Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica biegła ile sił miała w łapach. Była naprawdę blisko złapania kolorowego ptaszka dwunożnych! Nie powiodło się jednak to, iż źle wymierzyła skok i zamiast złapać ptaszka, jedynie drasnęła jego piórka. Zwierzak przyśpieszył ale nie wzniósł się wyżej, dzięki czemu samotna matka nadal mogła złapać nietypowy obiad!
Nie zamierzała się poddawać. Cały czas miała szansę na złapanie papużki i chciała ją wykorzystać. Starała się biec jak najszybciej tylko potrafiła i będąc w odpowiedniej odległości - zabić. Plan wydawał się żałośnie prosty, ale jak widać na załączonym obrazku, wcale taki nie był.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Wysiłek koreczki nie poszedł jednak na marne! Druga próba złapania ptaszka, była zdecydowanie najlepsza. Najbardziej opłacalna. Skuteczna, to jednak było ważne. Kocica gdy tylko złapała papużkę od razu odebrała jej życie. Tak się kończy lekceważenie przeciwnika.
Biegła, biegła i dobiegła! Papużka znalazła się w jej pyszczku, a satysfakcją jaką Jaskółka poczuła z upolowana ptaszka była ogromna. Nie zamierzała jednak na tym poprzestać, co to, to nie! Zakopała zdobycz w ziemi, oznaczyła ów miejsce jakimś patyczkiem i na ugiętych łapach ruszyła pod wiatr, licząc na to że uda jej się schwytać coś jeszcze.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica ruszyła. Ruszyła przed siebie w celu poszukiwania większej ilości zwierzyny. Zamiast tego jednak... Nie spodziewała się nawet, że za nią ktoś podąża. Dopiero kiedy wiatr ponownie zmienił kierunek, poczuła za sobą zapach. Zapach lisa. Zwierzę spoglądało na samotniczkę, wyszczerzając kły. Wyglądał młodo, ale nadal był niebezpieczny. Nie zaatakowało jednak. Niebieskooka miała więc jeszcze szansę uciec.
Nic nie trwa wiecznie, a radość towarzysząca upolowaniu zwierzyny w szczególności nie trwała długo. Już po chwili do nosa Jaskółki dotarł jakiś podejrzany zapach. Odwróciła się, chcąc sprawdzić cóż go wytwarza i wtedy zobaczyła. Lis. Lis, który się na nią patrzył i tylko mu ślinka ciekła na myśl o tym, że mógłby ją pożreć. Przez dosłownie sekundę zawahała się, czy nie zostać. Czy nie pozwolić, żeby ją rozszarpał na strzępy. Przecież na to zasłużyła. Była beznadziejną matką, nie potrafiła zapewnić kociakom bezpieczeństwa w klanie Gromu, nie potrafiła im powiedzieć o ojcu. Była po prostu żałosna. Ale przypomniała sobie słowa Wróbelek, która pomimo tego że miała najgorszą matkę na świecie, to jednak ją kochała i pewnie byłoby jej ciężko, gdyby umarła. Poza tym, była za blisko ich nory. Po skończeniu z nią, lis mógłby udać się za zapachem jej kociąt i skrzywdzić także je, a na to nie mogła pozwolić.
Zaczęła więc uciekać. Uciekać najszybciej jak tylko potrafiła, obierając kierunek przeciwny do legowiska, w którym mieszkali. Chciała chociaż spróbować podjąć próbę walki. Nie dla siebie, dla dzieci.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Kocica tylko chwilę się zawahała. Zaczęła uciekać przed drapieżnikiem, który również nie zwlekał, tylko rzucił się w pościg za bengielką. Biegli obydwoje ile sił w łapach. Jaskółka uciekła, nie chciała aby lis zamrodował najpierw ją a potem jej dzieci, do których przecież mógł dostrzeć po zapachu Jaskółki. Lis siedział kocicy na ogonie, ale nie na tyle, aby ją złapać. Nie rezygnował jednak nadal, więc kocica musiała biec.
