęła szacować, ile jeszcze czasu ma przed sobą Czerwona Gwiazda, nim wykorkuje.
// Brzoza
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Topiołki. Teren znajdujący się po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki. Srebrna tuż po powrocie na te ziemie trzymała się raczej głównie Łanu Rzepaku, a dokładniej okolic Szorstkich Skał. Nie czuła się na sile, żeby znów beztrosko się włóczyć po rozmaitych rewirach, ale teraz odzyskała siłę po podróży i znów poczuła istny zew natury, żeby ruszyć swoje cztery litery poza Szorstkie Skały i nieco się rozerwać. Przestała obawiać się innych samotników czy drapieżników, więc łatwiej było jej ruszyć się z miejsca. Konflikty nie stanowiły aktualnie tak dużego problemu jak na osiedlu. Koty tutaj raczej ich unikały. Nie dziwiła się temu ani trochę. Sytuacja na osiedlu jest dużo bardziej napięta niż w lesie wbrew wszelkim pozorom. Koty w dziczy zdawały się cenić spokój, oczywiście nie licząc kłopotliwych wyjątków, które zdarzają się wszędzie. Na osiedlu natomiast łatwiej spotkać kocie gangi walczące o rewir, żarcie lub po prostu dla zabawy. Takie koty wydawały się nie mieć szacunku do określonych terytoriów. Kiedyś to może nawet całkiem by jej odpowiadało, ale teraz wolała najzwyczajniej w świecie odpocząć, znaleźć spokojne miejsce i egzystować.
Między spotkaniami z Pustułczym Wrzaskiem włóczyła się tak samo jak i tego dnia szukając Gwiezdny Klan wie czego. Można to podciągnąć pod swojego rodzaju hobby i rozrywkę, która o dziwo sprawiała jej dużą przyjemność. Żyjąc w Klanie nie mogła sobie na nią pozwolić, ale teraz hulaj dusza, piekła nie ma. Nikt nie mógł jej tego zabronić, była sama sobie panem i żaden przywódca nie mógł absolutnie nic o tym powiedzieć. Miało to też swoje minusy jak narażenie się na niebezpieczeństwo, więc podczas każdej wędrówki należało się pilnować. Miała nadzieję, że szylkretowa nikomu nie wyśpiewała o jej powrocie. W końcu wydawała się szczęśliwa i pod wpływem euforii mogła pisnąć o jedno słowo za dużo. Wtedy byłby pewien problem. Cętkowana nie chciała, żeby Czerwona Gwiazda dowiedziała się o jej powrocie zbyt wcześnie. Brzoza myślała jeszcze nad powrotem do Klanu i wtedy musiałaby wymyślić zgrabnie jakieś usprawiedliwienie podobne do porwania przez dwunogów. Zawsze jednak te plany mogą zostać pokrzyżowane.
Tego dnia dotarła na Wrzosowisko. Wrzosy dopiero się rozwijały, więc teren nie szczycił się w tej chwili swoją pięknością jaką zyskuje dzięki fioletowo-różowym kwiatom. Zapach owych kwiatów umilał pobyt nad niedaleko znajdującym się jeziorem. Po dawnym członkowstwie w Klanie Rzeki pozostała w niej swojego rodzaju miłość do wody i pływania. Ah, a te piekielne upały czasem wymagały odrobiny ochłody. Kierując się na Wrzosowisko wyczuła znajomy zapach. Zapach Klanu Rzeki. Początkowo nie mogła wykryć do kogo konkretnie należy, więc zaczęła się powolnie skradać krując za rozmaitym zielskiem, żeby czasem nie zostać wcześniej zauważoną. Będąc już bliżej bez problemu w burej, długiej sierści rozpoznała Jaskółczy Śpiew - dawną mentorkę Pustułki. Pręgowana przeprowadziła i jej jeden trening, kiedy Bławatkowe Niebo wydawała się mieć ją pod ogonem. Kotka była godna zaufania, nigdy nie wydawała się być donosicielem, a z tego, co wiedziała miała również i dobry kontakt z byłą uczennicą, więc zagrożenie z jej strony srebrnej nie groziło. Niewiele więcej myśląc wyczłapała z ukrycia i usiadła kilka długości ogona od Jaskółki.
- Dzień dobry, Jaskółczy Śpiewie. - przywitała się patrząc bezpośrednio na burą. - Ptaszki mi wyśpiewały, że Klan Rzeki jest ostatnio w słabym stanie. Pewnie wszyscy jesteście zmęczeni tymi pogrzebami. Przykro mi, że i Ulewna Łapa skończyła pod drzewem, ale chyba nic nie mogę zrobić.
Brzoza również zdawała sobie sprawę z wieku Czerwonej Gwiazdy. Już kiedy odhodziła jej futerko było takie posiwiałe i wyblakłe. Nie miała pojęcia ile księżyców sobie liczy, ale coś czuła, że niedługo przyjdzie i jej czas, kiedy ustąpi miejsce Ognistej Gwieździe lub kto wie, może nawet komuś innemu. Biorąc pod uwagę te wszystkie śmierci trafić może i na Ognistopręgą. Świetlikowa Gwiazda był z tego, co wiedziała bratem Czerwonej, a na niego już przyszła pora kilka księżyców temu. Teraz czas na Czerwię, czekamy. Gdyby Czerwia odeszła może Brzoza nawet pokusiłaby się o powrót do Klanu.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Rozwarła szerzej oczy na widok samotniczki. Co prawda Pustułczy Wrzask już wcześniej przekazała jej informację o powrocie Brzozy, aczkolwiek Jaskółczy Śpiew nie znała żadnych detali. Niezbyt się tym szczerze powiedziawszy interesowała - była zdziwiona, to fakt, ale praktycznie nie znała cętkowanej, więc czym się tu podniecać? Walka i kodeks na treningu jeszcze nie oznaczały zażyłej znajomości. Mimo to jednak nie miała nic przeciwko pogawędce z partnerką przybranej córki; zawsze to jakieś nowe doświadczenie.
- Dzień dobry - odpowiedziała na powitanie srebrnej kotki, zwracając na nią bystre spojrzenie błękitnych ślepi. - Mądre były te ptaszki, nie powiem. I dobrze poinformowane. Nie ukrywam, że pamiętam lepsze okresy w dziejach Klanu - stwierdziła. W rzeczy samej stracili już wiele dobrych wojowników i terminatorów, a wszyscy pozostali, albo niemal wszyscy, mieli serdecznie dość pogrzebowej atmosfery i niemal codziennych zniknięć czy śmierci. Jednocześnie jednak, po opadnięciu tej chwilowej adrenaliny wywołanej przez rewolucję Zachodzącej Łapy, wszyscy zdawali sobie mniej lub bardziej świadomie sprawę z tego, że przeciwko Mrocznemu Kosiarzowi nic nie da się poradzić. - Nie można nic zrobić, to prawda. Ja też mam już szczerze dosyć wszystkich tych pogrzebów, chociaż nie czuję się jakoś szczególnie przywiązana do Klanu - wyznała bez skrępowania. Może ścieżka, którą obrała Brzoza, byłaby dla niej najlepszym wyborem. - Cóż, bywało lepiej. Wszystko się posypało od śmierci Świetlikowej Gwiazdy - podsumowała wywód ponurym głosem.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«