Lis cały czas siedział jej na ogonie, czuła jego obrzydliwy oddech na karku. Nie mogła się jednak poddać, musiała biec dalej najszybciej jak tylko mogła i to też usiłowała zrobić. Nie mogła pozwolić na to, żeby drapieżnik ją złapał, ale jeśli już musiało do tego dojść, to możliwie jak najdalej od nory, w której najpewniej przebywały teraz kocięta samotniczki. Spięła więc mięśnie i starała się biec jak najszybciej tylko mogła, oddalając się jeszcze bardziej od nory przy wrzosowisku. Jeśli już musi dojść do nieszczęścia, to niech chociaż dzieci będą bezpieczne.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Kocica biegła więc dalej, ścigania przez młodego drapieżnika. Lis nie miał zamiaru odpuszczać. Najwyraźniej miał chrapkę na kocie futerko oraz kocie mięso. Jaskółka dalej umykała drapieżnikowi, chociaż ten dalej siedział jej na ogonie. Odległość między nimi nadal się nie zmieniała
Jaskółka
lvl: 2 | S: 5 | Zr: 8 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 31-5=26(45)
×od następnej tury celność o 2 z powodu spadku W
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Pewne nawyki bardzo ciężko wyplewić.
Mimo, że od wygnania minęła niemal kwadra księżyca, Sasanka snuła się przez ten czas w samotności, walcząc z gniewem, notorycznymi koszmarami oraz uczuciem ciążącej pustki, jaką zostawiło po sobie zniknięcie wszystkich rzekomych wartości Klanu Gromu... ale nie mogła spocząć w stagnacji. Nie była swoją żałosną siostrą, która spędzi te trudne chwile leżąc i więdnąc jak trup. Była zdana wyłącznie na siebie, musiała więc przetrwać, choćby zapchlonym durniom na złość. Jeśli czysta nienawiść miała od teraz zastąpić wszelką życiodajną energię, niech tak będzie. Nie zdoła się na nikim zemścić obrośnięta mchem albo przymierająca głodem.
Wciąż poszukiwała odpowiedniego kąta, nie mając stałego miejsca zamieszkania. Kręciła się wokół Topiołków, badała teren, zwiedzała, spała pod gołym niebem, zawsze w innym miejscu, korzystając z ostatnich darów ciepła Pory Zielonych Liści. Nie wiedziała jeszcze, jak poradzi sobie ze śniegami, mrozem oraz resztą życia, nie wiedziała dokąd powinna pójść, co zrobić i gdzie uderzyć tak, by zabolało... ale dzięki wygnaniu miała mnóstwo czasu na rozmyślanie. A także knucie.
Tym razem, na przekór rozbitej rutynie, musiała wytyczyć sobie jakieś śmieszne obowiązki, by ulżyć świerzbiącemu pod sierścią przyzwyczajeniu. Na szczęście lub nieszczęście starszych bywalców Topiołków, postanowiła zrobić obchód, przypominający jej codzienne patrole graniczne, na które ochoczo uczęszczała.
Nie musiała być wielce klanowym kotem, by wyczuć grasujące w pobliżu zagrożenie - albo nawet usłyszeć, bo dzika pogoń za Jaskółką nie należała do najcichszych urozmaiceń krajobrazu. Sasanka zmarszczyła czoło, widząc pierzchającą samotniczkę oraz rudego psowatego siedzącego jej tuż na ogonie, przez co automatycznie spięła mięśnie. Próbowała prześcignąć lisa na otwartym terenie? Co za amatorka. Normalnie skrzyknęłaby resztę kompanów i pokazała temu kundlowi, gdzie jego miejsce... ale teraz była całkiem sama.
Jeśli lis skończy trawić truchło cętkowanej kizi, zasmakowawszy w kocim mięsie, z pewnością wróci po więcej. To teraz też jej dom. Jej... teren. Nie chciała zostać zaskoczona późną nocą w mało osłoniętej norze albo innej kępie trzcin, obudzona kłami wbitymi prosto w kark. Musiała reagować.
Rozpędzając się ile sił w łapach, postanowiła zaskoczyć skupionego na Jaskółce lisa od boku, udaremniając pościg rzuceniem się na jego żebra z wysuniętymi pazurami, pełna nadziei, że zdezorientuje go niemiłą niespodzianką, po czym obali na bok siłą rozpędu oraz porządnie zatnie, zanim obca padnie ze zmęczenia, będąc dla niego łatwą zdobyczą.
- Walcz, głupia! - warknęła w locie, chcąc zachęcić tę tchórzliwą kupę futra do ataku, skoro ucieczka była z góry skazana na porażkę. Jeśli Sasanka padnie, rozwścieczony lis złapie je obie. Aczkolwiek ze wszystkich czynników zagrzewających kotkę do walki, zdrowie lub życie samotniczki obchodziło ją najmniej. Kiedyś nieomal mianowali ją Wojowniczką. Płynie w niej krew paru wartościowych kotów. Na dodatek, ostatnimi czasy była WŚCIEKŁA. Musiała się wyładować. Pragnęła walki.
- Walcz!
Uciekała. Wiała tak szybko, na ile pozwoliły jej łapy, ale lis cały czas siedział jej no ogonie, cały czas stanowił zagrożenie i nie chciał odpuścić. Samotniczka zaczynała już odczuwać zmęczenie, co wzbudzało w niej swego rodzaju strach. Bała się, że jej się nie uda, że rudy psowaty ją złapie i rozszarpie na strzępy, nim ta zdąży się pożegnać z kociakami. Czasem miała ochotę umrzeć, zniknąć z tego świata, ale nigdy nie miała odwagi by do tego doprowadzić, nigdy nie miała odwagi by zostawić swoje kocięta całkiem same, nawet jeśli wiedziała, że nie potrafi ich obronić. Starała się więc z całych swych sił uciec, odganiając przy okazji drapieżnika jak najdalej od nory, w którym znajdowały się kocięta. Była beznadziejna i niezdarna, miała świadomość tego, że jeśli nie ucieknie, to nie ma w starciu najmniejszych szans, dlatego chciała zapewnić bezpieczeństwo potomstwu, odciągając od nich zagrożenie możliwie jak najdalej.
Biegła, dysząc ciężko, gdy usłyszała krzyk. Odwróciła głowę, dosłownie na sekundę i ujrzała jak jakaś kotka rzuca się na lisa. Nie od razu do niej to wszystko dotarło i biegła jeszcze przez jakiś czas, by dopiero wtedy się zatrzymać i spojrzeć na to, co właśnie miało miejsce. Czy nieznajomej się udało? Czy lis w ogóle nie zwrócił na nią uwagi i mimo wszystko będzie atakował Jaskółkę? Być może samotniczka w tym momencie popełniła ogromny błąd, ale choć była tchórzliwa, to nie była kotem złym i nie pozwoliłaby na to, by ktokolwiek umierał w jej imieniu. W tym momencie była jednak w zbyt dużym szoku, by cokolwiek zrobić. Po prostu stanęła w miejscu jak wryta.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Chciała porozmawiać z matką. Musiała dowiedzieć się więcej o Amorze, którego imię wymknęło się starszej kocicy podczas ich konwersacji. Już wtedy Wróbelek zrozumiała, że ten ktoś jest zły, w końcu skrzywdził jej matkę. A córka musiała dokończyć śledztwo, znaleźć go i przetrzepać mu porządnie futro, za to co wyrządził jej rodzicielce.
Już jakiś czas temu przeprowadzili się do nory dzięki pomocy dużej samotniczki. Ten moment bura kotka uznała za odpowiedni, by znowu poruszyć temat barbarzyńcy. Rzecz w tym, że nie mogła znaleźć matki. Postanowiła więc iść za jej zapachem, aby na spokojnie, z dala od rodzeństwa, zagadnić w tej kwestii. W końcu nie mówiła o tym braciom ani siostrze, chcąc póki co sama to wybadać, a dopiero po jakimś czasie znaleźć sojuszników. Rozmowa z Jaskółką w pierwszej kolejności wydawała się rozsądniejsza.
Dopiero po czasie zauważyła dość ciekawą scenę. Wprawdzie dotarła dopiero, kiedy jakaś kotka spróbowała rzuciłć się na lisa, natomiast jej mama stała sparaliżowana. Na grzbiecie młodej koteczki zjeżyła się sierść. Czy to był drapieżnik? Na takiego wyglądał. Spoglądała raz na rudofutrego, raz na matkę, by w końcu, chcąc ją uratować, podjąć jakieś kroki. Nie znała się na walce, ale musiała cokolwiek zrobić. Nie chciała, żeby cokolwiek stało się jej rodzicielce, więc musiała działać. Nie bała się, najważniejsze było, żeby ta ogromna bestia nie dorwała srebrnej kocicy.
Podbiegła zatem do Jaskółki, chcąc stanąć przed nią, ustawić się w pozycji bocznej. Gdyby futrzak zechciał zaatakować ją, miałby po drodze ciemniejszą kotkę, będącą teraz osłoną. Była młoda, głupia i pewnie słaba, ale wolała zrobić sobie krzywdę, a może nawet pożegnać się z życiem, byle tylko zatrzymać potwora przed zarżnięciem jej przyjaciółki. Była jeszcze Sasanka... ale w tym momencie Wróbelek postanowiła pomóc sparaliżowanej mamie, w razie wu. XDlvl1
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Czy Wróbelek uda się osłonić Jaskółkę? [rzut 1d6]
parzyste - Wróbelek osłania Jaskółkę → atak przechodzi na Wróbelek
nieparzyste - Wróbelek nie udaje się osłonić Jaskółki
Wypada 6 - Wróbelek osłania Jaskółkę → atak przechodzi na Wróbelek
Atak lisa - nieudany(0%)
Jaskółka nadal próbowała uciec przed lisem, który cały czas siedział jej na ogonie. Nie spodziewał się jednak tego, że zostanie zaatakowany przez wygnaną wnuczkę Trzmielej Gwiazdy. Kocica z całej siły wbiła się w jego bok, udaremniając pościg za bengalską kotką. Udało jej się zerwać fragment jego skóry z boku, z którego zaraz wytrysnęła szkarłatna ciecz. Buro-biała spróbowała również namówić Jaskółkę do ataku... a raczej zmotywować do walki, lecz ta zamarła tylko w miejscu. Przed nią zaraz pojawiła się Wróbelek, chcąca ochronić swoją mamę w razie ataku ze strony drapieżnika, który swoją droga chciał właśnie wcześniej gonioną kocice zaatakować. Nie udało mu się jednak trafić, ani w nią, ani w osłaniającą kocice córkę.
Jaskółka
lvl: 2 | S: 5 | Zr: 8 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 26(45)
•przerzuty [0/1]
•celność o 2 z powodu spadku W
Lis
S: 14 | Zr: 6(9) | Sz: 5(8) | HP: 60-21=39| W: 30-2=28(40)
•rana 2. stopnia - wyrwany fragment skóry z boku (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki)
•Zr i Sz obniżone o 3 z powodu walki 1v3
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Kiedy trysnęła krew, Sasanka uśmiechnęła się przelotnie pod wąsem, czując buzujący w żyłach dreszcz adrenaliny. Była Wojowniczką, jeszcze wtedy, wiecznie uziemiona w randze Terminatorka, a także teraz, jako niesłusznie wygnana banitka. Wiek, miejsce, okoliczności... to tylko detale. To, czy kot urodził się zdolny do walki, leżało głęboko w środku i dla Klanów stało się zapomnianym elementem przeszłości, odkąd zapanował wieczny, rozpasany pokój pozbawiony konsekwencji, zbierający swoje żniwo wśród mało rozumnych pokoleń.
Nie omieszkała zwrócić uwagi na Jaskółkę, która zamiast zaatakować... stanęła jak wryta, robiąc za żywą przynętę i dezorientując rozjuszonego lisa. Czy w ten właśnie sposób ginęli Gromowicze po spotkaniu przeciwnika na granicach, jeden po drugim, by później księżycami trąbiono o "strasznej tragedii" czy innej "bohaterskiej śmierci"? Gdyby nie pozbawiona szlachetnych intencji zaciekłość Sasanki, chętnie puściłaby go luzem, patrząc jak pożera tę obleśnie tchórzliwą wypluwkę... i jakąś mniejszą, jeszcze bardziej cherlawą, która wyrosła nagle spod ziemi by heroicznie nadstawić karku. Komedia, chociaż nikt się nie śmieje. Ba, czując rozpierającą gardło WŚCIEKŁOŚĆ ujawnioną przeciągłym warkotem zza obnażonym zębów, naprężyła mięśnie. Jak one w ogóle żyją, tutaj, w dziczy? Stojąc i patrząc śmierci w oczy nie powinny przetrwać ani jednego dnia. Żałosne.
- RUSZ SIĘ, idiotko! - zawyła po raz ostatni, przelewając swój gniew, teraźniejszy oraz przeszły, bezpośrednio na rudego drapieżnika.
Sasanka zamierzała odbić się od ziemi, korzystając z okazji, że stojące jak kołki, cętkowane ciecie wciąż figurowały w jego jadłospisie jako banalnie łatwy posiłek, by w miarę możliwości zaczepić o grzbiet lisa pazurami. Postanowiła poszerzyć krwawiącą ranę lub dorobić kilka kolejnych, a w międzyczasie poprawić swój uchwyt śmiercionośnym zatopieniem zębów prosto w kark psowatego - głęboko, zawzięcie i w równej mierze nienawistnie. Tak, jakby nie miała pod sobą groźnego przeciwnika, lecz upolowaną właśnie wiewiórkę, która miała dzisiaj skończyć na stosie świeżej zdobyczy. W końcu wszyscy, trafieni w odpowiednie miejsce, umierali tak samo.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
W tej chwili dla Wróbelek nie liczyło się to, co się stanie, byleby tylko jej matka była bezpieczna. Mogła ponieść ogromne rany, a nawet pożegnać się z życiem, a to wszystko dla srebrzystej, która nie zasługiwała na nic złego, co w tym momencie chciał poczynić krwiożerczy lis. Bura koteczka zacisnęła mocno powieki, przygotowując się na najgorsze, ale... nic nie poczuła. Zamrugała parokrotnie, otwierając oczy, gdy nagle nie zauważyła, jak mocno krwawił drapieżnik. I to dzięki tej samotniczce... która bezinteresownie im pomagała, oczywiście jak się córce Jaskółki wydawało. Odwróciła się jeszcze do matki, by krzyknąć ze łzami w oczach:
— Proszę, nie mów nic, po prostu uciekaj! — zawyła rodzicielce w twarz, po czym odwróciła się ponownie w stronę toczącej się walki, postanawiając podjąć kroki pomocy dla byłej, gromowej terminatorki. Patrzyła się tak chwilę na słabnącego rudzielca, ale nie mogła stać tak w wieczność. Musiała coś zrobić, ale nie miała pojęcia co. Była w walce kompletnie ZIELONA. Nie potrafiła nic zrobić. Mogłaby wziąć to na instynkt, ale myśli o matce zaćmiły jakiekolwiek pomysły. Dopiero po jakimś czasie ruszyła do przodu, chcąc skoczyć ku przedniej łapie drapieżcy i zacisnąć na niej mocno szczęki. Nic innego nie wleciało jej do głowy, a przecież musiała wesprzeć buro-białą samotniczkę, nim stanie się coś złego.